Panna młoda odc. 243: Derya odkrywa sekret Cemila! Zamyka go w pokoju!

Derya wpycha Cemila do pokoju.

„Panna młoda” Odc. 243 — streszczenie

Hancer ruszyła za Fadime szybkim krokiem. Kobieta szła firmowym korytarzem z uniesioną głową, zaciśniętymi ustami i twarzą, na której nie było już ani cienia dawnej czułości.

— Siostro Fadime, poczekaj! — zawołała Hancer.

Dopadła ją po kilku krokach i ostrożnie chwyciła za ramię, jakby bała się, że jeden gwałtowniejszy gest zburzy resztki tego, co jeszcze między nimi zostało.

— To ja, Hancer — powiedziała drżącym głosem. — Ta sama Hancer, którą chroniłaś w najtrudniejszych chwilach. Ta, której ocierałaś łzy.

Fadime powoli odwróciła głowę. Spojrzała na nią chłodno, z bólem zmieszanym z pogardą.

— Ta Hancer, której ocierałam łzy, nie była prawdziwa — odpowiedziała sucho. — Naprawdę świetnie grałaś. Nigdy nie poznałam twojej prawdziwej twarzy. Przez ciebie nie poznaję już nawet własnego syna.

Wyrwała ramię z dłoni Hancer, posłała jej ostatnie, pełne rozczarowania spojrzenie i ruszyła dalej korytarzem.

Tym razem Hancer nie pobiegła za nią. Została w miejscu, jakby każde kolejne słowo mogło tylko pogłębić ranę, której nie potrafiła już opatrzyć.

***

Hancer wróciła do gabinetu ciężkim krokiem. Usiadła za biurkiem, pośród rozłożonych dokumentów i niebieskich segregatorów, ale nie była już w stanie skupić się na pracy. Oparła brodę na dłoni, spuściła wzrok i przez chwilę milczała. Słowa Fadime wciąż brzmiały jej w głowie.

— Nie chciałam, żeby tak było — powiedziała cicho. — Nie miałam zamiaru nikogo skrzywdzić.

Cihan, który siedział po drugiej stronie biurka, spojrzał na nią z troską.

— Nie jesteś winna — zapewnił spokojnie. — Nie bierz do siebie tego, co powiedziała Fadime. To nie przez ciebie straciła panowanie nad sobą, tylko przez własnego syna. Ty niczego złego nie zrobiłaś.

Hancer pokręciła głową. Smutek na jej twarzy tylko się pogłębił.

— Zrobiłam. Popełniłam ogromny błąd. Powinnam była powiedzieć prawdę od razu.

— Dlaczego zawsze bierzesz wszystko na siebie? — zapytał Cihan łagodnie, ale stanowczo. — To nie była twoja odpowiedzialność, tylko Meliha. Ta historia skończyła się tak, jak się zaczęła.

— Cihanie, posłuchaj…

— Nie. Teraz to ty posłuchaj — przerwał jej. — Jesteś wyczerpana. Wracaj do domu i odpocznij.

Hancer podniosła na niego zaniepokojone spojrzenie.

— Nie mogę tam wrócić. Wszyscy na pewno już wiedzą. Fadime mnie zaatakuje, twoja mama zacznie mówić różne rzeczy… Nie mam już siły, Cihanie.

— To jest twój dom — odparł zdecydowanie. — Kiedy zamkniesz za sobą drzwi, nikt nie będzie miał prawa cię niepokoić.

Odwrócił głowę w stronę uchylonych drzwi.

— Hilal!

Sekretarka pojawiła się po chwili w progu.

— Tak, panie Cihanie?

— Wezwij Yigita — polecił, po czym znów zwrócił się do Hancer: — Yigit odwiezie cię do domu. Wszystko będzie dobrze. Nie martw się.

Patrzył na nią ciepło i z takim spokojem, że Hancer, choć jeszcze przed chwilą czuła się całkowicie bezbronna, na moment uwierzyła, że naprawdę nie została z tym wszystkim sama.

***

Derya stała przy żeliwnym piecu w skromnym salonie i pogrzebaczem przegarniała popiół w palenisku. Choć zajmowała ręce domową pracą, myślami wciąż wracała do Cemila i jego dziwnego zachowania z ostatnich dni.

— Co się z nim dzieje? — mruknęła pod nosem. — Strojący się Cemil… Jakby codziennie wybierał się na pokaz mody. I jeszcze tłumaczy, że to z szacunku do klienta. Komu on próbuje wcisnąć te bajki?

W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Derya odłożyła pogrzebacz i ruszyła otworzyć. Na progu zobaczyła Gulsen — swoją znajomą z sąsiedztwa, kobietę zawsze pewną siebie, trochę przesadnie elegancką i wyraźnie zadowoloną z własnego wyglądu. Miała na sobie jasny płaszcz, różowy szal i duże złote kolczyki, a jej świeżo ułożone, rudoczerwone włosy opadały miękko na ramiona. Uśmiechała się tak, jakby przyszła pochwalić się całemu światu swoją przemianą.

— Co się stało, Gulsen? — zapytała Derya, mierząc ją podejrzliwym wzrokiem. — Co to za image? Uderzyłaś się gdzieś w głowę?

Gulsen zaśmiała się i z dumą przeczesała dłonią włosy, wyraźnie eksponując nową fryzurę.

— Jesteś szalona. Twój mąż jest bardzo utalentowany, a my o niczym nie wiedziałyśmy.

Derya natychmiast zmarszczyła brwi.

— Cemil? W czym on niby jest utalentowany? Nie opowiadaj bzdur, bo zaraz urwę ci uszy!

— Uspokój się. Nie mam niczego złego na myśli. Mówię o włosach. — Gulsen znów wsunęła palce w lśniące pasma i obróciła lekko głowę, prezentując efekt.

To jednak wcale nie uspokoiło Deryi. Przeciwnie, jej spojrzenie stało się jeszcze ostrzejsze.

— Co mój mąż ma wspólnego z twoimi włosami?

— To on za nie odpowiada. Dzięki niemu mam tak olśniewającą fryzurę.

— Opowiedz mi wszystko po kolei, i to bardzo ładnie, bo inaczej naprawdę wyrwę ci te kudły!

— Od razu się nakręcasz — westchnęła Gulsen. — Naprawdę nic ci nie powiedział? Twój mąż pracuje w tym nowym salonie fryzjerskim.

— Co?! — Derya wytrzeszczyła oczy.

— Cemil jest ekspertem od kolorów, kochana. Wystarczy, że spojrzy na kobietę, i od razu wie, jaki odcień będzie do niej pasował. Mój kolor też wybrał. Powiedział, że idealnie pasuje do mojej karnacji. Urodzony talent. Derya, naprawdę nic o tym nie wiedziałaś?

Derya zacisnęła zęby. Złość niemal kipiała z niej jak para spod pokrywki. Bez słowa cofnęła się do środka, porwała z wieszaka płaszcz i torebkę, a potem wsunęła buty na stopy tak gwałtownie, jakby w domu wybuchł pożar.

— Już ja pokażę temu artyście! — syknęła.

Chwilę później wybiegła z domu, zostawiając Gulsen na progu z uśmiechem, który powoli gasł pod ciężarem nadciągającej awantury.

***

W niewielkim, kolorowym salonie fryzjerskim klientka siedziała wygodnie na fotelu. Była młodą, pogodną kobietą o długich, ciemnych włosach i łagodnym uśmiechu. Miała na sobie jasnobeżową bluzę, czarne spodnie i botki, a w dłoniach trzymała katalog z próbkami kolorów. Z wyraźnym zaciekawieniem słuchała Cemila, który stał obok niej w czarnym fryzjerskim fartuchu i przemawiał tonem prawdziwego specjalisty.

— Ten kolor idealnie pasuje do twojej karnacji — oznajmił z powagą. — Dodamy trochę ciepła i kilka subtelnych akcentów.

— Naprawdę tak myślisz? — zapytała klientka, uśmiechając się z nadzieją.

— Oczywiście. Ale włosy trzeba ciąć zgodnie ze złotym podziałem. Nasze dziewczyny wszystkim się zajmą.

Yonca, stojąca obok w różowej kurtce z frędzlami, natychmiast skinęła głową.

— Oczywiście. Po prostu się zrelaksuj. Będziesz w dobrych rękach.

— Ach, już nie mogę się doczekać, aż pokażę się Canan! — rzuciła radośnie klientka.

Cemil i Yonca spojrzeli po sobie.

— Canan? — zapytali równocześnie.

— Moja sąsiadka — wyjaśniła kobieta. — Niedawno pofarbowała włosy i wygląda fatalnie. A chodzi taka dumna, jakby była wielką damą. Znacie ten typ.

Cemil wypiął pierś z dumą.

— Niczym się nie martw. Mój talent jest darem od Boga. Zrobię ci taką fryzurę, że będziesz wyglądała jak księżniczka, a Canan pęknie z zazdrości.

— Ach, cudownie! — zachwyciła się klientka.

W tej samej chwili drzwi salonu otworzyły się gwałtownie i do środka wparowała Derya. Jej twarz płonęła gniewem, a spojrzenie od razu utkwiło w mężu.

— Cemil! — huknęła.

Mężczyzna zamarł. Jeszcze przed sekundą zachowywał się jak mistrz koloryzacji, a teraz skulił się w sobie, jakby nagle stracił kilkanaście centymetrów wzrostu.

— Co to ma znaczyć? — Derya stanęła z nim twarzą w twarz. — Pracujesz z tą kobietą?

Wskazała oskarżycielsko na Yoncę.

— Kochanie, posłuchaj, mogę ci wszystko wyjaśnić… — wyjąkał Cemil.

— Co chcesz mi wyjaśniać? Wszystko widzę!

— Derya, mamy klientkę — wtrąciła Yonca, próbując opanować sytuację. — Nie rób scen, proszę.

— Ty się nie wtrącaj! — Derya odsunęła ją ruchem ręki. — Z tobą porozmawiam osobno. I lepiej nie mów za dużo, bo jeszcze zniszczę ten salon!

Klientka siedziała nieruchomo na fotelu. Jeszcze przed chwilą z zachwytem wybierała kolor włosów, a teraz patrzyła na całą awanturę z szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, czy powinna uciekać, czy udawać, że niczego nie słyszy.

Derya znów zwróciła się do męża.

— Te twoje dziwne zachowanie, ten elegancki fartuch… — Chwyciła go za rękę. — Połamię ci palce. Jeden po drugim!

Wygięła mu palec tak mocno, że Cemil zawył z bólu.

— Derya, przestań! — krzyknęła Yonca. — Przecież go torturujesz!

— Z tobą zrobię to samo! — odparła Derya bez wahania.

— Kochanie, pozwól mi wyjaśnić… — jęknął Cemil.

— Co chcesz wyjaśniać? Pracujesz dla mojego wroga!

— A może to moje powołanie? — wypalił rozpaczliwie. — Odnalazłem się w świecie kolorów. Odkryłem swój cel…

— Nie możesz! — wrzasnęła Derya. — Nie wolno ci pracować za moimi plecami!

Chwyciła katalog, ale Cemil przycisnął go do piersi, jakby bronił najcenniejszego skarbu.

— Zostaw! To dla mnie świętość!

— Świętość? Proszę bardzo, zatrzymaj sobie tę świętość na pamiątkę. A teraz idziemy!

Derya złapała go i siłą wypchnęła w stronę drzwi. Cemil protestował, jęczał i kurczowo trzymał katalog, ale nie miał żadnych szans wobec furii żony.

Yonca odprowadziła ich wzrokiem, po czym odwróciła się do oszołomionej klientki.

— Przepraszam za tę scenę — powiedziała z wymuszonym spokojem. — Ta kobieta jest trochę… niezrównoważona.

Po chwili mruknęła już tylko pod nosem:

— Ach, Derya… Wszystko zepsułaś.

***

Derya wpadła do domu jak burza, niemal wpychając przed sobą Cemila. Mężczyzna ledwo zdążył przekroczyć próg, a już cofał się pod ścianę, zasłaniając ramionami przed kolejnymi uderzeniami. Nie pozwoliła mu nawet zdjąć butów.

— Błagałam cię, żebyśmy kupili ten salon! — krzyczała, idąc za nim krok w krok. — Mogłeś być szefem, mogłeś mieć własny interes, ale nie! Ty wolałeś pracować dla mojego największego wroga! Jesteś kompletnym bezmózgiem!

Cemil skulił się, próbując zejść jej z drogi.

— Derya, nie stać nas nawet na cukier. Jak niby mieliśmy kupić salon?

— Wziąłbyś kredyt!

— Żeby wziąć kredyt, trzeba mieć zdolność. Żaden bank nie dałby mi pieniędzy. A nawet gdyby dał, to z czego mielibyśmy to spłacić?

— Pracowalibyśmy! — syknęła. — Salon Yoncy jest pełen klientów!

Cemil uniósł głowę z nagłą dumą.

— To dzięki mnie jest pełen klientów. Dzięki mojemu wrodzonemu talentowi.

Derya aż zamarła z oburzenia.

— Ty naprawdę działasz mi na nerwy! Zamiast schować głowę w ramiona i prosić o wybaczenie, jeszcze chwalisz siebie i Yoncę?

— Mówię tylko prawdę…

— Zamknij się! Do pokoju!

— Do jakiego pokoju? — jęknął Cemil. — Ja mam pracę. Talent… powołanie…

— Nie masz już żadnej pracy!

Chwyciła go za ramię i popchnęła w stronę pokoju. Cemil próbował się wyrywać, ale Derya była nie do zatrzymania. Pchnęła go za próg, zatrzasnęła drzwi i natychmiast przekręciła klucz w zamku.

— Siedź tam, aż zmądrzejesz!

— Derya, kochanie… — dobiegł zza drzwi żałosny głos Cemila.

Kobieta nawet nie drgnęła. Stała przed zamkniętymi drzwiami z zaciśniętymi ustami, głucha na jego kwilenie i całkowicie pewna, że dopiero teraz zaczęła zaprowadzać w domu porządek.

***

Fadime wróciła do rezydencji z opuszczoną głową, ale wciąż rozpalona gniewem. Weszła do salonu pewnym krokiem, ściskając pasek torby, jakby tylko dzięki temu powstrzymywała drżenie rąk. Mukadder, która czekała tam jak na przesłuchaniu, natychmiast podniosła się z kanapy.

— Kim ty jesteś, żeby iść do firmy, która daje ci chleb, i siać tam zamęt? — syknęła z oburzeniem.

Fadime uniosła wzrok. Tym razem nie wyglądała jak pokorna służąca. W jej twarzy było zmęczenie, upokorzenie i gniew, którego nie potrafiła już dłużej ukrywać.

— Gdybyś pilnowała własnego syna, nie musiałabym tego robić — odpowiedziała mocnym głosem, na jaki dotąd nigdy nie odważyła się wobec Mukadder. — Ledwo złożyli pozew rozwodowy, a Cihan i Hancer już znowu są razem.

Mukadder zmrużyła oczy.

— Co to za bezczelność? Jak śmiesz tak mówić o moim synu?

— Gdybyś zobaczyła ich razem w biurze, wszystko stałoby się dla ciebie jasne.

— Nie mam cierpliwości do twoich bredni! — przerwała jej ostro Mukadder. — Bądź wdzięczna, że Cihan nie wyrzucił cię na zbity pysk. A teraz do roboty!

— Pani Mukadder, ja nie jestem winna…

— Zamknij się! Powiedziałam: do roboty!

Fadime zacisnęła usta. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała jeszcze coś powiedzieć, ale w końcu spuściła wzrok, odwróciła się i posłusznie ruszyła w stronę kuchni. W jej krokach nie było już dawnej pewności. Została tylko urażona duma i ciężar wstydu, który spadł na nią przez decyzje syna.

Mukadder odprowadziła ją spojrzeniem. Dopiero gdy została sama, ciężko westchnęła.

— Masz rację, Fadime — mruknęła pod nosem. — Ale jak miałam ci to powiedzieć?

Jej twarz stwardniała. Gniew, który przed chwilą wylała na pokojówkę, teraz znalazł prawdziwy cel.

— Wszystko przez tę przeklętą żmiję. Ta dziewczyna znowu próbuje wedrzeć się do tego domu. I to z dzieckiem obcego mężczyzny pod sercem.

Mukadder zacisnęła pięści, a jej spojrzenie stało się zimne i nieustępliwe.

— Nie pozwolę na to.

***

Hancer siedziała samotnie na różowej kanapie w starym domu. W pokoju panowała cisza, a przez wysokie okna wpadało ostre, dzienne światło. Kobieta objęła dłońmi brzuch i spuściła wzrok, jakby cały ciężar ostatnich dni nagle opadł jej na ramiona.

Sprowadziłam cię tutaj, żebyś był blisko swojego ojca — pomyślała, gładząc brzuch z czułością i bólem. — Melih ożenił się ze mną i znosił przez to upokorzenia. Przeze mnie porzucił kobietę, którą kochał. Chciałam nie oddzielać ojca od jednego dziecka, a oddzieliłam go od drugiego. Za długo milczałam. Tak jak Cihan nie wybaczył Beyzie, tak samo nie wybaczy mnie. Skrzywdziłam wszystkich. Moje milczenie wyrządziło tyle zła, że teraz wszyscy będą mieli prawo nas osądzać.

Przymknęła oczy i mocniej przycisnęła dłonie do brzucha. W tej samej chwili ciszę rozdarł huk tłuczonego szkła. Kamień wpadł do środka, rozbijając szybę, a firanka poderwała się gwałtownie na wietrze.

Hancer zerwała się z kanapy i cofnęła o kilka kroków. Serce zabiło jej mocniej, gdy z zewnątrz dobiegł rozwścieczony głos Mukadder.

— Hancer! Wynoś się z mojego domu! Wyjdź, bo cię zabiję! Wyłaź, bezwstydnico!

***

Sinem wybiegła z rezydencji jako pierwsza. Tuż za nią pospieszyły Fadime i Aysu. Na ścieżce prowadzącej do starego domu stała Mukadder, wsparta na lasce, roztrzęsiona z gniewu i gotowa rzucić kolejny kamień.

— Mamo, co ty robisz?! — krzyknęła Sinem, wyrywając jej kamień z dłoni.

— Zostaw mnie! — syknęła Mukadder. — Wyłaź, Hancer! Policzę się z tobą!

— Ona jest w ciąży. Jeśli coś jej się stanie, jak będziesz z tym żyła?

Aysu zatrzymała się kilka kroków dalej. Była blada ze strachu i bezradnie spojrzała na Fadime.

— Mamo, zrób coś — poprosiła drżącym głosem. — Powstrzymaj panią Mukadder.

Fadime nawet nie drgnęła. Jej twarz pozostała twarda.

— Zostaw. Niech każdy dostanie to, na co zasłużył.

— Wyłaź, ty nędznico! — krzyczała Mukadder, nie odrywając wzroku od starego domu. — Wynoś się z naszej rodziny! Wyjdź, bo cię zabiję!

— Mamo, ona jest w ciąży — powtórzyła Sinem, chwytając teściową za ramię.

— I co z tego? — Mukadder odwróciła się do niej gwałtownie. — To dziecko będzie takie samo jak ona! Lepiej, żeby w ogóle nie przyszło na świat!

Wtedy drzwi starego domu się otworzyły. Hancer wyszła na zewnątrz blada, ale wyprostowana. Zatrzymała się kilka kroków od nich, unosząc głowę, choć w jej oczach widać było ból.

— Owinęłaś sobie mojego syna wokół palca! — wrzasnęła Mukadder. — Doprowadziłaś go do szaleństwa! To ty nastawiłaś go przeciwko Beyzie. Ty zniszczyłaś jego dom! Ty odciągnęłaś go od żony i matki! To przez ciebie chce się rozwieść!

Hancer podeszła bliżej i stanęła z nią twarzą w twarz. Nie cofnęła się, choć Mukadder patrzyła na nią z czystą nienawiścią.

— Nie zrobiłam tego — powiedziała spokojnie, ale stanowczo.

— Kłamiesz! Robisz wszystko, żeby wrócić do mojego domu, ale ja na to nie pozwolę! Nie nazywam się Mukadder, jeśli nie upokorzę cię na oczach wszystkich!

Unosząc laskę, zaczęła z furią uderzać w niski żywopłot, który oddzielał ją od Hancer. Gałęzie trzaskały pod ciosami, a Sinem ponownie próbowała ją zatrzymać.

Hancer nie uciekła. Stała nieruchomo, z dłonią przy brzuchu.

— Nie zrobiłam nic złego — powtórzyła.

— Nic złego?! — Mukadder prychnęła z pogardą. — Zniszczyłaś nas wszystkich!

— Pani Mukadder, ja tylko…

— Zamknij się! Nie jest ci wstyd? Najchętniej zabiłabym cię tu i teraz!

Laska znów opadła na żywopłot. Mukadder była tak zaślepiona gniewem, że nie widziała już ani Sinem, ani Aysu, ani przerażenia na twarzy Hancer.

— Mamo, uspokój się — błagała Sinem. — Ciśnienie ci skoczy.

— Uspokoję się dopiero wtedy, gdy wyciągnę ją z tego domu za włosy!

— Mamo, wystarczy! — Sinem podniosła głos. — Jak wytłumaczysz to Cihanowi? Pozwól mi z nią porozmawiać.

Mukadder oddychała ciężko. W końcu opuściła laskę, ale jej spojrzenie nadal paliło nienawiścią.

— Porozmawiaj — syknęła. — Ma opuścić ten dom do wieczora. Nie chcę jej więcej widzieć. Jeśli nie odejdzie, wiem, co zrobię.

Ponownie wymierzyła laską w stronę Hancer.

— I tylko spróbuj poskarżyć się Cihanowi. Jeśli jeszcze raz przekroczysz próg mojego domu, zabiję cię.

Aysu ujęła Mukadder pod ramię i ostrożnie poprowadziła ją w stronę rezydencji. Fadime została na moment w miejscu. Spojrzała na Hancer surowo, bez dawnej czułości.

— Dziecko, które nosisz, jest moim wnukiem — powiedziała chłodno. — Dokądkolwiek pójdziesz, nie zapominaj o tym.

Odwróciła się i odeszła za Mukadder.

Przy starym domu została tylko Sinem. Hancer stała naprzeciw niej w milczeniu, z pobladłą twarzą i dłonią wciąż przyciśniętą do brzucha. Wokół nich ucichły krzyki, ale po tym, co padło, cisza była jeszcze cięższa.

***

Beyza siedziała naprzeciwko Beren w eleganckim, jasnym gabinecie. Za dużymi oknami rozciągał się widok na miasto, a złocista ściana za biurkiem dodawała wnętrzu chłodnego, luksusowego charakteru. Adwokatka wyglądała swobodnie i pewnie. Na uszach miała kolczyki, które dostała od Beyzy — z tej samej kolekcji, z której pochodziła bransoletka zgubiona w domu Yasemin w dniu jej śmierci.

— Pasują ci te kolczyki — zauważyła Beyza z uprzejmym uśmiechem.

Beren dotknęła płatka ucha, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o biżuterii.

— Dziękuję. Bardzo mi się podobają.

— Noś je z przyjemnością — odparła Beyza. — A teraz powiedz, dlaczego mnie wezwałaś.

Adwokatka sięgnęła po notes i długopis. Jej uśmiech nie zniknął, ale spojrzenie stało się bardziej skupione.

— Potrzebuję materiałów do sprawy. Opowiedz mi o swoim związku z Cihanem. Od samego początku.

Beyza wygładziła dłonią spodnie i usiadła wygodniej w fotelu.

— Cihan i ja pobraliśmy się, zanim poznał Hancer. Byliśmy małżeństwem przez siedem lat.

— Dlaczego się rozwiedliście? Z powodu dziecka? — dopytała Beren.

— I tak, i nie. Nie mogłam urodzić syna, więc moja ciotka postanowiła nas rozdzielić. Zmusiła Cihana do zaręczyn z Hancer. Tylko po to, żeby mnie zranić.

Beren zaczęła szybko notować. Każde słowo Beyzy układało się w historię, którą mogła wykorzystać przed sądem.

— To była przemoc psychiczna — stwierdziła po chwili. — Taki wątek może nam bardzo pomóc. A jak doszło do tego, że później znowu wzięliście ślub?

— Również z powodu dziecka. Okazało się, że zanim się rozwiedliśmy, zaszłam w ciążę. Kiedy Cihan się o tym dowiedział, zostawił Hancer i poślubił mnie.

Beren uniosła lekko brwi.

— To niestety działa na jego korzyść. Pokazuje go jako mężczyznę, który wziął odpowiedzialność za rodzinę. Jest coś jeszcze?

Beyza zawahała się tylko na moment. Potem pochyliła się odrobinę, jakby miała podać szczegół, który mógł przechylić szalę na jej stronę.

— Zanim dowiedziałam się o ciąży, Cihan był już po ślubie z Hancer. Wszyscy mieszkaliśmy wtedy pod jednym dachem. Paparazzi zrobili zdjęcia i opublikowali artykuł z nagłówkiem: „Harem Cihana Develioglu”.

Na twarzy Beren pojawiło się zainteresowanie.

— To może nam pomóc. Zbierz wszystkie te artykuły i prześlij mi je.

— Oczywiście — odparła Beyza. — Jest jeszcze coś. Cihan zamknął mnie w kotłowni i przykuł kajdankami do rury.

Adwokatka znieruchomiała. Uśmiech zniknął z jej twarzy.

— W kotłowni? Kajdankami? — zapytała z niedowierzaniem. — Nie rozumiem. Jak człowiek taki jak pan Cihan, szanowany w społeczeństwie, mógł zrobić coś takiego?

Beyza spojrzała na nią znacząco.

— Jesteś doświadczoną adwokatką. Wiesz lepiej ode mnie, że nie należy oceniać ludzi po pozorach.

— Tak, oczywiście… — Beren wróciła do notatek, choć wciąż wyglądała na poruszoną. — Czy ktoś o tym wie? Jest jakiś świadek?

— Oczywiście. Wszyscy w domu o tym wiedzą.

— Wszyscy? — Adwokatka zmarszczyła brwi. — I nikt nie zareagował? Nikt nie próbował cię stamtąd wydostać?

— Nie. Nikt nie odważy się sprzeciwić Cihanowi.

Beren zapisała kolejne zdanie, tym razem wolniej i staranniej.

— Rozumiem. Bez względu na powód, przykucie cię kajdankami będzie naszym najmocniejszym argumentem. Tego nie da się usprawiedliwić. — Zawiesiła głos na chwilę. — Twierdzisz, że wszyscy boją się Cihana. Czy znajdzie się ktoś, kto mimo to odważy się zeznawać?

— Tak. Moja asystentka. Ona opowie o wszystkim.

Beren odłożyła długopis i oparła się wygodniej w fotelu. Na jej twarz wrócił pewny, niemal zwycięski uśmiech.

— Świetnie. Mamy naprawdę mocne karty. Jeśli przed sądem będziesz wyglądała tak niewinnie jak teraz, nie widzę powodu, dla którego miałybyśmy przegrać.

Beyza odpowiedziała uśmiechem. W jej oczach błysnęła satysfakcja. Obie kobiety doskonale wiedziały, że od tej chwili nie chodziło już tylko o prawdę, lecz o to, kto potrafi lepiej ją opowiedzieć.

***

Derya nie poprzestała na zamknięciu drzwi na klucz. Obeszła dom, stanęła pod oknem pokoju i zaczęła przybijać do framugi grube deski. Chciała mieć pewność, że Cemil nie znajdzie żadnej drogi ucieczki.

Mężczyzna podszedł do szyby i spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Deryo, co ty robisz? — zapytał z przejęciem. — Czy ja jestem więźniem? Tak nie można.

— Można — odparła bez wahania, wbijając kolejny gwóźdź. — Przypomnij sobie, co zrobiłeś Hancer. Teraz ja robię to samo z tobą. Skoro nie potrafię upilnować cię inaczej, musiałam podjąć radykalne kroki. Siedź tam i nie marudź.

— Deryo, otwórz drzwi, proszę. Pozwól mi chociaż chodzić po domu.

Kobieta nawet na niego nie spojrzała.

— Czekają cię znacznie większe trudności, Cemilu. Znacznie większe.

Cemil chwycił się za gardło i zaczął udawać, że brakuje mu powietrza. Liczył, że tym razem zmiękczy żonę, ale Derya pozostała niewzruszona. Z pogodną miną dobijała kolejne gwoździe, jakby wykonywała najzwyklejszą domową pracę.

— Nie rób tak, sułtanko mojego serca — jęknął, zmieniając ton na przymilny.

— Sułtanko? — prychnęła. — Tak mów do tych kobiet, którym farbujesz włosy.

— Nie farbuję! Ile razy mam ci to powtarzać? Ja tylko mieszam farby. Jestem ekspertem od kolorów.

— Nie interesują mnie twoje kompetencje. Od teraz będziesz wychodził tylko do łazienki. Jedzenie będę ci przynosić do pokoju.

— Tak być nie może, Deryo. W ten sposób ograniczasz mnie i mój talent. A co z moimi klientkami? Kobiety na mnie liczą. Na pewno stoją już przed salonem i wypatrują mnie z utęsknieniem.

Cemil nachylił się do szyby i spojrzał na żonę przez szczeliny między deskami wzrokiem amanta.

— Otwórz drzwi — powiedział niższym, uwodzicielskim głosem. — Zrobię ci taki kolor, jakiego nie ma żadna kobieta na świecie. Właśnie wpadł mi do głowy. Nazwę go „płomień smoka”. Słodkie, psotne czerwone wino. Trochę niegrzeczne. Tak jak ty. No dalej, otwórz, mój smoku.

Derya zastygła na moment, ale nie dlatego, że jego słowa zrobiły na niej wrażenie.

— Zaraz wezmę kanister i obleję salon benzyną — ostrzegła lodowatym tonem. — Wtedy wszyscy zobaczą smoka. Będzie ział prawdziwym ogniem. Zamknij to okno. Już!

Przestraszony Cemil natychmiast wykonał polecenie. Domknął skrzydło, zasunął firankę i odszedł od okna. Po chwili usiadł bezradnie na łóżku w dusznym, ciasnym pokoju.

— Jak ja mam zmiękczyć serce Deryi? — mruknął do siebie, całkowicie tracąc pewność siebie.

***

Fadime stała przy kuchennej wyspie, pośród jasnych szafek i błyszczących blatów. Trzymała się za głowę, jakby ból i wstyd naraz ściskały jej skronie. Obok niej stała Aysu. Dziewczyna, z założonymi rękami i zmartwioną twarzą, uważnie obserwowała matkę.

— W co my się wpakowaliśmy, Aysu? — jęknęła Fadime. — Meliha nigdzie nie ma, a ta zarozumiała Hancer właśnie odeszła. Mój wnuk cierpi, chociaż niczemu nie jest winien.

— Jaka zarozumiałość? — zaprotestowała Aysu. — Sama widziałaś, jaka była załamana.

— Nie wspominaj mi o niej! — ucięła Fadime. — Interesuje mnie tylko mój wnuk. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie.

Aysu spuściła wzrok, coraz bardziej niespokojna.

— Och, gdzie Hancer się teraz podzieje? Może powinnyśmy zadzwonić do mojego brata?

— Dzwoń, jeśli w ogóle uda ci się z nim połączyć — odparła Fadime z goryczą. — On też zapadł się pod ziemię. Nie wiem już, co dzieje się z tym chłopakiem.

Aysu wybrała numer Meliha. Po chwili w słuchawce usłyszała jedynie automatyczny komunikat o niedostępnym abonencie. Opuściła telefon i bezradnie spojrzała na matkę.

— Ma wyłączony telefon.

— Oczywiście! — Fadime rozłożyła ręce i spojrzała w sufit. — Czego innego można się spodziewać po kimś, kto zostawił ciężarną kobietę? Ośmieszyliśmy się przed wszystkimi. Boże, dlaczego tak nas doświadczasz? Czym sobie na to wszystko zasłużyłam?

Na moment zapadła cisza. Fadime oddychała ciężko, ale jej twarz po chwili znów stężała.

— Ta Sinem też straciła rozum — powiedziała ostrzej. — Stanęła w obronie Hancer, jakby była jej coś winna. Jakby nigdy nic nie wydarzyło się między nią a Melihem. A teraz, kiedy Hancer i Melih się rozwiodą, znowu będziemy na językach całej rezydencji.

Aysu zawahała się, lecz mimo to wypowiedziała myśl, która przyszła jej do głowy.

— Może teraz, skoro Hancer i Melih się rozstaną, mój brat i Sinem…

Fadime odwróciła się gwałtownie. Jej twarz w jednej chwili poczerwieniała ze złości.

— Jeśli coś takiego się stanie, albo zostanę morderczynią, albo sama umrę!

W tym momencie przy wejściu do kuchni pojawiła się Sinem. Stała częściowo ukryta za ścianą, w niebieskiej sukni i jasnej chustce, słuchając każdego słowa z narastającym napięciem.

— Jeśli Melih choćby pomyśli, żeby wrócić do Sinem, zburzę tę rezydencję własnymi rękami! — dodała Fadime z furią.

Sinem zastygła w progu. Nadzieja, którą jeszcze przed chwilą próbowała w sobie podtrzymać, zgasła bezpowrotnie.

Nie ma sensu dłużej się łudzić — pomyślała z bólem. — Fadime nigdy nas nie zaakceptuje. Jedynym wyjściem jest ucieczka i rozpoczęcie nowego życia. Inaczej nie przetrwamy tej burzy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 180.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy