Złoty chłopak odc. 273: Diyar odkrywa prawdę o Fericie i Seyran!

Zbliżenie na twarz zdruzgotanej Diyar.

„Złoty chłopak” Odc. 273 – streszczenie

Na kamiennym tarasie przy rezydencji panuje napięta atmosfera. Wąska ścieżka biegnie wzdłuż wysokiej, szarej ściany, a nad balustradą pochylają się gałęzie starego drzewa. Gülgün i Esme stoją blisko siebie, pogrążone w poważnej rozmowie. Ich głosy są ściszone, ale emocje aż drżą w powietrzu.

Kilka kroków dalej, częściowo ukryta za narożnikiem kamiennej ściany, stoi Diyar. Nie została zauważona. Zatrzymała się przypadkiem, ale teraz nie potrafi odejść. Słyszy każde słowo.

Gülgün gestykuluje nerwowo, jakby wciąż widziała przed oczami scenę, o której opowiada.

– Stali bardzo blisko siebie – mówi z naciskiem. – Naprawdę bardzo blisko. Nos w nos.

Unosi dłoń i dotyka palcem własnego nosa, pokazując odległość.

– Dokładnie tak. Prawie się pocałowali.

Esme gwałtownie kręci głową, jakby próbowała odgonić tę wizję.

– Nie… to niemożliwe – mówi poruszona. – Musiała pani coś źle zobaczyć. Moja córka nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego.

Gülgün wzdycha ciężko.

– Nie wiem, co wydarzyło się potem – przyznaje. – Zauważyłam, że Diyar idzie za mną, więc szybko zamknęłam drzwi. Nie chciałam, żeby coś zobaczyła.

Na moment milknie, po czym mówi ciszej:

– Ale jedno wiem na pewno. Oni wciąż przyciągają się jak magnes.

Esme patrzy na nią szeroko otwartymi oczami.

– Kochają się – dodaje Gülgün z przekonaniem. – I nikt nie jest w stanie stanąć im na drodze. To jasne jak słońce. Nikt ich nie rozdzieli.

Za ścianą Diyar zastyga w bezruchu. Słowa uderzają w nią jak cios. Jej oczy powoli wypełniają się łzami.

Esme jednak nie chce tego przyjąć do wiadomości.

– To niemożliwe, pani Gülgün – mówi stanowczo, choć jej głos drży. – Moja córka nie zrobiłaby czegoś takiego. Nie tak ją wychowałam.

Przyciska dłonie do siebie, jakby próbowała zapanować nad emocjami.

– Nigdy nie dopuściłaby do tego, żeby być drugą kobietą. Nie wierzę w to…

Gülgün wzrusza ramionami.

– Ja też zdenerwowałam się na Ferita – przyznaje. – Próbowałam z nim porozmawiać, ale wszystkiemu zaprzecza.

Esme bierze głęboki oddech, próbując odzyskać spokój.

– W porządku. Jakoś to rozwiążę – mówi w końcu. – Ale proszę… nie mów o tym nikomu.

Gülgün patrzy na nią z niedowierzaniem.

– Oszalałaś? Jak mogłabym powiedzieć coś takiego? – odpowiada. – Ty też bądź ostrożna.

Kobiety kończą rozmowę i ruszają w przeciwnych kierunkach.

Gülgün robi kilka kroków… i nagle zatrzymuje się gwałtownie.

Przed nią stoi Diyar.

Dziewczyna nie próbuje nawet udawać, że nic nie słyszała. Jej oczy są zaczerwienione.

– Powinnam była zrozumieć już wczoraj – mówi cicho – dlaczego tak szybko mnie zbyłaś.

Gülgün natychmiast zmienia ton. Na jej twarzy pojawia się wymuszony spokój.

– Moja droga… rozmawiałam z Feritem – mówi szybko. – Powiedział mi, że między nimi nic nie ma. Ufam mojemu synowi.

Diyar patrzy na nią długo, jakby ważyła każde słowo.

– Naprawdę? – pyta chłodno. – I dlatego w panice pobiegłaś opowiedzieć o tym pani Esme? Bo ufasz swojemu synowi?

Gülgün przez chwilę milczy, po czym próbuje się uśmiechnąć.

– To instynkt macierzyński – tłumaczy łagodnie. – Matki martwią się o swoje dzieci. To normalne.

Kładzie dłonie na ramionach dziewczyny.

– Czasem wyolbrzymiamy wszystko. Wyobrażamy sobie różne rzeczy. To po prostu niepokój. Matki tak mają. Od razu widzimy najgorszy scenariusz.

Diyar powoli ociera łzy.

– Dobrze… rozumiem – mówi spokojniej. – Jako matka ma pani prawo przesadzać.

Jej głos jednak staje się bardziej stanowczy.

– Dlatego najlepiej będzie, jeśli porozmawiam z Feritem. Wtedy sama ocenię, czy naprawdę przesadza pani z tym wszystkim.

Gülgün napina się.

– I czy mam się czego obawiać – kończy Diyar.

Nie czekając na odpowiedź, odwraca się i odchodzi szybkim krokiem.

Gülgün patrzy za nią z rosnącym niepokojem. Po chwili sięga po telefon i drżącymi palcami wybiera numer.

Musi ostrzec syna.

Ale jego telefon milczy.

***

W pracowni panuje półmrok i cisza. Kamienne ściany zatrzymują każdy dźwięk, a ciepłe światło lampy stojącej na biurku rzuca miękkie cienie na podłogę. Przy schodkach prowadzących do wyjścia Seyran i Ferit siedzą obok siebie na podłodze, oparci plecami o kamienny mur.

Telefon Ferita leży na biurku kilka metrów dalej. Ekran co chwilę rozświetla się od kolejnych połączeń od jego matki, ale urządzenie jest wyciszone. Żadne z nich tego nie widzi.

Między nimi zapadła ciężka cisza.

Seyran splata dłonie, patrząc w podłogę.

– Czy nasz związek naprawdę był aż tak zły? – pyta cicho.

Ferit nie odpowiada od razu. Wpatruje się gdzieś przed siebie, jakby widział przed oczami wszystkie minione lata.

– Ten związek sprawił, że zachorowałaś – mówi w końcu. – Prawie umarłaś. Byłaś nieszczęśliwa, Seyran. Zawsze pojawiały się nowe problemy. Nigdy nie potrafiliśmy się od nich uwolnić.

Seyran unosi głowę.

– Może tym razem byłoby inaczej.

Ferit kręci głową.

– Nie będzie.

Zapada cisza.

– Wciąż jesteś na mnie zły, prawda? – pyta niepewnie Seyran.

Ferit spogląda na nią.

– Za to, że odepchnęłaś mnie, kiedy byłaś chora? – jego głos staje się twardszy. – Tak. Wciąż jestem zły.

Seyran zaciska palce.

– Myślałam, że naprawdę umrę, Fericie – mówi drżącym głosem. – Nie chciałam, żebyś patrzył, jak umieram. Nie chciałam, żebyś był świadkiem tego, jak powoli gasnę.

Ferit odwraca wzrok. W jego oczach pojawiają się łzy.

Pociąga nosem i ciężko wzdycha.

– Wyrzuciłaś mnie, a wpuściłaś tego szaleńca.

Seyran szybko kręci głową.

– Bo ty byłeś dla mnie cenny – odpowiada natychmiast. – Ty byłeś ważny. Nie on.

Milknie na chwilę.

– Ja… wtedy nie byłam z Sinanem. Byliśmy tylko przyjaciółmi.

Ferit patrzy na nią uważnie.

– Dlaczego więc nie wróciłaś, kiedy wyzdrowiałaś?

– Bo ty i Diyar byliście już razem – odpowiada cicho. – Byłeś w związku. Nie chciałam być wobec ciebie niesprawiedliwa.

Ferit opuszcza wzrok.

– My wtedy też byliśmy tylko przyjaciółmi – przyznaje. – Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, gdy wyruszyłaś z Sinanem w podróż dookoła świata. Wtedy… zupełnie straciłem nadzieję.

Seyran patrzy na niego z niedowierzaniem.

– Ale… Sinan mi tego nie powiedział – szepcze. – Powiedział, że jesteście razem…

Zakrywa twarz dłońmi.

– Wybrałaś sobie naprawdę wiarygodne źródło informacji – mówi Ferit gorzko. – Brawo.

Po policzkach Seyran płyną łzy.

– Nigdy nie przestałam cię kochać, Fericie – mówi przez płacz. – Ty też nie przestałeś. Wiem to.

Ferit przez chwilę milczy.

– Stało się, co się stało – mówi w końcu zmęczonym głosem. – Sinan próbował cię zabić, a Diyar przywróciła mnie do życia.

Przeciera twarz dłońmi.

– Nie mogę pozwolić, żeby Diyar zapłaciła za naszą głupotę.

Seyran spogląda na niego uważnie.

– Więc chodzi tylko o nią?

– Nie tylko – odpowiada cicho Ferit. – Chodzi o wszystko.

Oddycha ciężko.

– Skąd mam wiedzieć, że za miesiąc znowu mnie nie zostawisz? Że znowu nie odejdziesz? Znów pojawią się problemy i znów zaczniemy się niszczyć.

Spogląda na nią z bólem.

– A ja stracę związek, w którym mógłbym przez całe życie mieć spokój.

Seyran powoli przesuwa się bliżej niego.

– Spójrz na mnie – prosi.

Ferit odwraca głowę. Ich oczy spotykają się. Oboje mają w nich łzy.

– Gdyby ktoś przyszedł do ciebie – mówi Seyran – i powiedział, że może wymazać wszystkie problemy… razem ze mną… zgodziłbyś się?

Ferit odpowiada niemal natychmiast.

– Nigdy.

Jego głos jest stanowczy.

– Przeżyłbym każdy ból i każdą łzę jeszcze raz.

Ich spojrzenia splatają się.

– Widzisz? – szepcze Seyran. – Droga do szczęścia nie prowadzi tylko przez spokój.

Jej głos mięknie.

– Straciliśmy tyle czasu, Fericie. Naprawdę chcesz teraz tracić kolejne lata z Diyar?

Ferit zaciska szczękę.

– Kocham ją.

Seyran patrzy na niego spokojnie.

– To nie jest ten rodzaj miłości, który czujesz do mnie.

Milczy przez chwilę.

– Kochasz ją… to prawda. Ale to we mnie jesteś zakochany.

Jej głos staje się jeszcze cichszy.

– Jeśli będziesz udawał, że tak nie jest… zniszczysz nas wszystkich troje.

Między nimi zapada cisza.

Powoli opierają się czołami o siebie. Ich nosy niemal się dotykają.

Ferit zamyka oczy.

– Seyran… – mówi po długiej chwili. – Kiedy jesteśmy razem, niszczymy wszystkich wokół.

Oddycha ciężko.

– Może powinniśmy to wreszcie zakończyć.

Ale żadne z nich się nie odsuwa. Ich twarze są tak blisko, że czują swój oddech.

Seyran zbliża usta do jego ust.

– Czy tak wygląda stan, w którym nas już nie ma? – szepcze.

Nagle rozlega się głośny trzask klamki.

Seyran gwałtownie odskakuje od Ferita. Jej serce zaczyna bić jak szalone. W jej oczach pojawia się strach.

Jest przekonana, że to Sinan ich odnalazł.

***

Drzwi pracowni otwierają się z cichym skrzypnięciem.

W progu staje Diyar.

Światło z korytarza pada na jej sylwetkę. Ma na sobie elegancki, oliwkowy garnitur, a jej długie, kręcone włosy spływają na ramiona. Przez chwilę przygląda się im w milczeniu. Jej spojrzenie jest spokojne, ale w oczach widać napięcie.

– Musimy porozmawiać.

Ferit przez moment spogląda na Seyran, po czym kieruje się do drzwi. Razem z Diyar wychodzą na zewnątrz.

***

Na korytarzu panuje półmrok. Kamienne ściany są wilgotne i nierówne, a nad ich głowami wiszą pojedyncze żarówki na kablach, rzucające żółtawe światło. W oddali słychać kroki ludzi przechodzących przez stary, wąski pasaż.

Diyar zatrzymuje się kilka kroków od drzwi pracowni i odwraca się do Ferita. Jej ręce są skrzyżowane na piersi.

– Ferit, dlaczego nie odbierasz moich telefonów? – pyta spokojnie, ale w jej głosie pobrzmiewa napięcie.

Ferit marszczy brwi i sięga odruchowo do kieszeni, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o telefonie.

– Chyba mam wyciszony telefon – mówi. – Naprawdę nie widziałem, że dzwonisz. Przepraszam.

Diyar uśmiecha się krótko, lecz w tym uśmiechu nie ma ani odrobiny radości.

– Świetnie – odpowiada. – Skoro zaczynasz od przeprosin, to przeproś też za wczorajszy wieczór.

Ferit marszczy brwi jeszcze mocniej.

– Za co dokładnie?

Diyar robi krok bliżej.

– Co robiłeś wczoraj wieczorem z Seyran w pokoju – pyta powoli – kiedy wszyscy czekaliśmy, aż zejdziesz na dół i usiądziesz z nami przy stole?

Ferit wzrusza ramionami, próbując sprawiać wrażenie obojętnego.

– Nic szczególnego. Poszedłem tylko po ubrania. To wszystko.

Diyar patrzy na niego długo i uważnie.

– Twoja mama cię widziała – mówi w końcu.

Ferit milknie.

– Natychmiast zamknęła drzwi i szybko zabrała mnie na dół. – Jej głos staje się twardszy. – Powiedz mi więc… co takiego zobaczyła?

– Nic – odpowiada Ferit, próbując brzmieć spokojnie. – Rozmawiałem tylko z Seyran.

Diyar unosi brwi.

– Wiem, że byliście blisko siebie.

Ferit odwraca wzrok.

– Blisko siebie? – powtarza. – Kłóciliśmy się. Mama musiała to po prostu źle zrozumieć…

– Nie jestem dzieckiem, Fericie – przerywa mu stanowczo.

Jej głos nagle mięknie, ale jest w nim wyczerpanie.

– Jestem po prostu tym wszystkim zmęczona.

Na jej policzku pojawia się pojedyncza łza.

– Mam dość uganiania się za tobą przez całe życie. Albo któregoś dnia ja zmęczę się tą gonitwą, albo ty zmęczysz się uciekaniem.

Ferit robi krok w jej stronę.

– Diyar, nie mów tak…

– To dla ciebie trudne, prawda? – przerywa mu. – Dobrze. Ułatwię ci to.

Patrzy mu prosto w oczy.

– Jeśli masz choć najmniejszą wątpliwość… zostaw mnie teraz. Zniknij z mojego życia.

Ferit zastyga.

– Nie martw się – dodaje cicho Diyar. – Nie załamię się.

Po chwili dodaje z dumą:

– I nawet nie próbuj mnie żałować. Bo oprócz miłości, zasługuję przede wszystkim na szacunek.

Ferit w końcu ujmuje jej dłonie.

– Co ty mówisz, Diyar? – mówi cicho. – Nie ma czegoś takiego. Mówiłem ci przecież… będziemy bardzo szczęśliwi.

Ściska lekko jej ręce.

– Ale ty ciągle mówisz o rozstaniu. Nie rób tego. Proszę… zamknijmy ten temat.

Diyar patrzy na niego przez chwilę.

– W takim razie nie zmuszaj mnie, żebym znowu go otwierała.

Ferit przytakuje szybko.

– Nie zrobię tego. Obiecuję.

Pochyla się i całuje ją w policzek. Na jego twarzy pojawia się znany, lekko zawadiacki uśmiech.

– Idę przygotować samochód – mówi. – Ty i Seyran przyjdźcie za chwilę, dobrze?

Diyar powoli kiwa głową.

Ferit odchodzi szybkim krokiem w głąb korytarza.

Kiedy jednak znika z jej pola widzenia, jego twarz natychmiast się zmienia. Uśmiech znika tak szybko, jak się pojawił.

Ferit zatrzymuje się na moment, masuje kark i ciężko oddycha, jakby brakowało mu powietrza.

Czuje, że coraz bardziej tonie.

Bo prawda jest jedna.

Chciałby być jednocześnie z Seyran i z Diyar.

Ale dobrze wie, że to niemożliwe.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 82.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy