Panna młoda odc. 228: Cihan przesłuchuje Füsun Kabę! Beyza zakłada suknię ślubną!

Beyza uśmiecha się, prezentując białe zęby, które pasują idealnie do jej sukni ślubnej.

„Panna młoda” Odc. 228 — streszczenie

Beyza wróciła do mieszkania ojca z uniesioną głową, jakby właśnie odniosła wielkie zwycięstwo. Miała na sobie czarny, skórzany płaszcz przewiązany w talii, spod którego wystawał jasnoróżowy mankiet koszuli. Stanęła przed Nusretem, z dumnym uśmiechem poprawiła włosy i powoli uniosła dłoń. Na jej palcu błyszczała złota obrączka.

— Możesz mi pogratulować, tato — oznajmiła z satysfakcją. — Przed tobą stoi Beyza Develioglu. Jedyna żona Cihana Develioglu.

Nusret spojrzał na obrączkę, a potem na córkę. Na jego twarzy pojawił się ostrożny uśmiech.

— Brawo, córko. Czyli założył ci obrączkę.

Beyza na moment zawahała się, lecz szybko zamaskowała zakłopotanie pewnym gestem dłoni.

— No… nie do końca tak było. Sama ją sobie założyłam. Cihan nawet nie zadał sobie trudu, żeby włożyć swoją, ale to nie ma znaczenia.

— Daj spokój — odparł Nusret, rozkładając ręce. — To naprawdę nie ma znaczenia. Ilu mężczyzn w ogóle nosi obrączkę? Najważniejsze, że wrócisz do rezydencji. Wbij tam mocno pazury i więcej się stamtąd nie ruszaj. Nie chcę kolejnych problemów, Beyzo.

Po tych słowach odwrócił się i wyszedł z salonu. Beyza została sama. Odłożyła torebkę na stolik, jeszcze raz spojrzała na obrączkę i uśmiechnęła się szeroko. W jej oczach znów pojawił się ten sam upór, który nie pozwalał jej pogodzić się z żadną porażką.

— Kaprysy młodości muszą zostać spełnione — powiedziała cicho, z zadowoleniem obracając złoty krążek na palcu. — Myślisz, że wygrałeś, panie Cihanie? Nie nazywam się Beyza, jeśli nie odnowię przysięgi małżeńskiej na oczach Hancer, trzymając nasze dziecko na rękach.

Ponownie uniosła dłoń i przez chwilę wpatrywała się w obrączkę, jakby była nie tylko symbolem małżeństwa, ale także zapowiedzią kolejnej gry, którą właśnie zamierzała rozpocząć.

***

Beyza weszła do rezydencji pewnym, niemal triumfalnym krokiem.

W jednej ręce trzymała fotelik z małym Cihanem Gururem, w drugiej prowadziła złotą walizkę, która turkotała cicho po lśniącej posadzce. Wyglądała tak, jakby nie wracała po długiej nieobecności, lecz po prostu odzyskiwała miejsce, które od zawsze uważała za swoje.

Fadime znieruchomiała na jej widok. Beyza natychmiast to zauważyła.

— Co się tak patrzysz? — rzuciła chłodno. — Weź go. Dziecko stęskniło się za domem. Zanieś go do jego pokoju.

Pokojówka bez słowa podeszła i przejęła od niej fotelik. W tym samym momencie w holu pojawiły się Gülsüm, Sinem i Mine. Dziewczynka od razu wspięła się na palce i zajrzała do środka.

— Och, przyszedł Cihan Gurur! — zawołała z radością.

Fadime spojrzała na nią łagodniej.

— Stęskniłaś się za swoim kuzynem?

— Tak! Bardzo!

— Chodź więc, zaniesiemy go razem do pokoju.

Mine z zapałem ruszyła za Fadime, która niosła fotelik z dzieckiem. Po chwili obie zniknęły w korytarzu, a w przestronnym holu zostały tylko Beyza, Gülsüm i Sinem.

Beyza przesunęła spojrzeniem po stojących przed nią kobietach.

— Gülsüm, zanieś to do mojego pokoju — poleciła, wskazując walizkę.

Mówiąc to, celowo obróciła dłoń tak, by złota obrączka błysnęła w świetle. Gest był pozornie drobny, ale zbyt wyraźny, by uznać go za przypadek.

Na twarzach Gülsüm i Sinem natychmiast pojawił się szok.

Beyza uśmiechnęła się z udawaną niewinnością.

— Co tak patrzycie? To obrączka ślubna. Mój mąż mi ją założył. Przecież nie będziemy kłócić się wiecznie.

Sinem przez chwilę milczała. Jej spojrzenie zatrzymało się na złotym krążku, a potem powoli wróciło do twarzy Beyzy.

— Cóż mogę powiedzieć? — odezwała się w końcu cicho. — Życzę ci szczęścia.

— Dziękuję — odparła Beyza z wyraźnym zadowoleniem. — Gdzie jest ciocia?

— W swoim pokoju.

— Pójdę do niej. Na pewno się za mną stęskniła.

Po tych słowach Beyza ruszyła w stronę pokoju Mukadder. Gülsüm chwyciła rączkę walizki i odprowadziła ją wzrokiem, po czym również opuściła hol.

Sinem została sama.

Stała nieruchomo pośrodku ogromnego, jasnego wnętrza. Jeszcze przed chwilą próbowała zachować uprzejmy spokój, ale teraz nie musiała już niczego udawać.

Powrót Beyzy oznaczał więcej niż tylko jej ponowne pojawienie się w rezydencji.

Oznaczał, że Cihan nie zamierzał wrócić do Hancer.

A jeśli Cihan nie wróci do Hancer, Hancer pozostanie przy Melihu.

Sinem poczuła bolesny ucisk w sercu.

Jedna obrączka na palcu Beyzy wystarczyła, by zamknąć przed nią drogę do człowieka, którego wciąż kochała.

I wtedy zrozumiała, że powrót Beyzy nie był początkiem spokoju.

Był kolejnym ciosem.

Tym cichszym.

Ale równie bolesnym.

***

Cihan wszedł do gabinetu spokojnym, lecz stanowczym krokiem. Przy jego biurku siedziała już Fusun Kaba. Kobieta miała wyprostowane plecy, dłonie złożone na kolanach i twarz napiętą tak mocno, jakby od dawna przygotowywała się na tę rozmowę, a mimo to wciąż nie była na nią gotowa.

Cihan zamknął drzwi, przeszedł za biurko i usiadł naprzeciwko niej. Przez chwilę milczał. Oparł splecione dłonie na blacie, pochylił się lekko i wbił w nią uważne spojrzenie.

— Nie sądziłem, że jeszcze się spotkamy, pani doktor.

Fusun drgnęła niemal niezauważalnie. Nie odpowiedziała od razu. Próbował złapać jej wzrok, ale kobieta uparcie patrzyła gdzieś w bok, jakby sama obecność Cihana była dla niej zbyt trudna do zniesienia.

— Nie jestem już lekarką — powiedziała w końcu cicho, ale z wyraźną goryczą. — Prawo do wykonywania zawodu zostało mi odebrane. Przez ciebie.

Na twarzy Cihana nie pojawił się cień współczucia.

— Nie doszłoby do tego, gdybyś wykonywała swoją pracę tak, jak powinnaś.

Fusun zacisnęła usta. W jej oczach błysnęła uraza, lecz szybko ją stłumiła.

— W porządku. Ukarałeś mnie. Czego jeszcze ode mnie chcesz? Nie wezwałeś mnie tutaj po to, żeby wygłaszać kazania.

— Nie ja cię ukarałem — odparł chłodno Cihan. — Dosięgła cię sprawiedliwość. O ile w ogóle można to tak nazwać.

Kobieta spojrzała na niego ostrożnie.

— Do czego zmierzasz?

Cihan bez pośpiechu wysunął szufladę biurka. Wyjął z niej kopertę, a potem kilka fotografii. Położył je na blacie i przesunął w stronę Fusun. Kobieta zerknęła na zdjęcia i natychmiast zamarła. Jej twarz stężała, a dłonie napięły się na krawędzi fotela. Po chwili odsunęła fotografie gwałtownym ruchem, jakby parzyły ją w palce.

Cihan obserwował każdą zmianę w jej twarzy.

— Od jak dawna znasz Beyzę? — zapytał cicho, lecz w jego głosie pobrzmiewała groźba. — To ona namówiła cię do terapii Hancer?

Fusun uniosła wzrok, ale nie potrafiła długo patrzeć mu w oczy.

— Dlaczego pytasz mnie? Zapytaj swoją żonę. Niech ona ci odpowie.

— Teraz pytam ciebie.

W gabinecie zapadła ciężka cisza. Cihan nie spuszczał z niej wzroku, a Fusun coraz wyraźniej traciła pewność siebie.

— Między wami jest zbyt duże napięcie, żeby nazwać to przypadkiem — dodał. — Co się wydarzyło?

— Nie muszę ci nic mówić — odpowiedziała, próbując odzyskać chłodny ton. — A te zdjęcia niczego nie dowodzą.

Cihan lekko się uśmiechnął, ale w tym uśmiechu nie było ani odrobiny łagodności.

— A ja nie muszę ci niczego udowadniać.

Fusun wypuściła powietrze z płuc. Przez chwilę wyglądała tak, jakby walczyła sama ze sobą. W końcu opuściła wzrok na fotografie leżące między nimi i odezwała się znacznie ciszej:

— Przede wszystkim powinieneś wiedzieć jedno. Twoja żona kocha cię bardziej niż cokolwiek innego.

***

Wieczorem Cihan wrócił do rezydencji. Nie zatrzymał się w salonie ani nie szukał rozmowy z domownikami. Od razu skierował się do pokoju syna. Wnętrze, jasne i starannie urządzone, wyglądało niemal bajkowo: na ścianie świeciło malowane słońce, obok łóżeczka widniały dziecięce wzory, a nad wszystkim wisiała tabliczka z imieniem Cihana Gurura.

Mężczyzna pochylił się nad białą kołyską. Przez chwilę wpatrywał się w spokojną twarz dziecka, a potem delikatnie dotknął dłonią jego czoła.

W tej samej chwili drzwi otworzyły się szerzej.

— Niespodzianka! — zawołała wesoło Beyza.

Cihan odwrócił się i zobaczył żonę w sukni ślubnej. Beyza stała przy wejściu wyprostowana, promienna i wyraźnie zadowolona z efektu, jaki chciała na nim wywrzeć. Miała na sobie białą, rozłożystą suknię o księżniczkowym kroju, z obszerną, połyskującą spódnicą i dopasowaną górą podkreślającą talię. Przezroczyste, koronkowe rękawy zdobiły drobne aplikacje, a dekolt i ramiona mieniły się delikatnym blaskiem. Włosy opadały jej miękkimi falami na ramiona, a szeroki uśmiech zdradzał podekscytowanie, którego nie próbowała nawet ukrywać.

Cihan zmrużył oczy i powoli podszedł bliżej.

— Pamiętasz? — zapytała Beyza z triumfującą czułością. — To suknia, którą miałam na naszym pierwszym ślubie.

— Tak, pamiętam — przyznał spokojnie.

Beyza wygładziła materiał na wysokości talii, jakby chciała zwrócić jego uwagę na każdy szczegół.

— Na drugi ślub nie mogłam jej założyć, bo byłam w ciąży. Ale wróciłam do dawnej formy. Twoja żona znowu mieści się w swojej sukni ślubnej. Masz szczęście. — Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. — Mój syn zapytał mnie, dlaczego nie odnowiłam przysięgi małżeńskiej z jego ojcem. Mój tata i twoja mama zmusili nas do pierwszego małżeństwa. Później pobraliśmy się, bo byłam w ciąży. Ale tym razem będzie inaczej. Tym razem to ty mnie wybrałeś, Cihanie. Kazałeś mi wrócić do domu z dzieckiem. To uczucie jest nie do opisania. Po raz pierwszy naprawdę czuję, że jesteśmy rodziną.

Cihan spojrzał na nią uważnie.

— Cihan Gurur powiedział ci, żebyśmy odnowili przysięgę?

Beyza roześmiała się lekko.

— Oczywiście, że nie powiedział tego słowami. Ale wyczytałam to z jego oczu. Widziałeś, że zawiązałam mu obrączkę na nadgarstku? Wygląda cudownie. Co myślisz o pomyśle twojego syna, tato?

Na twarzy Cihana pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

— Mój syn ma dobry pomysł. Jego życzenie jest dla mnie rozkazem.

Beyza westchnęła z zachwytu. Nie mogła wymarzyć sobie lepszej odpowiedzi. W tym uniesieniu nie zauważyła jednak chłodnego błysku w oczach Cihana. Nie dostrzegła, że jego spokój nie wynikał z czułości. Cihan grał, a ta zgoda była tylko kolejnym elementem jego planu.

— Naprawdę? — dopytała, jakby bała się, że zaraz zmieni zdanie. — Odnowimy przysięgę?

— Tak jak powiedziałem — odparł Cihan, wciąż z tym samym nieodgadnionym uśmiechem.

Beyza klasnęła niemal bezwiednie, nie potrafiąc powstrzymać radości.

— To wspaniale. Zorganizujemy uroczystość w ogrodzie albo tutaj, w domu. Zaprosimy kilku przyjaciół i krewnych.

— Będziemy świętować tak, jak sobie wymarzysz — powiedział Cihan. — Przygotuj wszystko. Tylko dobrze zastanów się, kogo chcesz zaprosić. Potem sporządź listę gości. Chcę, żeby odbyło się to w gronie rodzinnym.

— Bardzo mnie uszczęśliwiłeś — szepnęła Beyza. Po chwili poprawiła się z rozczuleniem: — Nas uszczęśliwiłeś.

Podeszła do kołyski i ostrożnie wzięła Cihana Gurura na ręce. Następnie podała dziecko mężowi.

— Dziękuję ci, tato — powiedziała cienkim, czułym głosem, jakby słowa te naprawdę wypowiadał ich syn. — Synu, jesteś szczęściarzem. Masz najlepszego ojca na świecie.

Cihan przyjął dziecko, a Beyza pochyliła się i pocałowała go w policzek. Była podekscytowana jak nastolatka, która po raz pierwszy uwierzyła, że jej marzenie właśnie się spełnia.

Nie wiedziała, że Cihan dokładnie na to liczył.

Grał dalej, bo rozumiał, że im większa będzie teraz jej radość, tym boleśniejszy okaże się upadek, gdy wreszcie doprowadzi swój plan do końca.

***

Hancer siedziała samotnie na różowej kanapie w salonie starego domu. Miała na sobie jasnoróżowy, pikowany szlafrok, a jej twarz była blada i zmęczona. W ciszy przerywanej jedynie własnym oddechem trzymała na kolanach notatnik. Przez chwilę wpatrywała się w pustą kartkę, jakby nie potrafiła znaleźć słów. W końcu chwyciła długopis i zaczęła pisać.

Nie wiem, co mam napisać, kochanie. Czuję się tak, jakbym spadała w otchłań, a wokół mnie nie było ani jednej gałęzi, której mogłabym się uchwycić. Popełniłam tyle błędów. Odepchnęłam od siebie mężczyznę, którego kocham. Sama spaliłam wszystkie mosty, a ostatni zawalił się dziś rano.

Beyza wróciła do rezydencji. Twój ojciec został po drugiej stronie. Pociesza mnie tylko myśl, że twój brat jest teraz blisko niego. Ale jak spojrzę ci w oczy, kiedy przyjdziesz na świat? Jak wytłumaczę ci, dlaczego pozbawiłam cię ojca? Jak mam żyć z tym ciężarem?

Hancer przerwała pisanie. Powoli zamknęła notatnik i odłożyła go obok siebie. Potem objęła dłońmi zaokrąglony brzuch, jakby chciała ochronić dziecko przed bólem, który rozdzierał jej serce.

Łzy, które do tej pory próbowała powstrzymać, spłynęły po jej policzkach.

— Boże, daj mi siłę, żebym zniosła te wyrzuty sumienia — wyszeptała. — Moje dziecko ma tylko mnie. Pomóż mi być silną matką. Pomóż mi nie zawieść go tak, jak zawiodłam jego ojca.

Oparła głowę o kanapę i zacisnęła powieki. Jedną rękę wciąż trzymała na brzuchu, drugą przyciskała do piersi. W milczącym salonie wyglądała, jakby cała jej nadzieja skurczyła się do tego jednego, kruchego życia, które nosiła pod sercem.

***

Beyza stała przed dużym lustrem toaletki i powoli wcierała krem w dłonie. Miała na sobie czarny, satynowy szlafrok przewiązany w talii. Szerokie rękawy wykończone koronką odsłaniały jej zadbane dłonie, a starannie ułożone włosy opadały miękkimi falami na ramiona. Wyglądała tak, jakby każdy szczegół przygotowała z myślą o Cihanie.

W odbiciu lustra widziała łóżeczko Cihana Gurura. Uśmiechnęła się do własnych myśli.

— Jesteś najlepszym planem, jaki kiedykolwiek stworzyłam — powiedziała cicho. — Wiedziałam, że dzięki tobie będę miała Cihana w garści. Ale ty też na tym zyskałeś. Masz cudowną mamę. Po tamtej bezużytecznej kobiecie pojawiłam się w twoim życiu jak wygrana na loterii. Kiedy dorośniesz, docenisz mnie. Będziesz dbał o mamę Beyzę jak o największy skarb.

Sięgnęła po flakon perfum i rozpyliła wokół siebie delikatną chmurę zapachu. Potem raz jeszcze spojrzała w lustro, poprawiła włosy i ruszyła do gabinetu Cihana.

Mężczyzna siedział w fotelu za biurkiem. Zmęczenie w końcu go dopadło — miał zamknięte oczy, jedną dłoń opierał przy skroni, jakby próbował uciszyć natrętne myśli. Beyza weszła bezszelestnie, stanęła za nim i położyła dłonie na jego ramionach. Zaczęła masować go powoli, ostrożnie, z udawaną czułością. Przez krótką chwilę Cihan, pogrążony w półśnie, poddał się temu dotykowi. Jego twarz złagodniała.

— Jest już późno — odezwała się słodko. — Nie chcesz pójść do łóżka?

Jej głos natychmiast wyrwał go z odrętwienia. Cihan otworzył oczy i gwałtownie odwrócił się w fotelu, strącając z ramion jej ręce.

— Muszę jeszcze trochę popracować — powiedział chłodno, poprawiając marynarkę.

Beyza nie zamierzała tak łatwo się wycofać. Ponownie położyła dłoń na jego barku i spojrzała mu prosto w oczy.

— Myślę, że na dziś wystarczy. Nie jesteś zmęczony?

Cihan przyjrzał jej się uważnie. W jego spojrzeniu pojawił się cień podejrzliwości, ale zaraz przykrył go spokojem. Wstał, ujął jej dłoń i odezwał się niższym, bardziej miękkim głosem:

— Chcesz, żeby wszystko było jak za pierwszym razem? Jak wtedy, kiedy po raz pierwszy byłaś panną młodą?

Beyza zadrżała. Przez moment naprawdę uwierzyła, że jej sen zaczyna się spełniać.

— Zatem czekaj na ten dzień tak, jak czeka każda narzeczona — powiedział Cihan. Po chwili podszedł do drzwi i otworzył je przed nią. — Dobrej nocy.

Beyza zatrzymała się na progu, oszołomiona jego słowami i tonem.

— Tobie również — odparła cicho.

Wyszła na korytarz, ale nie od razu ruszyła do swojego pokoju. Przyłożyła dłoń do piersi, czując, jak szybko bije jej serce.

— To mały krok dla ludzkości, ale wielki dla mnie — szepnęła z zachwytem.

Uśmiechnęła się do siebie i odeszła. Jedno było pewne — tej nocy długo nie zdoła zasnąć.

Nie wiedziała jednak, że Cihan od początku grał. Pozwalał jej marzyć tylko po to, by później odebrać jej wszystko w chwili, gdy będzie najbardziej pewna swojego zwycięstwa.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 169.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy