Dziedzictwo odc. 885: Trucizna porywa siostrę Poyraza!

Poyraz odbiera telefon. Nana, Yusuf i Cennet stoją obok niego.

„Dziedzictwo” Odc. 885 – streszczenie

Doga świadomie sięgnęła po słoik dżemu truskawkowego, doskonale wiedząc, że jest uczulona na truskawki. Zrobiła to z premedytacją – chciała ukarać rodziców za wszystkie ich kłamstwa.

Kilka minut później Ferit i Ayse znaleźli ją nieprzytomną w kuchni. Przerażeni rzucili się na pomoc, a po chwili pędzili już do szpitala, modląc się, by nie było za późno.

***

Na korytarzu czekali w napięciu na informacje od lekarza. Cisza, jaka między nimi zapadła, była przytłaczająca, lecz nagle Ferit odezwał się ostrym tonem:

— Jak mogłaś nie ostrzec jej o truskawkach w dżemie?!

Ayse spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Ostrzegałam ją tysiące razy! — rzuciła wściekła. — To twoja wina! Wbiłeś jej do głowy, że warto robić wszystko, czego matka zabrania!

Ferit wziął głęboki oddech i odchylił głowę, próbując się uspokoić. Po chwili ponownie spojrzał na byłą żonę, tym razem już spokojniej.

— Może znowu chciała nas ukarać.

— Ale dlaczego?

— Nie wiem. Wszystko wydawało się w porządku. Bawiliśmy się razem, rano zjedliśmy wspólne śniadanie…

Dalszą rozmowę przerwało otwarcie drzwi. Z sali wyszła lekarka, a oboje natychmiast poderwali się z miejsc.

— Pani doktor, jak czuje się moja córka? — zapytała drżącym głosem Ayse.

— Pokonała wielkie niebezpieczeństwo. Gdybyście przyjechali trochę później, mogło być znacznie gorzej — wyjaśniła kobieta.

— Możemy ją zobaczyć? — zapytał Ferit.

— Tak, teraz jest już stabilna.

Nie czekali ani sekundy dłużej i czym prędzej weszli do sali. Doga leżała na łóżku, blada i zmęczona, ale przytomna. Ayse natychmiast uklękła przy niej, chwytając jej ręce i całując je czule.

— Dlaczego to zrobiłaś, kochanie? — zapytała cicho, próbując opanować drżenie w głosie. — Wiesz przecież, że truskawki ci szkodzą.

Ferit podszedł bliżej.

— Mama zawsze ci o tym przypominała — dodał. — Dlaczego zjadłaś ten dżem, córko?

Doga spojrzała na nich chłodno.

— Bo chciałam was skrzywdzić — odparła bez wahania.

Ferit i Ayse wymienili porażone spojrzenia.

— Mama zawsze mówiła, że kłamcom przytrafiają się złe rzeczy. A wy też jesteście kłamcami! — wyrzuciła z siebie, unosząc się lekko na łokciach. — Powiedzieliście, że znosicie siebie tylko ze względu na mnie. Myśleliście, że nie słyszałam? Słyszałam wszystko! Nie kochacie się…

Jej głos zadrżał, a w oczach pojawiły się łzy.

— I ja też was nie kocham!

Po tych słowach odwróciła głowę w stronę okna, nie chcąc na nich patrzeć.

***

Chwilę później Ayse i Ferit znowu siedzieli na korytarzu. Tym razem w milczeniu. Wciąż słyszeli w głowie słowa córki, które brzmiały jak ciosy.

— Jestem okropną matką — szepnęła Ayse, spuszczając wzrok.

— A ja okropnym ojcem — dodał Ferit ponuro. — Oboje zawiniliśmy.

— Tak bardzo skupiliśmy się na własnym gniewie, że nie widzieliśmy uczuć naszej córki — westchnęła Ayse. — A ona próbowała nam to powiedzieć na głos.

Ferit pokiwał głową.

— Doga chce tylko jednego. Żebyśmy żyli razem w spokoju.

Ayse podniosła wzrok, jakby dopiero teraz dotarło do niej, jak proste było rozwiązanie. Powoli wyprostowała się na krześle i nieznacznie zbliżyła do byłego męża.

— Nie ma rzeczy, której bym nie zrobiła dla mojej córki — powiedziała pewnie.

Przez chwilę milczała, zbierając w sobie siłę na to, co zamierzała powiedzieć.

W końcu spojrzała mu prosto w oczy.

— Zamieszkaj z nami. Żyjmy razem.

***

Poyraz odkrył kreta w swoich szeregach, ale nie przejął się nim. Jego celem nie był pionek, lecz ten, kto pociągał za sznurki – Trucizna. Miał plan, ryzykowny, ale gdyby się powiódł, rozwiązałby wszystkie ich problemy. Nie musieliby już dłużej się ukrywać.

— Znaleźliśmy kreta Trucizny. Chciał was porwać — oznajmił Poyraz, spoglądając na Nanę i Yusufa. — To łajdak Gungor z dzielnicy. Zwabię go w pułapkę i złowię grubą rybę. Truciznę. A wy mi w tym pomożecie. Nie musicie, ale…

— Zrobię wszystko, co trzeba! — wypaliła Nana z determinacją. — Byleby ten drań dostał to, na co zasłużył.

Poyraz skinął głową.

— Dobrze. Chodźmy do warsztatu. Na miejscu dostanę pilne wezwanie i wyjdę w pośpiechu…

***

Plan zakładał, że Nana i Yusuf pozwolą się schwytać. Tak też zrobili. Gungor, przekonany, że odniósł sukces, natychmiast powiadomił Truciznę i czekał na instrukcje.

— Mam ich. Gdzie mam ich dostarczyć? — zapytał, gdy tylko Trucizna odebrał połączenie.

Po skończonej rozmowie chciał wsiąść do auta, w którym zamknął swoich więźniów. Zanim się jednak obejrzał, Poyraz wyskoczył z cienia i błyskawicznie go obezwładnił. Nana i Yusuf byli wolni.

— Wszystko w porządku? — zapytał, patrząc na nich uważnie.

— Tak, ale… — Nana spojrzała na Gungora, który leżał na ziemi nieprzytomny. — Co teraz?

— Teraz jadę na spotkanie z Trucizną.

***

Droga za miastem była opustoszała, otoczona gęstym lasem, który zdawał się pochłaniać światło. Cienie tańczyły na asfalcie, a jedynym dźwiękiem były odgłosy szumiących drzew, które brzmiały jak szeptane groźby. Poyraz stanął naprzeciwko Trucizny, a powietrze wypełniło się napięciem, jakby natura sama wstrzymała oddech.

— Nie jesteś ode mnie mądrzejszy! — warknął tamten, nie mogąc pogodzić się z porażką. — Nie możesz mnie pokonać!

Poyraz uśmiechnął się kpiąco.

— Już to zrobiłem.

Zanim Trucizna zdążył odpowiedzieć, Poyraz jednym precyzyjnym ciosem powalił go na ziemię.

— Nie możesz się uratować! Zemszczę się! — krzyknął Trucizna, plując krwią.

Poyraz nachylił się nad nim.

— Zgnijesz w więzieniu. Nigdy stamtąd nie wyjdziesz. I nigdy więcej ich nie tkniesz.

***

Kiedy Poyraz wrócił do warsztatu, Nana i Yusuf czekali na niego w napięciu.

— Bracie Poyrazie, wróciłeś! — Yusuf rzucił się w jego ramiona, ściskając go z całej siły.

— Zawsze dotrzymuję słowa, bohaterze — odpowiedział Poyraz, a potem spojrzał na Nanę. — To koniec. Przekazaliśmy go policji.

Jej oczy natychmiast się zaszkliły.

— Dziękuję. Naprawdę nie wiem, co powiedzieć.

— Zostanie ukarany za wszystko, co zrobił. Nie musisz się martwić.

Ale los miał dla nich inne plany.

Telefon Poyraza rozdzwonił się nagle, przerywając moment ulgi. Kiedy odebrał, usłyszał wiadomość, która sprawiła, że krew w jego żyłach zastygła.

Trucizna uciekł.

Jego ludzie napadli na policyjny konwój i odbili go, zanim zdążył dotrzeć do aresztu.

Nana i Yusuf spojrzeli na Poyraza w przerażeniu.

— To niemożliwe… — wyszeptała Nana.

A jednak. To nie był koniec kłopotów.

Kilka sekund później telefon ponownie rozdzwonił się w dłoni Poyraza. Tym razem na wyświetlaczu widniało imię jego siostry, Nazli.

— Gdzie jesteś? — zapytał natychmiast.

Ale to nie ona odpowiedziała.

— Jest ze mną — rozległ się lodowaty, psychopatyczny głos Trucizny.

— Bracie, ratuj mnie! — usłyszał w tle pełen paniki krzyk siostry.

Poyraz zacisnął zęby, a w jego oczach pojawił się mrok.

— Powiedziałem ci, że się zemszczę — kontynuował Trucizna z chorobliwą satysfakcją. — Jeśli chcesz ją odzyskać, przyprowadź kobietę i dziecko. W przeciwnym razie… dostaniesz tylko jej ciało.

Połączenie zostało przerwane.

Nana zesztywniała, a Yusuf ścisnął jej dłoń. Po chwili Cennet rzuciła się na Nanę, szlochając histerycznie.

— To przez ciebie! To wszystko twoja wina!

— Mamo! — warknął Poyraz, odciągając ją.

Nie zamierzał tracić czasu na kłótnie. Musiał działać.

***

W warsztacie panowała ponura atmosfera.

— Proszę… oddaj mu tylko mnie — szepnęła Nana, patrząc na Poyraza błagalnie. — Nie oddawaj mu Yusufa…

Mężczyzna spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— O czym ty mówisz?! Myślisz, że pozwolę, by ten łajdak cię zabrał?!

Nana opuściła głowę.

— Wszyscy mnie winią. I mają rację. To wszystko wydarzyło się przez nas.

— Nie, Nano! — Poyraz ścisnął jej dłoń. — To nie twoja wina. To jego wina! Trucizna jest potworem, ale przysięgam, że znajdę moją siostrę. I ukarzę go.

W jego głosie nie było cienia wątpliwości. Zemsta miała być nieunikniona.

***

Prokurator wrócił do domu, nie spodziewając się, że za chwilę jego świat zatrzęsie się w posadach. Na widok Aynur stanął w miejscu, robiąc wielkie oczy. Ona również zamarła, jakby ktoś wyssał z niej całe powietrze. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa.

— Ty… — Sinan w końcu przerwał ciszę. Jego głos był zimny, wyważony, ale w oczach czaiło się coś więcej. Niedowierzanie? Złość? — Co robisz w moim domu?

Aynur zacisnęła pięści.

— Powinnam się domyślić. Wszystko było oczywiste. Ta dziwna lista instrukcji… — Jej usta wykrzywił gorzki uśmiech. — Odchodzę!

Rzuciła te słowa i ruszyła w stronę drzwi, ale zanim zdążyła ich dotknąć, Sinan gwałtownie zawołał:

— Zaczekaj!

Coś było nie tak. Rozejrzał się po pokoju i nagle zmarszczył brwi.

— Gdzie jest wazon?

Aynur zesztywniała. Przez moment nie wiedziała, co powiedzieć.

— Rozbił się — przyznała cicho, przełykając ślinę. — Przypadkowo… Oczywiście zapłacę za niego.

Sinan uśmiechnął się kpiąco.

— Naprawdę? Cena tego wazonu to dwieście tysięcy. Jak zamierzasz za niego zapłacić?

Aynur poczuła, jak robi jej się słabo.

— Co? — wyszeptała, a jej głos drżał. Strach ścisnął jej gardło, a nogi nagle odmówiły posłuszeństwa. — Nie mam tyle pieniędzy…

Sinan podszedł bliżej. Jego spojrzenie było twarde jak stal.

— W porządku — oznajmił lodowato. — W takim razie będziesz tu codziennie przychodzić i sprzątać. Nie możesz odejść, dopóki nie spłacisz długu.

Aynur uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Wiedziała, że od tej chwili nic już nie będzie takie samo.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 637. Bölüm i Emanet 638. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy