„Złoty chłopak” Odc. 285 – streszczenie
W sypialni panuje napięta, ale jednocześnie dziwnie radosna atmosfera. Światło lamp rozlewa się ciepło po wnętrzu, odbijając się od jasnych ścian i drewnianej podłogi. Na środku pokoju stoją Seyran i Suna — obie wyraźnie poruszone.
Seyran właśnie dziś zamknęła za sobą rozdział małżeństwa z Sinanem i wróciła do nazwiska Şanlı. Teraz jednak jej myśli krążą wokół czegoś zupełnie innego. Od kilku dni jej siostrze dokuczają mdłości, a ona nie potrafi przestać o tym myśleć.
— To nie może być przypadek… — mówi cicho, z napięciem w głosie. — Musimy to sprawdzić.
Suna wychodzi z łazienki z testem ciążowym w rękach. Obie wpatrują się w małe okienko, jakby od tego zależało wszystko.
Sekundy ciągną się w nieskończoność. I nagle…
— Seyran… — szepcze Suna, a jej oczy robią się ogromne.
Na teście pojawiają się dwie kreski.
Przez ułamek sekundy żadna z nich się nie rusza, jakby nie dowierzały temu, co widzą. A potem…
— To niemożliwe! — wybucha Seyran, a jej głos łamie się między śmiechem a łzami.
Rzucają się sobie w ramiona, śmiejąc się i krzycząc jednocześnie. Kręcą się po pokoju, jakby chciały wyrzucić z siebie całą nagromadzoną energię i emocje.
— Będziesz mamą! — woła Seyran, ściskając siostrę.
— My… my będziemy mamami… — poprawia Suna przez śmiech, wciąż nie mogąc uwierzyć.
W tym momencie drzwi się otwierają i do środka wchodzi Abidin. Zatrzymuje się w progu, zdezorientowany widokiem rozemocjonowanych kobiet.
— Co się tu dzieje? — pyta, marszcząc brwi. — Suna, jeszcze chwilę temu mówiłaś, że jest ci niedobrze. To chyba jasne, że jesteś chora. Powinnaś się położyć.
Suna powoli odwraca się w jego stronę. Na jej twarzy pojawia się szeroki, drżący uśmiech.
— To prawda… mam mdłości — mówi, starając się zachować spokój. — Ale nie są one spowodowane chorobą.
Unosi test i pokazuje go mężowi.
Abidin patrzy. Najpierw nie rozumie. Potem jego oczy rozszerzają się z niedowierzania.
— Czy to znaczy… — jego głos drży — że ja… będę ojcem?
Suna podchodzi bliżej, kładąc dłoń na jego ramieniu.
— Abidinie, to jeszcze nie jest pewne — mówi łagodnie. — Jutro pójdę na badania krwi. Dopiero wtedy będziemy mieć pewność. Dobrze?
Ale Abidin już jej nie słucha.
Delikatnie bierze test do ręki, jakby trzymał coś najcenniejszego na świecie. Po chwili jego twarz rozjaśnia się szerokim uśmiechem.
— Będę ojcem! — wybucha nagle. — Boże… będę ojcem!
Zanim Suna zdąży zaprotestować, bierze ją w ramiona i unosi do góry, obracając się z nią po pokoju.
— Abidin! — śmieje się, chwytając go za ramiona. — Ciszej! Obudzisz wszystkich!
— I bardzo dobrze! — odpowiada, nie przestając się kręcić. — Niech wszyscy wiedzą! Niech cały Stambuł się dowie!
Stawia ją w końcu na ziemi, ale natychmiast przyciąga do siebie i całuje, jakby chciał zatrzymać tę chwilę na zawsze.
Seyran stoi obok, patrząc na nich z szerokim uśmiechem i błyszczącymi oczami.
Jeszcze niedawno wszystko się rozpadało. A teraz… życie właśnie zaczyna pisać dla nich zupełnie nowy rozdział.
***
W zacienionej altanie, oplecionej gęstą zielenią i delikatnymi, metalowymi zdobieniami, Betul siedzi przy niewielkim stoliku. Promienie słońca przebijają się przez liście, rysując na jej twarzy miękkie, drgające światło. W jednej dłoni trzyma filiżankę kawy, z której unosi się cienka smużka pary, drugą sięga po kolorowe makaroniki ułożone na porcelanowym talerzyku. Jej ruchy są spokojne, wyważone — jakby nic na świecie nie było w stanie zakłócić tej chwili.
Unosi filiżankę do ust i bierze powolny łyk, nie odrywając wzroku od ogrodu. Wtedy cień pada na stół.
Betul nawet nie drgnie.
— Co zrobiłaś? — odzywa się chłodny głos Tayfuna. — Przygotowałaś dla mnie pieniądze?
Dopiero wtedy Betul powoli odstawia filiżankę. Unosi wzrok i mierzy go długim, chłodnym spojrzeniem — od butów aż po twarz.
— Jak śmiesz zwracać się do mnie w ten sposób? — mówi cicho, ale z wyraźną pogardą. — Pamiętaj, kim jesteś. Ty jesteś tylko kierowcą, a ja jestem panią tego domu. Mów do mnie „pani Betul”.
Na ustach Tayfuna pojawia się krzywy uśmiech. Robi krok bliżej, nachylając się lekko nad stołem.
— Daj mi pieniądze, a mogę mówić do ciebie, jak tylko sobie zażyczysz.
Przez chwilę trwa napięta cisza. Betul sięga pod bluzkę i bez pośpiechu wyciąga grubą kopertę. Przesuwa ją po stole w jego stronę, jakby przekazywała coś zupełnie nieistotnego.
Tayfun natychmiast ją podnosi. Rozchyla papier i szybko, wprawnym ruchem przelicza banknoty. Szelest pieniędzy brzmi w tej ciszy nienaturalnie głośno.
Betul obserwuje go uważnie, splatając dłonie na kolanach.
— Słuchaj — odzywa się po chwili, nachylając się lekko do przodu. — Ten twój przyjaciel… ten, który zaatakował Gulgun… nie puści pary z ust, prawda?
Tayfun nawet nie podnosi głowy.
— Bądź spokojna. Dogadaliśmy się. Powiedziałem mu, że wszystko, co zabierze Gulgun, należy do niego. To go skutecznie uciszy.
Na twarzy Betul pojawia się cień satysfakcji. Sięga po makaronik i delikatnie odgryza kawałek.
— Doskonale. Jak widzisz, zadziałało. Gulgun już tu nie przychodzi.
— I długo nie przyjdzie — odpowiada Tayfun chłodno. — Ze strachu nie wyjdzie z domu.
Betul opiera się wygodniej, a w jej oczach pojawia się błysk.
— A ja… kiedy już wyjdę za Orhana…
Jej głos mięknie, jakby na moment naprawdę pozwoliła sobie na marzenie. Ale Tayfun przerywa jej bez cienia zainteresowania.
— Rób, co chcesz. — Składa kopertę i chowa ją do kieszeni. — Mnie to nie obchodzi. Ważne, żebyś dalej płaciła.
Odwraca się, gotów odejść. Po kilku krokach zatrzymuje się jednak i przez ramię rzuca z wyraźną ironią:
— Do zobaczenia… pani Betul.
W altanie znów zapada cisza. Betul powoli sięga po filiżankę, ale jej dłoń na moment zawisa w powietrzu — jakby smak kawy nagle przestał mieć znaczenie.
***
Jest wieczór. W salonie panuje półmrok — jedynym źródłem światła jest ciepły blask lampy stojącej przy ścianie, który ledwie rozprasza ciemność. Reszta pomieszczenia tonie w cieniu. Na kanapie, skulona i nieruchoma, siedzi Gulgun. Opiera głowę o dłoń, wpatrzona gdzieś w przestrzeń. Jej twarz jest blada, a oczy zaczerwienione i opuchnięte, jakby od długiego płaczu. W powietrzu czuć napięcie i ciszę, która aż dzwoni w uszach.
Nagle rozlega się dzwonek do drzwi.
Gulgun drga, jakby ktoś ją uderzył. Jej oczy rozszerzają się ze strachu, a oddech przyspiesza. Przez chwilę siedzi nieruchomo, jak sparaliżowana.
— Nie… nie teraz… — szepcze pod nosem.
Serce wali jej jak oszalałe. W głowie natychmiast pojawia się obraz napastnika. Czy to on wrócił?
Wstaje powoli, na drżących nogach. Każdy krok w stronę drzwi jest jak walka z własnym ciałem. W połowie drogi nagle rozlega się dźwięk telefonu. Gulgun aż podskakuje.
Sięga po niego drżącą ręką. Na ekranie widzi imię: Orhan.
Waha się tylko sekundę i odbiera.
— Halo… — jej głos jest cichy, złamany.
Słucha przez chwilę, a jej oddech stopniowo się uspokaja. Zamyka oczy, jakby nagle spadł z niej ogromny ciężar.
— Dobrze… — mówi cicho.
Rozłącza się i chowa telefon do kieszeni. Tym razem rusza do drzwi pewniej, choć wciąż w jej ruchach widać napięcie.
Otwiera. W progu stoi Orhan.
Zanim zdąży cokolwiek powiedzieć, Gulgun odsuwa się, wpuszczając go do środka. Szybko zamyka drzwi za jego plecami, jakby chciała odciąć się od świata na zewnątrz.
Orhan rozgląda się po ciemnym wnętrzu, marszcząc brwi.
— Postanowiłem zrobić test na ojcostwo — oznajmia bez wstępów.
Gulgun odwraca wzrok. Jej twarz napina się.
— To nie jest moment na takie rozmowy — mówi cicho. — Idź i porozmawiaj o tym z Ifakat.
— Na litość boską, nie każ mi dawać jej kolejnych powodów do plotek — odpowiada z irytacją, ale zaraz jego ton łagodnieje. — Czemu tu jest tak ciemno?
Nie czekając na odpowiedź, sięga do włącznika i zapala światło.
Jasność zalewa pomieszczenie. I wtedy ją widzi.
Zatrzymuje się w pół kroku. Jego twarz natychmiast poważnieje.
— Gulgun… — mówi ciszej. — Co się stało?
Podchodzi bliżej, przyglądając się jej uważnie.
— Płakałaś?
Gulgun unika jego spojrzenia, ale po chwili jej twarz się łamie.
— Kiedy wyszłam z domu… — zaczyna drżącym głosem — jakiś mężczyzna zagrodził mi drogę. Wyciągnął nóż…
Jej oczy znów wypełniają się łzami.
— Nic mi nie zrobił, ale zabrał mi torebkę. — Głos jej się urywa. — Ja… ja naprawdę się boję.
Orhan patrzy na nią wstrząśnięty.
— Dlaczego nie zadzwoniłaś? — jego głos podnosi się, pełen emocji. — Dlaczego nic nie powiedziałaś?!
— Nie chciałam nikogo martwić — odpowiada cicho, niemal szeptem.
— Boże… — Przeciera twarz dłonią. — A policja? Zgłosiłaś to?
— Tak. Przyjechali. Złożyłam zeznania.
Przez chwilę zapada cisza.
Orhan robi krok w jej stronę. Delikatnie, ale stanowczo obejmuje ją ramieniem.
— Chodź — mówi już spokojniej. — Usiądźmy.
Gulgun nie protestuje. Pozwala się poprowadzić, jakby nagle zabrakło jej sił.
— Opowiesz mi wszystko… od początku do końca — dodaje cicho.
A ona, oparta o niego, w końcu przestaje udawać, że jest silna.
***
Gulgun siedzi na kanapie, skulona, jakby wciąż próbowała się przed czymś ochronić. Choć Orhan jest obok, jej dłonie nadal lekko drżą. Zaciska je na kolanach, ale nie potrafi tego ukryć.
Orhan podaje jej szklankę wody i siada tuż obok, uważnie jej się przyglądając. W jego spojrzeniu widać niepokój, jakiego dawno u niego nie było.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś, Gulgun? — pyta cicho, ale z wyraźnym napięciem. — Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
Gulgun bierze łyk wody, żeby zyskać na czasie. Odkłada szklankę i spuszcza wzrok.
— Po co miałabym psuć ci dzień? — odpowiada spokojnie, choć głos jej lekko drży. — Ferit do mnie zadzwonił… był taki szczęśliwy z powodu podpisanej umowy. Naprawdę myślisz, że mogłabym wam to odebrać?
Orhan kręci głową z niedowierzaniem, a potem wzdycha ciężko.
— Ach, Gulgun… — mówi łagodniej. — Spróbuj choć raz pomyśleć o sobie tak, jak myślisz o innych. Gdybym tu nie przyszedł, siedziałabyś sama. Po tym wszystkim.
Milknie na moment, po czym nagle przypomina sobie coś istotnego.
— Zablokowałaś karty?
— Tak — odpowiada szybko. — Ale w torebce była faktura z tym adresem… — jej głos znów zaczyna się łamać. — Bałam się, że ten człowiek tu przyjdzie.
Orhan natychmiast się prostuje. Jego twarz twardnieje.
— Myślisz, że na to pozwolę? — mówi stanowczo. — Nie myśl o tym. Nie teraz.
Zauważa jej drżące dłonie. Delikatnie ujmuje jedną z nich.
— Spójrz na siebie… nadal się trzęsiesz. — Ścisza głos. — Jestem tutaj. Nic ci się nie stanie.
Przysuwa się bliżej i obejmuje ją ramieniem. Gulgun przez chwilę się waha, ale w końcu opiera głowę o jego ramię. Zamknięte oczy zdradzają, jak bardzo tego potrzebowała.
— Obiecaj mi coś — mówi Orhan cicho, niemal przy jej włosach. — Jeśli coś takiego się powtórzy, nie będziesz próbowała radzić sobie sama. Zadzwonisz do mnie. Od razu.
— Obiecuję — szepcze.
W tej samej chwili telefon Orhana zaczyna wibrować. Mężczyzna sięga do kieszeni marynarki, spogląda na ekran i marszczy lekko brwi.
— Betul pyta, gdzie jestem…
Nie odpisuje. Zamiast tego odkłada telefon i wstaje.
— Wstawaj. Jedziesz ze mną do rezydencji.
Gulgun natychmiast prostuje się, zaskoczona.
— To niemożliwe. Co ja miałabym tam robić?
— Nie sprzeciwiaj się, Gulgun — mówi stanowczo. — Nie zostawię cię tu samej.
— Nie, Orhanie… — Kręci głową. — Nic mi nie jest. Idź już. Niech Betul się nie martwi.
Zapada cisza. Orhan patrzy na nią przez chwilę, jakby coś w nim walczyło.
— Dobrze — mówi w końcu spokojnie. — W takim razie ja też nigdzie nie jadę. Zostaję tutaj.
Gulgun szeroko otwiera oczy.
— Ale… co powiesz Betul?
Jak na zawołanie telefon zaczyna dzwonić. Orhan odbiera bez wahania.
— Tak, Betul? — jego głos jest spokojny, ale stanowczy. — Jestem u Gulgun. Zostanę tu na noc, nie martw się.
Po drugiej stronie zapada krótka cisza, po czym słychać wyraźne napięcie.
— Słucham? — głos Betul jest chłodny. — Chcesz mi powiedzieć, że zostaniesz na noc u swojej byłej żony?
— Tak. — Orhan nie zmienia tonu. — Została napadnięta. Grożono jej nożem i zabrano torebkę. Dlatego tu jestem. I proszę… nie mów nikomu. Zadzwonię później.
Rozłącza się, nie czekając na odpowiedź. W salonie znów zapada cisza.
Gulgun patrzy na niego uważnie. W jej oczach wciąż widać strach… ale obok niego pojawia się coś jeszcze. Coś dawno zapomnianego.
Tak właśnie kiedyś na niego patrzyła. Wtedy, gdy był dla niej całym światem.
I przez krótką chwilę wydaje się, że może… jeszcze nie wszystko stracone.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 86.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.











