Panna młoda odc. 79: Nusret upokorzony i wyrzucony! „Nie mam już siostrzeńca!”

Cihan i Nusret szarpią się przy biurku. Engin stoi tuż obok.

„Panna młoda” Odc. 79 – streszczenie

Cihan i Engin byli w firmie od wczesnego rana. W przestronnym, nowoczesnym gabinecie panowała cisza, przerywana jedynie cichym stukotem klawiatury i szelestem przewracanych kartek. Na biurku piętrzyły się dokumenty, a napięcie wisiało w powietrzu, wyczuwalne niemal jak ciężar.

Engin stał przy biurku, trzymając w dłoniach niebieską teczkę. Jego spojrzenie przesuwało się po kolejnych stronach, jakby wciąż szukał argumentu, który mógłby powstrzymać przyjaciela.

– Jesteś pewien, że tego chcesz, Cihanie? – zapytał w końcu, unosząc wzrok. W jego głosie pobrzmiewała powaga, ale i szczera troska. – Przejrzałem wszystko jeszcze raz, od wczorajszego wieczoru. To nie będzie proste. Usunięcie twojego wujka z firmy pociągnie za sobą poważne konsekwencje.

Cihan siedział za biurkiem, pochylony nad laptopem. Jego twarz była skupiona, niemal chłodna, jakby każda emocja została już wcześniej przeanalizowana i odłożona na bok.

– Jestem gotowy na wszystko – odpowiedział bez wahania. – Jeśli trzeba, poniesiemy konsekwencje.

Engin zamknął teczkę z cichym trzaskiem i zrobił krok w jego stronę.

– To nie tylko kwestia konsekwencji – powiedział ciszej, ale stanowczo. – To może poważnie zaszkodzić firmie. Naprawdę powinieneś to jeszcze raz przemyśleć.

Cihan uniósł wzrok, a w jego oczach pojawiła się twarda determinacja.

– Nie ma czego rozważać. Chcę, żeby to zostało zakończone jak najszybciej.

– Nie mamy nawet czasu na dokładną analizę – odparł Engin, wyraźnie zaniepokojony. – Zerwanie umowy będzie nas kosztować fortunę. Mówimy o naprawdę wysokim odszkodowaniu.

Te słowa zawisły między nimi na moment. Cihan powoli zamknął laptop, po czym wstał i obszedł biurko. Stanął naprzeciwko Engina, tak blisko, że ich spojrzenia niemal się zderzyły.

– Przemyślałem wszystko – powiedział spokojnie, ale z wyczuwalnym napięciem. – I nie zmienię zdania.

Engin pokręcił głową, jakby walczył z rosnącą frustracją.

– Mówię to jako twój prawnik i jako przyjaciel – dodał ciężko. – Popełniasz błąd.

Cihan odwrócił się powoli i zrobił kilka kroków w stronę okna. Zatrzymał się, stojąc tyłem do Engina. Przez chwilę patrzył przed siebie, jakby szukał w oddali potwierdzenia własnej decyzji.

– Nie obchodzi mnie to, Enginie – powiedział w końcu cicho, ale stanowczo. – Zaczynam nowe życie z Hancer. Jeśli cena za to będzie wysoka… zapłacę ją bez wahania.

W gabinecie zapadła cisza. Engin wypuścił powietrze z ciężkim westchnieniem i opuścił wzrok. Wiedział już, że ta rozmowa dobiegła końca – i że żadna argumentacja nie cofnie Cihana o krok.

***

Drzwi gabinetu otworzyły się bez pukania. Do środka wszedł Nusret, pewnym krokiem, z wyraźną pewnością siebie wypisaną na twarzy. Atmosfera w pomieszczeniu natychmiast zgęstniała.

Engin zareagował pierwszy — podszedł do niego szybko, starając się zachować profesjonalny ton.

– Dzień dobry, panie Nusrecie. Proszę, niech pan usiądzie – powiedział, wskazując wolny fotel naprzeciw biurka.

Nusret opadł na niego swobodnie, zakładając nogę na nogę. Oparł się wygodnie i utkwił spojrzenie w Cihanie, jakby od początku wiedział, że to nie będzie zwykłe spotkanie.

– Słucham cię – rzucił chłodno. – Jakie to ważne decyzje chcesz ze mną omówić?

Cihan siedział jeszcze przez chwilę nieruchomo, jakby zbierał myśli. W końcu uniósł głowę. Jego głos był spokojny, ale napięty, jak struna.

– Zawsze trzymaliśmy się razem jako rodzina… ale to się skończyło. Wszystko się zmieniło. Zrozumiałem, że nie możemy iść dalej tą samą drogą. Nie ma sensu udawać, że nadal jesteśmy jednością.

Zrobił krótką pauzę, po czym dodał twardo:

– Beyza i ja mamy przed sobą nowe życie. Każde z nas powinno być wolne. Dlatego nasza współpraca biznesowa również dobiega końca. Musimy stać się niezależni — jako firmy i jako rodziny.

Nusret uniósł lekko brwi i poprawił się w fotelu. Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu — bardziej kpiącego niż rozbawionego.

– Doprawdy? – zapytał przeciągle. – I jak sobie to wyobrażasz?

– Zrywamy wszystkie powiązania finansowe – odpowiedział Cihan bez wahania. – Właśnie dlatego cię tu wezwałem.

Przez chwilę zapadła cisza. Nusret przyglądał się siostrzeńcowi uważnie, jakby analizował każdy jego gest.

– A więc to twój plan… – mruknął w końcu. – Od początku do końca przemyślany. Postanowiłeś nas po prostu wyrzucić. Pozbawić tego, co nam się należy, i wymazać z życia.

Cihan zacisnął szczękę.

– Nie taki był mój zamiar. Zostałem do tego zmuszony. To ty mnie do tego doprowadziłeś.

– Oczywiście – prychnął Nusret. – Jak pięknie wszystko sobie ułożyłeś. Dlatego wyrzuciłeś Beyzę z domu, prawda?

– Mylisz się, wujku…

Nagle Nusret poderwał się z miejsca. Krzesło zaskrzypiało gwałtownie o podłogę.

– Będziesz mnie pouczał, co jest dobre, a co złe?! – wybuchł, a jego głos wypełnił całe pomieszczenie.

Cihan również wstał. Engin zrobił to samo, natychmiast wyczuwając, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

– Wujku, ostrzegałem cię – powiedział Cihan lodowato. – Uważaj na słowa. Nie chcę konfliktu. Zapłacę wszystko, co trzeba. Udziały, odszkodowanie… więcej, niż jesteś wart.

To wystarczyło.

– Czy ja wyglądam na żebraka?! – warknął Nusret, podchodząc do niego gwałtownym krokiem. – Dajesz mi jałmużnę?!

Zatrzymał się tuż przed nim, niemal stykając się z nim ramieniem.

– Gdyby Beyza opierała się przed rozwodem, dziś miałaby połowę twojego majątku! – ciągnął, coraz bardziej wzburzony. – A ty mówisz mi o pieniądzach? Przypomnij sobie czasy, kiedy byłeś głodny. Nie miałem nawet skarpetek. Wszystko ci kupiłem. Bez mojej pomocy twoja matka wylądowałaby na ulicy z dwójką dzieci. To ja was utrzymywałem!

Te słowa uderzyły w Cihana jak cios. W jednej chwili stracił panowanie nad sobą.

Chwycił wujka za klapy marynarki i z impetem pchnął go na biurko. Dokumenty rozsypały się na podłodze. Następny moment był już tylko chaosem — gniew, który tłumił tak długo, eksplodował. Cihan zamachnął się i uderzył.

– Cihanie! – krzyknął Engin, rzucając się do przodu.

W tej samej chwili drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wbiegła Mukadder.

– Cihanie! Co ty robisz?! – zawołała przerażona, widząc scenę przed sobą.

Engin złapał przyjaciela i z całej siły odciągnął go do tyłu, powstrzymując przed kolejnym ciosem. Nusret wyrwał się. Poprawiając rozchełstaną marynarkę, dyszał ciężko.

Jego spojrzenie płonęło gniewem.

– Nie mam już siostrzeńca! – grzmotnął. – Słyszysz?! Nie mam!

Odwrócił się jeszcze w stronę Mukadder i zmierzył ją zimnym, pełnym pogardy wzrokiem.

– I siostry też nie.

Bez słowa więcej ruszył do wyjścia. Drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem, zostawiając po sobie ciszę cięższą niż jakikolwiek krzyk.

***

Gabinet, jeszcze przed chwilą wypełniony krzykiem i szamotaniną, pogrążył się w ciężkiej, przytłaczającej ciszy. Na podłodze wciąż leżały porozrzucane dokumenty, a powietrze zdawało się drżeć od emocji, które nie zdążyły opaść.

W środku zostali tylko oni — matka i syn.

Mukadder stała przez chwilę nieruchomo, jakby próbowała zebrać myśli, ale w końcu emocje wzięły górę. Podeszła do biurka i z głośnym stukiem odłożyła torebkę na jego blat.

– Jak mogłeś, synu? – zapytała, a w jej głosie brzmiało jednocześnie oburzenie i zawód. – Jak mogłeś posunąć się do czegoś takiego?

Cihan wciąż oddychał ciężko, jakby gniew jeszcze go nie opuścił. Odwrócił głowę w jej stronę, a jego spojrzenie było twarde, nieustępliwe.

– Zasłużył na to – odpowiedział bez cienia wahania. – I tak zbyt długo zwlekałem.

Mukadder pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? – jej głos podniósł się, nabierając ostrości. – Ta firma istnieje w takim kształcie tylko dzięki twojemu wujkowi! To jego praca, jego poświęcenie! Jak możesz to tak po prostu przekreślić? On jest moim bratem, moją krwią. A dla ciebie jedynym wujkiem!

Cihan nagle odwrócił się gwałtownie w jej stronę.

– Człowiek, który chciał mnie zabić, jest dla mnie nikim! – wyrzucił z siebie, niemal przez zaciśnięte zęby. – Nie jest moim wujkiem. Już nie. Wymazałem go ze swojego życia.

– Synu… – próbowała jeszcze, ciszej, jakby szukając w nim choć odrobiny dawnego, posłusznego chłopca.

Ale Cihan nie pozwolił jej dokończyć. Opadł ciężko na fotel za biurkiem, jakby tym gestem chciał zamknąć całą rozmowę, przeciąć ją raz na zawsze.

– Moja decyzja jest ostateczna, mamo – powiedział chłodno. – Chcę mieć rodzinę. Chcę mieć dzieci. Zacznę nowe życie z Hancer i nikt mi tego nie zabroni. Jeśli mnie kochasz, będziesz przy mnie.

Te słowa zawisły w powietrzu.

Mukadder zbliżyła się do niego powoli, a jej twarz stężała. Pochyliła się nad nim i wyprostowała palec, wskazując na niego z surowością, której nie sposób było zignorować.

– Jeśli chcesz, żebym była przy tobie – powiedziała stanowczo – przestaniesz być tak uparty. Pogodzisz się ze swoim wujkiem.

Cihan nawet nie drgnął.

– Mamo, powiedziałem, że tego nie zrobię.

Jego głos był spokojny, ale absolutnie nieugięty. Nie było w nim ani śladu wątpliwości.

Mukadder cofnęła się o krok, jakby te słowa naprawdę ją uderzyły.

– Doprawdy? – wyszeptała, a w jej oczach pojawił się chłód. – W takim razie, jako twoja matka… nigdy ci tego nie wybaczę.

Odwróciła się gwałtownie i ruszyła do drzwi. Dźwięk jej obcasów odbijał się echem od ścian, a każdy krok był jak oskarżenie.

Zatrzymała się jeszcze na moment przy wyjściu. Spojrzała na syna po raz ostatni — surowo, niemal obco.

Potem wyszła.

Drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem, zostawiając Cihana samego.

***

W salonie panowała cisza, ale nie była to cisza kojąca — raczej napięta, pełna niepokoju, który nie pozwalał Beyzie znaleźć sobie miejsca. Siedziała na skraju kanapy, jakby w każdej chwili miała się zerwać. Nerwowo splatała i rozplatała palce, co chwilę zerkając na telefon leżący na stoliku, jakby samą siłą woli próbowała go zmusić do zadzwonienia.

Gdy wreszcie ekran rozbłysnął, chwyciła go natychmiast, niemal zachłannie.

– Yonca, jak się masz? Co robisz? – zapytała szybko, a w jej głosie pobrzmiewało napięcie, którego nie potrafiła ukryć.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza, po czym odezwał się cichy, drżący głos.

– Jestem w klinice – powiedziała Yonca. – Tej, w której kiedyś przyjmowała twoja lekarka. Teraz przyjmuje tam ktoś inny. To jedyne miejsce, na jakie było mnie stać…

Jej słowa urwały się, jakby zabrakło jej tchu.

– Nie wiem, czy wyjdę stąd żywa…

Beyza prostuje się gwałtownie, a jej twarz tężeje.

– Yonca, co ty mówisz?! – jej ton łagodnieje, ale wciąż pobrzmiewa w nim zdenerwowanie. – Dlaczego chcesz się narażać? Proszę cię, zrezygnuj. To nie jest jedyne wyjście. Znajdzie się ktoś, kto pokocha to dziecko, kto je adoptuje…

– Jest już za późno, Beyzo – przerywa jej Yonca, a w jej głosie słychać rezygnację. – Podjęłam decyzję. Usunę tę ciążę.

Krótka pauza.

– Żegnaj.

Połączenie zostaje przerwane.

Beyza przez chwilę wpatruje się w ekran telefonu, jakby nie dowierzała, że to już koniec rozmowy. Po chwili odkłada urządzenie z cichym stukiem i krzywi się z frustracją.

– Ach, tato… – mruczy pod nosem, zaciskając usta. – Przez ciebie stracę idealną okazję…

***

Nusret wychodzi na zewnątrz szybkim, ciężkim krokiem. Jego twarz jest napięta, a spojrzenie płonie gniewem. Zatrzymuje się na moment i unosi głowę, wbijając wzrok w jedno z okien na wyższych piętrach — tam, gdzie znajduje się gabinet Cihana.

– Jeszcze zobaczysz… – syczy przez zęby. – Słono zapłacisz za tę zdradę.

Sięga do kieszeni po telefon i bez chwili wahania wybiera numer.

– Halo, tato? – odzywa się Beyza niemal natychmiast. – Co się stało? Dlaczego Cihan wezwał cię do siebie?

– Mam go dość. Wyrzucił mnie – odpowiada ostro Nusret, nie kryjąc wściekłości.

– Wyrzucił cię? – powtarza Beyza, zaskoczona. – Co to znaczy?

Nusret uśmiecha się chłodno, a w jego oczach pojawia się niebezpieczny błysk.

– Miałaś rację, Beyzo. Największą karą dla Cihana będzie to, że zostanie ojcem dziecka Yoncy. Niech ten bękart stanie się jego dziedzicem… Chcę to zobaczyć.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza, po czym w głosie Beyzy pojawia się wyraźna ekscytacja.

– Więc się zgadzasz? – pyta szybko. – Weźmiemy to dziecko?

– Zadzwoń do Yoncy – poleca Nusret stanowczo. – Powiedz jej, żeby przyszła. Musimy z nią porozmawiać.

– Dobrze. Zaraz do niej zadzwonię.

Połączenie się kończy. Nusret powoli opuszcza telefon. Jego oddech wciąż jest ciężki, ale na twarzy pojawia się cień satysfakcji.

– Spróbuj nas teraz wymazać… – mówi półgłosem, spoglądając jeszcze raz w górę. – Jeśli tylko potrafisz, Cihanie.

***

Korytarze kliniki były chłodne i sterylne, wypełnione zapachem środków dezynfekujących i przytłumionymi dźwiękami kroków. Ciszę tę nagle rozdarł pośpiech — drzwi wejściowe otworzyły się z impetem, a do środka niemal wpadła Beyza. Jej obcasy stukały nerwowo o posadzkę, gdy bez chwili zawahania ruszyła w stronę schodów.

– Yonca! Gdzie jesteś?! – zawołała głośno, a jej głos odbił się echem od ścian.

Recepcjonistka podniosła głowę znad dokumentów, zaskoczona tym nagłym wtargnięciem.

– Przepraszam… kim pani jest? – zapytała ostrożnie, próbując zachować profesjonalny ton.

Beyza zatrzymała się tylko na ułamek sekundy. Jej oddech był przyspieszony, a spojrzenie napięte.

– Jestem jej przyjaciółką. Powiedz mi natychmiast, gdzie ona jest!

W głosie Beyzy było coś, co nie pozostawiało miejsca na sprzeciw.

Recepcjonistka zawahała się, ale w końcu wskazała drzwi na końcu korytarza.

– W gabinecie. Właśnie trwa zabieg…

To wystarczyło.

Beyza nawet nie podziękowała. Ruszyła dalej szybkim krokiem, a potem niemal wbiegła do wskazanego pomieszczenia, nie czekając na pozwolenie.

W środku panowała napięta cisza. Yonca leżała na łóżku, blada, nieruchoma, z szeroko otwartymi oczami. Obok niej stała lekarka w rękawiczkach, trzymając strzykawkę. Igła była już przygotowana — zawisła w powietrzu, zaledwie centymetr od skóry pacjentki.

Beyza stanęła w progu, ciężko oddychając. Jej spojrzenie natychmiast odnalazło Yoncę.

– Zejdź z tego łóżka – powiedziała stanowczo, nie podnosząc głosu, ale każdy jej wyraz brzmiał jak rozkaz.

Yonca patrzyła na nią z niedowierzaniem. W jej oczach mieszał się strach i zaskoczenie.

Beyza zrobiła kilka kroków do przodu, nie spuszczając z niej wzroku.

– Nie zrobisz tego – dodała ciszej, ale z jeszcze większą pewnością.

Na moment zapadła cisza, w której słychać było tylko przyspieszone oddechy.

– Przyszła matka twojego dziecka – powiedziała w końcu Beyza, a jej słowa zawisły w powietrzu jak coś ciężkiego, nieodwracalnego.

Lekarka spojrzała między nimi, zdezorientowana.

Yonca zesztywniała.

A czas, jakby na przekór wszystkim, zatrzymał się dokładnie w tej jednej chwili.

***

W gabinecie Cihana panowała spokojna, niemal domowa atmosfera, która kontrastowała z napięciem ostatnich wydarzeń. Na biurku stały filiżanki z herbatą, a na talerzyku leżały kawałki baklawy. Cemil i Derya kończyli wizytę, dziękując za gościnę, podczas gdy Hancer siedziała nieco z boku, cicha i zamyślona.

Gdy goście wstali, by się pożegnać, Cihan odprowadził ich wzrokiem, po czym zatrzymał spojrzenie na żonie.

– Hancer, zostań na chwilę – powiedział spokojnie.

Kobieta zawahała się, ale skinęła głową. Gdy drzwi zamknęły się za Cemilem i Deryą, w gabinecie zrobiło się nagle ciszej. Cihan podszedł bliżej i odsunął krzesło, dając jej znak, by usiadła obok niego.

Hancer zajęła miejsce, splatając dłonie na kolanach.

– Wybacz… – zaczęła cicho. – Nie udało nam się powstrzymać mojego brata. Uparł się, żeby przyjść i podziękować ci osobiście za pomoc. Nie chcieliśmy ci przeszkadzać.

Cihan pokręcił głową, jakby to było bez znaczenia.

– To ja powinienem przeprosić – odpowiedział. – Zupełnie zapomniałem o jego wizycie kontrolnej.

– To naprawdę nic wielkiego – odparła, choć jej głos był pozbawiony emocji. – Co chciałeś mi powiedzieć?

Cihan przez chwilę milczał, jakby dobierał słowa. Oparł się lekko o biurko i spojrzał na nią uważnie.

– Hancer, znasz sytuację w domu. Staram się trzymać cię z dala od wszystkiego, co się dzieje, ale… to nie jest takie proste. – Zawahał się na moment. – Myślę, że cię skrzywdziłem. Może jesteś na mnie zła.

Hancer uniosła wzrok, ale jej spojrzenie było chłodne, niemal obce.

– Dowiedziałam się, że nie mam prawa ci się sprzeciwiać – powiedziała spokojnie.

Te słowa zawisły między nimi. Cihan westchnął cicho.

– Właśnie o to chodzi. Nie chcę, żeby tak było. Wiem, że pobraliśmy się z powodu dziecka, ale teraz wszystko wygląda inaczej. Nasza relacja się zmieniła. Rozumiem, że potrzebujesz czasu. Masz do tego prawo.

Zrobił krok bliżej.

– Ale myślę też, że dla wszystkich byłoby dobrze, gdybyśmy mieli dziecko. Wtedy naprawdę stalibyśmy się rodziną. W naszym domu zapanowałby spokój… może nawet szczęście.

Hancer nie odpowiedziała.

Jej myśli odpłynęły gdzie indziej — do słów, które usłyszała niedawno, stojąc na balkonie. Słów, które wciąż rozbrzmiewały w jej głowie, jak echo, którego nie dało się uciszyć.

Jestem wszystkiego świadomy. Myślisz, że tego nie widzę? Nie można porównywać naszego pochodzenia, wykształcenia i wychowania. Wiem, że Hancer nie jest na moim poziomie.

Zacisnęła lekko palce. Te słowa nadal bolały. Może nawet bardziej niż wtedy.

– Hancer… – odezwał się ponownie Cihan, ciszej niż wcześniej. – Co powiesz na to, żebyśmy potraktowali plan dotyczący dziecka jako priorytet?

Spojrzała na niego.

Przez ułamek sekundy w jej oczach pojawiło się coś kruchego — cień zawodu, który szybko ustąpił miejsca obojętności.

Myślałam, że naprawdę ci na mnie zależy… – przemknęło jej przez myśl. – Dałam się ponieść złudzeniu. Jednodniowemu snu. A teraz wszystko wraca na swoje miejsce. Chcesz tylko dziecka, nic więcej.

Powoli wstała z krzesła.

– Dobrze. Jak chcesz – powiedziała cicho.

Cihan również się podniósł. Na jego twarzy pojawiła się ulga, której nawet nie próbował ukryć.

– Dziękuję za twoje zrozumienie.

Zbliżył się i objął ją.

Hancer pozostała nieruchoma. Jej ramiona opadły bezwładnie, a dłonie nie odpowiedziały na jego gest. Jej twarz była spokojna — zbyt spokojna.

Jakby coś w niej właśnie cicho się zamknęło.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 56.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy