Panna młoda odc. 238: Melih zniknął, ale nie na morzu! Cihan bliski odkrycia prawdy!

Cihan patrzy przed siebie w skupieniu.

„Panna młoda” Odc. 238 — streszczenie

Jadąc przez miasto, Cihan nagle zwolnił. W ostrym, zimowym świetle dostrzegł mężczyznę idącego poboczem. Wystarczyło jedno spojrzenie, by całe jego ciało zesztywniało. Sylwetka, krok, ciemna kurtka — wszystko do złudzenia przypominało Meliha.

Cihan zacisnął dłonie na kierownicy. Przez chwilę śledził nieznajomego wzrokiem, trzymając się go blisko. Im dłużej patrzył, tym bardziej narastał w nim niepokój. To nie mogło być przypadkowe podobieństwo.

Zatrzymał samochód przy krawężniku i wysiadł. Ruszył za mężczyzną szybkim, zdecydowanym krokiem, nie spuszczając go z oczu. Tamten jednak skręcił między domy i zniknął w wąskich uliczkach dzielnicy. Cihan przyspieszył, przeszedł przez brukowany dziedziniec, minął budynki i resztki zalegającego przy murach śniegu, ale po mężczyźnie nie było już śladu.

Zatrzymał się, rozejrzał uważnie i dopiero po chwili wrócił do samochodu. Podejrzenia nie dawały mu spokoju. Jeśli Melih naprawdę był na morzu, jak twierdziła Hancer, dlaczego widział kogoś tak bardzo do niego podobnego właśnie tutaj?

Usiadł za kierownicą, wyciągnął telefon i nawiązał połączenie. W jego głosie nie było już wahania.

— Mam dla ciebie zadanie — powiedział poważnie. — Jest jeden człowiek do sprawdzenia. Dowiesz się, na jaki statek się zaciągnął i gdzie obecnie przebywa. Sprawdź wszystko. Każdy szczegół. Jak tylko czegoś się dowiesz, natychmiast daj mi znać.

Rozłączył się, jeszcze raz spojrzał na pustą ulicę, po czym uruchomił silnik i odjechał.

***

Tymczasem Melih spotkał się z Hancer w parku nad morzem. Wokół ławki wciąż leżały resztki topniejącego śniegu, a nagie gałęzie drzew kołysały się lekko na chłodnym wietrze. Mężczyzna przyszedł w czarnej czapce z daszkiem, granatowej kurtce i ciemnych spodniach. Pod rozpiętą kurtką miał kraciastą koszulę i czarny T-shirt. Zarośnięta twarz, poważne spojrzenie i napięta postawa zdradzały, że od samego początku był niespokojny.

Usiedli na ławce. Hancer, ubrana w jasny płaszcz i kremowe spodnie, trzymała dłonie splecione na kolanach. Jej spokojna twarz nie pasowała do ciężaru rozmowy, którą przyszła przeprowadzić.

Melih rozejrzał się jeszcze dla pewności, jakby chciał upewnić się, że nikt ich nie obserwuje. Dopiero potem pochylił się lekko w jej stronę.

— Przestraszyłem się, kiedy powiedziałaś, że musimy się spotkać — powiedział cicho. — Wszystko w porządku? Mam nadzieję, że radzisz sobie sama.

— Nie martw się. Ja i dziecko mamy się bardzo dobrze. A ty? Znalazłeś już dom?

Melih spuścił wzrok, po czym westchnął.

— Sinem i ja rozmawialiśmy o tym. Postanowiliśmy, że poczekamy, aż dziecko…

— Melihu, nie kończ — przerwała mu Hancer stanowczo.

Spojrzał na nią zaskoczony.

— Ale posłuchaj mnie. To będzie najlepsze dla wszystkich.

— Właśnie dlatego poprosiłam cię o spotkanie. Wiedziałam, że powiesz coś takiego. A ja nie mogę się zgodzić na kolejne poświęcenie z waszej strony. Nie chcę, żeby Sinem była nazywana kobietą, która uciekła z żonatym mężczyzną.

— Hancer, przecież nie może tak być. Nie będę spokojny, dopóki nie uznam tego dziecka. Czy nie odszedłem z domu właśnie pod takim warunkiem?

— Sinem już dość wycierpiała. Ty tak samo, Melihu. Nie możecie przegapić szansy na szczęście tylko dlatego, że próbujecie mnie chronić. Zrobiliście dla mnie tak wiele, że więcej naprawdę nie trzeba.

Melih zacisnął usta. W jego oczach pojawił się ból, ale Hancer nie pozwoliła mu dojść do słowa.

— Skoro podjąłeś decyzję, że chcesz założyć rodzinę, idź i uwolnij Sinem z tego więzienia.

— Hancer, proszę…

— Nie stawiaj oporu — powiedziała łagodniej, ale z jeszcze większą stanowczością. — Każdego dnia, kiedy nie jesteś z Sinem, czuję się tak, jakbym kradła ci szczęście. Nie rób mi tego, Melihu. Nie każ mi żyć z takim ciężarem.

***

Cemil wrócił do domu w wyjątkowo dobrym humorze. Już od progu zobaczył Deryę siedzącą przy stole w skromnym, jasnoniebieskim pokoju. Na tle prostych mebli, szarej kanapy i koronkowych firanek wyglądała niemal odświętnie. Miała nienagannie ułożone, rude włosy, delikatny makijaż i dłonie z długimi paznokciami pomalowanymi intensywnie czerwonym lakierem. Nawet jej wzorzysty, panterkowy sweter sprawiał wrażenie starannie dobranego do całej tej przemiany.

— Deryo, wyglądasz pięknie — powiedział Cemil z zachwytem. — Wybierasz się gdzieś? Na jakieś wesele?

— Nie. Odwiedziłam salon Yoncy. Pomyślałam, że skoro już tam jestem, zadbam trochę o siebie.

— Dobrze zrobiłaś… — odparł, udając tylko zwykłe zaciekawienie. — Czy Beyza naprawdę tam pracuje?

Twarz Deryi natychmiast rozjaśniła się satysfakcją.

— Tak, jest tam. Wyobraź sobie, że ta arogancka kobieta pomalowała mi paznokcie. — Uniosła dłonie i z dumą zaprezentowała lśniącą czerwień lakieru. — Mieszkała w ogromnej willi, a teraz pracuje jako pomocnica w salonie fryzjerskim. Tylko jedno mnie zastanawia: co wydarzyło się w rezydencji, że tak nisko upadła? Muszę się tego dowiedzieć. Hancer na pewno wszystko wie.

Cemil momentalnie zesztywniał. Nagle podniósł się z miejsca i rozłożył ręce.

— Skąd miałbym wiedzieć? Co ja mam z tym wspólnego, Deryo? Pierwszy raz słyszę o tym od ciebie…

Spojrzała na niego z irytacją.

— Przecież nie mówię o tobie. Mówię o Hancer. Hancer! Ona wie o wszystkim. Zadzwoń do niej i wypytaj.

— Nie, Hancer mi nic nie powie… — odparł zakłopotany. — Poza tym co nas to obchodzi? Każdy żyje własnym życiem.

Derya prychnęła z pogardą.

— Właśnie dlatego jesteśmy w tym miejscu. Bo ty zawsze powtarzasz, żebym się nie wtrącała. A ja ci coś powiem: chaos stwarza możliwości. Tylko ty tego nie rozumiesz. Zero wizji, zero nadziei.

— O czym ty mówisz, Deryo? Chaos, możliwości… Nic z tego nie rozumiem.

— Nie przejmuj się, Cemilu. Nie obciążaj sobie głowy. Dalej, idź.

— Dokąd? — zapytał, robiąc wielkie oczy.

— Do Hancer. Zmusisz ją do mówienia i dowiesz się, co się stało.

— Nie ma mowy. Nie zrobię tego.

— Zrobisz!

Derya chwyciła go za rozpinany sweter i lekko szarpnęła. Czarna dzianina rozchyliła się, odsłaniając kraciastą koszulę. Na materiale widniała wyraźna, brunatnawa plama po farbie.

Jej spojrzenie natychmiast się wyostrzyło.

— Co to jest? — zapytała podejrzliwie. — Dlaczego tak pobladłeś? Co się stało z tą koszulą?

Cemil spuścił wzrok na plamę, a potem roześmiał się nerwowo.

— Boże… A jak ma wyglądać koszula malarza? Malowałem, więc farba chlapnęła mi na ubranie. Wielkie rzeczy.

— Kto maluje ściany takim kolorem? — zapytała ze zniesmaczeniem.

— Deryo, piękno leży w oczach patrzącego. Są ludzie, którzy kochają ten kolor. Inwestorzy byli zachwyceni. Dali mi nawet więcej pieniędzy, niż się umawialiśmy.

Sięgnął do kieszeni i wyciągnął plik banknotów. Na ich widok oczy Deryi natychmiast zabłysły. Jeszcze przed chwilą patrzyła na niego podejrzliwie, teraz jednak jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.

— Jestem pewna, że ściany wyglądają wspaniale — oznajmiła słodko. — Masz rację, to fantastyczny kolor.

Bez wahania zabrała mu wszystkie banknoty, po czym łaskawie wysunęła jeden w jego stronę.

— To twoje kieszonkowe.

Zadowolona odeszła do swojego pokoju, poprawiając przy tym idealnie ułożone włosy. Cemil został sam na środku salonu. Spojrzał za nią, pokręcił głową i mruknął pod nosem:

— Siła pieniędzy… Nawet Derya przestała zadawać pytania.

Cemil pokazuje Deryi zarobione pieniądze.

***

Hancer zapukała lekko i weszła do gabinetu Cihana. Przestronne, nowoczesne wnętrze było pełne chłodnego porządku: szerokie biurko, czarne skórzane fotele, równo ułożone dokumenty i dekoracyjne przedmioty ustawione w głębokiej wnęce za plecami mężczyzny. Cihan siedział za biurkiem w szarym garniturze i jasnoniebieskiej koszuli. Spojrzał na Hancer, która stanęła po drugiej stronie stołu z teczką w dłoniach. Miała na sobie jasny, elegancki żakiet i luźne, kremowe spodnie. W tej delikatnej stylizacji wyglądała spokojnie, niemal promiennie, choć w jej oczach wciąż kryło się zmęczenie.

— Jesteś wolny? — zapytała.

— Tak — odparł. — Co się stało?

— Sporządziłam miesięczne zestawienie budżetu fundacji. Możemy spojrzeć na nie razem?

— Oczywiście.

Hancer położyła teczkę z dokumentami przed Cihanem i usiadła naprzeciwko niego. Mężczyzna otworzył ją, przejrzał pierwsze strony i po chwili podniósł wzrok.

— Myślę, że nie musimy tego szczegółowo sprawdzać. Spisałaś się bardzo dobrze.

Na twarzy Hancer pojawił się ciepły, powściągliwy uśmiech.

— Miło to słyszeć od ciebie. Dziękuję. — Zawahała się na moment. — A jak czuje się Cihan Gurur? Martwiłam się o niego.

Cihan spojrzał na nią uważniej.

Chciałbym, żeby wszystko było inne — pomyślał. — Żebyś to ty była matką mojego syna.

— Czuje się dobrze — odpowiedział spokojnie. — Kiedy wróciliśmy do domu, był już spokojny. Wczorajszej nocy udało nam się przetrwać kryzys dzięki tobie. Dziękuję.

— Nie ma za co. Nic takiego nie zrobiłam.

W tej samej chwili zadzwonił telefon Cihana. Mężczyzna zerknął na ekran i odebrał.

— Słucham.

— Pytałem o tego człowieka, ale nie ma po nim śladu — poinformował męski głos po drugiej stronie.

Cihan zmrużył oczy.

— To znaczy?

— To znaczy, że nie wszedł na pokład żadnego statku.

Twarz Cihana stężała. Powoli przeniósł spojrzenie na Hancer, która siedziała przed nim nieświadoma znaczenia tej rozmowy.

Ten łajdak zostawił cię w ciąży — pomyślał z narastającą złością. — Wiedziałem, że to zrobi. Ostrzegałem cię, ale mnie nie słuchałaś. Jak mogłaś mnie z nim zdradzić? Jak mam ci to teraz powiedzieć? I czy w ogóle powinienem?

— Dobrze — powiedział chłodno do słuchawki. — Jeśli będę potrzebował czegoś jeszcze, zadzwonię.

Rozłączył się. Hancer od razu zauważyła zmianę w jego twarzy.

— Co się stało? — zapytała z lekkim niepokojem. — Jakieś złe wieści?

— Nie złe — odparł po chwili. — Raczej nieprzyjemne. Ale takie, których można się było spodziewać. Starałem się ostrzec pewną osobę, ale nie zdołałem zmienić jej sposobu myślenia. Kiedy człowiek jest zakochany, nie widzi niczego poza własnym uczuciem.

— Przykro mi z powodu tej osoby. Kimkolwiek jest. Ale jeśli to był jej wybór, poniesie konsekwencje.

— Gdyby szkodziła tylko sobie, może byłoby łatwiej — powiedział Cihan. — Niestety cierpią też ludzie wokół niej. Nieważne. Tak jak powiedziałaś, sama się przekona.

Hancer przez chwilę patrzyła na niego z niepokojem, ale nie dopytywała. Wstała, zabrała dokumenty i przycisnęła teczkę do siebie.

— Pójdę już, żeby nie przeszkadzać ci w pracy. Miłego dnia.

— Miłego dnia.

Hancer wyszła z gabinetu, a Cihan długo wpatrywał się w zamknięte drzwi. Dopiero po chwili odchylił się lekko w fotelu i zacisnął szczękę.

— Więc wcale nie wypłynąłeś, panie Melihu — powiedział cicho, niebezpiecznie mrużąc oczy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 176.Bölüm i Gelin 177.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy