„Miłość i nadzieja” – odcinek 376 i 377 – szczegółowe streszczenie
Bahar dostrzega, że ona, jej matka i Sila są uważnie obserwowane przez Naciye stojącą nieruchomo na skraju parku. W jej oczach czai się podejrzliwość, a sylwetka zarysowana na tle drzew przypomina cień, który nie chce zniknąć. Bahar w pośpiechu chowa do torebki nóż, którym przed chwilą zamierzała zadać śmiertelny cios. Serce bije jej gwałtownie, lecz twarz zachowuje zimną maskę. Przybiera niewinny wyraz twarzy i odwraca się do Sili.
– Wszystko ci wyjaśnimy, siostro – mówi uspokajająco, choć jej głos brzmi sztucznie. – Jest wiele rzeczy, których jeszcze nie wiesz. Chodź z nami.
– Tak, moja córko – dodaje Cavidan, chwytając Silę pod ramię. – Bahar ma rację, chodź. Porozmawiamy spokojnie.
Zdezorientowana Sila pozwala im się prowadzić alejką. Ruszają powoli.
Bahar jednak nagle zatrzymuje się i zamiast iść za nimi, skręca w stronę Naciye. Podbiega szybkim krokiem, twarz ma napiętą, a w oczach błyszczy wściekłość.
Staje przed Naciye jak burza.
– Nie widziałaś Sili z nami – syczy, unosząc groźnie palec. – Ani mnie, ani mamy. Rozumiemy się?
Naciye cofa się o krok, zaskoczona.
– Bahar, ja tylko…
– Zamknij się! – przerywa jej Bahar. – Jeżeli chcesz, by prawda o Alperze nigdy nie wyszła na jaw, to od tej chwili będziesz trzymać język za zębami. Nie widziałaś Sili. Nie widziałaś nas. Nie widziałaś niczego.
Naciye blednie.
– Bahar, nie… nie możesz…
– Mogę wszystko – rzuca Bahar lodowato. – Jeśli Kuzey pojawi się pod naszymi drzwiami i zacznie zadawać pytania, pierwszy telefon, jaki wykonam, będzie na policję. I zgłoszę, że zabiłaś Alpera. Zrozumiałaś?
Naciye zamyka usta i spuszcza wzrok. Strach dosłownie ją paraliżuje.
– No już! – Bahar macha dłonią jak poganiacz. – Do domu! Natychmiast!
Naciye odchodzi posłusznie, zgarbiona, jakby niosła na plecach ciężar winy i groźby.
Bahar bierze głęboki oddech, wygładza włosy i wraca spokojnym krokiem do Cavidan i Sili — jakby nic się nie wydarzyło.
***
Cavidan i Bahar prowadzą Silę w stronę domu Şükrü. Dziewczyna zatrzymuje się tuż przed drzwiami, czując w sercu narastający niepokój. Wszystko w niej podpowiada, że coś jest nie tak.
– Wejdź, moja córko – mówi Cavidan, szeroko otwierając drzwi. – Tu porozmawiamy spokojnie.
Sila cofa się o pół kroku.
– Wolałabym zostać tutaj. Możemy porozmawiać na zewnątrz.
– Jest zimno – odpowiada z udawaną troską Cavidan. – Przeziębisz się, a i my przez ciebie zmarzniemy. Chodź, wejdź do środka.
Po krótkiej chwili wahania Sila przekracza próg. Zatrzymuje się w salonie, wyraźnie spięta, jakby każde włókno jej ciała krzyczało o zagrożeniu. Sięga do kieszeni płaszcza.
– Zadzwonię po Kuzeya. Powiedziałam mu, że…
Zanim kończy zdanie, Cavidan błyskawicznie wyrywa jej telefon z dłoni.
– Najpierw porozmawiamy jak matka i córka. – Uśmiecha się sztucznie. – Potem zadzwonisz, jeśli uznamy, że powinnaś.
Zdezorientowana Sila zostaje sama w środku, a Cavidan i Bahar wychodzą na podwórko. Dopiero tam pozwalają sobie na odsłonięcie prawdziwych twarzy.
– Co teraz? – pyta Cavidan szeptem, nerwowo spoglądając na okna.
Bahar poprawia włosy. Jej oczy błyszczą od niezdrowego podniecenia.
– Porwiemy ją. Zabierzemy jak najdalej stąd.
– Co ty wygadujesz? – Cavidan marszczy brwi, ale w jej głosie nie ma sprzeciwu, tylko strach.
– Rozmawiałam z Alperem – mówi Bahar sucho, rzeczowo. – Przyjedzie po Silę i zabierze ją daleko poza Stambułu. Wystraszyłam też Naciye. Zagroziłam, że jeśli powie choć słowo Kuzeyowi, pójdzie siedzieć za morderstwo.
Na twarzy Cavidan pojawia się cień ulgi.
– Dobrze zrobiłaś, moja córko.
Bahar przysuwa się bliżej, by nikt ich nie usłyszał.
– Alper zniknie z Silą, a my wykorzystamy sytuację. Wyciągniemy od Kuzeya tyle pieniędzy, ile się da, a potem znikniemy.
W jej oczach błyszczy iskra triumfu, która sprawia, że nawet Cavidan przełyka ślinę z niepokojem.
Za drzwiami, samotna w salonie, Sila zaczyna czuć, że jej życie właśnie skręca w ciemność, o której nie ma pojęcia.
***
Naciye opada ciężko na kanapę, jakby ugięły się pod nią nogi. Podtrzymuje głowę dłonią, blada, roztrzęsiona. Natychmiast obok niej pojawiają się Hulya i Yildiz.
– Mamo, gdzie jest Sila? Widziałaś ją? – pyta Hulya, nachylając się nad matką.
– Nie – odpowiada Naciye cicho, zbyt szybko, zbyt nerwowo.
Yildiz mruży oczy.
– Pani Naciye, wygląda pani źle. Co się stało? Dlaczego jest pani taka blada?
– Mamo, na pewno nie widziałaś Sili? – naciska Hulya.
– Powiedziałam, że nie! – wybucha Naciye, lecz w jej głosie pobrzmiewa coś więcej niż złość: strach.
Nagle z podwórka rozlega się pełne rozpaczy wołanie:
– Sila! Gdzie jesteś, moja córko?!
Hulya i Yildiz zamierają.
– Czy… Feraye właśnie nazwała Silę swoją córką? – Yildiz aż otwiera usta ze zdumienia.
– Sila jest córką… Feraye? – Hulya robi wielkie oczy.
Do salonu wpadają Feraye, Bulent i Kuzey. Twarz Feraye jest zapłakana i rozdygotana.
– Gdzie jest Sila? Gdzie jest moja córka?! – krzyczy.
Naciye rzuca na brata pytające spojrzenie.
– To długa historia, siostro. Opowiem ci w odpowiednim momencie – mówi Bulent, sam wciąż wstrząśnięty.
– Gdzie ona jest?! – ponawia Feraye, prawie pękając od bólu.
Yildiz bierze oddech.
– Nie ma jej tu. Odeszła.
– Dokąd? – pyta Feraye, tonąc w panice.
– Poszła do Cavidan. Chciała… zapytać ją, dlaczego nigdy jej nie kochała. Próbowałyśmy ją powstrzymać, ale była zdeterminowana.
– Kuzey, one chcą zrobić krzywdę mojej córce! – Feraye łapie mężczyznę za ramię. – Proszę, znajdź ją!
Kuzey natychmiast wybiera numer do Sili. Jej telefon jednak milczy.
– Znajdę ją sam. – Rusza do drzwi.
– Zatrzymaj się, Kuzeyu! – Naciye podrywa się gwałtownie, cała drżąc. – Sila… wcale nie poszła do Cavidan.
Wszyscy patrzą na nią zaskoczeni.
– Zadzwonili do niej z salonu sukni ślubnych i poszła przymierzyć suknię. Nie wprowadzajcie paniki. – Naciye kłamie jak z nut, jak zwykle myśląc tylko o sobie. – I jeszcze jedno… dlaczego Feraye nazywa ją swoją córką?
Feraye bierze drżący oddech. W zwięzłych, poruszających słowach opowiada całą swoją historię – o młodości, o tajnej ciąży, o odebranym dziecku, o latach cierpienia… i o tym, jak dowiedziała się, że Sila żyje. Opowieść zapada w serce Naciye jak nóż. Jej twarz blednie jeszcze bardziej, a oczy szklą się od niewypowiedzianego ciężaru.
Wreszcie, przybita i pokonana, szepcze:
– Bahar i Cavidan… zabrały Silę.
Zapada cisza tak głęboka, że wszyscy czują, jakby zabrakło powietrza.
– Co?! – Feraye aż chwyt́a się za serce. – Gdzie ją zabrały?!
– Jeśli tam pójdziecie… ja umrę! – wyrzuca z siebie Naciye, płacząc. – Proszę…
Kuzey unosi głos, ziejąc gniewem.
– Jeżeli Sila jest z nimi, mogą zrobić jej krzywdę! MUSIMY iść natychmiast!
Naciye zaciska powieki, jakby miała zemdleć, i nagle wypala:
– Proszę… nie idźcie tam. Ja… ja zabiłam Alpera.
Salon zamiera.
– Jeśli pójdziecie za Silą… trafię do więzienia. I już stamtąd nie wrócę – dodaje Naciye.
***
Bahar i Cavidan wracają do pomieszczenia, w którym zamknęły Silę. Dziewczyna natychmiast podrywa się z kanapy. W oczach ma strach, ale i bunt.
– Dlaczego mnie tutaj zamknęłyście?! – pyta drżącym, lecz stanowczym głosem.
– Za chwilę stąd wyjdziesz – odpowiada Cavidan chłodno, niemal obojętnie.
– Pojedziesz tam, gdzie twoje miejsce – dodaje Bahar tonem zimniejszym niż lód.
– Co wy mówicie? Wypuście mnie! Natychmiast!
– Usiądź. – Cavidan rzuca rozkaz jak kapitan żołnierzom.
Sila nie rusza się ani o centymetr. Bahar podbiega i brutalnie popycha ją z powrotem na kanapę.
– Nie chcę cię skrzywdzić, Sila – mówi, choć jej głos brzmi jak groźba. – Dlatego wyjedziesz stąd. Jak najdalej od Kuzeya. Rozumiesz?
W tej samej chwili telefon Bahar zaczyna dzwonić. Dziewczyna zerka na ekran, po czym odbiera.
– Halo, Alper?
Sila otwiera szeroko oczy. Serce podchodzi jej do gardła.
– Alper?! – szepcze z niedowierzaniem. – Przecież on… on nie żyje…
Bahar ignoruje jej słowa.
– Przyjechałeś? Dobrze. Skręć w drugą ulicę. Na jej końcu jest nasz dom. – Rozłącza się, jakby chodziło o zamówienie taksówki.
Sila natychmiast wstaje. W jej spojrzeniu pojawia się panika, ale i determinacja.
– Nie! Nie pojadę z Alperem! Dość! Kuzey mnie nie zostawi. Tym razem mnie nie zostawi! Nigdzie nie jadę!
– Zamknij się! – syczy Cavidan. – Kuzey nawet nie wie, że tu jesteś! Pójdziesz do samego piekła, słyszysz?!
– Dlaczego, mamo?! – krzyczy Sila, rozpaczając. – Dlaczego mi to robisz?! Jaka matka mogłaby zrobić coś takiego własnemu dziecku?!
Bahar po raz kolejny popycha ją na kanapę, mocniej, brutalniej.
– Zamknij tę gębę! – wrzeszczy. – Ona nie jest twoją matką! A ja nie jestem twoją siostrą! Jesteś dla nas nikim! Nikim, rozumiesz?! Alper zaraz tu będzie i zabierze cię na zawsze!
Sila wpatruje się w nie obie, jakby jej świat właśnie się rozpadł.
– Co… co to znaczy? – wydusza z siebie, jakby zabrakło jej powietrza.
– Powiedziałam ci! – Bahar bije powietrze ręką w geście zniecierpliwienia. – Idź stąd precz!
Wtedy Sila dostrzega coś na stole — nóż leżący obok talerza z owocami.
Jednym gwałtownym ruchem chwyta nóż, unosi go i kieruje ostrze prosto w stronę Bahar.
Jej głos brzmi teraz inaczej — twardo i groźnie:
– Nie zbliżaj się. Ani kroku. – Przenosi spojrzenie na Cavidan. – Dlaczego Bahar to powiedziała? Co miała na myśli, mówiąc, że nie jesteś moją matką?
Cavidan zaciska usta. W jej oczach migocze coś pomiędzy strachem a buntem.
– To, co słyszałaś – odpowiada chłodno. – Nie urodziłam cię.
Sila czuje, jak uderza ją to niczym fala lodowatej wody. Serce zaczyna łomotać jeszcze mocniej.
– Więc kto? – pyta, a jej głos łamie się z rozpaczy. – Kto jest moją matką? Czy to kobieta, z którą mój ojciec był przed tobą?
– Pudło – prycha Cavidan. – Twój ojciec też nie jest tym, za kogo go uważasz.
– Więc KTO?! – krzyk Sili odbija się od ścian. – Kto jest moją matką?!
– Fe… – zaczyna Cavidan, ale Bahar natychmiast ją ucisza.
– Zamknij się! – syczy. – Skąd mamy wiedzieć, kto jest twoją matką?!
Sila robi krok w stronę drzwi, trzymając nóż w gotowości.
– Bahar, otwórz drzwi i wypuść mnie! – rozkazuje. – Natychmiast!
– Nie! – Bahar potrząsa głową, a jej ton jest lodowaty. – Alper zaraz tu będzie i cię zabierze.
– Nigdzie nie pójdę! – Sila warczy z wściekłością. – Otwórz te drzwi, zanim stanie się coś złego!
– Co niby zrobisz? – rzuca wyzywająco Bahar. – Zadźgasz nas? Gdybyś miała odwagę, nie przyszłabyś tutaj z płaczem!
– Bahar, nie zbliżaj się! – Sila unosi nóż wyżej. – Otwórz drzwi!
Bahar jednak uśmiecha się kpiąco.
– Nie zrobisz tego – mówi pewnie. – Zawsze było ci mnie żal. Oddałaś mi Kuzeya, bo było ci mnie żal! Gdyby nie to, walczyłabyś o niego do końca.
Sila drży – ze wzburzenia, nie ze strachu.
– Walczyłam o Kuzeya! – wyrzuca. – Ale kiedy wróciłam, byłaś już jego żoną. Myślałam, że on też cię kocha… A kochać to znaczy czasem się wycofać. Wycofałam się dla niego. Nigdy dla ciebie!
Te słowa trafiają Bahar prosto w czuły punkt. Jej twarz napina się, a oczy ciemnieją. I w tej jednej sekundzie, gdy Sila spuszcza wzrok, Bahar błyskawicznie rusza do przodu.
Wykorzystuje moment nieuwagi, wyrywa jej nóż z dłoni, obejmuje ją od tyłu i przykłada ostrze do jej szyi.
– Mam cię! – syczy jej do ucha.
Sila zamiera, wstrzymując oddech.
W tej samej chwili w domu rozlega się dzwonek do drzwi — głośny, natarczywy, jakby zwiastował nieszczęście.
Cavidan zrywa się na równe nogi.
– To Alper. Przyjechał.
– Idź otworzyć – rozkazuje Bahar, nie odrywając noża od szyi Sili. – Niech wejdzie i NATYCHMIAST zabierze stąd tę żmiję.
Ostrze wbija się w skórę Sili na tyle, by poczuła pieczenie… i zrozumiała, że Bahar naprawdę jest gotowa na wszystko.
***
Cavidan spogląda przez wizjer, mrużąc oczy — na ganku nikogo nie ma. Cofając się od drzwi, mruczy pod nosem:
– Alpera nigdzie nie ma… – Wchodzi do salonu. – Jak to możliwe?
W środku Bahar wciąż trzyma nóż przy gardle Sili. Jej ręka lekko drży.
– Co znaczy „nie ma”? – syczy. – To kto przed chwilą dzwonił?!
Drzwi nagle wybuchają hukiem. Drewno pęka, zamki ustępują, a do środka wpada Kuzey, jak taran. Tuż za nim Bulent i Feraye.
– BAHAR! Puść ją! TERAZ! – ryczy Kuzey.
Bahar cofa się o krok, ale ostrze dociska jeszcze mocniej. Sila syczy z bólu.
– Nie zbliżaj się! Niech nikt się nie rusza! – krzyczy Bahar, spanikowana, z dzikim błyskiem w oczach.
– Bahar, proszę… – Feraye unosi drżące dłonie. Jej oczy są pełne łez. – Puść moją córkę…
– Dziewczyno, nie rób niczego, czego będziesz żałować – dodaje Bulent niskim, groźnym tonem. – Odłóż nóż.
– NIE! – wrzeszczy Bahar. – Jeszcze jeden krok, a ją zabiję!
Kuzey powoli unosi dłonie w geście uspokojenia.
– Bahar… spójrz na mnie – mówi spokojnie. – Odłóż nóż. To się jeszcze może skończyć inaczej.
Ale wtedy Feraye, dotąd drżąca, nagle zmienia się w lwicę. W dwóch krokach dopada Cavidan i z całych sił zaciska dłonie na jej gardle.
– PUŚĆ MOJĄ CÓRKĘ! – krzyczy, dusząc kobietę tak mocno, że jej twarz natychmiast purpurowieje. – Albo ją zabiję!
Bahar zamiera, sparaliżowana widokiem matki duszonej na jej oczach.
– M-mamo…? – głos jej się łamie.
To wystarcza.
Kuzey rzuca się do przodu. Szybkim, pewnym ruchem chwyta Silę, odciąga ją, wykręca nadgarstek Bahar i wyrywa jej nóż. Dziewczyna ląduje na kanapie, obok kaszlącej i słaniającej się Cavidan.
Feraye natychmiast rzuca się do Sili. Chwyta jej twarz w dłonie, jakby bała się, że za chwilę znów ją straci.
– Sila… – jej głos łamie się kompletnie. – Moje dziecko… Moja córko… To ja. To ja jestem twoją mamą.
Sila otwiera usta, ale zamiast słów pojawiają się łzy. Po sekundzie obie zanurzają się w długim, rozpaczliwym uścisku — takim, który nadrabia całe życie rozłąki.
Zerwane oddechy wypełniają pokój jak modlitwa. Nawet Bulent ociera oczy.
W oddali zaczynają rozbrzmiewać syreny.
Coraz głośniejsze.
Coraz bliższe.
Kuzey odwraca się do Bahar i Cavidan, które siedzą na kanapie jak dwa posągi strachu.
– To koniec – mówi zimno, z lodem w głosie. – Dotarłyście do końca drogi. Zapłacicie za wszystkie swoje czyny.
Za oknem migają niebieskie światła.
Nadchodzi sprawiedliwość.
***
Ege zamyka drzwi pokoju i przekręca klucz. Drżącymi dłońmi przegląda zawartość portfela Cihana. W końcu znajduje dowód osobisty. Nazwisko wbija go w ziemię.
To samo, co u Sedy.
Zaraz potem jego wzrok pada na zdjęcie – Cihan stoi obok Sedy. Na odwrocie znajduje się podpis: „Moja siostra jest zawsze obok mnie.”
Ege czuje, jak nogi uginają się pod nim.
– Tylko tego brakowało… – syczy, chwytając się za głowę. – Seda jest twoją siostrą!
Wybucha. Wpada do salonu i rzuca się na Cihana, chwytając go za koszulę i szarpiąc brutalnie.
– Więc jesteście rodzeństwem?! Ty i ta… ta morderczyni?! Od początku byliście w to zamieszani! Od początku mnie oszukiwałeś!
Cihan próbuje się uwolnić, ale Ege pierwszy wyprowadza cios. Uderzenie trafia go prosto w policzek. Cihan natychmiast odpowiada w ten sam sposób.
– Oszukałeś mnie i Zeynep! – wrzeszczy Ege, dysząc ze złości. – To ty byłeś właścicielem klubu nocnego! Ty ją chroniłeś! To ciebie wszyscy się bali, prawda?!
Cihan zaciska zęby.
– Tak! Seda jest moją siostrą! – wyrzuca mu prosto w twarz.
Ege wstrzymuje oddech, a potem znów eksploduje:
– Niech to szlag! Morderczyni mojej siostry była tuż pod moim nosem, a ty… ty ją ukrywałeś! Jak mogłeś?! Zapłacisz za to wszystko, słyszysz?! Zapłacisz!
Uderza go po raz kolejny. Cihan ociera krew spod nosa.
– Przepraszam… – mówi cicho. – Ale nie da się cofnąć tego, co się stało.
– PRZEPRASZAM?! – Ege niemal dławi się własną furią. – Czy przeprosiny przywrócą moją siostrę do życia? Czy wymażą zbrodnię? Czy złagodzą ból mojej matki? Nie! Zeynep dowie się prawdy. Wszyscy dowiedzą się, kim jesteś!
Chwyta telefon, ale Cihan natychmiast wytrąca mu go z dłoni. Choć niższy, jest silniejszy – łapie Egego za ramiona, wpycha go z powrotem do pokoju i zatrzaskuje drzwi, przekręcając klucz.
– Otwieraj! – Ege szarpie za klamkę jak szalony. – CIHAN, OTWIERAJ!
– To ja porozmawiam z Zeynep – odpowiada zza drzwi stanowczo, bez śladu wahania. – Sama usłyszy ode mnie całą prawdę.
– Jeżeli ją skrzywdzisz… – Ege wali pięścią w drzwi. – PRZYSIĘGAM, ZAPŁACISZ ZA TO ŻYCIEM! Otwieraj natychmiast!
Cihan nie odpowiada. W korytarzu zapada cisza, która brzmi groźniej niż jakiekolwiek słowa.
***
Zeynep i Melis stoją naprzeciwko siebie w salonie. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem.
– Zwariowałaś? – Zeynep wyrzuca z siebie, a jej głos drży od oburzenia. – Naprawdę myślisz, że chcę wrócić do Egego? To twoja pierwsza myśl?! Ege wierzy, że jesteś w ciąży!
– I musi w to wierzyć dalej. – Melis robi krok naprzód, a jej oczy błyszczą desperacją. – A jeśli naprawdę nie pragniesz Egego, pozwolisz mi kupić dziecko od Fatmy. Wszyscy będą szczęśliwi. Dochowasz tajemnicy, bo jesteś moją siostrą. Na tym polega rodzina.
– Nie mogę na to pozwolić.
– Nie możesz? – prycha Melis. – Ale gdyby Ege zadzwonił i poprosił cię, żebyś wróciła, pobiegłabyś do niego w sekundę.
– Skończ z tymi bredniami.
– To nie brednie! – głos Melis przybiera histeryczny ton. – Jeśli Ege dowie się, że straciłam dziecko i mnie zostawi, a ty wykorzystasz okazję i do niego wrócisz… przysięgam, że skończę ze sobą! I napiszę list! Napiszę, że to twoja wina!
Zeynep zamiera, nie dowierzając w to, co słyszy.
W tym momencie do salonu wchodzi Belkis.
Zauważa coś na podłodze — protezę ciążowego brzucha. Podnosi ją powoli, jakby nie dowierzała własnym oczom.
– Co to ma być? – pyta, patrząc na Melis, a jej twarz kamienieje.
Melis blednie. Drży, lecz wciąż szuka wyjścia z sytuacji.
– Ja… to jest… Zeynep zapis… zapisała się na zajęcia teatralne i gra kobietę w ciąży, więc…
– Co ty wygadujesz? – przerywa jej Belkis lodowatym tonem. – Melis, spójrz na mnie. Schudłaś. – Podchodzi bliżej i kładzie dłoń na jej brzuchu.
Zeynep nie wytrzymuje:
– Ciociu Belkis, tam nie ma dziecka.
– Zamknij się! – wybucha Melis, rzucając w siostrę wściekłe spojrzenie. – Czy myśmy nie rozmawiały przed chwilą?!
– Tam nie ma dziecka – powtarza Zeynep, spokojniej, ale stanowczo.
– Czy ty nigdy się nie zamkniesz?! – wrzeszczy Melis. – Przestań wtykać nos w nie swoje sprawy!
– Dość! – Belkis grzmi tak, że obie dziewczyny milką. – Chcę usłyszeć prawdę. Całą. Teraz!
Zeynep zbiera oddech.
– Melis straciła dziecko.
Proteza wypada Belkis z rąk na dywan. Kobieta zakrywa usta obiema dłońmi. Jej oczy napełniają się łzami.
– Co ci do tego?! – Melis wbija w siostrę nienawistne spojrzenie. – Czy ty musisz wszystko wygadywać?!
– Przepraszam, ale nie będę uczestniczyć w takim kłamstwie.
– Kiedy to się stało? – pyta Belkis, a głos drży jej jak u staruszki.
Melis ociera łzy.
– Kilka dni temu…
– Jak to się stało?
– Nie wiem. Poczułam skurcz, pojechałam do szpitala… lekarze powiedzieli, że serce dziecka przestało bić.
Belkis osuwa się na sofę, nie będąc w stanie stać. Melis siada obok niej.
– Przepraszam – szepcze.
Belkis jednak wybucha:
– Za co przepraszasz?! Za to, że przez tyle czasu mnie okłamywałaś?! Że oszukiwałaś mojego syna?! Że grałaś teatr przede mną, przed całą rodziną?!
– Nie wiedziałam, jak powiedzieć prawdę… – Melis kręci głową, a łzy ściekają jej po twarzy. – Czekałam na właściwy moment…
– Jaki moment?! – krzyczy Belkis. – Gdyby Zeynep nie powiedziała prawdy, a ja nie znalazłabym tej protezy, okłamywałabyś nas dalej!
W tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi.
Zeynep otwiera i widzi Cihana.
– Zeynep, musimy porozmawiać. Natychmiast – mówi ostro.
– Nie teraz. Melis straciła dziecko. – odpowiada.
– Zajmiesz się nią później. To ważne, chodź.
W salonie Belkis wciąż próbuje dodzwonić się do syna. W końcu Ege odbiera — udało mu się wydostać z pokoju, w którym zamknął go Cihan.
– Synu! – szlocha. – Musisz przyjechać! Natychmiast!
– Mamo… czy Cihan tam jest? – Ege mówi szybko, z napięciem.
– Tak. Próbuje zabrać Zeynep.
– Nie pozwól mu! Mamo, on współpracował z Sedą! Jest jej bratem! Od początku byli razem!
Belkis zamiera.
– Co powiedziałeś?!
Ale Ege już się rozłącza.
Po chwili Belkis wybucha jak granat. Wpada do przedpokoju, dopada Cihana, chwyta go za płaszcz i z furią przyciska do ściany.
– Ty draniu! Ty podły, obłudny tchórzu! – krzyczy, uderzając go pięściami. – Zabiła moją córkę, a ty ją chroniłeś! Ty…!
Nagle opada z sił — kolana uginają się pod nią, a ciało traci sztywność.
Upada ciężko na dywan, mdlejąc.
***
Cihan i Zeynep przenoszą nieprzytomną Belkis na kanapę.
– Cihan, dlaczego ciocia Belkis tak na ciebie naskoczyła? – Zeynep patrzy na niego ostro, podejrzliwie. – Co zrobiłeś, że wywołałeś w niej taką furię?
– Musi być w szoku po tym, co stało się z Melis – odpowiada spokojnie. – Zeynep, musimy porozmawiać. Chodź ze mną.
Nim zdąży ruszyć, Melis podrywa się z miejsca i podchodzi do niego niemal biegiem.
– Naprawdę? – syczy. – Moja maska właśnie spadła, a twoja ma pozostać na miejscu, tak?
– Jaka maska? O czym ona mówi? – Zeynep marszczy brwi.
– Nie słuchaj jej – ucina Cihan. – Plecie bzdury. Chodź, Zeynep, porozmawiamy na zewnątrz.
Wyciąga do niej rękę, ale w tym momencie drzwi otwierają się z hukiem.
Do środka wpada Ege, cały w nerwach. Rzuca się na Cihana i przygniata go do ściany.
– Ege! Co ty robisz?! – Zeynep próbuje go odciągnąć, ale mężczyzna jest jak taran.
– Jak możesz tak kłamać?! – wrzeszczy Ege, mierząc rywala wściekłym wzrokiem.
Cihan nie traci zimnej krwi.
– Może najpierw zapytaj swoją żonę o jej kłamstwo – mówi twardo. – To ona jest tu największą oszustką.
– Co on ma na myśli?! – Ege odwraca się ku Melis.
– Twoja żona okłamywała cię od dawna – kontynuuje Cihan bez zawahania. – Kilka dni temu straciła dziecko.
– Co?! – Ege blednie.
– Ege, przysięgam, że chciałam ci powiedzieć! – Melis wpada w panikę. – Ale ta sprawa z Sedą…
– Dlatego nie chciałaś iść do lekarza? – Ege uzmysławia sobie powód jej ostatniego zachowania.
– Tak… – Melis kiwa głową, zalewając się łzami. – Przepraszam cię bardzo. Naprawdę chciałam ci o wszystkim powiedzieć, ale właśnie znalazłeś zabójczynię swojej siostry… Bałam się, że to będzie dla ciebie za dużo…
Ege przez sekundę patrzy na nią, ale w jego oczach pojawia się jeszcze ciemniejszy wyraz. Odwraca się i staje naprzeciw Zeynep.
– Zeynep… czy wiesz, kim naprawdę jest Cihan?
– Nie słuchaj go! – ostrzega Cihan, mrużąc oczy. – Ege, zajmij się swoją żoną. Niech lepiej opowie ci o Gokhanie.
– O czym ty mówisz?! – Ege marszczy brwi.
Cihan wbija mu strzałę prosto w serce:
– Dziecko, które nosiła… nie było twoje. Było Gokhana.
Zapada cisza tak ciężka, że niemal robi się duszno.
Zeynep blednie. Belkis leżąca na kanapie porusza się niespokojnie. A Ege stoi jak sparaliżowany.
– Melis… czy to prawda? – wydobywa z siebie.
– Ege, posłuchaj mnie… błagam… – Melis podchodzi do męża, ale on cofa się jak przed ogniem.
– Czy to prawda?! – powtarza, ostrzej.
– Ja… Myślałam, że dziecko jest twoje… dopiero później…
– Melis, nie mogłaś… – Zeynep zasłania usta dłonią. – Nie mogłaś posunąć się tak daleko…
Belkis podnosi się powoli i patrzy na synową ze zgrozą.
– Co masz na myśli mówiąc, że myślałaś?! – wrzeszczy. – Jak mogłaś?!
– Ja… nie wiedziałam… to stało się…
– DOŚĆ! – Ege przerywa jej brutalnie. – Kłamałaś, bo bałaś się, że cię zostawię?!
Melis płacze i cała się trzęsie.
– Nie miałam wyboru…
Ege patrzy na nią przez chwilę chłodnym, obcym wzrokiem. A potem powoli ściąga z palca obrączkę.
– Nie miałaś wyboru? – powtarza lodowato. – Ja też nie mam teraz wyboru.
Upuszcza obrączkę na podłogę. Metaliczny dźwięk rozchodzi się po całym salonie.
Melis osuwa się na kolana, wyciąga drżące dłonie, ale Ege odwraca się i patrzy na nią już tylko jak na kogoś, kogo nie zna.
– To koniec – mówi twardo. – To koniec naszego małżeństwa!
***
Ege i Cihan stoją naprzeciwko siebie w przedpokoju, jak dwa gotowe do starcia wilki. Z boku, tuż przy schodkach, Zeynep obserwuje ich z rosnącym niedowierzaniem.
– Co ty mówisz, Ege? – pyta, a głos jej drży. – To absurd. Wymyśliłeś to, prawda?
– Nic nie wymyśliłem. – Ege wbija palec w pierś Cihana. – To czysta prawda. Ten człowiek miesiącami nas okłamywał. Od początku ukrywał, że jest bratem Sedy. Jego siostra zabiła Melodi, a on razem z nią wszedł w życie tej rodziny, udając niewiniątko. Jedyne, co ich interesowało, to zatuszować zbrodnię. Ale to się skończyło.
Zeynep powoli obraca głowę w stronę narzeczonego.
– Cihan…? To prawda? Jesteś bratem zabójczyni Melodi?
Cihan zamyka oczy, jakby każde słowo Egego było ciosem.
– Tak.
– Wiedziałeś o wszystkim od początku? – pyta, już bez siły.
– Tak.
Jej twarz tężeje, a ból zmienia się w czystą wściekłość.
– Jak mogłeś? Jak mogłeś zbudować takie kłamstwo?! Wszystko… wszystko, co mówiłeś… twoja troska, czułość, wszystkie te słowa… To wszystko było kłamstwem?!
– Tak – odpowiada Cihan, a w jego oczach pojawia się rozpacz. – Z początku to rzeczywiście była gra… ale później to się zmieniło. Naprawdę się w tobie zakochałem, Zeynep. Powiedziałem to nawet twojej mamie.
– Mama… ona wiedziała?
– Tak. Chodź, porozmawiajmy spokojnie. – Wyciąga do niej rękę.
Zeynep natychmiast odskakuje, jakby jego dłoń parzyła.
– Nie dotykaj jej! – ryczy Ege, popychając Cihana. – Wszystko wyszło na jaw! W końcu wiemy, kim jesteś! Wkrótce trafisz do więzienia razem ze swoją siostrą!
– Zeynep… proszę. – Głos Cihana łamie się. – Kiedy mówię, że cię kocham, mówię prawdę. Nigdy nie kochałem nikogo tak jak ciebie.
Ale dziewczyna już mu nie wierzy. Zdejmuje pierścionek zaręczynowy, patrzy na niego tylko sekundę – i ciska nim o podłogę, jakby chciała wyrzucić z serca całe cierpienie.
Potem odwraca się i biegnie w stronę drzwi.
Ege i Cihan ruszają za nią. Doganiają ją na ulicy, stając po jej obu stronach i blokując drogę.
– Prawda wyszła na jaw, Zeynep – mówi Ege łagodniejszym tonem, wyciągając rękę. – Już nic nie stoi nam na przeszkodzie. Chodź. Wróć do mnie.
Cihan robi to samo.
– Zeynep, przyznaję, zawaliłem. Okłamałem cię, ale kocham cię naprawdę. Całym sercem. Daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę.
Dziewczyna spogląda najpierw na Egego.
– Gdy przyjechałam do tego miasta, pokochałam mężczyznę, który mnie uratował. – Jej głos mięknie. – Ale moja siostra także go kochała. Zrozumiałam to za późno. To już nie jest możliwe, Ege. Nie mogę do ciebie wrócić.
Potem patrzy na Cihana.
– A ty… byłeś drugim mężczyzną, któremu zaufałam. Pochowałam swoje uczucia do Egego i pozwoliłam, żebyś wziął mnie za rękę. Ale ty też mnie zdradziłeś.
W głosie drży jej ledwo słyszalna nuta żalu.
– Miłość… była między nami. Prawdziwa. Oboje sprawiliście, że poczułam ją głęboko. Ale nigdy nie daliście mi nadziei.
Przez chwilę spuszcza wzrok, jakby zbierała siły. Potem mówi wyraźnie, stanowczo:
– Dzięki wam dorosłam. Dzięki wam stałam się silniejsza. I… żegnam was obu.
Odwraca się powoli, jakby zamykała za sobą rozdział życia – i odchodzi, nie oglądając się nawet przez ułamek sekundy.
Ege stoi jak skamieniały.
Cihan śledzi ją wzrokiem, jakby w jednej chwili stracił powietrze.
Obaj wiedzą, że to koniec.
Na zawsze.
***
W ostatniej scenie serialu dom Kuzeya tonie w miękkim świetle świec. Salon wygląda zupełnie inaczej niż zwykle: elegancki stół ślubny stoi pośrodku, przykryty białym obrusem, a za nim czeka urzędnik. Na podłodze leżą rozsypane płatki białych róż. Atmosfera jest intymna, niemal magiczna.
Sila wchodzi powoli, jakby bała się, że każdy zbyt szybki oddech mógłby zniszczyć tę chwilę. Zatrzymuje się, patrząc na widok przed sobą – na Kuzeya, który czeka na nią z uśmiechem pełnym czułości.
– Czy to sen… czy rzeczywistość? – pyta szeptem, z drżącym spojrzeniem.
Kuzey robi krok w jej stronę i ujmuje jej dłonie.
– Sam nie wiem. – Uśmiecha się. – Kiedy życie nagle staje się tak piękne, człowiek mówi, że to jak sen. Więc… myślę, że śnimy. – Nachyla się lekko. – Ale jeśli to sen, chcę w nim zostać już na zawsze. Sila… jesteś gotowa zostać moją żoną?
Dziewczyna potakująco kiwa głową, a w jej oczach błyszczą wzruszenie i spokój, jakiego przez całe życie jej brakowało.
Kuzey odsuwa jej krzesło. Siadają obok siebie. W pokoju obecni są najbliżsi – Naciye z niewymuszonym, szczerym uśmiechem, Bulent obejmujący Feraye ramieniem, Hulya i Yildiz ściskające się nawzajem z radości. Po burzy, którą przeszli wszyscy, wreszcie nastała cisza – dobra cisza, pełna nadziei.
Urzędnik wypowiada uroczystą formułę, a jego głos odbija się od ścian, jakby błogosławił całe ich życie. Sila i Kuzey podpisują dokument. Chwilę później to samo robią świadkowie – Hulya i Bulent.
Gdy urzędnik ogłasza ich mężem i żoną, segment przestrzeni jakby się zatrzymuje. Przez sekundę wszyscy patrzą na nich z zachwytem, po czym wybuchają gromkie brawa.
Feraye nie wytrzymuje. Podchodzi i obejmuje Silę tak, jakby bała się ją stracić choćby na moment.
– Od teraz zawsze będę przy tobie, moja córko. – Jej głos łamie się ze wzruszenia. – Czy chcesz spędzić życie szczęśliwie – ze mną, z twoim rodzeństwem i z Kuzeyem?
– Chcę, mamo. Z całego serca. – Sila wtula się w nią, jakby nadrabiała wszystkie lata, które im odebrano.
Bulent uśmiecha się szeroko, ale i on ociera ukradkiem łzę.
– Dobrze, Feraye, zostaw ją na chwilę panu młodemu. – Śmieje się ciepło. – Będziecie miały jeszcze tysiące momentów, żeby się tulić. A teraz… oddajmy pannę młodą jej mężowi.
Wszyscy śmieją się, a atmosfera staje się jeszcze lżejsza.
Kuzey podchodzi do Sili. Delikatnie ujmuje jej twarz w dłonie i składa na jej ustach czuły, pełen miłości pocałunek. W tle zaczyna grać piosenka – cicha, poruszająca, jakby skomponowana specjalnie na tę chwilę.
Każdego dnia, jakby to był mój ostatni dzień,
Jak moje wczoraj, które stało się jutrem…
Muszę kochać, muszę być kochanym.
Sila i Kuzey stoją wtuleni w siebie, a ich dłonie splatają się, jakby od zawsze pasowały do siebie idealnie.
Jakbym umierał, jakbym się palił,
Każdego dnia, jakby to był mój ostatni dzień…
Muszę kochać, muszę być kochanym.
Kamera powoli oddala się, obejmując cały salon – rodzinę, która wreszcie odnalazła spokój, miłość, dom. W oczach Sili odbija się światło świec… i nowy początek.
Koniec.
Delikatny, ciepły, absolutnie zasłużony.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia był film Aşk ve Umut 285. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.





















