„Wichrowe Wzgórze” – Odcinek 342: Streszczenie
Songul siedziała na sofie, z dłońmi splecionymi na kolanach. Gözde stała oparta o ścianę, z założonymi rękami i chłodnym wyrazem twarzy. Między nimi wisiała napięta cisza.
— Wszystko, czego próbowałaś, obróciło się przeciwko mnie — powiedziała w końcu Songul, nie kryjąc goryczy. — Spójrz, rodzina Aslanli ostatecznie wygrała.
— Sama jesteś sobie winna — odparła ostro Gözde. — Trzeba było zapobiec temu małżeństwu od samego początku. Ale nie martw się. Ja się nie poddaję tak łatwo.
Zrobiła krok naprzód i wyciągnęła telefon. Po chwili w słuchawce zabrzmiał męski głos.
— Sahin? — rzuciła krótko. — Potrzebuję środka, po którego zażyciu człowiek wygląda jak martwy. Tak, dokładnie takiego. Zajmij się tym. — Nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się.
Songul uniosła brwi, zaintrygowana.
— Co ty planujesz?
Gözde uśmiechnęła się chłodno.
— Zrobię wszystko, by to małżeństwo przestało istnieć.
W tej chwili do pokoju dobiegło szybkie, nerwowe pukanie. Songul podniosła się i otworzyła drzwi. W progu stała Arzu — blada, roztrzęsiona, z szeroko otwartymi oczami.
— Jestem martwa… martwa! — bełkotała, trzęsąc się jak osika.
— Arzu, co się dzieje? Uspokój się — powiedziała Gözde, podchodząc bliżej.
— Pomogłam wam wcześniej… Teraz wy musicie mi pomóc — jęknęła dziewczyna.
Gözde zaśmiała się cicho, niemal rozbawiona jej paniką.
— Na Boga, powiedz wreszcie, co się stało?
— Kiedy dowiedziałam się o tej historii z testamentem, zagroziłam pani Zeynep, że wszystko ujawnię, jeśli nie zapłaci. Teraz powiedziała, że rozliczy się ze mną po ślubie… — Arzu spuściła wzrok, a głos jej drżał.
Gözde zmrużyła oczy i powoli podeszła do niej. Chwyciła ją mocno za ramię i spojrzała prosto w jej przerażoną twarz.
— Skoro tak bardzo się jej boisz, zrobisz dokładnie to, co ci powiem — wyszeptała twardym tonem.
Arzu posłusznie skinęła głową, z sercem bijącym jak szalone. Gözde uśmiechnęła się kącikiem ust — wiedziała, że właśnie zyskała nowy pionek w swojej grze.
***
Halil stoi naprzeciwko Hakana w swoim gabinecie, wyraźnie skupiony.
— Musisz dowiedzieć się, gdzie są Canan i Asu — mówi, z pewnym naciskiem. – A także ustalić, kto spalił drzewo na Wichrowym Wzgórzu.
— Dobrze, nie martw się. Zajmę się tym jak najszybciej — odpowiada asystent, gotów do działania.
Kiedy Hakan odwraca się do wyjścia, Halil nagle dodaje w bardziej stonowanym, niemal konspiracyjnym tonie:
— Jest jeszcze jedna sprawa. Chcę zrobić Zeynep niespodziankę po ślubie i potrzebuję twojej pomocy.
***
Zeynep stała przed lustrem, w półmroku pokoju, który pachniał różanym olejkiem i świeżo zaparzoną herbatą. Jej suknia, czerwona jak serce bijące w rytmie oczekiwania, opinała sylwetkę aksamitnym materiałem, który zdawał się oddychać razem z nią. Srebrne hafty na ramionach lśniły w świetle kryształowego żyrandola, a szerokie rękawy poruszały się z każdym gestem, jakby były przedłużeniem jej myśli. Biała koronka przy dekolcie przypominała o dzieciństwie, o niewinności, która dziś ustępowała miejsca kobiecości.
Poprawiła szminkę. Czerwień na ustach była jak pieczęć, jak ostatni akcent przed wejściem w nowy rozdział. W lustrze odbijała się nie tylko ona, lecz także historia wszystkiego, przez co przeszła.
Do pokoju weszła Tulay. Zatrzymała się w progu, jakby niepewna, czy ma prawo wejść. Jej spojrzenie błądziło po wnętrzu, po sukni córki, po jej twarzy, aż w końcu zatrzymało się na oczach Zeynep.
– Cieszę się, że między tobą a Halilem wszystko się układa – zaczęła cicho, niemal szeptem. – Wiem, że jesteś na mnie zła i obrażona, ale zrobiłam to, żeby ratować twoje małżeństwo. Wybacz mi, nie chciałam cię zranić.
Zeynep odwróciła się powoli. Jej twarz była spokojna, ale chłód w głosie zdradzał, że rana wciąż krwawi.
– Powinnaś przeprosić nie mnie, tylko Halila – powiedziała. – Zatrułaś moje pole, a ja myślałam, że zrobił to Halil i obwiniłam go. Ale on cię nigdy nie wydał, nie zdradził twojego sekretu. To, co zrobiłaś, jest niepojęte, biorąc pod uwagę, jak dobrze cię traktował.
Tulay spuściła głowę. Jej dłonie drżały, jakby chciały coś powiedzieć, ale nie znały języka, który byłby wystarczająco czysty.
– Chociaż Halil mi tego nie powiedział, wiem, jak bardzo jest zdenerwowany – wyszeptała.
Zeynep skinęła głową, jakby zamykała drzwi do tej rozmowy.
– Dobrze, mamo, zakończmy tę rozmowę na dziś.
W tym momencie do pokoju wpadły Selma i Merve, rozświetlając przestrzeń swoją obecnością. Ich twarze promieniały ekscytacją, a w ich oczach odbijała się noc, która miała należeć do Zeynep.
– Zeynep, wszyscy na ciebie czekają – powiedziała Selma, chwytając ją za rękę. – Chodźmy już.
Zeynep spojrzała raz jeszcze w lustro. Nie szukała już siebie – wiedziała, kim jest. Poprawiła pas, który lśnił złotem, i ruszyła w stronę drzwi. Za nimi czekała noc henny – noc, która miała zapisać się w pamięci nie tylko jej, ale wszystkich obecnych.
***
Po pełnej emocji nocy henny Zeynep wychodzi na taras, by zaczerpnąć oddechu. Powietrze jest chłodne, a w oddali słychać ciche dźwięki muzyki dobiegające jeszcze z ogrodu. Dziewczyna zamyka oczy, próbując uspokoić kołaczące serce.
Nagle słyszy za sobą kroki. Odwraca się — to Halil. Jego obecność zaskakuje ją do tego stopnia, że przez chwilę nie potrafi wydobyć z siebie głosu. Chce się cofnąć, odejść, ale on delikatnie, lecz stanowczo chwyta ją za ramię.
— Co ty tu robisz? — pyta, próbując ukryć zdenerwowanie. — Idź do swojego pokoju, nie powinieneś mnie widzieć przed ślubem.
Halil uśmiecha się lekko, jakby to, co mówi, było tylko zabawnym przesądem.
— Nie mogę cię zostawić — odpowiada spokojnie, ale w jego głosie słychać determinację.
Z wnętrza domu Merve i Selma, zaciekawione, wychylają się przez drzwi balkonowe. Patrzą na nich z zapartym tchem, jakby były świadkami sceny z romantycznego filmu.
— To przynosi pecha — powtarza Zeynep cicho, spuszczając wzrok.
— Pecha? — Halil unosi brew. — Kto tak powiedział?
— Nie wiem… ktoś kiedyś tak powiedział — odpowiada bez przekonania.
— Naprawdę w to wierzysz? — pyta, podchodząc bliżej. — Bo ja nie potrafię rozstać się z tobą nawet na minutę. — Unosi rękę i delikatnie bawi się końcówkami jej włosów.
Zeynep uśmiecha się mimo wszystko.
— Cóż… ja też nie. — Na chwilę spuszcza wzrok, po czym dodaje z czułością: — Ale to nasza ostatnia noc osobno. Od jutra będziemy już tylko razem.
Halil milknie, patrząc jej głęboko w oczy.
— Jesteś moją nocą i moim dniem — mówi cicho, niemal szeptem. — Moim wczoraj, moim dziś… moją zimą, moim latem i moją wiosną. Nie mogę żyć bez ciebie, Zeynep.
Słowa, które wypowiada, trafiają prosto w jej serce. Zeynep czuje, jak łzy wzruszenia zbierają się w kącikach oczu. Brakuje jej tchu. Wznosi się na palcach i całuje go — krótko, ale z uczuciem.
Po chwili odsuwa się, spojrzeniem obiecuje mu więcej, niż potrafi wypowiedzieć, i biegnie z powrotem do środka, zostawiając Halila z uśmiechem, w którym odbija się cała jego miłość.
***
Następnego dnia.
Halil zapina ostatni guzik smokingu, stojąc przed lustrem w półcieniu korytarza. Czerń jego garnituru jest głęboka jak noc bez gwiazd, a biała koszula i muszka dodają mu powagi, jakby sam czas zatrzymał się na chwilę, by uczcić tę uroczystość. Jego twarz jest skupiona, ale w oczach czai się coś więcej — drżenie, które nie ma nic wspólnego z tremą, lecz z miłością, która właśnie ma się spełnić.
Zbliża się do pokoju Zumrut, gdzie Zeynep przygotowuje się do ślubu. Drzwi uchyla ostrożnie, jakby bał się, że zbyt gwałtowny ruch mógłby rozproszyć magię tej chwili. Wnętrze tonie w miękkim świetle, które sączy się przez zasłony niczym poranna mgła. W tym świetle, pośród kwiatów, luster i szeptów, stoi ona — Zeynep.
Jej suknia ślubna jest śnieżnobiała, z długimi, przezroczystymi rękawami i misternymi zdobieniami wokół dekoltu i talii. Materiał opływa ją jak obłok, jak marzenie utkane z ciszy i światła. Welon spływa po plecach niczym strumień światła, a jej twarz — spokojna, skupiona — wygląda jakby należała do kogoś, kto właśnie przekracza próg wieczności.
Halil wpatruje się w nią, oniemiały. Każdy krok, który stawia, wydaje się ważyć więcej niż poprzedni. Zatrzymuje się tuż przed nią, tak blisko, że czuje zapach jej perfum — delikatny, kwiatowy, jak wspomnienie dzieciństwa. Milczy. Nie potrafi wydobyć z siebie słowa, bo każde wydaje się zbyt małe wobec tego, co widzi.
– Jesteś tak piękna, że nie potrafię opisać tego słowami – mówi w końcu, głosem drżącym jak struna. – Nie mogę oderwać od ciebie oczu. Dziękuję Bogu, że mi ciebie dał. Jesteś moim największym marzeniem.
Zeynep uśmiecha się lekko, a ich twarze zbliżają się do siebie, jakby świat wokół nich przestał istnieć. Wydaje się, że za chwilę ich usta się spotkają, że wszystko, co było, i wszystko, co będzie, skupi się w tym jednym pocałunku.
Ale wtedy zza drzwi dobiega głos Hakana:
– Musicie już zejść na dół.
Halil nie protestuje. Ujmuje dłoń ukochanej, splatając palce z jej palcami, jakby chciał powiedzieć: „Już nigdy cię nie puszczę.” Bierze głęboki oddech, a potem razem opuszczają pokój — powoli, dostojnie, jak para, która właśnie wkracza w wieczność.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia był film Rüzgarlı Tepe 200. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

















