„Miłość i nadzieja” – odcinek 370 – szczegółowe streszczenie
Bahar siedzi na kanapie, podpierając brodę zaciśniętą pięścią. Patrzy na matkę, która energicznie krąży po pokoju w płaszczu Feraye, jak aktorka grająca w złowieszczej sztuce.
– I co się teraz stanie? – pyta cicho, niemal szeptem, ale z napięciem w głosie.
Cavidan odwraca się z teatralnym oburzeniem.
– Jak to co? – prycha. – Poczekamy, aż ta cała Feraye zacznie błagać pod naszymi drzwiami.
Nagle zrywa z siebie płaszcz z taką irytacją, jakby parzył ją w dłonie.
– Spójrz na to! – wykrzykuje. – Myślałam, że to kaszmir! Najprawdziwszy! A krawiec mi powiedział, że to podróba. POD-RÓ-BA! Boże, co za bezguście…
Rzuca płaszcz na kanapę jak śmieć, po czym siada obok Bahar i unosi lewą dłoń. Na jej palcu połyskuje pierścień.
– Ale pierścionek… – uśmiecha się chciwie. – …pierścionek jest prawdziwy. Złoto i drogocenne kamienie. Feraye nie była żoną Bulenta, kiedy urodziła Silę. Ale skoro miała taki pierścionek… to ciekawe, czy ojciec Sili też jest bogaty.
Bahar przełyka ślinę, a jej oczy lśnią zazdrością.
– Ona ma tyle szczęścia, że na pewno jest bogaty. Może nawet bogatszy od pana Bulenta. – Patrzy na matkę z desperacką ciekawością. – Mamo… powiedz mi. Jak to się stało? Jak Sila trafiła do nas?
Cavidan przestaje się uśmiechać i przez chwilę patrzy w przestrzeń, jakby wracała pamięcią do tamtego dnia.
– Twój ojciec przyniósł ją do domu. Powiedział, żebym się nią zajęła. Dostał za to dużo pieniędzy… naprawdę dużo. To znaczy, że ojciec Feraye musiał być bardzo bogaty. A Feraye? Najpewniej powiedzieli jej, że dziecko umarło.
Bahar odchyla głowę, a jej twarz rozpływa się w zazdrości, złości i zawistnej fascynacji.
– Mówiłam ci. Sila jest dzieckiem szczęścia. Zabrała mi bogatego męża, a teraz… teraz dostała jeszcze bogatą matkę znikąd. Wszystko spada jej z nieba.
Cavidan mruży oczy i unosi brwi z udawanym oburzeniem.
– Och, pani Bahar… widzę, jaka jesteś podekscytowana. Gdybyś znalazła równie bogatą matkę, zapomniałabyś o mnie w sekundę, prawda?
– Tak – potwierdza Bahar bez wahania.
Chwila ciszy.
A potem Bahar, jakby przestraszona własną szczerością, nagle wtula się w matkę.
– Ale przecież nigdy cię nie zostawię, mamo. Ty też mnie nie zostawiłaś. Dzięki tobie Feraye nigdy nie użyje tego nagrania przeciwko mnie, a ja utrudnię życie Kuzeyowi i Sili tak bardzo, jak tylko się da.
Cavidan zaciska pięść. Jej twarz napina się w złowrogim skupieniu.
– Wycisnę Feraye jak pomarańczę – syczy. – Zabiorę jej wszystko. Każdy grosz, każdą rzecz i każdą osobę.
Nagle jej twarz łagodnieje, a spojrzenie robi się rozmarzone.
– Gdybym tylko mogła zabrać też jego…
Bahar odsuwa się, mrużąc oczy.
– Kogo, mamo?
Cavidan prostuje się dumna, jakby przyznawała się do słodkiej tajemnicy.
– Jak to kogo? Bulenta. To wspaniały człowiek i… szalenie przystojny.
Bahar otwiera usta ze zdumieniem, zakrywając je dłonią.
– Mamo?! Jak możesz tak mówić? Przecież nosisz w brzuchu dziecko Şükrü!
Cavidan macha ręką, jakby odganiała natrętną muchę.
– I co z tego, córko? Jestem od Feraye dużo piękniejsza. Nie jestem chudą szkapą jak ona. Mężczyźni zawsze kochali takie kobiety jak ja.
Bahar patrzy na nią z mieszaniną fascynacji i przerażenia.
A jednak nie mówi nic więcej.
Bo wie, że jej matka nie żartuje.
***
Akcja przenosi się do domu Kuzeya. W salonie panuje ciężka atmosfera; nikt nie mówi głośno, ale wszyscy obserwują Feraye z mieszaniną niepokoju i ulgi.
Sila podaje jej szklankę wody.
– Proszę, pani Feraye – mówi łagodnie.
Feraye bierze ją drżącymi dłońmi i pije małymi łykami, jakby każdy z nich miał ją choć trochę uspokoić. Obok siedzi Naciye, niecierpliwie machając stopą.
– Cavidan i Bahar ci tego nie zrobiły, prawda? – pyta, patrząc jej prosto w oczy.
Feraye odstawia szklankę z trzaskiem na stolik. Irytacja maluje się na jej twarzy.
– Dlaczego miałyby mi to zrobić? – odpowiada ostro. – Skończcie już z tym, na litość boską!
Zanim ktokolwiek zdąży odpowiedzieć, Bulent pochyla się do przodu i opiera splecione dłonie na kolanach.
– Feraye… Yildiz powiedziała nam, że masz nagranie. To, na którym Bahar spycha Hulyę z balkonu.
Feraye nieruchomieje na ułamek sekundy, ale zaraz zaciska szczękę.
Kuzey przejmuje wątek:
– Myśleliśmy, że Bahar i Cavidan porwały cię właśnie po to, żeby zdobyć to nagranie. Bahar wycofała sprawę o rozwód. A potem powiedziała, że… że nie możesz jej już grozić.
Feraye unosi podbródek, a w jej oczach błyska gniew.
– Źle to zrozumieliście – mówi stanowczo. – Nie ma żadnego nagrania. Poza tym, po co miałabym grozić Bahar? Nie wydarzyło się nic, co miałoby prowadzić do szantażu.
– Ale, pani Feraye… – zaczyna ostrożnie Yildiz, która pamięta każde słowo, jakie Feraye powiedziała jej kilka dni temu. – Przecież sama mówiła pani, że…
– Yildiz. – Feraye ścina ją spojrzeniem, ostrym jak brzytwa. – Nie ma żadnego nagrania. Ani jednego. I nie mam nic wspólnego z Cavidan czy Bahar.
W salonie zapada niezręczna cisza.
Feraye wstaje gwałtownie, aż stolik kawowy lekko drga.
– Naprawdę nie mam pojęcia, skąd te głupoty – rzuca, po czym odwraca się na pięcie i w pośpiechu opuszcza salon.
Wszyscy zostają na miejscach – zdumieni, zaniepokojeni, a Kuzey i Sila wymieniają spojrzenie pełne milczących pytań.
Bo jedno jest pewne:
Feraye kłamie. I to nieudolnie.
***
Cihan wysyła Necatiego z jednoznacznym poleceniem: ma wyciągnąć Sedę z domu Feraye za wszelką cenę.
Necati, jak cień, przeskakuje przez niski fragment ogrodzenia i skrada się wzdłuż żywopłotu. Gdy tylko wchodzi na podjazd, jego drogę przecina sylwetka Egego.
Ege wychodzi z mroku bez ostrzeżenia, a zanim Necati zdąży zareagować, chłopak jednym sprawnym ruchem wyrywa mu z dłoni pistolet i cofa się o krok, teraz wymierzając jego własną broń prosto w jego twarz.
– Ani kroku dalej – mówi chłodno.
Necati zamiera, rozkładając ręce jak w geście poddania.
– Jedziemy na komisariat – oznajmia Ege, a lufa ani na moment nie drży. – Będziesz się tłumaczył policji. Zakładam, że nie masz pozwolenia na tę broń. Do tego dochodzi włamanie, próba kradzieży, porwania i groźby.
Unosi brew.
– Piętnaście lat więzienia jak nic.
– Piętnaście lat?! – powtarza zszokowany Necati.
– A ile chciałeś? Rok? – Ege parska. – To się nie skończy na zawiasach.
Necati zaczyna oddychać nierówno. Panika zjada go od środka.
– Jeśli powiem prawdę… pozwolisz mi odejść?
Ege zwęża oczy, ale nie opuszcza broni.
– Co? Jaką prawdę? Przecież wszystko jest jasne. Przyłapałem cię na gorącym uczynku.
Necati potrząsa głową coraz szybciej.
– Nie! To nie tak! To… to Seda kazała mi dokonać tej kradzieży!
Imię spada jak grom. Ege zastyga. Jego spojrzenie w jednej sekundzie staje się drapieżne.
– Seda? – powtarza powoli, z niewiarą. – To ona kazała ci ukraść naszyjnik?
Chwyta Necatiego za kołnierz jedną ręką, drugą wciąż trzymając pistolet przy jego barku.
– Gdzie ona jest?! Podaj mi adres! Teraz!
– Seda jest… tutaj! – charczy Necati, próbując złapać oddech.
– Co ty gadasz? – Ege marszczy czoło. – Tutaj, czyli gdzie?!
Necati zbiera siły i mówi to, czego Cihan kazał mu nigdy nie mówić:
– Ceylan… Ceylan to tak naprawdę Seda. Morderczyni twojej siostry.
Ege puszcza go jak oparzony. Stoi jak wryty, blady, z drżącymi rękami.
– C-Ceylan to… Seda? – wyszeptuje. – To ona… zabiła Melodi?
– Tak – potwierdza Necati. – To ona. Poprosiła mnie, żebym ukradł naszyjnik. Wiedziała, że były w nim jej włosy.
Ege przymyka oczy, jakby każde słowo wbijało mu się w ciało. Chwyta się za głowę obiema dłońmi.
Jest wstrząśnięty. Zdruzgotany. Prawie nie oddycha.
Morderczyni jego siostry była tuż obok. Pod tym samym dachem. Oddychała tym samym powietrzem.
A on…
On z niczego nie zdawał sobie sprawy.
***
Cavidan wpada na posesję Kuzeya jak nadciągający sztorm. Jej kroki dudnią po schodach, a pięść z impetem uderza w drzwi, sprawiając, że cały dom niemal drży. Gdy drzwi się otwierają, a w progu staje niczego nieświadoma Sila, Cavidan doskakuje do niej z dziką furią. Chwyta dziewczynę za włosy, wyciąga na zewnątrz i brutalnie rzuca ją na ziemię.
– Ty żmijo! – wrzeszczy, aż echo niesie się w powietrzu.
Sila, oszołomiona, podnosi głowę. Jej oczy są szerokie ze strachu.
– Mamo… dlaczego to robisz? Co ja ci zrobiłam? – pyta głosem, który drży bardziej niż jej ciało.
Ale słowo „mamo” działa na Cavidan jak benzyna na ogień.
– Nie mnie! Bahar! – syczy. – Zabrałaś jej Kuzeya! Wyrzuciliście nas na ulicę! Upokorzyliście!
Chwyta Silę za rękę i wykręca ją tak mocno, że dziewczyna krzyczy z bólu.
– Nigdy cię nie kochałam! Nigdy! Nienawidzę cię!
– Dlaczego?! – pyta zapłakana Sila. – Co ja ci zrobiłam? Powiedz!
– Nie mów do mnie „mamo”! – ryczy Cavidan. – Nie masz prawa! Ja cię nienawidzę! ZAWSZE nienawidziłam!
W tym momencie z wnętrza domu wypada Feraye. Rzuca się w stronę Cavidan, odpycha ją tak mocno, że ta cofa się o krok, a potem obejmuje Silę ochronnym gestem, jak matka broniąca młode.
– Nie waż się nigdy więcej nazywać mnie mamą! – Cavidan wskazuje na Silę palcem jak lufą pistoletu, gotowa do kolejnego ataku.
Feraye prostuje się. Jej spojrzenie jest twarde jak stal.
– Nie będzie cię tak nazywać. – mówi stanowczo. – Bo ma matkę.
Robi krótką pauzę.
– To ja jestem jej matką. A teraz wynoś się. Idź do diabła, Cavidan!
Sila wtula twarz w pierś Feraye, łkając. Kobieta gładzi ją po włosach, uspokajająco, kojąco.
– Już dobrze, kochanie. – szepcze. – Już po wszystkim. Popatrz, jestem tu. I nigdy cię nie opuszczę. Nigdy.
***
Sila budzi się gwałtownie, z krzykiem, cała spocona.
– Mama! – wyrzuca z siebie, siadając nagle na łóżku.
Do sypialni wpada Kuzey. Od razu obejmuje ją ramionami, przyciągając do siebie.
– Już po wszystkim – mówi cicho, głaszcząc ją po włosach. – To był tylko koszmar. Jesteś bezpieczna.
– Kuzey… miałam sen. – Sila ociera łzy, próbując uspokoić oddech. – Mama mnie biła… A potem przyszła twoja ciocia. Uratowała mnie. Przytuliła i powiedziała: „Jestem twoją mamą”.
Patrzy na niego błagalnie.
– Chciałabym mieć taką mamę jak pani Feraye. Naprawdę… bardzo bym chciała.
Kuzey unosi jej brodę, zmuszając ją, by spojrzała mu w oczy.
– Sila, nie jesteś sama – mówi z czułością. – Ja jestem twoją rodziną. Od teraz i zawsze, rozumiesz?
Dziewczyna zauważa coś w jego dłoni — złoty, połyskujący guzik.
– Co to za guzik?
Kuzey nie odpowiada od razu. W jego oczach widać coś, czego Sila nie potrafi odczytać.
– Czy może należeć do Bahar? – pyta, zamiast udzielić odpowiedzi.
Sila obraca guzik w palcach, przyglądając mu się uważnie.
– Nie wiem… – przyznaje. – Gdzie go znalazłeś?
Kuzey zamyka dłoń, chowając guzik jak niewygodną prawdę.
– Nieważne. Śpij dalej, jest wcześnie.
Pochyla się, całuje ją delikatnie w czoło, okrywa kołdrą i wychodzi, zamykając za sobą drzwi.
Z guzikiem w dłoni. I podejrzeniem, które zaczyna rosnąć jak cień.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Aşk ve Umut. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Aşk ve Umut 280. Bölüm i Aşk ve Umut 281. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.
















