„Panna młoda” Odc. 16 – streszczenie
Hancer wpada do firmy jak burza, nie zważając na spojrzenia sekretarek ani protesty ochrony. Otwiera drzwi sali konferencyjnej bez pukania, przerywając ważne spotkanie Cihana.
— Jaki masz problem z moim bratem?! — krzyczy, a jej głos odbija się echem od szklanych ścian.
Zapada cisza. Twarze biznesowych partnerów zdradzają konsternację. Engin natychmiast reaguje — przeprasza gości i wyprowadza ich z gabinetu, zamykając drzwi za sobą. W pomieszczeniu zostają tylko oni dwoje.
Cihan stoi nieruchomo, z rękami splecionymi na piersi. Przez chwilę milczy, jakby ważył każde słowo.
— No dalej — naciska Hancer, podchodząc bliżej. — Odpowiedz mi. Co robiłeś w naszym domu?
— Poszedłem ostrzec twojego brata — mówi w końcu chłodnym, opanowanym tonem. — Zdjęcie, które zrobili nam tamtego wieczoru, trafiło do mediów społecznościowych. Na jego podstawie portal plotkarski opublikował skandaliczny artykuł.
— Mój brat miałby to rozesłać?! — Hancer kręci głową z niedowierzaniem. — To niemożliwe.
— Oczywiście, że nie wysłał go do tabloidów — odpowiada Cihan. — Ale nie powinien był w ogóle go udostępniać. Ja…
— Tak, ty! — przerywa mu ostro. — Już rozumiem. Jesteś wielkim Cihanem Develioglu. Świat kręci się wokół ciebie, a reszta ma tylko uważać, żeby nie wejść ci w drogę.
— Nie zmieniaj tematu — jego głos twardnieje. — Doskonale wiesz, o czym mówię. Ostrzegałem cię, żebyś miała swoją rodzinę pod kontrolą.
— Dość! — Hancer unosi dłoń. — Nie waż się więcej wspominać mojego brata!
— Jeśli nie potrafisz zapanować nad swoimi emocjami, ta rozmowa nie ma sensu — odpowiada lodowato. — Nawet nie zapytałaś, co napisali. Oboje zostaliśmy zniesławieni.
— Nie interesuje mnie, co tam wypisują — mówi drżącym, ale pewnym głosem. — Jeśli moje sumienie jest czyste, reszta nie ma znaczenia.
— Dla ciebie może nie — odpowiada Cihan. — Ale ja nie jestem anonimowy. Obracam się w świecie wpływowych ludzi.
Hancer robi krok w jego stronę. Jej oczy płoną.
— A ja mam na tym świecie tylko jedną osobę. Mojego brata. Jeśli cokolwiek mu się stanie, spalę cały twój świat — mówi cicho, ale z groźbą, która brzmi groźniej niż krzyk. — Przyszłam cię ostrzec. Jeśli jeszcze raz zrobisz coś, co go skrzywdzi… zniszczę wszystko, co jest dla ciebie ważne.
Posyła mu spojrzenie pełne furii i bez słowa odwraca się na pięcie. Drzwi gabinetu trzaskają za nią z hukiem. Na korytarzu Hancer odbiera telefon. Głos Deryi po drugiej stronie jest wyczerpany, niemal łamiący się.
— Hancer, proszę… przyjdź natychmiast do szpitala.
***
Hancer wpada do szpitala na jednym oddechu, jakby biegła tu bez chwili wytchnienia. Jej klatka piersiowa unosi się gwałtownie, a dłonie drżą. Przed drzwiami sali stoi Derya oraz lekarz w białym fartuchu, który właśnie kończy notować coś w dokumentacji.
— Nic mu się nie stało, prawda? — pyta Hancer zduszonym, spanikowanym głosem. — Proszę mi powiedzieć, że jest w porządku.
— Jest przytomny. Jego stan się ustabilizował — odpowiada lekarz spokojnie. — Czuje się lepiej niż wcześniej. Niestety… choroba nadal postępuje. Mięśnie zanikają w szybkim tempie.
Hancer blednie.
— Mój brat nie wie, że jest chory? — upewnia się, patrząc lekarzowi prosto w oczy. — Nie powiedział mu pan… prawda?
— Kiedy go badałem, dopiero odzyskiwał przytomność — wyjaśnia lekarz. — Nie było rozmowy. Nie padły żadne diagnozy.
— Proszę… — głos Hancer łamie się. — Niech pan mu nic nie mówi. On tego nie udźwignie.
— On jest jak dziecko — wtrąca Derya z napięciem. — Nie potrafi radzić sobie z problemami. Gdyby dowiedział się o chorobie, całkowicie by się załamał.
Lekarz splata dłonie za plecami.
— Jeśli jakość jego życia się poprawi, tempo postępu choroby może się spowolnić — mówi poważnie. — Najważniejsze, żeby się nie przemęczał i nie był narażony na stres. W tego typu schorzeniach stan emocjonalny ma ogromne znaczenie.
— Czy możemy go zobaczyć? — pyta Hancer niemal szeptem.
— Tylko jedna osoba — odpowiada lekarz. — Potrzebuje spokoju i odpoczynku.
Odchodzi korytarzem, zostawiając kobiety w ciszy. Hancer nagle traci siły w nogach. Chwieje się i niemal osuwa na podłogę, ale Derya w porę ją podtrzymuje i pomaga jej usiąść na krześle przy ścianie.
— Wszystko robi się coraz gorsze — mówi Derya cicho, z rezygnacją. — Musisz to zrozumieć. Nie zwlekaj dłużej — dodaje, patrząc Hancer prosto w oczy. — Wyjdź za Cihana. Zrób to dla swojego brata.
Hancer odwraca wzrok. Przez chwilę walczy ze łzami, po czym ciężko wypuszcza powietrze.
***
Cihan kipiał z gniewu. Bezskutecznie wydzwaniał do Hancer — raz po raz słyszał tylko sygnał nieodebranego połączenia. W końcu stracił cierpliwość. Wsiadł do samochodu i pojechał pod jej dom, z myślą, że tym razem nie pozwoli jej uciec od rozmowy.
Gdy zatrzymał się przed bramą, natknął się na sąsiadkę wracającą z zakupów. Torby dźwięcznie uderzyły o jej biodro, gdy spojrzała na niego uważnie.
— Jeśli szukasz Hancer, nie ma jej w domu — oznajmiła bez wstępów. — Jest w szpitalu.
Cihan zesztywniał.
— W szpitalu? — powtórzył. — Coś się stało?
— Jej brat znowu zachorował. Cemil zemdlał przed drzwiami — wyjaśniła kobieta. — Zauważyłam go przypadkiem i od razu wezwałam karetkę. Hancer i Derya pojechały do niego.
Sąsiadka skinęła głową i ruszyła dalej, zostawiając Cihana samego przed zamkniętą bramą.
Gniew, który jeszcze chwilę temu palił mu wnętrzności, nagle zgasł. Na jego twarzy pojawiło się coś zupełnie innego — niepokój, a może nawet cień poczucia winy. Uświadomił sobie, że był wobec Cemila zbyt ostry. Ten człowiek nie działał ze złej woli. Opublikował zdjęcie bez zastanowienia, nie przewidując konsekwencji.
Przypomniał sobie twarz Hancer w jego gabinecie. Jej wściekłość, rozpacz i słowa, które wtedy padły: „Mam na tym świecie tylko jedną osobę. Mojego brata”. Teraz brzmiały zupełnie inaczej — ciężej, boleśniej.
Cihan zmrużył oczy, zamyślony. Przez chwilę stał nieruchomo, po czym powoli wrócił do samochodu. Odpalił silnik i odjechał, już nie z gniewem, lecz z myślą, która nie dawała mu spokoju.
***
Cihan przyjeżdża do szpitala późnym popołudniem. Korytarze są ciche, przesiąknięte zapachem środków dezynfekujących i zmęczenia. Gdy kieruje się w stronę sali Cemila, nagle wyrasta przed nim Hancer. Staje mu na drodze, jakby chciała własnym ciałem zagrodzić mu przejście.
— Co ty tutaj robisz? — pyta ostro, z napięciem wyczuwalnym w każdym słowie.
— Przyjechałem do twojego brata — odpowiada spokojnie Cihan, choć w jego głosie pobrzmiewa powaga.
— Mało ci tego, że go skrzywdziłeś? — Jej oczy błyszczą gniewem. — Czego jeszcze chcesz?
— Chcę mu życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. Nic więcej. Zaraz potem wyjdę.
Nie czekając na odpowiedź, omija ją i wchodzi do sali. Hancer chce ruszyć za nim, ale ostatecznie nie protestuje.
Cemil leży na łóżku, blady, ale przytomny. Na widok Cihana unosi lekko brwi, zaskoczony, lecz bez wrogości. Mężczyzna podchodzi bliżej, zatrzymuje się przy łóżku i przez moment milczy, jakby ważył słowa.
— Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia — mówi w końcu. Przełyka ślinę i dodaje ciszej: — Zachowałem się wobec ciebie zbyt ostro. To prawda. Nie znoszę portali społecznościowych i całego tego zamieszania. Kiedy zobaczyłem artykuł, straciłem panowanie nad sobą. Wybacz.
Cemil patrzy na niego spokojnie, bez cienia pretensji. Na jego twarzy pojawia się nawet słaby, pojednawczy uśmiech.
— Usunąłem już tę grupę — oznajmia łagodnie. — Jestem trochę naiwny. Czasem robię głupoty, nie myśląc o konsekwencjach. Nie żywię do ciebie urazy.
***
Hancer wychodzi na szpitalny korytarz i niemal wpada prosto na Deryę. Przez chwilę patrzą na siebie w milczeniu, po czym bratowa uśmiecha się szeroko, jakby właśnie wygrała bitwę.
— Dziewczyno, widzisz to? — mówi z satysfakcją. — Tyle mu nagadałaś, a jednak tu przyszedł. Brawo dla ciebie.
— To ty mu powiedziałaś, że jesteśmy w szpitalu? — Hancer natychmiast twardnieje. W jej głosie pobrzmiewa oskarżenie.
— Nie. Nic mu nie mówiłam — zaprzecza Derya bez wahania. — I nie ma znaczenia, skąd się dowiedział. Liczy się jedno: przyjechał natychmiast. To znaczy, że zrozumiał swój błąd.
— Nawet jeśli coś zrozumiał, co to zmienia? — wybucha Hancer. — Zgodziłam się na ten ślub tylko ze względu na mojego brata. A teraz mój brat leży w szpitalu przez niego! Nigdy nie poślubię mężczyzny, przez którego mój brat o mało nie stracił życia. To koniec!
— Co ty w ogóle mówisz?! — Derya patrzy na nią z niedowierzaniem.
— Dokładnie to, co słyszysz. Jak tylko wyjdzie z sali, powiem mu to prosto w twarz.
Derya chwyta ją nagle za ramię i potrząsa, próbując wyrwać ją z emocjonalnego transu.
— Opanuj się! — syczy. — Naprawdę oszalałaś. Gadasz bzdury. Czy to wszystko nie jest dla twojego brata? Jeśli teraz zerwiesz to małżeństwo, co z nim będzie? Wierzyciele depczą nam po piętach. Nie odpuszczą.
— Znajdę inne wyjście — odpowiada Hancer, choć jej głos drży.
— Inne wyjście… — kpi Derya gorzko. — I wierzysz, że ono naprawdę istnieje?
— Przestań na mnie naciskać! — Hancer cofa się o krok. — Po tym wszystkim nie poślubię mężczyzny o sercu z kamienia.
Jakby na zawołanie, na końcu korytarza pojawia się wierzyciel Cemila, a za nim dwóch ponurych mężczyzn. Ich kroki odbijają się echem od szpitalnych ścian.
— Doszły nas słuchy, że Cemil zachorował — odzywa się łysy, brodaty mężczyzna chłodnym tonem. — Przyszliśmy sprawdzić, co z nim. Niech Bóg ma go w opiece… bo ma wobec mnie dług.
Hancer bez wahania staje naprzeciw niego, zasłaniając drogę do sali brata.
— Co ty wygadujesz?! — mówi z oburzeniem. — Człowiek walczy o życie, a ty mówisz o pieniądzach? Nie masz ani sumienia, ani wstydu?
— Nie jestem waszym wrogiem — odpowiada spokojnie wierzyciel. — Chcę tylko odzyskać swoje pieniądze. Kiedy je pożyczał, był zdrowy. Długi się spłaca. Tak działa świat.
— On jest chory! — wtrąca się Derya. — Czego tu nie rozumiesz?
— Rozumiem doskonale. Jeśli Cemil nie zapłaci, dług przejdzie na was. Tylko was informuję.
— Wynoś się stąd! — rozkazuje Hancer, z trudem panując nad emocjami.
— Pieniądze i tak odzyskam — rzuca mężczyzna na odchodne. — Jeśli Cemil stąd wyjdzie, a nie zapłaci… trafi do więzienia.
Wierzyciel i jego ludzie oddalają się korytarzem. Cisza, która po nich zostaje, jest ciężka i dusząca.
W tej samej chwili z sali wychodzi Cihan. Zatrzymuje się przed Hancer, patrzy na nią chłodno, bez śladu emocji.
— Rozmawiałem z twoim bratem — oznajmia. — Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Przyjdź jutro o dziewiątej do urzędu stanu cywilnego. Musimy złożyć dokumenty.
Hancer milczy. Jeszcze przed chwilą przysięgała, że to koniec, że nigdy się na to nie zgodzi… Teraz jednak nie potrafi wydobyć z siebie ani jednego słowa.
Cihan odwraca się i odchodzi, pozostawiając ją samą z myślami, które zaczynają ją przygniatać jak ciężar nie do uniesienia.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 7.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.












