Dziedzictwo odc. 1021: Szaleństwa panny Aynur!

Sinan i Aynur siedzą oparci o pień drzewa. Kobieta opiera głowę na jego ramieniu, uśmiechając się.

„Dziedzictwo” Odc. 1021 – streszczenie

Prokurator Sinan wchodzi do szpitalnej sali Kivança.

— Panie Sinanie? — Kivanç podnosi wzrok, zaskoczony jego widokiem.
— Przeszkadzam? — pyta spokojnie prokurator.
— Nie… po prostu nie spodziewałem się pana tutaj.

Sinan przysiada na krześle obok łóżka pacjenta.

— Przyszedłem życzyć ci szybkiego powrotu do zdrowia. — Przez chwilę milczy, jakby ważył każde słowo. — Dowiedziałem się od Aynur, co się wydarzyło. Podobno byłeś spięty z powodu zaręczyn i jednocześnie rozmawiałeś przez telefon… To była ważna rozmowa?

Kivanç unika jego spojrzenia, odwracając głowę w bok. Nerwowo pociera temblak, próbując ukryć zmieszanie.

Sinan obserwuje go uważnie.

— Odwrócił wzrok. Czyli trafiłem — myśli. — Może to był ktoś, kto wciąż miesza mu w głowie… i w sercu.

Po dłuższej chwili ciszy Kivanç w końcu odpowiada:
— Nie. Skąd taki pomysł?

— Masz prawo jazdy od lat. Jesteś rozsądnym, doświadczonym kierowcą. Ciężko mi uwierzyć, że straciłeś panowanie nad pojazdem bez powodu. Czasem… gdy dzieje się coś złego, to znak. Może coś, co początkowo wydaje się tragedią, prowadzi nas do prawdy, której wcześniej nie chcieliśmy dostrzec.

— Może masz rację — przyznaje Kivanç cicho.
— Nie spodziewałem się, że to powie — myśli Sinan. — Wygląda na naprawdę zagubionego.

— Ale to dla mnie trudne… — dodaje pacjent, zniżając głos. — Przez ten wypadek musieliśmy przełożyć zaręczyny. Jeśli Bóg pozwoli, odbędą się, gdy tylko wrócę do formy.

W tej chwili drzwi otwierają się gwałtownie. Do środka wchodzi pielęgniarka, nie zwracając uwagi na obecność gościa.

— Kivanç, przyniosłam ci środek przeciwbólowy.

Zamyka za sobą drzwi i dopiero wtedy zauważa prokuratora.

— To znaczy… panie Kivanç — poprawia się szybko, po czym podaje mu tabletkę i szklankę wody. Wychodzi równie prędko, mijając się w drzwiach z Aynur i Adalet.

— Panie Sinanie? — zdziwiona Aynur spogląda na prokuratora. — Co pan tutaj robi?
— Przyszedłem życzyć Kivançowi zdrowia — odpowiada, wstając.

— Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony — uśmiecha się ciepło Aynur.

Podaje pacjentowi kubek z sokiem pomarańczowym.
— Dziękuję, Betül — mówi Kivanç, odbierając napój.

Wszyscy milkną.

— Betül? — dopytuje Aynur z lekkim zaskoczeniem.

Kivanç szybko się prostuje, jakby właśnie uświadomił sobie, co powiedział.

— Och… Przepraszam. Pomyliłem się. Dzwoniła do mnie córka mojej cioci. Nazywa się Betül, dlatego pewnie mimowolnie powiedziałem jej imię.

— W porządku — odpowiada spokojnie Aynur. — Przyjąłeś dużo leków. Nic dziwnego, że jesteś trochę zdezorientowany.
— Nie będę wam dłużej przeszkadzał. Wracaj do zdrowia, Kivanç — mówi Sinan i wychodzi z sali.

Na korytarzu zatrzymuje się na moment, spoglądając przed siebie z zamyśleniem.
— Więc to imię nie daje mu spokoju… Betül.

***

Poyraz, nie mogąc poradzić sobie samodzielnie z zagrożeniem ze strony Sedata, decyduje się poprosić o pomoc policję. W komisariacie zostaje zaproszony do pokoju, gdzie czekają na niego Kara, Rustem i Ibrahim.

— Taka jest cała sytuacja — kończy swoją opowieść, napięty, ale zdeterminowany. — Powiedzcie mi, co mam zrobić. Zrobię wszystko, żeby pozbyć się tego drania. Sedat nie może dłużej terroryzować ludzi.

— Już od dłuższego czasu go obserwujemy — mówi spokojnie Kara, patrząc Poyrazowi prosto w oczy. — Legalne walki to tylko zasłona dymna. Prawdziwe pieniądze płyną z nielegalnych pojedynków.

— Zarabiają fortuny na zakładach bukmacherskich — dodaje Rustem, z wyraźnym niesmakiem.
— To dlaczego wciąż jest na wolności? Dlaczego nikt go jeszcze nie posadził? — pyta Poyraz, zaciskając pięści.

— Bo Sedat to tylko pionek — wyjaśnia Kara. — Wierzchołek góry lodowej. Mamy do czynienia z potężną siatką przestępczą. Jeśli go teraz aresztujemy, organizacja znajdzie sobie nowego figuranta. My chcemy odciąć głowę tej hydry.

— Ich walki odbywają się równolegle w dziesiątkach miejsc — dodaje Rustem. — To profesjonalnie zorganizowany proceder.

— Czyli Sedat wcale nie jest szefem? — pyta Poyraz, zaskoczony.
— Nie. On tylko wykonuje rozkazy — mówi Ibrahim. — Kimkolwiek jest prawdziwy przywódca, trzyma się w cieniu.

— Mówimy o systemie, w którym obstawiane są miliony dolarów — zaznacza Rustem. — Ten, kto tym kieruje, jest nieuchwytny. Nigdy nie pokazuje twarzy.

— Do tej pory nie udało się nam przeniknąć do ich wewnętrznych struktur — kontynuuje Kara. — Ale z tobą mamy szansę. Chcemy, żebyś pomógł nam założyć podsłuchy.

Poyraz prostuje się i przez chwilę milczy.

— Musisz wiedzieć, że to bardzo ryzykowne — dodaje Kara, głosem pełnym powagi. — Sedat nie jest głupi. Zabezpieczył się. Nie mamy na niego żadnych twardych dowodów. Jeśli zorientuje się, co robisz, może być już za późno. A my… nie zawsze będziemy w stanie cię ochronić. Możesz trafić za kratki razem z nimi.

— Czy mimo to jesteś gotów? — pyta cicho Ibrahim.

Poyraz patrzy na nich z determinacją.

— Gotów? Już dawno się zdecydowałem — mówi stanowczo. — Przy nim i tak czuję się jak w więzieniu. Nie spocznę, dopóki nie rozbiję jego brudnego imperium.

***

Aynur wchodzi do pokoju pielęgniarskiego, masując skronie z grymasem bólu.

— Nazlı, czy mogłabyś podać mi coś na ból głowy? — pyta cicho, z wyraźnym zmęczeniem w głosie.

Nazlı właśnie kończy zapisy w dokumentacji.
— Oczywiście, zaraz ci przyniosę.

Jednak zanim zdąży sięgnąć po lek, przez radio wzywają ją pilnie do sali operacyjnej.

— Muszę natychmiast iść! — mówi, już wychodząc. — Tam, na półce, stoi buteleczka z tabletkami przeciwbólowymi. Ta biała. Weź jedną.

Drzwi zamykają się za nią z trzaskiem. Aynur wstaje, podchodzi do półki i bez większego namysłu sięga po jedną z buteleczek — niestety, tę czarną. Połykając tabletkę, nie ma pojęcia, że za chwilę poczuje się… co najmniej dziwnie.

Kilka minut później do pomieszczenia wchodzi Sinan.

— Aynur, musimy natychmiast jechać do Beylikdüzü — mówi bez wstępów. — Chodzi o leczenie mojej mamy.
— Musimy? — powtarza zdziwiona, próbując się skupić. — A dlaczego ja?

— Bo znasz najlepiej jej stan. Przyjeżdża specjalista, musimy z nim porozmawiać razem. To bardzo ważne.

Aynur spogląda na niego niepewnie, jakby coś było nie tak. Kręci głową.
— Przepraszam, ale… nie mogę. Muszę zostać tutaj.

Sinan spogląda na nią uważnie, wyczuwając jej nietypowe zachowanie. W tym momencie korytarzem przechodzi Betül. Sinan odwraca się do niej.

— Siostro Betül, musimy wyjść na chwilę z panią Aynur. Zostawimy panią Adalet z pacjentem. Nie będzie nas przez jakieś dwie godziny.

Betül uśmiecha się lekko.
— Nie ma problemu. Wszystkim się zajmę.

Dla niej to idealna sytuacja — wreszcie będzie mogła spędzić więcej czasu w sali Kivança. Czasem los sprzyja bardziej, niż się spodziewała.

Tymczasem Aynur zamyka na chwilę oczy. Świat zaczyna się lekko kołysać…

***

W drodze do Beylikdüzü auto Sinana nagle zaczyna zwalniać, po czym zatrzymuje się całkowicie przy leśnej drodze.

— Zepsuło się? — mówi Aynur z rozbawieniem, zerkając na deskę rozdzielczą. — No i proszę! Teraz jestem zła… ale tylko trochę. — Chichocze. — Dlaczego się popsułeś, ty mały buntowniku? — dodaje żartobliwie, otwierając schowek.

Sinan spogląda na nią z wyraźnym zdziwieniem.

— Aynur… wszystko w porządku? Od kilku minut się śmiejesz bez przerwy.

— A co, miałam się rozpłakać? — odpowiada, uśmiechając się jeszcze szerzej. — Trochę śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło! Zresztą, popatrz, jakie piękne miejsce.

Nie czekając na reakcję, odpina pas i wysiada z auta. Rozkłada ręce, patrzy w niebo, po czym zaczyna obracać się wolno wokół własnej osi, jak dziecko cieszące się z deszczu.

— Czyste powietrze! Jakie to wspaniałe uczucie… Duszno mi już było w tym szpitalu!

Sinan również wysiada, zaniepokojony.
— Coś jest nie tak. Nie jesteś sobą.

— Ależ jestem! — zapewnia z entuzjazmem. — Bolała mnie głowa, ale wzięłam lekarstwo. Pomogło. Czuję się… cudownie!
— Jakie lekarstwo?

— Przeciwbólowe. Nazlı powiedziała, że mogę wziąć jedną tabletkę z tej… czarnej buteleczki? A może białej? Albo tej z niebieską etykietką? Ach, znowu mi się miesza.

Sinan momentalnie poważnieje.

— Aynur… ty zażyłaś niewłaściwy lek. Musimy wracać do szpitala. Natychmiast.

— Nigdzie się nie ruszam! — mówi z przekorą. — Przecież tu jest tak pięknie! Chodź, usiądź ze mną. Chociaż przez chwilę zapomnijmy o wszystkim.

Siada pod drzewem i z uśmiechem zaprasza go gestem. Sinan, nie mając wyjścia, siada obok. Aynur opiera głowę na jego ramieniu, jej twarz promienieje beztroską. Dla każdego, kto by ich zobaczył, wyglądają jak para zakochanych.

Wtedy rozbrzmiewa dzwonek telefonu Sinana.

— Tak, mamo? — odbiera niechętnie.

— Sinanie, kochanie, stało się coś absurdalnego — rozbrzmiewa głos Isil. — Pani Adalet do mnie zadzwoniła. Wydaje jej się, że… nie oddzielasz się od Aynur. Wyobrażasz to sobie? Oczywiście powiedziałam jej, że to niemożliwe! Przecież wiem, że jesteś z Ezgi. Tylko to mnie pociesza w moim stanie.

Sinan otwiera usta, by coś odpowiedzieć, ale Aynur niespodziewanie wyrywa mu telefon z ręki.

— Halo? Ciociu Isil? A może pani Isil? — mówi rozanielonym głosem. — Bardzo panią kocham. Naprawdę. Chcę, żeby pani zawsze była zdrowa. Na pewno wszystko się ułoży! Pani jest taka słodka! Całuję pani rączki!

Kamera pokazuje zszokowaną Isil z telefonem przy uchu, kompletnie zdezorientowaną.

Sinan szybko odbiera słuchawkę z powrotem i rozłącza się.
— Powiedziałaś, że jest słodka?! — pyta z niedowierzaniem.

— No bo jest! — Aynur wzrusza ramionami. — Patrzy na wszystkich z góry, jakby połknęła kij, ale w środku ma dobre serduszko.

— Rzeczywiście… nieźle ją rozgryzłaś — mruczy Sinan pod nosem.

Aynur znowu przymyka oczy, przylegając do jego ramienia.

— Och, znowu kręci mi się w głowie… Dobrze, że mam cię obok.

Po chwili nagle prostuje się z błyskiem w oku.

— Wiesz co? Zatańczmy! — woła radośnie i wstaje, ciągnąc go za rękę.

— Aynur, teraz? Tutaj?

— Tak, teraz! — śmieje się i ustawia go naprzeciwko siebie. Zaczyna prowadzić go w rytm wymyślonej melodii, jakby to ona była partnerem prowadzącym. — No widzisz? Działa! Jesteśmy w harmonii, prawda?

— Jesteś… najbardziej harmonijną osobą, z jaką kiedykolwiek tańczyłem — przyznaje bezradnie Sinan, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

***

Poyraz wchodzi pewnym krokiem do biura Sedata. Drzwi zamykają się za nim z głuchym trzaskiem. Mężczyzna nie traci ani chwili — podchodzi do fotela naprzeciwko mafiosa i siada powoli, nie spuszczając z niego wzroku.

Sedat uśmiecha się kpiąco, oparty niedbale o swoje biurko.

— Myślisz, że dziś powalisz przeciwnika? — pyta z fałszywą uprzejmością, obracając w palcach sygnet.

Poyraz odpowiada spokojnym, ale twardym tonem:
— Jeśli zdecyduję, że ktoś ma upaść… to nie stanie już na nogi.

Sedat klaszcze lekko w dłonie, jakby właśnie usłyszał wyborny toast.
— Dokładnie takiego człowieka szukałem. Bez wątpliwości. Bez skrupułów.

Poyraz uśmiecha się bez cienia humoru.

— A ja trafiłem na drania, na którego nie mogę patrzeć. Umówiliśmy się: dziesięć walk. Odzyskujesz swoje brudne pieniądze. Potem znikam.

Sedat marszczy brwi, ale zaraz maskuje irytację nonszalanckim tonem:

— Spokojnie, mistrzu. Oszczędzaj nerwy na klatkę. Tam będą ci bardziej potrzebne niż tu.

W tym momencie rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Sedat rzuca Poyrazowi spojrzenie ostrzegawcze, po czym wstaje i odchodzi kilka kroków, by odebrać.

Poyraz nie traci ani sekundy. Z gracją i precyzją wytrenowanego wojownika sięga pod blat biurka i przykleja niewielką pluskwę. Ruch jest szybki, niemal niezauważalny.

— Jasne, zrób to do wieczora. Nie chcę tłumaczeń, tylko wyników — mówi Sedat do słuchawki, po czym kończy rozmowę i wraca na miejsce.

Poyraz wstaje bez słowa. Już ma wychodzić, gdy drogę zastępuje mu jeden z ludzi Sedata — barczysty osiłek z twarzą, na której maluje się prowokacja. Choć wie, że nie powinien, Poyraz wdaje się z nim w bójkę.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 738. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy