Panna młoda odc. 203: Hancer ujawnia największe kłamstwo Beyzy! „To nie twoje dziecko!”

Zbliżenie na zlęknioną twarz Beyzy.

„Panna młoda” Odc. 203 — streszczenie

Cihan przyparł Hancer do ściany. Jedną dłoń oparł tuż obok jej głowy, jakby chciał odciąć jej drogę ucieczki, ale w jego spojrzeniu było więcej desperacji niż gniewu.

– Powiedz mi wreszcie – zażądał niskim, napiętym głosem. – Co chciałaś mi powiedzieć?

Hancer patrzyła mu prosto w oczy. Była blada, ale nie cofnęła się ani o krok.

– Nie mogę…

– Nie możesz z powodu Meliha? – zapytał ostro. W jego twarzy drgnął cień zazdrości.

Kącik jej ust zadrżał gorzko.

– A może z powodu twojej żony?

Cihan zmarszczył brwi. To jedno zdanie ugodziło go mocniej, niż chciał przyznać.

– Nigdy nie kochałem Beyzy – powiedział stanowczo. – Ty też dobrze o tym wiesz. Ożeniłem się z nią tylko dlatego, że sama na to nalegałaś.

Hancer zamarła. Jego słowa otworzyły w niej wspomnienie, które próbowała zakopać najgłębiej, jak tylko mogła.

Przed oczami znów stanęła jej tamta chwila. Uchylone drzwi sypialni. Cihan i Beyza stojący bardzo blisko siebie. Ich spojrzenia wbite w siebie nawzajem. Cisza, która bolała bardziej niż krzyk.

– Nie rozmawiajmy – powiedział wtedy Cihan.

Beyza położyła dłonie na jego ramionach i wspięła się na palce. Hancer nie musiała widzieć więcej. Wycofała się bezszelestnie, z sercem ściśniętym tak mocno, jakby ktoś zamknął je w żelaznej dłoni. Dla niej wszystko było jasne. Reszta wydarzyła się już w jej wyobraźni, ale bolała tak, jakby zobaczyła ją na własne oczy.

Otrząsnęła się gwałtownie i wróciła do teraźniejszości. Cihan nadal stał tuż przed nią, z twarzą pełną napięcia i niezrozumienia.

– To samo powiedziałeś jej wtedy? – zapytała cicho, ale w jej głosie brzmiał żal. – Gdy zarzucała ci ręce na szyję?

Zrzuciła jego dłoń ze swojej drogi. Cihan spojrzał na nią szczerze zaskoczony.

– O czym ty mówisz?

– O tym, że kłamiesz. – Jej oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliła łzom popłynąć. – Widziałam was, Cihanie. Na własne oczy. Przyszłam powiedzieć ci prawdę, którą tak długo dusiłam w sobie, ale ty… Ty nadal próbujesz udawać, że nic się nie stało. Zostaw mnie teraz w spokoju.

Chciała odejść, lecz Cihan nie pozwolił jej tak po prostu uciec. Chwycił ją mocno za nadgarstek i przyciągnął z powrotem do siebie.

– Za każdym razem, gdy na nią patrzę, widzę twoją twarz – wyrzucił z siebie. – Myślisz, że tego chciałem? Myślisz, że to dla mnie łatwe? Chciałbym wyrwać z siebie tę truciznę. Chciałbym przestać cię widzieć w każdym miejscu, w każdym oddechu, w każdej ciszy tego domu. Ale nie potrafię.

Hancer zamarła, ale nie odpowiedziała.

– Jeśli naprawdę widziałaś tamtą scenę – ciągnął Cihan z bólem – to musiałaś też zobaczyć, że zaraz potem odszedłem. Beyza mnie nie obchodzi. Nigdy mnie nie obchodziła. Gdybyśmy nie mieli syna…

– Ale macie! – przerwała mu ostro. – I właśnie w tym tkwi problem, Cihanie. Zachowujesz się tak, jakby ten chłopiec nie istniał.

Wyrwała rękę z jego uścisku. Tym razem zrobiła to z taką determinacją, że Cihan nie próbował jej zatrzymać.

Hancer odwróciła się i wyszła gwałtownie, zostawiając za sobą ciężką ciszę.

Cihan został sam. Oparł się o biurko i spuścił wzrok. Na jego twarzy malował się gniew, ale pod nim kryło się coś znacznie głębszego: bezsilność człowieka, który zbyt późno zrozumiał, jak wiele stracił.

***

Hancer szła korytarzem na piętrze, gdy nagle dobiegł ją podniesiony, rozdrażniony głos Beyzy. Zatrzymała się mimowolnie przy windzie.

– Wypiłeś kilka kropli mleka, i to na siłę – prychnęła Beyza. – Myślisz, że mnie zdenerwujesz? Szkodzisz tylko sobie. Za karę nie posmaruję cię żadnym kremem na wysypkę, zobaczysz!

Hancer zamarła. Ostrożnie podeszła bliżej i zajrzała do pokoju dziecięcego. Beyza stała przy łóżku i przewijała małego Cihana Gurura. W dłoni trzymała zużytą pieluchę, a na jej twarzy malowało się wyraźne obrzydzenie, jakby każdy gest opieki nad dzieckiem był dla niej udręką.

– Muszę to wyrzucić – mruknęła pod nosem, rozglądając się nerwowo. – Tylko gdzie? Gdzie Gulsüm wyrzuca takie rzeczy?

Włożyła zawiniętą pieluchę do reklamówki, a potem owinęła chłopca miękkim kocykiem i odłożyła go do kołyski. Dziecko poruszyło się niespokojnie, ale Beyza nawet na nie nie spojrzała. Chwyciła reklamówkę i wyszła z pokoju.

Nie zauważyła Hancer. Ta w ostatniej chwili cofnęła się za załom ściany i wstrzymała oddech. Dopiero gdy kroki Beyzy ucichły na schodach, weszła do środka.

Pokój był jasny, ciepły, urządzony jak dziecięca bajka. Na ścianach widniały kolorowe zwierzęta i żółte słońce, a obok łóżeczka stała torba pełna niemowlęcych akcesoriów. Hancer podeszła do kołyski i pochyliła się nad dzieckiem. Na widok jego spokojnej twarzy jej spojrzenie natychmiast złagodniało.

– Jesteś taki piękny – szepnęła.

Cihan Gurur spojrzał na nią wielkimi oczami, a potem uśmiechnął się bezbronnie, jakby rozpoznał w niej kogoś bliskiego. Hancer zadrżało serce. Ostrożnie wzięła go na ręce i przytuliła do piersi.

– Tylko ty znasz prawdę – powiedziała cicho. – Ale nie możesz jej nikomu powiedzieć.

Przez chwilę kołysała go delikatnie, nie mogąc oderwać wzroku od jego twarzyczki. Potem spojrzała na torbę z przyborami do pielęgnacji. W jej oczach pojawiło się napięcie.

– Istnieje jednak inny sposób, żebyśmy my też ją poznali – wyszeptała.

Wysunęła z torby małe nożyczki. Nie chciała zrobić dziecku krzywdy. Potrzebowała tylko jednego włosa. Jednego drobnego dowodu, który mógłby obnażyć kłamstwo Beyzy i wyjaśnić, kim naprawdę jest Cihan Gurur.

Zbliżyła nożyczki do główki chłopca.

W tej samej chwili za jej plecami rozległo się zduszone westchnienie, a potem przeraźliwy krzyk:

– Co ty tutaj robisz?!

Hancer odwróciła się gwałtownie. W progu stała Beyza. Jej oczy rozszerzyły się z udawanego przerażenia, a twarz natychmiast przybrała wyraz histerycznej paniki.

– Cihanie! – wrzasnęła. – Szybko! Ta wariatka chce zabić nasze dziecko!

– Nie… – Hancer pobladła. – To nie tak…

Po kilkunastu sekundach do pokoju wpadł Cihan. Zatrzymał się gwałtownie, widząc Hancer z dzieckiem na rękach i nożyczkami w dłoni.

– Co tu się dzieje? – zapytał lodowatym głosem, mierząc ją twardym spojrzeniem.

Beyza natychmiast podbiegła bliżej.

– Ta wariatka trzymała nożyczki przy głowie naszego syna! – krzyczała. – Chciała go zabić! Weszłam w ostatniej chwili! Zostaw moje dziecko, ty obłąkana kobieto!

– Nie skrzywdziłabym go – zaprzeczyła Hancer, coraz bardziej przerażona. Mocniej przytuliła chłopca, ale nie po to, by go zatrzymać. Chciała go ochronić przed całym tym krzykiem. – Przysięgam, nie miałam złych zamiarów.

Do pokoju wbiegli kolejni domownicy: Mukadder, Sinem i służące. Wszystkie zamarły na widok Hancer, dziecka i nożyczek. W jednej chwili zwykła scena zamieniła się w oskarżenie, z którego Hancer nie potrafiła się obronić.

– Wezwijcie policję! – krzyczała Beyza. – Ta kobieta chciała zabić moje dziecko!

Cihan podszedł do Hancer. Bez słowa wyjął nożyczki z jej dłoni i odłożył je na bok. Następnie ostrożnie zabrał z jej ramion syna.

– Przysięgam, że nie chciałam go skrzywdzić – powtórzyła Hancer, patrząc mu prosto w oczy. – Nigdy bym tego nie zrobiła.

– Gdybym nie przyszła, skrzywdziłabyś go! – syknęła Beyza. – Od dnia jego narodzin tylko czekałaś na okazję. Chciałaś go zabić! Chodź do mamy, synku. Chodź.

Wyrwała dziecko z rąk Cihana i przytuliła je ostentacyjnie do piersi, jakby nagle przypomniała sobie, że ma odegrać rolę troskliwej matki. Potem odwróciła się do pokojówek.

– Nie stójcie tak! Wezwijcie policję!

Hancer pokręciła głową. Jej oczy zaszkliły się od łez.

– Nigdy bym go nie skrzywdziła. Nigdy…

Cihan spojrzał na nią długo. W jego twarzy mieszały się gniew, strach i coś jeszcze — cień wątpliwości, którego nie potrafił ukryć. W końcu chwycił Hancer za rękę.

– Chodź ze mną.

Nie czekając na protesty Beyzy, wyprowadził ją z pokoju dziecięcego.

***

Cihan wprowadził Hancer do gabinetu i zamknął za nimi drzwi. Jego twarz była napięta, a głos ostry, niemal nie do poznania.

– Co ty wyprawiasz? – zapytał, ledwie panując nad gniewem. – Czy właśnie tak zrozumiałaś moje słowa sprzed kwadransa? To miałaś na myśli, mówiąc, że zachowuję się tak, jakby mój syn nie istniał?

Hancer spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Co ty mówisz, Cihanie? – W jej głosie zabrzmiały ból i oburzenie. – Naprawdę uważasz, że mogłabym skrzywdzić twoje dziecko? W ogóle mnie nie znasz?

– Nie – odparł twardo. – Już cię nie znam. Nie poznaję kobiety, która weszła do pokoju mojego syna i trzymała nożyczki przy jego głowie. Co chciałaś zrobić? Wyładować na nim swoją złość?

Hancer zbladła, ale nie cofnęła się ani o krok.

– To nie przede mną powinieneś go chronić. Największym nieszczęściem tego dziecka jest to, że trafiło w ręce Beyzy.

Cihan zmarszczył brwi.

– Co to za bzdury? Otrzeźwiej! Czy Beyza zrobiłaby coś własnemu dziecku? To ma być twoje wytłumaczenie? Powiedz prawdę!

– Nigdy nie byłam bardziej trzeźwa niż teraz – odpowiedziała cicho, lecz stanowczo. – Chciałam tylko, żebyś ty też zobaczył prawdę. Właśnie dlatego poszłam do pokoju dziecięcego.

– Jaką prawdę? O czym ty mówisz? – zapytał, coraz bardziej rozdrażniony. – Nie wybielisz się w ten sposób. Jak mogłem nie dostrzec w twoich oczach tej żądzy zemsty?

– Cihanie, to nie ma nic wspólnego z zemstą.

Nie słuchał. Odszedł do biurka, chwycił telefon i zaczął wybierać numer.

– Co robisz? – zapytała Hancer, zaniepokojona. – Do kogo dzwonisz?

– Na policję – oznajmił bez wahania. – Jeśli dalej będziesz mówiła takie rzeczy, obawiam się, że nie zdołam się powstrzymać. To twoja ostatnia szansa, Hancer. Powiedz prawdę. Kiedy przyjedzie policja, nic już nie będzie takie samo.

– Nie przyszłam tam zrobić nic złego. To dziecko…

Nie zdążyła dokończyć. Drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie i do środka wpadła Beyza. W dłoni ściskała duży kuchenny nóż, a w jej oczach płonęła furia.

– Ty żmijo! – wrzasnęła i uniosła rękę, jakby chciała rzucić się na Hancer.

Cihan natychmiast poderwał się z fotela i chwycił Beyzę za nadgarstek.

– Zostaw mnie! – szarpała się. – Próbowała zabić moje dziecko! Zapłaci za to!

Hancer nie wyglądała już na przestraszoną. Widok noża i histerii Beyzy sprawił, że coś w niej pękło. Strach ustąpił miejsca gniewowi.

– Skończ z tym kłamstwem! – wybuchła. – Od miesięcy robisz z nas wszystkich głupców!

Do gabinetu wbiegli kolejni domownicy: Sinem, Mukadder, Gulsüm i pokojówki. Wszyscy zamarli na widok Beyzy z nożem i Cihana, który z trudem powstrzymywał ją przed atakiem.

– To nie twoje dziecko! – powiedziała Hancer, patrząc Beyzie prosto w oczy. – Nie ty je urodziłaś!

W pokoju zapadła cisza. Beyza zastygła, jakby ktoś uderzył ją w twarz. Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku niej.

– O czym ty mówisz? – Cihan spojrzał na Hancer z niedowierzaniem. – Co to za bzdury?

– Chciałeś, żebym powiedziała prawdę? – odparła. – Więc ją powiedziałam.

– Ty przeklęta żmijo! – wrzasnęła Beyza. – Zabiję cię!

Ponownie rzuciła się naprzód, lecz Cihan znów ją zatrzymał. W szarpaninie nóż wypadł jej z dłoni i z brzękiem uderzył o podłogę. Sinem natychmiast go podniosła i podała Gulsüm, odsuwając niebezpieczeństwo od wszystkich.

Hancer zrobiła krok w stronę Beyzy. Jej twarz była blada, ale głos brzmiał spokojnie i twardo.

– Nie zdołasz mnie uciszyć. Nie boję się ciebie. Wiem, że pobrano ci krew w klinice Yasemin. Wiem też, że wynik był negatywny. Nigdy nie byłaś w ciąży. Oszukiwałaś wszystkich przez miesiące. Przede wszystkim Cihana.

Cihan znieruchomiał.

– Engin też zna prawdę – ciągnęła Hancer. – Jeśli mi nie wierzysz, zadzwoń do niego. Ma nagranie z kliniki. Wyniki, które znalazłeś na komputerze Yasemin, należą właśnie do Beyzy.

W gabinecie nikt się nie poruszył. Mukadder wpatrywała się w Hancer z otwartymi ustami. Sinem patrzyła raz na Beyzę, raz na Cihana, jakby dopiero teraz wszystkie elementy zaczynały układać się w całość.

W oczach Beyzy pojawiły się łzy, ale nie było w nich skruchy. Była tylko panika.

– Próbujesz wmówić mi wyniki innej osoby? – zapytała drżącym głosem. – Ty kłamliwa dziwko! Wszyscy wiedzą, czego chcesz! Tak, byłam w klinice Yasemin. Nie powiedziałam o tym, bo sama Yasemin mi to zasugerowała.

Cihan spojrzał na nią ostro.

– Dlaczego?

Beyza natychmiast podchwyciła pytanie, jakby czekała tylko na szansę, by zbudować kolejne kłamstwo.

– Ponieważ badania nie wyszły dobrze – powiedziała łamiącym się głosem. – Istniało podejrzenie, że dziecko może być chore. Yasemin wiedziała, że nie byłeś przy mnie w czasie ciąży. Bała się, jak zareagujesz. Nieważne, jak bardzo jej nie lubiłam, nigdy nie podważałam tego, że była świetnym lekarzem. Chciała chronić mnie jako pacjentkę. Zmarła, zanim wykonano dodatkowe badania. A ja już tego nie drążyłam. Powiedziałam sobie, że przyjmę moje dziecko bez względu na wszystko. Czekałam tylko na dzień jego narodzin. I Bóg podarował nam zdrowego, pięknego syna.

Nagle odwróciła się do Hancer. Jej głos znów stał się pełen jadu.

– Ale ta kobieta znowu robi wszystko, żeby zniszczyć nasze szczęście!

– Ona kłamie, Cihanie – powiedziała Hancer spokojnie. – Nie wierz jej.

– Nie waż się brać imienia mojego męża do swoich brudnych ust! – syknęła Beyza. – Nie rozdzielisz nas. Nie zabierzesz mi męża!

– Beyza… – odezwał się Cihan ostrzegawczo.

– Dość! – krzyknęła Mukadder, nie wytrzymując napięcia. Spojrzała na Hancer z nienawiścią. – Wynoś się z mojego domu!

W tej samej chwili w progu pojawił się Melih. Wszedł do gabinetu pewnym krokiem i od razu stanął między Hancer a resztą domowników.

– Zostawcie Hancer w spokoju – powiedział stanowczo. – Nikt jej nie skrzywdzi, dopóki ja tu jestem. Otoczyliście ją jak banda chuliganów bezbronną osobę.

Cihan odwrócił się ku niemu.

– Została przyłapana z nożyczkami przy głowie mojego dziecka.

– A zapytałeś ją, po co jej były te nożyczki? – odpowiedział Melih. – Czy jak zawsze od razu ją osądziłeś?

– Zapytałem. Nie odpowiedziała.

Melih spojrzał na Hancer łagodniej.

– Hancer, śmiało. Powiedz mu.

Hancer wzięła głęboki oddech.

– Chciałam tylko obciąć mu kosmyk włosów.

– Do testu DNA – dopowiedział Melih, patrząc prosto na Cihana. – Engin zdobył już włos Beyzy. Chciał porównać go z włosem dziecka. W ten sposób kłamstwo Beyzy wyszłoby na jaw.

Beyza znieruchomiała. Przed oczami stanął jej obraz Engina pochylającego się nad kołyską Cihana Gurura. Dopiero teraz zrozumiała, po co naprawdę pojawił się w pokoju dziecięcym. Krew odpłynęła jej z twarzy.

Melih nie spuszczał wzroku z Cihana.

– Możesz sam zlecić test. A jeśli nie chcesz znać prawdy, możesz zamknąć oczy i dalej udawać, że nic się nie dzieje. Chodźmy, Hancer.

Ujął Hancer pod ramię i wyprowadził ją z gabinetu. Nikt nie próbował ich zatrzymać.

Cihan został na środku pokoju. Oparł dłonie o oparcie krzesła i wziął głęboki oddech. W jego oczach nie było już pewności. Był gniew, szok i narastająca świadomość, że grunt usuwa mu się spod nóg.

Beyza podeszła do niego ostrożnie i dotknęła jego ramienia.

– Cihanie… Przysięgam na nasze dziecko, że mówię prawdę – wyszeptała rozpaczliwie. – Zapytaj mamę Mukadder. Ona wie wszystko. Gulsüm też to potwierdzi. Cihanie, proszę…

Nie spojrzał na nią.

– Wyjdź.

– Cihanie…

– Wynoś się! – ryknął tak głośno, że wszyscy obecni w pokoju drgnęli.

Beyza cofnęła się przerażona. Mukadder, Sinem, Gulsüm i pokojówki również opuściły gabinet. Kiedy drzwi się zamknęły, Cihan został sam.

Przez chwilę stał nieruchomo, zaciskając palce na oparciu krzesła. Potem gniew eksplodował. Uderzył w krzesło z taką siłą, że przewróciło się na podłogę z głuchym hukiem.

***

W starym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Melih zszedł na dół i otworzył. Na progu stała jego matka. Fadime miała zaciśnięte usta, dłonie wsparte na biodrach i spojrzenie, które nie wróżyło nic dobrego.

– Gdzie Hancer? – zapytała chłodno.

– Jest w salonie. Nie czuje się najlepiej.

– Nie pytałam, jak się czuje.

Nie czekając na zaproszenie, minęła syna i ruszyła schodami na górę. Melih westchnął ciężko, po czym poszedł za nią.

Hancer siedziała na różowej kanapie, blada i wyraźnie osłabiona po wszystkim, co wydarzyło się w rezydencji. Gdy zobaczyła Fadime, uniosła wzrok.

– Witaj, siostro Fadime – odezwała się cicho.

Kobieta zatrzymała się przed nią, mierząc ją surowym spojrzeniem.

– Co ty wyprawiasz, Hancer? – zapytała z gniewem. – Czy dziecko pana Cihana to twój problem? Co cię obchodzą jego sprawy? Jeszcze to kłamstwo… Że niby Beyza nigdy nie była w ciąży, że gdzieś znalazła dziecko i wmówiła panu Cihanowi, że to jego syn. Po co ci to wszystko? Jaką korzyść chcesz z tego odnieść?

Melih natychmiast stanął obok matki.

– A co miała zrobić? – zapytał ostro. – Przymknąć oczy na tak wielkie kłamstwo? Udawać, że nic się nie stało? Na tym ma polegać człowieczeństwo, mamo?

Fadime prychnęła kpiąco. Ani na chwilę nie spuściła wzroku z Hancer.

– Chcesz wrócić do byłego męża, nosząc pod sercem dziecko mojego syna?

– Mamo, wystarczy – powiedział Melih, jeszcze bardziej stanowczo. – Mów grzecznie.

– Mówię to, co myślę! – odparła bez wahania. – A ty co robisz, Melihu? Wspierasz własną żonę w jej dążeniach do powrotu do byłego męża?

Te słowa zabolały Hancer bardziej, niż chciała pokazać. Pobladła jeszcze mocniej, powoli podniosła się z kanapy i położyła dłoń na brzuchu, jakby tym gestem próbowała ochronić nie tylko dziecko, ale i resztki swojej godności.

Nie odpowiedziała. Nie miała już siły tłumaczyć się przed kimś, kto przyszedł z gotowym wyrokiem. Opuściła głowę i udała się do swojego pokoju, zostawiając Meliha sam na sam z matką.

Melih odprowadził ją wzrokiem, a potem spojrzał na Fadime tak surowo, że kobieta na moment straciła pewność siebie.

– Czy ty w ogóle wiesz, o czym mówisz? – zapytał niskim głosem. – Czy wiesz, że to kłamstwo mogło doprowadzić do morderstwa?

Fadime zamarła.

– Co?

– Engin podejrzewa, że Beyza zabiła jego siostrę – powiedział Melih. – Yasemin mogła odkryć, że Beyza nigdy nie była w ciąży. Mogła znać prawdę o dziecku. I właśnie dlatego mogła zginąć.

Twarz Fadime nagle pobladła. Cała złość odpłynęła z niej w jednej chwili, ustępując miejsca przerażeniu.

– Dobry Boże… – wyszeptała.

Zasłoniła usta dłonią i ciężko opadła na kanapę. Dopiero teraz dotarło do niej, jak okrutne słowa rzuciła przed chwilą w stronę Hancer. I jak niewiele wiedziała o sprawie, którą tak łatwo osądziła.

***

Cihan przyjechał do mieszkania Engina. Stał przez chwilę przed drzwiami, z twarzą ściągniętą gniewem i spojrzeniem tak zimnym, jakby całą drogę powstrzymywał się przed wybuchem.

Gdy Engin otworzył, nie wyglądał na zaskoczonego. Przez moment mierzyli się w milczeniu.

– Spodziewałem się ciebie – powiedział prawnik spokojnie.

Odsunął się i gestem zaprosił go do środka. Przeszli do salonu. W niewielkim mieszkaniu, między błękitnymi ścianami, kuchnią widoczną zza progu i ciężką ciszą, napięcie stawało się niemal namacalne.

Sila zostawiła ich samych i zniknęła w swoim pokoju. Nie zamknęła jednak drzwi do końca. Zatrzymała się tuż za nimi, uchyliła je odrobinę i z bijącym sercem zaczęła nasłuchiwać.

Cihan stanął naprzeciwko Engina. Jego szczęka była zaciśnięta, a w oczach płonął gniew.

– Gdyby chodziło o kogoś innego, nie potrafiłbym się powstrzymać – powiedział niskim, napiętym głosem. – Zburzyłbym ten dom i zrzucił go na głowę temu, kto odważył się rzucić takie oszczerstwo.

Engin nie cofnął się ani o krok.

– Naprawdę uważasz, że twój przyjaciel byłby zdolny do oszczerstwa?

– A co mam myśleć? – Cihan uniósł głos. – Prowadzicie za moimi plecami jakieś śledztwo, rzucacie oskarżeniami, nie mając żadnego dowodu. Co miało znaczyć wejście do pokoju Beyzy i zabranie jej włosa? Oskarżyłeś matkę mojego syna o coś tak niemoralnego!

– Zabrałem ten włos właśnie po to, żeby uniknąć tej rozmowy – odparł Engin. – Chciałem stanąć przed tobą z dowodami, nie z podejrzeniami. Próbowałem też zdobyć włos Cihana Gurura, ale Beyza weszła do pokoju, zanim zdążyłem to zrobić.

Cihan zrobił krok w jego stronę. W jego spojrzeniu było niedowierzanie pomieszane z furią.

– Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? Patrzysz mi prosto w oczy i przyznajesz się do czegoś takiego?

– Wyjaśnię ci wszystko, jeśli pozwolisz.

– Co ty możesz mi jeszcze wyjaśnić? – warknął Cihan. – Działałeś za moimi plecami. Wciągnąłeś w to tego łachudrę, męża Hancer. Współpracujesz z nim i z kobietą, która zniszczyła mi życie. Razem depczecie mój honor, moją rodzinę i moją dumę. Tak wygląda twoja przyjaźń?

Engin spoważniał jeszcze bardziej.

– Moim jedynym celem jest odnalezienie zabójcy mojej siostry – powiedział wyraźnie. – Nic więcej. Czy teraz mnie rozumiesz, Cihanie?

– Przestań chować się za bólem po śmierci Yasemin – syknął Cihan. – Co ona ma wspólnego z tymi oskarżeniami?

Engin zbliżył się do niego. Tym razem w jego głosie nie było już łagodności.

– Beyza może być morderczynią mojej siostry – oświadczył, patrząc mu prosto w oczy. – Teraz rozumiesz, co próbuję zrobić?

Cihan zamilkł. Przez kilka sekund nie padło ani jedno słowo. Gniew w jego twarzy nie zniknął, ale ustąpił miejsca czemuś innemu: wstrząsowi, którego nie potrafił ukryć. Stał nieruchomo, jakby dopiero teraz pojął, że sprawa nie dotyczy już wyłącznie Hancer, dziecka i rzekomej zdrady.

Dotyczyła śmierci Yasemin. I prawdy, przed którą być może wszyscy zbyt długo uciekali.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 150.Bölüm i Gelin 151.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 148: Hancer wraca do rezydencji jako sprzątaczka!

    Hancer wraca do pracy i dostaje nowe zlecenie, nie wiedząc, że agencja wysyła ją prosto do rezydencji Develioglu. Zmuszona groźbą kary przekracza próg domu, który kiedyś opuściła jako żona Cihana. Beyza upokarza ją od pierwszej chwili, traktując jak służącą i każąc sprzątać własną sypialnię. Tymczasem Cihan przyjeżdża do agencji, by zerwać jej umowę, i odkrywa, że została skierowana do pracy w rezydencji. Engin coraz bardziej podejrzewa, że śmierć Yasemin skrywa mroczną tajemnicę — znajduje tajemniczą bransoletkę i nabiera przekonania, że w domu siostry był ktoś jeszcze.

  • Panna młoda odc. 37: Łóżko obsypane płatkami róż czeka na Cihana i Hancer!

    Cihan i Hancer są nadal uwięzieni w starym domu. Przypadkowa rozmowa o wzorze swetra Hancer prowadzi do odkrycia jej talentu i inspiruje Cihana, który fotografuje i szkicuje jej projekt. Między nimi dochodzi do kolejnego konfliktu, gdy Hancer prosi o zgodę na wyjście na otwarcie sklepu brata. Kłótnia dotyka bolesnych wspomnień Cihana o zmarłym bracie. Wkrótce mężczyzna otrzymuje dramatyczną informację: Cemil jest śmiertelnie chory. Pod wpływem diagnozy Cihan zmienia decyzję i zabiera Hancer na uroczystość. Derya ukrywa pieniądze i cynicznie planuje wykorzystać chorobę męża. Beyza spotyka się potajemnie z doktor Fusun, a Yonca zdobywa kompromitujące zdjęcia. Wieczorem Cihan i Hancer zostają zaproszeni na noc do domu Cemila, gdzie Derya realizuje własny, ryzykowny plan.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 180: Sila znajduje schronienie u Hancer! Derya żąda fortuny od Mukadder!

    Sila późno w nocy dzwoni do Hancer z prośbą o pomoc. Przerażona dziewczyna twierdzi, że znajduje się sama na odludnej drodze i nie ma dokąd pójść. Hancer natychmiast organizuje jej pomoc. Wkrótce Sila trafia do starego domu, gdzie zostaje serdecznie przyjęta przez Hancer. Jej obecność wywołuje jednak napięcie, gdy przed domem pojawia się Cihan. Mężczyzna nie ukrywa troski o dziewczynę, ale jednocześnie z niechęcią obserwuje bliskość Hancer i Meliha. Następnego dnia Engin odkrywa, że Sila zamieszkała u Hancer. Ostrzega przyjaciółkę, że niewiele wiedzą o nowej lokatorce, a następnie przekazuje jej dokumenty związane z nadchodzącym głosowaniem na nowego prezesa fundacji „Jedno Życie”. Derya i Yonca przechodzą do kolejnego etapu swojego planu przeciwko Mukadder. Podczas anonimowego telefonu żądają od niej aż dziesięciu milionów lir w zamian za milczenie. Szantażowana kobieta jest wstrząśnięta astronomiczną kwotą, ale słyszy wyraźne ultimatum – jeśli nie zapłaci, prawda trafi do Cihana.

  • Panna młoda odc. 128: Cihan i Hancer odchodzą z rezydencji! Zaczynają nowe życie!

    Cihan wraca do firmy i w gabinecie Engina odkrywa, że dziennikarz, który sprowokował skandal wokół Hancer, kontaktował się z jego wujkiem aż czternaście razy, a dodatkowo ktoś skupuje akcje firmy przez fikcyjną spółkę. Podejrzewając spisek, Cihan dzwoni do Nusreta i zastawia na niego pułapkę. Hancer rozpada się po telefonie od Deryi, która informuje ją o kradzieży, braku pieniędzy i katastrofalnej sytuacji rodziny. Podczas konfrontacji w rezydencji Cihan ujawnia dowody przeciw Nusretowi, Beyza błaga go o litość, a on zaskakuje wszystkich decyzją: Beyza zostaje, ale on odchodzi z Hancer. Po drodze para znika z rezydencji, atakowana przez reporterów, by w końcu znaleźć schronienie w letniskowym domu, gdzie Cihan obiecuje Hancer nowy początek.

  • Panna młoda odc. 26: Hancer znajduje bratnią duszę!

    Hancer chce wreszcie wyznać bratu prawdę o swoim małżeństwie, gdy niespodziewanie w jego mieszkaniu pojawia się Cihan i zabiera ją z powrotem do rezydencji. W drodze stawia jasne warunki: jako jego żona ma zgłaszać każdy problem wyłącznie jemu. Po powrocie do starego domu Hancer spotyka się z otwartą wrogością Mukadder, która brutalnie wyrzuca ją przed dom i doprowadza do jej upadku ze schodów. W obronie Hancer staje Sinem, ujawniając, że to sam Cihan przywiózł ją z powrotem. Upokorzona i ranna Hancer znajduje wsparcie u Sinem, która oferuje jej pomoc i przyjaźń. Tymczasem Beyza i Mukadder obserwują rozwój wydarzeń z narastającą frustracją, zapowiadając kolejne konflikty w rodzinie.