Panna młoda odc. 152: Cihan potajemnie zbliża się do Hancer!

Portret mężczyzny o ciemnych włosach i brodzie. Patrzy skupiony prosto przed siebie.

„Panna młoda” Odc. 152 – streszczenie

Deryi drżącymi rękami udało się w końcu podważyć zamek śrubokrętem. Mechanizm ustąpił z cichym trzaskiem, a drzwi lekko się uchyliły. Kobieta odetchnęła z ulgą, lecz tylko na moment.

Yonca siedziała na podłodze przy ścianie, blada i zlana potem. Kolejne skurcze wykrzywiały jej twarz bólem.

— Zaraz wrócę! — rzuciła spanikowana Derya. — Sprowadzę pomoc, dobrze? Wytrzymaj jeszcze chwilę!

Nie czekając na odpowiedź, wybiegła z domu i popędziła w stronę postoju taksówek znajdującego się kilka ulic dalej.

W mieszkaniu zapadła ciężka, duszna cisza, przerywana jedynie urywanym oddechem Yoncy i jej cichymi jękami.

Niestety, los nie dał im nawet kilku minut przewagi.

Pierwszy wrócił Nusret.

Gdy tylko zobaczył uchylone drzwi wejściowe, zatrzymał się gwałtownie. Jego twarz natychmiast stężała. Powoli przekroczył próg domu, a jego spojrzenie padło na leżący przy wejściu śrubokręt.

W jednej chwili zrozumiał, że ktoś próbował się wydostać.

Zacisnął szczęki i wszedł głębiej do środka. Dopiero gdy dostrzegł Yoncę skuloną na podłodze, odetchnął ciężko.

Nie uciekła.

Yonca uniosła na niego przerażone spojrzenie. Wiedziała, że teraz będzie jeszcze gorzej.

Nusret podszedł do niej powoli, z gniewem malującym się w oczach.

— Uciekłabyś, gdybym nie wrócił na czas… prawda? — wycedził lodowatym tonem.

Był całkowicie przekonany, że to Yonca sama sforsowała zamek. Nawet przez chwilę nie przyszło mu do głowy, że mogła mieć pomoc.

Pochylił się nad nią gwałtownie i brutalnie chwycił ją za ramię.

— Wstawaj!

Yonca krzyknęła z bólu, gdy mocno ją szarpnął.

— Puść mnie… błagam… — wyszeptała przez łzy. — Nie mogę chodzić…

— Naprawdę? — prychnął pogardliwie. — Miałaś siłę otworzyć drzwi, ale nagle nie możesz się ruszyć? Nie próbuj wzbudzać mojej litości.

Ponownie szarpnął ją z całą siłą, zmuszając do podniesienia się.

Yonca zawyła rozpaczliwie. Jej nogi uginały się pod nią, a kolejny skurcz niemal odebrał jej przytomność.

— Nusrecie… proszę… dziecko…

— Zamknij się! — ryknął.

Objął ją brutalnie wpół i niemal przeciągnął przez salon. Yonca krzyczała z bólu, próbując wyrwać się z jego uścisku, lecz była zbyt słaba.

Nusret pchnął ją na kanapę.

Dziewczyna osunęła się na poduszki, drżąca i zapłakana. Oddychała szybko, panicznie, kurczowo obejmując swój brzuch.

Mężczyzna stanął nad nią i spojrzał na nią z chłodną wściekłością.

— Chciałem pozwolić ci żyć — powiedział niskim, przerażająco spokojnym głosem. — Ale sama wydałaś na siebie wyrok.

Yonca zamarła.

— Gdy tylko urodzisz to dziecko… — kontynuował, patrząc jej prosto w oczy — osobiście cię zlikwiduję.

Słowa Nusreta uderzyły w nią mocniej niż ból.

Yonca zaniosła się rozpaczliwym płaczem. Jej krzyk odbił się echem po całym domu.

***

Taksówka zatrzymała się z cichym piskiem opon przed kamienicą, w której mieszkał Nusret. Derya niemal natychmiast chwyciła za klamkę, ale zanim wysiadła, odwróciła się jeszcze do kierowcy. W jej oczach malowały się strach i desperacja.

— Poczekaj tutaj na mnie — powiedziała szybko. Po chwili jednak pokręciła głową, jakby właśnie zdała sobie sprawę, że sama sobie nie poradzi. — Nie… lepiej chodź ze mną. Sama jej nie wyprowadzę. Musimy natychmiast zabrać ją do szpitala, dobrze?

Kierowca spojrzał na nią z niepokojem, ale bez wahania skinął głową.

— Dobrze, siostro. Chodźmy.

Mężczyzna już miał otworzyć drzwi od swojej strony, gdy Derya nagle zesztywniała. Jej wzrok zatrzymał się na samochodzie stojącym po drugiej stronie ulicy.

Granatowe auto Nusreta.

Serce podeszło jej do gardła.

Cała krew odpłynęła jej z twarzy. Powoli opadła z powrotem na tylne siedzenie taksówki, jakby nogi nagle odmówiły jej posłuszeństwa.

— Zaczekaj… — szepnęła gwałtownie do kierowcy, chwytając go za ramię, zanim zdążył wysiąść.

Mężczyzna spojrzał na nią zdezorientowany.

Derya nie odrywała wzroku od samochodu zaparkowanego przed budynkiem. W jednej chwili ogarnęło ją najgorsze przeczucie.

— Nusret wrócił przede mną… — dodała cicho, bardziej do siebie niż do niego.

Przez moment siedziała nieruchomo, próbując uspokoić przyspieszony oddech. W głowie miała tylko jedną myśl:

Co, jeśli jest już za późno?

***

Beyza weszła do pokoju, ciągnąc za sobą niewielką walizkę. Kółka turkotały cicho po podłodze, przecinając ciężką ciszę panującą w domu. Zatrzymała się przed Mukadder siedzącą w fotelu i oparła dłonie na wysuwanej rączce bagażu.

Na jej ustach pojawił się chłodny, triumfujący uśmiech.

— Zgadnij, dokąd się wybieram, ciociu — powiedziała z udawaną lekkością.

Mukadder podniosła na nią zmęczone spojrzenie. W jej oczach nie było ani ciekawości, ani radości.

— Dziecko się urodziło? — zapytała oschle.

Beyza pokręciła głową.

— Jeszcze nie. Ale poród już się zaczął. Odeszły jej wody. — Jej uśmiech się poszerzył. — Co z tobą? Dlaczego masz taką minę? Przecież nadchodzi twój długo wyczekiwany wnuk.

Mukadder nie odpowiedziała.

Beyza obeszła fotel powoli, jak drapieżnik krążący wokół swojej ofiary.

— Przygotuj się. Jedziemy razem — oznajmiła. — Sama przetniesz pępowinę mojego syna. W końcu trzeba zacząć się do siebie przyzwyczajać, prawda?

Mukadder nawet nie drgnęła. Jej twarz pozostała kamienna.

— Wystarczy, że przyzwyczai się do ciebie — odparła lodowato. — To twoje dziecko. I twój grzech.

Słowa ciotki sprawiły, że oczy Beyzy momentalnie pociemniały.

— Mój grzech? — powtórzyła cicho, ale w jej głosie zabrzmiał gniew. — To ty mnie do tego doprowadziłaś. Zostawiłaś mnie samą. Zepchnęłaś mnie w przepaść, a teraz próbujesz umyć ręce?

Podeszła bliżej i pochyliła się nad Mukadder.

— To ty jesteś diabłem w ludzkiej skórze, ciociu. Przy tobie nawet sam diabeł wydaje się niewinny. Więc nie próbuj zrzucać wszystkiego na mnie… bo naprawdę tego pożałujesz.

Mukadder zacisnęła usta, ale nadal milczała.

Beyza wyprostowała się gwałtownie, chwyciła walizkę i ruszyła do wyjścia.

W holu zatrzymała się obok Gulsum, która od dłuższej chwili obserwowała wszystko z napięciem.

— Nie spuszczaj oka z mojej ciotki — poleciła chłodno Beyza.

Gulsum skinęła głową.

— Nie martw się. Jeśli coś się wydarzy, od razu dam ci znać.

Beyza poprawiła pasek torebki na ramieniu i bez słowa wyszła z domu.

Następnie wsiadła do czekającej przed posesją taksówki. Drzwi zatrzasnęły się z głuchym hukiem, a samochód ruszył w stronę miejsca, gdzie właśnie rozgrywał się dramat Yoncy.

***

Położna przyjechała do domu Nusreta niemal natychmiast. Od progu usłyszała rozpaczliwe krzyki Yoncy, które odbijały się echem po całym mieszkaniu.

Bez zbędnych słów podeszła do rodzącej i szybko ją zbadała. Yonca była blada, zlana potem i wyczerpana kolejnymi falami bólu. Oddychała nierówno, kurczowo zaciskając dłonie na brzegu kanapy.

Twarz położnej momentalnie spoważniała.

— Boże… — wymknęło jej się cicho.

Podniosła się gwałtownie i odciągnęła Nusreta na bok, tak aby Yonca nie słyszała rozmowy.

— Musimy natychmiast zabrać ją do szpitala — powiedziała stanowczo, ściszając głos. — Dziecko jest ułożone pośladkowo. Poród w takich warunkach jest zbyt niebezpieczny. Matka jest w bardzo ciężkim stanie. Jeśli nadal będziemy zwlekać, możemy stracić ich oboje.

Nusret spojrzał na nią chłodno, bez śladu emocji.

— Czy ja pytałem cię o opinię? — odparł lodowatym tonem.

Położna zamarła.

— Proszę mnie posłuchać — próbowała jeszcze raz. — W domu nie dam rady tego zrobić. Potrzebna jest sala operacyjna, lekarze…

— Potrzebuję tylko dziecka — przerwał jej ostro. — Nic więcej mnie nie interesuje.

Kobieta cofnęła się o krok, widząc gniew w jego oczach.

Nusret pochylił się ku niej niebezpiecznie blisko.

— Wyciągniesz go żywego z jej brzucha, rozumiesz? Zrobisz to, za co ci płacę. A jeśli nie potrafisz odebrać jednego porodu… — zawiesił głos i zmrużył oczy — …to jesteś dla mnie bezużyteczna.

Położna poczuła, jak lodowaty strach ściska jej gardło.

Groźba nie musiała zostać wypowiedziana wprost. Doskonale zrozumiała, co Nusret miał na myśli.

Spojrzała nerwowo w stronę Yoncy, która wiła się z bólu na kanapie, rozpaczliwie chwytając powietrze.

— Błagam… pomóżcie mi… — wyszeptała Yonca przez łzy.

Położna zacisnęła dłonie. Wiedziała, że każde kolejne opóźnienie może zakończyć się tragedią.

Ale równie dobrze wiedziała, że Nusret nie pozwoli jej zabrać Yoncy do szpitala.

***

Hancer skończyła pracę i cicho opuściła dom. Dopiero w połowie drogi przypomniała sobie, że zostawiła telefon. Zawróciła i szybkim krokiem weszła z powrotem do środka.

Dom był cichy. Z góry nie dochodził żaden dźwięk.

Hancer skierowała się do sypialni, w której sprzątała wcześniej. Bez zastanowienia nacisnęła klamkę i lekko uchyliła drzwi.

W tej samej chwili zamarła.

W pokoju stał mężczyzna odwrócony do niej plecami. Właśnie zdejmował koszulkę.

Hancer gwałtownie odwróciła wzrok i cofnęła się za drzwi, czując, jak policzki oblewają ją gorącym rumieńcem.

— Bardzo przepraszam… — wyrzuciła z siebie speszona. — Nie wiedziałam, że wrócił pan tak wcześnie. Zostawiłam telefon i tylko po niego wróciłam.

Po drugiej stronie nadal panowała cisza. Hancer nerwowo przygryzła wargę.

— Czy mógłby mi go pan podać? — zapytała już ciszej. — Wezmę telefon i od razu wyjdę.

Ostrożnie wsunęła rękę przez wąską szczelinę uchylonych drzwi, odwracając głowę w przeciwną stronę, jakby bała się zobaczyć choćby fragment jego sylwetki.

— Powinien leżeć na komodzie — dodała niepewnie. — Widzisz go?

Nagle poczuła silny uścisk na nadgarstku.

Drgnęła gwałtownie i odwróciła się z zaskoczeniem.

W progu stał Cihan.

Przez moment patrzyła na niego bez słowa, jakby nie dowierzała własnym oczom. Serce zabiło jej szybciej.

Miał na sobie czarne spodnie i ciemną koszulkę bez rękawów, która podkreślała jego szerokie ramiona. Wciąż trzymał ją za rękę, nie pozwalając jej odejść.

— Co ty tutaj robisz? — wydusiła w końcu.

Na ustach Cihana pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.

Przyciągnął ją delikatnie bliżej siebie, aż poczuła bijące od niego ciepło.

— Tam, gdzie ty… tam jestem i ja — odpowiedział cicho, nie odrywając wzroku od jej oczu. — Naprawdę jeszcze tego nie rozumiesz?

Hancer wstrzymała oddech.

Cihan przesunął dłonią po jej ramieniu i dodał z tłumioną tęsknotą:

— Nie potrafię trzymać się od ciebie z daleka. Nie wiesz, co to znaczy budzić się każdego dnia i myśleć tylko o tobie. Nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem, Hancer.

Jego głos był spokojny, ale pełen emocji, których nie próbował już ukrywać.

Hancer i Cihan trzymają się za ręce przed drzwiami pokoju. Ona ma na sobie czarną koszulkę bez ramiączek.

***

Czas nagle jakby się zatrzymał… a potem cofnął o minutę.

Hancer i Cihan wciąż stali po przeciwnych stronach drzwi. Wszystko, co przed chwilą wydarzyło się między nimi — jego dotyk, spojrzenia, wyznanie — rozegrało się wyłącznie w wyobraźni Cihana.

W rzeczywistości nadal milczał.

Hancer, nieświadoma burzy, która właśnie przetoczyła się przez jego myśli, wciąż wyciągała rękę przez wąską szczelinę uchylonych drzwi.

— Znalazłeś go? — zapytała niepewnie.

Cihan spojrzał na jej drobną dłoń. Przez moment miał ochotę po prostu ją chwycić i zatrzymać przy sobie choć na chwilę dłużej. Zamiast tego podniósł telefon z komody i wsunął go w jej rękę.

Ich palce ledwie się musnęły.

Hancer odetchnęła z ulgą.

— Dziękuję — powiedziała szybko.

Cihan nie odpowiedział. Delikatnie przymknął drzwi, jakby bał się, że jeden nieostrożny ruch zdradzi wszystko, co naprawdę czuł.

Uznał, że to nie był odpowiedni moment, by pokazać się Hancer. Jeszcze nie.

Dziewczyna odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia, chowając telefon do torebki. Po kilku krokach zatrzymała się jednak nagle.

Jej wzrok padł na ciemną marynarkę przewieszoną przez oparcie krzesła.

Zmarszczyła lekko brwi.

Skądś ją znała.

Powoli podeszła bliżej i ostrożnie wzięła materiał do ręki. Przesunęła palcami po rękawie, jakby próbowała przywołać jakieś wspomnienie.

Serce zaczęło bić jej szybciej.

***

Derya stała ukryta za wysoką latarnią, niemal wtulona w metalowy słup. Spomiędzy gęstych gałęzi krzewów obserwowała wejście do kamienicy Nusreta. Serce waliło jej coraz mocniej z każdą mijającą minutą.

Spojrzała nerwowo w stronę zaparkowanego samochodu Nusreta i zacisnęła dłonie na pasku torebki.

— Nie mogę już dłużej czekać… — wyszeptała do siebie drżącym głosem. — Muszę wezwać policję. Nie mogę świadomie pozwolić tej dziewczynie umrzeć.

Urwała jednak nagle, jakby własne słowa ją przestraszyły.

— Ale jeśli zadzwonię… zaczną zadawać pytania. O mnie. O tym, skąd znam Yoncę. Bardzo szybko odkryją, że Nusret jest wujkiem mojego byłego szwagra, a Yonca przyjaciółką byłej żony Cihana… Nikt nie uwierzy, że przypadkiem się w to wmieszałam.

Potarła czoło dłonią, próbując uporządkować chaos myśli. Nagle zesztywniała.

— O Boże… — szepnęła. — Yonca też nie znalazła mnie przypadkowo.

Zmarszczyła brwi, jakby dopiero teraz zaczynała rozumieć całą sytuację.

— Ona celowo mnie w to wciągnęła. Wykorzystała mnie. Zrobiła ze mnie swojego żołnierza.

Derya wychyliła się ostrożnie zza latarni i spojrzała na budynek z rosnącym niepokojem.

— Ale… dlaczego? — mruknęła bezradnie. — Co tu się naprawdę dzieje? Mam w głowie kompletny bałagan. Nusret zamknął ją w mieszkaniu… ale co ja mam z tym wspólnego? To pułapka. Wszystko wygląda jak pułapka zastawiona na mnie. A jeśli na mnie… to też na Hancer.

Na samą myśl ścisnęło ją w żołądku.

— Nie chcę mieć z tym nic wspólnego — powiedziała stanowczo, choć sama sobie nie wierzyła.

W tej samej chwili zauważyła znajomą sylwetkę na końcu ulicy. Natychmiast mocniej przywarła do latarni i wyjrzała tylko jednym okiem zza krzewów.

To była Beyza.

Dziewczyna ciągnęła za sobą walizkę i szybkim krokiem zmierzała prosto do kamienicy.

— Jeszcze jej tu brakowało… — syknęła Derya. — I po co jej walizka? Co oni wszyscy kombinują?

Beyza zatrzymała się przed wejściem, rozejrzała krótko wokół i zniknęła w środku budynku.

Derya została sama z narastającym lękiem.

Minuty dłużyły się niemiłosiernie.

Nerwowo obserwowała okna mieszkania Nusreta, wypatrując jakiegokolwiek ruchu.

— Położna nadal nie wyszła… — wymamrotała. — To znaczy, że dziecko jeszcze się nie urodziło.

Przygryzła wargę.

— Nie mogę mieć tego na sumieniu. Jeśli coś stanie się Yoncy albo dziecku…

Zacisnęła pięści.

— To wszystko przez tę żmiję Beyzę. Gdybym tylko teraz miała ją przed sobą…

Nagle telefon w jej torebce zaczął gwałtownie dzwonić.

Derya drgnęła przestraszona i szybko wyjęła urządzenie. Gdy zobaczyła imię na ekranie, przewróciła oczami.

— W samą porę, Cemilu… — mruknęła z irytacją. — To już chyba dziesiąty telefon.

Westchnęła ciężko i odebrała.

— Co się stało, Cemilu?

Po drugiej stronie odezwał się spanikowany głos mężczyzny:

— Park, sąsiedzi, cała dzielnica… szukałem cię wszędzie! Umieram ze zmartwienia! Gdzie jesteś?

Derya zamknęła oczy ze zmęczenia.

— Mogłeś jeszcze zgłosić moje zaginięcie na policję — prychnęła. — Skoro odbieram, to chyba żyję, prawda?

— Derya, nie żartuj! — odpowiedział natychmiast. — Powiedz mi, co się dzieje.

Kobieta zawahała się przez moment, po czym szybko skłamała:

— Moja mama jest chora. Jestem teraz z nią. Nie wiem, kiedy wrócę, więc nie czekaj na mnie.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Twoja mama? — głos Cemila od razu zmiękł. — Jesteście w szpitalu? W którym? Przyjadę natychmiast.

— Nawet o tym nie myśl — ucięła ostro. — Mama jest w fatalnym humorze i chce widzieć tylko mnie. Lekarze jeszcze nic nie wiedzą. Jeździmy od jednego do drugiego.

Rozejrzała się nerwowo wokół.

— Muszę kończyć. Zajmij się Emirem.

Nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się.

Przez chwilę patrzyła bezmyślnie na wygaszony ekran telefonu, a potem oparła czoło o chłodny metal latarni.

— Boże… w jakie ja się wpakowałam kłopoty… — wyszeptała z rozpaczą. — Skoro zesłałeś mi ten problem, ześlij też jakieś rozwiązanie.

***

Wieczorem Hancer siedziała samotnie na kanapie w niewielkim salonie. W mieszkaniu panowała cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara i cichym szumem ulicy za oknem. Ciepłe światło lampki stojącej obok fotela otulało wnętrze miękkim blaskiem.

Spojrzała na telefon i otworzyła nową wiadomość od właściciela domu.

„Twoje ręce są złote. Sarma jest przepyszna.”

Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Przez chwilę wpatrywała się w ekran, jakby sama nie wiedziała, dlaczego te zwykłe słowa sprawiły jej tyle przyjemności.

W końcu odpisała krótko:

„Dziękuję. Smacznego.”

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

„Cieszę się, że nie dodałaś rodzynek.”

Hancer cicho się zaśmiała.

„Długo się zastanawiałam, czy je dodać, czy nie.”

Po wysłaniu wiadomości odłożyła telefon na kolana i mimowolnie objęła dłońmi swój brzuch. Nie był jeszcze duży, ale pod cienkim materiałem sukienki dało się już dostrzec lekkie zaokrąglenie.

Jej spojrzenie momentalnie złagodniało.

— Twój tata też nie lubi rodzynek w sarmie — powiedziała cicho do dziecka, jakby zdradzała mu najpiękniejszy sekret. — Sama nie wiem dlaczego, ale serce podpowiedziało mi, żeby przygotować właścicielowi dokładnie taką samą sarmę jak dla Cihana.

Uśmiechnęła się smutno.

— Dobrze, że posłuchałam serca.

Telefon znów zawibrował.

Hancer sięgnęła po niego i przeczytała kolejną wiadomość:

„Koszule są perfekcyjnie wyprasowane. Na rękawach nie ma nawet najmniejszego zagięcia. Zwracam uwagę na takie szczegóły.”

Jej policzki lekko się zaróżowiły.

„Cieszę się, że jesteś zadowolony. I jeszcze raz przepraszam za dzisiejszą sytuację.”

***

W tym samym czasie Cihan siedział samotnie przy dużym stole w nowoczesnym salonie. Telefon trzymał w dłoniach tak, jakby był czymś znacznie cenniejszym niż zwykłe urządzenie.

Na stole obok niego stał talerz po kolacji, ale niemal go nie tknął.

Całą uwagę pochłaniały mu wiadomości od Hancer.

Przymknął oczy i westchnął ciężko.

— Nie powinnaś czuć się tutaj obco, Hancer… — powiedział cicho do siebie. — Ten dom jest dla ciebie. Wszystko, co robię, robię po to, żebyś była bezpieczna.

W jego spojrzeniu pojawił się ból.

— A przy okazji mogę choć przez chwilę oddychać zapachem, który po sobie zostawiasz.

Oparł łokcie o stół i przesunął dłonią po twarzy.

— Przepraszam, że zmusiłem cię do życia w tym kłamstwie. Dopóki nie zmienisz zdania, będę rozmawiał z tobą jak obcy człowiek… jeśli tylko dzięki temu zostaniesz przy mnie choć trochę dłużej.

Po chwili odblokował telefon i napisał:

„To ty mi wybacz. Od teraz, żebyś czuła się bardziej komfortowo podczas pracy, będę informował cię za każdym razem, gdy wychodzę i wracam do domu.”

Wysłał wiadomość i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran, jakby czekał nie tylko na odpowiedź, ale na coś znacznie ważniejszego.

***

Telefon Hancer ponownie zawibrował.

Dziewczyna przeczytała wiadomość, a potem mimowolnie dotknęła brzucha.

W jej oczach pojawiło się ciepło, którego dawno nie czuła.

— Co za dobry człowiek… — szepnęła. — Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, kochanie. Trafił nam się naprawdę wyjątkowy szef.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 111.Bölüm i Gelin 112.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 131: Beyza odkręca kurki z gazem! Chce zabić Cihana i Hancer!

    Fadime konfrontuje Meliha w sprawie Sinem i ostrzega go, że związek z wdową i matką dziecka sprowadzi na nich kłopoty. Melih nie zamierza się wycofać i zapowiada, że chce się z Sinem ożenić. Tymczasem w domu letniskowym Cihan, Hancer, Engin i Yasemin zasiadają do kolacji, nieświadomi, że ukryta Beyza podsłuchuje ich rozmowę. Gdy Cihan wyznaje, że marzy o córce podobnej do Hancer, zazdrość Beyzy przeradza się w obsesję. Sinem zostaje potem brutalnie zaatakowana słowami przez Fadime, która każe jej zakończyć relację z Melihem. Nocą Beyza wraca do rezydencji po wcześniejszym odkręceniu gazu w domu letniskowym. Cihan wyczuwa gaz, wynosi Hancer na zewnątrz i odkrywa, że to nie był wypadek.

  • Panna młoda odc. 33: Mukadder atakuje Beyzę laską!

    Mukadder w brutalnej konfrontacji oskarża Beyzę o próbę zniszczenia rodu Develioglu i wyrzuca ją z rezydencji, grożąc surową karą. Upokorzona Beyza wraca do domu ojca, gdzie ukrywa prawdziwy powód swojego wyjazdu, podsycając w sobie gniew i żądzę zemsty. Cihan, wstrząśnięty wydarzeniami w klinice, przyznaje Enginowi, że niemal zrujnował życie Hancer i zleca dokładne śledztwo w sprawie lekarki. Mimo wyrzutów sumienia nie rezygnuje jednak z planów dotyczących in vitro. Mukadder odwiedza Hancer i narzuca jej nową decyzję: rezygnację z procedur i zajście w ciążę w „naturalny” sposób, bez pytania jej o zdanie. Presja wobec Hancer narasta, a Beyza, uspokojona wsparciem ojca, odzyskuje pewność, że wkrótce wszystko wróci na jej miejsce.

  • Panna młoda odc. 11 i 12: Dom z koszmaru! Hancer traci przytomność!

    Engin informuje Cihana o wizycie brata Hancer w firmie, a rozmowa ujawnia irytację Cihana koniecznością odgrywania „idealnego zięcia” i jego przekonanie, że Hancer kieruje się wyłącznie pieniędzmi. Derya i Hancer przyjeżdżają do posiadłości Develioglu z prezentami, a Derya chwali się zdjęciami z grilla i „zaręczyn”, co wywołuje zazdrość i gniew Beyzy. Cihan w ostrych słowach upokarza Hancer w gabinecie, zabrania jej rodzinie zbliżać się do Develioglu i każe natychmiast opuścić dom. Beyza prowadzi Hancer do starego domu na terenie posiadłości, gdzie dziewczyna doznaje silnego déjà vu i traci przytomność. Cihan znajduje ją nieprzytomną, oskarża Beyzę, ale po odzyskaniu świadomości Hancer błaga, by nie kazał jej mieszkać w tym domu. Cihan pozostaje niewzruszony, stawiając jej ultimatum, a Hancer odchodzi pieszo, przekonana, że miejsce ze snów kryje mroczną tajemnicę.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 35: Hancer buntuje się przeciwko kontroli Cihana!

    Hancer wraca do domu po wizycie u doktor Yasemin i natychmiast konfrontuje się z Cihanem, który zarzuca jej samowolę i brak lojalności. Między małżonkami dochodzi do ostrej kłótni o kontrolę, decyzje i rozpoczęcie terapii. Hancer jasno deklaruje, że następnego dnia rozpocznie leczenie – niezależnie od jego zgody. Cihan opuszcza dom w gniewie i zjawia się w gabinecie Yasemin, próbując zablokować terapię. Lekarka stawia ultimatum: jeśli Hancer przyjdzie, leczenie ruszy. Yonca odwiedza Nusreta w jego domu i zaskakuje Beyzę. Tymczasem Derya informuje Cihana o pogarszającym się stanie Cemila, prosząc o pomoc i milczenie wobec Hancer. Cihan nie wie, że Hancer zna prawdę, a choroba Cemila jest elementem ukrytego planu, którego celem jest szybka ciąża Hancer i korzyści dla Deryi.

  • Panna młoda odc. 70: Cihan publicznie ogłasza Hancer swoją żoną! Beyza w rozsypce!

    W eleganckiej sali odbywa się prezentacja nowej kolekcji dywanów „Hancer”. Wśród gości są m.in. Mukadder, Beyza, Nusret i Engin. Cihan rozpoczyna przemówienie, wyraźnie czekając na Hancer. Kobieta pojawia się w trakcie wydarzenia i staje u jego boku, a Cihan publicznie przedstawia ją jako swoją żonę i twarz kolekcji. Wywołuje to zachwyt gości i wściekłość Beyzy. Po wydarzeniu Nusret decyduje się zabrać córkę z rezydencji, zapowiadając wycofanie i przyszłą konfrontację. Beyza nie zamierza jednak rezygnować z walki o Cihana. W rezydencji niespodziewanie pojawia się syn Fadime, Melih, wracający z podróży. Zachowanie Cemila staje się coraz bardziej agresywne i niepokojące, co zaczyna budzić obawy Deryi.