Panna młoda odc. 218: Beyza zabiera dziecko i znika! Cihan rozpaczliwie szuka syna!

Cihan marszczy brwi i patrzy wściekle na wujka.

„Panna młoda” Odc. 218 — streszczenie

Cihan siedział na łóżku w pokoju dziecięcym, oparty o wysokie, ozdobne wezgłowie, i trzymał syna w ramionach. Wnętrze było ciepłe i jasne, niemal bajkowe: na ścianach widniały malowane zwierzęta, słońce i pastelowe chmury, obok łóżka stała biała kołyska z delikatnym baldachimem, a błękitna narzuta kontrastowała ze złotymi zdobieniami ciężkich mebli. Wszystko wokół miało dawać dziecku spokój, ale twarz Cihana zdradzała napięcie, którego nie potrafił ukryć.

Wpatrywał się w spokojną buzię niemowlęcia, gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, a potem miarowy stukot obcasów. Uniósł wzrok. Do pokoju weszła Beyza. Szła pewnie, z chłodnym spokojem, jak kobieta, która odzyskała kontrolę i nie zamierzała już oddać jej nikomu.

Zatrzymała się przy łóżku.

– Możesz dać mi mojego syna? Muszę go nakarmić.

– Cihan Gurur śpi – odparł Cihan cicho.

– Mimo to mi go daj. Chcę zaspokoić tęsknotę za nim.

Ostrożnie wzięła dziecko z jego ramion. Przytuliła je do siebie, musnęła pocałunkiem jego twarz i usiadła na ławce stojącej przy łóżku.

Cihan przez dłuższą chwilę obserwował ją w milczeniu, jakby próbował odnaleźć właściwe słowa.

– Możemy porozmawiać?

Beyza nawet na niego nie spojrzała.

– Ty już powiedziałeś swoje. Teraz moja kolej.

– Dobrze – zgodził się po chwili. – Słucham cię.

– Nie zrobię tego dzisiaj. Zrobię to wtedy, gdy nadejdzie właściwy czas.

Cihan przełknął ślinę. Musiał wypowiedzieć słowa, które z trudem przechodziły mu przez gardło.

– Dobrze. Przepraszam cię. Cokolwiek powiesz, będziesz miała rację. Rozwiążmy to dla dobra naszego syna.

Beyza uśmiechnęła się blado, ale w tym uśmiechu nie było ani ciepła, ani pojednania.

– Nie będę rozmawiać z tobą. Porozmawiam z Cihanem Gururem. Opowiem mu, przez co przeszłam, wychowując go.

Wciąż trzymając dziecko, podeszła do komody. Wysunęła jedną z szuflad i sięgnęła do środka. Po chwili uniosła kajdanki — te same, którymi Cihan przykuł ją do rury w kotłowni.

– Pokażę mu je – powiedziała lodowato. – Opowiem mu, jak rozdzieliłeś go z matką. Jak zamknąłeś mnie w kotłowni jak dzikie zwierzę. Powiem mu, jak płakał i cierpiał, kiedy zamiast mnie zajmowały się nim służące. Wszystko mu opowiem.

Cihan spojrzał na nią z gniewem. Twarz stężała mu w jednej chwili.

– Beyza… – syknął przez zaciśnięte zęby.

– Nic nie mów, Cihanie. Kiedy nadejdzie czas, będziesz tłumaczył się przed własnym synem. A teraz wyjdź z pokoju.

Cihan zacisnął szczękę, odwrócił się i wyszedł. Był spięty, zdenerwowany i bezsilny. Gdy drzwi zamknęły się za nim, Beyza odłożyła dziecko do kołyski, a sama usiadła na skraju łóżka.

Sięgnęła po leżący obok dokument i przez chwilę przyglądała mu się z satysfakcją.

– Twoja babcia myśli, że jest najmądrzejszą osobą na świecie – powiedziała cicho do śpiącego chłopca. – Chciała zrzucić całą winę na mnie i mojego ojca. Przejęła kontrolę i teraz zachowuje się tak, jakby wszystko należało do niej. Ale nie ma pojęcia, co naprawdę się dzieje.

Przesunęła palcami po kartce, a jej uśmiech stał się coraz pewniejszy.

– Wreszcie do czegoś mi się przydała. Jesteś prawdziwym szczęściarzem. Wychowa cię najsilniejsza i najmądrzejsza kobieta w tej rodzinie. Od tej chwili to ja przejmę kontrolę.

Odetchnęła głęboko i spojrzała w stronę kołyski z przebiegłym błyskiem w oczach.

Gra właśnie się zaczęła.

***

Następnego dnia Hancer nie zapukała. Otworzyła drzwi gabinetu Cihana i weszła do środka zdecydowanym krokiem. Nowoczesne, przestronne biuro było urządzone chłodno i minimalistycznie: za masywnym biurkiem ciągnęła się ściana białych szaf, na blacie leżały uporządkowane dokumenty, katalogi i próbki materiałów, a w głębi pomieszczenia, przy dużych oknach, stały rozwinięte role dywanów i tkanin. Cihan siedział przy laptopie, pochylony nad pracą, jakby sama jej obecność była dla niego czymś niepożądanym.

Hancer zatrzymała się przy biurku. Nie mogła dłużej odkładać tej rozmowy.

– Wiesz, że nie chcę cię widzieć w swoim biurze – powiedział szorstko Cihan, nawet na nią nie patrząc.

– Musimy porozmawiać – odparła, nie cofając się ani o krok.

– Nie mamy o czym.

– Nie jestem meblem, który możesz przestawiać, przywłaszczać sobie i wyrzucać, kiedy tylko ci się podoba.

– Dość, Hancer! – Cihan zerwał się z miejsca i stanął naprzeciwko niej. – Wtrąciłaś się w moją relację z synem! Czego jeszcze chcesz?!

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Naprawdę myślisz, że zrobiłam to celowo?

– A dlaczego nie? – wyrzucił z siebie z narastającą złością. – To była najlepsza okazja do zemsty. Uderzyłaś mnie w najczulsze miejsce. Zmusiłaś mnie, żebym przeżył swój największy strach. Przez ciebie zacząłem przypominać własnego ojca. O mało nie odtrąciłem syna z powodu kobiety.

Hancer zamarła. W jej oczach pojawiły się łzy, ale Cihan nie zamierzał przestać.

– Sprawiłaś, że uwierzyłem w to kłamstwo. Przekonałaś mnie. Szeptałaś mi do ucha tysiąc podejrzeń, tak jak kochanka mojego ojca szeptała jemu. Wiesz, przez chwilę naprawdę myślałem, że możemy zacząć od nowa. Zapomniałem nawet o dziecku, które nosisz pod sercem. Uwierzyłem ci. Chciałem pójść za tobą, tak jak mój ojciec poszedł za tamtą kobietą. Wymazałbym syna ze swojego życia. Pobiegłbym za fałszywą nadzieją, którą mi dałaś.

– Nie oszukałam cię… – wyszeptała Hancer.

Cihan spojrzał na nią z pogardą.

– Nie próbuj. Już nie wierzę ani twoim oczom, ani twoim słowom. Rób, co chcesz. Wymazałem cię ze swojego życia. Mój ojciec dał się zwieść diabłu, ale ja nie powtórzę jego błędu. Wybrałem rodzinę. Usunąłem cię z mojego świata. To koniec.

W tej samej chwili zadzwonił jego telefon. Cihan sięgnął po komórkę leżącą na biurku i odebrał połączenie wideo. Na ekranie pojawiła się Beyza.

Mężczyzna spojrzał zimno na Hancer.

– Nie ze mną powinnaś rozmawiać. Przeproś Beyzę i mojego syna.

Chciał tymi słowami pokazać żonie, że wybrał ją i dziecko. Beyza jednak pozostała chłodna. Miała własny plan i właśnie zaczynała go realizować.

– Chciałam ci tylko szybko coś powiedzieć – oznajmiła.

Dopiero wtedy Cihan uważniej przyjrzał się ekranowi. Beyza była na zewnątrz, przed budynkiem. W świetle dnia widać było jej twarz, a po chwili również wózek stojący tuż obok.

– Gdzie jesteś, Beyzo? – zapytał natychmiast.

– To nie twoja sprawa.

– Jeśli mój syn jest z tobą, to jest moja sprawa.

– Podpisaliśmy porozumienie, Cihanie – przypomniała mu spokojnie. – Jeśli wyniki pokażą, że jestem matką, rozwiedziemy się, a ty nigdy więcej nie zobaczysz swojego syna. Zgodziłeś się na to. Zaryzykowałeś własnym dzieckiem i przegrałeś.

Cihan zesztywniał.

– Beyza…

– To ostatni raz, kiedy go widzisz – przerwała mu i przechyliła kamerę na wózek. – Pożegnaj się z tatą, Cihanie Gururze.

– Beyzo, nie rób głupstw! – krzyknął.

Nie zdążył powiedzieć nic więcej. Połączenie zostało przerwane. Cihan natychmiast oddzwonił, ale telefon był już wyłączony.

Przez ułamek sekundy stał bez ruchu, z komórką w dłoni. Potem posłał Hancer wściekłe spojrzenie, jakby całą winę za to, co się wydarzyło, przypisywał właśnie jej. Bez słowa wybiegł z gabinetu.

Chwilę później do środka weszła Sila. Stała wcześniej pod drzwiami i słyszała niemal całą rozmowę. Podeszła szybko do Hancer, która była blada jak ściana.

– Co się stało? – zapytała z niepokojem. – Dobrze się czujesz?

Hancer zachwiała się lekko. Sila złapała ją za ramię i pomogła jej utrzymać równowagę.

– Co się stało? – powtórzyła. – Cihan wyszedł stąd jak w furii.

Hancer spojrzała na nią z bólem i głębokim poczuciem winy.

– Poszedł szukać Beyzy – powiedziała cicho. – Wyszła z domu i zabrała ze sobą dziecko.

***

W mieszkaniu Nusreta rozległ się dzwonek do drzwi.

– Kto znowu? – syknął pod nosem i niechętnie ruszył do przedpokoju.

Gdy otworzył, zobaczył Beyzę stojącą na progu. Miała na sobie czarny skórzany płaszcz, a dłonią trzymała uchwyt fotelika z dzieckiem. Obok niej stała walizka na kółkach. Na jej twarzy malował się spokojny, niemal triumfalny uśmiech.

– Przyszliśmy z wizytą, dziadku – oznajmiła radośnie i bez zaproszenia przekroczyła próg.

Nusret zmarszczył brwi.

– Jaki dziadku? Nie działaj mi na nerwy z samego rana.

– Weź walizkę, proszę.

Mężczyzna spojrzał na nią podejrzliwie, ale po chwili sięgnął po bagaż stojący na klatce. Oboje przeszli do salonu.

Mieszkanie Nusreta było przestronne i urządzone z wyraźnym przepychem, choć daleko mu było do rezydencji Develioglu. Jasne, pikowane kanapy otaczały niski stolik, a za nimi rozciągała się otwarta kuchnia z czarnymi, błyszczącymi szafkami i ciemnym, marmurowym blatem. Przy ścianie stał telewizor, obok którego Beyza ustawiła walizkę. Fotelik z dzieckiem położyła najpierw między sobą a ojcem, jakby celowo chciała, by nie mógł go zignorować.

Nusret zerknął na niemowlę z niechęcią.

– Zabierz mi go z oczu.

– Dlaczego od razu się denerwujesz? – zapytała Beyza, przenosząc fotelik na drugą kanapę. – Ten mały człowiek uratuje nam życie.

Zdjęła płaszcz i usiadła naprzeciw ojca. Nusret przyglądał jej się uważnie. Doskonale znał ten wyraz twarzy. Beyza znów coś planowała.

– Córko, nie przyszłaś tu ze zwykłą wizytą – stwierdził. – Zabrałaś dziecko i walizkę. Co kombinujesz?

– Powiedzmy, że się bronię.

– Mam już dość twoich nieroztropnych posunięć. Przez twoją lekkomyślność zostaliśmy bez akcji i bez rezydencji.

Beyza uśmiechnęła się chłodno.

– Człowiek, który nie ma nic do stracenia, staje się jeszcze bardziej niebezpieczny.

– Powiedz wprost, co zamierzasz.

– Chcę nas uratować. Odzyskać naszą siłę. Ty chciałeś mnie zostawić i uciec, żeby ratować własną skórę.

– Wiesz, jaka była sytuacja.

– Dobrze, nieważne. Teraz nie czas na rozliczenia. Musisz mi pomóc, tato.

Nusret pochylił się lekko do przodu.

– Słuchaj, ledwo uszliśmy z tego cało. Nie pakuj nas w kolejne kłopoty.

– Nie martw się. Tym razem nic nam się nie stanie. Ale ci, którzy doprowadzili nas do takiego stanu, zapłacą. Mam w rękach tak mocnego asa, że…

– O jakim asie mówisz? – przerwał jej niecierpliwie. – Twoja ciotka nas uratowała, ale zabrała wszystko, co mieliśmy. Nic nam nie zostało. Poza tym bachorem.

– Mam coś znacznie potężniejszego niż pieniądze.

Beyza sięgnęła do torebki i wyjęła złożoną kartkę. Rozprostowała ją powoli, z satysfakcją, jakby trzymała w dłoniach broń wymierzoną prosto w Cihana.

– To umowa, którą Cihan ze mną zawarł. Był tak pewny siebie, że nawet nie przewidział, że możemy wykorzystać ją przeciwko niemu. Własnoręcznie podpisał na siebie wyrok.

Nusret spojrzał na dokument z rosnącym zainteresowaniem.

– Co dokładnie chcesz zrobić?

– Cihan zrozumie, że żadne bogactwo nie pomoże mu odzyskać dziecka. Jego życie wypełni się cierpieniem. Ból po stracie syna całkowicie go pochłonie. Ale najpierw musisz mnie ukryć. Innymi słowy: Cihan nie może mnie znaleźć. Przynajmniej do chwili, gdy osiągniemy cel.

Nusret aż parsknął z niedowierzaniem.

– Córko, oszalałaś? To mieszkanie jest pierwszym miejscem, w którym Cihan będzie cię szukał. Pewnie już jest w drodze. Zaraz zapuka do tych drzwi.

Beyza nachyliła się ku niemu i spojrzała mu prosto w oczy.

– Tato, proszę, zaufaj mi. Tym razem wygram. A ta bezwstydnica i Cihan zapłacą za wszystko, co nam zrobili.

Nusret milczał. Nadal nie był przekonany, ale nie zaprotestował. A w jego przypadku milczenie brzmiało niemal jak zgoda.

***

W domu Yoncy rozległ się dzwonek do drzwi. Kobieta podeszła do wejścia i uchyliła je ostrożnie. Gdy zobaczyła Beyzę stojącą na progu z dzieckiem na rękach i walizką u boku, zamarła z niedowierzania.

Przed domem panowała cisza. Wąski, zadaszony ganek wyglądał skromnie i surowo — żółtawe ściany, okratowane okna, stary drewniany dach i niewielkie podwórko odgrodzone białym płotkiem podkreślały, jak daleko temu miejscu było do rezydencji Develioglu. Beyza, ubrana w czarny skórzany płaszcz, zupełnie nie pasowała do tej przestrzeni. Stała pewna siebie, z małą torbą na ramieniu i złotą walizką przy nodze.

– Beyza? – zapytała Yonca, nie kryjąc zdumienia. – Co ty tu robisz? Jak mnie znalazłaś?

– Nieważne. Zejdź mi z drogi – odparła Beyza i od razu próbowała wejść do środka.

Yonca zastąpiła jej przejście.

– Posłuchaj, jeśli to znowu jakaś gra…

– Czy nie płakałaś za swoim synem? – przerwała jej Beyza chłodno. – Nie tęskniłaś za nim? Przyprowadziłam ci go. Proszę bardzo.

Yonca spojrzała na zawinięte w kocyk dziecko. Jej twarz natychmiast złagodniała, ale niepokój nie zniknął z oczu.

– Dobrze… ale po co ta walizka? Co się dzieje?

Beyza uniosła brodę.

– Nie jestem gościem. Przyszłam się wprowadzić. I nie patrz tak na mnie. Weź dziecko.

Podała jej Cihana Gurura, jakby przekazywała zwykły pakunek, a nie niemowlę, o które jeszcze niedawno wszyscy toczyli bezlitosną walkę.

– Zmień mu pieluchę, bo strasznie śmierdzi.

Yonca przyjęła synka w ramiona. Przytuliła go mocno, niemal zachłannie, jakby bała się, że za chwilę ktoś znów jej go odbierze. Dopiero po chwili odsunęła się od drzwi i wpuściła Beyzę do środka.

***

Cihan wpadł do mieszkania wujka jak burza. Odepchnął Nusreta, który stanął mu na drodze, i bez słowa ruszył na górę.

– Beyza! Beyza! – wołał, przeszukując kolejne pomieszczenia.

Odpowiadała mu jednak tylko cisza. W domu nie było ani Beyzy, ani dziecka. Po chwili Cihan zbiegł z powrotem na dół. Na jego twarzy malowały się gniew, strach i coraz większa desperacja.

– Co ty wyprawiasz? – zapytał Nusret, udając spokój. – Beyzy tu nie ma. Sam wszystko sprawdziłeś.

Cihan zatrzymał się przed nim gwałtownie.

– Gdzie ona jest? Gdzie ich ukryłeś?

– Nikogo nie ukrywam. Widziałeś na własne oczy.

– Nie graj ze mną, wujku. – Cihan zrobił krok w jego stronę. – Twoja córka niczego nie zrobiłaby bez wcześniejszej konsultacji z tobą. Wiem, że wiesz, gdzie są. Powiedz jej, żeby wróciła i przyprowadziła mojego syna. W przeciwnym razie rozpęta się chaos.

Nusret spojrzał na niego chłodno, jakby tylko czekał na ten moment.

– Zaufałeś obcym ludziom, a mnie i moją córkę wysłałeś do więzienia. Oddzieliłeś ją od dziecka, mimo jej łez. Powinieneś był wtedy pomyśleć, że pewnego dnia role mogą się odwrócić. Nie potrafiłeś być mężem i nie potrafiłeś być ojcem.

Twarz Cihana stężała.

– Kto dał ci prawo oceniać, jakim jestem ojcem?! – warknął. – Powiedz, gdzie jest mój syn!

– Skoro twój syn był dla ciebie taki ważny, nie powinieneś był podpisywać tej umowy – odparł Nusret z lodowatym spokojem. – Wtedy trzeba było o nim myśleć. Ale nawet przez chwilę nie przyszło ci do głowy, że możesz się mylić. Teraz będzie pan musiał ponieść konsekwencje własnych decyzji, panie Cihanie. Beyza nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Od tej chwili swoje problemy będziecie rozwiązywać przed sądem.

Cihan zacisnął szczękę. Nie odpowiedział. Przez moment patrzył na Nusreta tak, jakby z trudem powstrzymywał się przed wybuchem, po czym odwrócił się gwałtownie i opuścił mieszkanie.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za nim, Nusret uśmiechnął się z satysfakcją.

– Brawo, Beyzo – mruknął pod nosem. – Cihan wpadł prosto w twoją pułapkę.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 161.Bölüm i Gelin 162.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy