„Miłość i nadzieja” – odcinek 273 – szczegółowe streszczenie
Alper, chcąc podkreślić wagę swojej groźby, bez wahania rozcina skórę na ramieniu Gonul. Kobieta syczy z bólu, a on, nie oglądając się za siebie, opuszcza dom Feraye, zostawiając po sobie napięcie gęste jak dym.
— Kim jest ten człowiek?! — wrzeszczy Belkis, a jej głos drży ze złości i strachu. — Pochodzi z twojego brudnego świata?!
— Pierwszy raz w życiu go widzę! — broni się Gonul, przyciskając dłoń do krwawiącej rany. Krew powoli przesiąka przez palce, spływając cienkimi strużkami po jej przedramieniu.
— Przyniosę opatrunek, zatamuję krwawienie — rzuca Feraye, już kierując się w stronę łazienki.
— Przysięgam… — Gonul patrzy na Belkis błagalnie, a jej głos załamuje się przy każdym słowie. — Nigdy go nie widziałam. Nie jestem częścią tej gry.
Feraye kiwa głową, ale w jej spojrzeniu nie ma pełnej wiary. Jej kroki przyspieszają, jakby chciała czym prędzej oderwać się od sceny, której była świadkiem.
***
Kobiety przenoszą się do ogrodu. Gonul i Belkis siedzą przy niskim stoliku, a Feraye krąży po trawniku, masując kark, jakby próbowała rozładować narastające napięcie.
— Śledził mnie aż tutaj — zaczyna Gonul. Jej głos drży, a świeżo obandażowana ręka spoczywa na kolanach. — Kiedy zobaczyłam go w samochodzie, patrzył prosto na mnie… Podeszłam, a on przyłożył mi nóż do gardła. Ty też to widziałaś, Feraye.
— To wariat — ocenia Belkis z gniewem. — A jeśli następnym razem zrobi coś gorszego? Ten człowiek jest chory psychicznie.
— Co teraz zrobimy? — pyta Gonul, spoglądając na obie kobiety z niepokojem.
— Nie damy mu żadnych pieniędzy — odpowiada stanowczo Feraye.
— Wiesz, co się stanie, jeśli tego nie zrobimy — przypomina Gonul.
— A wiesz, co będzie, jeśli spełnimy jego żądania? — ripostuje Feraye. — Będzie wracał po więcej i więcej.
— Feraye… a co jeśli skrzywdzi nasze dzieci? — wtrąca Belkis, a w jej głosie pobrzmiewa strach.
W tym momencie kamera przenosi się na korytarz. Do domu wchodzi Ege.
— Ciociu Feraye! Mamo! — woła radośnie. — Jesteście gotowe? Jedziemy na ślub!
Nie słyszy odpowiedzi, więc idzie w głąb domu. Jego wzrok pada na otwarte drzwi tarasowe. Podchodzi, ale nie wychodzi na zewnątrz — słysząc kobiece głosy, zatrzymuje się w progu, nadstawiając uszu.
— Musisz powiedzieć Zeynep prawdę — mówi stanowczo Feraye. — Nie ma innego wyjścia.
— Jak mam to zrobić? — Gonul potrząsa głową. — Przez lata trzymałam ten sekret w tajemnicy. Nie mogę teraz po prostu powiedzieć jej wszystkiego…
Ege marszczy brwi.
— Jaki sekret? — szepcze do siebie, coraz bardziej zaintrygowany.
— Powiesz, Gonul — naciska Belkis. — Inaczej nigdy się z tego nie wydostaniemy.
— Jeśli powiem, stracę córkę. Nie mogę tego zrobić… — głos Gonul łamie się, a w oczach pojawiają się łzy.
— Możesz — odpowiada zimno Feraye. — Tak jak przez lata okłamywałaś córkę, tak teraz jej wszystko wyjaśnisz.
— Co mam wyjaśnić? Że jej ojciec ożenił się z inną kobietą, a ja byłam bezradna?!
— Dość, Gonul! — przerywa jej Feraye. — Nie możemy ulegać groźbom tego człowieka.
— Jeśli mu nie powiesz, on to zrobi — dodaje Belkis. — Chcesz, żeby twoja córka poznała prawdę od obcego, podłego człowieka?
— Jeśli damy mu pieniądze… — mówi cicho Gonul, choć jej ton zdradza brak wiary w te słowa. — Może wtedy zamilknie. Proszę… niech to zostanie między nami. Gdyby Zeynep dowiedziała się, że okłamywałam ją przez lata… nigdy by mi nie wybaczyła.
Kamera ponownie skupia się na twarzy Egego. W jego oczach widać burzę myśli.
„Czy ojciec Zeynep żyje?” – powtarza w myślach, czując, jak w piersi narasta mu niepokój.
Już wie, że nie może dłużej zwlekać. Prawda musi wyjść na jaw – i to teraz.
Wychodzi z ukrycia, stawia zdecydowane kroki w stronę stolika, przy którym siedzą kobiety.
— Synu? — Belkis podrywa się z miejsca, wyraźnie zaskoczona. — Jak ty się tu znalazłeś? Ach, no tak… spóźniliśmy się na ślub, prawda?
— Boże… masz rację — przytakuje Feraye, jakby dopiero sobie o tym przypomniała. — Zupełnie o tym zapomniałam.
Ege zatrzymuje się przed nimi i patrzy im prosto w oczy. W jego tonie nie ma miejsca na żarty:
— Skoro jest tu ciocia Gonul, chyba rozmawiałyście o czymś ważnym. I nie mam na myśli ślubu.
Feraye próbuje brzmieć lekko, ale jej głos lekko drży:
— Nie, to nic wielkiego… rozmawiałyśmy o szkole Zeynep.
— Nie kłamcie! — głos Egego tnie powietrze. — Rozmawiałyście o ojcu Zeynep!
Zapada cisza. Kobiety wymieniają spojrzenia — szybkie, nerwowe, jakby w ułamku sekundy próbowały ustalić wspólną wersję wydarzeń.
— Kilka miesięcy temu zacząłem szukać ojca Zeynep — mówi Ege, a jego głos staje się coraz twardszy. — Zeynep miała podejrzenia. Myślała, że jej ojcem jest ktoś inny. Pojechaliśmy do Edremit. I co się okazało? Pan Taylan nie jest jej ojcem, prawda? Chcieliśmy otworzyć grób, zrobić testy DNA… ale wtedy zjawił się wujek Bulent i wszystko przerwał.
— Synu… przeszłość powinna pozostać przeszłością — wtrąca Belkis, próbując złagodzić napięcie. — Zostaw to.
— Nie mogę. — Ege patrzy na nią z determinacją. — Myślę, że nadszedł czas na ekshumację.
Feraye marszczy brwi, a jej ton staje się poważny:
— To bardzo skomplikowana procedura, wiąże się z kwestiami prawnymi, które…
— Jeśli będzie trzeba, zajmę się wszystkim — przerywa jej stanowczo. Podchodzi bliżej do Gonul, pochyla się nad nią i wbija w nią przenikliwe spojrzenie. — Ciociu Gonul… kim jest ojciec Zeynep?
***
Sila, drżąc z napięcia, wciska się w ciasną przestrzeń między fotelem kierowcy a tylną kanapą samochodu Leventa. Czuje, jak serce bije jej w skroniach, a każdy zakręt drogi wydaje się trwać wieczność. Gdy w końcu auto zatrzymuje się przed domem Kuzeya, ostrożnie wysuwa się z kryjówki, niemal nie oddychając, by nie zwrócić na siebie uwagi.
Podnosi wzrok na fasadę budynku. Nad wejściem wisi ozdobny napis: „Witamy na naszym ślubie” oraz połączone sercem litery „B” i „K” — symbole Bahar i Kuzeya. Widok ten jest jak cios w pierś.
Zdezorientowana, ale zdeterminowana, Sila idzie w stronę ogrodu. Tam czekają już goście, otoczeni bajkową scenerią: rzędy białych krzeseł, morze balonów, kwiaty w każdej możliwej formie. Biel dominuje nad wszystkim, jakby miała być kolorem czystości i szczęścia.
— Powiem ci wszystko, Kuzeyu… — szepcze sama do siebie, zaciskając dłonie w pięści. — Nie zrobiłam nic złego. Jestem niewinna. Powiem ci wszystko…
Z wnętrza domu, przez szeroko otwarte drzwi tarasowe, wychodzi para młoda. Na pierwszy rzut oka — idealny obrazek. Bahar lśni jak z okładki magazynu ślubnego: jej suknia jest ucieleśnieniem marzeń, a uśmiech promienieje tak jasno, jakby naprawdę był to najpiękniejszy dzień jej życia.
Kuzey idzie u jej boku z nienaganną postawą pana młodego, a smoking leży na nim idealnie. Ale jego twarz to maska — chłodna, spokojna, pozbawiona emocji. W środku jednak… w środku płonie. Każdy krok ciąży mu jak kajdany. Kiedy zobaczył Bahar w sukni ślubnej po raz pierwszy, serce zadrżało mu nie z miłości, lecz z bolesnej iluzji — przez krótką chwilę zobaczył w niej Silę. Siostrę Bahar. Kobietę, którą naprawdę kocha.
Tłum gości bije brawo, wiwatuje, nieświadomy dramatu rozgrywającego się tuż przed ich oczami. Kuzey uśmiecha się delikatnie, niemal mechanicznie, jakby nauczył się tej mimiki na pamięć. Bahar ściska jego ramię z czułością, on nie odsuwa się, bo nie może. Bo decyzja została już podjęta. Bo dziś nie jest dniem miłości — jest dniem poświęcenia.
Podchodzą do stołu ślubnego, udekorowanego z przesadnym przepychem, jakby blichtr miał zagłuszyć brak prawdziwego uczucia. Bahar patrzy na Kuzeya z nadzieją i wiarą, on patrzy na nią — i widzi tylko Silę. Wie, że za chwilę wypowie przysięgę, ale w jego sercu od dawna wyryte jest imię innej.
Urzędnik staje przed nimi i w kilku oficjalnych zdaniach przypieczętowuje ich los. Oboje składają podpisy pod aktem małżeństwa, a aplauz gości wypełnia ogród. Kuzey, zamiast cieszyć się chwilą, odwraca głowę. I wtedy ją widzi.
Sila.
Wie, że to nie jest kolejne omamienie, które nawiedzało go w bezsennych nocach. Tym razem to ona — prawdziwa, namacalna, oddychająca. Jego Sila. Kobieta, którą kochał do granic rozsądku i od której, jak wierzył, doznał najboleśniejszej zdrady. Tylko że prawda… wcale nie jest taka, jaką sobie wyobrażał.
W jej oczach odbija się ocean smutku. Nie tylko ból, lecz także cicha prośba, by ją wysłuchał.
— Kuzey? — głos Bahar wyrywa go z transu. — Wszystko w porządku?
— Tak… tak, wszystko dobrze — odpowiada, choć jego ton zdradza coś zupełnie innego.
— Idę przywitać się z gośćmi.
Bahar odchodzi w stronę tłumu, a w jej miejsce pojawia się Levent.
— Gratulacje — mówi lekarz, ściskając dłoń pana młodego. Przez chwilę uważnie lustruje jego twarz. — Wyglądasz tak, jakbyś chciał być gdzie indziej. Co się stało?
Kuzey ponownie odwraca głowę w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą stała Sila. Pusta przestrzeń odpowiada mu milczeniem.
Czy tylko mu się przewidziało? Znowu? Ale przecież… była taka prawdziwa.
— Przepraszam… musiało mi się coś przywidzieć — rzuca, sam próbując uwierzyć w te słowa.
Tymczasem Sila oddala się w stronę bramy. W jednej chwili wracają do niej wszystkie wspomnienia: twarz matki, groźny cień Alpera, krzywdzące słowa, które odcisnęły się na jej sercu. Ciężar tamtych dni spada na nią z nową siłą, jakby przeżywała to wszystko na nowo.
Nie wiedząc, gdzie się skryć, wślizguje się do środka domu. Z salonu, przez uchylone drzwi, patrzy na tańczących Kuzeya i Bahar. Widzi ich uśmiechy, ich zbliżone sylwetki, ale w jego spojrzeniu — nawet z tej odległości — dostrzega pustkę.
Bahar nagle zauważa siostrę. Sztywnieje, po czym kończy taniec pod pretekstem, że musi iść do toalety. Ale zanim zdąży cokolwiek zrobić, drogę zastępuje jej Cavidan.
— Czy to jest odpowiedni moment, żeby zostawiać gości samych? — mówi chłodno. — Wkroczyłaś właśnie do wyższych sfer. Musisz się zachowywać jak dama.
— Mamo… Sila jest tutaj!
— Co?! — oczy Cavidan rozszerzają się w panice.
Jeśli to prawda, jeśli Sila naprawdę się tu pojawiła, to nie jest tylko niespodziewane spotkanie. To tykająca bomba, która w każdej chwili może rozsadzić całe to idealne przedstawienie.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 210. Bölüm i Aşk ve Umut 211. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.








