„Dziedzictwo” Odc. 850 – streszczenie
Ayse zatrzymuje się przed gabinetem Ferita. Przez uchylone drzwi obserwuje go, gdy w skupieniu pochyla się nad dokumentami. W jej myślach pojawia się jedno zdanie:
„To nasz ostatni wspólny dzień. Dziś się pożegnam.”
Zbiera odwagę, wchodzi do środka i staje przed biurkiem.
– Przyszłam poprosić o urlop.
Ferit unosi wzrok znad papierów.
– Dlaczego?
– Ślub jest w przyszłym tygodniu – odpowiada, siląc się na spokój. – Muszę się przygotować. Chciałabym wziąć dziesięć dni wolnego na organizację i inne sprawy. Po ceremonii wyjedziemy na krótki urlop.
Ferit kiwa głową, a na jego twarzy pojawia się cień uśmiechu.
– Oczywiście. Ja też będę musiał przyzwyczaić się do twojej nieobecności. W końcu planujesz wyjazd do Eskisehir… Czas nauczyć się radzić sobie bez ciebie.
Ayse przez chwilę się waha, po czym chwyta go za ramię i lekko pociąga do góry.
– Co ty wyprawiasz? – pyta zdziwiony Ferit.
– Porywam cię.
– Dokąd?
– Zobaczysz na miejscu.
Ferit dramatycznie rozkłada ręce.
– Na pomoc! Panna młoda mnie porywa! Czuję się jak w prawdziwym filmie akcji!
***
Kilka minut później siedzą razem na murku przy wybrzeżu, delektując się prostym posiłkiem i ciepłym wiatrem od morza.
– Będziesz za mną tęsknić? – pyta Ferit, posyłając jej lekki uśmiech.
– Oczywiście, że tak – odpowiada Ayse poważnym tonem.
Mężczyzna unosi brew.
– Nie mów tego w ten sposób. O mało co się nie zakrztusiłem. Nie dawaj mi nadziei, skoro jesteś już jedną nogą mężatką.
Ayse spogląda na niego uważnie.
– Naprawdę będzie mi cię brakować – powtarza cicho. – Jesteś wspaniałym człowiekiem. Masz wielkie serce, jesteś odważny i pełen miłosierdzia. Fericie… nieważne, dokąd zaprowadzi mnie życie, chcę, żebyś pamiętał jedno: jesteś dla mnie bardzo ważny.
Ferit nie może uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
– Jadłaś coś dzisiaj? – dopytuje podejrzliwie. – Od rana mnie chwalisz. Zaraz wsadzę cię do tej łodzi i porwę. Ślubu nie będzie. Powiem, że to była zbrodnia w afekcie.
Ayse uśmiecha się smutno.
– Dobrze – przytakuje cicho.
W myślach dodaje:
„Chciałabym, żebyś to zrobił. Żebyś mnie porwał i zabrał daleko stąd… Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie.”
***
Ibo i Kara przychodzą do domu Ayse. Drzwi otwiera im Nese, której przygnębienie jest aż nadto widoczne. Małżonkowie od razu wyczuwają, że coś jest nie tak.
– Co się stało? – pyta Ibo, marszcząc brwi.
Nese początkowo milczy, ale pod ich naciskiem w końcu decyduje się mówić:
– Spotykałam się z Volkanem – wyznaje cicho. – To zaczęło się niedawno i było cudownie. Ukrywaliśmy to przed wszystkimi…
– Dlaczego mówisz o tym w czasie przeszłym? – dopytuje z troską Ibo.
Nese spuszcza wzrok.
– Bo to już koniec – odpowiada drżącym głosem. – Była dziewczyna Volkana, Basak, i jej wspólnik zastawili na mnie pułapkę. Pozbawili mnie przytomności i zrobili zdjęcia… Potem wysłali je Volkanowi, żeby uwierzył, że go zdradziłam.
Kara zaciska pięści.
– Co za podłość! – rzuca gniewnie. – Volkan w to nie uwierzył, prawda?
Nese gorzko się uśmiecha.
– Uwierzył – mówi, a łzy zbierają się w jej oczach. – Nie chciał mnie nawet wysłuchać. Kiedy jednak odkryłam numer rejestracyjny samochodu, którym się posługiwali, postanowiłam działać. Śledziłam tego faceta i zrobiłam mu zdjęcia, gdy spotkał się z Basak. Ale oni mnie złapali. Zabrali mi telefon i wszystko usunęli… Straciłam dowody. Straciłam wszystko.
Nie wytrzymuje i wybucha płaczem.
Ibrahim przeczesuje dłonią brodę i mówi cicho, ale z determinacją:
– Nie martw się. Każdy nowy dzień przynosi nową nadzieję. A my wspólnymi siłami ją dla ciebie stworzymy.
Kara, chcąc dodać jej otuchy, łapie Nese za rękę i ściska ją lekko.
***
Yaman otrzymuje wyniki ekspertyzy grafologicznej:
„Po dokładnym zbadaniu i porównaniu obu próbek rękopisu stwierdzono, że choć istnieją drobne podobieństwa w literach „A” i „K”, teksty zostały napisane przez dwie różne osoby.”
Yaman wpatruje się w raport z niedowierzaniem.
– Jak to możliwe? – pyta, nie mogąc w to uwierzyć.
Nana spogląda na niego z napięciem.
– To on? – pyta cicho.
Yaman bierze głęboki oddech i kręci głową.
– Nie… Rękopisy należą do dwóch różnych osób. Acar nie jest Trucizną. Byłem niemal pewien, że to on, ale… myliłem się.
Nie wie jednak, że Acar przewidział jego ruch. Domyślił się, że Yaman zlecił ekspertyzę grafologiczną i zdołał dotrzeć do specjalisty. Podstępem i szantażem zmusił go do sfałszowania opinii.
***
Wkrótce Acar pojawia się w rezydencji. Bez zbędnych słów podaje Yamanowi podpisany dokument o rezygnacji z partnerstwa.
– Nie chciałem tego – mówi spokojnie – ale zrozumiałem, że tak będzie najlepiej.
Yaman patrzy na niego badawczo, ale milczy.
– Kiedy się poznaliśmy – kontynuuje Acar – powiedziałem ci, jak ważne jest dla mnie zaufanie. Skoro ja nie mogę liczyć na twoje, ty nie musisz liczyć na moje. Dlatego postanowiłem zejść ci z drogi. Masz pełne prawo uważać mnie za człowieka niegodnego zaufania. W końcu dla ciebie najważniejsza jest ochrona rodziny. Ale pamiętaj, Yamanie… tak jak ty szukasz absolutnego zaufania, ja również tego oczekuję.
Po chwili wyciąga do niego rękę.
– Otworzyłeś przede mną swój dom – mówi z lekkim uśmiechem. – Nie udało nam się zostać partnerami, ale na zawsze pozostaniesz dla mnie kimś ważnym.
Yaman przez moment się waha, ale w końcu pewnie ściska jego dłoń.
– Wiesz, co mawiał ojciec Arif? – dodaje Acar, patrząc mu w oczy. – Zaufanie jest jak góra. Jeśli go nie masz, wydaje się odległe i nieosiągalne. Ale jeśli je zdobędziesz, staje się tak bliskie, że możesz się na nim oprzeć.
Zatrzymuje się w drzwiach i rzuca jeszcze jedno spojrzenie.
– Chociaż dziś stoimy daleko od siebie, może pewnego dnia się zbliżymy, Yamanie Kirimli. Do widzenia.
Odchodzi, zostawiając Yamana samego z niepokojącą myślą, że może popełnił błąd.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 612. Bölüm i Emanet 613. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.














