„Panna młoda” Odc. 217 — streszczenie
Tuż po wyjściu Cihana w salonie zapadła lodowata cisza. Wszyscy nadal tkwili w miejscach, jakby nikt nie potrafił otrząsnąć się po tym, co przed chwilą usłyszeli. Kryształowe żyrandole migotały nad jasnymi kanapami, rzeźbionym stolikiem i ciężkimi zasłonami, lecz elegancja wnętrza tylko podkreślała napięcie, które zawisło między domownikami.
Mukadder powoli podniosła się z kanapy. Wyprostowana, chłodna i pewna siebie, podeszła do Hancer. Spojrzała na nią z góry, bez śladu współczucia.
– Milczałam, czekając, aż twoja prawdziwa twarz wyjdzie na jaw – powiedziała szorstkim głosem. – Ale od tej chwili nie będę już czekać. Od razu rozprawię się z każdym, kto oczernia moją synową i narusza spokój mojego domu. Postawię was przed sądem.
Na moment przerwała, po czym przeniosła surowe spojrzenie na Engina.
– Twoje zachowanie zrzucałam dotąd na ból po stracie siostry. Ale od tej chwili radzę ci mądrze wybierać stronę. Jeśli nadal będziesz się nam sprzeciwiał, nie będę patrzeć na lata przyjaźni. Ciebie też złapię za gardło.
Następnie znów spojrzała na Hancer. W jej oczach pojawiła się pogarda.
– Zabawa dobiegła końca. Idź i baw się gdzie indziej.
Hancer nie odpowiedziała. Siedziała blada i oszołomiona, jakby słowa Mukadder docierały do niej z oddali. Engin zacisnął szczękę, ale powstrzymał się od reakcji. Melih spojrzał na Hancer z troską, po czym pomógł jej wstać.
Cała trójka opuściła salon. Tuż za nimi wyszły Gülşüm i Fadime. Sinem także podniosła się z kanapy i bez słowa skierowała się do wyjścia.
W salonie zostali tylko Nusret, Beyza i Mukadder.
Nusret natychmiast chwycił kartkę z wynikami. Wciąż był zszokowany, ale w jego oczach coraz wyraźniej pojawiała się ekscytacja. Beyza nie spuszczała wzroku dokumentu trzymanego przez ojca, a na jej twarzy malowała się ulga kobiety, która w ostatniej chwili uniknęła zguby. Mukadder zajęła miejsce obok bratanicy.
Na twarzach całej trójki powoli rozlały się triumfalne uśmiechy.
Znowu im się udało.
Znowu byli górą.
***
Cihan wszedł do pokoju dziecięcego. W przeciwieństwie do pełnego przepychu salonu panowała tu delikatna, niemal bajkowa atmosfera. Jasne ściany zdobiły dziecięce rysunki, nad białym łóżeczkiem opadał lekki baldachim, a obok uśmiechała się namalowana żyrafa. Wszystko było miękkie, spokojne i niewinne.
Tylko Cihan nie potrafił odnaleźć w tym spokoju ukojenia.
Podszedł do łóżeczka i pochylił się nad synem. Malec natychmiast przestał płakać, jakby rozpoznał jego obecność.
– Płakałeś, żeby mnie wezwać, synu? – zapytał cicho.
Usiadł obok łóżeczka. Przez chwilę patrzył na dziecko w milczeniu, a potem jego twarz zaczęła drżeć.
– Nie mam żadnego usprawiedliwienia. Jestem pokonany. Zostałem pokonany przez miłość. Zwątpiłem we własnego syna.
Głos uwiązł mu w gardle. W oczach pojawiły się łzy, których nie próbował już ukrywać.
– Dam ci ojcowską radę – szepnął. – Bez względu na wszystko, nie zakochuj się. Jeśli się zakochasz, staniesz się taki jak twój ojciec.
Przełknął ślinę i pochylił głowę jeszcze niżej.
– Wybacz mi, synu. Wybacz mi…
Łzy spłynęły po jego policzkach, gdy siedział przy białym łóżeczku, przytłoczony poczuciem winy i przekonaniem, że sam zniszczył wszystko, co powinien był chronić.


***
Engin, Hancer i Melih siedzieli w salonie starego domu, pogrążeni w ciężkim milczeniu. Jasne, spokojne wnętrze tylko podkreślało ich przygnębienie. Za wysokimi oknami zwisały grube, brązowe zasłony, przez cienkie firany sączyło się blade światło, a miękkie kanapy — różowa i szara — stały naprzeciw siebie jak dwa brzegi tej samej bezradności. Przy drewnianej balustradzie schodów panowała cisza, której nikt nie miał siły przerwać.
Engin siedział na skraju różowej kanapy, z łokciem opartym o poręcz i dłonią przy czole. Hancer, blada i wyczerpana, trwała obok niego z opuszczonym wzrokiem, obejmując brzuch, jakby chciała ochronić dziecko przed tym wszystkim, co właśnie runęło im na głowy. Melih siedział naprzeciwko, pochylony, ze splecionymi dłońmi i ciężarem porażki wypisanym na twarzy.
— Jak taki rezultat jest w ogóle możliwy? — odezwał się w końcu Engin, cicho, jakby mówił bardziej do siebie niż do pozostałych. — To niemożliwe. Sprawdzałem wszystko wielokrotnie. Nie ma mowy, żebym aż tak się pomylił.
Hancer uniosła głowę. W jej oczach było zmęczenie, ból i poczucie winy.
— To moja wina — powiedziała drżącym głosem. — Gdyby nie złapali mnie w pokoju dziecięcym, kiedy próbowałam odciąć kosmyk włosów, nie musiałbyś ujawniać wszystkiego. Postawiłam cię w tej sytuacji, Enginie. Przepraszam. Muszę przeprosić również Cihana.
Podniosła się gwałtownie, ale Melih natychmiast ją zatrzymał.
— Nie, Hancer. Nigdzie nie pójdziesz. — Jego głos był stanowczy, choć sam ledwo panował nad emocjami. — Rozumiem, wszyscy jesteśmy rozbici, ale nie pozwolę ci więcej się upokarzać.
— Melih ma rację — dodał Engin. — Teraz nikt z tamtej strony nie będzie chciał nas ani widzieć, ani słuchać. Ja też nie potrafię pogodzić się z tym wynikiem. Tyle śladów, słowa Yoncy, wszystkie te sprzeczności… — Urwał i ciężko westchnął.
— Myliliśmy się — powiedział Melih po chwili. — Musimy to zaakceptować. Przegraliśmy tę wojnę, bracie.
Znów zapadła cisza. Tym razem przerwał ją dzwonek telefonu Engina. Prawnik spojrzał na ekran i odebrał połączenie.
— Słucham? — rzucił bezbarwnym głosem.
Sekundę później jego twarz stężała.
— Co? Zmieniła zeznania? Jest teraz na komisariacie? Dobrze… Dziękuję.
Rozłączył się powoli. Hancer i Melih natychmiast spojrzeli na niego z napięciem.
— Yonca zmieniła swoje zeznania po ogłoszeniu wyników testu — powiedział Engin. — Oświadczyła, że poroniła, a potem porwała dziecko, bo zazdrościła Beyzie szczęśliwej rodziny. Cihan i Beyza nie złożyli przeciwko niej skargi, dlatego została wypuszczona. Jeśli znajdzie dobrego prawnika, najpewniej nie poniesie żadnej poważnej kary. Nie rozumiem, dlaczego Cihan i Beyza tak po prostu to zostawili. To bardzo dziwne.
— Czy jest jeszcze sens dalej się nad tym zastanawiać? — zapytał Melih z rezygnacją. Zaraz potem spojrzał na Hancer łagodniej. — Jesteś w ciąży. Stres i smutek nie służą ani tobie, ani dziecku.
Engin spuścił wzrok. Widać było, że nie potrafił zrzucić z siebie ciężaru odpowiedzialności.
— Wygląda na to, że będę musiał dalej radzić sobie sam — powiedział po dłuższej chwili. — Choćby po to, żeby zrozumieć, gdzie popełniłem błąd. Z dnia na dzień coraz mocniej wierzyłem, że moja siostra została zamordowana. Oskarżyłem żonę mojego najlepszego przyjaciela o kradzież dziecka. Naraziłem niewinne dziecko na chaos, strach i oskarżenia.
Przetarł twarz dłonią i ciężko westchnął.
— Hancer, nie obwiniaj się, dobrze? To ja jestem temu wszystkiemu winien. To ja zasiałem w tobie wątpliwości. I naprawdę bardzo tego żałuję.

***

Yonca siedziała naprzeciwko Cemila i Deryi w ich skromnym, ciasnym salonie. Jasne, miętowe ściany, kwieciste zasłony i wysłużone różowe kanapy nadawały pomieszczeniu domowy, nieco przytłaczający charakter. Na środku stał stolik z ciemnym, marmurkowym blatem, a przez cienkie firanki wpadało blade światło dnia. Yonca wyglądała jednak tak, jakby zupełnie nie pasowała do tego skromnego salonu — siedziała swobodnie, pewna siebie, z czarnym płaszczem rzuconym obok na kanapę, jakby bieda i strach przestały jej dotyczyć.
— Przyjechałam do dzielnicy na jedno spotkanie i pomyślałam, że zajrzę do was — oznajmiła swobodnie.
Derya spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— Nie boisz się tak po prostu chodzić po ulicach?
— Rozwiązałam już swoje problemy — odparła Yonca z lekkim uśmiechem. — Teraz jestem wolną kobietą. A wkrótce zostanę również bizneswoman.
— Co? Bizneswoman? — Derya wytrzeszczyła oczy.
— Kojarzysz ten salon fryzjerski na rogu? Ten, który chciałaś kupić.
— No tak. Dostałaś tam pracę?
— Nie, kochana. Kupiłam go.
Ciekawość Deryi natychmiast wzięła górę. Zerwała się z kanapy i niemal siłą pociągnęła męża w stronę przedpokoju.
— Cemilu, miałeś kupić nowe pędzle, pamiętasz? Idź już. Muszę porozmawiać z Yoncą na osobności.
— Jaka rozmowa, Deryo? — zaprotestował. — Czy ostatnim razem, kiedy rozmawiałyście, nie skończyło się bójką? Czy to nie ja musiałem was rozdzielać?
— To już przeszłość. Kobieta o nas pamiętała i przyszła nas odwiedzić.
Cemil pochylił się ku żonie i ściszył głos.
— Deryo, nawet nie waż się pytać o ten salon. Kto wie, skąd wzięła pieniądze. Czy jeszcze wczoraj nie płakała pod naszymi drzwiami, że jest głodna i nie ma za co utrzymać dziecka?
— Nie martw się — odparła słodko. — Salon mnie nie interesuje. Mam cudownego męża i jestem za to wdzięczna Bogu.
Cemil sięgnął po kurtkę, choć wciąż patrzył na nią podejrzliwie.
— Gdybym nie miał pracy, nigdzie bym nie poszedł…
Wyszedł. Derya natychmiast zamknęła za nim drzwi i wróciła do Yoncy.
— Jak możesz tak swobodnie chodzić, kiedy ja umieram tu ze strachu? — zapytała, siadając naprzeciwko niej. — I skąd wzięłaś pieniądze na salon?
Yonca spuściła wzrok. Na jej twarzy nie było już triumfu.
— Zawarłam korzystny układ, Deryo — odpowiedziała cicho.
***

Kilka dni wcześniej Mukadder weszła do skromnego pokoju w domu Tayyara. Wnętrze było ciasne i przygnębiająco proste. Pod oknem stała turkusowa kanapa, obok niej niewielki stolik z torbą i butelką dla dziecka, a po drugiej stronie pokoju wciśnięto łóżko przykryte wzorzystą narzutą. Przez firanki wpadało rozproszone światło, które tylko podkreślało ubóstwo tego miejsca.
Mukadder zatrzymała wzrok na Cihanie Gururze, leżącym na łóżku i owiniętym w kocyk.
— Ach, moje biedne maleństwo — westchnęła. — Jeszcze wczoraj byłeś jedynym spadkobiercą w rezydencji Develioglu, a spójrz, gdzie trafiłeś przez głupotę swojej matki.
Wyciągnęła rękę w stronę chłopca, ale Yonca natychmiast stanęła jej na drodze.
— Nie dotykaj mojego dziecka! Już nigdy mi go nie zabierzesz!
Mukadder spojrzała na nią z chłodnym spokojem.
— Co zrobisz, Yonco? Szuka cię nie tylko Cihan, ale i policja. Dziś albo jutro cię znajdą. Nie masz pieniędzy, bo gdybyś je miała, dawno byś uciekła.
— Nie boję się policji — oznajmiła Yonca, unosząc dumnie głowę. — Kiedy przyjdą, powiem im wszystko. Wystarczy jeden test i wszyscy zobaczą, że to moje dziecko.
— Zgadza się. Ale pomyśl, co stanie się później. Dokąd pójdziesz z dzieckiem? Do tej mysiej nory? Naprawdę uważasz, że takie życie jest godne twojego syna?
Mukadder zrobiła krok bliżej. Jej głos stał się łagodniejszy, niemal matczyny, ale w spojrzeniu wciąż krył się wyrachowany chłód.
— Mogę uratować was oboje. Wyciągnę cię z miejsca, w którym pogrzebał cię Nusret. Ludzie latami marzą o drugiej szansie, a ja właśnie ci ją daję. Jeśli się zgodzisz…
Podeszła do stolika i otworzyła dużą torbę. W środku leżały grube pliki banknotów. Mukadder wyjęła jeden z nich i uniosła go przed oczami Yoncy.
— Będziesz obrzydliwie bogata.
Yonca spojrzała na pieniądze, ale tym razem nie dała się tak łatwo omamić.
— Już raz popełniłam ten błąd — powiedziała twardo. — Więcej nie sprzedam swojego dziecka.
— Musisz dobrze mnie zrozumieć. Tym razem go nie sprzedasz. Tym razem uratujesz mu życie. Myślisz, że Nusret da ci spokój, gdy dowie się prawdy? Możesz być dobrą matką tylko wtedy, gdy wybierzesz dla syna to, co najlepsze.
Mukadder nachyliła się nad torbą pełną pieniędzy i wbiła w Yoncę przenikliwe spojrzenie.
— Zastanów się dobrze. Chcesz narodzić się na nowo czy zostać tutaj żywym trupem?
Yonca patrzyła kolejno na pieniądze, na śpiącego Cihana Gurura i na Mukadder. Wiedziała, że ta decyzja zaważy na całym jej życiu. Mimo to musiała ją podjąć.
***
Teraźniejszość.
Nusret, Beyza i Mukadder nadal siedzieli w reprezentacyjnym salonie rezydencji. Wnętrze, zwykle pełne chłodnego przepychu, teraz wydawało się jeszcze bardziej przytłaczające. Jasne, bogato zdobione kanapy, rzeźbiony stolik z bordowym bieżnikiem, ciężkie zasłony i złota lampa tworzyły tło dla rozmowy, w której nie było już miejsca na rodzinne pozory. Na stoliku leżał dokument, a napięcie między całą trójką gęstniało z każdą chwilą.
Mukadder siedziała wyprostowana na fioletowej sofie. Patrzyła na Beyzę i Nusreta z taką pewnością, jakby od początku trzymała wszystkie nici w swoich rękach.
— Yonca zadzwoniła do Hancer i podała jej adres — powiedziała spokojnie. — Byłam pewna, że Hancer powie o tym Cihanowi. I nie pomyliłam się. Nawet próba samobójcza Yoncy była częścią mojego planu. To ja powiedziałam jej, co ma zeznać policji.
Beyza zmrużyła oczy.
— Jak się domyślam, nie zmieniła zeznań po to, żeby mnie uratować. Na pewno coś jej zaoferowałaś.
— Słusznie myślisz — przyznała Mukadder bez cienia skruchy. — Posprzątałam bałagan, który po sobie zostawiliście. Nie chcę już najmniejszego niepokoju w tym domu. Nusrecie, zostawisz Yoncę w spokoju.
Mężczyzna uśmiechnął się krzywo.
— Dobrze. Skoro zamykamy stare rozdziały, ty oddasz mi moje akcje. Czekałem na pieniądze, ale ich nie dostałem.
Mukadder spojrzała na niego lodowato.
— Jesteśmy kwita, Nusrecie. Uratowałam cię, a ty zapłaciłeś mi za to akcjami. Twój ojciec otworzył mi oczy, Beyzo. Od tej pory każdy będzie pracował na własny rachunek. Ty również musisz mi zapłacić. Przepiszesz na mnie własność tego domu.
— Co? — Beyza spojrzała na ciotkę z niedowierzaniem. — Nie zawarłam z tobą żadnej umowy. Nie kazałam ci zmieniać wyników. Nie jestem ci nic winna.
— Nie myśl, że zrobiłaś nam przysługę — wtrącił Nusret. — Uratowałaś przede wszystkim siebie. I to po raz kolejny oszukując własnego syna.
Mukadder nawet nie drgnęła.
— Nie masz już żadnych atutów w rękawie, Nusrecie. Nie zagrozisz mi tą prawdą. Nie możesz mnie zniszczyć, nie niszcząc przy tym samego siebie. Poza tym nie znacie jeszcze warunków Yoncy.
Beyza i Nusret natychmiast spojrzeli na nią uważniej.
— Jakich warunków? — zapytała Beyza.
— Yonca chce spotykać się z dzieckiem i uczestniczyć w jego wychowaniu.
— Co? Oszalałaś? — Beyza nie kryła przerażenia. — Cihan nigdy się na to nie zgodzi. Uważa ją za wariatkę. Nie pozwoli jej nawet zbliżyć się do tej rezydencji.
— Ja też nie jestem z tego powodu szczęśliwa — odparła Mukadder chłodno. — Ale tak właśnie się umówiłyśmy. Tylko pod tym warunkiem zgodziła się zrobić wszystko, by nas uratować. Musisz przekonać swojego męża, Beyzo.
Beyza oparła łokieć na kolanie i ciężko wsparła głowę na dłoni. Jej triumf sprzed kilku chwil zaczął gasnąć. Doskonale wiedziała, że zadanie, które właśnie zrzuciła na nią Mukadder, było niemal niewykonalne.
***
Derya uważniej przyjrzała się Yoncy. Siedziały w skromnym salonie o jasnoturkusowych ścianach, między starą, różową kanapą a wąską sofą przykrytą kraciastą narzutą. Przez kwieciste zasłony wpadało blade dzienne światło, a na środku pokoju stał niski stolik z ciemnym, marmurkowym blatem. Obok Yoncy leżał jej czarny płaszcz, rzucony niedbale na kanapę, jakby sama jego właścicielka czuła się tu zupełnie swobodnie.
– Myślałam, że przyszłaś powiedzieć mi, że jesteśmy uratowane – odezwała się Derya, nie kryjąc podejrzliwości. – A ty przyszłaś, żeby stanąć przeciwko mnie!
– Nigdy – odparła Yonca spokojnie. – Nie mam takich zamiarów.
– Dobrze, wzięłaś pieniądze od Mukadder. Wiedziałaś, że ten salon był moim marzeniem, więc dlaczego go kupiłaś?
Yonca pochyliła się lekko w jej stronę.
– Posłuchaj mnie. Chcę, żebyś była przy mnie w dobrych chwilach tak samo, jak byłaś w tych złych. W pewnym sensie zawdzięczam ci życie, prawda? Nie chcę mieć wobec ciebie długu. Dlatego kupiłam ten salon.
Twarz Deryi natychmiast złagodniała. W jej oczach pojawił się radosny błysk, jakby w jednej chwili zobaczyła przed sobą spełnienie wszystkich marzeń.
– Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem. – Chcesz, żebyśmy zostały wspólniczkami? No tak, przecież to ja powstrzymałam sprzedaż salonu! Dałam właścicielce dwie bransoletki, kiedy miała już oddać lokal komuś innemu. To dzięki mnie mogłaś go teraz kupić. Dlatego chcesz zachować się wobec mnie uczciwie, prawda?


– Nie, kochana. Nie przesadzaj – odpowiedziała Yonca i jednym zdaniem zgasiła cały entuzjazm Deryi. – Kupiłam ten salon, ale nie zamierzam robić z ciebie wspólniczki.
Uśmiech zniknął z twarzy Deryi.
– To po co tu przyszłaś? – zapytała chłodno.
– Powiedziałam przecież, że chcę ci pomóc. Dam ci pracę w salonie, ponieważ chcę ci pomóc. Obiecuję, że będziesz dostawała dobrą pensję.
Derya zmarszczyła brwi. Przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu, jakby nie wierzyła, że naprawdę to usłyszała.
– Yonco, z trudem się powstrzymuję… – powiedziała w końcu, a jej głos niebezpiecznie się obniżył. – W tej chwili wynoś się z mojego domu. Dalej!
Zerwała się z miejsca, chwyciła Yoncę za ramię i niemal siłą wypchnęła ją do przedpokoju. W ciasnej przestrzeni przy starych, białych drzwiach wisiał ciemny płaszcz, pod ścianą stała mała kanapa, a na podłodze leżały domowe kapcie. Derya nie zwracała jednak uwagi na nic poza kobietą, która przed chwilą zadrwiła z jej ambicji.
– Posłuchaj, próbuję zrobić dla ciebie coś dobrego – powiedziała Yonca, zatrzymując się przy drzwiach.
– Znajdź sobie inną frajerkę, której będziesz robić przysługi! – warknęła Derya i otworzyła drzwi na oścież. – Zjeżdżaj!
Yonca uniosła brwi, poprawiła płaszcz i spojrzała na nią z udawaną obojętnością.
– Dobrze, jak sobie chcesz. Spełniłam swój obowiązek. Nie chcesz, to łaski bez.
Wyszła, a Derya z hukiem zatrzasnęła za nią drzwi.
– Patrzcie ją! – prychnęła, wciąż roztrzęsiona. – Czyni dobro, dając mi pracę. Wielka łaskawczyni! Jeszcze wczoraj umierała z głodu przed moimi drzwiami!
Zbulwersowana opadła na sofę w przedpokoju i zacisnęła pięści, nie mogąc pogodzić się z tym, że salon, o którym tak długo marzyła, trafił właśnie w ręce Yoncy.
***
Późnym wieczorem Melih spotkał się z Sinem na tyłach rezydencji. Stali naprzeciwko siebie na wąskiej, ciemnej ścieżce, między gęstymi krzewami a ścianą budynku. Z ogrodu dochodził chłód nocy, a niebieskawe światło padające spomiędzy liści nadawało całemu miejscu ponury, niemal sekretny charakter. Wokół panowała cisza, jakby nawet dom za ich plecami przestał oddychać.
Sinem była wyraźnie roztrzęsiona. Trzymała dłonie blisko siebie, a w jej oczach widać było lęk i bezradność.
– Od rana mam chaos w głowie – powiedziała cicho. – Co my teraz zrobimy, Melihu?
– Nie wiem – przyznał, patrząc na nią z ciężkim westchnieniem. – Byłem pewien, że wynik testu będzie negatywny. A potem, nagle, zdradziłem przed tobą tajemnicę moją i Hancer. Ona o tym nie wie. I nie powinna się dowiedzieć. Zapomnij o wszystkim, co ci powiedziałem, Sinem.
Kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Jak to? Chcesz ukryć przed Cihanem, że będzie miał jeszcze jedno dziecko? Mamy udawać, że nic się nie stało?
– Podejrzenia Engina okazały się bezpodstawne. Wynik testu spadł na nas jak bomba. – Melih zrobił krok w jej stronę, ale jego głos pozostał przyciszony. – My też cierpimy. Wszystkie nasze nadzieje rozsypały się w jednej chwili. Hancer jest teraz w jeszcze gorszej sytuacji. W oczach Cihana stała się wspólniczką Engina.
– Ale ona też swoim milczeniem na to pozwala – odparła Sinem z bólem. – Dobrze, Cihan Gurur jest synem Cihana. Ale czym różni się od dziecka, które Hancer nosi pod sercem? Cihan musi wiedzieć, że jest jego ojcem.
Melih pokręcił głową.
– To nie my powinniśmy o tym decydować.
Sinem spuściła wzrok. Przez chwilę milczała, próbując opanować drżenie głosu.
– Wiem. Nie martw się, nikomu nie powiem. Po prostu robi mi się słabo, kiedy o tym wszystkim myślę. Musiałam z kimś porozmawiać. Musiałam podzielić się tym właśnie z tobą.
– Zrzuciłem ten sekret również na twoje barki.
– Ale odpowiedziałeś na pytania, które od dawna mnie dręczyły.
Między nimi znów zapadła cisza. Gęste krzewy za plecami Meliha poruszały się lekko na wietrze, a chłodne światło wydobywało z twarzy obojga zmęczenie, smutek i łzy, których nie potrafili już ukrywać.
– Będzie tak jak do tej pory – powiedział w końcu Melih. – Cihan i Beyza pozostaną małżeństwem.
– Tak samo jak ty i Hancer…
Melih zacisnął szczękę. Te słowa wyraźnie go zabolały.
– Dałem jej słowo, Sinem. Nie mogę zostawić jej w połowie drogi. Ale przynajmniej czegoś się nauczyłem. Nie ma już Meliha, który chwyta torbę i ucieka, kiedy dzieje się coś trudnego. Jest Melih, który zostaje i walczy. Trochę się spóźniłem, ale się zmieniłem.
Sinem patrzyła na niego ze łzami w oczach. On również z trudem panował nad emocjami. Po chwili oboje odwrócili się i odeszli w przeciwnych kierunkach, zostawiając za sobą noc, ciszę i sekret, który coraz mocniej ciążył im na sercach.


Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 161.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






