Dziedzictwo odc. 1036: Semih chce zrzucić winę na Merta!

Nana, Poyraz i Semih w warsztacie.

„Dziedzictwo” Odc. 1036 – streszczenie

Po nieudanej prowokacji Poyraz i Nana wracają do warsztatu. Mężczyzna nie może usiedzieć w miejscu — chodzi tam i z powrotem, jakby szukał ujścia dla narastającej frustracji.

— Jesteśmy z powrotem na starcie — mówi w końcu, zaciskając pięści. — Nie mamy nic. Żadnych dowodów. Żadnych tropów.

— Spokojnie — odpowiada cicho Nana, starając się go uspokoić. — Usiądź, zaparzę herbatę. Pomyślimy, co dalej.

W tej samej chwili drzwi warsztatu otwierają się z impetem. Do środka wpada Semih — blady, zdenerwowany, rozgląda się nerwowo.

— Musimy porozmawiać — mówi z trudem, jakby sam musiał się zmusić do tych słów. — Trzęsę się cały. Zobacz, co dostałem.

Podaje telefon Poyrazowi. Na ekranie widać wiadomość wysłaną z jednorazowego numeru. Treść sugeruje, że to on wrobił Poyraza trzy lata temu.

— Ktoś się bawi moim kosztem, bracie — mówi drżącym głosem. — Sama myśl, że ktoś mógłby mnie o to posądzić… To obrzydliwe. Przecież ty mnie wychowałeś. Odkąd pamiętam, byłeś przy mnie. Czasem się sprzeczaliśmy, ale zawsze byłeś moim wzorem. Dlatego od razu przyszedłem. Nie mogłem tego ukryć.

Poyraz spogląda na niego uważnie, jakby próbował przeniknąć przez warstwy słów i znaleźć tam prawdę.

— Uspokój się — mówi w końcu. — Prędzej czy później znajdę zdrajcę. I zapłaci za to, co zrobił.

— Niech zapłacą wszyscy, którzy w tym maczali palce — dodaje Semih z nerwowym zapałem. — Bo ja już dłużej nie wytrzymam…

Nie czekając na odpowiedź, odwraca się i wychodzi, zostawiając po sobie ciężką ciszę.

Nana zerka niepewnie na Poyraza.
— Gdyby był winny… miałby odwagę tak po prostu przyjść i pokazać ci tę wiadomość?

— Sam nie wiem — odpowiada Poyraz, przecierając dłonią twarz. — Może wyolbrzymiłem jego zazdrość… może za bardzo skupiłem się na nim.

— Co teraz? — pyta cicho Nana.
— Nie możemy się cofnąć. Musimy być ostrożni, ale iść dalej.

— To znaczy… następny w kolejce jest Mert — mówi zdecydowanie. — Jemu też musimy wysłać taką wiadomość. Sprawdzić, jak zareaguje.

— Nie — odpowiada twardo Poyraz. — Nie ruszam Merta. Jego lojalność jest poza wszelkimi wątpliwościami.

— Znam go tak samo dobrze jak ty — mówi spokojnie Nana. — Wiem, że ma dobre serce. Ale właśnie dlatego musimy go sprawdzić. Nie dlatego, że mu nie ufamy. Tylko dlatego, że jeśli jest czysty, potwierdzimy to i skreślimy go z listy podejrzanych. To sprawiedliwe.

Poyraz milczy przez dłuższą chwilę. W końcu skinieniem głowy wyraża zgodę.

— Dobrze. Zrobimy, jak mówisz. Dzisiaj jest już późno, ale jutro ma wolne. Zabiera swoją mamę do szpitala na badania kontrolne. Kiedy wróci… wtedy wyślemy mu wiadomość.

Nie wiedzą jednak, że Semih wcale nie odszedł. Stoi tuż za ścianą, nasłuchując każdego słowa. Gdy pada imię Merta, jego oczy rozjaśniają się przebiegłym błyskiem.

W myślach rodzi się plan. Złośliwy, precyzyjny.

Semih uśmiecha się pod nosem i szepcze cicho, jakby wypowiadał zaklęcie:

— Nikt nie ma takiego szczęścia jak ty, Semihu. Los właśnie wskazał ci kozła ofiarnego. Jutro stanę się cieniem Merta.

***

Ezgi otrzymuje kolejną niepokojącą wiadomość od anonimowego szantażysty:

„Zbliża się dzień, kiedy się na tobie zemszczę. Będę twoim końcem.”

Patrzy na ekran telefonu, czując, jak ciarki przebiegają jej po plecach. Przez chwilę stoi nieruchomo, potem z irytacją zaciska zęby.

— Który to przeklęty klient? — syczy pod nosem. — Niech tylko minie ślub… wtedy się tym zajmę. Osobiście.

Nie dzieli się jednak swoimi podejrzeniami z nikim. Chowa telefon do torebki, zakłada okulary przeciwsłoneczne i wychodzi z domu razem z Isil — ruszają na przymiarkę sukni ślubnej.

W domu zostają tylko Aynur i Sinan. Mężczyzna niespodziewanie rozchorował się i leży teraz w łóżku, blady i spocony. Aynur opiekuje się nim z troską.

— Masz gorączkę — mówi, spoglądając na termometr. — Trzydzieści dziewięć. Nie możesz tak się przegrzewać.

Delikatnie zdejmuje z niego ciężką kołdrę, zostawiając jedynie lekki koc.

— To wystarczy. Twój organizm musi oddychać.
— Dobrze… — mamrocze Sinan, z trudem otwierając oczy. — Możesz wracać do pracy. Poradzę sobie.

Aynur kręci głową, siadając na brzegu łóżka.

— Ani mi się śni. Zaraz ugotuję ci rozgrzewającą zupę i zaparzę herbatę z tymiankiem. Nigdzie się nie wybieram. Będę przy tobie, dopóki nie wyzdrowiejesz.

Jej głos jest łagodny, ale stanowczy. Sinan patrzy na nią przez chwilę w milczeniu — jego wzrok mięknie, jakby nagle zobaczył ją inaczej. Chciałby coś powiedzieć, ale słowa więzną mu w gardle. Więc tylko kiwa głową.

Aynur podnosi się, poprawia koc na jego ramionach i kieruje się do kuchni. W jej oczach tli się ciepło, którego nikt w tym domu nie zauważa… oprócz niego.

***

Semih od pewnego czasu śledzi Merta. W końcu widzi, jak ten samotnie przenosi ciężkie paczki z magazynu i ładuje je do naczepy ciężarówki. Zaintrygowany, podchodzi bliżej, udając zaskoczenie.

— Mercie? Co ty tu robisz? — pyta z udawaną troską. — Słyszałem, że twoja mama źle się czuje. Poyraz mówił, że masz ją dziś zawieźć do szpitala.

Mert spogląda na niego, wyraźnie zmieszany. Przez chwilę się waha, po czym wzdycha i macha ręką.

— To nie tak, jak myślisz. Chodź, wyjaśnię ci wszystko.

Siadają przy małym stoliku ustawionym za magazynem. Mert pochyla się lekko do przodu, jakby chciał mieć pewność, że nikt ich nie podsłucha.

— Obiecaj mi jedno. Zapomnij, że mnie tu widziałeś. I nie mów mistrzowi ani słowa.
— Ale… dlaczego? — pyta Semih, grając zdziwienie.

Mert wzdycha ciężko i ściska dłonie.

— Ostatnio ledwo wiążę koniec z końcem. Praca w warsztacie nie daje mi tylu pieniędzy, ile potrzebuję. A lekarze podejrzewają u mamy niewydolność nerek. Czekamy na badania, ale jeśli to się potwierdzi… będę potrzebował dużo pieniędzy. Dlatego łapię się dodatkowej roboty. Nie chciałem nic mówić mistrzowi. Znasz go — zaraz chciałby pomóc, nawet gdyby sam nie miał z czego. Nie chcę, żeby się zadręczał.

Semih kiwa głową ze zrozumieniem, ale w jego oczach błyska coś niepokojącego. Przenosi wzrok na kurtkę Merta, którą ten beztrosko zostawił na stole. Z jednej z kieszeni wystaje telefon.

— Rozumiem, bracie. Zachowam twój sekret — mówi z pozorną serdecznością, po czym dodaje teatralnie, wycierając czoło: — Ale zanim pęknę z gorąca, przynieś mi trochę wody. Serio, umieram z pragnienia.

Mert podnosi się i rusza w stronę automatu, zostawiając kurtkę na miejscu.

To wystarczyło. Semih błyskawicznie sięga po telefon, odblokowuje go — hasła brak.

— Idealnie… — szepcze do siebie. — Teraz tylko przekierowanie wiadomości. Niech SMS-y od Poyraza trafiają do mnie. Mert niczego nie zauważy, a ja zyskam czas.

Kilka szybkich ruchów palców i telefon ląduje z powrotem w kieszeni kurtki, zanim Mert wraca z butelką wody.

— Dzięki, bracie — mówi Semih, odbierając wodę z uśmiechem. — Naprawdę ratujesz mi życie.

***

Poyraz wysyła do Merta identyczną wiadomość, jaką dzień wcześniej otrzymał Semih — próbę lojalności, test mający wyłonić zdrajcę. Ale tym razem… wiadomość nie dociera do adresata.

To Semih czyta SMS-a, jego wzrok rozjaśnia się błyskiem triumfu. Kąciki ust unoszą się w przebiegłym uśmiechu.

— Pierwszy etap zakończony — mówi cicho do siebie. — Wiadomość trafiła prosto do mnie. Poyraz rozpoczął test… a ja zadbam, żeby dostał odpowiedź, której oczekuje. Tyle że nie od Merta.

Odkłada telefon i patrzy w dal, jakby już widział kolejne ruchy na szachownicy.

— Nie zostawię Poyraza z pustymi rękami. Dam mu „prawdę”, którą tak bardzo chce poznać.

***

Nana pojawia się w warsztacie cicho, jakby nie chciała burzyć panującej ciszy. Zbliża się do stołu, przy którym stoi Poyraz — nieruchomy, pogrążony w myślach. Zatrzymuje się obok niego, delikatnie kładzie dłoń na jego ramieniu.

— Wiem, że jest ci ciężko — mówi łagodnie. — Nie mogłam zostawić cię samego.

Poyraz unosi wzrok, ale nie odpowiada od razu. W jego oczach widać zmęczenie i smutek. W końcu odzywa się cicho, jakby mówił bardziej do siebie niż do niej:

— Gdy Mert zaczął u mnie pracować, miał dwanaście lat. W tym samym roku stracił ojca. Był zagubiony, milczący, ale miał w sobie coś, co od razu mnie poruszyło. Powiedziałem wtedy, że jest moim bratem. I od tamtej chwili naprawdę tak o nim myślę.

Zaciska pięść, jakby próbując odepchnąć natrętne myśli.

— A teraz… Teraz szukam zdrajcy. I nawet samo przypuszczenie, że mógłby to być on… rozdziera mnie od środka.

Nana przysuwa się bliżej i ujmuje jego dłoń.

— Nie podejrzewasz go, Poyraz. Ty po prostu szukasz prawdy. A to coś, co musisz zrobić. Gdybym była w twoim życiu trzy lata temu, mnie też musiałbyś sprawdzić. I zrobiłbyś to słusznie.

Poyraz patrzy na nią z czułością. Uśmiecha się smutno.

— Chciałbym, żebyś wtedy była przy mnie. Może wszystko potoczyłoby się inaczej. Może uniknąłbym tylu ran.

Nana ściska jego dłoń mocniej, z czułością.

— Jestem teraz. I nigdzie się nie wybieram. Wierzę, że Mert nie przyjdzie na spotkanie. Wierzę, że wciąż będziecie braćmi.

Poyraz przyciąga jej dłoń do ust i całuje ją lekko. Jego spojrzenie łagodnieje.

— Jak to robisz? — szepcze. — Wystarczy, że coś powiesz, i ciemność w mojej głowie zaczyna się rozjaśniać. Jakbyś rozgoniła wszystkie wątpliwości. Dobrze, że jesteś tu dziś ze mną.

— Moje miejsce — odpowiada z uśmiechem Nana — zawsze będzie przy moim mężu. Zwłaszcza w najtrudniejszych chwilach.

Poyraz spuszcza wzrok, ale w jego sercu pojawia się spokój. Pierwszy raz od kilku dni.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 750. Bölüm i Emanet 751. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy