Panna młoda odc. 213: Derya zostawia list pożegnalny! Nowa praca Sili!

Sila i lekarz patrzą w jednym kierunku.

„Panna młoda” Odc. 213 — streszczenie

Cemil i Emir wrócili do domu. W skromnym, jasnym pokoju panowała zwyczajna, domowa cisza. Przy ścianie stał stary żeliwny piecyk, obok drzwi leżały domowe kapcie, a pod oknem, zasłoniętym firankami i wzorzystymi zasłonami, ustawiono szarą kanapę z brązową poduszką. Wszystko wyglądało tak samo jak zawsze. Tylko Deryi nigdzie nie było.

— Mamo, dostałem piątkę z matematyki! — zawołał Emir już od progu, zdejmując kurtkę. — I wygrałem konkurs poetycki!

— Brawo! Mój lew! — ucieszył się Cemil i z dumą zmierzwił chłopcu włosy.

Pomógł mu zdjąć kurtkę, po czym odwiesił ją razem ze swoją na drewniany wieszak przy drzwiach. Wtedy zauważył kopertę wsuniętą za jeden z haczyków. Na wierzchu, dobrze znanym pismem Deryi, widniało kilka słów:

„Dla mojego kochanego męża”.

Cemil uśmiechnął się pod nosem. Już sam ten dramatyczny początek wystarczył, by pomyślał, że Derya znowu coś wymyśliła. Szybko otworzył kopertę i wyjął złożoną kartkę. Jednak po pierwszych zdaniach jego uśmiech zgasł równie nagle, jak się pojawił.

Nie pytaj mnie dlaczego, Cemilu. Muszę odejść. Proszę cię tylko o jedno: dobrze opiekuj się moim kochanym synem Emirem. Wiem, że trudno ci będzie zostać w tym domu. Ściany będą cię przytłaczać, każdy kąt będzie o mnie przypominał, ale nie szukaj mnie. Żyj dalej beze mnie. Zrób to dla mnie. Wszystko jest dla waszego dobra. To wystarczy, żebyś wiedział.

Nieszczęśliwa kobieta, która kochała was obu.

Derya.

Cemil przez chwilę patrzył na kartkę w milczeniu. Potem nagle parsknął śmiechem, złożył list i wsunął go z powrotem do koperty, jakby trzymał w rękach nie pożegnanie, lecz wyjątkowo przesadzony scenariusz kolejnego przedstawienia swojej żony.

— Ach, Deryo… — westchnął z rozbawieniem. — Naprawdę jesteś świetną aktorką.

W tym czasie Emir obiegł mieszkanie, zaglądając do kolejnych pokoi. Po chwili wrócił z poważną miną.

— Wujku Cemilu, mamy nie ma w domu.

— Oczywiście, że jej nie ma — odparł Cemil spokojnie. — Chce nas nabrać. Pewnie siedzi u sąsiadki albo pobiegła do swojej matki. Nie martw się, wróci. Idź, umyj ręce i przebierz się.

— Jestem bardzo głodny.

— Dobrze, synu. Zaraz coś przygotuję.

Emir posłusznie pobiegł do łazienki, a Cemil został sam na środku pokoju. Nadal był święcie przekonany, że Derya tylko się z nim droczy. W jego głowie nie mieściło się, że mogłaby naprawdę odejść. Przecież to była Derya — kobieta, która potrafiła zrobić tragedię nawet z przypalonej herbaty.

Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił.

***

W nadmorskim parku panował spokojny, niemal kojący chłód. Za ich plecami szumiały nagie gałęzie drzew, a przed nimi rozciągał się widok na wodę, kamienny falochron i niewielką latarnię morską z turecką flagą. Słońce odbijało się blado od powierzchni zatoki, jakby całe miejsce próbowało uciszyć emocje, które oboje nosili w sobie.

Cihan i Hancer usiedli na drewnianej ławce pod rozłożystym drzewem. Przez chwilę milczeli, patrząc przed siebie.

— Co za dzień… — westchnął Cihan. — Ty też jesteś wstrząśnięta, prawda?

Hancer uśmiechnęła się smutno.

— Cóż… życie zawsze znajdzie coś, czym może nas zaskoczyć.

— Co masz na myśli?

Spuściła wzrok na swoje dłonie.

— Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wypowiedziała słowo „mama”.

Cihan odwrócił się ku niej uważniej.

— Nigdy nie widziałaś swojej matki?

— Pamiętam jakąś kobietę — odpowiedziała po chwili. — Ale bez głosu. Bez twarzy. To tylko rozmazany cień z dzieciństwa. Kiedy ciocia Hasibe przytuliła mnie i nazwała córką, poczułam coś dziwnego. Tak, jakbym przez krótką chwilę naprawdę miała matkę. Pomyślałam wtedy: więc tak właśnie czuje się człowiek, który ją ma.

Głos lekko jej zadrżał, choć próbowała mówić spokojnie.

— Bardzo trudno było mi wypowiedzieć to słowo. „Mama”. Brzmiało obco, jakby nie należało do mojego życia. A jednak, gdy je powiedziałam, coś się we mnie poruszyło. To było mylące uczucie… ale dobre. Po raz pierwszy zrozumiałam, czym może być matczyna miłość. Poczułam się tak, jakby za moimi plecami stanęła niezniszczalna góra. Wiem, to brzmi dziecinnie, ale właśnie tak się czułam.

Cihan patrzył na nią łagodnie.

— Twoja matka żyje?

Hancer wzruszyła ramionami.

— Prawdopodobnie. Ale na pewno nie tęskni za tym, żeby ulepić córce mantı.

— Skoro to wydarzenie tak bardzo tobą wstrząsnęło, to znaczy, że brakuje ci matki.

— Nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam. Mój brat, babcia i ja byliśmy dla siebie wystarczający. Przez lata nie rozmawialiśmy o mamie. Jakby ten temat po prostu nie istniał.

— A czy kiedykolwiek chciałaś ją odnaleźć?

Hancer powoli pokręciła głową.

— Nie wierzę, że ona by tego chciała. Poza tym w moim życiu nie ma miejsca dla kobiety, której nie było przy własnym dziecku wtedy, gdy najbardziej jej potrzebowało.

Urwała i odruchowo położyła dłoń na zaokrąglonym brzuchu. Ten gest powiedział więcej niż wszystkie słowa. Cihan zauważył go od razu, ale nie odezwał się. Tylko patrzył na nią w ciszy, coraz lepiej rozumiejąc, jak głęboka rana kryła się pod jej spokojem.

***

Wieczorem Cihan wszedł do pokoju dziecięcego. W pomieszczeniu panowała miękka, przytłumiona cisza. Na ścianach uśmiechały się namalowane zwierzęta, nad łóżeczkiem rozlewało się ciepłe światło bajkowego słońca, a biały baldachim opadał delikatnie nad kołyską, jakby miał ochronić śpiące dziecko przed całym złem świata.

Cihan usiadł przy łóżeczku i pochylił się nad chłopcem. Cihan Gurur leżał spokojnie, otulony błękitnym kocykiem. Jego twarz była niewinna, bezbronna, wolna od wszystkich kłamstw, które splątały życie dorosłych.

Mężczyzna patrzył na niego długo. Na jego twarzy malowały się zmęczenie, ból i czułość, z którą nie potrafił walczyć.

— Hancer przytuliła dziś obcą kobietę i nazwała ją mamą — powiedział cicho, niemal szeptem. — Może ty też od chwili narodzin tęsknisz za swoją matką. Może czujesz jej brak, choć jeszcze nie potrafisz tego nazwać.

Zamilkł na moment. Przesunął spojrzeniem po drobnej twarzy dziecka.

— Nie mamy jeszcze pewności. Wkrótce dowiemy się, kim naprawdę jest twoja mama. Nie wiemy nawet, kto w tej historii, poza tobą, pozostał niewinny.

Jego głos stał się cięższy, ale wciąż był łagodny.

— Jedno wiem na pewno. Między nami istnieje więź. Nawet jeśli okaże się, że nie jestem twoim ojcem, nigdy cię nie opuszczę. Będę się tobą opiekował. Jak starszy brat. Zawsze będę nad tobą czuwał.

Cihan jeszcze przez chwilę patrzył na chłopca. Potem powoli wstał, jakby zostawiał przy kołysce część własnego serca, i wyszedł z pokoju dziecięcego.

***

Nastał kolejny dzień.

Przed wyjściem do pracy Cihan zszedł do kotłowni, w której już drugi dzień przetrzymywał Beyzę. Pomieszczenie było surowe i nieprzyjazne. Białe ściany, wielkie niebieskie zbiorniki, rury biegnące wzdłuż podłogi i ciężki zapach wilgoci sprawiały, że bardziej przypominało techniczne zaplecze niż część domu. Przy małym stoliku stał talerz z jedzeniem, którego Beyza nawet nie tknęła.

Siedziała na wiklinowym fotelu, blada i wyczerpana. Jedną rękę miała wciąż skutą kajdankami i przypiętą do rury. Gdy zobaczyła Cihana, natychmiast uniosła głowę. W jej oczach pojawiła się rozpaczliwa nadzieja.

— Cihanie, proszę cię… zdejmij te kajdanki i wypuść mnie — błagała drżącym głosem. — Czuję się tu naprawdę źle.

Cihan zatrzymał się przed nią. Patrzył chłodno, bez śladu współczucia.

— Nie trudź się na próżno. Nie wyjdziesz stąd, dopóki wyniki nie zostaną ogłoszone.

Beyza poruszyła skutą dłonią, a metal łańcucha cicho zabrzęczał o rurę.

— Cihanie, błagam cię… Czy ty nie widzisz, w jakim jestem stanie? Jestem zdesperowana. Rozkuj mnie, proszę.

Mężczyzna sięgnął po niski, plastikowy taboret i usiadł naprzeciwko niej. Nachylił się lekko, jakby chciał, by każde jego słowo dotarło do niej z całą siłą.

— Masz pojęcie, ilu ludziom wyrządziłaś krzywdę tą swoją grą? — zapytał napiętym głosem. — Zwłaszcza temu niewinnemu dziecku. Odebrałaś mu matkę. Pozwoliłaś, żeby żyło w kłamstwie. A teraz spójrz mi w oczy i powiedz, kto z nas naprawdę jest bezwzględny.

Beyza zamilkła. Przez chwilę tylko patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, jakby nie potrafiła znaleźć żadnego słowa na swoją obronę.

Cihan wstał i ruszył w stronę wyjścia.

— Cihanie! Cihanie, nie zostawiaj mnie tutaj! — krzyczała rozpaczliwie.

Nie zatrzymał się. Nawet się nie obejrzał. Wyszedł z kotłowni, pozostawiając ją samą pośród zimnych rur, pustych ścian i dźwięku kajdanek uderzających o metal.

***

Sila poinformowała Engina, że podjęła dodatkową pracę jako opiekunka. Chciała stanąć na własnych nogach i przestać być dla kogokolwiek ciężarem.

Niedługo później szła już szpitalnym korytarzem w niebieskim uniformie. W dłoniach trzymała teczkę z dokumentami, starając się wyglądać pewnie, choć nowe miejsce wyraźnie ją onieśmielało. Długi, jasny korytarz ciągnął się przed nią niemal bez końca. Po obu stronach znajdowały się drzwi sal, a chłodne światło lamp odbijało się od wypolerowanej podłogi.

Z jednej z sal wyszedł mężczyzna w jasnoniebieskim uniformie, najpewniej pracownik oddziału. Zatrzymał Silę i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.

— Czy ktoś wyjaśnił ci, co masz robić? — zapytał.

Dziewczyna pokręciła głową.

— Nie, jeszcze nie.

Mężczyzna podał jej kartkę.

— Twoim zadaniem będzie opieka nad pacjentami. Masz pomagać im przy codziennych czynnościach, golić ich, jeśli będzie taka potrzeba, i podawać leki zgodnie z tą listą. Nie wolno ci odejść, dopóki nie upewnisz się, że pacjent naprawdę je przyjął. Niektórzy potrafią je wyrzucać albo chować. Musisz być bardzo ostrożna. Dyrektor nie toleruje błędów. Wystarczy jeden, a stracisz pracę.

Sila przyjęła dokument i uśmiechnęła się z lekkim napięciem.

— Rozumiem. Dam z siebie wszystko.

W tej chwili z sąsiedniej sali wyszła pielęgniarka z tacą w dłoniach. Drzwi przez moment pozostały uchylone. Sila mimowolnie spojrzała do środka i zobaczyła mężczyznę stojącego nieruchomo przy oknie. Był odwrócony plecami. Miał czarne, średniej długości włosy i stał tak spokojnie, jakby świat za szybą pochłonął go całkowicie.

Drzwi zamknęły się cicho.

— To nasz Dziwak — powiedział pielęgniarz, zauważając jej spojrzenie. — I to jest jedna z najważniejszych rzeczy, o których musisz pamiętać. Do niego nie wchodzisz.

Sila zmarszczyła brwi.

— Dlaczego?

— Jest agresywny i nieprzewidywalny. Nie zbliżaj się do tej sali. Pod żadnym pozorem. Miłej pracy.

Mężczyzna odszedł, zostawiając ją samą na środku korytarza. Sila przez chwilę stała bez ruchu, ściskając teczkę w dłoniach. Jej wzrok znów powędrował ku zamkniętym drzwiom sali, do której nie wolno jej było wchodzić.

Wyglądało na to, że nie trafiła do tego szpitala przypadkiem.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 158.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 25: Engin wyrzuca Cihanowi prawdę w oczy!

    Beyza przygotowuje się do tajemniczego spotkania z Yoncą i wychodzi z domu z dużą czarną torbą, wzbudzając nieufność Mukadder. W rezydencji narasta napięcie – Mukadder obawia się kolejnych problemów, a jej gniew kieruje się zarówno na Sinem, jak i Beyzę. W firmie dochodzi do ostrej konfrontacji między Cihanem a Enginem, gdy Cihan odkrywa zdjęcie Engina z Hancer i oskarża przyjaciela o zdradę. Engin ujawnia prawdę o zatrzymaniu brata Hancer i podważa osądy Cihana. Po ich rozstaniu Cihan odnajduje pieniądze, które rzekomo zniknęły, co rodzi w nim pierwsze wątpliwości co do winy Hancer. W kawiarni Beyza spotyka się z Yoncą, lecz zamiast gotówki przekazuje jej luksusowe przedmioty, prowokując nowy konflikt i zapowiadając kolejne konsekwencje.

  • Panna młoda odc. 142: Hancer jest w ciąży!

    Po pogrzebie Yasemin Beyza upewnia się, że lekarka nie zdradziła Hancer prawdy o fałszywej ciąży. Potem grozi Gulsum, dając jej do zrozumienia, że zdrajcy kończą źle. Melih próbuje zdobyć zgodę ojca Sinem na ich związek, ale kobieta nie chce działać bez wiedzy Cihana. Dziesięć dni później Cihan poślubia Beyzę, lecz tuż po ślubie wyjeżdża za granicę, zostawiając żonę samą w rezydencji. Tymczasem Hancer zaczyna pracować jako sprzątaczka i odkrywa, że jest w ciąży. Trzy miesiące później podczas badania USG słyszy bicie serca dziecka i dowiaduje się, że ciąża rozwija się prawidłowo. Cihan wraca do kraju i dowiaduje się od Engina, że Hancer żyje w biedzie, odrzucając wszystkie pieniądze i pomoc po rozwodzie.

  • Panna młoda odc. 172: Melih i Hancer na kolacji w rezydencji!

    Cihan wpada do starego domu i żąda, by Hancer i Melih wyprowadzili się natychmiast. Dochodzi do ostrej konfrontacji, podczas której zazdrość i niewypowiedziane emocje wychodzą na jaw. Melih nie pozostaje dłużny ani Cihanowi, ani prowokującej go Gulsum. Yonca wyznaje Deryi, że potajemnie odwiedza swoje dziecko w rezydencji i nie potrafi pogodzić się z rozłąką. Wieczorem Melih podejmuje ryzykowną decyzję – zabiera Hancer na kolację do rezydencji. Ich niespodziewane pojawienie się wywołuje szok i oburzenie domowników, a przy rodzinnym stole wybuchają stare urazy, wzajemne oskarżenia i bolesne wspomnienia. Hancer wreszcie przerywa milczenie i rozlicza rodzinę z dawnych kłamstw.

  • Panna młoda odc. 189: Derya traci grunt pod nogami! Mukadder odkrywa, kto ją szantażował!

    Po wystąpieniu Sili Cihan oskarża Hancer, że zaaranżowała całą scenę, wykorzystała cierpienie dziewczyny i uniknęła publicznego oddania domu oraz akcji. Hancer próbuje go spoliczkować, ale Cihan chwyta ją za rękę i odchodzi, a Beyza dobija ją kolejnymi drwinami. Hancer odpowiada jej ostro, wypominając fałszywe role kuzynki, matki i skrzywdzonej żony. Engin i Sila dowiadują się, że Hancer już sprzedała akcje, by wesprzeć fundację, lecz prosi, by nie mówić o tym Cihanowi. W domu Hancer znajduje prezent i list od Meliha, a potem w notesie pisze do nienarodzonego dziecka, przepraszając za oddanie domu. Podczas śniadania Engin proponuje Sili pracę, by nie wracała do rodzinnego miasta. Derya cieszy się z pozycji Hancer i planuje pogodzić ją z Cemilem, ale nagle pojawia się Mukadder z plecakiem i sztucznym brzuchem, ujawniając, że odkryła szantażystkę.

  • Panna młoda odc. 116: Cihan karmi Beyzę na oczach Hancer!

    Beyza upozorowaną słabością i głodówką manipuluje Cihanem, wzbudzając jego troskę. Cihan zaczyna jej wierzyć i staje w jej obronie, co prowadzi do konfliktu z Hancer, która dostrzega grę rywalki. Yasemin ujawnia, że Beyza przyjmuje niewłaściwe leki i wymaga realnego wsparcia, co dodatkowo zbliża Cihana do niej. Beyza celowo prowokuje sytuację, podczas której Cihan ją karmi, by zranić Hancer i skłócić ich jeszcze bardziej. Mukadder popiera jej działania i zapowiada plan pozbycia się Hancer. Melih postanawia się ożenić i zleca rodzinie znalezienie kandydatki.

  • Panna młoda odc. 7 i 8: Beyza spada ze schodów! Hancer zabiera ją do szpitala!

    Rodzina Develioglu przyjeżdża do domu Hancer bez Cihana, planując założyć pierścionek pod jego nieobecność. Cemil sprzeciwia się zaręczynom i w rozmowie telefonicznej odmawia oddania siostry mężczyźnie, który nie potrafił stanąć przed nią osobiście. Upokorzeni Develioglu wychodzą, a Cihan poleca prawnikowi domagać się od Hancer wysokiego odszkodowania. Dziewczyna zostaje postawiona pod ścianą, a długi i wierzyciele nasilają presję na jej rodzinę. Tymczasem Beyza zostaje zaatakowana przez Yoncę i spada ze schodów. Hancer znajduje ją nieprzytomną i zawozi do szpitala. Spotkanie w szpitalu kończy się kolejnym upokorzeniem Hancer, a Beyza dowiaduje się, że Mukadder okazała jej rywalce łaskę. Konflikt między kobietami i rodzinami wchodzi w nową, jeszcze groźniejszą fazę.