„Panna młoda” Odc. 26 – streszczenie
Hancer siedzi obok brata na wersalce. Dłonie splata nerwowo na kolanach, a spojrzenie ma wbite w podłogę. Jest gotowa — po raz pierwszy od ślubu. Wie, że musi mu powiedzieć prawdę o swoim małżeństwie, o umowie, o strachu, który towarzyszy jej od pierwszego dnia.
Otwiera usta.
W tej samej chwili drzwi mieszkania uchylają się powoli.
W progu staje Cihan.
— Musisz już wrócić do domu — mówi spokojnie, lecz jego ton nie pozostawia miejsca na sprzeciw.
Hancer unosi głowę. Patrzy na niego z wyraźnym zaskoczeniem. Jeszcze przed chwilą była pewna, że nie chce jej widzieć. Że odciął ją od siebie raz na zawsze.
Cemil, nie wyczuwając napięcia wiszącego w powietrzu, uśmiecha się serdecznie i wstaje z wersalki.
— Witaj, Cihanie. Wejdź — mówi naturalnie, z ulgą. — Cieszę się, że przyszedłeś.
Cihan przekracza próg.
— Przepraszam, że wszedłem bez pukania — dodaje po chwili. — Drzwi były otwarte.
— Nic się nie stało — odpowiada Cemil. — To w końcu także twój dom. — Spogląda na siostrę, a potem znów na Cihana. — Mówiłem Hancer, żeby do ciebie zadzwoniła, ale wygląda na to, że nie było takiej potrzeby. Sam przyszedłeś. I dobrze zrobiłeś, szwagrze.
Podchodzi bliżej, a w jego głosie pojawia się szczera wdzięczność.
— Muszę ci podziękować. Gdybyś nie wysłał swojego prawnika na komisariat, pewnie trafiłbym do więzienia. Był problem, brakowało jednego dokumentu, ale powiedział, że wszystkim się zajmie.
Cihan kiwa głową krótko, bez komentarza. Jego wzrok na moment zatrzymuje się na Hancer — napiętej, cichej, jakby nieobecnej.
— Chodźmy — mówi po chwili, już do niej.
Hancer wstaje bez słowa.
***
Samochód zatrzymuje się przed rezydencją. Przez chwilę panuje cisza, gęsta i niezręczna. Hancer odpina pas i sięga do klamki.
— Poczekaj — mówi Cihan.
Dotyka lekko jej ramienia. Gest jest powściągliwy, niemal formalny, ale wystarcza, by dziewczyna zamarła.
— Porozmawiajmy.
Sięga do kieszeni marynarki i wyciąga kartę płatniczą. Podaje ją Hancer.
— Jesteś moją prawowitą żoną — mówi niskim, spokojnym głosem. — Od teraz, jeśli będziesz miała jakikolwiek problem, przyjdziesz z nim do mnie. — Robi krótką pauzę. — Dopóki na twoim palcu jest obrączka, nie pójdziesz do nikogo innego. Do nikogo.
Patrzy jej prosto w oczy.
— Jesteśmy umówieni?
Hancer nie odpowiada od razu. W końcu delikatnie kiwa głową.
— Tak — szepcze.
— Dobrze — mówi Cihan, cofając dłoń. — Teraz możesz wysiąść.
Hancer otwiera drzwi i wysiada. Przez moment stoi nieruchomo, a potem rusza w stronę starego domu.
Nie odwraca się.
A jednak czuje na plecach jego spojrzenie — ciężkie jak obietnica i jak ostrzeżenie jednocześnie.
***
Beyza i Mukadder siedzą przy niewielkim stoliku w ogrodzie rezydencji. Przedpołudniowe słońce przesącza się przez liście drzew, ale atmosfera między nimi jest chłodna i napięta. Na porcelanowych filiżankach unosi się delikatna para.
Mukadder unosi filiżankę, upija łyk… po czym natychmiast się krzywi.
— Ta kawa smakuje jak trucizna — mówi z niesmakiem, odkładając filiżankę na spodek z ostrym stuknięciem.
Beyza uśmiecha się kącikiem ust i spokojnie dopija swoją.
— Kawa jest pyszna, ciociu — odpowiada lekko. — Wygląda na to, że to nie ona ma problem, tylko twój smak.
Mukadder mierzy ją ciężkim spojrzeniem.
— Ty też nie miałabyś apetytu — mówi chłodno — gdybyś naprawdę zwracała uwagę na to, co dzieje się wokół ciebie. — Nachyla się lekko do przodu. — Myślisz, że Cihan ponownie się z tobą ożeni tylko dlatego, że tamta dziewczyna odeszła?
Beyza nie spuszcza wzroku.
— A dlaczego nie? — odpowiada spokojnie. — To ty nalegałaś na rozwód, nie Cihan.
Mukadder prycha pogardliwie.
— Puste opowieści, Beyzo. — Jej głos staje się twardszy. — Mnie interesuje tylko jedno: wnuk. I na szczęście Cihan to zrozumiał. Kiedy coś sobie postanowi, zawsze doprowadza to do końca. — Robi krótką pauzę. — Jeśli ona nie może dać mu dziecka, zrobi to ktoś inny.
Patrzy na Beyzę znacząco.
— Do tego czasu będziesz siedzieć cicho. Bez emocji. Bez scen.
Beyza zaciska palce na filiżance, ale nie odpowiada.
W tym momencie do stolika podchodzi Gülşüm. Zatrzymuje się niepewnie, jakby przeczuwała nadchodzącą burzę.
— Pani Mukadder… — zaczyna ostrożnie. — Panna młoda wróciła do domu. Weszła do starego domu z walizką w ręku.
Mukadder gwałtownie prostuje się.
— Co to za bezwstydność?! — wybucha. — Jak ona śmie tu wracać?!
Odsuwa krzesło z impetem i wstaje. Nie czekając na niczyją reakcję, rusza szybkim krokiem w stronę starego domu. Beyza podnosi się niemal jednocześnie i podąża tuż za nią, a w jej oczach błyska coś niebezpiecznego.
***
Hancer zdejmuje płaszcz i przez chwilę trzyma go w dłoniach, jakby nie wiedziała, gdzie go odłożyć. W końcu sięga po szmacianą lalkę leżącą na kanapie. Jej palce zaciskają się na miękkim materiale z dziecięcą potrzebą bezpieczeństwa.
— Jakoś się do tego domu przyzwyczaimy, Yadigar… — mówi cicho, z trudem łapiąc oddech. — Do domu, do samotności… i do rozczarowań. — Jej głos drży. — Musimy.
W tej samej chwili ciszę rozdziera gwałtowne łomotanie do drzwi. Jeden, drugi, trzeci cios — jakby ktoś próbował je wyważyć.
Hancer wzdryga się. Odkłada lalkę na kanapę i niemal biegiem schodzi na dół. Serce wali jej w piersi, gdy sięga po klamkę.
Otwiera drzwi.
Mukadder stoi tuż przed progiem. Zanim Hancer zdąży cokolwiek powiedzieć, matka Cihana chwyta ją brutalnie za ramię i wyciąga na zewnątrz.
— Ty żmijo! — grzmi Mukadder, potrząsając nią z wściekłością. — Jak śmiesz tu wracać?! Kto wie, co robiłaś, kiedy cię nie było?! — Jej głos aż drży od pogardy. — Myślisz, że pozwolę ci chodzić po tym domu, jakby nic się nie stało?!
— Ale pani Mukadder… — próbuje Hancer, z trudem łapiąc równowagę.
— Zamknij się! — wrzeszczy Mukadder. — Nie wypowiadaj mojego imienia! Ty bezwstydnico! Ty chodząca hańbo! — Pochyla się ku niej. — Wracaj tam, skąd przyszłaś!
Popycha ją z całą siłą.
Hancer traci równowagę i spada ze schodów. Uderzenie jest bolesne, ostre. Przez chwilę nie może złapać tchu. Patrzy na Mukadder przerażonym wzrokiem, a na jej dłoni pojawia się otarcie, z którego powoli sączy się krew.
— Dlaczego? — wyszeptuje, drżąc. — Dlaczego to robisz? Czego ty ode mnie chcesz?
— Ty nawet nie nadajesz się na służącą w tym domu! — krzyczy Mukadder. — A co dopiero na pannę młodą!
Podchodzi do niej, chwyta ją ponownie za ramię, brutalnie stawia na nogi i popycha w stronę bramy.
Wtedy nagle pojawia się Sinem.
Staje przed Hancer, jak tarcza, po raz pierwszy tak wyraźnie sprzeciwiając się teściowej.
— Mamo, uspokój się! — mówi stanowczo. — Dosyć tego! — Jej głos jest napięty, ale zdecydowany. — Cihan przywiózł ją do domu!
Mukadder zamiera.
— Co to ma znaczyć? — pyta lodowato. — Dlaczego mój Cihan miałby ją przywozić z powrotem?
Hancer unosi głowę. W jej głosie, obok strachu, pojawia się cień odwagi.
— Zapytaj swojego syna — mówi, również podnosząc głos. — Nie przyszłam tu sama. To on po mnie przyjechał.
Mukadder mruży oczy.
— Nawet jeśli Cihan cię tu przyprowadził — syczy — powinnaś wiedzieć, gdzie jest twoje miejsce. — Nachyla się ku niej groźnie. — Jeszcze raz odważysz się mi zapyskować, a pożałujesz.
Sinem nie czeka dłużej. Obejmuje Hancer ramieniem i prowadzi ją do środka starego domu.
— Chodź — mówi cicho. — Opatrzymy to.
Mukadder zostaje na zewnątrz. Podchodzi do niej Beyza, która przez cały czas obserwowała scenę z pewnej odległości, z napięciem malującym się na twarzy.
— Ona naprawdę tu zostanie? — pyta Beyza, z trudem kryjąc oburzenie. — Pozwolisz na to?
Mukadder odwraca się gwałtownie. Jej spojrzenie jest lodowate.
— Zamknij się, Beyza! — warczy. — I nie prowokuj mnie. — Robi krok w jej stronę. — Bo jeśli dziś wyładuję na kimś całą swoją złość… to nie będzie ona.
Odwraca się na pięcie i rusza w stronę rezydencji.
***
Sinem siedzi obok Hancer i delikatnie trzyma jej dłoń. Ostrożnie przemywa ranę środkiem odkażającym. Hancer wzdryga się lekko.
— Boli? — pyta Sinem cicho, unosząc na nią pełne troski spojrzenie.
— Ta rana się zagoi — odpowiada Hancer z wysiłkiem, starając się nie okazać bólu. — Ale rany zadawane słowami… — zawiesza głos, a jej oczy wilgotnieją — one nie goją się tak łatwo. — Przełyka ślinę. — Nie zasłużyłam na to, co usłyszałam. Nic złego nie zrobiłam.
Sinem odkłada gazik i na chwilę ściska jej dłoń, jakby chciała przekazać jej część własnego spokoju.
— Nie bądź smutna — mówi łagodnie. — To wszystko naprawdę nie ma z tobą nic wspólnego. — Wzdycha cicho. — Kiedy mama wpada w złość, traci kontrolę nad słowami. Nie zastanawia się, kogo rani. — Unosi brwi z rezygnacją. — Z czasem poznasz ją lepiej… i nauczysz się to znosić. Choć wiem, że to nie jest łatwe.
Jej wzrok pada na torbę stojącą przy kanapie.
— Pomogę ci się rozpakować — dodaje po chwili, próbując zmienić atmosferę. — Ale najpierw zrobię kawę. — Uśmiecha się lekko. — Na chwilę zostawimy wszystkie problemy za sobą. Spróbujemy się zrelaksować.
— Dziękuję, siostro Sinem — mówi Hancer szczerze, z wdzięcznością w głosie. — Ty i Beyza jesteście dla mnie ogromnym wsparciem. Naprawdę. Jestem wam obu bardzo wdzięczna.
Sinem zamiera na ułamek sekundy.
— Beyza? — powtarza zdumiona, unosząc brwi. Doskonale wie, że Beyza nie potrafi być wsparciem nawet dla samej siebie.
— Tak — potwierdza Hancer. — Czasami tu wpada. Rozmawiamy.
Sinem nie komentuje. Zamiast tego delikatnie ujmuje ramię Hancer.
— Posłuchaj mnie uważnie — mówi ciszej, ale bardzo serio. — Traktuj mnie jak swoją siostrę. I przyjaciółkę. — Jej spojrzenie jest szczere. — Kiedy będziesz chciała porozmawiać, kiedy pojawi się jakiś problem, przyjdź do mnie. Zawsze jestem dla ciebie dostępna.
— Nie wiem, jak ci dziękować — szepcze Hancer, wyraźnie poruszona.
— Nie musisz dziękować — odpowiada Sinem z ciepłym uśmiechem. — Ja też potrzebuję przyjaciółki w tym domu. — Śmieje się cicho. — Będziemy dla siebie wsparciem. Obie.
— To byłoby naprawdę miłe — mówi Hancer, odwzajemniając uśmiech.
— Twoja bratowa dała mi twój numer — dodaje Sinem, sięgając po telefon. — Zaraz wyślę ci wiadomość. Zapisz mnie.
Hancer bierze telefon do ręki. Gdy pojawia się nowy kontakt, zapisuje go bez wahania:
„Siostra Sinem” — a obok dodaje małe czerwone serduszko.
Pierwszy raz czuje, że w tym domu może nie być całkiem sama.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 14.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.













