Panna młoda odc. 235: Wielka tajemnica Sili wychodzi na jaw!

Sila wygląda przez uchylone drzwi i zasłania usta dłonią. W jej oczach błyszczy przerażenie.

„Panna młoda” Odc. 235 — streszczenie

Cemil pojawił się w starym domu wczesnym rankiem. Hancer przyjęła go w salonie na piętrze, gdzie przez wysokie okna wpadało chłodne, blade światło dnia. Usiedli obok siebie na różowej kanapie. Kobieta od razu wyczuła w jego milczeniu napięcie, choć wciąż nie znała powodu wizyty.

— U bratowej i Emira wszystko w porządku? — zapytała ostrożnie.

Cemil nie odpowiedział od razu. Siedział pochylony, ze splecionymi dłońmi, jakby próbował powstrzymać narastający gniew.

— Zostawmy to teraz, Hancer — powiedział w końcu. — Melih wypłynął. To prawda?

Hancer spuściła wzrok.

— Tak, bracie.

— Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? — zapytał z wyrzutem. — Dobrze, rozumiem. Nie uważasz mnie za brata, nic mi nie mówisz, ale ja i tak przyszedłem.

— Bracie, oczywiście, że bym ci powiedziała. To stało się nagle.

— Co to znaczy „nagle”? — Cemil zmarszczył brwi. — Czy można zostawić kobietę w zaawansowanej ciąży samą? Co to za mężczyzna?

— Wyjechał do pracy — wyjaśniła szybko Hancer. — Będziemy potrzebować pieniędzy, kiedy dziecko się urodzi. Na statku zarobi znacznie więcej niż jako taksówkarz.

— To powinien zaciągnąć się na statek od razu, kiedy dowiedział się, że jesteś w ciąży. Na co czekał?

— Dopiero teraz dostał ofertę…

— Nie opowiadaj mi bajek, Hancer. — Cemil spojrzał na nią przenikliwie. — Powiedz mi prawdę. Melih cię zostawił?

— Bracie, skąd ci to przyszło do głowy? Mówię ci, że wyjechał do pracy.

— Nie kryj go przede mną. Tym razem nie będę spokojny. Wiesz, że potrafię narobić zamieszania.

Hancer uniosła głowę. W jej spojrzeniu pojawił się niepokój.

— Bracie, kto ci w ogóle powiedział, że Melih wyjechał?

Cemil zawahał się tylko przez chwilę. Nie chciał już niczego przed nią ukrywać.

— Cihan przyszedł wczoraj wieczorem. Od niego się dowiedziałem.

Hancer zamarła.

— Cihan był wczoraj u ciebie?

— Tak. Obcy człowiek martwi się o ciebie bardziej niż twój własny mąż.

— Bracie, od kiedy to jest sprawa Cihana?

— Na początku też się rozzłościłem — przyznał Cemil. — Ale potem poczułem wdzięczność. Gdyby nie on, dalej nic bym nie wiedział. Twój mąż chyba nie pamięta, do czego służy telefon. Nie potrafił nawet zadzwonić.

Hancer wstała razem z nim, próbując opanować sytuację, zanim gniew brata wymknie się spod kontroli.

— Proszę, nie złość się na Meliha. Dostał dobrą ofertę i musiał szybko wyjechać. To naprawdę nie zależało od niego. Sam widzisz, że wszystko ze mną dobrze. Jestem spokojna, niczego mi nie brakuje. Nie martw się o mnie.

Cemil podniósł się z kanapy.

— Wiesz, kiedy przestanę się martwić? Kiedy będziesz przy mnie. Skoro twojego męża nie ma, spakuj swoje rzeczy. Idziesz do nas.

Hancer natychmiast chwyciła go za dłoń.

— Bracie, proszę, nie zabieraj mnie stąd. Możesz przychodzić codziennie. Możesz dzwonić co godzinę, możemy rozmawiać przez kamerę, jeśli tylko tego chcesz. Zrobię wszystko, tylko nie każ mi opuszczać tego domu. Od dziecka byłeś dla mnie i bratem, i ojcem. Nie zrozum mnie źle, ale teraz, kiedy jestem mężatką, w twoim domu czułabym się jak gość. Jak ktoś obcy.

Cemil patrzył na nią długo. Wreszcie westchnął ciężko i dotknął jej ramienia.

— Dobrze. Niech będzie tak, jak chcesz. Pójdę już.

— Bracie…

Hancer objęła go mocno. Cemil odwzajemnił uścisk, a jego twarz zmiękła na moment, jakby dopiero teraz zobaczył, jak bardzo siostra próbowała ukryć własny lęk.

Kiedy wyszedł, w salonie zapadła cisza. Hancer została sama pośrodku pokoju. Skrzyżowała ręce na piersi, a jej spojrzenie stwardniało.

— Teraz ja ci pokażę, Cihanie — powiedziała cicho. — Sam tego chciałeś.

Chwyciła kurtkę i torebkę, po czym wyszła z domu zdecydowanym krokiem.

***

Cihan siedział za biurkiem, pochylony nad laptopem. W przestronnym gabinecie panowała cisza, przerywana jedynie cichym stukiem klawiszy. Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie. Do środka weszła Hancer. Szła szybkim, zdecydowanym krokiem, a stukot jej obcasów odbił się ostro od podłogi.

Cihan uniósł wzrok znad ekranu. Widział po jej twarzy, że nie przyszła na spokojną rozmowę.

— Byłeś wczoraj u mojego brata? — rzuciła od progu, jakby nie zadawała pytania, lecz od razu wydawała wyrok.

Cihan zamknął laptop i odwrócił się w jej stronę.

— Tak, byłem. Co w związku z tym?

Hancer zatrzymała się przy biurku. Jej dłonie zacisnęły się po bokach płaszcza, a w oczach błysnęła złość.

— Jak to: „co w związku z tym”? Czy ja nie mam własnych ust? Nie mogłam sama powiedzieć bratu, że Melih wyjechał? Dlaczego się wtrącasz?

— Nie wtrącam się — odparł spokojnie. — Chciałem tylko sprawdzić, czy twoi najbliżsi wiedzą, że zostałaś sama. Twój mąż zniknął nagle i nikt nie potrafił mi wyjaśnić, dlaczego.

— Powiedziałam ci przecież, że wypłynął w morze! Dlaczego tak bardzo cię to interesuje?

Cihan przyjrzał jej się uważnie. Im bardziej próbowała brzmieć pewnie, tym wyraźniej widział jej zdenerwowanie.

— Bo twoje słowa i twoje zachowanie do siebie nie pasują.

— Co chcesz przez to powiedzieć?

Przez chwilę milczał. Potarł dłonią brodę, jakby ważył każde słowo.

— To, że Melih coś kombinuje, a ty próbujesz to przed wszystkimi ukryć. Poświęcasz się, żeby uchronić go przed kłopotami. — Westchnął chłodno. — Nieważne. Powiedziałem twojemu bratu tylko tyle, że zostałaś sama. Więcej tego nie zrobię. Najwyraźniej nie warto okazywać ci troski. Nie powtórzy się to.

— I bardzo dobrze — odparła natychmiast. — Właśnie to chciałam usłyszeć.

Cihan odwrócił się z powrotem do laptopa, jakby rozmowa została zakończona.

— Skoro skończyłaś, możesz już iść.

— Tak, pójdę.

Poprawiła torebkę na ramieniu, odwróciła się gwałtownie i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi zbyt mocno, by można było uznać to za przypadek.

Cihan przez chwilę patrzył w stronę wyjścia. Na jego twarzy pojawił się cień podejrzenia.

— Skoro zareagowałaś tak gwałtownie, musisz coś ukrywać, Hancer — powiedział cicho do siebie.

Był zdecydowany odkryć prawdę, lecz zaraz potrząsnął głową, jakby chciał sam siebie przywołać do porządku.

— Co ja robię? — mruknął z irytacją. — Mam taki problem z Beyzą, a zajmuję się Hancer. Cihanie, opanuj się.

***

Pomimo obowiązującego zakazu Sila po raz kolejny weszła do sali tajemniczego pacjenta. W pomieszczeniu panowała ciężka, niemal szpitalna cisza. Jasne światło wpadało przez wysokie okno, rozlewając się po pustym łóżku, stoliku z lekarstwami i wypolerowanej podłodze.

Garip siedział na brzegu łóżka, odwrócony do niej plecami. Był ubrany cały na czarno, co jeszcze mocniej podkreślało bladość jego twarzy i zmęczenie, które przez lata zdążyło wyryć się w jego rysach. Miał gęste, ciemne włosy, krótką brodę i nieruchome spojrzenie człowieka, który jakby dawno temu odciął się od świata. Siedział sztywno, z dłońmi opartymi na kolanach, wpatrzony w okno. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak, jakby nie słyszał ani kroków Sili, ani cichego brzęku tacy, którą odłożyła na stolik.

Dziewczyna ostrożnie podeszła bliżej. Przez dłuższą chwilę patrzyła na jego twarz, próbując odnaleźć w niej jakikolwiek ślad dawnego życia. Potem usiadła obok niego.

— Tak długo próbowałam się z tobą skontaktować — powiedziała cicho, nie spuszczając wzroku z jego profilu. — W końcu się spotkaliśmy. Ale nie mamy dużo czasu. Nikogo do ciebie nie wpuszczają. Wiem, że faszerują cię lekarstwami, ale musisz mnie teraz zrozumieć. Bracie, musisz wyzdrowieć.

Garip nie poruszył się. Nadal patrzył przed siebie, pustym wzrokiem utkwionym gdzieś za oknem. Wyglądał, jakby jej nie słyszał. Jakby nawet nie wiedział, że ktoś siedział tuż obok niego.

— Twoja matka zrujnowała nam życie — ciągnęła Sila. W jej głosie pojawił się ból, którego nie potrafiła już ukryć. — To ona skazała naszego ojca na śmierć. Twój wujek go zabił. A tata był winny tylko jednej rzeczy. Tego, że zakochał się w mojej mamie. Przez lata siedziała w więzieniu. — Głos lekko jej zadrżał. — Ja urodziłam się za kratami, rozumiesz? Dorastałam w więzieniu. Ciebie też od lat trzymają tu zamkniętego. Ukradli nam życie, bracie.

Sila tego nie zauważyła, ale palce Garipa drgnęły. Po chwili zacisnęły się na materiale spodni. Ten mężczyzna, który dla wszystkich był tylko milczącym, otępiałym pacjentem, naprawdę był Metinem Develioglu — synem uznanym za zmarłego, człowiekiem pogrzebanym za życia. I choć wyglądał na nieobecnego, coś w nim jednak słyszało, rozumiało i reagowało.

— Jesteśmy do siebie podobni — dodała Sila łagodniej. — Oboje zostaliśmy uwięzieni przez cudze grzechy. Możemy nawzajem opatrzyć swoje rany. Ale nie zrobię tego sama. Potrzebuję twojej pomocy, bracie.

***

Tymczasem korytarzem szła Mukadder w towarzystwie młodego pielęgniarza. Kobieta miała na sobie elegancki, karmelowy płaszcz, ale pod starannie ułożonym wyglądem krył się niepokój. Pielęgniarz zerkał na nią z ostrożnością, jakby doskonale wiedział, że za drzwiami sali czeka ktoś nieprzewidywalny.

— Garip ostatnio jest spokojny — powiedział. — Regularnie przyjmuje lekarstwa. Ale długo pani do niego nie przychodziła. Nie wiem, jak zareaguje, kiedy panią zobaczy. Na wszelki wypadek wejdźmy razem.

Mukadder zatrzymała się przed drzwiami i uśmiechnęła się z wymuszoną pewnością.

— Nie trzeba — odparła. — On mnie zna. Nie zrobi mi krzywdy. Chcę zobaczyć się z nim sam na sam.

— Jak pani uważa.

Mukadder weszła do sali sama.

Sila usłyszała jej głos i natychmiast zamarła. W ostatniej chwili chwyciła tacę z lekarstwami i bezszelestnie schowała się w łazience, zostawiając drzwi tylko lekko uchylone.

— Jestem tutaj, synu — powiedziała Mukadder miękko. — To ja. Twoja mama.

Podeszła do łóżka i usiadła obok Metina. On nadal siedział nieruchomo, z twarzą odwróconą w stronę okna. Tylko jego palce znów zacisnęły się mocniej.

Mukadder, podobnie jak wcześniej Sila, nie dostrzegła tego drobnego ruchu.

— Bardzo za tobą tęskniłam, synu — mówiła dalej. — Ale nie mogłam przyjść wcześniej. Mam ogromne problemy. Czy twoje przekleństwa naprawdę nas dosięgły? Jedno nieszczęście goni drugie… Ale ty chyba rozumiesz swoją matkę, prawda? Wiesz, że nie zrobiłabym tego, gdybym nie musiała.

Westchnęła i pochyliła się ku niemu, jakby chciała wmówić nie tylko jemu, lecz także samej sobie, że wszystko, co zrobiła, miało usprawiedliwienie.

— Twoja matka nie skrzywdziłaby nikogo, kto na to nie zasłużył. Trzymam cię tutaj, żeby ochronić cię przed twoim wujkiem. Gdyby dowiedział się, że żyjesz, nie zdołałabym go powstrzymać. A jeśli Cihan pozna prawdę… co mam mu powiedzieć? Dlatego najlepiej będzie, jeśli tu zostaniesz, synu. Wystarczy mi, że wiem, że oddychasz.

Mukadder uniosła dłoń i dotknęła jego policzka.

— Synu, broda bardzo ci urosła. Może mam cię ogolić?

W tej samej chwili ręka Metina wystrzeliła gwałtownie do przodu. Jego palce zacisnęły się na szyi matki z taką siłą, że Mukadder nie zdążyła nawet krzyknąć. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.

— Synu… co ty robisz? — wychrypiała, rozpaczliwie łapiąc oddech. — Jestem twoją matką… Co robisz? Pomocy…

Metin puścił ją nagle. Mukadder odskoczyła od łóżka jak oparzona, z dłonią przyciśniętą do szyi. Oddychała ciężko, nie mogąc uwierzyć, że człowiek, którego uważała za bezwolnego i złamanego, był zdolny do tak gwałtownej reakcji.

Za uchylonymi drzwiami łazienki Sila patrzyła na wszystko z przerażeniem i poruszeniem. Po chwili cicho domknęła drzwi, jakby bała się, że zdradzi ją choćby najlżejszy szmer.

***

Sinem przyszła do parku, w którym Melih czekał już od kilku minut. Zimowe słońce przebijało się przez nagie gałęzie drzew, a na trawie wciąż leżały resztki topniejącego śniegu. Melih stał przy ławce z rękami wsuniętymi w kieszenie kurtki. Gdy ją zobaczył, jego twarz natychmiast złagodniała.

Usiedli obok siebie. Sinem poprawiła płaszcz i spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem.

— Nie czekałeś długo, prawda?

Melih uśmiechnął się ciepło.

— Sinem, jestem gotów czekać na ciebie całe życie. Czym jest dziesięć minut?

Jej spojrzenie na chwilę uciekło w bok. Wciąż trudno było jej przyjmować takie słowa bez lęku, choć bardzo chciała w nie wierzyć.

— Wybacz. Zabrałam Mine do rodziców. Dziś zostaniemy tam na noc.

— Chcę, żeby w końcu nadeszły takie noce, kiedy będziemy już razem — powiedział cicho Melih. — I zrobiłem pierwszy krok w tym kierunku. Znalazłem kilka mieszkań. Są na uboczu, z dala od ciekawskich spojrzeń. Nie są duże, ale dla nas wystarczą. I nie są drogie.

Wyjął telefon i podał go Sinem.

— Spójrz. Wybierz to, które najbardziej ci się podoba.

Sinem nawet nie zerknęła na ekran. Patrzyła tylko na niego. W jej oczach pojawił się delikatny, smutny uśmiech.

— To naprawdę nie ma dla mnie znaczenia. Chcę tylko miejsca, w którym będziemy mogli spokojnie oddychać. Miejsca, w którym nikt nie będzie nas oceniał.

— Ja też tego chcę — odparł Melih, ale zaraz spuścił wzrok. Jego palce niespokojnie zacisnęły się na telefonie. — Tylko że… wciąż myślę o Hancer. Dzwoniłem do niej. Mówiła, że wszystko jest w porządku, ale ja nie potrafię być spokojny. Proszę cię, miej ją na oku. Może będzie czegoś potrzebowała, a nie powie tego nikomu.

Sinem przyjrzała mu się uważnie. Rozumiała ten niepokój aż za dobrze.

— Nie daje ci spokoju to, że zostawiłeś ją samą.

— Jestem szczęśliwy, kiedy myślę o życiu z tobą i Mine — wyznał Melih. — Naprawdę czekam na to z niecierpliwością. Ale Hancer została sama, z problemami na barkach. I jeszcze dziecko…

Nie dokończył. Między nimi zapadła krótka cisza. Oboje wiedzieli, o czym myślą, zanim ktokolwiek odważył się wypowiedzieć to na głos.

Nagle powiedzieli jednocześnie:

— Może zaczekamy jeszcze trochę?

Spojrzeli na siebie i mimo ciężaru tej decyzji uśmiechnęli się lekko.

— Bałem się to powiedzieć — przyznał Melih. — Ale cieszę się, że myślisz tak samo. Nie chodzi tylko o Hancer. Nie mogę pozwolić, żeby ludzie mówili, że uciekłaś z żonatym mężczyzną. Bądźmy jeszcze przez jakiś czas cierpliwi. Niech dziecko się urodzi. Dam mu swoje nazwisko, potem wezmę rozwód i dopiero wtedy zaczniemy wszystko od nowa. Co ty na to?

Sinem pokiwała głową. Jej twarz była spokojna, choć w oczach widać było wzruszenie.

— W ostatnich dniach myślałam dokładnie o tym samym. Jesteś to winien Hancer. Oboje jesteśmy jej coś winni. Poczekam, aż się rozwiedziesz. Możesz być spokojny.

Melih odetchnął z ulgą.

— Wiedziałem, że twoje sumienie nie pozwoli ci postąpić inaczej. Nie pomyliłem się co do ciebie.

Sinem spuściła wzrok, a na jej ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech. W tej jednej chwili oboje poczuli, że choć droga do wspólnego życia znów się wydłużyła, przynajmniej nie musieli iść nią osobno.

***

Wieczorem Hancer siedziała samotnie w starym domu. W salonie panowała cisza, przerywana jedynie cichym stuknięciem filiżanki odstawianej na spodek. Kobieta upiła łyk herbaty, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi.

Zdziwiona podniosła się z kanapy. Nie spodziewała się nikogo o tej porze. Kiedy otworzyła, zobaczyła Cihana stojącego na progu. Miał na sobie jasnobrązowy płaszcz, a w ramionach trzymał owiniętego w miękki, szary kocyk Cihana Gurura. Malec miał w ustach smoczek, ale mimo to wiercił się niespokojnie i co chwilę żałośnie kwilił. Przy nodze Cihana stała duża, jasna torba z dziecięcymi rzeczami.

— Hancer… możesz nam pomóc? — zapytał bezradnie.

Hancer od razu spojrzała na dziecko.

— Co mu się stało?

— Nie wiem. Jest bardzo niespokojny. Nie mogę go uspokoić.

Nie zadawała więcej pytań. Odsunęła się od drzwi.

— Wejdźcie.

W salonie Cihan wyglądał już nie jak pewny siebie mężczyzna, który zwykle wszystko miał pod kontrolą, lecz jak ojciec całkowicie pokonany przez płacz własnego dziecka. Usiadł ciężko na kanapie, a Hancer pochyliła się nad maleństwem i delikatnie dotknęła jego plecków.

— Co się stało, maleńki? Dlaczego tak się męczysz?

Cihan westchnął.

— Myślałem, że damy sobie radę sami. Ojciec i syn… — Uśmiechnął się blado, lecz zaraz spuścił wzrok. — Ale on nie przestawał płakać. Po raz pierwszy zostaliśmy sami i nie wiedziałem, co robić. Nie chciałem ci przeszkadzać, ale…

— Nie przeszkadzacie mi — przerwała mu łagodnie. — Daj mi go.

Wzięła malca z jego ramion z naturalną czułością. Położyła go ostrożnie na kanapie i rozchyliła kocyk, którym był szczelnie otulony. Cihan obserwował każdy jej ruch z mieszaniną niepokoju i podziwu.

— Pieluszka jest czysta — powiedział szybko. — Sprawdzałem też temperaturę. Nie ma gorączki. Nakarmiłem go. Wszystko wyglądało dobrze, nawet zasnął mi na rękach. A potem nagle się obudził i zaczął płakać. Coś mu dolega, tylko nie wiem co.

Hancer przyjrzała się dziecku uważniej.

— Podniosłeś go po jedzeniu, żeby mu się odbiło?

— Tak. Wiem, że trzeba to robić. Podniosłem go.

— Może zbyt krótko. Niemowlętom nie zawsze odbija się od razu. Czasem trzeba je potrzymać dłużej.

Cihan zmarszczył brwi.

— Skąd to zrozumiałaś?

— Gdy dziecko jest niespokojne i podkurcza nóżki w stronę brzuszka, zwykle coś je tam męczy. Może połknął powietrze.

Na twarzy Cihana pojawił się cień uśmiechu.

— Mówisz tak, jakbyś wychowała już niejedno dziecko. Czy program „macierzyństwo” uruchamia się automatycznie wraz z ciążą?

Hancer mimowolnie się uśmiechnęła.

— Dokładnie tak. Następnym razem po karmieniu potrzymaj go dłużej przy ramieniu. Powinieneś o tym wiedzieć. Beyza ci powiedziała, prawda?

Na dźwięk imienia Beyzy twarz Cihana stężała. Odwrócił wzrok, jakby samo wspomnienie tej kobiety natychmiast odebrało mu spokój.

— Oczywiście, powiedziała… — odparł po chwili. — Po prostu nie chciałem go budzić, kiedy już zasnął mi w ramionach.

Hancer nie drążyła tematu. Uniosła dziecko, przytuliła je do siebie i zaczęła delikatnie kołysać. Po chwili Cihan Gurur ucichł. Jego spięte ciałko rozluźniło się, a oczy, jeszcze przed momentem pełne niepokoju, zaczęły powoli się zamykać.

— Widzisz? — szepnęła Hancer. — Teraz będzie spał spokojnie.

Cihan patrzył na nią w milczeniu. Na jej łagodny uśmiech, na troskliwe dłonie obejmujące jego syna, na spokój, który wniosła do tego wieczoru jednym gestem. Przez krótką chwilę w pokoju nie było między nimi dawnych ran, pretensji ani kłamstw. Było tylko dziecko, cisza i spojrzenie, którego żadne z nich nie potrafiło dłużej utrzymać.

Ich oczy spotkały się na moment. Zaraz potem oboje, zawstydzeni, odwrócili wzrok w przeciwnych kierunkach.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 174.Bölüm i Gelin 175.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy