„Panna młoda” Odc. 9 – streszczenie
Wstaje nowy dzień. Poranne światło powoli rozjaśnia okolicę, ale Yonca nie czuje ani spokoju, ani ulgi. Ukryta w cieniu drzew, obserwuje posiadłość Develioglu, nerwowo ściskając torebkę. Od dłuższego czasu nikt nie wchodzi ani nie wychodzi. Cisza jest zbyt idealna.
Ciężko wzdycha, wyciąga telefon i po raz kolejny wybiera numer Beyzy.
— Odbierz wreszcie… — mamrocze pod nosem.
W słuchawce rozlega się dobrze jej znany, beznamiętny komunikat:
„Wybrany abonent jest w tej chwili niedostępny.”
Yonca opuszcza rękę i prycha pogardliwie.
— Gdyby coś się stało, nie byłoby tu tak cicho i spokojnie — mówi do siebie. — Chyba że… — marszczy brwi — wszyscy są w szpitalu?
Nagle rozlega się dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Yonca instynktownie chowa się za grube drzewo, wstrzymując oddech. Jej spojrzenie śledzi czarną limuzynę Develioglu, która powoli wjeżdża na podwórko.
Auto zatrzymuje się przed posiadłością.
Z miejsca kierowcy wysiada Cihan. Otwiera tylne drzwi. Po chwili z samochodu, o własnych siłach, wychodzi Beyza. Ma opatrunek na czole, porusza się ostrożnie, ale stoi pewnie na nogach.
Yonca mruży oczy.
— A więc jednak… — syczy.
Jej twarz wykrzywia się w grymasie wściekłości. Strach znika w jednej chwili, zastąpiony czystą furią.
— Biedaczka nie umarła! — cedzi przez zęby. — Ma się świetnie!
Ściska telefon tak mocno, że bieleją jej knykcie.
— Zniszczyłaś mi całą noc — warczy. — Zapłacisz mi za to. I to z odsetkami. Zobaczysz…
***
Nusret i Cihan siadają przy niskim stoliku obok basenu. Woda leniwie faluje, odbijając światło poranka, ale między mężczyznami panuje napięcie, które nie ma w sobie nic z letniego spokoju.
Nusret przez chwilę milczy, jakby ważył każde słowo. W końcu splata dłonie i spogląda na siostrzeńca poważnym wzrokiem.
— Słuchaj, Cihanie — zaczyna niskim, stanowczym tonem. — Do tej pory starałem się robić wszystko, o co mnie prosiłeś. Zawsze.
Cihan unosi brew, ale nie przerywa. Po chwili odpowiada chłodno:
— W porządku. Dlaczego przypominasz mi o tym właśnie teraz?
— Bo tym razem to ja chcę cię o coś poprosić. — Nusret bierze głęboki oddech. — Chodzi o Beyzę. Ostatnie wydarzenia bardzo ją dotknęły. Jest słaba, rozbita… — Zawiesza głos. — Nie sprzeciwia się twojemu małżeństwu. Ale nie potrafi zaakceptować tej dziewczyny. Posłuchaj, znajdę ci inną kandydatkę. Odpowiednią. Tylko… niech to nie będzie Hancer.
Cihan prostuje się na krześle. Jego głos staje się twardy.
— Beyza nie będzie miała z nią żadnego kontaktu — odpowiada bez wahania. — Dopilnuję tego. Nie pozwolę, by czuła się niekomfortowo.
— Cihanie… — Nusret marszczy brwi. — To nie jest tylko problem Beyzy. W tej dziewczynie jest coś niepokojącego. Ona nie jest szczera. Mówi jedno, robi drugie. Sprawia wrażenie, jakby nie chciała tego małżeństwa, a jednocześnie nie odchodzi. Nawet wtedy, gdy ją odpychasz.
— Sprawdziłem ją — ucina Cihan. — Dokładnie. Bądź spokojny, wujku.
— Właśnie tego nie rozumiem — naciska Nusret. — Dlaczego tak się na nią uparłeś? Co za różnica, czy będzie to ona, czy ktoś inny? Przecież sam mówiłeś, że żenisz się wyłącznie dla dziecka.
Cihan gwałtownie wstaje. Krzesło z impetem odsuwa się i niemal przewraca. Jego twarz twardnieje.
— Tak jak obiecałem Beyzie, tak samo obiecałem jej — mówi ostro. — I nie zamierzam się z tego wycofać. — Robi krok w stronę wujka. — Czy zaufałbyś mężczyźnie, który łamie dane słowo? Powiedz. Czy ja jestem takim człowiekiem?
Nusret również się podnosi. Przez chwilę stoją twarzą w twarz, w ciszy gęstej jak beton. Starszy mężczyzna nie odpowiada.
— Kiedy się ożeniłem — ciągnie Cihan, już spokojniej, ale z lodowatą determinacją — zgodziłem się być mężem Beyzy aż do śmierci. Gdyby nie to, że ona sama poprosiła o rozwód, nic by się nie zmieniło. Nie poruszajmy więcej tego tematu.
Odwraca się i odchodzi, zostawiając Nusreta samego przy basenie.
***
Mukadder poleca wyremontować stary dom, przeznaczając go dla Hancer. Gdy Beyza dowiaduje się o tym od pokojówki, na chwilę zamiera, po czym czuje, jak zalewa ją nowa fala gniewu.
***
Cemil przychodzi do firmy Develioglu. Sekretarka, widząc jego zdeterminowaną minę, bez słowa wprowadza go do gabinetu Cihana.
— Skoro nie raczyłeś przyjść do naszego domu, to ja przyszedłem do ciebie — mówi Cemil, siadając naprzeciwko. Jego głos jest spokojny, ale napięty jak struna. — Hancer jest moją jedyną siostrą. Ojciec powierzył mi ją przed śmiercią. Oddałbym za nią życie.
Patrzy Cihanowi prosto w oczy.
— Zdajesz sobie sprawę, jak cenna jest dla mnie Hancer, prawda? Powiedziała mi, że z tobą rozmawiała. Że zgodziła się wyjść za ciebie. Jak ją przekonałeś?
— To była rozmowa prywatna — odpowiada Cihan chłodno. — Nie byłoby właściwe, gdybym zdradzał jej treść.
— Masz rację — przyznaje Cemil. — Nie byłoby. — Wstaje i zaczyna powoli chodzić po gabinecie. — Twoja sytuacja jest jasna. Bóg obdarzył cię hojnie. Pieniądze, pozycja, nazwisko… Jestem pewien, że wiele kobiet pragnie być na miejscu Hancer. Dlaczego więc chcesz poślubić właśnie ją?
— Ponieważ spełnia kryteria, których szukam u kobiety — odpowiada Cihan bez wahania. — Dlatego ją wybrałem.
Cemil zatrzymuje się. Jego spojrzenie twardnieje.
— Czyli twierdzisz, że wszystko jest w porządku i z pełną świadomością przyjmiesz moją siostrę? — pyta.
Sięga do kieszeni marynarki i wyciąga czerwone pudełeczko — to samo, które Develioglu zostawili w ich domu. Otwiera je i pokazuje pierścionek.
— Skoro tak, weź go. Twoja rodzina zapomniała zabrać pierścień. Wypada, żebyś to ty go nosił.
Cihan bez słowa zabiera pudełeczko i chowa je do kieszeni marynarki.
— Jeśli to wszystko — mówi oschle — mam spotkanie.
— Dlaczego reagujesz tak gwałtownie? — dopytuje Cemil.
— Bo mam ważną pracę do wykonania.
— Rozumiem. — Cemil kiwa głową. — Przepraszam, że zająłem twój czas.
Odwraca się, by wyjść, lecz nagle świat zaczyna wirować. Zatrzymuje się, chwytając się oparcia krzesła. Cihan natychmiast podchodzi i pomaga mu usiąść.
— Usiądź — mówi krótko, już bez chłodu. Podaje mu szklankę wody. — Powoli.
Cemil pije kilka łyków, oddychając ciężko. Przez moment w gabinecie zapada cisza — ta niewygodna, w której widać więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
„Panna młoda” Odc. 10 – streszczenie
Cihan odwozi Cemila do domu. Droga mija w milczeniu, przerywanym jedynie odgłosem silnika. Gdy wysiadają, Derya natychmiast nalega, by Cihan został na kolację — jakby chciała zatrzymać go choć na chwilę dłużej, przypieczętować to, co w jej oczach już się wydarzyło.
Po wspólnym posiłku Cemil, wyraźnie zmęczony, ale zdeterminowany, sięga po czerwone pudełeczko.
— Jest jeszcze jedna rzecz — mówi cicho, lecz stanowczo. — Skoro macie być małżeństwem, zróbmy to jak należy.
Hancer zerka niepewnie na Cihana. On milczy.
Dziewczyna bierze pudełeczko drżącymi palcami. Wyciąga obrączkę i po chwili wahania sama wsuwa ją na swój palec. Przez ułamek sekundy zatrzymuje spojrzenie na metalu, jakby próbowała oswoić się z ciężarem tej decyzji.
Cihan stoi nieruchomo. Nie wyciąga dłoni. Nie mówi ani słowa.
Zapada niezręczna cisza.
W końcu Cemil sam sięga po drugą obrączkę, podchodzi do Cihana i — bez pytania, bez ceremonii — nakłada ją na jego palec.
— Chcę od was tylko jednego — mówi głosem, w którym słychać więcej prośby niż rozkazu. — Nigdy nie zdejmujcie tych pierścionków.
Derya nie kryje wzruszenia. Wyciąga telefon i robi im kilka zdjęć. Na fotografiach nie wyglądają jak para zakochanych. Raczej jak dwoje obcych sobie ludzi, którzy przypadkiem znaleźli się obok siebie w tej samej historii.
Chwilę później Cihan żegna się z Hancer krótkim, zdystansowanym:
— Dobranoc.
Wsiada do samochodu. Zanim jednak ruszy, spogląda na jej dom — skromny, cichy, z oknami, w których wciąż pali się światło. Przez moment dotyka obrączki na palcu. Obraca ją powoli, jakby sprawdzał, czy naprawdę tam jest.
Po chwili… ściąga ją i odkłada na konsolę środkową.
Silnik cicho warczy. Samochód rusza i znika w ciemności, a pierścionek spoczywa między fotelami — nieporzucony, lecz odsunięty, jak obietnica, której Cihan nie potrafi jeszcze unieść na własnym palcu.
***
Wracając do domu, Hancer zatrzymuje się w przedpokoju. Już ma wejść do środka, gdy z kuchni dociera do niej głos brata. Staje nieruchomo, nie chcąc przerywać rozmowy.
— Nasz zięć jest dobrym człowiekiem — mówi Cemil z wyraźnym zadowoleniem. — Spodobał mi się.
— Widzisz? — odpowiada Derya, niemal triumfalnie. — Prawie wszystko zepsułeś, a jednak tworzą piękną parę. Niech Bóg uchroni ich przed złym spojrzeniem.
— Amen — mówi Cemil. Wstaje od stołu, przesuwając krzesło. — Zięć wydaje się trochę chłodny. Kiedy patrzy na ciebie tymi swoimi czarnymi oczami, człowiek aż zamiera. Ale Bóg stworzył nas różnymi. Każdy niesie w sobie coś innego.
Jego głos łagodnieje.
— Niech tylko uszczęśliwi Hancer. O nic więcej nie proszę.
Hancer oddycha płytko, jakby każde słowo, które właśnie usłyszała, ciążyło jej na piersi. Powoli dotyka pierścionka na palcu, obraca go delikatnie, niemal odruchowo.
Jej twarz posmutniała. W oczach pojawia się cień — nie gniew, nie bunt, lecz cicha, bolesna świadomość. Wie, że to, co widzą inni, jest tylko złudzeniem.
Między nią a Cihanem nigdy nie będzie prawdziwego szczęścia, ani miłości, o jakiej marzyła. Jest tylko umowa, obowiązek i ciężar decyzji, z której nie ma już odwrotu.
***
Gdy Cihan długo nie wraca do domu, Beyza stopniowo traci panowanie nad sobą. Krąży po pokoju, od okna do drzwi, zaciskając dłonie, jakby próbowała zdusić narastający w niej niepokój. W końcu nie wytrzymuje. Chwyta telefon i wybiera numer do firmy.
— Z tej strony Beyza Develioglu — mówi ostro, nie tracąc czasu na uprzejmości. — Czy mój mąż nadal jest w biurze?
— Nie, pan Cihan już wyszedł — odpowiada męski głos po drugiej stronie. — Miał gościa. Wyszli razem kilka godzin temu.
Beyza prostuje się gwałtownie.
— Sprawdź listę gości i powiedz mi, kto to był.
— Już patrzę… — zapada krótka cisza. — Cemil Yildiz.
— Dobrze. Zrozumiałam — mówi chłodno i rozłącza się.
Przez chwilę stoi nieruchomo, po czym zaczyna nerwowo chodzić w kółko.
— Yildiz… Yildiz… — powtarza pod nosem. — Jaki Yildiz?
Nagle marszczy czoło, na którym wciąż widać opatrunek, choć mniejszy niż wcześniej.
— No tak… Hancer Yildiz. To jej brat!
W tym momencie do pokoju wchodzi Nusret.
— Jakby tego było mało — wybucha Beyza, niemal rzucając się ku ojcu — ta dziewczyna wysłała do Cihana swojego brata! Poszedł do firmy, a potem razem gdzieś pojechali!
— O kim ty mówisz? — pyta Nusret, zachowując spokój.
— O tym głupim bracie tej wieśniaczki! — syczy Beyza. — Zadzwoniłam do firmy, bo chciałam sprawdzić, czy Cihan jeszcze pracuje… i tak się dowiedziałam!
Jej głos drży od emocji.
— Ona się na niego uwzięła. Nie pozwoli mu odejść. Cała ta rodzina owinęła go sobie wokół palca!
Beyza ponownie sięga po telefon, ale Nusret zdecydowanym ruchem ją powstrzymuje.
— Wystarczy — mówi twardo. — Całkowicie straciłaś nad sobą kontrolę.
Wskazuje na kanapę.
— Usiądź. Uspokój się. O czym rozmawialiśmy? O tym, że nie będziesz dzwonić do Cihana. Jeśli naprawdę chcesz, żeby się od ciebie oddalił, zachowuj się dalej w ten sposób.
— Nie rozumiesz mnie, tato! — Beyza niemal płacze. — Jest we mnie ogień. I nie zgaśnie, dopóki ta dziewczyna nie spłonie!
Nusret spogląda na córkę ciężko.
— Rozmawiałem z Cihanem — mówi w końcu. — Powiedziałem mu wprost, żeby zostawił tę dziewczynę.
Beyza zamiera.
— Naprawdę? — pyta szybko. — I co odpowiedział?
— Sama wiesz — wzdycha Nusret. — Obiecał i zamierza dotrzymać słowa. Jest uparty. Jeśli mu zakażę, zrobi to na przekór.
Patrzy jej prosto w oczy.
— Dlatego musimy być cierpliwi, córko.
Beyza zamyka oczy i bierze kilka głębokich oddechów, próbując opanować drżenie rąk. Gniew w niej nie znika — tylko chowa się głębiej, czekając na moment, w którym znów wybuchnie.
***
Nazajutrz, gdy poranek dopiero zaczyna rozjaśniać pokój, Derya leży jeszcze w łóżku obok Cemila, oparta na poduszce. Z zadowoleniem przewija ekran telefonu. Na jej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Bez chwili wahania udostępnia w mediach społecznościowych zdjęcie Hancer i Cihana, to samo, które zrobiła poprzedniego wieczoru. Dodaje podpis:
„Witamy pana młodego w rodzinie.”
Odkłada telefon tylko na moment, po czym znów go podnosi. Wyszukuje profil Cihana i wysyła zaproszenie do grona znajomych.
— Czy to w porządku, Deryo? — pyta Cemil półprzytomnym głosem, ziewając przeciągle. — To wygląda tak, jakbyśmy się mu narzucali…
— Jakie narzucanie? — prycha Derya. — Jest teraz twoim zięciem. To normalne.
— Masz rację… — przyznaje Cemil po chwili namysłu. Sięga po swój telefon. — Ja też mu wyślę zaproszenie. — Unosi wzrok. — A jeśli zaakceptuje, zobaczy zdjęcie, które wrzuciłaś?
— Oczywiście — odpowiada Derya z entuzjazmem. — A my zobaczymy jego zdjęcia.
Jej oczy błyszczą ciekawością.
— Ciekawe, czy ma tam zdjęcia z byłą żoną… Szukałam wszędzie i nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Może nasz zięć jest strasznym zazdrośnikiem.
— Deryo… — Cemil kręci głową z lekkim uśmiechem. — Nie zagłębiaj się tak w przeszłość. Co nas obchodzi jego była żona?
Odkłada telefon na szafkę nocną i przytula głowę do poduszki, próbując jeszcze na chwilę zasnąć. Derya tymczasem nadal wpatruje się w ekran, zadowolona, jakby właśnie przypieczętowała coś, czego nikt już nie cofnie.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 3.Bölüm i Gelin 4.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














