Panna młoda odc. 216: Szokujące wyniki testu DNA! Rezydencja Develioglu zamiera!

Scena w salonie rezydencji Develioglu. Beyza stoi przy kanapie, przyciskając dokument do ciała. Pozostali zgromadzeni są wyraźnie poruszeni.

„Panna młoda” Odc. 216 — streszczenie

Derya wciąż siedziała na odwróconym wiadrze w brudnej, wilgotnej komórce, bardziej przypominającej zapomnianą norę niż miejsce, w którym ktokolwiek mógłby spędzić choć jedną noc. Wokół niej panował chaos: plastikowe wiadra, stare kije, porzucone narzędzia, kawałki drewna i śmieci walały się po ubitej, zabrudzonej ziemi. Jedną ścianę stanowiła surowa, nierówna skała, drugą — zniszczone, prowizorycznie osłonięte drzwi i matowe szyby, przez które ledwie przebijało się poranne światło. W kącie stała jej czerwona walizka, jedyny ślad dawnego życia wśród tego chłodu, kurzu i wilgoci.

Kobieta poderwała się gwałtownie ze snu. Miała rozczochrane włosy, zmęczoną twarz i podkrążone oczy. Ciemny, bordowy płaszcz nie chronił jej już przed zimnem, a czarna spódnica była pognieciona po nocy spędzonej wśród wiader i brudu. Derya objęła się ramionami i zaczęła pocierać zmarznięte dłonie.

– Dzięki Bogu, już świta – wyszeptała, rozglądając się nerwowo. – Jeśli zostanę tu jeszcze jedną noc, albo dostanę zawału przez Nusreta, albo umrę z zimna.

Uniosła ręce w błagalnym geście i spojrzała ku górze, jakby naprawdę oczekiwała odpowiedzi z nieba.

– Boże drogi, już nigdy nie zbłądzę, przysięgam. Oddam się w ręce sprawiedliwości, jak tylko stąd wyjdę. Powiem, że Yonca jest matką dziecka. W ten sposób odpokutuję za ten grzech. Skąd mogłam wiedzieć, co oni robią? Zgadzam się na każdą karę za pieniądze, których zażądałam od Mukadder. Przysięgam, nie mogę spędzić całego życia w strachu przed Nusretem. Boże, daj mi szansę na zadośćuczynienie. Wyślij mi jakiś znak.

Przez kilka sekund czekała w napięciu. W komórce panowała cisza, przerywana jedynie jej urywanym oddechem. Nic się nie wydarzyło. Już miała stracić nadzieję, gdy nagle klamka poruszyła się po drugiej stronie drzwi.

Derya zamarła. Zamiast ulgi poczuła lodowaty strach.

– Boże, prosiłam o znak, ale… chyba nie wysłałeś do mnie Nusreta, prawda? – jęknęła. – Moje dziecko zostanie bez matki… Nie, proszę… Nie pozwolę na to!

Rzuciła się do drzwi i z całej siły chwyciła za klamkę, próbując powstrzymać osobę stojącą na zewnątrz. Napierała rozpaczliwie, zapierając się stopami o brudną podłogę. Ktoś jednak był silniejszy. Drzwi otworzyły się gwałtownie na zewnątrz, a Derya straciła równowagę i upadła na podwórko.

Znalazła się na szorstkim, zaniedbanym placu między starymi murami. Podwórko było ciasne i ponure, otoczone niskim kamiennym ogrodzeniem oraz ścianami budynku w wyblakłych kolorach. Obok stała zielonkawa, obdrapana przybudówka z krzywymi drzwiami, a przy murze rosło nagie drzewo, którego gałęzie rzucały cienkie cienie na ziemię. W kącie leżały stare worki i deski, przy ścianie oparto miotłę. Wszystko wyglądało biednie, chłodno i prowizorycznie, jakby od dawna nikt nie dbał o to miejsce.

Przed Deryą stali Cemil i Emir. Oboje patrzyli na nią z całkowitym osłupieniem.

– Bóg mi cię zesłał, Cemilu! – wykrzyknęła, chwytając męża za ręce.

– Mama? – odezwał się Emir, robiąc wielkie oczy.

Derya natychmiast podniosła się z ziemi, podbiegła do syna i objęła go tak mocno, jakby nie widziała go od wielu miesięcy.

– W te ciemne noce, między tymi czterema ścianami, myślałam tylko o tobie, Emirze – mówiła drżącym głosem. – Tęskniłam nawet za zapachem twojego potu.

– Więc nie byłaś u babci? – zapytał chłopiec zdezorientowany. – Co robiłaś w komórce, mamo?

– Okoliczności życiowe, synu – odparła wymijająco.

Cemil nadal patrzył na nią tak, jakby próbował zrozumieć, czy naprawdę widzi własną żonę wychodzącą o świcie z brudnej komórki.

– Dalej, idź do szkoły – powiedział w końcu do chłopca. – I tak jesteś już spóźniony.

Emir jednak nie ruszył się od razu.

– Mamo, mam dla ciebie wspaniałą wiadomość – oznajmił z przejęciem. – Dostałem piątkę z matematyki i wygrałem konkurs poetycki.

Twarz Deryi natychmiast złagodniała. Znów przyciągnęła go do siebie.

– Moje kochanie, gratuluję ci. Będę z ciebie dumna, nawet jeśli mnie tu nie będzie, Emirze.

Chłopiec odszedł szybkim krokiem, nadal oglądając się za matką. Cemil przeniósł wzrok na żonę. Był kompletnie zagubiony.

– Deryo… spędziłaś tu ostatnie dwa dni? – zapytał z niedowierzaniem. – Chciałem zgłosić twoje zaginięcie, jak tylko Emir pójdzie do szkoły.

Derya westchnęła ciężko i szczelniej otuliła się płaszczem.

– Chciałam uciec przed losem, ale mi się nie udało. Niektórym rzeczom nie da się zapobiec. Jest mi bardzo zimno, Cemilu. Kości trzęsą mi się z zimna. Rozpal szybko w piecu. I zrób gorącą herbatę, żebyśmy mogli napić się razem. Byłoby też wspaniale, gdybyś usmażył frytki. Aha, walizki zostały w komórce. Zabierz je do domu.

Nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę domu, kurczowo otulając się płaszczem. Cemil został na podwórku sam, wciąż oszołomiony tym, co właśnie zobaczył. Po latach wspólnego życia zdążył jednak przywyknąć do dziwactw i szaleństw Deryi.

Pokręcił głową, westchnął bezradnie i wszedł do komórki po walizki.

***

Engin wszedł do gabinetu Cihana. Zastał w nim jedynie Hancer, która stała przy biurku, wyraźnie spięta i zniecierpliwiona. W pomieszczeniu panowała ciężka cisza. Na ścianie wisiała ozdobna tablica z napisem „Bu da Geçer Ya Hu”, jakby miała przypominać, że nawet najtrudniejsze chwile kiedyś mijają. Tego dnia jednak te słowa brzmiały bardziej jak gorzka obietnica niż pocieszenie.

– Jakieś wieści? – zapytała Hancer, gdy tylko go zobaczyła.

Engin rozłożył ręce.

– Nadal nic. Zadzwoniłem do niego rano i nalegałem, żebyśmy pojechali razem, ale się nie zgodził. Taki już jest Cihan Develioglu. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, pierwszy rusza na ratunek. Ale gdy to jemu ktoś chce podać rękę, po prostu znika.

Hancer przyjrzała mu się uważnie. W jego głosie słyszała zmęczenie, napięcie i bezradną troskę.

– To dla ciebie też trudny dzień. Jak się trzymasz?

Engin ciężko westchnął.

– Czekam w pełnej gotowości. Jeśli wszystko potoczy się tak, jak przypuszczamy, Beyza i jej ojciec ponownie zostaną zatrzymani. Oskarżę ich o morderstwo. Wniosek jest już przygotowany.

Hancer spuściła wzrok, jakby dopiero teraz poczuła cały ciężar tej sprawy.

– Enginie… a co, jeśli nie jest tak, jak myślimy?

Prawnik spojrzał na nią stanowczo, choć w jego oczach również przemknął cień niepokoju.

– Nawet nie dopuszczam do siebie takiej możliwości, Hancer. Yonca, wszystkie ślady, rozmowy, zeznania… To wszystko musi prowadzić do jednego wniosku. Inaczej czeka nas naprawdę ciężki dzień. Nie, to niemożliwe.

– Myślałam, że kiedy poznamy wyniki, poczuję ulgę – przyznała cicho. – Ale teraz sama czuję dziwny lęk.

– Mam nadzieję, że to skończy się dobrze – powiedział Engin.

Sięgnął do kieszeni marynarki po telefon i spojrzał na ekran.

– Dlaczego on jeszcze nie zadzwonił? Powinien już odebrać wyniki.

***

Cihan siedział samotnie na ławce w nadmorskim parku. Przed nim rozciągała się spokojna, chłodna tafla wody, a dalej widać było falochron i niewielki port. Bezlistne drzewa rzucały cienkie, poskręcane cienie na alejkę, a jasne zimowe niebo odbijało się w morzu bladym, niemal srebrnym światłem. Miejsce było ciche i puste, jakby idealnie pasowało do ciężaru decyzji, z którą musiał się zmierzyć.

Na drewnianych deskach ławki leżała biała koperta z urzędową pieczęcią. 

Przez dłuższą chwilę patrzył przed siebie bez ruchu. Jego twarz pozostała nieprzenikniona, lecz napięta szczęka i zmarszczone brwi zdradzały, że przeczytane słowa nie były mu obojętne. W końcu podniósł kopertę, spojrzał na nią jeszcze raz, po czym powoli wypuścił powietrze z płuc.

Wyjął z kieszeni płaszcza telefon i wybrał numer.

– Yigicie, mam do ciebie ważną prośbę – powiedział niskim, poważnym głosem.

***

Dzwonek do drzwi wyrwał Nusreta ze snu. Mężczyzna leżał na jasnej, pikowanej kanapie w przestronnym salonie połączonym z kuchnią. Wokół panował pozorny spokój: kremowe sofy, dekoracyjne poduszki, niski stolik z drobiazgami i kwiatami, czarna zabudowa kuchenna połyskująca w tle oraz uporządkowane półki przy telewizorze. Ten elegancki, cichy apartament tylko mocniej kontrastował z niepokojem, który natychmiast pojawił się na jego twarzy.

Nusret poderwał się gwałtownie i rozejrzał dookoła, jakby przez krótką chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje.

– Co się dzieje? – mruknął z lękiem. – Czyżby policja po mnie przyszła?

Wziął głęboki oddech, poprawił marynarkę i ostrożnie ruszył w stronę drzwi. Szedł cicho, niemal na palcach. Najpierw spojrzał przez wizjer, a dopiero potem, nieco pewniejszym ruchem, nacisnął klamkę.

Na klatce stał Yigit, kierowca Cihana. Miał na sobie elegancki, jasnoszary płaszcz i patrzył na Nusreta z chłodnym spokojem.

– Dzień dobry, panie Nusrecie – powiedział z uprzejmym ukłonem. – Pan Cihan polecił mi zawieźć pana do rezydencji.

Nusret zmrużył oczy.

– Nie mógł po prostu zadzwonić? Po co fatygował ciebie?

– Nie wiem, proszę pana. Moim obowiązkiem jest wykonywać polecenia pana Cihana. Czekam na pana.

– Na nikogo nie czekaj – odparł Nusret szorstko. – Jestem zajęty. Mam pracę do wykonania. Przyjdę, kiedy skończę.

Chciał zamknąć drzwi, ale Yigit natychmiast zablokował je dłonią. Nie zrobił tego gwałtownie, lecz wystarczająco stanowczo, by Nusret zrozumiał, że nie ma do czynienia ze zwykłą prośbą.

– Przepraszam, panie Nusrecie – powiedział spokojnie. – Najwyraźniej nie wyraziłem się wystarczająco jasno. Pan Cihan kazał mi pana przywieźć. I ja to zrobię. Za wszelką cenę.

Między mężczyznami zapadła krótka, napięta cisza. Nusret przez chwilę patrzył na niego spode łba, po czym cofnął się o krok.

– Poczekaj więc.

Zamknął drzwi i wrócił do salonu. Jego twarz stężała. Przeszedł obok jasnych kanap, zatrzymał się przy szafce RTV i kucnął przed jedną z dolnych szuflad. Wysunął ją powoli, przeszukał jej zawartość, a potem wyciągnął pistolet.

Przez moment patrzył na broń w milczeniu. W jego oczach nie było już strachu, tylko gniew i poczucie osaczenia.

– Oszukałaś mnie, siostro – wysyczał pod nosem. – Rzuciłaś mnie Cihanowi na pożarcie jak ofiarę. Módl się do Boga, żeby twój syn mnie nie zdenerwował. Bo ja naprawdę nie mam już nic do stracenia.

Wstał i wsunął broń za pasek spodni. Potem poprawił ubranie, jakby chciał ukryć nie tylko pistolet, ale i własną desperację.

***

Mukadder siedziała sztywno na fioletowej kanapie w reprezentacyjnym salonie rezydencji. Wnętrze, pełne kryształowych żyrandoli, ciężkich zasłon, rzeźbionych mebli i jasnych sof, wyglądało dostojnie i chłodno, jakby przygotowano je nie na rodzinne spotkanie, lecz na sąd. Przed panią Develioglu stała Fadime, wyraźnie spięta.

– Gdzie Aysu? – zapytała Mukadder.

– Opiekuje się dzieckiem, proszę pani – odpowiedziała pokojówka.

W tej samej chwili do salonu weszły Sinem i Gulsüm, prowadząc ze sobą Beyzę. Kobieta rozejrzała się niepewnie po zebranych twarzach.

– Co się dzieje? Dlaczego mnie tu przyprowadziłyście? – zapytała z udawanym spokojem.

Sinem zajęła miejsce obok teściowej.

– To rozkaz Cihana – oznajmiła. – Wszyscy mamy się tutaj zebrać.

Gulsüm zerknęła nerwowo na kobiety siedzące na kanapie.

– Chodzi tylko o rodzinę, prawda? – spytała ostrożnie.

– Nie – odparła Sinem. – O wszystkich, którzy mieszkają w tym domu.

Beyza zacisnęła usta. Jej spojrzenie przesunęło się od Sinem do Mukadder.

– Co to ma znaczyć? Cihan chce doprowadzić mnie do szaleństwa?

– Cihan otrzymał wyniki testu – oznajmiła Mukadder.

Spośród wszystkich obecnych to właśnie ona wyglądała na najspokojniejszą. Siedziała wygodnie, z chłodną pewnością kobiety, która była przekonana, że zna finał tej historii.

– Otworzy je tutaj, na oczach wszystkich – dodała. – Dlatego kazał nam się zebrać. Usiądź gdzieś.

Beyza pobladła. Na ułamek sekundy straciła panowanie nad twarzą.

– Ja… muszę do toalety.

Sinem od razu podniosła się z kanapy.

– Pomogę ci.

– To mnie prosi o pozwolenie, nie ciebie – ucięła Mukadder lodowatym głosem.

Jej spojrzenie zatrzymało Sinem w pół kroku. Potem przeniosła wzrok na pokojówkę.

– Gulsüm, zaprowadź ją do łazienki. Poczekaj, aż skończy, i przyprowadź ją z powrotem.

Gulsüm przełknęła ślinę. Delikatnie ujęła Beyzę pod ramię i wyprowadziła ją z salonu. Przeszły przez jasny hol, mijając białe ściany, ozdobne obrazy i kwitnącą roślinę w donicy. Nagle Beyza gwałtownie wyrwała rękę.

– Teraz zdecyduj, czy chcesz się uratować – powiedziała cicho, ale tak zimno, że Gulsüm zamarła. – Zostaw mnie i idź do kuchni.

– Nie mogę – odparła pokojówka z przerażeniem. – Słyszałaś panią Mukadder. Nie mogę oddalić się od ciebie nawet na moment. Jeśli coś się stanie, wszyscy zwrócą się przeciwko mnie.

Beyza nachyliła się ku niej.

– Załóżmy, że powiedziałam ci, że jestem głodna. Nie mogłaś odmówić, więc poszłaś do kuchni.

– Złapią cię zaraz za drzwiami. Pan Cihan postawił pana Oktaya przy bramie.

Na twarzy Beyzy pojawił się cień pogardliwego uśmiechu.

– Myślisz, że o tym nie pomyślałam? Za starym domem jest mur, przez który przechodził Melih. Ja zrobię to samo. Ciocia Mukadder nie powie ani słowa. Moja ucieczka będzie jej na rękę. Zostanę jedyną osobą, którą można obwinić.

Gulsüm stała nieruchomo, rozdarta między strachem przed Cihanem a lękiem przed Beyzą. W końcu powoli zeszła jej z drogi.

Beyza sięgnęła do klamki i uchyliła drzwi, gotowa wymknąć się z rezydencji, zanim ktokolwiek zdołałby ją zatrzymać. Nie zrobiła jednak nawet kroku. Zamarła w progu, gdy zobaczyła samochód zatrzymany przed wejściem i swojego ojca wysiadającego z fotela pasażera. Tuż obok niego stał Yigit, milczący i niewzruszony, jak cień wykonujący polecenie Cihana.

Nusret przekroczył próg rezydencji z napiętą twarzą. W jego spojrzeniu widać było niepokój, ale i tłumioną złość człowieka, który wiedział, że znalazł się w pułapce.

Beyza natychmiast chwyciła go za ramię i przysunęła się do niego.

– Tato… nie uciekłeś? – szepnęła z niedowierzaniem.

Nusret zacisnął szczękę. Nie odpowiedział od razu. Dopiero po chwili nieznacznie wskazał głową stojącego za nim Yigita.

– Nie mogłem – odparł cicho.

Beyza pobladła jeszcze bardziej. Zrozumiała, że Cihan przewidział również ten ruch. Nie tylko ją zamknął w rezydencji, ale dopilnował też, by Nusret został sprowadzony na miejsce.

Gulsüm, stojąca tuż przy drzwiach, nerwowo położyła dłoń na skrzydle i chciała je zamknąć. Wtedy jednak silna, męska ręka zatrzymała drzwi w pół ruchu. Białe skrzydło otworzyło się szerzej, a w progu stanął Cihan.

Nie musiał podnosić głosu ani wykonywać gwałtownych gestów. Sama jego obecność sprawiła, że wszyscy znieruchomieli. Stał wyprostowany, w czarnym płaszczu, z twarzą spokojną, lecz twardą jak kamień. Spojrzeniem objął Beyzę, Nusreta, Yigita i Gulsüm, a potem wszedł do środka.

Za jego plecami rozciągał się jasny, przestronny hol rezydencji – biały, chłodny, niemal pałacowy. Wysokie ściany, ozdobne sztukaterie, połyskująca posadzka, kryształowy żyrandol i ustawione po bokach rośliny nadawały temu miejscu uroczysty, niemal sądowy charakter. W tej eleganckiej ciszy każdy krok Cihana brzmiał ciężej niż zwykle.

Beyza wstrzymała oddech. Nusret odruchowo cofnął barki, jakby chciał przygotować się do starcia. Yigit pozostał przy wejściu, milczący i czujny.

Cihan zatrzymał się przed nimi. Był gotów na to, co za chwilę miało się wydarzyć.

***

Sila po cichu wślizgnęła się do szpitalnego archiwum. Zamknęła za sobą drzwi i na chwilę znieruchomiała, nasłuchując, czy nikt nie szedł korytarzem. Pomieszczenie było długie, chłodne i surowe. Po obu stronach ciągnęły się wysokie, drewniane regały, uginające się pod ciężarem dziesiątek segregatorów. Jedne były równo ustawione, inne powciskane niedbale, z pożółkłymi etykietami i startymi grzbietami. Na półkach leżały też kartonowe pudełka, stare akta i dokumenty, których nikt nie dotykał od lat. W głębi, pod białą ścianą, stały metalowe szafki na kartoteki. Całość przypominała labirynt cudzych tajemnic, zamkniętych między zakurzonymi okładkami.

Sila, ubrana w niebieski szpitalny strój i białe buty, ruszyła między regałami ostrożnie, jakby każdy krok mógł ją zdradzić. Przesuwała wzrokiem po nazwiskach zapisanych na grzbietach segregatorów.

– Metin… – szepnęła, szukając właściwego miejsca.

Odnalazła kilka teczek pacjentów o tym imieniu, lecz żadna nie należała do człowieka, którego szukała. Zmarszczyła brwi i przesunęła palcami po kolejnych okładkach.

– Nie ma Metina Develioglu – powiedziała cicho. – Ale… co, jeśli trzymają go tutaj nieoficjalnie?

Ta myśl sprawiła, że nagle zastygła. Po chwili w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia.

– No tak… Dziwak.

Przypomniała sobie przezwisko, którego personel używał wobec tajemniczego pacjenta. Zaczęła przeszukiwać kolejne półki, tym razem znacznie uważniej. Jej dłoń przesuwała się po segregatorach, aż wreszcie zatrzymała się na właściwym. Sila wysunęła go z regału, położyła na półce i szybko otworzyła.

Kartki zaszeleściły cicho. Dziewczyna pochyliła się nad dokumentami. Na samej górze formularza dostrzegła inicjały osoby, na której polecenie pacjent został umieszczony w szpitalu.

M.D.

Sila wstrzymała oddech.

– M.D… – powtórzyła półgłosem.

Nie musiała długo się zastanawiać. Odpowiedź przyszła do niej niemal natychmiast.

– Mukadder Develioglu.

Przez chwilę patrzyła na dokument w milczeniu, jakby chciała upewnić się, że dobrze odczytała to, co miała przed oczami. Potem zamknęła segregator i ostrożnie wsunęła go z powrotem na miejsce.

Na jej twarzy pojawił się przebiegły, pełen satysfakcji uśmiech.

– A więc twój syn żyje, pani Mukadder – szepnęła. – Teraz sprawdźmy, czy twój drugi syn o tym wie.

Sila odsunęła się od regału. W jej spojrzeniu nie było już niepewności. Znalazła trop, którego szukała, i doskonale wiedziała, jaki będzie jej następny krok.

***

W salonie rezydencji panowała ciężka, niemal duszna cisza. Kryształowe żyrandole lśniły nad głowami zebranych, a światło wpadające przez wysokie okna rozlewało się po jasnych kanapach, rzeźbionym stoliku i wypolerowanej drewnianej podłodze. Pomieszczenie, zwykle eleganckie i pełne przepychu, tym razem przypominało salę sądową.

Cihan stał przy fotelu, oparty dłonią o jego oparcie, i nieruchomo patrzył w stronę okna. Nie zdradzał żadnych emocji. Sinem i Mukadder siedziały na jednej kanapie, Beyza i Nusret na drugiej. Przy wejściu do salonu stali Yigit, Gülşüm i Fadime. Nikt nie odważył się przerwać milczenia.

Dopiero po dłuższej chwili Nusret stracił cierpliwość.

– Panie Cihanie, zebrałeś nas tu wszystkich. Co to ma być? Budowanie napięcia? Otwórz wreszcie tę kopertę i przeczytaj wyniki na głos.

Cihan powoli odwrócił głowę. Następnie odsunął się od fotela i podszedł do kanapy, na której siedzieli Beyza i Nusret.

– Czekamy jeszcze na gości – oznajmił spokojnie. – Przeczytam, kiedy przyjdą.

Jakby na potwierdzenie jego słów, sekundę później w rezydencji rozległ się dzwonek do drzwi. Gülşüm ruszyła do holu. Po chwili do salonu weszli Engin, Hancer i Melih.

Atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta. Hancer zatrzymała się na środku salonu, czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Cihan spojrzał na nią krótko, po czym wskazał fotel obok siebie.

– Hancer, usiądź.

Kobieta spełniła jego polecenie, choć każdy krok kosztował ją coraz więcej sił. Usiadła niepewnie, z bijącym sercem. Engin i Melih zostali po prawej stronie salonu, czujni i spięci.

Cihan sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął kopertę.

– Zebraliśmy się tutaj po to, żeby wszyscy poznali wyniki w tym samym momencie – powiedział. – Nie chcę żadnych niedomówień, żadnych wątpliwości i żadnych późniejszych oskarżeń.

Otworzył kopertę i wyjął z niej pojedynczą kartkę. W salonie zapadła cisza tak głęboka, że słychać było niemal każdy oddech.

Nusret powoli przesunął dłoń w stronę pleców, gdzie za paskiem spodni ukrywał pistolet. Nie spuszczał wzroku z Cihana, gotów zareagować na najmniejszą zmianę w jego twarzy.

Cihan czytał przez chwilę w milczeniu.

Nagle jego twarz drgnęła. W spojrzeniu pojawiło się niedowierzanie, a zaraz potem coś znacznie chłodniejszego. Podniósł wzrok i spojrzał na Hancer tak, jakby właśnie otrzymał cios, którego się po niej nie spodziewał.

– Nie spodziewałem się aż takiej niespodzianki – powiedział cicho.

Hancer zamarła. Engin i Melih wymienili pełne niepokoju spojrzenia. Beyza pobladła, ale nie odezwała się ani słowem.

Cihan przeniósł wzrok na żonę, po czym wyciągnął kartkę w jej stronę.

– Proszę. Przeczytaj to na głos.

Beyza spojrzała na niego niepewnie. Jej dłoń drżała, gdy sięgała po dokument. Przez moment nie potrafiła skupić wzroku na literach. Dopiero po chwili zaczęła czytać łamiącym się głosem:

– Na podstawie uzyskanych wyników próbka DNA Cihana Gurura Develioglu w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pokrywa się z próbką Beyzy Develioglu.

W salonie zapanowało osłupienie.

Beyza wpatrywała się w kartkę szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała, czy doszło do pomyłki, czy ktoś sfałszował wyniki. Nie miało to jednak dla niej żadnego znaczenia. Liczył się tylko efekt.

Jej usta rozchyliły się w zachwycie.

– Dziecko jest moje! – zawołała, zrywając się z kanapy. – Cihan Gurur jest moim synem!

Przycisnęła dokument do piersi i rozpłakała się ze wzruszenia. Mukadder obserwowała ją w milczeniu, Sinem patrzyła z napięciem, a Nusret powoli cofnął rękę od ukrytej broni.

Hancer nie mogła się poruszyć. Siedziała nieruchomo, blada i całkowicie zagubiona. Melih i Engin wyglądali tak, jakby nie rozumieli, co właśnie usłyszeli.

Cihan spojrzał na Hancer z lodowatą pogardą. W jego oczach nie było już pytań. Był tylko żal, rozczarowanie i gniew.

Nie powiedział nic więcej. Odwrócił się i wyszedł z salonu, zostawiając wszystkich w ciszy, która po chwili stała się jeszcze cięższa niż wcześniej.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 160.Bölüm i Gelin 161.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 176: Szokujący list Yasemin! Beyza traci grunt pod nogami!

    Podczas odczytania testamentu Yasemin wszyscy są zaskoczeni jej ostatnią wolą. Kobieta wyznaczyła Hancer na swoją następczynię w stowarzyszeniu „Jedno Życie”, a Cihana na jej współpracownika. Prawdziwy szok wywołuje jednak ostrzeżenie pozostawione przez Yasemin tuż przed śmiercią. Engin nabiera pewności, że jej śmierć mogła nie być wypadkiem i zgłasza sprawę na policję. Mukadder zaczyna podejrzewać Beyzę, a Nusret wpada w konflikt z córką. Hancer i Cihan ponownie stają po przeciwnych stronach barykady, a Engin przysięga odkryć prawdę. Beyza przypomina sobie szczegół z dnia śmierci Yasemin i uświadamia sobie, że mogła zostawić w domu ofiary bransoletkę, która może ją pogrążyć.

  • Panna młoda odc. 130: Beyza w szoku! Cihan otwarcie przyznał, że kocha Hancer!

    Cihan i Hancer odwiedzają Cemila i Deryę, próbując naprawić rodzinne relacje, ale Cemil nie chce nawet ich słuchać. Derya wpuszcza ich jednak do domu i przyjmuje od Cihana pieniądze na pomoc rodzinie. Tymczasem ukrywająca się u nich Yonca podsłuchuje rozmowę i wpada w panikę. W tym samym czasie Beyza odkrywa kryjówkę Cihana i Hancer — zakrada się do domu letniskowego i z ukrycia obserwuje ich wspólne życie. Gdy Yasemin wyjawia Hancer swoje podejrzenia dotyczące ciąży Beyzy i braku badań lekarskich, podsłuchująca wszystko Beyza zaczyna czuć coraz większe zagrożenie. Później Cihan otwarcie przyznaje Enginowi, że kocha Hancer i oddałby za nią życie, nieświadomy, że Beyza słyszy każde jego słowo.

  • Panna młoda odc. 43: Cihan staje w obronie Hancer!

    Cihan wciąż nie wraca do rezydencji, zamierzając spędzić kolejną noc w antykwariacie Ertugrula. Wieczorem zjawia się tam Hancer, zdecydowana porozmawiać i zakończyć rodzinny konflikt. Prosi Cihana, by wrócił do domu i nie żądał od Mukadder przeprosin, jednak on pozostaje nieugięty. Ostatecznie Hancer przekonuje go do powrotu, gdy stan Mukadder ponownie się pogarsza. Cihan odwiedza matkę, jasno stawiając granice i podkreślając, że Hancer jest jego żoną. W rezydencji dochodzi do ostrej konfrontacji z Nusretem, który obraża Hancer i podważa sens ich małżeństwa. Cihan stanowczo staje w jej obronie. Hancer słyszy część rozmowy i zmaga się z bólem związanym z umową małżeńską, ale jednocześnie uświadamia sobie, że Cihan bez wahania jest po jej stronie.

  • Panna młoda odc. 92: Hancer znajduje sekretną wiadomość! Ktoś chce ją ostrzec!

    Mukadder odkrywa, że ciąża Beyzy jest bardziej zaawansowana, niż wszyscy sądzili. Kobieta reaguje entuzjazmem i nadzieją na narodziny wnuka, jednak Beyza pozostaje chłodna i stawia ultimatum: daje Cihanowi ostatni dzień na wzięcie odpowiedzialności za dziecko, w przeciwnym razie odejdzie do ojca. Jednocześnie żąda od Mukadder, by zmusiła Cihana do rozstania z Hancer. Hancer dzieli się lękiem o Beyzę i ostro ocenia jej męża. Aysu niespodziewanie go broni, sugerując, że jego decyzje wynikają ze strachu, nie braku uczuć. Cihan wraca do sypialni Hancer, okazuje czułość, ale skrywa własne motywy. Po wiadomości od Beyzy opuszcza żonę i spotyka się z nią. Beyza wręcza mu buciki jako symbol ich nienarodzonego syna i przerzuca na niego ciężar odpowiedzialności. Rano Hancer znajduje tajemniczą wiadomość: „Nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Podejrzewa Aysu, lecz ta zaprzecza, jednocześnie sugerując, że Hancer nie zna prawdy o sytuacji.

  • Panna młoda odc. 181: Hancer nową prezeską fundacji! Beyza jest zdruzgotana!

    Hancer zmienia decyzję i niespodziewanie zgłasza swoją kandydaturę na prezeskę fundacji „Jedno Życie”, czym wprawia w osłupienie Beyzę, Cihana i całą rodzinę Develioglu. Głosowanie szybko zamienia się w prawdziwą wojnę o wpływy. Gdy wydaje się, że Beyza jest o krok od zwycięstwa, Engin ujawnia wolę Yasemin, a do sali konferencyjnej wkracza Melih jako nowy akcjonariusz firmy. Jego głos całkowicie zmienia układ sił. Ostateczny cios zadaje jednak sam Cihan, który ku szokowi wszystkich zmienia decyzję i oddaje głos na Hancer. Upokorzona Beyza nie zamierza jednak pogodzić się z porażką. Wściekła rusza do pokoju Sinem, obwiniając ją za swoją klęskę i grożąc odebraniem jej córki. Tym razem Sinem nie zamierza milczeć i po raz pierwszy otwarcie stawia się Beyzie, ujawniając, że od dawna zna jej sekrety i manipulacje.

  • Panna młoda odc. 50: Podpalony lont! Nusret wrzuca bombę w ręce Cihana!

    Beyza podsłuchuje, jak wierzyciel Cemila grozi Hancer pod starym domem i informuje o tym Mukadder. Obie postanawiają wykorzystać nagranie z kamer, by skompromitować „pannę młodą”. Tymczasem Hancer błaga Deryę o pomoc, lecz ta znów sugeruje rozwód i pięć milionów odszkodowania. Mukadder i Beyza wciągają w intrygę Nusreta, który przekazuje Cihanowi pendrive z nagraniem. Cihan ogląda scenę z obcym mężczyzną i zaczyna wątpić w żonę. Pod presją długów Hancer zmienia decyzję i prosi o honorarium, czym jeszcze bardziej pogłębia jego rozczarowanie.