„Panna młoda” Odc. 213 — streszczenie

W nadmorskim parku panował spokojny, niemal kojący chłód. Za ich plecami szumiały nagie gałęzie drzew, a przed nimi rozciągał się widok na wodę, kamienny falochron i niewielką latarnię morską z turecką flagą. Słońce odbijało się blado od powierzchni zatoki, jakby całe miejsce próbowało uciszyć emocje, które oboje nosili w sobie.
Cihan i Hancer usiedli na drewnianej ławce pod rozłożystym drzewem. Przez chwilę milczeli, patrząc przed siebie.
— Co za dzień… — westchnął Cihan. — Ty też jesteś wstrząśnięta, prawda?
Hancer uśmiechnęła się smutno.
— Cóż… życie zawsze znajdzie coś, czym może nas zaskoczyć.
— Co masz na myśli?
Spuściła wzrok na swoje dłonie.
— Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wypowiedziała słowo „mama”.
Cihan odwrócił się ku niej uważniej.
— Nigdy nie widziałaś swojej matki?
— Pamiętam jakąś kobietę — odpowiedziała po chwili. — Ale bez głosu. Bez twarzy. To tylko rozmazany cień z dzieciństwa. Kiedy ciocia Hasibe przytuliła mnie i nazwała córką, poczułam coś dziwnego. Tak, jakbym przez krótką chwilę naprawdę miała matkę. Pomyślałam wtedy: więc tak właśnie czuje się człowiek, który ją ma.
Głos lekko jej zadrżał, choć próbowała mówić spokojnie.
— Bardzo trudno było mi wypowiedzieć to słowo. „Mama”. Brzmiało obco, jakby nie należało do mojego życia. A jednak, gdy je powiedziałam, coś się we mnie poruszyło. To było mylące uczucie… ale dobre. Po raz pierwszy zrozumiałam, czym może być matczyna miłość. Poczułam się tak, jakby za moimi plecami stanęła niezniszczalna góra. Wiem, to brzmi dziecinnie, ale właśnie tak się czułam.
Cihan patrzył na nią łagodnie.
— Twoja matka żyje?
Hancer wzruszyła ramionami.
— Prawdopodobnie. Ale na pewno nie tęskni za tym, żeby ulepić córce mantı.
— Skoro to wydarzenie tak bardzo tobą wstrząsnęło, to znaczy, że brakuje ci matki.
— Nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam. Mój brat, babcia i ja byliśmy dla siebie wystarczający. Przez lata nie rozmawialiśmy o mamie. Jakby ten temat po prostu nie istniał.
— A czy kiedykolwiek chciałaś ją odnaleźć?
Hancer powoli pokręciła głową.
— Nie wierzę, że ona by tego chciała. Poza tym w moim życiu nie ma miejsca dla kobiety, której nie było przy własnym dziecku wtedy, gdy najbardziej jej potrzebowało.
Urwała i odruchowo położyła dłoń na zaokrąglonym brzuchu. Ten gest powiedział więcej niż wszystkie słowa. Cihan zauważył go od razu, ale nie odezwał się. Tylko patrzył na nią w ciszy, coraz lepiej rozumiejąc, jak głęboka rana kryła się pod jej spokojem.
***




***
Sila poinformowała Engina, że podjęła dodatkową pracę jako opiekunka. Chciała stanąć na własnych nogach i przestać być dla kogokolwiek ciężarem.
Niedługo później szła już szpitalnym korytarzem w niebieskim uniformie. W dłoniach trzymała teczkę z dokumentami, starając się wyglądać pewnie, choć nowe miejsce wyraźnie ją onieśmielało. Długi, jasny korytarz ciągnął się przed nią niemal bez końca. Po obu stronach znajdowały się drzwi sal, a chłodne światło lamp odbijało się od wypolerowanej podłogi.
Z jednej z sal wyszedł mężczyzna w jasnoniebieskim uniformie, najpewniej pracownik oddziału. Zatrzymał Silę i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
— Czy ktoś wyjaśnił ci, co masz robić? — zapytał.
Dziewczyna pokręciła głową.
— Nie, jeszcze nie.
Mężczyzna podał jej kartkę.
— Twoim zadaniem będzie opieka nad pacjentami. Masz pomagać im przy codziennych czynnościach, golić ich, jeśli będzie taka potrzeba, i podawać leki zgodnie z tą listą. Nie wolno ci odejść, dopóki nie upewnisz się, że pacjent naprawdę je przyjął. Niektórzy potrafią je wyrzucać albo chować. Musisz być bardzo ostrożna. Dyrektor nie toleruje błędów. Wystarczy jeden, a stracisz pracę.
Sila przyjęła dokument i uśmiechnęła się z lekkim napięciem.
— Rozumiem. Dam z siebie wszystko.
W tej chwili z sąsiedniej sali wyszła pielęgniarka z tacą w dłoniach. Drzwi przez moment pozostały uchylone. Sila mimowolnie spojrzała do środka i zobaczyła mężczyznę stojącego nieruchomo przy oknie. Był odwrócony plecami. Miał czarne, średniej długości włosy i stał tak spokojnie, jakby świat za szybą pochłonął go całkowicie.


Drzwi zamknęły się cicho.
— To nasz Dziwak — powiedział pielęgniarz, zauważając jej spojrzenie. — I to jest jedna z najważniejszych rzeczy, o których musisz pamiętać. Do niego nie wchodzisz.
Sila zmarszczyła brwi.
— Dlaczego?
— Jest agresywny i nieprzewidywalny. Nie zbliżaj się do tej sali. Pod żadnym pozorem. Miłej pracy.
Mężczyzna odszedł, zostawiając ją samą na środku korytarza. Sila przez chwilę stała bez ruchu, ściskając teczkę w dłoniach. Jej wzrok znów powędrował ku zamkniętym drzwiom sali, do której nie wolno jej było wchodzić.
Wyglądało na to, że nie trafiła do tego szpitala przypadkiem.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 158.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






