Panna młoda odc. 39: Cihan broni Hancer i staje przeciwko matce!

Hancer patrzy z uśmiechem na Cihana.

„Panna młoda” Odc. 39 – streszczenie

Beyza zatrzymuje Gülsüm w wąskim przedpokoju. Nagle chwyta ją za ramię i zaciska palce tak mocno, że pokojówka aż wstrzymuje oddech. Jej spojrzenie jest ostre, niemal oskarżycielskie.

— Ukrywasz coś przede mną? — pyta niskim, napiętym głosem.

— Nie, pani Beyzo — odpowiada szybko Gülsüm, wyraźnie zaniepokojona. — Powiedziałam wszystko. Pan Cihan pojechał z tą dziewczyną i do tej pory nie wrócili. To naprawdę wszystko, co wiem.

— Więc dlaczego moja ciotka jest taka wesoła? — Beyza zwęża oczy. — To nie jest normalne. Coś się dzieje. Czuję to.

— Dla nas też to nie jest do końca jasne — przyznaje niepewnie pokojówka. — Od samego rana pani Mukadder jest w wyjątkowo dobrym humorze. Wydaje mi się, że to dlatego, że pan Cihan i panna młoda… są teraz w lepszych stosunkach.

— W jakich lepszych stosunkach?! — Beyza niemal syczy. — Co ty w ogóle mówisz?

Gülsüm przełyka ślinę, po czym ścisza głos, jakby zdradzała zakazany sekret.

— Pani Mukadder powiedziała jej ostatnio, żeby zrezygnowała z lekarza… z tej całej terapii. Jeśli panna młoda jej posłuchała… — zawiesza głos. — Wygląda na to, że spędzili noc razem. Z panem Cihanem.

Beyza blednie, a po chwili jej twarz twardnieje.

— Myślę, że dlatego pani Mukadder jest taka szczęśliwa — dodaje Gülsüm nieostrożnie. — Już wyobraża sobie wnuka… jak bierze go na ręce…

— Teraz wszystko rozumiem — wybucha Beyza. — Dlatego mnie wyrzucili! Dlatego przestałam się liczyć!

Na jej ustach pojawia się rozszalały, niemal obłąkany uśmiech. Dłonie zaciska w pięści tak mocno, że bieleją jej knykcie.

— Już ja im pokażę! — syczy.

Odwraca się gwałtownie i niemal biegiem opuszcza rezydencję.

Przerażona Gülsüm przez chwilę stoi w miejscu, po czym rzuca się do salonu.

— Proszę pani! — woła, zdyszana. — Pani Beyza… ona oszalała!

Mukadder natychmiast podnosi się z fotela.

— Co ty mówisz? — pyta ostro.

— Pytała mnie o pana Cihana i pannę młodą — tłumaczy pospiesznie Gülsüm. — Kiedy powiedziałam, że nie wrócili na noc… wpadła w szał.

— Ach, Gülsüm… — odzywa się Sinem z wyrzutem. — Czy naprawdę musiałaś się wtrącać?

— Nie wiedziałam, że to tajemnica — broni się pokojówka drżącym głosem. — Po prostu powiedziałam prawdę…

Mukadder nie traci ani sekundy na karcenie. Jej twarz twardnieje, a w oczach pojawia się czujność. Odwraca się na pięcie i szybkim, zdecydowanym krokiem rusza w stronę wyjścia.

Coś wymknęło się spod kontroli — i ona doskonale o tym wie.

***

Beyza stoi w starym domu, w pokoju Hancer. Przestrzeń, która jeszcze niedawno była uporządkowana i cicha, teraz nosi ślady furii. Szuflady są wyszarpnięte, a ich zawartość porozrzucana po podłodze. Pościel z łóżka zsunęła się na ziemię, jakby ktoś zerwał ją jednym brutalnym ruchem. Ubrania leżą w bezładnych stertach, a otwarta szafa zionie pustką.

— Ty przebiegła żmijo… — warczy Beyza, zrzucając kolejne rzeczy. — Zapłacisz mi za to. Zapłacisz za to, że zaciągnęłaś Cihana do łóżka!

Z impetem otwiera drzwi szafy do końca. Wtedy jej dłoń natrafia na coś sztywnego. Kartki. Dokument. Zatrzymuje się.

Podnosi papier i zaczyna czytać. Jej brwi unoszą się, a na ustach pojawia się powolny, drapieżny uśmiech.

— Proszę, proszę… — mówi cicho, z niedowierzaniem, które szybko przeradza się w pogardę. — Więc jednak. Zażądałaś pieniędzy za wyjście za Cihana.

Śmieje się krótko, zimno.

— Nie doceniłam cię. Ty nie jesteś żmiją… — cedzi słowa. — Ty jesteś prawdziwym grzechotnikiem.

W tej samej chwili do jej uszu docierają głośne, szybkie kroki na schodach. Beyza odwraca się i wychodzi z pokoju. Na korytarzu wpada niemal wprost na Mukadder, która wbiegła na górę, oddychając ciężko.

— Co ty tu zrobiłaś?! — krzyczy pani Develioglu, rozglądając się po zdemolowanym wnętrzu. — Czy ty kompletnie oszalałaś?! Weź się w garść!

Jej głos drży od gniewu.

— Nie warto być dla ciebie miłym — ciągnie bez litości. — Za każdym razem, kiedy próbuję, stajesz się coraz gorsza! Tym razem zasłużyłaś na najcięższą karę! Nawet twój ojciec cię przede mną nie uratuje!

Beyza unosi podbródek i patrzy na ciotkę z chłodnym spokojem.

— Pani Mukadder — mówi z ironią — sędzia i kat rodziny Develioglu. Co się stało? Nie potrafisz już kontrolować dziewczyny, którą sama sprowadziłaś do tego domu?

— Ty bezwstydnico! — Mukadder chwyta ją za ramię, wbijając paznokcie w skórę. — Jakim prawem tak do mnie mówisz?! Skąd masz odwagę mi się sprzeciwiać?!

— Twoja nowa synowa dobrze się zabezpieczyła — odpowiada Beyza spokojnie, niemal z satysfakcją.

Mukadder zamiera.

— Co masz na myśli? — pyta, mrużąc oczy.

— Nic nie wiesz… — Beyza podaje jej dokument. — Sama przeczytaj. Zobacz, jaką kobietę wepchnęłaś w ramiona swojego syna.

Mukadder przebiega wzrokiem po tekście. Jej twarz stopniowo blednie, a palce drżą, gdy ściska kartki.

— Oczy Cihana musiały być zamglone — ciągnie Beyza bezlitośnie. — Kupił sobie tę upadłą dziewczynę. A ty wynosisz ją pod niebiosa, bo wierzysz, że urodzi ci wnuka.

Robi krok bliżej.

— Bądź ostrożna. Tacy ludzie zawsze wbijają nóż w plecy… wtedy, gdy najmniej się tego spodziewasz.

***

Samochód Cihana zatrzymuje się przed starym domem. Hancer siedzi jeszcze przez chwilę nieruchomo na fotelu pasażera, po czym odpina pas i spogląda na męża.

— Pewnie jedziesz już do pracy? — pyta cicho.

— Tak — potwierdza Cihan bez wahania.

— W takim razie… do zobaczenia.

— Do zobaczenia — odpowiada z ciepłym, szczerym uśmiechem.

Ten uśmiech nie jest już obcy ani zdystansowany. Wspólnie spędzony czas wyraźnie zmienił jego nastawienie. Między nimi pojawiło się coś miękkiego, bezpiecznego — może jeszcze nie miłość, ale spokój i wzajemna życzliwość. Relacja, która jeszcze niedawno była chłodna, teraz przypomina przyjaźń.

Hancer wysiada z auta i przez chwilę stoi nieruchomo, odprowadzając wzrokiem samochód Cihana, aż ten znika za bramą. Dopiero wtedy odwraca się i wchodzi do starego domu.

Już od progu czuje, że coś jest nie tak. Powietrze jest gęste, ciężkie, jakby dom wstrzymał oddech. Cisza nie uspokaja — przeciwnie, przytłacza. Hancer wchodzi po schodach, a każdy kolejny stopień potęguje narastający niepokój.

Na górze zatrzymuje się jak wryta.

Pomieszczenie jest zdemolowane. Szuflady powyciągane, rzeczy porozrzucane po podłodze, a pościel zrzucona z łóżka. Na środku pokoju stoi Mukadder — wyprostowana, nieruchoma, z kamienną, surową twarzą. W dłoniach trzyma dokument.

Hancer podchodzi niepewnie, rozglądając się po zniszczeniach. Mukadder gwałtownym ruchem macha papierami tuż przed jej twarzą.

— Co to jest?! — domaga się odpowiedzi ostrym, lodowatym głosem. — Odpowiedz mi!

Hancer otwiera usta, ale nie zdąża nic powiedzieć.

— Milczysz? — Mukadder parska pogardliwie. — Brawo! Świetnie sobie poradziłaś z Cihanem. Sprzedałaś się za dobre pieniądze! Więc na tym polegała ta twoja skromność? Ta pokorna postawa? Żeby sprzedać się mojemu synowi?!

— Ja… — próbuje wtrącić Hancer, zdezorientowana i blada.

— Zamknij się, ty łajdaczko z sąsiedztwa! — krzyczy Mukadder. — Nazwisko Develioglu ci nie wystarczyło, więc dorzuciłaś do tego pieniądze?! Kim ty w ogóle jesteś?! Kim?!

Unosi rękę, gotowa uderzyć synową.

— Czy takie uliczne śmieci mają kontynuować mój ród?! — jej głos drży od furii. — Wolę zakończyć to teraz, niż pozwolić ci zostać w tej rodzinie! Wynoś się, ty niemoralna bezwstydnico! Zniszczyłaś reputację Develioglu!

Nie czekając na odpowiedź, Mukadder chwyta Hancer i niemal siłą wyprowadza ją z domu. Na dole wzywa kierowcę. Po chwili obie siedzą już w samochodzie.

Auto rusza i znika za bramą, pozostawiając za sobą ciszę, chaos… i złamane złudzenia.

***

Mukadder nie zatrzymuje się ani na chwilę. Zabiera Hancer prosto do firmy i niemal siłą wprowadza ją do gabinetu syna. Drzwi otwierają się gwałtownie.

— Mamo? — Cihan podnosi wzrok znad dokumentów, wyraźnie zaskoczony. — Co się dzieje?

Widząc zapłakane oczy Hancer, momentalnie wstaje zza biurka.

— Co się dzieje, mamo?! — jego głos staje się ostrzejszy. — Co zrobiłaś?

Mukadder prostuje się, jakby właśnie wchodziła na pole bitwy.

— Czy naprawdę upadliśmy aż tak nisko, synu? — pyta z pogardą. — Wygląda na to, że całkowicie zapomniałeś, kim jesteś! Jesteś Cihan Develioglu!

Wyciąga z torebki dokument, rozkłada go demonstracyjnie i rzuca na biurko przed synem.

— Kupiłeś sobie żonę?! — krzyczy. — Ta prostytutka ma mi urodzić wnuka?!

Wskazuje ręką na Hancer. Dziewczyna stoi nieruchomo, ze spuszczoną głową, a łzy cicho spływają jej po policzkach.

— Dziecko, które urodzi, nie będzie kochane przez nikogo! — ciągnie Mukadder bezlitośnie. — Czy w ogóle pomyślałeś o naszej reputacji?! Jesteśmy szanowaną rodziną!

— Mamo, dość! Przestań! — wybucha Cihan, uderzając dłonią w blat biurka.

Przez chwilę panuje cisza. Potem jego głos staje się niższy, opanowany, ale nie mniej stanowczy.

— Nie powiedziałem jeszcze swojego ostatniego słowa.

— Co jeszcze możesz powiedzieć po takim wstydzie?! — Mukadder unosi dokument. — Kupiłeś ją za milion!

— Ten milion — odpowiada Cihan chłodno — to jej posag.

Mukadder zamiera.

Jeszcze przed chwilą krzyczała, teraz jednak nie jest w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. Patrzy na syna, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

— Teraz rozumiesz? — dodaje Cihan. — To ja ustaliłem tę kwotę.

Mukadder przenosi wzrok na Hancer, potem znów na syna.

— Posag? — pyta cicho, niemal szeptem.

— Dokładnie tak.

— A ja myślałam…

— Nie myśl, mamo — przerywa jej ostro Cihan. — Zanim kogoś oskarżysz, najpierw zapytaj mnie! Powiedziałbym ci.

— Skąd miałam wiedzieć? — broni się Mukadder. — Pierwszy raz słyszę, żeby w umowie była wzmianka o posagu.

— Jestem biznesmenem — odpowiada bez emocji. — Zapomniałaś o tym?

Mukadder zaciska usta.

— Nieważne. Nie wiedziałam — mówi w końcu. — Ale to i tak wina Hancer. Nie odezwała się ani słowem. Gdyby powiedziała… — Odwraca się do synowej. — Idziemy stąd.

— Nie — mówi twardo Cihan. — Ona zostaje. Ty możesz iść.

Mukadder nigdy nie przywykła do sprzeciwu. Tym razem jednak nie protestuje. Patrzy na syna jeszcze przez chwilę, po czym odwraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu.

Drzwi zamykają się z głuchym trzaskiem.

Hancer podchodzi bliżej Cihana.

— Dziękuję — mówi drżącym, łamiącym się głosem.

Cihan podnosi dokument z biurka.

— Gdzie to znalazła? — pyta. — Mówiłaś, że zostanie to między nami. Że nikt nie może się dowiedzieć. Nie mogłaś lepiej ukryć kilku kartek?

— Schowałam umowę w szafie — odpowiada cicho Hancer. — Nie sądziłam, że ktoś będzie tam grzebał.

— Rozumiem — mówi po chwili. — Ale to się już nie powtórzy.

Sięga po telefon i wybiera numer.

— Panie Osmanie? Proszę natychmiast udać się do starego domu. Zmieni pan zamek i dorobi dwa klucze. Jeden dla mnie. Drugi dla Hancer.

Rozłącza się.

— Pójdę już — mówi Hancer, kierując się w stronę drzwi.

— Niedługo kończę pracę — zatrzymuje ją Cihan. — Wyjdziemy razem. W domu panuje napięta atmosfera. Nie chcę kolejnego skandalu.

Hancer kiwa głową. Czuje, że Cihan naprawdę stoi po jej stronie.

***

Czarny van zatrzymuje się przed rezydencją z cichym piskiem hamulców. Po chwili boczne drzwi rozsuwają się powoli. Jako pierwsza wysiada Mukadder — wyprostowana, z twarzą napiętą jak maska.

Beyza nie czeka ani sekundy. Zbiega po schodach i podbiega do ciotki.

— Gdzie ona jest? — syczy. — Gdzie ta żmija? Zniknęła raz na zawsze z naszego życia, prawda?

Mukadder nawet na nią nie krzyczy. Mierzy ją lodowatym, przeszywającym wzrokiem.

— Nigdy nie zmądrzejesz, prawda? — mówi powoli, z wyraźną pogardą. — Zawsze będziesz rozlewać swoją truciznę. Nikt nie potrafi do ciebie dotrzeć. Zawsze robisz tylko to, co chcesz.

— Co się stało? — Beyza cofa się o krok, wyraźnie zbita z tropu. — Nie rozumiem…

— Podburzyłaś mnie przeciwko mojemu synowi bez powodu — ciągnie Mukadder ostrym tonem. — Poniżyłaś mnie przed nim. A teraz stoisz tu i bez wstydu udajesz, że nic nie wiesz.

— Przecież widziałaś umowę! — broni się Beyza. — Dostała milion za ślub z Cihanem. Ta piękność ze slumsów sprzedała się za pieniądze!

— Przestań! — ucina Mukadder. — Wcale nie o to chodziło.

— To o co?! — Beyza podnosi głos. — Za co był ten milion?

Mukadder zbliża się o krok, patrząc jej prosto w oczy.

— Milion był posagiem tej dziewczyny.

Słowa zawisają w powietrzu jak uderzenie.

Beyza zamiera. Jej pewność siebie rozpada się w jednej chwili, a na twarzy pojawia się niedowierzanie.

***

Cihan rytmicznie stuka w klawiaturę laptopa. Na ekranie przesuwają się kolejne linijki tekstu, lecz jego skupienie co chwilę rozprasza obecność Hancer. Dziewczyna siedzi po drugiej stronie biurka, oparta lekko o oparcie fotela, i obserwuje go z cichym, wdzięcznym uśmiechem.

Gdybyś tylko wiedział, przed jakim nieszczęściem mnie ochroniłeś… — myśli, a ciepło ściska jej serce.

Nie zdając sobie z tego sprawy, wypowiada jednak część myśli na głos:

— Czasami naprawdę mnie zaskakujesz…

Cihan unosi głowę znad laptopa.

— Słucham? — pyta, unosząc brew. — Powiedziałaś coś?

Hancer prostuje się gwałtownie, lekko speszona.

— Ja… nie. To nic. Mówiłam sama do siebie — wyjaśnia szybko. — Trochę mi się tu nudzi. Czy miałbyś coś przeciwko, żebym się chwilę przespacerowała?

— Oczywiście, czuj się swobodnie — odpowiada z uśmiechem.

Hancer wstaje i zaczyna wolno przechadzać się po przestronnym gabinecie. Jej uwagę przyciąga metalowy stojak ustawiony przy ścianie, na którym wiszą dywany. Zatrzymuje się przed nim, jakby stanęła przed galerią sztuki.

Materiał miękko opada w dół, a każdy z dywanów różni się od pozostałych. Jeden jest głęboko czerwony, niemal bordowy, przecięty geometrycznymi wzorami w kolorze granatu i kości słoniowej. Inny ma jaśniejszy odcień czerwieni, wpadający w ceglastą barwę, z delikatnymi motywami przypominającymi płomienie i kwiaty. Na brzegach widać misternie utkane symbole — romby, zygzaki, drobne znaki, które zdają się opowiadać własną historię.

— Mają przepiękny kolor — mówi cicho Hancer, niemal szeptem. — Jakby każdy z nich coś przeżył.

Cihan zamyka laptopa i podchodzi do niej. Staje tuż obok, również spoglądając na dywany.

— W tkactwie dywanów, i w tkactwie w ogóle, kolor czerwony zawsze odgrywał szczególną rolę — mówi spokojnym, niemal wykładowym tonem. — I tak było od najdawniejszych czasów.

— Czyli każdy z nich ma swoją historię? — pyta Hancer, odwracając ku niemu twarz.

— Tak — przytakuje. — Ten kolor pojawiał się już w starożytnym Rzymie, a później w całej Anatolii. W niektórych jej regionach czerwień oznacza radość, w innych smutek. To kolor ognia.

Delikatnie dotyka frędzli jednego z dywanów.

— Wyobraź sobie zimny klimat — ciągnie. — Ogień oznacza tam życie. Ciepło. Dom. Dlatego czerwień symbolizuje szczęście, pokój, ciągłość rodu. Dywan w tym kolorze często wchodził w skład posagu panny młodej.

Hancer słucha uważnie, jak zahipnotyzowana.

— A z drugiej strony — dodaje Cihan ciszej — w cieplejszych regionach ogień bywa przekleństwem. Niszczy, odbiera oddech. Tam czerwień symbolizuje ból i stratę. Kobieta, która straciła męża na wojnie, opowiada swój smutek właśnie przez motywy i kolory utkane w dywanie.

— Bardzo kochasz swoją pracę — mówi Hancer z ciepłym uśmiechem. — Musiałeś naprawdę dużo czytać.

— Wcale nie tak dużo — odpowiada. — Mam inne źródło wiedzy.

— Jakie? — pyta, unosząc wzrok i skupiając go tylko na nim.

— Nie mogę ci powiedzieć.

— Naprawdę? — uśmiecha się lekko. — Nawet mi?

Cihan nie odpowiada. Zamiast tego ujmuje jej dłonie — ostrożnie, jakby bał się ją spłoszyć. Patrzy jej prosto w oczy, a w jego spojrzeniu pojawia się coś nowego: czułość, fascynacja, obietnica.

Między nimi zapada cisza, ale nie jest niezręczna. Przeciwnie — wypełnia ją rodzące się uczucie, spokojne i prawdziwe, jak historie utkane w czerwonych dywanach wiszących tuż obok.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 23.Bölüm i Gelin 24.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 1: Nowy serial turecki na antenie TVP2!

    Spokojny poranek w ubogim domu Hancer i jej rodziny szybko ustępuje miejsca kolejnym problemom. Dziewczyna opiekuje się małym Emirem i mimo skrajnej biedy stara się zapewnić mu namiastkę normalności. W sklepie spotyka się z odmową dalszego kredytu, a wracając do domu jest świadkiem kolejnego omdlenia swojego brata Cemila, który trafia do szpitala. Tam Hancer mierzy się z pretensjami i chłodem bratowej Deryi. Następnie poznajemy kulisy bezwzględnych planów Mukadder, która szuka idealnej kandydatki na matkę wnuka dla swojego syna Cihana. Dochodzi do rozwodu Cihana i Beyzy, za którym stoją rodzinne naciski i tajemnice. Tymczasem po powrocie ze szpitala rodzinę Hancer czeka kolejny cios: zostają wyrzuceni z domu za zaległy czynsz. Hancer otrzymuje kilka dni na spłatę długu, nie wiedząc, skąd wziąć pieniądze.

  • Panna młoda odc. 21: Mukadder szykuje Hancer na noc z Cihanem!

    Mukadder ogłasza w rezydencji, że Cihan spędzi noc w starym domu. Natychmiast rozpoczyna przygotowania: zamawia fryzjerkę, luksusowe koszule nocne i poleca wysłać do Hancer ulubione potrawy syna. Beyza buntuje się przeciw tej decyzji, lecz Mukadder jasno daje jej do zrozumienia, że jedynym celem jest wnuk. Po kłótni Beyza w samotności wpada w histerię, a ojciec zmusza ją do opanowania emocji, by nie straciła wpływów. Wieczorem Hancer czeka w napięciu na Cihana. Niespodziewanie odwiedza ją Beyza, udając życzliwość, i przekazuje szkatułkę rzekomo od byłej żony Cihana. W środku Hancer znajduje zegarek, który Cemil podarował Cihanowi w dniu ślubu. Beyza sugeruje, że Cihan spędził noc u byłej żony i zostawił tam pamiątkę. Wstrząśnięta Hancer zostaje sama, nieświadoma, że Beyza celowo doprowadziła do intrygi, by tej nocy rozdzielić małżonków.

  • Panna młoda odc. 5 i 6: Cihan pakuje walizkę! Ma dość Beyzy!

    Beyza, niepogodzona z rozwodem, zakłada z powrotem obrączkę i składa wniosek o cofnięcie rozwodu. Cihan zabiera Hancer na badanie ginekologiczne, traktując je jak formalność potwierdzającą warunki umowy. Cihan dowiaduje się o ruchu Beyzy i dochodzi między nimi do gwałtownej konfrontacji, zakończonej jego decyzją o odejściu. Beyza, załamana, błaga go, by został, i ostatecznie wycofuje wniosek rozwodowy. Hancer ujawnia Deryi prawdę o pieniądzach i planowanym ślubie, wyznając, że zrobiła to, by zapewnić choremu bratu spokojne ostatnie dni. Tymczasem Mukadder i Nusret ścierają się w konflikcie o przyszłość rodziny. Mukadder ujawnia Beyzie swój bezwzględny plan: Hancer ma urodzić dziecko, a potem zostać usunięta z ich życia.

  • Panna młoda odc. 34: Cihan zabiera Hancer na kolację!

    Cihan zabiera Hancer na kolację, próbując przełamać napięcie po ostatnich wydarzeniach, lecz spotkanie szybko przeradza się w pełną chłodu i goryczy konfrontację. Hancer czuje się upokorzona i obca w świecie męża, a jej dystans tylko pogłębia konflikt. Tymczasem w rezydencji Aysu, córka Fadime, otwarcie krytykuje Beyzę i zwraca uwagę na jej podejrzaną obecność, a później drażni Mukadder. Wieczór Cihana i Hancer zostaje celowo zakłócony: do ich stolika trafia tort z życzeniami rocznicowymi, będący prowokacją Beyzy, która z satysfakcją obserwuje efekt swojej intrygi. Następnego dnia Hancer udaje się do Yasemin i oświadcza, że podjęła ostateczną decyzję o in vitro, prosząc ją o pomoc. Z kolei Mukadder pojawia się u Deryi, żądając, by ta zdyscyplinowała Hancer i zmusiła ją do podporządkowania się Cihanowi, jasno sugerując użycie presji i bólu.