Panna młoda odc. 64: Brutalny szantaż! Mukadder odbiera Sinem dziecko!

Mukadder i Sinem stoją twarzą w twarz.

„Panna młoda” Odc. 64 – streszczenie

Cemil zostaje zabrany na operację. Drzwi sali operacyjnej zamykają się z cichym trzaskiem, który dla Hancer brzmi jak wyrok.

Na korytarzu zapada ciężka cisza.

Hancer siedzi na krześle, nieruchoma, ze splecionymi dłońmi. Jej spojrzenie wbite jest w drzwi z napisem „Sala operacyjna”. Obok niej siada Sinem i delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

— Nigdy się nie obawiaj — mówi cicho, z niezwykłą łagodnością. — Wiesz, kiedy mówimy, że coś jest niemożliwe… Bóg lubi udowadniać nam, że się mylimy.

Hancer nie odrywa wzroku od drzwi.

— Zobacz na siebie — kontynuuje Sinem. — Mężczyzna, o którym byłaś przekonana, że nigdy nie będziecie razem, dziś stoi obok ciebie. Jeśli upadniesz, to on pierwszy wyciągnie do ciebie rękę. Czy uwierzyłabyś w to kilka miesięcy temu?

Hancer uśmiecha się blado, przez łzy.

— Powiedziałabym, że to niemożliwe…

Sinem ściska lekko jej dłoń.

— Właśnie. Dlatego uwierz, że i tym razem stanie się coś, czego dziś nie potrafisz sobie wyobrazić.

Hancer w końcu spogląda na nią.

— Naprawdę tak będzie?

— Musi — odpowiada Sinem spokojnie. — Nie trać nadziei. Bóg słyszy nasze modlitwy.

W tym momencie na korytarzu pojawia się Emir wraz z sąsiadką. Chłopiec trzyma się jej kurczowo, ale jego spojrzenie natychmiast szuka Hancer.

— Gdy usłyszał, że idziemy do szpitala, uparł się, że pójdzie z nami — tłumaczy kobieta. — Kazałam mu zostać w domu z dziećmi, ale nie posłuchał.

Spogląda ciepło na Hancer.

— Niech Bóg ma twojego brata w opiece. Od razu zaczęłam się modlić, kiedy się dowiedziałam.

— Dziękuję, sąsiadko — odpowiada Derya chłodno. — Zabrali go na operację. Teraz tylko Bóg wie, czy przeżyje.

Słowa te zawisają w powietrzu jak ciężar.

Hancer zamiera. Nie tyle same słowa ją ranią, co sposób, w jaki zostały wypowiedziane — bez cienia emocji.

Zaciska wargi. Nic nie mówi. Wie, że Derya się nie zmieni.

***

Hancer wychodzi na zewnątrz. Świeże powietrze uderza ją w twarz, ale nie przynosi ulgi.

Siada na murku przed szpitalem, obejmuje się ramionami i spuszcza głowę.

— Oddałabym wszystko choćby za jeden promyk nadziei — szepcze do siebie. — A ona mówi takie rzeczy…

Zamyka oczy.

— Ach, mój bracie…

W jej myślach pojawia się obraz Cemila — uśmiechniętego, pogodnego, pełnego życia.

Nagle czuje na plecach ciepło.

Otwiera oczy.

Cihan stoi za nią i delikatnie okrywa ją swoim płaszczem. Potem siada obok, blisko — tak, by mogła oprzeć się o niego, jeśli zechce.

— Jeśli myślisz o swoim bracie — mówi spokojnie — musisz zadbać też o siebie.

Hancer spogląda na niego. W jej oczach wciąż widać lęk, ale pojawia się też coś jeszcze — zaufanie.

— Cihanie… — zaczyna niepewnie. — O co poprosił cię mój brat przed operacją?

Zawiesza głos.

— Jeśli to nie tajemnica…

Cihan przez chwilę milczy. Jego spojrzenie mięknie, ale widać w nim wahanie.

— Chciałbym odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania — mówi w końcu cicho. — Ale to nie tylko moja historia.

Spogląda jej w oczy.

— A twój brat… mógłby nie chcieć, żebym to zdradził.

Hancer przyjmuje tę odpowiedź w ciszy.

***

Cihan stoi na korytarzu, oparty plecami o chłodną ścianę. Ma zamknięte oczy, jakby próbował choć na chwilę odciąć się od napięcia, które wisi w powietrzu. Jego dłonie są zaciśnięte w pięści.

Kilka metrów dalej Derya siedzi z synem. Przez chwilę uważnie obserwuje mężczyznę, po czym pochyla się do chłopca.

— Emir, chodź tutaj — szepcze, chwytając go za rękę.

Wstają.

— Porozmawiam teraz z bratem Cihanem. Usiądź tutaj, spuść głowę i nie odzywaj się, dobrze?

Chłopiec patrzy na nią poważnie i kiwa głową.

Siada posłusznie na krześle obok Cihana, spuszcza wzrok i splata dłonie na kolanach — dokładnie tak, jak mu polecono.

Cihan otwiera oczy i dostrzega go kątem oka, ale zanim zdąży coś powiedzieć, podchodzi Derya.

— Szwagrze… możemy chwilę porozmawiać? — pyta cicho.

— Oczywiście. Stało się coś?

Kobieta uśmiecha się blado, choć w jej oczach czai się napięcie.

— Czy oprócz problemów mam dziś coś jeszcze?

Cihan prostuje się i patrzy na nią uważniej.

— Nie rozumiem.

— Naprawdę? — jej głos staje się ostrzejszy, choć nadal jest ściszony. — Wszyscy udajecie, że wszystko będzie dobrze. Robisz to dla Hancer, żeby się nie załamała. Ale spójrz prawdzie w oczy… wiemy, w jakim stanie jest Cemil.

Cihan kręci głową, stanowczo się nie zgadzając.

— Wierzę, że z tego wyjdzie. Operacja się uda. Wyjdzie stąd o własnych siłach.

— To też moje marzenie — odpowiada szybko. — Jest moim mężem. Ojcem mojego dziecka.

Na moment jej głos łagodnieje, po czym znów twardnieje.

— Ale jest też druga strona. Taka, o której nikt nie chce mówić.

Cihan marszczy brwi.

— Powiedz wprost, do czego zmierzasz.

Derya bierze głęboki oddech.

— Hancer jest bezpieczna. Ma ciebie. Ma tę całą waszą rezydencję. Wszyscy zrobią dla niej wszystko.

Zawiesza głos i wskazuje lekko na drzwi sali operacyjnej.

— A ja? Jeśli Cemil umrze… co zostanie mnie i mojemu dziecku?

Cihan milknie. Jego wzrok mimowolnie pada na Emira — chłopiec siedzi nieruchomo, z opuszczoną głową, jakby próbował zniknąć.

— Nie martw się — mówi w końcu spokojniej. — Dopóki tu jestem, niczego wam nie zabraknie.

Derya przygląda mu się uważnie. W jej oczach pojawia się coś na kształt ulgi, ale też kalkulacji.

— Dlatego przyszłam do ciebie — mówi ciszej. — Jeśli, nie daj Boże, Cemil umrze, wszystko się zmieni. Nie będziemy już częścią życia Hancer.

Zbliża się o krok.

— Szwagrze… czy mogłabym znaleźć pracę w twojej firmie?

Cihan unosi brwi.

— Pracę?

— Potrafię sprzątać i parzyć herbatę. Niczego się nie boję. Przed waszym ślubem właśnie tym się zajmowałam — dodaje szybko. — Nie mam problemu z ciężką pracą.

Zapada krótka cisza. Cihan patrzy na nią długo, po czym jego spojrzenie łagodnieje.

— Nie musisz mnie o to prosić — mówi w końcu. — Jesteście dla mnie dziedzictwem, które Cemil mi powierzył.

Podchodzi do chłopca i delikatnie mierzwi mu włosy.

— A o powierzone rzeczy się dba.

Emir podnosi na chwilę wzrok — po raz pierwszy od początku rozmowy.

W tej samej chwili na korytarzu pojawia się Hancer. Zatrzymuje się, gdy widzi Deryę stojącą blisko Cihana. Jej spojrzenie natychmiast się wyostrza.

— Niech Bóg cię błogosławi — mówi Derya, cofając się o krok. — Teraz jest mi lżej.

Odwraca się, chcąc odejść, ale Hancer natychmiast ją zatrzymuje.

— O czym rozmawialiście? — pyta cicho, ale ostro.

Ich spojrzenia się krzyżują. Hancer dobrze zna ten ton. I tę twarz.

— O niczym szczególnym — odpowiada Derya, lekko uniesionym głosem, jakby dotknięta podejrzeniem. — Zwykła rozmowa.

Nie czeka na dalsze pytania. Chwyta syna za rękę.

— Emir, chodź. Zobaczymy, czy zostały jeszcze jakieś kanapki.

Chłopiec wstaje bez słowa. Odchodzą razem w stronę stołówki.

Hancer patrzy za nimi jeszcze przez chwilę.

***

Operacja trwa. Czas zdaje się stać w miejscu.

Hancer siedzi na twardym krześle, z dłońmi splecionymi na kolanach. Obok niej Emir wierci się niespokojnie, co chwilę zerkając na drzwi sali operacyjnej.

W końcu nie wytrzymuje.

— Ciociu… — zaczyna cicho. — Boisz się, że wujek Cemil umrze?

Słowa chłopca przecinają ciszę jak ostrze. Hancer odwraca się do niego natychmiast, zmuszając się do łagodnego uśmiechu.

— Mój drogi — mówi miękko. — Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? Twój wujek jest silny. Nic mu się nie stanie.

Emir przygląda jej się uważnie, jakby próbował sprawdzić, czy mówi prawdę.

— Ale jeśli… — waha się — jeśli jednak umrze… to wujek Cihan się nami zaopiekuje.

Uśmiech znika z twarzy Hancer.

— Kto ci to powiedział?

— Mama — odpowiada bez wahania. — Powiedziała, że jeśli będę grzeczny, wujek Cihan zapisze mnie do prywatnej szkoły…

Spuszcza wzrok.

— Ale ja nie chcę, żeby wujek Cemil umarł.

Te słowa są jak cios.

Hancer zamiera na ułamek sekundy, po czym gwałtownie wstaje.

Jej oddech przyspiesza. Oczy ciemnieją.

Bez słowa rusza w stronę Deryi. Chwyta bratową za ramię i niemal siłą wciąga ją do pustego pomieszczenia obok.

— Co się stało?! — oburza się Derya, wyrywając rękę. — Dlaczego się tak zachowujesz?

Hancer patrzy na nią z niedowierzaniem. W jej oczach widać gniew i ból.

— Mój brat walczy o życie — mówi drżącym głosem — a ty już planujesz, co zyskasz po jego śmierci?!

Derya unosi brwi.

— O czym ty w ogóle mówisz?

— Przestań udawać! — Hancer podchodzi bliżej. — Dlaczego prosisz Cihana o pomoc? Dlaczego wciągasz w to dziecko?! Czy moje słowo ci nie wystarczy?

— Twoje słowo? — przerywa jej Derya z gorzkim śmiechem. — Jednego dnia nazywasz go mężem, a drugiego wracasz do domu brata z walizką!

Robi krok w jej stronę.

— A ja? Co ja mam zrobić? Mam żyć w niepewności? Czekać, aż łaskawie zdecydujesz, czy jesteś jego żoną, czy nie?

Hancer zaciska pięści.

— Od lat opiekuję się twoim bratem! — ciągnie Derya, coraz ostrzej. — Nie miałam tyle szczęścia co ty. I co teraz? Mam zostać z niczym?!

W tym momencie w drzwiach staje Cihan. Jego spojrzenie natychmiast obejmuje obie kobiety.

— Co się dzieje? — pyta spokojnie, ale stanowczo. — Jest jakiś problem?

Derya odwraca się do niego błyskawicznie. Jej twarz zmienia się w jednej chwili — gniew ustępuje miejsca pozornej bezradności.

— To my jesteśmy problemem, szwagrze — mówi cicho, z nutą żalu. — Mówiłam ci… Już teraz jesteśmy dla niej ciężarem.

Rzuca krótkie, oskarżycielskie spojrzenie w stronę Hancer.

I wychodzi.

W pomieszczeniu zapada cisza.

Hancer stoi nieruchomo, wiedząc jedno — każde słowo, które teraz powie, może tylko pogorszyć sytuację. Jej bratowa jest mistrzynią manipulacji i odwracania kota ogonem.

***

Drzwi sali operacyjnej rozsuwają się z cichym sykiem.

Wszyscy podrywają się jednocześnie.

Lekarz wychodzi pierwszy, zdejmując rękawiczki. Jego twarz jest poważna, zmęczona. To wystarcza, by w sercach zebranych pojawił się strach.

Bliscy Cemila natychmiast go otaczają.

— Usunęliśmy guz — oznajmia spokojnie.

Na moment w oczach Hancer pojawia się iskra nadziei.

Ale lekarz nie kończy.

— Jednak… pojawiły się nieoczekiwane komplikacje. Na tym etapie nie mogę powiedzieć nic więcej.

Zapada cisza. Gęsta. Nieznośna.

— Co to znaczy? — pyta Cihan, robiąc krok do przodu. Jego głos jest opanowany, ale napięty.

Lekarz spogląda na niego uważnie.

— Mogą wystąpić długotrwałe konsekwencje. Niestety, na razie nie jesteśmy w stanie określić ich zakresu.

Przerywa na moment.

— W tej chwili najważniejsze jest jedno… żeby pacjent się obudził.

Słowa uderzają jak zimna fala.

Oczy Hancer natychmiast wypełniają się łzami.

— Więc… — zaczyna drżącym głosem — istnieje możliwość, że się nie obudzi?

Lekarz nie odpowiada wprost. To milczenie mówi wszystko.

Derya robi krok do przodu, wyraźnie poruszona — ale w jej głosie zamiast troski pobrzmiewa panika.

— Jest w śpiączce? — pyta ostro. — Będzie jednym z tych ludzi, którzy leżą miesiącami, latami… nic nie czują, nic nie wiedzą? W takim stanie?!

— Jest zdecydowanie za wcześnie na takie wnioski — odpowiada lekarz stanowczo. — Więcej będziemy wiedzieć w ciągu najbliższej doby.

Spogląda na wszystkich po kolei.

— Na razie… pozostaje nam się modlić.

Odchodzi.

Zostawia ich z ciszą.

I strachem.

Derya powoli odwraca głowę w stronę Hancer. Jej spojrzenie płonie.

— Cemil nie chciał tej operacji — mówi lodowato. — Wiedział, co się stanie.

To wystarcza. Hancer załamuje się.

— To ja go zmusiłam… — szepcze, a potem wybucha płaczem. — On nie chciał… a ja nalegałam… Zaciągnęłam go tutaj siłą… To moja wina… moja…

Zasłania twarz dłońmi. Jej ramiona drżą.

— Oczywiście, że twoja! — wybucha Derya bez cienia wahania.

— Dość! — głos Cihana przecina powietrze jak ostrze.

Podchodzi bliżej, mierząc Deryę gniewnym spojrzeniem.

— Nie wywieraj na niej presji.

Ale Derya nie zamierza ustąpić.

— Zniszczyłaś mu życie! — rzuca prosto w twarz Hancer.

Te słowa trafiają głęboko. Hancer zamiera.

Wtedy odzywa się Ertugrul.

— Opamiętaj się — mówi spokojnie, ale stanowczo, jak ktoś, kto widział już zbyt wiele. — Zrobiono to, co należało zrobić. Reszta jest w rękach Boga.

Robi gest w stronę krzeseł.

— Usiądźmy. I módlmy się.

Nikt się nie sprzeciwia.

Bo to jedyne, co im zostało.

***

Wieczór zapadł ciężko, jakby przyniósł ze sobą nie tylko zmęczenie, ale i złe przeczucia.

Sinem, wyczerpana po całej nocy i dniu spędzonym w szpitalu, przekracza próg rezydencji. Jej ruchy są powolne, oczy podkrążone, a w spojrzeniu wciąż czai się niepokój o Cemila.

Drzwi otwiera Gülşüm.

— Witaj — mówi cicho, ale jej głos drży.

Sinem od razu to wyczuwa.

— Gdzie mama? — pyta, zdejmując płaszcz i rozglądając się po pustym salonie.

— W swoim pokoju… — odpowiada służąca, unikając jej wzroku.

Coś jest nie tak.

— A Mine? Zjadła już kolację?

Gülşüm milknie. Jej dłonie zaciskają się nerwowo.

— Mine…

— Co z nią? — głos Sinem natychmiast się zaostrza. — Przecież zawsze przybiega, gdy wracam. Nie śpi jeszcze, prawda?

Cisza staje się nieznośna.

Z góry schodzi Beyza. Jej kroki są spokojne, niemal obojętne.

Zatrzymuje się w holu i patrzy na Sinem chłodno.

— Mine tu nie ma. Odeszła.

Te słowa uderzają jak policzek.

— Co?! — Sinem nawet nie czeka na wyjaśnienia.

Rzuca się na schody, niemal biegnąc. Drzwi do pokoju Mukadder otwierają się z hukiem.

— Gdzie jest moja córka?! — krzyczy. — Gdzie ją zabrałaś?!

Mukadder siedzi w fotelu, jakby czekała na tę scenę. Powoli unosi głowę. W jej oczach nie ma ani grama skruchy.

— Myślałaś, że mogę cię ukarać tylko kijem?

Sinem zamiera na moment, jakby nie dowierzała.

— To jakiś chory żart — mówi, próbując złapać oddech. — Mine jest w domu. Chcesz mnie tylko nastraszyć, prawda?

Mukadder lekko przechyla głowę.

— Czy kiedykolwiek widziałaś, żebym blefowała?

Te słowa odbierają Sinem resztki pewności.

— Zwariowałaś?! — wybucha. — Jakim prawem zabierasz moje dziecko?!

Mukadder powoli wstaje. Jej sylwetka wydaje się nagle większa, groźniejsza.

— Przede wszystkim — mówi lodowato — ona jest córką mojego Metina. Moją wnuczką. Nosi moje nazwisko.

Podchodzi bliżej.

— Ty możesz być tylko jej opiekunką. I to tylko wtedy, kiedy ci na to pozwolę.

Sinem cofa się o krok, ale w jej oczach pojawia się bunt.

— Zadzwonię do Cihana. Powiem mu wszystko. Wreszcie dowie się, co tu robisz!

Odwraca się, ale Mukadder błyskawicznie chwyta ją za ramię. Jej paznokcie wbijają się boleśnie w skórę.

— Nie waż się — syczy. — Jeśli mu powiesz, nigdy więcej nie zobaczysz swojej córki.

Sinem zamiera.

— Cihan nigdy na to nie pozwoli!

Na twarzy Mukadder pojawia się cień uśmiechu.

— Tak myślisz? A co jeśli powiem mu, że masz przyjaciela?

Sinem blednie.

— To kłamstwo… — jej głos się łamie. — On w to nie uwierzy…

— Wystarczy iskra, żeby wzniecić pożar — odpowiada spokojnie Mukadder. — Pamiętasz, jak zareagował na obcego mężczyznę przy Hancer?

Pochyla się bliżej.

— Myślisz, że będzie analizował prawdę? Czy raczej uwierzy w to, co zobaczy?

Sinem milknie.

— Czy ty masz sumienie…? — szepcze.

— Mam — odpowiada Mukadder bez wahania. — Dokładnie tyle, ile potrzebuję.

Prostuje się.

— Przestań ze mną walczyć. Jeśli komukolwiek coś powiesz, stracisz ją na zawsze.

Zaciska pięść i unosi ją w powietrze.

— Nauczę cię posłuszeństwa.

Cisza.

— A teraz… wynoś się.

Sinem odwraca się powoli. W jej oczach zbierają się łzy, ale tym razem nie płacze. To nie jest już tylko strach.

To początek walki.

Drzwi zamykają się za nią.

Mukadder wraca do fotela, jakby nic się nie wydarzyło. Sięga po telefon.

— Jak się ma? — pyta chłodno. — Uciszyłaś ją?

***

Akcja przenosi się do innego domu. Niewielki salon. Cisza. Obce ściany.

Mine siedzi skulona na czerwonej kanapie, podciągając kolana pod brodę. Jej oczy są zaczerwienione, a policzki mokre od łez. Rozgląda się niepewnie, jakby szukała wyjścia.

Obok niej siedzi kobieta w średnim wieku, ściskając telefon.

— Wcześniej płakała — mówi do słuchawki. — Ale już przestała. Nawet zaczęła się bawić. To jeszcze dziecko, da się ją czymś zająć.

Mine zaciska dłonie na materiale bluzy. Jej spojrzenie mówi coś zupełnie innego.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza.

— Bądź ostrożna — odzywa się głos Mukadder, chłodny i wyrachowany. — Jeśli spadnie jej choć włos z głowy, rozpęta się piekło.

Kobieta prostuje się.

— Rozumiem.

Połączenie zostaje przerwane.

Mine podnosi wzrok.

— Chcę do mamy… — szepcze.

Ale odpowiedzi nie ma.

Jest tylko cisza.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 43.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 28: Poświęcenie Hancer na marne! Derya trwoni każdy grosz!

    Hancer decyduje się oddać Deryi kartę z pieniędzmi, by spłacić wszystkie długi Cemila i zapewnić mu nowy, bezpieczny start. Derya przyjmuje pomoc, lecz zamiast uregulować zobowiązania, kieruje się do rezydencji Develioglu, gdzie konfrontuje się z Mukadder i wymusza na niej kosztowną biżuterię. Mukadder postanawia zakończyć problem raz na zawsze, forsując plan ciąży Hancer, nawet metodą in vitro. Beyza, udając troskę, zasiewa w Hancer niepokój, sugerując problemy zdrowotne Cihana. Gdy Hancer prosi męża o wspólne badania, Cihan reaguje gniewem, oskarża ją o chciwość i opuszcza dom. Tymczasem Derya trwoni pieniądze na luksusy, a Cihan, rozbity i pełen wątpliwości, szuka ukojenia przy grobie ojca.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 23: Policja zatrzymuje Cemila! Engin w tajemnicy pomaga Hancer!

    Engin informuje Cihana o zakończeniu spraw związanych z funduszem dla dzieci zmarłego pracownika, po czym słyszy polecenie natychmiastowego rozpoczęcia procedury rozwodowej. Cihan oskarża Hancer o ucieczkę z pieniędzmi i manipulację, odrzucając sugestie rozmowy. W tajemnicy Engin otrzymuje od dr Yasemin informację o miejscu pobytu Hancer i decyduje się jej pomóc, nie informując Cihana. Tymczasem Derya próbuje odnaleźć Hancer w rezydencji, lecz zostaje brutalnie upokorzona przez Mukadder, która oskarża rodzinę dziewczyny o chciwość i zdradę. W kawiarni Yasemin przekonuje Hancer, by nie zgadzała się na in vitro pod presją męża i nie wracała do starego domu. Rozmowę przerywa dramatyczny telefon: brat Hancer zostaje aresztowany z powodu niespłaconych długów. Zdruzgotana Hancer obwinia się o jego los i rusza działać, a Engin postanawia towarzyszyć jej, licząc, że sytuację da się jeszcze odwrócić.

  • Panna młoda odc. 16: Cihan przeprasza! Hancer przyparta do muru!

    Hancer wdziera się do firmy Develioglu i publicznie konfrontuje Cihana, oskarżając go o skrzywdzenie jej brata po wybuchu medialnego skandalu. Dochodzi do ostrej wymiany zdań, podczas której Hancer grozi, że zniszczy jego świat, jeśli Cemilowi stanie się krzywda. Wkrótce przybywa do szpitala, gdzie dowiaduje się, że stan brata chwilowo się ustabilizował, lecz choroba postępuje. Derya naciska, by Hancer nie rezygnowała ze ślubu, bo to jedyna szansa na ratunek. Tymczasem Cihan, dręczony wyrzutami sumienia, przyjeżdża do szpitala i przeprasza Cemila za swoje zachowanie. Gdy Hancer postanawia zerwać zaręczyny, pojawiają się wierzyciele, grożący więzieniem choremu mężczyźnie. Cihan oznajmia Hancer, że nazajutrz mają stawić się w urzędzie, zmuszając ją do decyzji, od której nie ma już ucieczki.

  • Panna młoda odc. 36: Cihan zamyka się z Hancer w starym domu!

    Aysu dowiaduje się od Mine, że Mukadder znęca się nad Sinem i chce powiedzieć o tym Cihanowi, lecz Fadime stanowczo ucisza córkę, zaprzeczając i zmuszając ją do milczenia, mimo że sama zna prawdę. Beyza odkrywa, że Yonca zyskała pełne zaufanie Nusreta i umocniła swoją pozycję w jego firmie, a w rezydencji nikt już o niej nie wspomina. Tymczasem Hancer szykuje się na wizytę u Yasemin, lecz Cihan blokuje jej wyjście, zamyka dom i wyrzuca klucz, zmuszając ją do rezygnacji z terapii. Beyza otrzymuje informację, że Fusun Kaba została zatrzymana za nielegalne aborcje i może obciążyć ją podczas przesłuchań. Beyza uświadamia sobie, że grozi jej skandal, a Yonca staje się jedyną osobą, która zna skalę zagrożenia.

  • Panna młoda odc. 61: Beyza w potrzasku! Hancer chce spotkania z „byłą żoną”!

    Hancer odwiedza Cemila i próbuje przekonać brata, by zgodził się na leczenie u lekarza znalezionego przez Cihana. Mężczyzna jednak nie chce słyszeć o terapii i przyznaje, że pogodził się już ze swoim losem. Tymczasem w firmie Cihan martwi się chłodnym zachowaniem Hancer, nie wiedząc, że kobieta zmaga się z problemami brata. Wieczorem pociesza zapłakaną żonę i obiecuje, że zrobi wszystko, by zmusić Cemila do wizyty u lekarza. Po rozmowie z mężem Hancer spotyka się z Beyzą i prosi ją o przekazanie wiadomości byłej żonie Cihana. Chce się z nią spotkać i wyjaśnić oskarżenia o rozbicie małżeństwa, nie wiedząc, że to właśnie Beyza stoi za tajemniczym telefonem.