Panna młoda odc. 150: Tajemniczy właściciel i nowa praca Hancer!

Hancer stoi przy wyspie w nowoczesnej, luksusowej kuchni i wpatruje się białą kopertę.

„Panna młoda” Odc. 150 – streszczenie

Hancer przekroczyła próg nowego domu z ostrożnością kogoś, kto wciąż nie wierzy, że naprawdę może zacząć wszystko od nowa. Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się powoli po przestronnym wnętrzu.

W domu panowała niemal nienaturalna cisza.

Jasne ściany, lśniące podłogi i idealnie uporządkowane meble sprawiały wrażenie, jakby nikt nigdy tu nie mieszkał. Wszystko wyglądało bardziej jak katalog luksusowych wnętrz niż prawdziwy dom — sterylne, chłodne, perfekcyjne.

Tajemniczy mężczyzna, który zatrudnił Hancer, według relacji jej bratowej niemal całe dnie spędza poza domem. Wyjeżdża rano i wraca późnym wieczorem. Dla niej miało to być idealne rozwiązanie. Spokój. Cisza. Brak pytań i spojrzeń.

Hancer zdjęła płaszcz i ostrożnie zawiesiła go na oparciu krzesła przy stole. Potem powoli ruszyła w stronę kuchni.

Otworzyła lodówkę.

Chłodne światło padło na niemal puste półki. W środku stało tylko kilka butelek wody i pojedynczy jogurt. Jedynie szuflada na warzywa nie była całkiem pusta — leżały w niej woreczek z pomidorami, kilka ogórków i zwiędnięta sałata.

Hancer zmarszczyła lekko brwi.

— Z tego nie da się przygotować obiadu… — mruknęła pod nosem.

Odwróciła się i wtedy zauważyła białą kopertę pozostawioną na kuchennej wyspie.

Widniał na niej odręczny napis:

„Dla pani Hancer”.

Zaskoczona podeszła bliżej. Przez chwilę przyglądała się kopercie, po czym ostrożnie wsunęła palec pod zagięcie papieru i wyjęła kartkę ze środka.

Widniały na niej tylko trzy słowa:

„Witaj w domu.”

Hancer znieruchomiała.

To krótkie zdanie niespodziewanie ścisnęło ją za serce.

Powoli usiadła przy stole. Oparła dłonie na brzuchu i zamknęła oczy, jakby próbowała uspokoić chaos myśli.

— Tak bardzo brakuje mi twojego ojca, kochanie… — wyszeptała drżącym głosem. — Gdziekolwiek spojrzę… nieważne, dokąd pójdę… wszędzie widzę jego twarz. Jego spojrzenie. Jego uśmiech.

Przełknęła ciężko ślinę.

— Człowiekowi wydaje się, że potrafi odejść i zacząć od nowa… ale serce nie słucha rozsądku. Nie tak łatwo nauczyć się żyć bez niego.

W jej oczach pojawiły się łzy, lecz szybko je otarła. Nie chciała płakać. Nie teraz.

Delikatnie pogładziła brzuch.

— Ale damy radę… prawda? — powiedziała ciszej. — Ty i ja. Wytrzymamy wszystko. Razem.

Przez chwilę siedziała nieruchomo w pustym domu, wsłuchując się jedynie w własny oddech.

Potem wstała i zaczęła wyciągać produkty z reklamówki. Powoli zabrała się do przygotowywania obiadu, próbując zająć czymś myśli.

Nie zauważyła jednak małej kamery ukrytej wysoko w rogu kuchni.

Ani tego, że ktoś obserwował każdy jej ruch.

Na ekranie monitoringu Hancer wyglądała na jeszcze bardziej samotną.

***

Kiedy obiad był już gotowy, Hancer ustawiła na blacie talerze z jedzeniem i przez chwilę przyglądała się swojej pracy. W jasnej, nowoczesnej kuchni zapach duszonego mięsa, warzyw i świeżo ugotowanego ryżu wydawał się czymś niemal obcym — jedynym śladem prawdziwego życia w tym chłodnym, perfekcyjnie uporządkowanym domu.

Wytarła dłonie w kuchenną ściereczkę, po czym sięgnęła po kartkę i długopis.

Przez moment zastanawiała się, co napisać. W końcu pochyliła się nad blatem i starannym pismem zostawiła krótką wiadomość:

„Ponieważ nic nie powiedziałeś, ugotowałam coś z produktów, które były w domu. Jeśli na jutro masz ochotę na coś konkretnego, napisz.”

Odłożyła długopis i jeszcze raz spojrzała na kartkę.

To było dziwne uczucie — przygotowywać posiłek dla człowieka, którego właściwie nawet nie znała.

Zdjęła z oparcia krzesła płaszcz, narzuciła go na ramiona i raz jeszcze rozejrzała się po przestronnej strefie dziennej. Dom nadal wydawał się cichy i pusty, jakby ukrywał więcej sekretów, niż chciał pokazać.

Hancer zgasiła światło w kuchni i wyszła.

Na zewnątrz powietrze było rześkie, a późne popołudniowe światło powoli miękło, otulając ulicę ciepłymi odcieniami złota i szarości. Szła spokojnym krokiem, przyciskając torebkę do boku, kiedy nagle telefon zawibrował w jej dłoni.

Spojrzała na ekran.

Powiadomienie z banku.

Zatrzymała się gwałtownie.

Właściciel domu właśnie przelał jej pieniądze.

I to całą kwotę z góry.

Przez chwilę tylko wpatrywała się w ekran, jakby nie wierzyła własnym oczom. Potem odetchnęła głęboko, a napięcie, które od dni ściskało jej klatkę piersiową, nieco zelżało.

— Emir… — wyszeptała z ulgą.

Te pieniądze były dla niej ratunkiem. Wreszcie mogła opłacić szkolną wycieczkę, o której chłopiec mówił z takim entuzjazmem. Za każdym razem, gdy o niej wspominał, w jego oczach pojawiał się błysk nadziei, a Hancer za każdym razem czuła bolesne ukłucie bezsilności.

Teraz przynajmniej ten problem zniknął.

Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech.

I wtedy usłyszała za sobą kroki.

Powolne. Ciężkie. Zbliżające się.

Serce natychmiast zabiło jej szybciej.

Odwróciła się gwałtownie — i zamarła.

— Cihan? — zapytała zaskoczona.

Po chwili jej twarz stwardniała, a w głosie pojawił się chłód.

— Czego jeszcze ode mnie chcesz? Dlaczego nie potrafisz zostawić mnie w spokoju?

Cihan patrzył na nią przez moment w milczeniu. Wieczorne światło podkreślało zmęczenie na jego twarzy.

— To, co zrobiła Beyza, było niewybaczalne — powiedział w końcu cicho. — Zachowała się podle. Przyszedłem cię przeprosić. W jej imieniu.

Hancer uśmiechnęła się gorzko.

— Naprawdę myślisz, że to coś zmieni? — zapytała. — Było, minęło. Nie potrzebuję niczyich przeprosin. Chcę tylko jednego… żebyś trzymał się ode mnie z daleka.

Minęła go, lecz Cihan zrobił krok za nią.

— Zaczekaj.

Hancer odwróciła się niecierpliwie.

— Powiedziałeś już wszystko, co miałeś do powiedzenia. O czym jeszcze chcesz rozmawiać? Jeśli znowu zamierzasz tłumaczyć swoją żonę albo…

— Nie — przerwał jej spokojnie. — Nie chcę niczego tłumaczyć.

Zawahał się na moment.

— Chcę po prostu porozmawiać.

Hancer patrzyła na niego podejrzliwie. Doskonale znała ten ton. Spokojny. Cichy. Niebezpieczny, bo właśnie wtedy najłatwiej było uwierzyć w jego szczerość.

A ona nie mogła sobie pozwolić, żeby znowu mu uwierzyć.

***

Usiedli przy stoliku w niewielkiej kawiarni pod gołym niebem. Wokół unosił się zapach herbaty i świeżo pieczonych ciastek, a chłodne, późnopopołudniowe powietrze poruszało gałęziami drzew nad ich głowami. Kilka stolików dalej ktoś cicho rozmawiał, dzieci biegały po pobliskim placu zabaw, lecz dla nich świat zdawał się nagle dziwnie odległy i przytłumiony.

Hancer odsunęła krzesło i usiadła ostrożnie, nie spuszczając z Cihana czujnego spojrzenia.

— Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? — zapytała chłodno. — Co właściwie chcesz mi powiedzieć?

Cihan przez chwilę milczał, jakby szukał odpowiednich słów.

— Najpierw powiedz, czego się napijesz.

Hancer westchnęła z wyraźnym zniecierpliwieniem.

— Herbata wystarczy.

Cihan skinął głową i podniósł rękę na kelnera.

— Dwie herbaty. I proszę przynieść też jakieś ciastka.

Kelner uprzejmie zanotował zamówienie i odszedł, zostawiając między nimi niezręczną ciszę.

Cihan oparł splecione dłonie na stole i przyjrzał się jej uważnie.

— Wygląda na to, że dziś pracowałaś — powiedział spokojnie. — Pomyślałem, że możesz być głodna.

Hancer natychmiast zmrużyła oczy.

— Skąd wiesz, co robiłam? — zapytała ostro. — Jak mnie znalazłeś?

Na twarzy Cihana pojawił się ledwie zauważalny cień uśmiechu.

— Powiedziałem ci przecież, że będę miał cię na oku.

— Mam już dosyć tego twojego śledzenia, Cihanie. — Jej głos stwardniał. — Właśnie znalazłam pracę. Normalną pracę. Warunki są dobre i nie zamierzam jej stracić przez twoje obsesje, rozumiesz?

Cihan zmarszczył brwi.

— Co to za praca?

— Gotuję i sprzątam. Nic więcej. Dom jest pusty, nawet nie widziałam właściciela. Płaci dobrze, więc jestem zadowolona. Nie potrzebuję niczyjej litości ani opieki.

Cihan skinął głową powoli.

— Jeśli naprawdę jest ci tam dobrze… to dobrze.

Hancer spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— I to wszystko? — zapytała podejrzliwie. — Nie będziesz mówił, żebym zrezygnowała? Nie zaczniesz mnie powstrzymywać?

— Nie.

Ta jedna odpowiedź zaskoczyła ją bardziej niż cokolwiek innego.

— Jeśli próbujesz mnie zdezorientować, udając wyrozumiałość, to tracisz czas — rzuciła chłodno. — Już ci mówiłam. Zarabiam uczciwie na życie i nikt nie ma prawa mi tego zabronić.

Cihan spuścił wzrok na blat stołu.

— Wiem — odpowiedział cicho. — Nikt nie może cię do niczego zmusić. W końcu to zrozumiałem.

Hancer zaśmiała się gorzko.

— Naprawdę? Mówi to człowiek, który wsadził mnie do aresztu?

Te słowa uderzyły w niego mocniej, niż chciał pokazać. Przez chwilę milczał.

Właśnie wtedy kelner przyniósł herbatę. Szklanki zadźwięczały cicho o spodeczki, a zapach gorącego naparu uniósł się między nimi niczym krucha próba uspokojenia napięcia.

Cihan odczekał chwilę, po czym odezwał się spokojniejszym tonem:

— Rozmawiałem z mistrzem Ertugrulem. Powiedział coś, co nie dawało mi spokoju. Że płynięcie pod prąd wyczerpuje nie tylko człowieka… ale nawet samą rzekę.

Podniósł na nią wzrok.

— I chyba miał rację. Zrozumiałem, że im bardziej próbuję cię zatrzymać, tym bardziej cię od siebie odpycham.

Hancer milczała.

— Dlatego przestałem walczyć — dodał. — Zaakceptowałem to, że będziesz chodzić do obcych domów, gotować i sprzątać. Nie będę cię już powstrzymywał. Mogę tylko patrzeć z boku i ponosić konsekwencje własnych decyzji.

Na chwilę zawiesił głos.

— Ty zresztą też.

W jego słowach nie było już gniewu. Tylko zmęczenie.

— Skoro oboje dokonaliśmy wyboru… może przynajmniej przestańmy się nawzajem ranić — powiedział cicho. — Napij się herbaty, zanim wystygnie.

Hancer powoli sięgnęła po szklaneczkę. Gorące szkło ogrzało jej dłonie. Upiła mały łyk bursztynowego naparu, unikając jego spojrzenia.

Tak wiele chciałabym ci powiedzieć… — pomyślała. — Tyle słów dusi się w moim sercu. Ale muszę milczeć. Dla was obojga. Dla dziecka. Dla siebie.

Cihan patrzył na nią w ciszy.

Teraz chcę tylko na ciebie patrzeć — przemknęło mu przez myśl. — Niczego więcej. Widzieć twoje oczy. Słyszeć twój oddech. Choć przez chwilę uwierzyć, że jeszcze cię nie straciłem.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 110.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy