Dziedzictwo odc. 1022: Aynur budzi się z dziurą w pamięci!

Aynur budzi się w samochodzie Sinana. Jest zdezorientowana i zaskoczona.

„Dziedzictwo” Odc. 1022 – streszczenie

Poyraz wrócił do warsztatu z rozciętą brwią i kroplami zaschniętej krwi na skroni. Jego ruchy były ociężałe, jakby niósł na barkach więcej niż tylko zmęczenie. Na stole dostrzegł dwa pojemniki z jedzeniem, starannie ustawione obok siebie. Na jednym z nich leżała karteczka. Sięgnął po nią, powoli rozkładając zagięty papier. To był list od Nany:

„Zrobiłam to dla ciebie. Było mi przykro, że nic nie zjadłeś. Jeśli znajdziesz chwilę, spróbuj. Mam nadzieję, że ci posmakuje.”

Poyraz uśmiechnął się blado, jakby mimo bólu coś rozgrzało mu serce.

— Wszystko, co wychodzi spod twoich rąk, jest piękne — szepnął do siebie.

W tej samej chwili w drzwiach pojawiła się Nana. Jej oczy od razu powędrowały do jego twarzy.

— Martwiłam się! Dzwoniłam tyle razy, ale nie odbierałeś… — urwała, gdy dostrzegła krwawiące rozcięcie. Podbiegła do niego i delikatnie chwyciła jego brodę, by przyjrzeć się bliżej ranie. — Poyraz… co się stało?

— Zaatakował mnie. Z zaskoczenia. Nie zdążyłem zareagować.

— Niech mu ręce odpadną! To złodziej, prawda? — zawołała z gniewem, widząc, jak mężczyzna ledwie zauważalnie kiwnął głową. — Nie możemy tego tak zostawić. Ale najpierw musimy cię opatrzyć.

Bez chwili wahania sięgnęła do szafki po apteczkę. Kazała mu usiąść na ławce i zaczęła opatrywać ranę z czułością, której nie potrafiła ukryć.

— Powiedz mi prawdę. To tylko fizyczna rana? — zapytała szeptem. — W twoich oczach jest coś więcej… jakaś ciemność.
— Nie, Nano. Dokładnie tak było, jak powiedziałem. Może to po prostu zmęczenie. Nic więcej.

— Nawet nie zjadłeś… — Wskazała na pudełka z jedzeniem.
— Twoje ręce są złote. Sam fakt, że o mnie pamiętałaś, wystarczy. Dziękuję ci.

— Chciałabym móc zrobić więcej — wyszeptała ze smutkiem, spuszczając wzrok.

— Wiesz, co możesz dla mnie zrobić? — zapytał cicho, chwytając ją za dłoń. — Nie smuć się. Bo kiedy widzę cię smutną… to boli bardziej niż jakakolwiek rana.

— Dlatego nie przyszedłeś do domu? — spojrzała mu w oczy. — Bo wiedziałeś, że to zobaczę? Że będę się martwić?

Zamilkł. To milczenie było odpowiedzią.

— Poyraz… Nieważne, jak bardzo jesteś zraniony. Chcę być twoim lekarstwem. Tak długo, jak tylko pozwolisz mi przy tobie być.

***

Sinan zatrzymał samochód przed kamienicą, w której mieszkała Aynur. Kobieta powoli otworzyła oczy. Była zdezorientowana, z trudem rozpoznawała otoczenie. Jej myśli były rozproszone, jakby ktoś wyrwał z pamięci kilka godzin — nie pamiętała wspólnej jazdy, ich śmiechu w lesie, tańca, ani tej nagłej bliskości, która ich połączyła.

— O Boże… jest już noc — powiedziała z przerażeniem. — Siostra Adalet na pewno się zamartwia…
— Wysłałem jej wiadomość — uspokoił ją łagodnie Sinan. — Napisałem, że auto się zepsuło. Wszystko w porządku.

Aynur dotknęła skroni i spojrzała na niego z niepokojem.
— Ale… dlaczego tak się czuję? Czemu nic nie pamiętam?

— Zamiast środka przeciwbólowego wzięłaś lek uspokajający. Byłaś wyczerpana… w końcu zasnęłaś — wyjaśnił spokojnie.
— Ostatnie, co pamiętam, to… że mieliśmy jechać do lekarza. W sprawie twojej mamy.

— Tak, ale ostatecznie skonsultowaliśmy się z nim zdalnie. Wszystko zostało ustalone.
— Rozumiem — powiedziała, wyraźnie zawstydzona. — Dziękuję, że mnie odwiozłeś.

Odpięła pas i otworzyła drzwi. Już miała odejść, ale zawahała się. Odwróciła się w stronę Sinana, niepewna, z cieniem lęku w oczach.

— Panie Sinanie… nie pamiętam nic od momentu, kiedy samochód stanął. Mam nadzieję, że… nie zachowałam się jakoś głupio.

Sinan spojrzał na nią z ciepłym uśmiechem.

— Nie zrobiłaś niczego głupiego. A nawet gdyby, i tak nie byłoby w tym nic złego.
— Dziękuję. Dobranoc.

Aynur powoli oddaliła się w stronę drzwi kamienicy. Gdy tylko zniknęła za rogiem, telefon Sinana zawibrował. Na ekranie pojawił się SMS:

„Doszło do przełomu. Powinieneś przyjechać i zobaczyć to na własne oczy.”

***

Stołówka szpitalna.

Kıvanç i pielęgniarka Betül siedzieli przy jednym ze stolików. Między nimi panowała napięta cisza, którą pierwszy przerwał on:

— Pięć lat byliśmy razem… i wszystko się rozsypało. Tyle zostało po nas — westchnął.

— Masz rację. Ale szczerze? Nie sądzę, żebyś teraz kochał tę dziewczynę — odpowiedziała Betül, przyglądając mu się uważnie.
— Nie wiem, Betül. Sam jestem pogubiony.

W tym momencie do stołówki wszedł Sinan. Usiadł przy pobliskim stoliku, udając, że przegląda telefon. Kıvanç od razu zesztywniał. Nerwowo zerkał w jego stronę.

— Co się dzieje? — zapytała Betül, zaskoczona jego zachowaniem.
— Nie patrz. To prokurator — wyszeptał.

— Mnie też wypytywał. Jest… dociekliwy.
— O co? Mam nadzieję, że nie powiedziałaś nic, co mogłoby mnie pogrążyć?

Betül uśmiechnęła się złośliwie.

— Powiedziałam wszystko. Że kiedyś byłeś we mnie szaleńczo zakochany. Że los po latach znowu nas połączył…
— Oszalałaś?! Czy my się na coś takiego umawialiśmy?

Zmieniona tonacja jej głosu zdradziła prawdę:
— Dobrze już. Nic mu nie powiedziałam. Nie wie nawet, że się znamy.

— W porządku. Teraz wstańmy. Odegramy małe przedstawienie. Ty mi podziękujesz za herbatę, ja tobie za rozmowę. Wszystko ma wyglądać formalnie.

Oboje wstali i odegrali swoją scenę. Betül pierwsza opuściła stołówkę. Kıvanç ruszył za nią, ale drogę zastąpił mu Sinan.

— Dobry wieczór — powiedział chłodno. — Co robiłeś tutaj z pielęgniarką?

— To… tylko herbata. Betül się mną opiekuje, więc zaprosiłem ją na chwilę. Nie rozumiem, o co mnie oskarżasz.
— Na razie o nic. Ale jeśli coś ukrywasz — prędzej czy później to odkryję. Lepiej, żebyś był tego świadom.

Prokurator spojrzał mu głęboko w oczy. Kıvanç przełknął ślinę i bez słowa odszedł.

Sinan sięgnął po telefon.

„Selçuk, potrzebuję informacji. Sprawdź Kıvança i pielęgniarkę Betül. Chcę wiedzieć, od kiedy się znają i czy byli w związku. Potrzebuję dowodów.”

***

Po powrocie do domu Sinan dostrzega kartkę leżącą na stoliku. To liścik od Ezgi. Jej charakter pisma zdradza pośpiech i napięcie:

Dałam twojej mamie leki. Sinanie, mówiłeś, że to będzie poważny związek. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś, co znaczy słowo „poważny”.

Mężczyzna przez chwilę wpatruje się w kartkę. Zmarszczka między brwiami zdradza wewnętrzny konflikt. W jego oczach widać cień zmęczenia, może wyrzutu.

Wtedy w pokoju pojawia się Isil, jego matka. Podjeżdża na wózku i zatrzymuje się tuż obok syna. Jej spojrzenie jest przenikliwe, a głos łagodny, lecz stanowczy:

— Czy ona nie ma racji? — pyta cicho. — Próbowała się z tobą skontaktować przez cały dzień. Nie odbierałeś. Nie ma cię w domu. Sinan… czy wszystko naprawdę jest w porządku?

— Tak, mamo. Wszystko w porządku — odpowiada, ale jego głos brzmi pusto. Jakby sam siebie próbował przekonać.

— Mam tylko nadzieję, że nie zawiedziesz ani Ezgi, ani mnie. Ta dziewczyna naprawdę się stara. A Aynur… Kiedy z nią rozmawiałam, jej głos był dziwny. Jakby… jakby była pijana. Co się wydarzyło?

Sinan odwraca wzrok. Nie chce się tłumaczyć, ale też nie chce kłamać.

— Wzięła lek uspokajający zamiast środka przeciwbólowego. Do tego zmęczenie i stres… Nic wielkiego. Nie martw się, jestem dorosły. Potrafię podejmować decyzje.

Zgniata liścik w dłoni i bez słowa odchodzi do swojego pokoju.

Isil patrzy za nim z niepokojem. Jej wzrok twardnieje.

— Widziałam już twoje „dobre decyzje”… — szepcze do siebie. Wie, że nie może pozwolić, by ta sytuacja wymknęła się spod kontroli. Musi podjąć działania.

***

W swoim pokoju Sinan podchodzi do biurka. Odruchowo wyrzuca liścik do kosza. Siada na krześle, opiera łokieć o blat i zasłania twarz dłonią. Myśli tłoczą mu się w głowie, żadnej nie potrafi uchwycić. Wspomnienia mieszają się z emocjami, a cisza wokół tylko je potęguje.

Nagle jego telefon wibruje. Wiadomość.

To Aynur. Przesłała mu trzy selfie, zrobione podczas ich pobytu w lesie. Na zdjęciach śmieje się, przytula do niego, wygląda beztrosko. Pod nimi krótka wiadomość:

„Rzeczywiście wzięłam niewłaściwy lek. Nie pamiętam tych zdjęć… Bardzo przepraszam.”

Sinan przez chwilę milczy, patrząc na fotografie. W jego oczach pojawia się cień uśmiechu. Pisze odpowiedź:

„Nie ma problemu.”

Ogląda zdjęcia raz jeszcze. Tym razem wolniej. Dłużej. Jakby szukał w nich czegoś, czego jeszcze sam nie rozumie.

***

Z powodu napiętej sytuacji z Sedatem Yalçinem, Poyraz musi trzymać Nanę z dala od warsztatu. Jest wobec niej oschły, a jego słowa — pełne chłodu — ranią ją głębiej, niż zamierzał. Dziewczyna, zdezorientowana i przybita, szuka ukojenia nad brzegiem morza, gdzie spotyka się z Aynur.

— Co się stało? — pyta Aynur z troską, siadając obok niej na ławce. — Przyszłam, jak tylko zadzwoniłaś. Brzmiałaś… bardzo źle. — Delikatnie kładzie dłoń na jej ramieniu. — Powiesz mi, co się dzieje?

Nana milczy przez chwilę, wpatrując się w fale rozbijające się o brzeg. W końcu mówi cicho:

— On się zmienił. Jest dziwny… jakby nosił w sobie jakiś ciężar, o którym nie chce mówić. Czuję, że coś ukrywa.
— Jeśli coś rzeczywiście go trapi, z pewnością się przed tobą otworzy. Daj mu trochę czasu — mówi łagodnie Aynur.

— Myślałam, że zrobi to wczoraj wieczorem. Był blisko. Ale w ostatniej chwili się wycofał. Powiedział, że ma mnóstwo pracy w warsztacie. Chciałam mu pomóc, jak zawsze… a on mnie odtrącił. Wypchnął mnie stamtąd, krzyknął na mnie. Po raz pierwszy.

Głos Nany łamie się przy ostatnich słowach. Aynur przyciąga ją bliżej, gładząc ją uspokajająco po plecach.

— Moja kochana… — szepcze. — Pamiętasz, jak opowiadałam ci o Sinanie? On też czasem reaguje impulsywnie. Przez długi czas myślałam, że po prostu mnie nie docenia. Że chce mnie zranić. Ale zrozumiałam, że to nie o mnie chodziło. On po prostu nie chciał mnie obciążać swoimi ranami. Chciał mnie chronić… na swój sposób.

Aynur ściska ramię Nany, spoglądając jej w oczy.

— Może Poyraz robi dokładnie to samo. Może coś się dzieje, o czym nie chce, byś wiedziała. Nie dlatego, że ci nie ufa, ale dlatego, że nie chce cię w to mieszać. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek chciał cię celowo zranić.

Twarz Nany lekko się rozjaśnia. Jej spojrzenie nabiera determinacji.

— Masz rację. Odkąd go poznałam, zawsze stawał za mną murem. Zawsze mnie chronił. Może teraz znowu próbuje to robić. Może właśnie dlatego się oddala, bo coś go boli i nie chce, bym to zobaczyła.

Robi krótki oddech, jakby właśnie podjęła decyzję.

— Nie zostawię go z tym samego. Nie będę naciskać, ale nie odejdę. Poczekam. I kiedy będzie gotowy, wysłucham wszystkiego, co ma mi do powiedzenia.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 739. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy