Dziedzictwo odc. 910: Nana i Poyraz zakładają obrączki!

Nana i Poyraz.

„Dziedzictwo” Odc. 910 – streszczenie

Ferit opowiada Ayse o mrocznej przeszłości Hakana – porywacza Aynur.

— Chciał brutalnie zamordować swoją żonę — zaczyna ponurym tonem. — Siedział za to w więzieniu, ale wyszedł po kilku latach. Pięć dni później w jego dawnej celi znaleziono notatnik. Były w nim przerażające rysunki, a także szczegółowe opisy tego, jak zamierza się zemścić. Poprzysiągł, że zabije Sinana i wszystkich, którzy są mu bliscy.

Ayse blednie.

— To psychopata…

— Zgadza się. W aktach znajduje się też opinia biegłych psychiatrów. Hakan żyje w przekonaniu, że Aynur to dziewczyna Sinana. A ja… Ayse, nie mogę stracić kolejnej osoby, którą uważam za rodzinę.

Ayse ujmuje jego dłoń i ściska ją delikatnie.

— Przeszliśmy razem przez piekło i zawsze wychodziliśmy z tego cało. Teraz też tak będzie. Aynur wróci do nas.

Drzwi nagle się otwierają. Wchodzi Derya. Jej spojrzenie od razu pada na splecione dłonie Ayse i Ferita.

Ferit natychmiast wstaje i podchodzi do niej.

— Pani prokurator, co tu robisz? Powinnaś pracować nad swoją sprawą.

— Kiedy usłyszałam, co się stało, przyjechałam natychmiast. Moja sprawa może poczekać. Bardzo mi pomogłeś, teraz moja kolej, by pomóc tobie.

***

Hakan dzwoni do Sinana.

— Panie prokuratorze, obrońco sprawiedliwości… czy masz już moje pieniądze?

Sinan ściska telefon w dłoni.

— Nie dostaniesz ani grosza, dopóki nie usłyszę Aynur. Chcę wiedzieć, że żyje.

Hakan się śmieje.

— Tęsknisz za swoją ukochaną?

— Ona jest moją pracownicą, idioto!

Porywacz zerka na związaną i zakneblowaną Aynur, a potem mówi do niej kpiąco:

— Słyszałaś? Spójrz, co zrobiłaś. Nasz nieugięty prokurator zamienił się w bezradnego klauna. Ale tak właśnie działa miłość… Niszczy człowieka, spala go od środka. Wiem o tym lepiej niż ktokolwiek inny.

Sinan zaciska zęby i krzyczy do słuchawki:

— Nie bój się, Aynur! Znajdę cię i uratuję!

Hakan uśmiecha się drapieżnie.

— Może i tak. A może to ona zaraz ci powie, jak bardzo cię kocha…

Jednym ruchem zdziera taśmę z jej ust. Aynur gwałtownie nabiera powietrza, a potem wydusza z siebie ostrzegawczo:

— Bądź ostrożny!

Hakan obserwuje ją uważnie.

— Jej oczy są pełne łez… A twierdziłeś, że między wami nic nie ma.

Sinan odsuwa się od biurka i mówi twardo:

— Nie przedłużaj. Pieniądze są gotowe.

— Świetnie — odpowiada porywacz. — Za chwilę dostaniesz wiadomość z instrukcjami. Ale nie tak szybko… Ja spędziłem lata w więzieniu, więc ty też możesz trochę poczekać.

Rozłącza się i ponownie zakleja Aynur usta. Sięga po telefon i wybiera kolejny numer.

— Tak jak ustaliliśmy, odbierzesz pieniądze. Nie spartol tego.

Kiedy kończy rozmowę, spogląda na Aynur z błyskiem szaleństwa w oczach.

— Twój ukochany posłusznie zbliża się do własnej śmierci. Najpierw odbiorę okup… a potem odbiorę mu życie.

***

Na komisariat wchodzi mężczyzna w uniformie listonosza. W rzeczywistości jest jednym z ludzi Hakana. Przemierza korytarze z pozorną obojętnością, ale jego oczy uważnie rejestrują każdy szczegół. Kiedy podsłuchuje rozmowę policjantów, dowiaduje się, że prokurator współpracuje z nimi przy akcji odbicia zakładniczki. Natychmiast opuszcza budynek i wyciąga telefon.

Kilka chwil później Hakan czyta wiadomość. Jego twarz wykrzywia się wściekłością. Zaciska pięści, a w oczach pojawia się złowrogi błysk.

— Twój ukochany zdradził cię, Aynur — syczy, podchodząc do niej powoli. — Sprzedał cię policji. Wiesz, co to oznacza? Podpisał na ciebie wyrok śmierci!

W jego dłoni błyska nóż. Zbliża ostrze do twarzy przerażonej kobiety. Aynur próbuje krzyczeć, ale zaklejone usta tłumią dźwięk, który rozbrzmiewa jedynie zduszonym piskiem. Całe jej ciało ogarnia paraliżujący strach. Nie ma dokąd uciec.

***

Pod mostem panowała głucha cisza. Wiatr szarpał wyschnięte liście, które wirowały w powietrzu, zanim opadły na popękaną nawierzchnię. Szare filary, niczym milczący strażnicy, rzucały długie, mroczne cienie.

To tutaj Sinan miał przekazać okup. Stojąc w półmroku, rozglądał się na boki, próbując dostrzec porywacza. Ale nigdzie go nie było.

Nagle rozległ się dźwięk telefonu.

— Gdzie jesteś? — zapytał prokurator, ściskając komórkę w dłoni.

— Nie czekaj na próżno — odezwał się lodowaty głos Hakana. — Myślałeś, że nie zauważę twojej pułapki? Teraz słuchaj uważnie… Posłuchaj dźwięku kuli rozrywającej głowę twojej ukochanej.

Rozległ się strzał.

Sinan znieruchomiał. Palce rozluźniły się, a neseser z pieniędzmi wypadł mu z rąk i uderzył o ziemię. Po chwili telefon wyślizgnął się z jego dłoni.

Z samochodu wybiegli Ferit i Ayse.

— Co się stało?! — krzyknął komisarz, chwytając Sinana za ramię.

— Zabił ją! — głos prokuratora załamał się pod ciężarem emocji. — Zabił ją przeze mnie! Powinienem to rozwiązać sam!

— Panie Sinanie, co dokładnie powiedział? — spytała Ayse, starając się zachować spokój.

— Powiedział, że zastawiliśmy na niego pułapkę… a potem oddał strzał. Boże, on ją naprawdę zabił!

— Może to tylko blef — rzuciła Ayse, bardziej próbując przekonać samą siebie niż jego.

— Skąd wiedział o zasadzce?! — wściekłość Ferita mieszała się z niedowierzaniem.

Nagle rozległ się dźwięk przychodzącego połączenia.

Na ekranie telefonu Ferita pojawiło się imię Adalet.

— Co mam jej powiedzieć? — wyszeptał, jakby sam do siebie.

Ayse wzięła od niego telefon i nacisnęła zieloną słuchawkę.

— Pani Adalet, operacja jeszcze się nie rozpoczęła. Proszę się nie martwić, dam znać, jak tylko coś się zmieni.

— Dobrze, córko… Ale błagam, powiadom mnie od razu. Umieram z niepokoju.

Połączenie zakończyło się, a Ayse spojrzała na Sinana.

— Może próbował cię oszukać. Nie możemy się poddać, dopóki nie mamy pewności.

Sinan spojrzał na nią zimnym, pustym wzrokiem.

— Gdybyś znała go tak dobrze, jak ja…

Nie dokończył. Po prostu odwrócił się i odszedł, znikając w cieniu.

***

Nana i Poyraz wykonują zlecenie w domu starszego, niedosłyszącego mężczyzny. Tekin, choć schorowany, wciąż ma ciepły uśmiech i życzliwe spojrzenie. Kiedy patrzy na nich, jego oczy rozświetlają się jak u kogoś, kto właśnie odkrył coś pięknego.

— Mam coś dla was — mówi, sięgając do starej, drewnianej szkatułki. Wyciąga z niej dwa złote pierścionki i z powagą kładzie je na dłoni. — Mam nadzieję, że przyniosą wam szczęście, tak jak przyniosły mnie i mojej żonie.

Nana i Poyraz zamierają w miejscu.

— Wujku Tekinie, to naprawdę miły gest, ale nie możemy tego przyjąć — odzywa się Nana, próbując zachować spokój.

— Doceniamy to, ale nie ma potrzeby… — dodaje Poyraz, zerkając na pierścionki z lekkim niepokojem.

Tekin marszczy brwi i kręci głową.

— Nie sprzeciwiajcie się. Moje dni są policzone, a ja chcę spędzić je, dając radość moim bliskim. A wy się kochacie, prawda? Nie musicie się wstydzić. Wyciągnijcie ręce.

Nana czuje, jak jej serce przyspiesza.

— Ale… — zaczyna, ale starszy mężczyzna unosi dłoń, uciszając ją łagodnym, lecz stanowczym gestem.

— Nie odmawiajcie mi tej ostatniej radości — mówi cicho, z nutą nostalgii w głosie. — Moja żona i ja nosiliśmy te pierścionki przez całe życie. Chciałbym, żeby trafiły w dobre ręce. Może i wy pewnego dnia dacie je swoim dzieciom, a one swoim wnukom… Podaj mi rękę, córko.

Nana bierze głęboki oddech. Wie, że powinna odmówić, ale patrząc w ciepłe oczy Tekina, nie ma serca tego zrobić. W końcu, niemal instynktownie, wyciąga rękę przed siebie. Poyraz spogląda na nią zaskoczony, jakby nie wierzył własnym oczom.

Tekin z czułością wsuwa pierścionek na palec Nany, a potem z tą samą powagą zakłada drugi Poyrazowi.

— Teraz jesteście zaręczeni — oznajmia z uśmiechem.

— Zaręczeni?! — powtarzają jednocześnie Nana i Poyraz, niemal się dławiąc tym słowem.

— Powodzenia, dzieciaki — mówi Tekin, klepiąc ich po dłoniach. — Niech Bóg obdarzy was szczęściem.

Poyraz szybko odzyskuje rezon.

— Dobrze, ale… teraz je zdejmiemy i założymy później, żeby się nie uszkodziły podczas pracy — mówi, siląc się na spokój, ale już sięga do pierścionka, by go zdjąć.

Tekin spogląda na niego surowo.

— Pierścień raz założony nie może zostać zdjęty aż do śmierci.

Słowa starca rozbrzmiewają w pokoju jak wyrok.

Kiedy Tekin odchodzi na kanapę, Nana i Poyraz rzucają sobie pełne złości spojrzenia.

— Spójrz, w jaką sytuację nas wpakowałaś! — syczy Poyraz przez zęby.

— Wolałabym skoczyć z klifu, niż nosić twój pierścionek! — odpala Nana, zaciskając pięści. — Ale nie mogłam odmówić temu starszemu człowiekowi.

Ich spojrzenia się krzyżują — pełne gniewu, napięcia i… czegoś jeszcze. Czegoś, czego żadne z nich nie chce przyznać.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 656. Bölüm i Emanet 657. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy