Panna młoda odc. 202: Beyza może stracić wszystko! Engin jest coraz bliżej prawdy!

Engin pociera brodę z zamyśleniem.

„Panna młoda” Odc. 202 — streszczenie

Engin przedstawił przyjaciołom swój plan. W jasnym salonie starego domu zapadła ciężka cisza. Wszyscy siedzieli blisko siebie, lecz napięcie między nimi było tak wyraźne, jakby odgradzało każde z nich niewidzialną ścianą. Hancer, wciąż osłabiona po zatruciu, patrzyła na prawnika z niepokojem. Melih siedział tuż obok niej, gotów w każdej chwili zaprotestować. Sila milczała, ale jej zaciśnięte dłonie zdradzały gniew.

– Rozwiejemy wszelkie wątpliwości, jeśli zdobędziemy próbkę od dziecka i od Beyzy – powiedział Engin spokojnie, choć jego twarz pozostała poważna. – Wtedy dowiemy się, czy nasze podejrzenia są błędne, czy naprawdę mamy do czynienia ze spiskiem.

Hancer pokręciła głową.

– Nie da się wejść do rezydencji niezauważonym. Nikt nie zostawi nas samych z dzieckiem. A już na pewno nie pozwolą nam zbliżyć się do Beyzy na tyle, żeby zdobyć jej włos.

Sila zacisnęła pięść jeszcze mocniej.

– Szczerze mówiąc, chętnie chwyciłabym ją za kudły i wyrwała tyle włosów, ile trzeba…

– Sila – upomniał ją Engin, posyłając jej ostrzegawcze spojrzenie.

Dziewczyna uniosła ręce w geście kapitulacji.

– Nie martw się, adwokacie, nie zrobię tego. Po prostu doprowadza mnie do szału, że mamy związane ręce.

Melih westchnął ciężko.

– Mama i Aysu mogłyby to zrobić, ale co miałbym im powiedzieć? Jak miałbym je w to wciągnąć?

– Nie angażuj ich, Melihu – powiedziała stanowczo Hancer. – To zbyt niebezpieczne. I tak wystarczająco dużo wycierpiały przez naszą sprawę. Ja odpowiadam za cały ten bałagan i to ja powinnam go posprzątać.

– Nie ma mowy – uciął Melih natychmiast. – Nawet o tym nie myśl. Masz trzymać się od Beyzy tak daleko, jak tylko możesz.

– Melih ma rację – przyznał Engin. – Wiesz, że Beyza próbowała cię już skrzywdzić. Może spróbować ponownie. Dlatego musisz zachować szczególną ostrożność.

Słowa Engina przywołały w pamięci Hancer obraz tamtego dnia. Zobaczyła siebie w samochodzie Beyzy, jej obłąkane spojrzenie, szaleńczą prędkość i gwałtowny skręt kierownicą, po którym auto wypadło z drogi. Wtedy tylko cudem uniknęły tragedii. Hancer wiedziała, że nie wolno jej o tym zapominać. Beyza naprawdę była zdolna do wszystkiego.

– Nawet dziecko nie wystarczyło, żeby zatrzymać przy niej uwagę Cihana – mówił dalej Engin. – Ona jest o ciebie chorobliwie zazdrosna, bo Cihan nigdy nie odwzajemnił jej miłości tak, jak tego pragnęła. Wierzy, że w każdej chwili możesz jej go odebrać. Melihu, przepraszam, że mówię to przy tobie, ale musimy wszyscy zrozumieć, jak poważna jest ta sytuacja.

Melih spojrzał na niego spokojnie.

– Nie ma problemu. Nie biorę do siebie obsesji tej wariatki. Powiedz lepiej, co zamierzasz zrobić.

Engin powoli podniósł się z miejsca. Jego twarz była skupiona, a głos brzmiał pewnie.

– To ja jestem do tego najodpowiedniejszą osobą – oznajmił. – Moja wizyta w rezydencji nikogo nie zdziwi. Mogę poruszać się po domu swobodnie, nie wzbudzając podejrzeń. I jeśli dobrze rozegramy tę sprawę, zdobędziemy dowód, którego Beyza nie będzie mogła podważyć.

***

Derya zamiatała podłogę w niewielkim przedpokoju. W ciasnym, skromnie urządzonym pomieszczeniu panował półmrok, a ona z każdym ruchem miotły coraz mocniej zaciskała usta. Złość aż kipiała jej w środku.

– Popatrzcie tylko na Hancer! – prychnęła, uderzając miotłą o podłogę. – Znalazła sobie nowego męża i uwiła gniazdko tuż przy rezydencji. A ja? Dalej tkwię w tym samym miejscu. Nie zamieniłam nawet miotły na odkurzacz, nie mówiąc już o mężu!

W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Derya odwróciła głowę, zniecierpliwiona, i ruszyła do wejścia. Kiedy otworzyła, zmarszczyła brwi. Przed progiem stała właścicielka salonu piękności – ta sama kobieta, której Derya przekazała dwie złote bransoletki jako zaliczkę na zakup interesu. Bransoletki przepadły, gdy wycofała się z transakcji.

Na sam jej widok gniew Deryi wybuchł na nowo.

– Co ty tu robisz? – zapytała ostro.

Kobieta uśmiechnęła się niepewnie.

– Śniłaś mi się w nocy. Dlatego przyszłam.

– Kpisz sobie ze mnie? – Derya aż uniosła głos. – Jestem na ciebie wściekła. Lepiej mnie nie prowokuj, bo mogę zrobić coś, czego później będę żałować.

– To nie są żarty. Mówię poważnie. Wyjaśnię ci wszystko, tylko mnie wpuść.

Nie czekając na zaproszenie, kobieta zrobiła krok do środka.

– Chwileczkę. Najpierw buty – upomniała ją Derya, wskazując na próg.

Po chwili obie siedziały już w salonie. Derya patrzyła na gościa podejrzliwie, z założonymi rękami. Właścicielka salonu poprawiła płaszcz i zaczęła mówić tonem pełnym udawanej powagi.

– Kiedy mój świętej pamięci dziadek przychodzi do mnie we śnie i każe mi coś zrobić, wiem, że nie wolno mi się sprzeciwiać. Raz go nie posłuchałam i spalił mi się dom…

– Boże, oszczędź mi tych historii – przerwała jej Derya. – Powiedz wprost, po co przyszłaś. Czego ode mnie chcesz?

– We śnie dziadek nalegał, żebym sprzedała ci salon.

Derya parsknęła drwiąco.

– Nie mam nawet pięciu lir. A nawet gdybym miała, nie dałabym ci ani grosza.

– W takim razie spiszemy umowę odroczonej płatności. Będziesz spłacać mnie co miesiąc z zysków salonu.

– I mam uwierzyć, że to wszystko przez jeden sen? Naprawdę nie mogłaś wymyślić lepszej wymówki?

Kobieta westchnęła i spuściła wzrok.

– Dobrze. Nie miałam żadnego snu. Jesteś mądrą kobietą, od razu mnie przejrzałaś. Po tym, jak mnie przeklęłaś, poszłam do pewnego hodży. Powiedział, że wyrządziłam ci krzywdę i że Bóg mi nie wybaczy, jeśli nie zdobędę twojego przebaczenia. Wiem, że naprawdę chciałaś mieć ten salon. Jeśli nie uda ci się zarobić na spłatę, podrę umowę na strzępy. A na dowód dobrej woli oddam ci jedną z bransoletek.

Derya natychmiast się ożywiła. Jej spojrzenie powędrowało do przedramienia kobiety, na którym połyskiwały złote bransoletki.

– Naprawdę podrzesz umowę, jeśli nie będę mogła zapłacić? Napiszesz mi to na papierze i podpiszesz?

– Podpiszę. Zrobię wszystko, żeby pozbyć się tego grzechu. Proponuję ratę w wysokości stu tysięcy lir miesięcznie. Spłacisz ją bez problemu. Salon przynosi co najmniej trzy razy więcej.

Derya poderwała się z miejsca. Przyniosła kartkę, długopis i szybko zaczęła spisywać warunki. Jej oczy błyszczały ekscytacją, jakby już widziała siebie za ladą własnego salonu.

– Wszystko tu jest – oznajmiła po chwili. – Ty podpisz pierwsza. I daj mi bransoletkę.

Chwyciła kobietę za rękę, lecz ta natychmiast ją cofnęła.

– Najpierw ty podpisz.

W tej samej chwili do salonu wszedł Cemil. Zatrzymał się w progu, spojrzał na kartkę leżącą na stole, potem na obcą kobietę i wreszcie na Deryę.

– Co tu się znowu dzieje? – zapytał podejrzliwie.

– To ta fryzjerka, która sprzedaje salon – wyjaśniła szybko Derya. – Pamiętasz, opowiadałam ci o niej. Sprzeda mi go, a ja zapłacę w dziesięciu miesięcznych ratach po sto tysięcy lir.

Twarz Cemila natychmiast stężała. W jego oczach pojawił się gniew.

– Co ty wygadujesz, Deryo? – syknął. – Już raz dałaś się jej nabrać.

Odwrócił się do właścicielki salonu.

– Proszę natychmiast opuścić mój dom.

– Ale ja tylko…

– Szybko, zanim wezwę policję!

Cemil nie zamierzał słuchać ani słowa więcej. Chwycił kobietę za przegub i wyprowadził ją do przedpokoju, niemal wypychając za drzwi. Derya ruszyła za nimi, roztrzęsiona i oburzona.

– Cemilu, co ty zrobiłeś?! – krzyknęła, kiedy drzwi zamknęły się za kobietą. – Przecież chciała oddać mi bransoletkę!

– Deryo, nie doprowadzaj mnie do szału – odparł, siadając ciężko na sofie. Był zmęczony jej kolejnymi pomysłami, które za każdym razem pachniały katastrofą. – Przestań wreszcie robić głupstwa. Naprawdę mam tego dość. 

***

Engin wrócił do starego domu. Melih, Hancer i Sila czekali na niego w salonie, siedząc w napięciu na kanapach. W pomieszczeniu panowała ciężka cisza, jakby wszyscy od dawna wstrzymywali oddech.

Sila poderwała wzrok jako pierwsza.

– Co zrobiłeś? – zapytała niecierpliwie. – Udało ci się zdobyć włos tej szalonej kobiety?

Engin zdjął marynarkę i usiadł naprzeciwko nich. Na jego twarzy widać było zmęczenie, ale przede wszystkim gniew, którego nie potrafił już ukryć.

– Mam włos Beyzy – oznajmił. – Ale nie udało mi się zdobyć włosa dziecka. Kiedy próbowałem to zrobić, weszła do pokoju.

Hancer zbladła.

– O Boże… Czy coś zrozumiała? Nabrała podejrzeń?

– Nie. Niczego się nie domyśliła – odparł Engin po chwili. – Ale kiedy stanęła przede mną, nie potrafiłem zachować obojętności. Za dużo już wiem. Za dużo widziałem.

Melih pochylił się lekko do przodu.

– Na razie musisz zachować spokój, Enginie. Zdobądźmy dowody, a potem sąd zajmie się resztą.

Prawnik zacisnął palce na kolanie. Przez moment patrzył gdzieś przed siebie, jakby wciąż miał przed oczami scenę z rezydencji.

– Jak mogłem tego wcześniej nie dostrzec? – wyrzucił z siebie z goryczą. – Od samego początku w spojrzeniu Beyzy nie było ani krzty matczynej czułości. Rodzina Develioglu potrzebowała dziedzica, a ona bezwzględnie wykorzystała ich pragnienie. Nie obchodzi jej ani to dziecko, ani kobieta, która naprawdę je urodziła. Dowodów potrzebuję wyłącznie przed sądem. Ja sam nie mam już najmniejszych wątpliwości, że Beyza nie jest jego matką.

Hancer spuściła wzrok. Jej dłonie spoczywały nieruchomo na kolanach.

– Masz rację – przyznała cicho. – Czy matka mogłaby nie przejmować się płaczem własnego dziecka? Widziałam w życiu wiele matek, ale nigdy takiej jak ona.

Engin westchnął ciężko.

– To takie małe, niewinne dziecko… Nawet ja, gdy zobaczyłem je w łóżeczku, rozczuliłem się. A Beyza? Nic. Nie wzięła go na ręce, nie pogłaskała, nawet nie spojrzała na nie z troską. Jakby było tylko przedmiotem, który miał zapewnić jej miejsce u boku Cihana.

W salonie znów zapadła cisza. Sila siedziała z zaciśniętymi ustami, coraz bardziej wzburzona.

Engin spojrzał po wszystkich uważnie.

– Posłuchajcie mnie. Nie wolno wam kontaktować się ani z Beyzą, ani z Gulsüm. Jeżeli któraś z nich pojawi się tutaj, nie otwierajcie drzwi. Nie rozmawiajcie z nimi. Nie dajcie im żadnego sygnału, że coś podejrzewamy.

– W porządku – zapewnił Melih. – Będę czujny. Nie martw się.

Sila nagle wyprostowała się na kanapie.

– Nie mogę dłużej na to patrzeć – oświadczyła stanowczo. – Pójdę do rezydencji i sama wezmę włos dziecka. Nawet jeśli mnie złapią, co mi zrobią?

– Nie, Silo – zaprotestował natychmiast Engin. – Nie pozwolę ci się narażać.

– Nie sprzeciwiaj się od razu. Jestem dla nich obca. Co najwyżej mnie wyrzucą albo zbesztają. Potem więcej się tam nie pokażę i tyle.

– Powiedziałem: nie – uciął Engin, tym razem twardo. – Koniec dyskusji. Ja się tym zajmę.

Sila chciała coś odpowiedzieć, ale jego spojrzenie odebrało jej słowa.

Engin powoli potarł dłonią brodę. W jego oczach było widać nie tylko determinację, ale i ból człowieka, który zbyt długo szukał prawdy.

– To mój obowiązek – powiedział ciszej, lecz z ogromną stanowczością. – Muszę znaleźć zabójcę mojej siostry i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. A przy okazji ujawnię spisek, którego ofiarą padł mój najlepszy przyjaciel. Od tej chwili to jest mój jedyny cel.

Zamilkł. Już wiedział, że nie cofnie się ani o krok.

***

Sinem nie potrafiła dłużej żyć w niepewności. Pytania, które od kilku dni krążyły jej po głowie, nie dawały jej spokoju. W końcu sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Meliha, prosząc go o spotkanie w cztery oczy.

Kilka minut później stanęli naprzeciwko siebie na tyłach rezydencji, z dala od domowników i ciekawskich spojrzeń. Wokół panowała cisza. Zielony żywopłot odcinał ich od świata, ale napięcia między nimi nie dało się ukryć.

Melih zatrzymał się przed nią i spojrzał jej prosto w oczy.

– Nie wiedziałem, że jesteś aż tak odważna – powiedział cicho. – Nie boisz się, że ktoś nas zobaczy?

Sinem uniosła głowę. Jej twarz była blada, ale spojrzenie miała stanowcze.

– Dałeś mi taką lekcję życia, że nie mam już ani obaw, ani oczekiwań.

Melih zmrużył oczy, jakby próbował odgadnąć, do czego zmierza.

– Jestem tutaj. Pytaj, o co chcesz.

Sinem nie zamierzała owijać w bawełnę.

– Jesteś zakochany w Hancer?

Pytanie zawisło między nimi jak ostrze. Melih milczał przez chwilę. W jego spojrzeniu pojawiło się zaskoczenie, ale szybko ustąpiło miejsca ostrożności.

– Co ta wiedza zmieni w twoim życiu, Sinem?

– Chcę konkretnej odpowiedzi. Tak albo nie.

– A jak myślisz? Skoro pytasz, pewnie już masz jakieś podejrzenia.

– Z odległości stu metrów widać, że między wami nic nie ma.

– To tylko urojenia Cihana. Najwyraźniej tobie też się udzieliły.

– Wierzę w to, co widzę, a nie w to, co widzą inni.

Melih spoważniał.

– Co masz na myśli? Co widziałaś?

Sinem wyprostowała się jeszcze bardziej. Teraz nie było już odwrotu.

– Wiem, że śpicie osobno.

Tym razem naprawdę go zaskoczyła. Zamilkł, a ten krótki moment ciszy powiedział jej więcej niż jakakolwiek odpowiedź.

– Dlaczego nic nie mówisz? – naciskała. – Czy to nieprawda? Nie śpicie w osobnych pokojach?

– Skąd możesz to wiedzieć? – zapytał ostrożnie. – Nie sądzę, żebyś mogła zobaczyć to na własne oczy.

– To nie ma znaczenia. Skoro tak zareagowałeś, wiem już, że miałam rację. Teraz odpowiedz mi na najważniejsze pytanie. Co naprawdę łączy ciebie i Hancer?

Melih przełknął ślinę. Przez chwilę patrzył na nią tak, jakby podjął decyzję.

– Dobrze – powiedział cicho. – Powiem ci wszystko. Musisz znać prawdę.

Zbliżył się o krok.

– Hancer jest dla mnie jak siostra. Nigdy jej nie dotknąłem.

Sinem zamarła. Te słowa potwierdzały wszystko, czego się domyślała, a jednak, słysząc je na głos, poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.

– Dlaczego więc się pobraliście? – wyszeptała. – I skąd ta ciąża?

Melih ujął jej dłonie. Jego głos złagodniał.

– Hancer jest w ciąży z Cihanem. Chciała to ukryć, a ja jej pomogłem, żeby nie została sama. Dlatego się pobraliśmy.

Sinem poczuła, jak oczy zachodzą jej łzami.

– Wiedziałam… – Jej głos zadrżał.

Melih ścisnął jej dłonie mocniej.

– Sinem, w tym życiu kochałem tylko ciebie. Tylko dla ciebie było miejsce w moim sercu. Dlatego nazywałem cię moją miłością. Moim życiem.

Przez krótką chwilę wszystko wydawało się jasne. Prawda została wypowiedziana, a między nimi znów pojawiło się coś, co kiedyś ich łączyło.

Nagle obraz się urwał.

Sinem jakby ocknęła się z własnych myśli. W rzeczywistości nadal stała naprzeciwko Meliha, tuż po tym, jak zapytała, co naprawdę łączy go z Hancer. Żadne wyznanie nie padło. Żadna prawda nie została ujawniona. Wszystko rozegrało się wyłącznie w jej wyobraźni.

Melih patrzył na nią chłodno.

– Uważasz, że masz prawo mnie o to pytać? – zapytał z dystansem. – Posłuchaj, Sinem. To ty nie przyszłaś na ślub. To ty zostawiłaś mnie samego w urzędzie. Co ma teraz znaczyć to przesłuchanie? Czego jeszcze ode mnie chcesz?

Sinem zmarszczyła brwi.

– Ślub? – powtórzyła, kompletnie zaskoczona.

– Wysłałem ci list. Nie udawaj, że nie wiedziałaś.

– Jaki list? O czym ty mówisz?

Melih przyjrzał się jej uważniej. W jej oczach nie było gry ani kłamstwa. Było prawdziwe zdumienie.

W tej samej chwili w pobliżu pojawił się ogrodnik. Sinem odruchowo odsunęła się od Meliha i szybko odeszła, zanim mężczyzna zdążył ich zauważyć.

Melih został sam. Patrzył za nią z narastającym niepokojem.

Sinem naprawdę wyglądała na zaskoczoną. Czy to możliwe, że nie wiedziała o wyznaczonej dacie ślubu? Czy nigdy nie przeczytała listu, który miał wszystko zmienić?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 149.Bölüm i Gelin 150.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy