Panna młoda odc. 242: Hancer szokuje Fadime swoim wyznaniem!

Zbliżenie na wstrząśniętą, poruszoną Fadime.

„Panna młoda” Odc. 242 — streszczenie

Cihan spędzał z Hancer coraz więcej czasu i coraz uważniej dbał o to, by dobrze się odżywiała. Tego dnia zaprosił ją do swojego gabinetu. W przestronnym, jasnym wnętrzu usiedli naprzeciwko siebie przy niskim stoliku. Obok szklaneczki herbaty leżał świeży börek, który Cihan zamówił specjalnie dla niej.

— Znowu przesadziłeś — powiedziała Hancer z lekkim, rozczulonym uśmiechem. — Jak mam zjeść aż tyle?

Cihan spojrzał na jej brzuch.

— Nie wiem, jak ty, ale ktoś tutaj najwyraźniej ma dobry apetyt. — Po chwili przyjrzał jej się uważniej. — Od chwili, gdy wyjechaliśmy z domu, jesteś zamyślona. Coś się stało? Melih zrobił coś, co cię zdenerwowało?

Hancer spuściła wzrok na talerz.

— Im większy mam brzuch, tym bardziej boli mnie kręgosłup. Pewnie dlatego wyglądam, jakbym była w złym humorze.

Cihan nie naciskał.

— Dobrze. Jedz, póki ciepłe.

Hancer odkroiła kawałek i spróbowała. Przez moment milczała, jakby zbierała odwagę. Wreszcie podjęła temat, który od dawna nie dawał jej spokoju.

— Byłeś bardziej zły o to, że Beyza usunęła ciążę, czy o to, że ukryła przed tobą, że w ogóle była w ciąży?

Twarz Cihana natychmiast stężała. Spuścił głowę, przełknął ślinę, a mięsień na jego skroni lekko zadrżał.

— O wszystko — odpowiedział po chwili, wyraźnie walcząc ze sobą. — Okłamała mnie. Ukryła przede mną ciążę. A wiesz, co boli najbardziej? Miałem mieć córkę, Hancer. Córkę. A ona odebrała mi nawet prawo do tej wiedzy. Beyza wiele razy wbiła mi nóż w plecy, ale tym razem zrobiła to naprawdę głęboko.

Wziął ciężki oddech i odwrócił wzrok, jakby dopiero teraz zorientował się, że jego ton był zbyt ostry.

— Przepraszam. Niepotrzebnie się zdenerwowałem.

Hancer skosztowała jeszcze jednego kawałka, lecz jedzenie nagle straciło smak.

— Dziękuję za börek — powiedziała cicho. — Muszę już iść. Mam trochę pracy.

— Ale prawie nic nie zjadłaś.

— Rano zwykle jest mi ciężko na żołądku. Nie mogę jeść dużo.

Cihan skinął głową, choć nie wyglądał na przekonanego.

— Rozumiem. Yigit może odwieźć cię do domu.

— Nie trzeba. Dobrze się czuję.

Hancer wzięła torebkę, zarzuciła płaszcz na ramię i ruszyła do wyjścia. Cihan odprowadził ją wzrokiem. Długo patrzył na drzwi, za którymi zniknęła, a w jego spojrzeniu pojawił się niepokój.

— Coś ukrywasz — powiedział cicho do siebie. — Tylko co?

***

W przestronnym salonie rezydencji panował poranny spokój. Kryształowe żyrandole lśniły nad jasnymi kanapami, a Mukadder siedziała wygodnie na fioletowej sofie i przeglądała gazetę. Przy stoliku krzątała się Aysu, przecierając blat.

Do salonu weszła Sinem, trzymając Mine za rękę. Dziewczynka, z czerwonymi kokardami we włosach i plecakiem na ramionach, wyglądała na gotową do wyjścia.

— Mamo, jedziemy — zwróciła się Sinem do teściowej. — Zawiozę Mine do szkoły i zaraz wrócę.

— Do zobaczenia, babciu! — zawołała radośnie dziewczynka.

Mukadder uniosła wzrok znad gazety i zmierzyła ją uważnym spojrzeniem.

— Zabierasz dziecko do szkoły z takimi włosami? — zapytała z niezadowoleniem. — Z jednej strony pasmo jest rozpuszczone, z drugiej upięte. Chodź tutaj, wnuczko.

Mine posłusznie podeszła do kanapy. Mukadder przyciągnęła ją bliżej i zaczęła poprawiać jej fryzurę.

— Ostatnio chodzisz z głową w chmurach — skarciła Sinem, nie odrywając dłoni od włosów dziewczynki. — Wygląda na to, że powietrze ci nie służy. Zresztą nie tylko tobie. W tej rezydencji wszystkim zaczyna szkodzić. Pora moich lekarstw minęła dwie godziny temu, a Fadime nadal mi ich nie przyniosła.

— Coś jej wypadło i musiała pilnie wyjść — wyjaśniła Aysu.

Mukadder westchnęła z irytacją.

— Boże… Dokąd mogła pójść kobieta, która pracowała nawet w święta i nigdy o mnie nie zapominała?

Aysu zawahała się.

— Chodzi o mojego brata. Od kilku dni nie możemy się z nim skontaktować.

— Wyjechał gdzieś?

— Dostał pracę na statku i wypłynął w morze. Mama poszła do firmy, żeby dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest.

Mukadder zmrużyła oczy, ale po chwili machnęła ręką.

— Dobrze. Idź i przynieś mi lekarstwa.

Aysu wyszła z salonu. Mukadder dokończyła poprawianie włosów Mine, a potem zwróciła się do Sinem:

— Mąż Hancer zostawił ją akurat wtedy, gdy Cihan ogłosił rozwód z Beyzą. Czy to może być przypadek?

Sinem spuściła wzrok i wzruszyła ramionami.

— Myślę, że tak… Nieważne, musimy już jechać, bo się spóźnimy.

Wzięła córkę za rękę i ruszyła do wyjścia. Mukadder odprowadziła je spojrzeniem, a potem oparła się o poduszki. Jej twarz stwardniała.

— Ta naiwna Sinem nie jest mądrzejsza od Mine — mruknęła pod nosem. — Coś takiego nie może być przypadkiem. Ta żmija Hancer znowu planuje ukraść mi syna. Niech Bóg ma nas w swojej opiece.

***

Sinem wyszła z rezydencji razem z Mine. Przed wejściem stał niebieski samochód, zaparkowany na brukowanym dziedzińcu, tuż obok fontanny. Poranne światło padało na białą fasadę domu, ale twarz Sinem pozostawała napięta.

Otworzyła tylne drzwi auta, a Mine od razu wsiadła do środka. Sinem nie zajęła jednak miejsca za kierownicą. Odeszła kilka kroków, rozejrzała się niespokojnie i wybrała numer Meliha.

— Twoja mama poszła cię szukać — powiedziała z przejęciem, gdy tylko odebrał. — Pójdzie do firmy i odkryje prawdę.

— I tak by się dowiedziała — odparł Melih. — Wkrótce ja i Hancer się rozwiedziemy. Wszyscy będą wiedzieć.

— Będzie w szoku, kiedy to usłyszy. Szkoda, że sam jej tego nie powiedziałeś. Teraz pójdzie do Hancer i zrobi scenę.

— Sinem, to mój problem. Nie martw się, jakoś sobie z tym poradzę. Proszę cię tylko, żebyś nikomu nic nie mówiła.

— Dobrze. Do usłyszenia.

Rozłączyła się, ale niepokój nie zniknął z jej twarzy. Stała przy samochodzie, ściskając telefon w dłoni.

— Jeśli Fadime pójdzie do Hancer, zrobi bałagan — szepnęła do siebie. — Będzie ją przesłuchiwać.

Natychmiast wybrała numer Hancer, lecz połączenie pozostało bez odpowiedzi. Sinem zacisnęła usta i nagrała wiadomość głosową:

— Hancer, Fadime poszła szukać Meliha. Jeśli dotrze do firmy, dowie się, że nie wypłynął w morze. Na pewno wtedy przyjdzie do ciebie. Nie wiem, co robić. Daj mi znać, kiedy odsłuchasz tę wiadomość.

Opuściła telefon i przez chwilę stała nieruchomo, patrząc przed siebie z rosnącym lękiem. Miała tylko nadzieję, że Hancer usłyszy ostrzeżenie, zanim Fadime stanie w jej drzwiach.

Dopiero po chwili Sinem wróciła do samochodu, usiadła za kierownicą i uruchomiła silnik.

***

Hancer siedziała za biurkiem w swoim gabinecie, ale nie potrafiła skupić się na pracy. Dokumenty leżały przed nią nietknięte, a jej myśli wciąż wracały do niedawnej rozmowy z Cihanem i do jego słów o ciąży Beyzy. Im dłużej o tym myślała, tym mocniej czuła ciężar prawdy, którą sama przed nim ukrywała.

Z zamyślenia wyrwało ją pukanie. Drzwi uchyliły się i stanął w nich Cihan. W rękach trzymał dwa niebieskie segregatory.

— Mogę wejść? — zapytał.

— Oczywiście.

Usiadł naprzeciwko niej i położył segregatory na kolanach.

— Yigit przyniósł je do mojego biura. Wygląda na to, że są twoje.

— Dziękuję.

— Mam dla ciebie dobrą wiadomość dotyczącą fundacji. Chciałem przekazać ci ją osobiście.

Hancer uniosła wzrok.

— Jaką wiadomość?

— Nowa firma zdecydowała się wesprzeć fundację. Jej właściciel jest moim znajomym. Skontaktuje się z tobą jutro albo pojutrze. Wypłata stypendiów będzie zabezpieczona.

Potem odwrócił głowę w stronę drzwi.

— Hilal!

Po chwili w progu pojawiła się sekretarka.

— Tak, panie Cihanie?

— Przynieś kawę. Dla Hancer z odrobiną cukru.

— Oczywiście. Zaraz będzie gotowa.

Hilal wyszła, a w gabinecie znów zapadła cisza. Cihan patrzył na Hancer uważnie, jakby próbował odczytać z jej twarzy to, czego nie chciała powiedzieć.

— Hancer, jeśli masz chwilę, możemy porozmawiać?

— W sprawie fundacji?

— O fundacji już porozmawialiśmy. Chcę porozmawiać o tobie.

Na dłuższy moment zawiesił spojrzenie na jej oczach. Hancer poczuła niepokój.

— O czym dokładnie?

— Porozmawiamy, kiedy kawa będzie gotowa.

Skinęła głową. Dopiero wtedy zauważyła migającą diodę telefonu. Sięgnęła po urządzenie i zobaczyła nieodebrane połączenia od Sinem. Serce zabiło jej szybciej, ale przy Cihanie nie mogła oddzwonić.

Hilal wróciła niemal od razu. Postawiła filiżankę oraz szklankę wody przed Hancer i dyskretnie opuściła gabinet. Kiedy drzwi się zamknęły, Cihan pochylił się lekko do przodu.

— Hancer, czy… zaczęłaś żałować? Zrezygnowałaś z rozwodu?

Na jej twarzy pojawiło się szczere zaskoczenie.

— Skąd ci to przyszło do głowy?

— Nie wiem. Wcześniej bardzo się zdenerwowałaś. Wyszłaś z mojego gabinetu tak nagle, jakby coś cię przerosło.

— Nie. Z niczego nie zrezygnowałam.

— To delikatna sprawa. Człowiek może się zawahać, może zmienić zdanie. Dlatego pytam.

— Nie wydarzyło się nic, co mogłoby zmienić moje zdanie. Rozwodzę się.

Cihan przez chwilę milczał.

— A jednak mam wrażenie, że coś cię niepokoi. Jesteś przygaszona. Jeśli pojawił się jakiś problem, powiedz mi. Zawsze będę przy tobie. Przy tobie i przy dziecku. Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Hancer spojrzała na niego bezradnie.

— Dlaczego traktujesz mnie z taką czułością? Czy to normalne?

Nie wypowiedziała jednak tego, co naprawdę cisnęło jej się na usta. Jakbyś wiedział to, czego nie mogę ci powiedzieć. Jakbyś czuł, że to dziecko jest twoje. Dlatego jesteś tak blisko. Dlatego nie potrafię od ciebie uciec.

Cihan odpowiedział dopiero po chwili. Jego głos wyraźnie zadrżał.

— Wiesz, Hancer, że jestem na ciebie bardzo zły? Byłem zły, mówiłem ci różne rzeczy, raniłem cię słowami. Ale nie potrafiłem cię znienawidzić. Nie wtedy, kiedy nosisz w sobie nowe życie.

Przez kilka sekund patrzyli na siebie w milczeniu. W powietrzu zawisło coś niewypowiedzianego, kruchego i bolesnego zarazem.

Nagle Hancer dostrzegła czyjąś sylwetkę w drzwiach. Odwróciła głowę. Cihan zrobił to samo. 

Do gabinetu gwałtownie weszła Fadime. Stanęła przed biurkiem z twarzą pełną gniewu.

— Wstydź się! — rzuciła z pogardą do Hancer. — Czy to, co robisz mojemu synowi, jest uczciwe?

Cihan natychmiast się wyprostował.

— Siostro Fadime, proszę się uspokoić.

Ale kobieta nawet na niego nie spojrzała.

— Wracam z firmy Meliha. Nie było go tam. I nie wypłynął w żaden rejs. A ty co robisz tutaj, kiedy twojego męża nie ma? Czy tak zachowuje się przyzwoita kobieta?

— Siostro Fadime — powtórzył Cihan znacznie ostrzej. — Powiedziałem, żebyś się uspokoiła. 

— Nie wtrącaj się, panie Cihanie. To sprawa między mną a moją synową.

— To jest moja firma. Nie możesz tu przychodzić i urządzać scen. Nie pozwolę na to.

— Ale mój syn cierpi przez nią!

— Wystarczy! — przerwał jej stanowczo. — Ostrzegałem, że jeśli przekroczysz granicę, złamię ci serce. 

Hancer podniosła wzrok na Fadime. Wiedziała, że nie może dłużej milczeć.

— Melih i ja rozwodzimy się, siostro Fadime.

Kobieta zamarła. Gniew na moment ustąpił miejsca niedowierzaniu.

— Rozwodzicie się? — zapytała po chwili. — To dlatego odszedł?

Hancer skinęła głową.

Twarz Fadime znów stwardniała.

— Teraz rozumiem. Nie tracisz czasu, jak widzę…

Cihan zerwał się z miejsca.

— Jak z nami rozmawiasz? Proszę wyjść, zanim zdenerwujesz mnie jeszcze bardziej. Mówiłem już wcześniej: to nie z Hancer powinnaś się konfrontować, tylko ze swoim synem. To z nim musisz porozmawiać.

Fadime przełknęła ślinę. Dopiero teraz dotarło do niej, że nie ma tu przewagi.

— Masz rację — powiedziała ciszej. — To mój syn postawił mnie w takiej sytuacji. To on mnie zawstydził.

Odwróciła się gwałtownie i wyszła z gabinetu. Hancer patrzyła za nią z narastającym poczuciem winy.

— Powiedziała to, bo jest zraniona — odezwał się Cihan łagodniej. — Nie bierz tego do siebie.

— Bardzo ją zraniłam — szepnęła Hancer. — Bardzo.

Nie czekając na jego odpowiedź, podniosła się z fotela i pobiegła za Fadime.

Cihan został sam w gabinecie. Spojrzał na otwarte drzwi, potem na stojącą na biurku filiżankę kawy, której Hancer nawet nie zdążyła wypić. Westchnął ciężko i pokręcił głową.

— Ciągle jesteśmy w chaosie — powiedział pod nosem. — Ciągle.

***

Gülsüm i Beyza siedziały w niewielkim pokoju w domu Yoncy. Wnętrze było skromne, niemal ciasne: turkusowa kanapa, niski stolik, pojedyncze łóżko pod ścianą i jasne firanki, przez które do środka wpadało blade światło dnia. Gülsüm siedziała spięta, z rękami złożonymi na kolanach. Widać było, że od dawna tłumiła w sobie zmęczenie i niepokój.

Beyza wyglądała zupełnie inaczej. Wygodnie rozparta na kanapie, przeglądała się w małym lusterku i poprawiała włosy. Na jej twarzy malował się spokój kogoś, kto mimo trudnej sytuacji wciąż wierzył, że potrafi nad wszystkim zapanować.

— Pani Beyzo, jak długo jeszcze tu zostaniemy? — zapytała w końcu Gülsüm. — Obie jesteśmy wykończone. Pani Yonca traktuje nas jak niewolnice. Proszę, znajdź jakieś rozwiązanie.

Beyza westchnęła znużona i odłożyła lusterko.

— Naprawdę nie mam już siły słuchać twojego narzekania. Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli adwokatka poprosi o świadka, podam twoje nazwisko. Rozumiesz?

Gülsüm pobladła.

— Pani Beyzo, proszę mnie w to nie mieszać. Ja nie znam się na takich sprawach. Sądy, prawnicy, zeznania… To nie dla mnie.

— A do szkoły chodziłaś? — zapytała Beyza chłodno. — Nie wymyślaj głupich wymówek. Adwokatka powie ci, co masz mówić. Nauczysz się na pamięć i tyle.

— A jeśli coś pomylę? Jeśli przeze mnie nie wygrasz sprawy?

Beyza przyjrzała jej się uważnie. Po chwili na jej ustach pojawił się lekki, wyrachowany uśmiech.

— Już rozumiem, w czym tkwi problem. I wiem, jak go rozwiązać.

Sięgnęła po leżącą obok torebkę, otworzyła ją spokojnym ruchem i wyjęła białą kopertę. Przez moment trzymała ją w dłoni, jakby chciała, by Gülsüm dobrze zrozumiała wagę tej chwili.

— Weź to — powiedziała. — Twoja pensja jest w środku. Razem z dodatkiem za opóźnienie. Oczywiście pod warunkiem, że złożysz zeznania.

Gülsüm zawahała się tylko na moment.

— Dobrze — powiedziała cicho. — Zrobię to.

Beyza podała jej kopertę.

— Widzisz? Od razu doszłaś do siebie. Wystarczyła jedna koperta i twój rozum zaczął pracować.

Gülsüm natychmiast zajrzała do środka. Na widok pliku banknotów jej twarz rozjaśniła się niekontrolowaną ulgą. Jeszcze przed chwilą bała się sądu i przesłuchań, ale pieniądze w jednej chwili uciszyły wszystkie jej wątpliwości.

Beyza obserwowała ją z satysfakcją. Wiedziała, że po raz kolejny znalazła właściwy sposób, by zmusić ludzi do działania po swojej myśli.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 179.Bölüm i Gelin 180.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy