„Miłość i nadzieja” – odcinek 348 – szczegółowe streszczenie
Oczy Şükrü błyszczą zranioną dumą, gniewem i niedowierzaniem — mieszanką, która potrafiłaby ściąć powietrze w pokoju.
– Zamierzałaś… oddać moje dziecko Bahar? – pyta, akcentując każde słowo tak, jakby wypowiadał wyrok.
Cavidan aż drga.
– Şiko, na litość boską, zamknij się! Nie wtrącaj się! – syczy, jakby próbowała zatrzymać rozwalający się mur.
– Nie wtrącać się?! – Şükrü robi krok do przodu, unosząc brodę. – Jestem ojcem! Nie oddam mojego dziecka nikomu. NIKOMU!
– Panie Şükrü, spokojnie – wtrąca Kuzey, tonem ostrym jak brzytwa, lecz kontrolowanym. – Bahar nie jest obcą osobą. To córka Cavidan. A dla tego dziecka byłaby… siostrą.
– Dość! – wrzeszczy Bahar, tracąc kontrolę. – To kłamstwo! Kłamstwo! Kuzey, ten człowiek bredzi! To ja jestem w ciąży!
– Bahar… – Kuzey patrzy na nią z mieszaniną współczucia i pogardy – nie brnij w to jeszcze głębiej.
Dziewczyna wbija w siostrę spojrzenie pełne czystej nienawiści.
– To ty! – Wskazuje drżącym palcem Silę. – Ty mu to wmówiłaś, prawda?! TY wszystko popsułaś! – Rzuca się na nią i chwyta ją za włosy.
Kuzey reaguje natychmiast. Odrzuca Bahar na bok i staje przed Silą jak tarcza.
– Jestem w ciąży! – powtarza Bahar, dysząc, z twarzą czerwoną jak ogień. – Przyszłaś po mnie! Powstrzymałaś przed aborcją! Ledwo mnie odciągnęłaś! To się wydarzyło! Dzidziuś jest mój!
– Oczywiście – mówi Kuzey z gorzką ironią. – Bo przecież to Şükrü wysłał Silę do ciebie. Prawda, panie Şükrü?
– Oczywiście – potwierdza mężczyzna dumnie. – Zrobiłem wszystko, jak kazała Cavidan.
Kuzey zaczyna mówić niczym prokurator przedstawiający dowody:
– A więc tak. Cavidan zadzwoniła do pana Şükrü, mówiąc, że Sila szuka Bahar. On, zgodnie z jej poleceniem, podał adres. Bahar jechała na „zabieg”, a jej matka doskonale wiedziała, że nie może być żadnej aborcji, bo nie było żadnej ciąży.
– ŞÜKRÜ! – ryczy Cavidan. – Wynoś się! Wynoś się stąd, głupcze! Nie chcę cię widzieć!
– Kochanie, kochasz mnie… – odpowiada spokojnie mężczyzna, zupełnie nieświadomy skali katastrofy. – Hormony ci szaleją. Ciąża to trudny czas. Zaopiekuję się wami obojgiem.
– JA JESTEM W CIĄŻY! – wrzeszczy Bahar, jakby głośność mogła odmienić rzeczywistość.
Kuzey uśmiecha się chłodno.
– Skoro tak – mówi – to sprawdźmy coś razem.
Wyciąga telefon i odtwarza nagranie. Na ekranie widać laboranta pobierającego krew od Cavidan, mimo że to Bahar miała oddać krew.
– Bahar – Kuzey mówi powoli, śmiertelnie poważnym tonem – jeśli to TY jesteś w ciąży… dlaczego TWOJA mama oddaje próbkę krwi?
Bahar zamiera. Jej twarz blednie jak papier. Przez sekundę wygląda, jakby miała się poddać – jakby maska miała opaść.
Ale ona zmienia taktykę. Błyskawicznie.
Odwraca się do matki.
– Mamo! – wybucha łkającym krzykiem. – Dlaczego mnie OSZUKAŁAŚ?! Dlaczego wmówiłaś mi, że jestem w ciąży?! DLACZEGO ZROBIŁAŚ MI COŚ TAKIEGO?!
Wszyscy patrzą na nią z pogardą. To żałosne. Żałosne do granic.
Kuzey marszczy brwi.
– Bahar… jeśli masz chociaż odrobinę godności, przestań kłamać.
– Ja nic nie wiedziałam! – łka dziewczyna. – Mama mnie zmanipulowała! To ona wszystko wymyśliła!
Nagle rzuca się na Cavidan, jak wściekła furia.
– Wynoś się z tego domu! – wrzeszczy, szarpiąc ją za ramię. – To TY mnie ośmieszyłaś! Przez ciebie wszyscy uważają mnie za kłamczuchę! Zrujnowałaś moje życie!
Cavidan patrzy na nią z niedowierzaniem.
– Bahar… co ty mówisz? Co ja ci zrobiłam?
– ZRUJNOWAŁAŚ WSZYSTKO! – ryczy córka. – Manipulujesz! Jesteś chciwa! Zepsułaś mi małżeństwo! Wynoś się!
Cavidan spuszcza głowę.
– To prawda – mówi cicho. – To ja wszystko zrobiłam. Bahar jest niewinna. Odejście będzie najlepsze. Życzę wam szczęścia.
Robi krok w stronę drzwi.
Ale Kuzey ją zatrzymuje.
– Bahar – mówi ostro – twoja matka przynajmniej potrafiła przyznać się do winy. Ty dalej kłamiesz. Non stop. Tyle razy zabierałem cię do szpitala, ale za każdym pobraniem krwi to Cavidan podawała rękę. Chcesz mi wmówić, że NAPRAWDĘ nic nie wiedziałaś?
Bahar otwiera usta, ale nikt już nie uwierzy w ani jedno jej słowo.
– Bahar – kontynuuje Kuzey – gdybyś miała choć okruszek wstydu, sama wyszłabyś z tego domu.
W tym momencie Yildiz wchodzi do salonu z dwiema walizkami.
– Spakowałam, jak prosiłeś – mówi cicho.
– Şükrü, pomóż im z bagażem – poleca Kuzey.
Bahar rzuca się na męża, rozpaczliwa, rozhisteryzowana.
– Kuzey! Nie wyrzucaj mnie! Nie zostawiaj mnie! Nie pozwolę, żebyś wrócił do Sili!
– Bahar, przestań – odpowiada twardo. – Nie ośmieszaj się bardziej.
Bahar odwraca się i wbija w Silę tak zimne, mordercze spojrzenie, że wielu ludzi cofnęłoby się o krok.
– Nigdy nie będziesz szczęśliwa! – wrzeszczy. – Nigdy! Nie rozwiodę się z Kuzeyem! Zawsze będziesz tylko KOCHANKĄ żonatego mężczyzny!
– Yildiz. Wyprowadź ją – wydaje rozkaz Kuzey.
Pokojówka łapie Bahar pod ramiona i ciągnie w stronę drzwi.
– Sila! Nienawidzę cię! – ryczy Bahar, kopiąc powietrze. – Będę twoim wrogiem do końca życia! Nigdy nie będziesz z Kuzeyem! NIGDY! Nienawidzę cię!
Drzwi zatrzaskują się z hukiem.
Po chwili Cavidan wychodzi spokojniej, prowadzona przez Şükrü.
Ich era w tym domu właśnie dobiegła końca.
***
Melis i Belkis wracają do domu po długim spacerze. Obie są roześmiane, lekkie, odprężone — jak dwie przyjaciółki, które na chwilę oderwały się od codziennych trosk. Jednak ten spokój miał zaraz pęknąć jak cienka szyba.
– Melis! – rozlega się głos Feraye z salonu.
– Zaraz przyjdę, mamo. Wezmę tylko szybki prysznic – odpowiada dziewczyna, ruszając w stronę swojego pokoju.
– Poczekaj. Najpierw zobacz, kto przyszedł.
Melis zatrzymuje się w pół kroku. Marszczy brwi.
– Kto? – pyta, zaintrygowana i lekko zdezorientowana.
Robi dwa kroki w stronę salonu… i wtedy jej świat staje.
Jak widmo wyciągnięte z jej najgorszych koszmarów, pojawia się on. Mężczyzna, którego numer blokowała, którego wiadomości kasowała bez czytania. Człowiek, którego błagała, by zostawił ją w spokoju.
Gökhan.
Prawdziwy ojciec jej dziecka.
Stoi pewnie, z chłodnym spojrzeniem. Około trzydziestoletni, wysoki, brunet o twardej szczęce i trzydniowym zaroście, jakby specjalnie podkreślającym jego niepokojący urok. Jego obecność wypełnia cały salon, odbierając Melis oddech.
– Melis? – mówi cicho, ale jego głos niesie w sobie ciężar, od którego dziewczyna aż drga.
Twarz Melis w jednej sekundzie traci kolor. Oczy rozszerzają się ze strachu. Robi krok w tył, instynktownie obejmując się za brzuch, jakby chciała chronić w nim tajemnicę, której on nigdy nie miał poznać.
Feraye patrzy z niepokojem, nieświadoma, jaką burzę właśnie wpuściła do swojego domu.
A Melis… Melis czuje, że całe jej życie, misternie sklejana iluzja bezpieczeństwa, właśnie zaczyna gwałtownie pękać.
***
Bahar siedziała w skromnym, ciasnym pokoju, którego wystrój przypominał jej dawne życie – to sprzed posiadłości, blichtru i pozornej stabilizacji. Mieszkanie było proste, aż nazbyt ciche: stara, masywna kanapa przykryta kwiecistą narzutą; wysłużony telewizor z grubą ramą; metalowa taca stojąca na stoliku nakrytym materiałem w pomarańczową kratkę. W powietrzu unosiło się wrażenie prowizoryczności, jakby wszystko tu trwało zaledwie „na chwilę”, choć od lat nie zmieniło miejsca.
Sama Bahar wyglądała jak obcy element tego wnętrza. Jej biała, dopasowana bluzka ostro kontrastowała z kolorowym, geometrycznym wzorem ceraty, którą ktoś kiedyś położył na stół, by go „odświeżyć”. Teraz ta cerata – niebiesko-czerwona, krzykliwa, bezładna – zdawała się odbijać jej wzburzone emocje.
Ustawiła telefon na drewnianej podstawce. Ekran rozświetlił jej twarz – bladą, napiętą, pozbawioną makijażu, z oczami, które od dawna nie zaznały spokojnego snu. Na górze ekranu pojawiła się czerwona ikonka nagrywania.
Bahar przełknęła ślinę. Jej dłoń drgnęła, kiedy zaczęła mówić.
– Witajcie przyjaciele – odezwała się głosem kogoś, kto długo próbował powstrzymywać łzy, lecz te ostatecznie wymknęły się spod kontroli. – Niech wszyscy to usłyszą.
Spojrzała w ekran, jakby chciała upewnić się, że patrzy prosto ludziom w oczy.
– Jestem Bahar Bozbey, żona Kuzeya Bozbeya. – Wypowiedzenie nazwiska męża przyszło jej z trudem, jakby słowo „żona” miało zaraz rozsypać się na kawałki. – Mój mąż… wyrzucił mnie na ulicę. Z powodu innej kobiety.
Przerwała, łapiąc gwałtownie oddech, jakby powietrze stało jej się nagle obce.
– Jestem ofiarą – wyszeptała, a głos zadrżał jeszcze mocniej. – Teraz mieszkam w tej chacie. – Rzuciła spojrzenie na surowe wnętrze za sobą, jakby chciała, by kamera oddała całą jego prostotę. – Mój mąż, Kuzey Bozbey, wyrzucił mnie na ulicę.
Tym razem szloch przerwał jej zdanie. Nie próbowała go powstrzymywać – przeciwnie, pozwoliła mu wybrzmieć. Wiedziała, że to tylko wzmocni przekaz.
– Niech ta wiadomość dotrze do wszystkich – powiedziała już przez łzy. – Wyrzucono mnie z powodu innej kobiety.
Zatrzymała nagranie i przez chwilę siedziała nieruchomo, jakby nie mogła zebrać sił, by poruszyć choćby palcem. W końcu drżącą dłonią udostępniła wideo w mediach społecznościowych.
Filmik, surowy i pełen emocji, niemal natychmiast zaczął krążyć po sieci. Z minuty na minutę pojawiały się kolejne reakcje: jedne współczujące, inne sensacyjne, jeszcze inne oburzające. Lawina ruszyła. W ciągu godziny nagranie zdobyło setki komentarzy, tysiące wyświetleń i udostępnień.
W małym, skromnym mieszkaniu Bahar siedziała przy wzorzystej ceracie, patrząc na rosnące liczby na ekranie. Z każdym nowym powiadomieniem coraz wyraźniej odczuwała satysfakcjonujący, słodki smak zemsty. Zrujnowała opinię Kuzeya i nie zamierza dać mu oraz Sili spokoju. Nie pozwoli, by byli szczęśliwi.
***
Bahar spała skulona na wytartej, zielonej kanapie, przykryta cienkim, żółto–czerwonym kocem o krzykliwym wzorze. Materiał był szorstki, nieprzyjemny, ale dawał choć odrobinę ciepła w tym chłodnym, nieprzyjaznym pokoju. Pod głowę podłożyła dwie płaskie poduszki, o wiele za małe, by zapewnić komfort – raczej kojarzące się z chwilowym azylem niż z domem. W tle cicho buczał elektryczny grzejnik, jedyne źródło ciepła w mieszkaniu.
Do pokoju weszła Cavidan, zapatrzona w telefon i nerwowo przemierzająca przestrzeń między starym telewizorem a stolikiem nakrytym wyblakłą tkaniną. Jej różowe kapcie szurały po podłodze, a sama kobieta pochylała się co chwilę, by ogrzać dłonie nad grzejnikiem.
– Co? Pięćdziesiąt tysięcy lir? – powtórzyła głośno do słuchawki, krzywiąc się lekko, jakby chciała dodać rozmówcy otuchy albo go wystraszyć. – Dorzuć jeszcze trochę. Są inni, którzy składają oferty. Na jakim kanale? W Internecie? Dobrze, dobrze. Porozmawiam z córką i damy ci znać.
Rozłączyła się i odetchnęła ciężko. W tej samej chwili Bahar drgnęła i otworzyła oczy, zmrużone od zimna i nieprzespanej nocy.
– Co się dzieje? – mruknęła, prostując się powoli. – Kto dzwonił?
Cavidan poprawiła szlafrok i spojrzała na nią, jakby próbowała powstrzymać uśmiech zadowolenia.
– Dzwonili w sprawie wywiadu – oznajmiła tonem kogoś, kto właśnie wygrał na loterii. – Oferują pięćdziesiąt tysięcy, ale chcą, żebyś płakała. Tak jak na tej transmisji w Internecie.
Bahar wywróciła oczami i zadrżała, otulając się ramionami.
– Mamo, co to za dom? Zamarzam tutaj! – zagrzmiała, patrząc na obdrapane ściany, starą wykładzinę i grzejnik, który ledwo zipał. – To nawet nie jest mieszkanie, tylko lodówka z meblami!
– A co ja miałam zrobić? – Cavidan rozłożyła ręce, jakby tłumaczyła oczywistą oczywistość. – To dom twojego ojczyma. Nie stać nas, żeby wynająć coś własnego.
– Przestań! – Bahar uderzyła dłonią w poduszkę. – Nie nazywaj go moim ojczymem!
– Ale przecież nim jest – odburknęła Cavidan. – Jest też ojcem twojego brata, nie zapominaj. I słuchaj! Ten biedny mężczyzna całą noc siedział w kawiarni, żebyśmy miały spokój. – Zniżyła głos, jakby chciała wzbudzić poczucie winy. – A ty musisz tylko udzielić jednego wywiadu, a otrzymamy pięćdziesiąt tysięcy. Dołożę to, co podkradłam Naciye, i wynajmiemy piękny dom. Wreszcie będzie normalnie.
Bahar spojrzała na nią z niedowierzaniem, jakby matka właśnie zaproponowała podróż na Marsa.
– Mamo… – westchnęła. – To niemożliwe. Nie możemy wynająć pięknego domu. Ludzie wtedy nie uwierzą, że jestem ofiarą!
Usiadła i zarzuciła koc na ramiona, jakby miał dodać jej sił.
– Muszę zrobić tyrana z Kuzeya – dodała z uporem, jakby wygłaszała strategię wojenną. – Niech wszyscy zobaczą, że skazał swoją żonę na mieszkanie w takim kurniku. Wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości, kto tu jest winny.
Cavidan zamrugała, zaskoczona determinacją córki, ale po chwili wzruszyła ramionami.
– Dobrze, jak chcesz. Ale pamiętaj – pięćdziesiąt tysięcy to dopiero początek. Jeśli to się sprzeda… klękajcie narody!
W pokoju znowu zapadła cisza. Tylko grzejnik cicho syczał, walcząc z chłodem, który zdawał się emanować nie z zimna na zewnątrz, lecz z lodu tkwiącego w ich sercach, złych i pozbawionych człowieczeństwa.
***
Naciye zamarła, gdy ujrzała Kuzeya i Sılę pochylonych nad sobą, w tym jednym, zbyt bliskim, zbyt intymnym geście. Jej oczy rozszerzyły się z oburzenia, policzki zapłonęły, a w sercu narósł gniew, jakiego dawno nie czuła. Bez wahania chwyciła Sılę za nadgarstek i odciągnęła ją na bok – szybko, niemal szorstko, tak aby nikt z domowników nie usłyszał tego, co zamierza powiedzieć.
Sıla spojrzała na nią zdezorientowana, wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje.
– Co się stało, ciociu Naciye? – zapytała cicho, niepewnie, próbując odczytać z jej twarzy cokolwiek poza furią.
Naciye spojrzała na nią tak ostro, że dziewczyna aż cofnęła się o krok.
– Co z tobą jest nie tak?! – wybuchnęła. – Czy ty w ogóle jesteś przy zdrowych zmysłach?!
– Ale… co takiego zrobiłam? – głos Sıli zadrżał.
– Co zrobiłaś?! – Naciye uniosła ręce w geście bezradnego gniewu. – Powiedz mi, czy nie wstyd ci całować żonatego mężczyzny?
– Ale ja…
– Zamknij się! – huknęła tak głośno, że echo odbiło się od ścian korytarza. – Gdyby Hulya coś takiego zrobiła, połamałabym jej wszystkie kości! Gdyby moja córka choć spojrzała w stronę żonatego faceta… – Wzdrygnęła się z obrzydzeniem. – Na samą myśl o tym czuję dreszcze!
– Ale my naprawdę nic takiego nie zrobiliśmy… – próbowała wyjaśnić Sıla, łamiącym się głosem.
– Powiedziałam: zamknij się! – głos Naciye przeciął powietrze, jak ostrze noża. – Dobrze, Kuzey jest mężczyzną, trudno mu się czasem powstrzymać. Ale ty? Ty jesteś dziewczyną – młodą, mądrą! Dlaczego zaniżasz swoją wartość? Chcesz, żeby ludzie uznali cię za łatwą?!
– My naprawdę nie zrobiliśmy nic złego… – powtórzyła Sıla jeszcze ciszej, czując rosnące pieczenie w oczach.
– Od rana telefon nie przestaje dzwonić! – Naciye uderzyła dłonią o pierś, jakby chciała podkreślić ciężar sytuacji. – Wybuchł skandal na pół miasta! A wy? Wy tulicie się jak zakochani licealiści!
Sıla opuściła wzrok, czerwieniąc się do granic możliwości.
– Musisz porozmawiać z Kuzeyem – dodała Naciye, tym razem już nie krzycząc, ale tonem, który nie zostawiał miejsca na sprzeciw. – Powiedz mu, żeby trzymał się od ciebie z daleka. Przynajmniej przez jakiś czas.
– Dlaczego? Jaki to ma sens? – zapytała Sıla, bezradnie rozkładając dłonie.
– To będzie dla was test – oznajmiła Naciye z powagą, jakby właśnie wypowiadała wyrok. – Zobaczycie, czy naprawdę to jest miłość, czy tylko chwilowy kaprys.
Zrobiła krok w stronę dziewczyny i spojrzała jej prosto w oczy.
– Krótko mówiąc: powiedz Kuzeyowi, żeby przez jakiś czas trzymał się od ciebie z daleka. Jeśli to przetrwacie… wtedy dopiero uwierzę, że to miłość, a nie zwykła głupota.
Sıla przełknęła ślinę. Po raz pierwszy zdała sobie sprawę, jak bardzo skomplikowała się ich sytuacja.
I że ten test będzie boleć oboje.
***
Gonul ucieka z miejsca, gdzie Cihan ukrył ją przed światem. Mężczyzna jest przerażony myślą, że kobieta wróci i ujawni wszystkim prawdę o jego siostrze.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 264. Bölüm i Aşk ve Umut 265. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.


















