„Panna młoda” Odc. 200 — streszczenie
Hancer wróciła do starego domu. Od razu po wejściu na podwórko zauważyła reklamówkę zawieszoną na klamce. W środku znajdowało się pudełko z wypiekami.
– Och, Melih jest naprawdę kochany – powiedziała z czułym uśmiechem, zdejmując reklamówkę z drzwi. – Jestem głodna jak wilk. Najpierw zjem, a dopiero potem się przebiorę.
Weszła do salonu i, nie zdejmując nawet płaszcza, usiadła na różowej kanapie. Przysunęła do siebie niewielki stolik, położyła na nim pudełko i ostrożnie je otworzyła. Słodki zapach ciasta natychmiast wypełnił powietrze.
– Zobacz, Melih kupił to dla nas – powiedziała, kładąc dłoń na brzuchu. – Nie wiem, jak mam mu się za to wszystko odwdzięczyć.

Wzięła plastikowy widelczyk i zaczęła jeść. Zaledwie przełknęła pierwszy kawałek, gdy zadzwonił jej telefon. Wyciągnęła aparat z kieszeni płaszcza i odebrała.
– Słucham, Melihu.
– Jak w pracy? – zapytał. – Jeśli chcesz, przyjadę po ciebie i wrócimy razem do domu.
– Jestem już w domu.
– Dobrze. W takim razie ja też zaraz wracam. Potrzebujesz czegoś?
– Nie, wczoraj zrobiliśmy zakupy. Jedzenia mamy pod dostatkiem. I dziękuję ci za börek. Oboje ci dziękujemy.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
– Jaki börek? – zapytał zdziwiony Melih.
– Ten posypany cukrem pudrem. Wisiał na drzwiach w reklamówce.
– Hancer, ja niczego nie zostawiłem.
Dziewczyna zamarła z widelczykiem w dłoni.
– Jesteś pewna, że to było dla nas? – dopytał.
– Tak. Reklamówka wisiała na klamce starego domu.
– Może dostawca pomylił adresy – powiedział po chwili, choć w jego głosie pojawił się niepokój. – Zadzwonię do nich i zapłacę. Ty spokojnie zjedz.
Nagle Hancer skrzywiła się z bólu. W żołądku poczuła gwałtowny, palący skurcz.
– Hancer? Słyszysz mnie? – odezwał się Melih, sądząc, że połączenie zostało przerwane.
– Tak… słyszę – odpowiedziała z trudem. – Rzuciłam się na jedzenie od razu po wejściu. Chyba było trochę za ciężkie i tłuste… Porozmawiamy, kiedy wrócisz, dobrze?
– Dobrze, ale uważaj na siebie.
– Uważam.
Rozłączyła się i dopiero wtedy pozwoliła sobie na cichy jęk. Ból nie mijał. Przeciwnie, narastał z każdą sekundą, rozchodząc się po całym brzuchu ostrą falą.
– Co się dzieje? – wyszeptała, przykładając dłoń do żołądka.
Zrobiło jej się duszno. Podniosła się z kanapy i podeszła do okna. Otworzyła je szeroko, licząc, że chłodne powietrze przyniesie jej ulgę, ale ledwie musnęło jej twarz. W głowie zaczęło jej wirować.
– Muszę wyjść… Potrzebuję powietrza.
Z trudem zeszła po schodach. Każdy krok wymagał od niej coraz większego wysiłku. Przed oczami pojawiały się ciemne plamy, a nogi stawały się miękkie jak z waty. Kiedy wreszcie dotarła na taras, chwyciła się stołu, próbując utrzymać równowagę.
– Co się dzieje z moim żołądkiem? – wyszeptała, oddychając coraz ciężej. – Dlaczego tak nagle…
Nie zdążyła dokończyć. Zachwiała się i osunęła na ziemię.
W tej samej chwili na podwórko wjechał samochód Cihana. Mężczyzna dostrzegł leżącą Hancer niemal natychmiast. Gwałtownie zahamował, wyskoczył z auta i rzucił się w jej stronę.
– Hancer! – zawołał, klękając przy niej. – Hancer, otwórz oczy! Słyszysz mnie?
Nie odpowiedziała. Była nieprzytomna, blada, bezwładna.
Cihan ujął jej twarz w dłonie, próbując ją ocucić, ale kiedy nie zareagowała, nie tracił więcej czasu. Wziął ją na ręce, zaniósł do samochodu i ostrożnie ułożył na tylnej kanapie. Chwilę później siedział już za kierownicą. Z napiętą twarzą wrzucił bieg i wycofał samochód za bramę.


***
Beyza nerwowo krążyła po pokoju. Nie potrafiła ustać w miejscu. Co chwilę odwracała się w stronę drzwi, jakby samym spojrzeniem chciała przyspieszyć powrót Gulsum.
W końcu klamka drgnęła. Pokojówka weszła do środka ze spuszczoną głową. Była blada, roztrzęsiona, a jej dłonie drżały tak mocno, że z trudem trzymała je przy sobie.
– Zostałam morderczynią… – wyszeptała łamiącym się głosem. – Morderczynią…
Beyza natychmiast podeszła bliżej.
– Weź się w garść, Gulsum. Powiedz mi, co się stało.
Pokojówka uniosła na nią oczy pełne przerażenia.
– Co mam powiedzieć? Zrobiłam to, o co prosiłaś. Wygląda na to, że Hancer zjadła ciasto. Zemdlała…
Na twarzy Beyzy pojawił się uśmiech. Przez krótką chwilę nie próbowała nawet go ukryć. Odetchnęła z ulgą, jakby kamień spadł jej z serca. Stało się. Wreszcie wydarzyło się to, na co czekała.
– Pan Cihan zabrał ją do szpitala – ciągnęła Gulsum, coraz bardziej roztrzęsiona. – Wyglądała strasznie. Leżała jak martwa, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała. Boże… moje najgorsze obawy się spełniły. Zostałam morderczynią! – Chwyciła się za głowę. – Miała tylko stracić dziecko… Hancer miała wyjść z tego cała…
– Zamknij się! – syknęła Beyza.
Gulsum zamarła.
– Czy nie lepiej, jeśli umrze? – zapytała Beyza z przerażającym spokojem. – Pozbędziemy się problemu raz na zawsze. Gulsum, ja jestem szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Czuję się lekka jak piórko. Nie jestem nawet zazdrosna o to, że Cihan ją znalazł i zawiózł do szpitala. Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli naprawdę to zrobiłaś… jeśli faktycznie ją zabiłaś… czeka cię wielka nagroda.
– O czym ty mówisz? – Pokojówka cofnęła się o krok. – Pani Beyzo, co myśmy narobiły? Nie… to niemożliwe. Popełniłyśmy straszny grzech…
Beyza chwyciła ją mocno za ramiona i potrząsnęła nią.
– Spójrz na mnie, Gulsum! Ja nic nie zrobiłam. Tylko ty.
– Co?! – Pokojówka aż zesztywniała z oburzenia. Strąciła jej ręce. – Chcesz zrzucić całą winę na mnie?
– A czy nie jesteś winna? – odparła Beyza chłodno. – To ty zatrułaś ciasto. To ty zaniosłaś je do starego domu. To ty celowo podałaś je Hancer.
– Nie! – Gulsum wbiła palec w pierś Beyzy. – Nie wywiniesz się z tego tak łatwo. Nagrałam cię!

Beyza zamarła. Przełknęła ślinę, a w jej oczach po raz pierwszy pojawił się prawdziwy strach.
– O czym ty mówisz? – zapytała ostro, choć gniew w jej głosie był wymuszony. – Jakie nagranie?
– Nagrałam, jak mówiłaś mi, co mam zrobić z trucizną – wyrzuciła z siebie Gulsum. – Wiedziałam, że możesz się ode mnie odwrócić. Wiedziałam, że zostawisz mnie samą, jeśli coś pójdzie nie tak. Dlatego się zabezpieczyłam. Teraz będzie jasne, że to nie ja to wymyśliłam.
– Co? – Beyza patrzyła na nią z niedowierzaniem. – Nagrałaś mnie?
W następnej sekundzie rzuciła się na pokojówkę. Chwyciła ją za gardło i z całej siły przycisnęła do ściany. W jej oczach błysnęło czyste szaleństwo.
– Ty idiotko! – wysyczała. – Zastawiłaś na mnie pułapkę tym swoim ptasim móżdżkiem? Zabiję cię!
Gulsum zaczęła płakać i łapać powietrze. Beyza nagle znieruchomiała, jakby w jej głowie pojawiła się nowa myśl.
– Paczka… – powiedziała cicho. – Ciasto i opakowanie nadal są w starym domu. Musisz usunąć dowody, zanim przyjedzie policja. Natychmiast!
Puściła ją gwałtownie. Gulsum osunęła się lekko, przyciskając dłonie do szyi.
– Nie… – wyszeptała. – Nie pójdę do tego domu.
– Nie pójdziesz? – Beyza uśmiechnęła się zimno. – Jak chcesz. Mnie nic się nie stanie. Mam pieniądze. Mój ojciec sprowadzi najlepszych adwokatów i wyciągnie mnie z każdego bagna. Ale ty, Gulsum? Kogo masz oprócz mnie? Kto cię uratuje? Zgnijesz w więzieniu.
Pokojówka patrzyła na nią z rozpaczą. Była blada, roztrzęsiona i całkowicie złamana.
– Dobrze… – wydusiła w końcu. – Dobrze, już idę.
Wyszła z pokoju na miękkich nogach, jakby każdy krok sprawiał jej ból. Dopiero gdy drzwi zamknęły się za nią, z twarzy Beyzy opadła maska pewności siebie.
Oparła się o toaletkę i zacisnęła dłonie na jej krawędzi. Sama ledwo trzymała się na nogach. Doskonale wiedziała, że tym razem sprawa zaszła za daleko. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, nie pomogą ani pieniądze, ani wpływy ojca, ani najlepsi adwokaci.
Za próbę zabójstwa czekały ją długie lata za kratami. Długie, bardzo długie.

***
Melih wbiegł do szpitala niemal bez tchu. Na korytarzu przed salą siedział Cihan. Miał spuszczoną głowę, splecione dłonie i wzrok utkwiony w jasnej posadzce. Dopiero odgłos pośpiesznych kroków wyrwał go z bezruchu.
– Co się stało? – zapytał Melih, podchodząc do niego gwałtownie. – Jak czuje się Hancer?
Cihan podniósł na niego zmęczone spojrzenie.
– Wróciłem do domu i zobaczyłem ją na podwórku przed starym domem. Nagle zasłabła. Kiedy do niej dobiegłem, była już nieprzytomna. Lekarz bada ją w środku.
– Powiedział coś?
– Nic konkretnego. Musimy czekać.
Melih zacisnął dłonie w pięści. Każda sekunda ciągnęła się nieznośnie długo. Obaj stali w milczeniu, wpatrując się w drzwi sali, za którymi znajdowała się Hancer.
W końcu drzwi się rozsunęły. Na korytarz wyszedł lekarz.
– Panowie są krewnymi pani Hancer Cinar?
Melih natychmiast zrobił krok naprzód.
– Jestem jej mężem.
Lekarz spojrzał na niego poważnie.
– Pani Hancer została otruta.
Cihan zerwał się z krzesła.
– Jak to otruta? – zapytał zdumiony.
– Najprawdopodobniej coś zjadła albo wypiła. Wykonaliśmy badania, wdrożyliśmy leczenie i jej stan jest już stabilny. Muszę jednak zadać panu kilka pytań – zwrócił się do Meliha. – W którym miesiącu ciąży jest pańska żona?
Melih zamarł. Otworzył usta, lecz przez chwilę nie potrafił wydobyć z siebie słowa.
– Ja… jestem w stresie. Nie pamiętam dokładnie.
Lekarz przyjrzał mu się uważnie.
– Zna pan grupę krwi żony?
Melih zacisnął usta. To było kolejne pytanie, na które nie znał odpowiedzi.
– A Rh dodatnia – odezwał się Cihan.
Melih spojrzał na niego ukradkiem. Cihan nie oderwał wzroku od lekarza.
– Czy pani Hancer jest na coś uczulona? Przyjmuje jakieś leki?
Znów zapadła niezręczna cisza.
– Nie ma żadnych alergii – odpowiedział Cihan. – Nie wiem tylko, czy obecnie przyjmuje jakieś leki. Nie jestem przy niej na co dzień.
– Bierze tylko witaminy – dodał szybko Melih. – Lekarz przepisał jej je ze względu na ciążę.
Doktor skinął głową.
– Dobrze. Proszę czekać. Jeszcze przez jakiś czas zostanie pod obserwacją.
Wrócił do sali. Chwilę później na korytarzu pojawiła się pielęgniarka.
– Który z panów jest mężem pani Hancer?
– Ja – odpowiedział Melih.
– Proszę za mną. Dam panu listę rzeczy, które trzeba dla niej kupić.
Melih ruszył za pielęgniarką. Gdy zniknął za zakrętem korytarza, drzwi sali ponownie się rozsunęły. Wyszła z nich inna pielęgniarka, niosąc dokumenty.
Cihan nie zastanawiał się ani chwili. Wykorzystał moment i cicho wślizgnął się do środka.
Hancer leżała na szpitalnym łóżku. Była blada, wyczerpana, z podłączoną kroplówką. Jedną dłoń trzymała na brzuchu, jakby nawet przez sen próbowała chronić dziecko.

Cihan podszedł powoli. Widok jej bezbronnej twarzy ścisnął go za gardło.
– Moje dziecko… – wyszeptała Hancer w półśnie.
Cihan pochylił się nad nią.
– Hancer, słyszysz mnie?
Jej powieki drgnęły. Obraz przed oczami miała rozmazany, ale rozpoznała głos.
– To ty… – szepnęła.
– Tak. To ja. Nie mogłem cię zostawić.
Po jej policzku spłynęła łza.
– Nie jesteś na mnie zły?
Cihan zamarł na chwilę.
– Jak mógłbym być na ciebie zły? – odpowiedział ciszej. – Ale coś mi mówi, że nie mogę ci ufać. Że coś przede mną ukrywasz. Czy to prawda, Hancer? Ukrywasz coś przede mną?
Hancer poruszyła niespokojnie głową na poduszce. Była słaba, rozbita, zawieszona między snem a jawą.
– Ukryłam to ze względu na ciebie… – wyszeptała. – Zrobiłam to, żebyś był wolny…
– Wolny? – powtórzył Cihan, a jego oczy zaszkliły się niebezpiecznie. – Odkąd odeszłaś, czuję się jak na wygnaniu. Hancer, powiedz mi, co ukrywasz. Jeśli tego nie zrobisz, skażesz nas oboje na całe życie nieszczęścia.
Nagle Hancer chwyciła jego dłoń. Jej palce były zimne, ale uścisk zaskakująco mocny.
– Dziecko jest twoje, Cihanie – powiedziała cicho. – To nasze dziecko.
Cihan znieruchomiał.
Przez długą chwilę nie oddychał, nie mówił, nawet nie mrugnął. Patrzył tylko na Hancer, jakby jedno zdanie zburzyło cały świat, w który do tej pory próbował wierzyć.


***
– Czy mnie pani słyszy?
Głos dobiegł jakby z bardzo daleka, stłumiony i niepewny. Hancer poruszyła powiekami, próbując wyrwać się z ciężkiego, niespokojnego snu. W głowie wciąż miała twarz Cihana, jego drżący głos i własne słowa, których nie powinna była wypowiedzieć.
W końcu otworzyła oczy.
Przy jej łóżku nie stał jednak Cihan. Nie trzymał jej za rękę, nie patrzył na nią z niedowierzaniem, nie czekał na odpowiedź. Obok pochylała się pielęgniarka w różowym uniformie, uważnie obserwując jej twarz.
Cała tamta rozmowa, jego pytania, łzy w oczach i wyznanie o ojcostwie dziecka rozegrały się tylko w jej głowie.
Hancer zamrugała kilka razy, zdezorientowana jasnym światłem szpitalnej sali.
– Co się stało? – zapytała słabym głosem.
– Proszę się nie martwić. Jest pani w szpitalu – odpowiedziała łagodnie pielęgniarka. – Już po wszystkim.
Hancer natychmiast położyła dłoń na brzuchu. Strach wrócił do niej gwałtownie, mocniej niż ból i osłabienie.
– A moje dziecko? Czy z nim wszystko w porządku?
– Tak. Dziecku też nic nie jest – uspokoiła ją pielęgniarka. – Doktor zaraz do pani przyjdzie i wszystko wyjaśni.
Hancer odetchnęła drżąco, ale nie potrafiła całkiem się uspokoić. Jej spojrzenie powędrowało ku uchylonym drzwiom sali.
Na korytarzu stał Cihan.
Nie wszedł do środka. Zatrzymał się tuż za progiem, z rękami wsuniętymi w kieszenie płaszcza. Patrzył na nią z daleka, nieruchomy i milczący, jakby bał się podejść bliżej, a jednocześnie nie potrafił odejść.
Hancer zamarła.
Sen się skończył, ale Cihan naprawdę tam był.


***
Fadime również przybyła do szpitala. Weszła do holu szybkim, niespokojnym krokiem i od razu dostrzegła Meliha stojącego przy ladzie recepcyjnej. Rozmawiał z pielęgniarką, ale gdy zobaczył matkę, odwrócił się z zaskoczeniem.
– Mamo? Co ty tutaj robisz?
Fadime podeszła bliżej. Na jej twarzy malował się niepokój, którego nie próbowała nawet ukrywać.
– Martwiłam się o Hancer – odpowiedziała cicho. – Jak się czuje? Czy z dzieckiem wszystko w porządku?
– Spokojnie, nie martw się. Oboje mają się dobrze.
Kobieta zamknęła oczy i wypuściła powietrze, jakby dopiero teraz mogła naprawdę odetchnąć.
– Dzięki Bogu – wyszeptała.
Razem ruszyli w stronę poczekalni. Przy żółtych fotelach stał Cihan. Wyglądał na zmęczonego, ale wciąż nie potrafił odejść. Fadime zatrzymała się przed nim, niepewna, czy jej obecność zostanie dobrze przyjęta.
– Martwiłam się – powiedziała, jakby chciała się usprawiedliwić. – Musiałam przyjść.
Cihan spojrzał na nią spokojnie.
– Rozumiem. Nie ma problemu.
– Mamo, usiądź. Odpocznij trochę – poprosił Melih, wskazując fotel przy ścianie.
Fadime posłusznie usiadła, lecz ani na chwilę nie spuściła wzroku z syna. Cihan tymczasem zwrócił się do Meliha.
– Skoro jesteście tutaj, ja mogę już pójść. Hancer czuje się dobrze.
Zatrzymał się jeszcze na moment. W jego głosie pojawiła się chłodna nuta ironii.
– A kiedy wrócicie do domu, zagrajcie w grę, którą wam kupiłem. Przyda się wam.
Po tych słowach odszedł korytarzem, nie oglądając się za siebie.
Melih został w miejscu. Doskonale zrozumiał przytyk. Cihan odnosił się do pytań lekarza, na które on, jako mąż Hancer, nie potrafił odpowiedzieć. Nie znał miesiąca ciąży, grupy krwi ani wielu szczegółów, które Cihan podał bez najmniejszego wahania. Ta świadomość zabolała go mocniej, niż chciałby przyznać.
Po chwili usiadł w fotelu naprzeciw matki. Pochylił się, splótł dłonie i utkwił wzrok w podłodze. Fadime patrzyła na niego długo. Widziała w nim już nie zbuntowanego syna, który odpychał ją od siebie, lecz mężczyznę przygniecionego ciężarem odpowiedzialności i strachu.
Powoli wstała. Podeszła do niego ostrożnie, jakby bała się, że jeden gwałtowniejszy ruch zburzy kruchy spokój między nimi. Bardzo chciała dotknąć jego włosów, tak jak dawniej, zanim między nimi pojawił się mur żalu i niedopowiedzeń. Uniosła rękę, lecz zawahała się w połowie gestu.
Melih nawet się nie poruszył.
Dopiero wtedy Fadime odważyła się wsunąć palce w jego włosy. Delikatnie pogładziła go po głowie, a potem opuściła dłoń na jego policzek. W tym matczynym geście było wszystko: tęsknota, przebaczenie i ból po czasie, którego nie umieli sobie zwrócić.
– Dzisiaj lepiej zrozumiałeś, czym jest rodzicielstwo – powiedziała cicho. – Kiedy ma się dziecko, człowiek zawsze się boi. Zawsze się martwi. Nawet jeśli dziecko jest już dorosłe.
Melih podniósł na nią zaczerwienione oczy. Przez chwilę patrzył na matkę bez słowa, a potem wstał i objął ją mocno.
Fadime wtuliła się w niego, jakby od dawna czekała właśnie na ten moment.
Oboje potrzebowali tego pojednania. Wśród szpitalnego chłodu, niepewności i strachu po raz pierwszy od dawna poczuli, że wciąż mogą odnaleźć drogę do siebie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 148.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






