„Panna młoda” Odc. 5 – streszczenie
Beyza wchodzi do pokoju Mukadder z uniesioną głową. Jej ruchy są zdecydowane, niemal demonstracyjne. Otwiera szkatułkę i bez chwili wahania wyjmuje pierścionek ślubny — ten sam, który ciotka odebrała jej natychmiast po rozwodzie, jak symbol ostatecznego upokorzenia.
Beyza zaciska palce wokół biżuterii, po czym dumnie wsuwa pierścionek na palec, jakby samym tym gestem chciała odwrócić los i odzyskać utraconą pozycję.
— To jeszcze nie koniec — szepcze do siebie.
Chwilę później jedzie już do firmy. Nie zatrzymuje się, nie waha. Kieruje się prosto do gabinetu Cihana. Gdy staje przed drzwiami, sekretarka podnosi wzrok znad komputera.
— Pana Cihana nie ma — mówi uprzejmie. — Niedawno wyszli.
Beyza marszczy brwi i podchodzi bliżej.
— Co to znaczy, że wyszli? — pyta ostro. — Kto mu towarzyszył?
Sekretarka waha się przez sekundę.
— Była z nim jedna osoba…
— Dziewczyna? — Beyza nie daje jej dokończyć.
— Tak… — pada ciche potwierdzenie.
Beyza bierze głęboki oddech. Przez moment wygląda, jakby walczyła sama ze sobą — z gniewem, zazdrością i paniką. Po chwili odwraca się na pięcie i rusza szybkim krokiem w głąb korytarza.
Do gabinetu prawnika wchodzi bez pukania.
Engin podnosi głowę znad dokumentów.
— Jeśli szukasz Cihana…
— Nie — przerywa mu Beyza lodowatym tonem. — Szukam ciebie.
Siada naprzeciwko niego, prostując plecy. Jej spojrzenie jest skupione, niemal triumfujące.
— Kiedy wychodziliśmy z sądu, wspomniałeś coś o terminie złożenia apelacji. Pamiętasz?
— Tak — odpowiada Engin ostrożnie. — Oboje macie prawo odwołać się od decyzji sądu w ciągu dwóch tygodni.
Na ustach Beyzy pojawia się cień uśmiechu.
— Doskonale. Chcę z tego skorzystać. — Wyciąga dokument i kładzie go na biurku. — Wniosek jest już gotowy. Postanowiłam zrezygnować z rozwodu.
Engin spogląda na papier, a potem na nią, wyraźnie zaskoczony.
***
Po podpisaniu umowy i wypłaceniu zaliczki Cihan zabiera Hancer do ginekolożki. Nie pyta jej o zdanie. Nie tłumaczy. Traktuje to jak formalność, kolejny punkt do odhaczenia.
Dla Hancer to upokorzenie, które pali ją od środka. Leży na fotelu, wpatrzona w sufit, z zaciśniętymi dłońmi. Każde pytanie lekarki brzmi jak oskarżenie, jak dowód na to, że jej ciało stało się przedmiotem transakcji. Ale milczy. Przełyka łzy. W myślach widzi tylko twarz swojego chorego brata.
Badanie nie wykazuje żadnych nieprawidłowości.
Gdy wychodzi z gabinetu, Hancer z rozmachem ciska kartkę z wynikami w pierś Cihana.
— Proszę — mówi drżącym głosem. — Masz dowód.
Nie czeka na odpowiedź. Odwraca się i odchodzi szybkim krokiem, a po jej policzkach spływają łzy — złość, wstyd i bezsilność mieszają się w jedno.
Cihan podnosi kartkę, czyta ją pobieżnie, po czym składa na pół i chowa do koperty.
W tej samej chwili jego telefon zaczyna dzwonić.
— Musimy porozmawiać — odzywa się Engin poważnym tonem. — Wracasz do firmy?
— Teraz nie — odpowiada chłodno Cihan. — O co chodzi?
— O Beyzę. Była tu przed chwilą. Zostawiła wniosek i wyszła. — Robi krótką pauzę. — Zrezygnowała z rozwodu.
Cihan odsuwa telefon od twarzy. Jego szczęka zaciska się, a w oczach pojawiają się iskry gniewu.
***
Cihan przyjeżdża do domu późnym popołudniem. Nie zatrzymuje się nawet na chwilę w hallu. Ostrym, nerwowym krokiem idzie prosto do pokoju Beyzy. Otwiera drzwi bez pukania.
Beyza stoi przed lustrem i powoli czesze włosy, jakby była całkowicie spokojna, jakby ten dzień niczym nie różnił się od innych. Jednak jej palce drżą, a w odbiciu lustra widać napięcie w oczach. Czekała na niego. Wiedziała, że przyjdzie.
— Jaki jest twój problem? — wybucha Cihan, ledwo przekroczywszy próg.
Beyza odkłada szczotkę i odwraca się powoli.
— Myślisz, że możesz wpadać do mojego pokoju, kiedy tylko chcesz? — odpowiada chłodno.
— Zapytałem cię o coś. Odpowiedz!
— Czy odpowiedź nie jest oczywista? — mówi spokojnym, niemal lodowatym tonem. — Przemyślałam wszystko. Zrezygnowałam z rozwodu, bo bardzo kocham mojego męża.
— To ty chciałaś rozwodu — rzuca Cihan ostro.
— A ty zgodziłeś się bez wahania — ripostuje. — Nawet nie walczyłeś.
— Pytałem cię wielokrotnie, czy jesteś pewna! — podnosi głos. — A dziś podpisałem umowę z inną kobietą.
— Co mnie to obchodzi? — wzrusza ramionami. — Powinieneś był pamiętać, że mam czternaście dni na odwołanie. Oto, co się dzieje, gdy jeszcze przed zakończeniem rozwodu zaczynasz rozglądać się za nową żoną.
— Myślisz, że wrócę do ciebie, jeśli będziesz się tak zachowywać?
— Wystarczy mi, że nie będę musiała patrzeć, jak jesteś z kimś innym.
Cihan mierzy ją pogardliwym spojrzeniem, po czym odwraca się i wychodzi, trzaskając drzwiami. Idzie prosto do swojego pokoju. Otwiera szafę, wyciąga ubrania i zaczyna je wrzucać do walizki bez ładu i składu.
Po chwili w drzwiach pojawia się Beyza. Jej głos brzmi już inaczej — bez dumy, bez chłodu.
— Co robisz, Cihanie? — pyta cicho. — Dokąd idziesz?
— Myślisz, że możesz mnie zatrzymać groźbami? — odpowiada ostro. — Nie jesteś moją żoną tylko dlatego, że włożyłaś obrączkę na palec!
— Czy ta dziewczyna ze slumsów jest dla ciebie aż tak ważna? — pyta drżącym głosem.
— Ta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy — mówi zimno. — I ty też już nie.
— Proszę… nie mów tak — Beyza łamie się. — Robię to wszystko, bo cię kocham.
— To, co robisz, jest żałosne — odpowiada Cihan i zasuwa walizkę.
Beyza nagle osuwa się na kolana. Jej opanowanie pęka, a z piersi wydobywa się rozpaczliwy szloch.
— Błagam… wybacz mi — płacze. — Wiem, nie mogłam dać ci dziecka…
— Beyza… — Cihan zaciska szczęki. — Ile razy mam ci powtarzać? Nikt cię za to nie wini.
— Ale ja siebie winię! — krzyczy przez łzy. — Daj mi czas… proszę. Ile dni minęło od rozwodu? Boli mnie, gdy widzę cię z inną. Nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko…
— Jestem winien mojej matce wnuka — odpowiada stanowczo. — Czekała zbyt długo. To małżeństwo dojdzie do skutku. Czy ci się to podoba, czy nie. Lepiej to zaakceptuj.
— Nie odchodź… — szepcze Beyza, chwytając go za nogi.
Cihan pochyla się i podnosi ją z kolan, trzymając za ramiona.
— Zadzwoń do Engina — mówi nagle Beyza drżącym głosem. — Niech podrze mój wniosek.
Ściąga z palca obrączkę i wciska ją w jego dłoń.
— Ją też zabierz. Przysięgam, to się już nigdy nie powtórzy. Biedna, żałosna Beyza zniknęła. Przed tobą stoi kobieta, która kocha cię tak bardzo, że jest gotowa pozwolić ci ożenić się z inną. Tylko proszę… nie odchodź.
Cihan odwraca wzrok. Przez dłuższą chwilę milczy. Walizka stoi zamknięta u jego nóg.
Nie mówi ani słowa.
„Panna młoda” Odc. 6 – streszczenie
Hancer stoi przy zlewie i zmywa naczynia po kolacji. Woda szumi, talerze stukają o siebie, a jej myśli krążą gdzieś daleko. Nagle do kuchni wchodzi Derya. Zamyka za sobą drzwi, upewniając się, że Cemil nie usłyszy ani słowa. Podchodzi bliżej i trąca Hancer w ramię. Dziewczyna nawet nie drgnęła — nie słyszała jej przez hałas wody.
— Pytałam twojego brata — mówi Derya niskim, ostrym głosem. — O niczym nie ma pojęcia. Myśli, że właściciel się nad nami zlitował.
Mruży oczy i przygląda się szwagierce podejrzliwie.
— Skąd wzięłaś pieniądze, Hancer? Słuchaj, jeśli dotrą do mnie jakieś plotki…
Hancer zakręca kran i odwraca się gwałtownie.
— O czym mówisz, bratowo? — pyta spokojnie, choć w jej spojrzeniu pojawia się cień niepokoju. — Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? Czy naprawdę sądzisz, że splamiłabym swój honor?
— To co to jest? — Derya wyciąga z kieszeni kopertę i unosi ją przed jej twarzą.
Hancer blednie. Wyrywa kopertę z jej dłoni.
— Grzebałaś mi w torebce?! — syczy. — Nie pozwól, żeby brat to zobaczył!
Derya natychmiast odbiera kopertę z powrotem, jakby należała do niej.
— Przestań kręcić. Co zrobiłaś? Skąd masz te pieniądze?
Hancer przełyka ślinę. Przez chwilę milczy, jakby ważyła każde słowo.
— Ja… — głos jej drży. — Wychodzę za mąż. Poszłam do tego człowieka i… powiedziałam, że przyjmuję jego ofertę.
Na twarzy Deryi pojawia się uśmiech pełen niedowierzania, który szybko zmienia się w ekscytację.
— Wychodzisz za mąż za Cihana Develioglu?! — pyta niemal z zachwytem. — To on dał ci te pieniądze?
Hancer tylko kiwa głową. W jej oczach zbierają się łzy.
— Głupia dziewczyno… — Derya macha ręką. — Dlaczego płaczesz? Powinnaś się cieszyć! Świętować!
— Nie mogę… — Hancer łamie się całkowicie. — Bo po ślubie będzie pogrzeb… — Zakrywa twarz dłońmi. — Mój brat umiera…
Derya odsuwa krzesło, zmuszając ją, by usiadła. Potem chowa kopertę do kieszeni, jakby była najważniejszą rzeczą w tej rozmowie.
— Umiera? — pyta, udając poruszenie. — Nie ma dla niego ratunku?
— Niezależnie od tego, ile czasu mu zostało — odpowiada Hancer cicho, ale stanowczo — moim obowiązkiem jest sprawić, by był szczęśliwy.
— Trzeba było powiedzieć temu człowiekowi, że twój brat jest chory — rzuca Derya bez wahania. — Może by się zlitował i dał ci więcej.
— Nie! — Hancer prostuje się gwałtownie. — On nigdy się o tym nie dowie. Nie jestem żebraczką.
— Kiedy spłacimy długi, nie zostanie nam nic — wzrusza ramionami Derya. — Dlatego to zasugerowałam.
— Nie wzięłam tych pieniędzy, żeby coś mi zostało — mówi Hancer drżącym głosem. — Wzięłam je, żeby mój brat mógł spokojnie zasypiać w swoich ostatnich dniach. Sklep bez długów… nowy samochód… żona, która go kocha…
Jej głos cichnie.
— Oby jego marzenia spełniły się, zanim umrze.
Wstaje z krzesła i chwyta Deryę za ręce.
— Bratowo, błagam cię… spraw, żeby był szczęśliwy. Kochaj go. Powiedz mu kilka miłych słów. Obiecuję, że niczego ci nie odmówię. Zrobię wszystko, czego zechcesz. Tylko… nie krzywdź mojego brata.
W tej samej chwili zza drzwi dobiega głos Cemila:
— Deryo? Dlaczego zamknęłyście się w kuchni?
Drzwi się otwierają i mężczyzna wchodzi do środka.
— Kochanie, pukaj, proszę — mówi Derya z szerokim, ciepłym uśmiechem.
Cemil zatrzymuje się zaskoczony.
— Nazwałaś mnie „kochanie”? — pyta niepewnie. — Dobrze usłyszałem?
— A kogo mam tak nazywać? — odpowiada słodko. — Czy oprócz ciebie kocham jeszcze kogoś?
Cemil uśmiecha się szeroko, zupełnie nieświadomy tego, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Nie pamięta, kiedy ostatni raz żona była wobec niego tak czuła.
***
Mukadder wychodzi na taras, niosąc tacę z kawą. Noc jest chłodna, a światła willi odbijają się w spokojnej tafli basenu. Stawia dwie filiżanki na stole i siada naprzeciwko brata, który od dłuższej chwili wpatruje się w wodę, jakby szukał w niej odpowiedzi.
— Zrobiłam dokładnie taką, jak lubisz — mówi łagodnie. — Z trzema kostkami cukru.
— Dziękuję — odpowiada Nusret. — Twoje ręce są złote.
Mówi to mechanicznie, nawet na nią nie patrząc.
Mukadder prostuje plecy.
— Nusrecie… nie kłóćmy się przez dziewczynę, która nie jest godna nawet pracować dla nas.
Mężczyzna wreszcie odwraca głowę.
— Nadal nie rozumiesz — mówi spokojnie, ale twardo. — Problemem nie jest dziewczyna. Problemem jest postawa Cihana.
— A co jest z nią nie tak? — odpowiada z irytacją. — Dopóki nie pojawił się problem z dzieckiem, między nim a Beyzą nie było żadnych zgrzytów. Zobacz, oni już się dogadali. To my jesteśmy poróżnieni.
— Nie mam do ciebie pretensji — Nusret wzdycha ciężko. — Wiesz, że nie chowam urazy. Ale dziecko… — zawiesza głos. — Dziecko jest dla człowieka najważniejsze. Dla niego zrobi rzeczy, których nigdy by nie zrobił.
Jego oczy twardnieją.
— Utopiłbym Cihana we łzach Beyzy.
— Dość! — Mukadder uderza dłonią w stół. — Nie wspominaj więcej o Cihanie. Niech każdy zna swoje miejsce!
— Dla jego matki popełniłem morderstwo! — wyrzuca z siebie Nusret.
Mukadder gwałtownie ogląda się przez ramię, jakby ktoś mógł stać za nimi.
— Ciszej! — syczy. — Jeszcze Cihan usłyszy!
— A czy ja kłamię? — Nusret pochyla się do przodu. Jego głos twardnieje. — Dzięki mnie stoi na czele firmy. Gdyby nie ja, jego ojciec roztrwoniłby wszystko na młodą kochankę. To ja uratowałem ten majątek. Dzięki mnie Cihan jeździ drogimi samochodami.
Robi krótką pauzę, po której dodaje:
— Gdybym nie zakrwawił sobie rąk, chodziłby dziś w dziurawych butach.
Mukadder patrzy na brata z bólem.
— Czy kiedykolwiek okazałam ci niewdzięczność? — pyta cicho. — Wydałam mojego syna za twoją córkę. Jesteś wobec mnie niesprawiedliwy.
Nusret wstaje powoli od stołu.
— Tylko cię ostrzegam — mówi lodowatym tonem. — Chciałaś dziecka i się zgodziłem. Ale jeśli spróbujesz wyrzucić moją córkę, wszystko się zmieni.
Odwraca się i odchodzi, zostawiając nietkniętą filiżankę kawy. Mukadder zostaje sama przy stole, a w ciszy nocy słychać jedynie cichy szmer wody w basenie.
***
Nazajutrz Sinem jako ostatnia dołącza do śniadania. W jadalni panuje napięta cisza, przerywana jedynie odgłosami sztućców. Mukadder siedzi wyprostowana na swoim miejscu i obserwuje wszystkich czujnym, chłodnym spojrzeniem.
— Mine nadal śpi? — pyta surowo, nie odrywając wzroku od stołu.
— Tak — odpowiada krótko Sinem. — Śpi.
Mukadder odkłada filiżankę.
— Jedz szybko. Mamy dziś pracę do wykonania — oznajmia tonem, który nie pozostawia miejsca na sprzeciw. — Wysłałam już wiadomość do domu dziewczyny. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, dziś pójdziemy prosić o jej rękę.
Twarz Cihana pozostaje obojętna, jakby jego matka mówiła o zupełnie obcej sprawie.
— Dobrze — odpowiada chłodno.
— Potrzebujemy pierścionka — ciągnie Mukadder. — Ale nie znamy jej rozmiaru.
Cihan, odsuwając krzesło, wstaje nagle od stołu.
— Pójdę już. Życzę wam smacznego.
Nie czekając na odpowiedź, odchodzi, zostawiając po sobie ciszę.
Sinem spogląda niepewnie na Mukadder.
— Ja też mam iść? — pyta ostrożnie. — Wolę wiedzieć wcześniej, żeby się przygotować.
Mukadder spogląda na nią badawczo.
— Jeśli jesteś częścią tej rodziny, pójdziesz — odpowiada chłodno. — Twój szwagier się żeni.
Zapada krótka cisza. Beyza, która dotąd milczała, unosi głowę.
— A ja, ciociu? — pyta drżącym, ale opanowanym głosem. — Czy ja nadal jestem częścią tej rodziny?
Mukadder patrzy na nią długo, bez cienia współczucia.
— Ty wyprasujesz garnitur Cihana — mówi w końcu. — A potem odprowadzisz go do drzwi. To twoje zadanie. — Zawiesza głos. — Jeśli potrafisz się kontrolować, dasz sobie radę.
Beyza marszczy brwi, a jej dłonie zaciskają się pod stołem. Przez moment wygląda, jakby chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie zachowuje milczenie.
***
Yonca coraz bezczelniej domaga się pieniędzy od Beyzy. Nie poprzestaje już na wiadomościach — dzwoni nawet na numer domowy, jakby chciała udowodnić, że nie cofnie się przed niczym. Każdy sygnał telefonu sprawia, że serce Beyzy podskakuje z lęku.
W desperacji próbuje zaciągnąć kredyt w banku, ale słyszy tylko chłodną, urzędową odpowiedź: limit został wyczerpany. Odkłada telefon drżącymi dłońmi. Została sama. Bez wyjścia.
Wtedy do jej pokoju wchodzi Mukadder. W rękach niesie męską koszulę na wieszaku.
— Weź to i wyprasuj — mówi sucho, podając ją Beyzie.
Dziewczyna zastyga. W jednej chwili czuje się upokorzona, jakby spadła do roli zwykłej służącej we własnym domu.
— Tego już za wiele! — wybucha, podnosząc się gwałtownie.
Mukadder nawet nie drgnie.
— Usiądź — rozkazuje. Chwyta Beyzę za ramię i niemal siłą sadza ją na łóżku. — Pokażę ci coś.
Wyciąga kopertę i podaje ją dziewczynie.
— Przeczytaj.
— Co to jest? — pyta Beyza nieufnie.
— Otwórz, a się przekonasz. Znalazłam to w kieszeni Cihana.
Zaintrygowana i pełna obaw Beyza wyciąga dokument. Już po pierwszych linijkach jej twarz blednie. To wynik badania ginekologicznego. Jedno zdanie uderza w nią jak cios: Hancer może zostać matką.
— Przyniosłaś to, żeby jeszcze bardziej mnie zranić?! — wybucha. — Nowa synowa nie jest bezpłodna… tak jak ja. Wspaniale. Gratuluję!
Mukadder pochyla się nad nią i chwyta ją za ramiona, potrząsając lekko, ale stanowczo.
— Nadal nie rozumiesz? — mówi ostro. — Przyniosłam to, żebyś zobaczyła, jakie są prawdziwe zamiary Cihana. On nie szuka żony. On chce syna. A ty, przez swoją zazdrość, tylko go od siebie odpychasz. Nie rób tego.
Beyza spuszcza głowę. Jej głos drży.
— Ale oni… wezmą ślub. Będą mieszkać pod jednym dachem. Spać w jednym łóżku… — załamuje się. — Jak ja mam to wytrzymać, ciociu?
Mukadder prostuje się i mówi powoli, z zimną pewnością:
— Cihan nie widzi w niej żony. To tylko narzędzie. Urodzi dziecko i na tym jej rola się skończy. Ty będziesz je wychowywać. Razem. — Nachyla się bliżej. — A gdy tylko urodzi… wyrzucę ją z tego domu. Obiecuję.
Na twarzy Beyzy pojawia się delikatny, niemal niewidoczny uśmiech. Jej oddech się uspokaja. Lęk ustępuje miejsca nadziei.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 2.Bölüm i Gelin 3.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.










