„Dziedzictwo” Odc. 916 – streszczenie
Uczucia, jakie Poyraz zaczyna żywić do Nany, budzą w nim frustrację. Gniew narasta, a myśli krążą wokół niej tak uporczywie, że nie jest w stanie skupić się na pracy. W końcu wychodzi na świeże powietrze, mając nadzieję, że odrobina przestrzeni pomoże mu uporządkować chaos w głowie. Ale nie jest mu dane zostać samemu – Nana podąża za nim.
— Nie powiedziałem ci, że chcę zaczerpnąć powietrza? — rzuca ostro. — Dlaczego opuściłaś warsztat?
— Bo wiem, co ci dolega — odpowiada spokojnie, patrząc mu prosto w oczy. — I nie pozwolę ci dłużej tego ukrywać.
Poyraz nieruchomieje. Serce przyspiesza mu na ułamek sekundy. Skąd ona wie? Jak to możliwe, że rozszyfrowała jego uczucia? W jaki sposób się zdradził?
— Jaki mam problem? — pyta po chwili, próbując ukryć zdenerwowanie. — Co niby mi jest?
— To oczywiste. Każdemu może się to przytrafić, nawet mi.
— Skąd to wywnioskowałaś?
— Z twojego spojrzenia, z tego, jak się zachowujesz. — Uśmiecha się lekko. — Chodź, usiądźmy. Porozmawiajmy. To nie jest coś, czego nie da się rozwiązać. Wyrzuć to z siebie, będzie ci lżej.
Poyraz wstrzymuje oddech. Przez chwilę myśli, że Nana mówi o jego miłości do niej. Ale potem… zauważa, że ona wcale nie nawiązuje do uczuć. Odetchnął z ulgą – nie przejrzała go. Może zmienić taktykę.
— Ach, więc w końcu zdałaś sobie sprawę, że nie chcesz tu pracować — mówi z udawaną obojętnością.
Teraz to Nana wygląda na zdezorientowaną.
— Co? Chcesz się mnie pozbyć?
— Mówiłaś przecież, że rozumiesz. Dlaczego jesteś zaskoczona?
— Myślałam, że chodzi o coś innego… Myślałam, że jesteś przytłoczony pracą, a nie że… że ci zawadzam.
— Niestety. Mert wraca do warsztatu. A ty… Masz wielkie chęci, ale twoje możliwości są, cóż, jakie są.
— Czyli niczego się nie nauczyłam?
— Dałaś z siebie wszystko, ale…
— Rozumiem. — Nana prostuje się i przybiera poważny ton. — Stałam się dla ciebie ciężarem. W porządku. Nie zostanę tam, gdzie mnie nie chcą.
Jej głos jest spokojny, ale w oczach tli się ból.
— Przyszłam tylko dlatego, że to ty mi kazałeś — dodaje i odwraca się na pięcie.
W tym momencie zza rogu wychodzi Cansel, uśmiechając się triumfalnie.
— Och, kochana, to świetnie się składa! — mówi słodkim, fałszywym tonem. — Wracasz do pracy w salonie fryzjerskim.
Nana unosi brew.
— Dlaczego tak na mnie patrzycie? — kontynuuje Cansel, udając niewinność. — Przechodziłam i przypadkiem usłyszałam rozmowę. Ale prawda jest taka, że praca w warsztacie nigdy nie była dla kobiety.
— Poczekaj, bratowo — wtrąca Poyraz, marszcząc brwi. — Nie musisz jej od razu zatrudniać.
— Dziękuję bardzo, ale sama zdecyduję, gdzie będę pracować — oświadcza Nana z dumą. Doskonale pamięta, jak traktowano ją w salonie, ale nie zamierza teraz okazywać słabości. — Tak, będę tam pracować.
— Wspaniale! — Cansel klaszcze w dłonie i bezceremonialnie wręcza Nanie torby z zakupami. — Twoja zmiana właśnie się zaczęła. Możesz już iść.
Nana przyjmuje torby i bez słowa odchodzi.
Poyraz mruży oczy i spogląda na bratową.
— Wiem, że jej nie znosisz, ale pamiętaj, że jest naszym gościem.
— Czy kiedykolwiek zrobiłabym jej coś złego? — Cansel uśmiecha się niewinnie. — Po prostu za dużo o niej myślisz. Nie martw się, zadbam o nią.
Poyraz mruży oczy.
— Ona może się nie przyznać, ale jeśli coś jej zrobisz, i tak się dowiem.
Cansel jedynie wzrusza ramionami.
***
W salonie Nana od razu zostaje postawiona na swoim miejscu. Pierwsze zadanie? Zamiatanie podłogi.
Cansel rozsiada się wygodnie w fotelu i z zadowoleniem obserwuje, jak Nana sprząta. Mimo ostrzeżenia Poyraza nie zamierza traktować jej lepiej niż wcześniej.
Gdy tylko Nana kończy zamiatanie, dostaje kolejne polecenie.
— Umyj podłogę — rzuca Cansel, nawet na nią nie patrząc.
Nana milczy, ale posłusznie wykonuje zadanie.
— Świetnie, teraz idź po towar — dodaje Cansel, podając jej listę. — Ale sklep jest na drugim końcu miasta.
Nana przygryza wargę. Towaru nie da się przynieść siłą własnych rąk, ale Cansel doskonale o tym wie.
— No już, na co czekasz? — ponagla ją, uśmiechając się z satysfakcją.
Każde jej polecenie jest coraz bardziej upokarzające. Każde słowo brzmi jak rozkaz wydawany nie pracownicy, a służącej. Ale Nana nie zamierza się poddać.
Z podniesioną głową wychodzi z salonu.
***
Aynur nie odstępuje Sinana na krok. Od chwili, gdy trafił do szpitala, czuwa przy nim bez przerwy, otaczając go troską i opieką, jakiej mógłby mu pozazdrościć każdy pacjent. Nie pozwala, by choć przez moment czegoś mu brakowało. Nawet posiłki przynosi mu własnoręcznie – trzydaniowe obiady, które pachną tak obłędnie, że personel szpitala spogląda na nie z zazdrością.
Mimo to Sinan odsuwa talerz.
— Nie mam apetytu — oznajmia, choć jego ton zdradza, że mówi to bardziej z przyzwyczajenia niż z faktycznego braku ochoty na jedzenie.
Aynur kręci głową, nie przyjmując odmowy.
— Nie ma mowy, musisz jeść. Pielęgniarka powiedziała, że powinieneś o siebie dbać. Chcesz jak najszybciej wyjść ze szpitala, prawda? No to tutaj rządzę ja. Przynajmniej zjedz zupę.
— Nie chcę.
— Musisz!
Aynur nie czeka dłużej – sięga po łyżkę, zanurza ją w misce z gorącą zupą i podsuwa ją Sinanowi pod nos.
— W takim razie sama cię nakarmię.
Sinan marszczy brwi i chwyta ją za nadgarstek, by powstrzymać jej ruch. I wtedy to zauważa – ranę na jej przegubie. Ślad jest głęboki, czerwony. Wygląda na bolesny.
— Pokazałaś to lekarzowi? — pyta ostro, świdrując ją wzrokiem.
Aynur nawet nie spogląda na ranę. Wzrusza ramionami i podciąga rękaw, jakby dopiero teraz naprawdę ją zauważyła.
— Nie miałam pojęcia, że tam jest — mówi lekko. — Ale to nieważne. Najpierw ty musisz coś zjeść.
Sinan nie zamierza tego tak zostawić. Jego spojrzenie staje się jeszcze bardziej surowe.
— Natychmiast pójdziesz do lekarza. Nie chcę cię tu widzieć, dopóki tego nie zrobisz.
— Przesadzasz, to tylko…
— Obiecaliśmy sobie, że przeżyjemy — przerywa jej twardo. — Ale nie mówiliśmy, że będziemy żyć bez jednej ręki.
Aynur przewraca oczami, ale widać, że jego słowa ją poruszyły.
— Dobrze, pójdę — zgadza się w końcu. — Ale pod jednym warunkiem: zjesz zupę. Jeśli nie, nigdzie się nie ruszę.
Sinan unosi brew.
— Jesteś dobra w negocjacjach.
— Wiem. Więc zgadzasz się?
Mężczyzna z westchnieniem sięga po łyżkę.
— Idź już.
Aynur rzuca mu krótkie, zadowolone spojrzenie i wychodzi. Sinan, gdy tylko zostaje sam, bierze pierwszy kęs i od razu uświadamia sobie, że jego apetyt był znacznie większy, niż twierdził w obecności kobiety.
***
Derya robi wszystko, by zatrzymać Ayse w pracy. Zasypuje ją zadaniami, podrzuca kolejne dokumenty do przejrzenia, zleca coraz to nowe obowiązki – wszystko po to, by uniemożliwić jej wyjście na piknik z Feritem i Dogą.
„Dziedzictwo” Odc. 917 – streszczenie
Aynur delikatnie przemywa ranę Sinana, starannie zmieniając opatrunek na jego ramieniu.
— Jestem świetną opiekunką — oznajmia z dumą. — I to nie są tylko puste przechwałki. Przed przyjazdem do rezydencji zajmowałam się starszymi pacjentami. Kiedy wyjdziesz ze szpitala, zatroszczę się o ciebie równie dobrze. Możesz na mnie liczyć.
Sinan unosi brew i patrzy na nią z powagą.
— Wierzę w profesjonalizm w każdej dziedzinie — odpowiada chłodno. — Dlatego po wyjściu stąd zatrudnię pielęgniarkę.
Słowa prokuratora są jak cios. Aynur spuszcza wzrok.
— Czyli mi nie ufasz? — pyta cicho. — Naprawdę mam doświadczenie. Pielęgniarka może zmieniać ci opatrunki, ale ja zajmę się całą resztą.
Drzwi do sali uchylają się i wchodzi starsza kobieta, a tuż za nią młoda dziewczyna.
— Szybkiego powrotu do zdrowia, Sinanie — mówi ciepło przybyła.
— Dziękuję, ciociu.
Kobieta omiata wzrokiem pokój, aż w końcu jej spojrzenie zatrzymuje się na Aynur.
— A ta młoda dama to kto?
— Moja pracownica — odpowiada Sinan rzeczowym tonem.
Ciotka kiwa głową i zwraca się bezpośrednio do Aynur:
— W porządku, od teraz pani Bahar przejmuje opiekę nad moim siostrzeńcem. Możesz już iść.
Aynur otwiera usta, by zaprotestować, ale kobieta nie daje jej dojść do słowa.
— Nie ma żadnego „ale”. Od tej chwili Sinan jest pod opieką profesjonalistki. Dziękujemy za twoją pomoc.
Aynur czuje ścisk w żołądku. Patrzy na Sinana, jakby liczyła, że powie coś w jej obronie. Ale prokurator milczy. Opuszcza więc głowę i podchodzi do fotela, by zabrać swoje rzeczy. W środku aż się w niej gotuje. Uratował jej życie, a teraz czuje, że to ona ma dług wobec niego. Chciała choć w ten sposób się odwdzięczyć.
— Twoi rodzice wiedzą, co się stało, ale są na konferencji w Stanach — informuje ciotka. — Skoro usłyszeli, że wszystko u ciebie w porządku, poszli spać. Zadzwonią, jak się obudzą.
Aynur przygryza wargę.
— Co za chłodna kobieta — myśli. — Jak ona może się nim zaopiekować?
***
Poyraz spotyka się z Sibel w kawiarni, ale jego myśli krążą zupełnie gdzie indziej. Nie potrafi skupić się na rozmowie, co chwilę zerka na telefon i wstaje od stolika, by wykonać kolejny telefon. Nana konsekwentnie nie odbiera, jakby chciała mu dać do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę. W końcu, po wielu uporczywych próbach, poddaje się i odbiera.
— Dlaczego nie odpowiadasz? — Poyraz pyta z wyraźnym niepokojem w głosie. — Martwiłem się.
— Bo jestem zajęta? — Nana nie kryje irytacji. — Wykonuję swoją pracę, a ty wydzwaniasz jak szalony.
Poyraz właśnie ma coś powiedzieć, gdy do jego uszu dociera rozmowa kogoś w tle po drugiej stronie połączenia. Uświadamia sobie z niej, że Nana jest poza dzielnicą. Serce zaczyna mu bić szybciej.
— Gdzie ty jesteś? — Jego ton natychmiast staje się bardziej stanowczy.
— Na ulicy — odpowiada wymijająco. — Mam pełne ręce siatek.
— Jakiej ulicy? To nie jest nasza dzielnica! — Poyraz marszczy brwi. — Jesteś szalona?! Co tam robisz?!
— Nie panikuj. Jestem ostrożna. Poza tym już wracam.
— Ostrożna?! Jesteś w najniebezpieczniejszej dzielnicy w mieście! Czy ty w ogóle myślisz?!
Nie słyszy już odpowiedzi, bo Nana się rozłącza.
***
Nana rzeczywiście jest ostrożna. Przynajmniej do momentu, gdy zza rogu wyłania się nieznajomy mężczyzna. Ma złowieszczy wyraz twarzy, a w jego dłoni błyska nóż.
— Oddawaj torby i wszystko, co masz przy sobie — syczy groźnie.
Zanim zdąży sięgnąć po jej rzeczy, pojawia się Poyraz. Jego spojrzenie płonie gniewem. Nawet się nie zastanawia — kilkoma błyskawicznymi ciosami posyła oprycha na ziemię. Mężczyzna jęczy i zwija się z bólu, aż w końcu traci przytomność.
Poyraz odwraca się do Nany, oddychając ciężko.
— Jak mogłaś wyjść poza dzielnicę?! — rzuca z wściekłością. — Co gdyby coś ci się stało? Co gdybym cię nie znalazł?!
Nana podnosi głowę i patrzy mu prosto w oczy.
— Potrafię o siebie zadbać — odpowiada chłodno. — Robiłam to już wcześniej. Tak samo sobie poradzę, kiedy już stąd odejdę.
Poyraz zaciska szczękę.
— Jakbym nie miał nic lepszego do roboty niż uganiać się za tobą… — mruczy pod nosem. — Dopóki tu jesteś, masz mnie słuchać. Wbij to sobie do głowy.
***
Aynur nie zamierza pozwolić, by Sinanem opiekował się ktoś inny. Wraca do szpitala i przegania zatrudnioną przez ciotkę prokuratora młodą opiekunkę, która bardziej niż pacjentem zajęta jest własnym telefonem.
Na chwilę wychodzi po czystą gazę, a kiedy wraca, zastaje Sinana stojącego na własnych nogach. Jednak ledwie zrobi kilka kroków, na jego twarzy maluje się grymas bólu.
— Panie Sinanie! Co pan wyprawia? — krzyczy przerażona.
— Nic mi nie jest — odpowiada, choć widać, że jest inaczej.
— Zostawiłam cię samego na dwie minuty! Co, jeśli byś upadł? Jakbyś sobie poradził? Dlaczego nie mogłeś na mnie poczekać?
Sinan spogląda na nią ze zdziwieniem.
— Nie przesadzaj.
Aynur nie wytrzymuje.
— Przesadzam? Wiesz, jak się o ciebie bałam? Operacja trwała całe godziny! Wiesz, co wtedy przeżywałam?
W jej oczach pojawiają się łzy.
— Gdyby coś ci się stało… — dodaje, a głos jej drży.
Sinan spogląda na nią uważnie.
— Nie płacz — mówi łagodnie.
— Nie płaczę! — zaprzecza, ocierając oczy. — Po prostu na chwilę straciłam nad sobą panowanie. Przepraszam.
Sinan uśmiecha się lekko.
— Spójrz na mnie. To koniec, wszystko jest już w porządku.
W tym momencie do sali zagląda pielęgniarka.
— Panie Sinanie, może pan wracać do domu.
Aynur ociera łzy.
— Dzięki Bogu — szepcze. — Spakuję twoje rzeczy.
Nagle drzwi się otwierają, a do środka wchodzi Ferit. Na jego twarzy maluje się powaga.
— Jeden z ludzi Hakana uciekł — oznajmia bez zbędnych wstępów. — Niebezpieczeństwo nie minęło. Na wszelki wypadek postawię patrol przed waszymi domami.
Aynur wstrzymuje oddech.
— O Boże… W takim razie nie mogę zostawić Adalet samej. Ale kto zaopiekuje się panem Sinanem?
Prokurator zastanawia się przez moment, po czym podejmuje decyzję.
— Nie martw się, pójdę z tobą. Dopóki niebezpieczeństwo nie minie, będę przy was.
Ferit natychmiast kręci głową.
— Nie możesz. Wszyscy pójdą do swoich domów. Ja zadbam o bezpieczeństwo Aynur i Adalet.
Sinan posyła mu ostre spojrzenie. Jego głos jest stanowczy, nieznoszący sprzeciwu.
— Nie. Nie pozwolę, żeby znowu coś jej się stało przeze mnie.
Jeszcze tego samego dnia wprowadza się do Aynur i Adalet.
***
Do domu Poyraza przybywa Semih, brat Cansel. Jego wzrok od razu pada na Nanę, a w oczach pojawia się zachwyt. Widać, że jest pod wrażeniem jej urody.
Gdy wchodzi do łazienki, przegląda się w lustrze i starannie poprawia swoje długie, czarne, kręcone włosy. Uśmiecha się do własnego odbicia, a w jego spojrzeniu pojawia się determinacja.
– Teraz wszystko jasne – mruczy pod nosem. – Poyraz nie bez powodu trzyma ją przy sobie. Ale nie zamierzam oddać takiego piękna nikomu!
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 661. Bölüm i Emanet 662. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















