Dziedzictwo odc. 1039: Sahin odzyskuje pamięć! Maski spadają!

Sahin stoi w wejściu do salonu, trzymając w rękach mały bukiet margaretek.

„Dziedzictwo” Odc. 1039 – streszczenie

W domu Sinana rozlega się gwałtowne uderzenie w drzwi. Chwilę później ciszę przerywa rozpaczliwy krzyk:

– Otwórz! Musimy porozmawiać!

Sinan i Aynur natychmiast ruszają do przedpokoju. Mężczyzna z wahaniem przekręca zamek. Drzwi otwierają się, a na progu staje roztrzęsiona Ezgi.

– No proszę – mówi z przekąsem. – Teraz sam otwierasz drzwi? Żeby twoja służąca się nie zmęczyła?

Wchodzi bez zaproszenia, stając twarzą w twarz z byłym narzeczonym.

– Jak się pan miewa, panie Sinanie? – zaczyna szyderczo, naśladując ton Aynur. – Czy czuje się pan już lepiej, panie Sinanie? A może życzy pan sobie kawy, panie Sinanie?

Przenosi wzrok na Aynur, z pogardą w spojrzeniu.
– Ale to ją kochasz, prawda? Nie mnie.

Zbliża się do niej powoli, oceniając ją chłodnym wzrokiem.

– Patrzę i patrzę… i nijak nie mogę zrozumieć. Co ona ma, czego ja nie mam? Co takiego zobaczyłeś w tej… służce?

– Ezgi! – Sinan podnosi głos, karcąco. – Opanuj się. Robisz z siebie pośmiewisko!

W tym momencie do przedpokoju wjeżdża Isil na wózku.
– Ezgi, co to ma znaczyć? Co ty wyprawiasz? Przecież to do ciebie niepodobne.

– Niepodobne? – Ezgi prycha z niedowierzaniem. – A może nie pasuje ci, że przestałam grać według twojego scenariusza?

Jej głos drży, ale nie przestaje mówić.

– Bądź zimnokrwista, Ezgi. Nie okazuj emocji. Nie trać panowania nad sobą. Na końcu to ty wygrasz… – powtarza z goryczą słowa Isil. – Ale czy ja… czy ja w ogóle jeszcze jestem sobą?

– Ezgi, proszę… – Isil próbuje ją uciszyć, ale Ezgi tylko się nakręca.

– Właśnie! „Uspokój się, Ezgi”. Zawsze miałam być spokojna. Zawsze miałam czekać, aż Sinan do mnie wróci. I co? Widzisz, co się stało?

Odwraca się nagle do Isil, wzrok ma roziskrzony.

– Skoro wszystko wyszło na jaw, to powiedz prawdę! Powiedz, że działałyśmy razem. Powiedz, że wcale nie jesteś sparaliżowana. Że to wszystko było grą!

W przedpokoju zapada ciężka cisza. Sinan i Aynur patrzą po sobie z niedowierzaniem. Dotąd tylko podejrzewali, że Ezgi i Isil coś knuły, ale ta rewelacja ich zszokowała.

Isil milczy. Twarz jej twardnieje, jakby zastygła w masce.

– Co się stało? – pyta Ezgi z lodowatym spokojem. – Zabrakło ci słów? A przecież jeszcze niedawno snułaś plany jeden za drugim.

– Zabierz ją stąd – mówi Isil szorstko, zwracając się do syna. – Zabierz ją, zanim stanie się dla nas zagrożeniem.

Sinan nie rusza się z miejsca. Patrzy na matkę z rosnącym obrzydzeniem.

– Nie rób scen, Sinanie. Nie patrz na mnie w ten sposób. Ona bredzi. Zawsze mnie nienawidziła. Nie widzisz tego?

Ezgi wybucha pustym śmiechem.
– Za to ty mnie kochasz, prawda?

– Dość – rzuca Sinan i delikatnie chwyta ją za ramię, próbując wyprowadzić.

Ale Ezgi nie rusza się z miejsca. Jej spojrzenie znów trafia w Isil.

– Dam ci ostatnią radę – mówi spokojnie, niemal szeptem. – Nie składaj obietnic, których nie jesteś w stanie dotrzymać.

Na koniec spogląda na Aynur.
– Jesteś zadowolona, Kopciuszku? Obnażyłaś wszystkie moje brudy. Gratuluję.

Sinan wyprowadza Ezgi na klatkę schodową. Jeszcze zanim zamyka za sobą drzwi, zwraca się do Aynur:
– Zamów jej taksówkę, proszę.

Wraca do środka i od razu kieruje się w stronę matki. Staje naprzeciw niej, jego spojrzenie jest twarde i przenikliwe.

– No i? – zaczyna cicho, ale z wyczuwalnym napięciem. – Masz mi coś do powiedzenia w sprawie tego, co właśnie usłyszałem? Ezgi twierdzi, że manipulowałaś mną, że zmuszałaś mnie do ożenku z nią… I że możesz chodzić. Jeśli to prawda, to znaczy, że byłaś mózgiem tej całej chorej gry. Że przez cały czas okłamywałaś mnie prosto w oczy.

Isil prostuje się na wózku, jej twarz staje się kamienna.

– To niewiarygodne! – mówi z niedowierzaniem, urażona do żywego. – Naprawdę sądzisz, że mogłabym zrobić coś takiego? Widziałeś ją! Była w histerii, kompletnie rozbita. Nie wie, co mówi. Czy wyglądam ci na szaleńca? Na osobę, która dla jakiejś chorej intrygi udaje kalectwo? Czy naprawdę myślisz, że ukrywałabym coś takiego przed własnym synem? Dlaczego miałabym to robić?!

Sinan milczy przez chwilę, jego szczęka się napina. W końcu mówi chłodno, niemal szeptem:

– Naprawdę nie chcę wierzyć, że mogłabyś się posunąć aż tak daleko…

Odwraca się i opuszcza salon. Na korytarzu zatrzymuje go Aynur.

– Panie Sinanie… – zaczyna niepewnie. – To, co powiedziała pani Ezgi… Ona wyglądała na kompletnie zagubioną. I zdesperowaną.

Sinan spogląda na nią krótko, z zamyśleniem.
– Niektóre jej słowa miały sens – przyznaje cicho. – Inne… muszę jeszcze sprawdzić.

Nie czekając na dalsze pytania, znika za drzwiami swojego pokoju.

Aynur zostaje sama na korytarzu. W myślach wracają słowa Ezgi: „Ale ty ją kochasz, nie mnie.” Czy to właśnie to zdanie Sinan uznał za prawdziwe? Czy tylko ono tak naprawdę miało dla niego znaczenie?

***

Semih idzie przez wąską, zatłoczoną ulicę dzielnicy. W kieszeni dzwoni telefon. Odbiera.

– Znalazłem zdrajcę – mówi lodowatym tonem Poyraz. – To mój najbliższy przyjaciel. Mert.

Semih zatrzymuje się gwałtownie, rozgląda się, jakby ktoś mógł go podsłuchiwać.

– Co?! Mert?! – jego głos drży, ale to tylko dobrze wyćwiczona gra. – Bracie, przecież on oddałby za ciebie życie. Nigdy by cię nie skrzywdził.

– Też tak myślałem – odpowiada Poyraz z goryczą. – A jednak to zrobił.

Przebitka – warsztat. Kamera pokazuje Poyraza mówiącego do telefonu ustawionego w trybie głośnomówiącym. Obok stoją Mert i Nana, wpatrzeni w niego z napięciem.

– To on podłożył narkotyki w warsztacie. Trzy lata temu. Przez niego straciłem wszystko.

– Nie… – mówi Semih, wyraźnie „poruszony”. – To niewiarygodne… Ale skoro ty to mówisz… To musi być prawda. Co za łajdak! Niewdzięcznik! Zapłaci za to, zobaczysz!

– Już zapłacił. Rozbiłem mu twarz, wygnałem z dzielnicy. Ale reszta jeszcze nic nie wie, więc uważaj. Dla nich Mert jest jak rodzina.

– Nie martw się, bracie. Będę milczał jak grób.
– Wiem, że mogę na ciebie liczyć. Wpadnij dziś wieczorem, pogadamy.
– Jasne. Będę. Trzymaj się.

Semih rozłącza się. Wypuszcza powietrze z ulgą, a jego twarz rozjaśnia się triumfem. Patrzy w dal, a potem mówi do siebie z kpiną:

– Znowu spadłem na cztery łapy. Niech ten nieszczęsny Mert teraz się męczy. Sam sobie zasłużył… albo i nie. Kogo to obchodzi?

***

Warsztat. Kamera znów ukazuje Poyraza.
– Połknął haczyk – mówi z cichą satysfakcją.

– Ten drań! – syczy Mert. – Jak może tak mnie oczerniać?! Próbował nas skłócić… a prawie mu się udało. Wściekły jestem!

– No nic muszę się uspokoić – dodaje po chwili, zbierając ze stołu puste szklanki. – Zaparzę nam jeszcze herbaty.

Mert znika w zapleczu, a Poyraz i Nana zostają sami w głównym pomieszczeniu warsztatu. Cisza między nimi aż gęstnieje.

– Zraniłem go. Mocno – mówi Poyraz z cieniem bólu w głosie. – Ale muszę najpierw dopaść prawdziwego winnego. Ten drań odebrał mi trzy lata życia. Oskarżył mnie, skłócił z ludźmi, których kocham. Zapłaci za wszystko!

Nana patrzy mu prosto w oczy. Jej ton jest spokojny, ale słowa tną jak nóż.

– Nikt nie może odebrać ci tych, którzy są ci naprawdę bliscy. Zdobyłeś ich swoją lojalnością, sercem i odwagą. A to znaczy więcej niż jakakolwiek intryga.

– Zniszczę go – mówi Poyraz, a jego głos brzmi jak wyrok. – Bo odważył się zniszczyć moje życie. Drań!

Na jego twarzy pojawia się wyraz niezłomnej determinacji. Już nie ma miejsca na wątpliwości.

***

Sahin wchodzi do salonu fryzjerskiego, używając własnego klucza. W dłoni trzyma niewielki bukiet żółtych i fioletowych margaretek. Zatrzymuje się tuż za progiem. W jego oczach tli się napięcie – i nadzieja.

– W dniu wypadku… zaniosłem kwiaty Cansel – mówi cicho, jakby sam do siebie. – Może… może to pomoże mi coś sobie przypomnieć.

Robi ostrożny krok do przodu, patrzy na znajome wnętrze.

– Stałem tutaj… dokładnie w tym miejscu.

Zamyka oczy. Skupia się. Jakby próbował odgrzebać z odmętów pamięci jakiś zamazany obraz. Najpierw widzi twarz Cansel – spiętą, zdenerwowaną. Potem pojawia się Semih.

– Kłócili się…? Nie… może mi się tylko wydaje… Może to wytwór mojej wyobraźni… – wzdycha. – Wyzdrowieję trochę bardziej i wrócę tu ponownie. Muszę wrócić.

Sięga do klamki, ale w tym momencie z jego dłoni wypadają kwiaty. Rozsypują się po podłodze jak urwane wspomnienia. Wtedy nagle – jak uderzenie pioruna – w jego głowie rozbrzmiewa głos żony:

– Trucizna wiedział wszystko! Wiedział, że to ty podłożyłeś narkotyki w warsztacie! Wiedział, że przez ciebie Poyraz trafił do więzienia! Gdyby to wypłynęło, ty siedziałbyś za kratkami, a ja… ja skończyłabym na ulicy, w ciąży! Oddałam Yusufa i Nanę w jego ręce! Zrobiłam to dla nas! Rozumiesz?! Dla nas!

Sahin otwiera oczy szeroko, serce wali mu jak oszalałe.

– Pamiętam… Pamiętam wszystko! – szepcze, przerażony, jakby właśnie spojrzał prawdzie prosto w oczy. – To Semih zniszczył Poyraza… A Cansel… Cansel oddała Nanę Truciźnie! Zdradzili nas wszystkich! Potwory! A Semih… on próbował mnie zabić!

Drzwi salonu otwierają się z cichym skrzypnięciem. Wchodzi Semih.

– Szwagrze? Co tu robisz? – pyta z pozorną beztroską. – Stało się coś? Dlaczego tak na mnie patrzysz?

Sahin czuje, jak jego serce zamarza. Wie, że nie może się teraz zdradzić. Jest zbyt słaby, a Semih zbyt niebezpieczny.

– Przyszedłem… sprawdzić, czy w salonie niczego nie brakuje – odpowiada z wysiłkiem, siląc się na spokój. – Chyba… chyba spadło mi ciśnienie. Dobrze, że wszedłeś.

– Wyglądasz na wykończonego. Cansel będzie wściekła, jeśli zobaczy cię w takim stanie. Usiądź.

Semih pomaga mu usiąść na sofie. Rozgląda się. Nagle jego wzrok pada na rozsypane kwiaty. Zatrzymuje się. W jego oczach pojawia się coś nieuchwytnego. Jakby właśnie cofnął się w czasie – do tamtego dnia.

– Semihu… – mówi Sahin, zbierając się w sobie. – Mógłbyś przynieść mi trochę ajranu? Jeśli to nie problem…

– Jasne – odpowiada Semih i wychodzi na zewnątrz. Nie udaje się jednak do sklepu, tylko zatrzymuje tuż za schodami.

Sahin natychmiast sięga po telefon. Ręce mu drżą. Wybiera numer.

– Poyrazie… – szepcze zdyszanym, spanikowanym głosem. – Wszystko sobie przypomniałem. Jestem w salonie fryzjerskim. To nie był wypadek. Przysięgam ci, to nie był wypadek!

Nagle telefon znika z jego dłoni. Semih wyrywa mu go brutalnie, rzuca na podłogę i miażdży butem.

W jego drugiej ręce pojawia się pistolet.

Celuje prosto w Sahina.

***

Akcja przenosi się do warsztatu.

– Halo? Bracie? Jesteś tam? – pyta Poyraz, przyciskając telefon do ucha.

Ale zamiast odpowiedzi, słyszy tylko przeciągły sygnał. Połączenie zostało przerwane.

Na jego twarzy pojawia się niepokój. Odwraca się gwałtownie w stronę Nany i Merta.

– Co się stało? – pyta Nana, widząc, jak Poyraz blednie.

– Dzwonił Sahin. Powiedział, że to nie był wypadek… Że wszystko sobie przypomniał. I wtedy… coś przerwało rozmowę.

Milknie na chwilę, jakby próbował zapanować nad narastającą paniką.

– Coś się stało mojemu bratu!

Poyraz chowa telefon do kieszeni i biegnie do drzwi. Mert i Nana podążają za nim bez słowa. Wybiegają z warsztatu, nie oglądając się za siebie. Wiedzą, że liczy się każda sekunda.

***

Akcja wraca do salonu fryzjerskiego.

Semih stoi nad Sahinem, trzymając go na muszce. W jego oczach nie ma już żadnych wątpliwości ani maski troski. Została tylko chłodna, wyrachowana nienawiść.

– A więc przypomniałeś sobie – mówi spokojnie, ale w jego głosie słychać napięcie. – Wiedziałem, że prędzej czy później coś ci zaświta w tej chorej głowie.

Sahin patrzy na niego z pogardą.

– Tym razem ci się nie uda. Nie wywiniesz się. Poyraz tu przyjdzie. Ty… ty parszywy zdrajco! Ty psie bez honoru!

W jednej chwili, korzystając z momentu nieuwagi Semiha, Sahin wykonuje zamaszysty ruch nogą i wytrąca broń z jego dłoni. Pistolet upada z hukiem na podłogę. W następnej sekundzie Sahin przewraca Semiha i rzuca się na niego.

Na moment odzyskuje dawną siłę – jakby cała adrenalina, ból i wściekłość przywróciły mu młodzieńczą sprawność. Ale choroba nie pozwala mu długo utrzymać przewagi. Ruchy stają się coraz bardziej chaotyczne, zbyt wolne.

Semih przejmuje inicjatywę. Odpycha go brutalnie i powala na podłogę. Stoi nad nim, dysząc ciężko. Z twarzy bije wściekłość – i strach.

– Nie powinieneś był pamiętać! – krzyczy. – Trzeba było cię dobić wtedy, zanim się ocknąłeś!

Pochyla się nad Sahinem, broń znów jest w jego dłoni. Sahin patrzy szwagrowi w oczy – bez lęku.

– Strzelaj – mówi słabo. – Ale wiedz, że prawda i tak wyjdzie na jaw. Nie dziś, to jutro. Ale wyjdzie.

Semih zaciska zęby. W jego oczach walczą dwie siły – gniew i strach. Palec drży na spuście.

***

Pięć minut później.

Mert, Poyraz i Nana wpadają do salonu jak burza. Już od progu widać, że coś jest nie tak. Pomieszczenie wygląda, jakby przeszło przez nie tornado. Fotele leżą przewrócone, stolik jest przewrócony, szklane flakoniki z kosmetykami potłuczone. Na środku podłogi – zgnieciony, roztrzaskany telefon Sahina.

Poyraz zamiera na chwilę, a potem z wściekłością kopie w pobliski stolik. Mebel uderza o ścianę z głuchym hukiem.

– Zniszczę cię, Semihu! – krzyczy, a jego głos rozdziera ciszę jak nóż. – Nie nazywam się Poyraz, jeśli nie odpowiesz za to, co zrobiłeś!

– Uspokój się – mówi cicho Nana, chwytając go za ramię. – Musimy pomyśleć, zanim zrobimy coś głupiego.

– Pomyśleć?! – Poyraz odwraca się do niej z dzikim błyskiem w oczach. – To jasne jak słońce! Sahin powiedział, że to nie był żaden wypadek. Że wszystko sobie przypomniał! A kto był wtedy w warsztacie? Bratowa… i Semih. Tylko oni!

Ściska pięści.

– Trafiłem do więzienia przez jego zdradę. Przez lata szukałem osoby odpowiedzialnej… A to on! – Poyraz wskazuje w stronę zniszczonego telefonu. – Sahin odkrył prawdę, a oni go za to zaatakowali! I teraz, kiedy wszystko sobie przypomniał… Semih go porwał! Żeby go uciszyć. Żeby znów zniknął!

Poyraz oddycha ciężko, z trudem powstrzymując się przed kolejnym wybuchem.

– Tym razem go znajdę – mówi lodowatym tonem. – I przysięgam, nie skończy się na słowach.

***

Semih zatrzymuje samochód na odludnej, leśnej drodze. Silnik milknie, a jedynym dźwiękiem jest szum wiatru w koronach drzew. Otwiera tylne drzwi i brutalnie wyciąga Sahina z auta. Ten upada na ziemię, przygniatany własnym zmęczeniem i bólem. Semih celuje w niego z pistoletu.

– To koniec drogi, Sahinie – mówi twardym, ale wyczerpanym głosem.

– Naprawdę zamierzasz zostać mordercą? – odpowiada Sahin, ciężko oddychając. – Zabić mnie, żeby chronić swoje kłamstwa?

– Jeśli to jedyny sposób, to tak – cedzi Semih. – Poyraz mi ufa. Nie pozwolę, żebyś to zniszczył. Nie pójdę do więzienia.

– Trafisz tam nie za to, co robisz teraz, ale za całe zło, które popełniłeś. Ukradłeś trzy lata życia mojemu bratu. Zdradziłeś nas wszystkich!

– A co ty sobie wyobrażasz? Że my z siostrą będziemy wiecznie klepać biedę, a wy będziecie żyć jak panowie? Myślisz, że pozwolę na to, byśmy znowu wylądowali na ulicy? Nie pozwolę nikomu zniszczyć nam życia. Nikt już nigdy nie odbierze nam tego, co zdobyliśmy.

– Ręka ci się trzęsie – mówi spokojnie Sahin, patrząc mu prosto w oczy. – Nie potrafisz tego zrobić. Latami siedziałeś przy naszym stole, jadłeś nasz chleb. Ja zapisałem cię do szkoły. To ze mną po raz pierwszy poszedłeś do golibrody. A teraz chcesz mnie zastrzelić?

– Zamknij się! – krzyczy Semih. – Nie mam wyboru. Nie mogę się teraz wycofać.

– Jeśli naprawdę masz odwagę, zrób to, patrząc mi w oczy – mówi Sahin, nie odwracając wzroku.

W tej samej chwili rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Semih zastyga, jego palec wciąż spoczywa na spuście. Po chwili odbiera. W słuchawce słychać głos Cansel:

– Semihu, gdzie jesteś?! – mówi zaniepokojona. – Dzwonię do ciebie bez przerwy. Sahin przypomina sobie coraz więcej. Musimy coś zrobić. Przyjdź do salonu, błagam.

– Byłem tam… Ale musiałem go powstrzymać. Chciał zadzwonić do Poyraza…
– Co ty mówisz?! – krzyczy Cansel. – Co zrobiłeś? Gdzie jest Sahin?!

– Muszę go zabić… Nie mam wyjścia…

– NIE! Nie waż się! Semihu, błagam cię, nie rób tego! Jeśli go zabijesz, już nigdy nie odzyskamy spokoju.

– Nie mam wyboru, siostro. Rozumiesz to?

Z podłoża rozlega się gniewny głos Sahina:

– Jesteście zdrajcami! Niewdzięcznymi pasożytami! Niech Bóg was przeklnie! Cansel, słyszysz mnie?!

– Semihu, proszę… – błaga Cansel, jej głos drży. – Jeśli to zrobisz, to będzie nasz koniec. Mój koniec. Nie usprawiedliwię się, nie znajdę ratunku. Pomyśl trzeźwo. Daj mi czas. Nie zabijaj go teraz. Obiecuję, że coś wymyślę. Tylko go nie zabijaj…

Semih milczy. Po chwili powoli opuszcza broń. Z trudem łapie oddech, jakby dopiero teraz dotarło do niego, co chciał zrobić.

– Dobrze – mówi cicho do słuchawki.

– Dziękuję ci, braciszku – odpowiada Cansel. – Znajdę rozwiązanie. Jeśli to nie wypali… uciekniemy. Ale teraz wracaj. Poczekaj na mój telefon, dobrze?

Semih rozłącza się. Jego ręka opada bezwładnie. Na drugim końcu linii Cansel patrzy w chmury, jakby szukała w nich odpowiedzi.

– Myśl, Cansel… – szepcze do siebie. – Znajdź wyjście. Najpierw pójdę do salonu i wezmę pieniądze… potem coś wymyślę.

***

Isil wjeżdża do swojego pokoju na wózku, z pozornym spokojem, ale w jej oczach czai się niepokój.

– Gdybyś naprawdę chciał mnie uszczęśliwić, ożeniłbyś się z Ezgi – mówi do siebie cicho, niemal z goryczą. – Chociaż… okazało się, że to też była pomyłka. Na szczęście Sinan niczego się nie domyśla. – Odwraca głowę i woła: – Sinanie, jesteś w domu?

Cisza.

Upewniwszy się, że jest sama, zsunęła nogi z podnóżka i pewnym ruchem wstała z wózka. Przez chwilę chodzi po pokoju, jakby testowała wolność, którą ukrywa przed wszystkimi. W tej samej chwili rozlega się dzwonek telefonu. Sięga po niego pospiesznie.

– Hamdi, właśnie miałam do ciebie zadzwonić, kochanie – mówi, uśmiechając się do słuchawki. – Ezgi oszalała. Zdradziła mnie, powiedziała Sinanowi, że mogę chodzić. Ale nie martw się. Wybrałam najtrudniejszą drogę. Nie poddam się, dopóki Sinan nie zmieni zdania.

Nagle słychać odgłos otwierających się drzwi wejściowych. Gwałtownie zastyga.

– Sinan… wrócił? Wygląda na to, że o czymś zapomniał… – szepcze do siebie, po czym natychmiast się rozłącza. W pośpiechu siada z powrotem na wózek, jakby nic się nie stało.

Drzwi pokoju otwierają się. Do środka wchodzą Sinan i Aynur. Na twarzy mężczyzny maluje się gniew, spojrzenie ma zimne i bezlitosne. Isil prostuje się niespokojnie.

– Co się dzieje? Dlaczego tak na mnie patrzysz? – pyta, próbując zachować pozory niewinności.

Sinan bez słowa podchodzi bliżej i wyciąga telefon. Odtwarza nagranie z ukrytej kamery w jej pokoju. Obraz nie pozostawia żadnych wątpliwości – na ekranie widać, jak Isil bez wysiłku wstaje z wózka i chodzi.

– Dla większości ludzi matka to osoba, której ufa się bezgranicznie – mówi Sinan chłodno. – Ale ja nie należę do tych ludzi. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Potrzebowałem tylko dowodu.

Isil blednie. Jej telefon znów dzwoni. To Hamdi. Patrzy na ekran, ale nie odbiera. Wciska czerwony przycisk, ledwie panując nad drżeniem ręki.

– Może powinnaś była poprosić go, żeby zarezerwował ci bilet, zanim się rozłączyłaś – mówi Sinan z kamienną twarzą. – Bo właśnie się wynosisz. Koniec tej farsy, mamo.

Isil przez chwilę nie jest w stanie wydobyć z siebie głosu. Wreszcie spuszcza wzrok, jakby cały ciężar jej kłamstwa właśnie przygniótł ją do ziemi.

***

Salon fryzjerski. Poyraz rozmawia przez telefon ze znajomym policjantem. Obok niego stoją Nana i Mert, w napięciu wsłuchując się w każde słowo.

– Tak, bracie Rustemie – mówi Poyraz do słuchawki. – Semih wsadził mnie do więzienia na trzy długie lata, a teraz porwał mojego brata. Życie Sahina jest zagrożone. Nie wiem, jakim samochodem się porusza – pewnie pożyczył od kogoś znajomego. Będę ci wdzięczny za każdą pomoc. Dzięki, bracie. Do usłyszenia.

Rozłącza się i spojrzeniem pełnym determinacji przesuwa wzrok na Merta.

– Mistrzu, co teraz? – pyta Mert, zerkając na niego niepewnie.

– Przeszukamy wszystko w okolicy – odpowiada Poyraz zdecydowanie. – Musimy ustalić, czym jeździ ten drań. Znajdziemy go.

– Poyrazie – przypomina cicho Nana – mówiłeś, że w salonie były dwie osoby…

W jego oczach pojawia się błysk zrozumienia.
– Bratowa! – mówi ostro. – Masz rację. Najpierw zajmiemy się nią.

W tym samym momencie drzwi salonu otwierają się i staje w nich Cansel. Jej twarz wyraża zdumienie, a może i lęk.

– Co tu się dzieje? – pyta, próbując brzmieć zwyczajnie.

Poyraz patrzy na nią zimnym, nieprzeniknionym wzrokiem.
– Skąd wracasz? – jego głos jest twardy jak stal.

– Z… z domu. Dlaczego tak do mnie mówisz? – odpowiada drżącym głosem, próbując zachować spokój.

– Przestań grać niewinną! Wiedziałaś od początku, a mimo to milczałaś! – rzuca oskarżycielsko.

– O czym ty mówisz?

– O tym, że to Semih wysłał mnie do więzienia! A teraz porwał mojego brata, żeby go uciszyć! – Poyraz podchodzi gwałtownie i chwyta ją za ramię. – Gdzie on jest?! Mów! – jego palce zaciskają się z wściekłością.

– Poyrazie, proszę… ja naprawdę nic nie wiem! – jęczy Cansel, teatralnie chwytając się za głowę. – Semih by tego nie zrobił… To niemożliwe… O Boże… kręci mi się w głowie…

– Nic nie wiesz? – powtarza, przyglądając się jej uważnie. – W takim razie zrób coś, żeby to udowodnić. Wyciągnij telefon i zadzwoń do niego. Udawaj, że jesteś po jego stronie. Powiedz, żeby nie krzywdził mojego brata. I dowiedz się, gdzie go zabrał.

– Ale Poyrazie… to zbyt ryzykowne…

– Po prostu zrób to! – przerywa jej ostro.

Cansel z wahaniem wyciąga telefon. Jej palce drżą, kiedy wybiera numer Semiha. W salonie zapada napięta cisza.

Czy Sahin zostanie odnaleziony? Czy Cansel po raz kolejny spadnie na cztery łapy, nie ponosząc żadnych konsekwencji swoich czynów?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 752. Bölüm i Emanet 753. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy