Dziedzictwo odc. 1070: Aynur zostaje ugodzona nożem!

Kara i Sinan w szpitalu. Oboje mają bardzo smutne miny.

„Dziedzictwo” Odc. 1070 – streszczenie

Poyraz chodzi tam i z powrotem po pokoju jak uwięzione w klatce zwierzę. Gniew i bezradność ściskają mu gardło.

– Dałeś słowo, Poyrazie… – mówi do siebie półgłosem, niemal grożąc własnemu odbiciu w lustrze. – I Nanie, i Yusufowi. Więc jak go dotrzymasz, skoro nie masz nawet śladu?!

Uderza dłonią w powietrze, chcąc wyrzucić z siebie tę frustrację. Ręka ociera się o komodę, strącając kilka książek. Upadają z głuchym trzaskiem, a między nimi wypada mała karteczka zapisana drobnym, znajomym pismem.

Poyraz zatrzymuje się jak rażony piorunem. Zaintrygowany schyla się, podnosi kartkę i zaczyna czytać.

Czasami opowiada kiepskie żarty i doprowadza mnie do szału. Lubi mnie denerwować. W rzeczywistości niektóre z nich są zabawne, ale… Nie, wycofuję się z tego. Jeżeli żarty są śmieszne, to tylko przez przypadek. Jego jedynym celem jest denerwowanie mnie, jakby to lubił.

Kąciki ust Poyraza drgają, choć w oczach ma łzy bezsilności.

– Ta szalona kobieta potrafi kłócić się nawet sama ze sobą – mruczy. – Chciałbym tylko, żebyś tu była. Obiecuję, że nie będę już opowiadał tych żartów… No, może tylko czasem.

Kiedy się schyla, dostrzega kolejną karteczkę, która wysunęła się spod książki. Podnosi ją jak najcenniejszy skarb.

Ale tylko ja wiem, jak bardzo mu ufam. Znalazł mnie, gdy byłam w najgłębszej ciemności, i wyprowadził na światło. Ufam Burzy bardziej niż komukolwiek innemu. Chciałabym, żeby o tym wiedział.

Poyraz zamyka oczy, zaciskając kartkę w dłoni.

Jego głos, choć szeptany, brzmi jak przysięga:

– Jak mógłbym zrezygnować, skoro ona tak bardzo we mnie wierzy? Jak mógłbym się poddać?

Otwiera oczy. Strach i bezradność znikają z jego twarzy, zastąpione jedną, surową emocją: determinacją.

– Znajdę cię, Nano. Choćbym miał przewrócić ten świat do góry nogami — znajdę cię.

Nagle jego kroki przestają być chaotyczne. Stają się pewne, stanowcze. Lektura zapisków Nany nie tylko poruszyła jego serce.

Dała mu kierunek.
Dała mu siłę.
Dała mu powód, by walczyć do końca.

***

Sinan, od niedawna z powrotem na stanowisku prokuratora, siedzi pochylony nad stertami akt. Kartki szeleszczą w jego dłoniach, a w spojrzeniu widać determinację człowieka, który nie zamierza przestać walczyć. Dzwoni telefon. Na ekranie — Kara.

– Niestety, na nożu znajdują się odciski Aynur – mówi policjantka bez zbędnych wstępów.

Sinan zaciska lekko szczękę, ale jego ton pozostaje niewzruszony.

– Spodziewaliśmy się tego. – Notuje coś szybko. – Dziękuję, pani komisarz. Kontynuujmy wysiłki, nie popadając w rozpacz.

Rozłącza się, odkłada telefon — i w tym momencie do gabinetu wchodzi Baran.

– Masz rację – mówi prokurator pewnym głosem. – Nie ma powodu do rozpaczy.

Sinan podnosi na niego wzrok, zaintrygowany.

– Czy nastąpił jakiś przełom?

Baran zamyka drzwi, po czym siada naprzeciw Sinana, stawiając na stole ciężki neseser.

– Jeszcze nie. Ale nastąpi. Bo tym razem będziemy działać razem. Będziemy dzielić się każdą informacją. – Otwiera neseser i wyciąga teczkę z dokumentami. – A ja nie znoszę marnować czasu. Zaczynajmy.

Sinan przysuwa się bliżej. Baran rozkłada papiery na biurku.

– Nie możemy udowodnić, że narzędzie zbrodni zostało podrzucone do mieszkania Aynur – stwierdza rzeczowo. – To ślepy zaułek. Zamiast tego skupmy się na Turgucie Evrensoyu. Wskazałeś go jako potencjalnego sprawcę.

Sinan kiwa głową, porządkując w myślach fakty.

– Historia jest prosta. Wiesz, że Turgut jest podejrzany o pranie brudnych pieniędzy. Ezgi dostała dokumenty powiązane z jego nielegalnymi zakładami. Ujawniła wszystko prokuratorowi.

– Czyli zdradziła go.

– Tak. Kiedy Turgut się o tym dowiedział, uciekł za granicę. Ale jego nienawiść do Ezgi nigdy nie wygasła.

Baran marszczy brwi.

– Problem w tym, że w chwili morderstwa prawdopodobnie nadal był poza krajem.

– O ile nie przekroczył granicy nielegalnie – zauważa Sinan.

– Albo nie zlecił morderstwa – dodaje Baran.

Sinan kręci głową.

– Nie sądzę. Tacy ludzie zazwyczaj dokonują zemsty na własną rękę. Policja przejrzała jego kontakty i krewnych. – Podaje Baranowi plik dokumentów. – Jeśli przyjechał w dniu morderstwa, mógł odwiedzić któregoś z nich. Proponuję sprawdzić monitoring w okolicy ich domów. Może kamera go uchwyciła.

Baran analizuje dokumenty, po czym przyznaje:

– Możesz mieć rację. A jeśli to on podrzucił nóż do mieszkania Aynur, to znaczy, że czuje się bezpieczny. Zbyt bezpieczny. – Zawiesza głos. – To może oznaczać, że ktoś z policji go wspiera.

W tej chwili drzwi uchylają się. Do gabinetu wchodzi nowy sprzątacz — mężczyzna o niepozornej sylwetce, lekko zgarbiony i z niewinnym spojrzeniem.

– Przepraszam, panie prokuratorze, zapomniałem zabrać szmatkę – mówi niepewnie i podchodzi do półki.

– Możesz posprzątać tutaj. – Sinan wskazuje dłonią na blat biurka. – Herbata się wylała.

Sprzątacz kiwa głową i staje tuż obok nich. Porusza się wolno, jakby każdy krok go męczył, ale jego oczy… jego oczy czujnie śledzą dokumenty na biurku. Ucho zaś wyłapuje każde słowo.

Dwaj prokuratorzy o tym nie wiedzą — lecz właśnie przy biurku, metr od nich, stoi człowiek, który nie przyszedł tu tylko po ścierkę.

Przyszedł po informacje.

***

Pokój, w którym przebywa morderca Ezgi, wygląda niemal sterylnie — zbyt schludny jak na kryjówkę przestępcy. Wysokie okno wpuszcza miękkie, przedpołudniowe światło, które przecina wnętrze jasnymi smugami. Na stoliku stoi otwarty laptop, a obok porozrzucane są dokumenty i kilka fałszywych kart płatniczych. Mężczyzna siedzi wygodnie na fotelu, z pozornie odprężoną twarzą, lecz w jego oczach widać czujność drapieżnika.

Nagle telefon zaczyna dzwonić. Bez wahania sięga po aparat, a na jego ustach pojawia się lekki, pewny siebie uśmiech.

– Moja piękna siostro, jak się masz? – mówi pogodnym tonem, jakby prowadził rozmowę z rodziną podczas niedzielnego śniadania.

Po drugiej stronie słychać kobiecy głos, wyraźnie zadowolony.

– U mnie dobrze, Turgucie. A u ciebie będzie jeszcze lepiej, kiedy to usłyszysz. Mam świetną wiadomość. Zamknęli kogoś. Zapisz: Aynur Altinbas. Znaleźli narzędzie zbrodni w jej mieszkaniu.

Kąciki ust mężczyzny unoszą się jeszcze wyżej. Jego oczy rozświetlają się triumfalnym błyskiem.

– Co ty mówisz? – parska śmiechem, szczerze rozbawiony. – To… wspaniała wiadomość. Wspanialsza niż myślałem.

Przeciąga dłonią po brodzie, jakby dopiero teraz spadł mu z ramion ogromny ciężar.

– Martwiłem się o ten nóż. Powinienem go ukryć, ale sytuacja wtedy była napięta. A ten przebiegły prawnik… Myślałem, że będzie węszył i robił problemy.

– Teraz nie musisz się go obawiać – uspokaja kobieta. – Sprawa wydaje się zamknięta.

Turgut opiera się wygodniej o oparcie fotela, patrząc przez okno na słoneczną ulicę.

– Siostro… – mówi z wyraźną ulgą – teraz mogę poruszać się swobodnie. Wreszcie.

Jego śmiech rozbrzmiewa w pokoju, spokojny i pełen pewności siebie.

Turgut, zapatrzony w swój chwilowy triumf, nie zdaje sobie sprawy z jednego — ta beztroska, która właśnie go ogarnęła, może być początkiem jego zguby.

***

Sinan siedzi w sali widzeń, nerwowo stukając palcami o blat stołu. Każda sekunda oczekiwania wydaje się wiecznością. Wzrok co chwilę wędruje ku drzwiom, jakby mógł je zmusić do otwarcia samą siłą woli.

„Gdzie jesteś, Aynur…?” – myśli, nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu.

Drzwi w końcu uchylają się, ale nie wchodzi Aynur. Zamiast niej pojawia się strażniczka, która zazwyczaj nadzoruje widzenia. Jej mina jest blada, spięta, zbyt poważna, by zwiastować cokolwiek dobrego.

Sinan natychmiast wstaje.

– Coś się stało? – pyta, choć jego głos już drży, jakby znał odpowiedź.

Strażniczka bierze krótki, głęboki oddech.

– Panie prokuratorze… Aynur Altinbas została zaatakowana w celi. – Jej głos jest rzeczowy, ale w oczach widać współczucie. – Została ugodzona nożem. Ratownicy już ją zabrali do szpitala.

Sinan nie słyszy już reszty. Uderzenie paniki, złości i winy miesza mu się w głowie w jedną mglistą falę.

***

W szpitalu chodzi tam i z powrotem po sterylnym korytarzu, kompletnie nie potrafiąc się uspokoić. Gdy dołącza do niego Kara, widzi jego twarz wykrzywioną emocjami, które ledwo trzyma w ryzach.

– Powinienem był zachować większą ostrożność – mówi od razu Sinan, zanim policjantka zdąży otworzyć usta. – Powinienem rozwiązać tę sprawę, zanim trafiła za kratki. Gdybym się pospieszył, nic by jej się nie stało.

Kara kręci głową.

– Nie obwiniaj się. Nie miałeś wpływu na to, co wydarzyło się w celi.

– To moja wina! – wyrzuca z siebie z frustracją. – Nie powinienem dopuścić, by zamknęli ją z innymi więźniami. Ona nie należy do tego miejsca. Nie potrafię nawet… – Ociera dłonią twarz – Nie potrafię znieść myśli, że mogłem ją stracić.

Kara patrzy na niego uważnie.

– Gdyby teraz cię słyszała, byłoby jej ciężko. Aynur wie, ile dla niej robisz. Nigdy w to nie wątpiła. Ty też nie powinieneś.

Sinan przełyka ślinę, jakby te słowa wbijały się w niego jednocześnie boleśnie i kojąco.

Po chwili mówi ciszej, niemal szeptem, jakby wyznawał coś, czego sam się boi:

– Kiedy strażniczka powiedziała mi, że została ugodzona… poczułem, jakby ktoś wyrwał mi serce. – Wzdycha drżąco, a jego głos staje się ledwo słyszalny. – Ponieważ… ona jest osobą, którą cenię najbardziej w tym życiu.

Jego głos łamie się całkowicie. W oczach Sinana pojawiają się łzy — niewypłakane, tłumione od wielu dni.

Kara spogląda na niego ze współczuciem. Już wie. A on nie potrafi już tego ukrywać.

Aynur stała się dla niego kimś, kogo nie może stracić. Za żadną cenę.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 777. Bölüm i Emanet 778. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy