„Panna młoda” Odc. 159 – streszczenie


***
Hancer stanęła przed drzwiami domu, w którym jeszcze niedawno sprzątała i gotowała. Przez krótką chwilę patrzyła nieruchomo na znajome wejście, jakby próbowała upewnić się, że naprawdę tu wróciła. Serce biło jej niespokojnie.
Powoli uniosła rękę, by zapukać, lecz zanim zdążyła dotknąć drewna, drzwi otworzyły się od środka.
W progu stał Cihan.
— Witaj — powiedział spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. — Wejdź.
Hancer zawahała się, ale w końcu niepewnie przekroczyła próg. W domu panowała cisza, a zapach świeżych róż i zapalonych świec unosił się w powietrzu.
— Nie mogę uwierzyć, że znowu tu jestem… — wyszeptała bardziej do siebie niż do niego. Potem spojrzała chłodno na Cihana. — Powiedz, po co mnie wezwałeś. Nie mam dużo czasu.
— Nie będziemy rozmawiać przy drzwiach — odpowiedział łagodnie. — Chodź ze mną.
Zaprowadził ją do salonu.
Hancer zatrzymała się gwałtownie, gdy zobaczyła nakryty stół. Biały obrus zdobiły czerwone płatki róż ułożone w kształt splecionych serc. Pośrodku stał wazon z czerwonymi różami, a obok płonęły wysokie świece. Wszystko wyglądało tak, jakby przygotowano romantyczną kolację dla zakochanej pary.
Przez moment nie potrafiła wydobyć z siebie słowa.
Cihan odwrócił się ku niej i stanął bardzo blisko. W jego oczach była radość, której nie próbował ukrywać.
— Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie — powiedział cicho.
Uniósł dłonie, chcąc objąć jej ramiona, lecz Hancer natychmiast cofnęła się o krok.
— Co ty robisz?
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
— Hancer… nie bądź taka uparta. Usiądźmy spokojnie i porozmawiajmy.
Wyprostowała się jeszcze bardziej, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierza podporządkować się jego prośbom.
Cihan pochylił się lekko ku niej i powiedział niemal szeptem:
— Wiem, że jesteś w ciąży.
Hancer zesztywniała.
— Dlaczego ukryłaś przede mną tak piękną wiadomość? — zapytał z niedowierzaniem.
Opuściła wzrok. Wiedziała, że wcześniej czy później dowie się prawdy, ale teraz, gdy słowa naprawdę padły, czuła się kompletnie bezbronna.
Cihan delikatnie objął jej ramiona.
— Przywróciłaś do życia wszystko, co uważałem za stracone — mówił z przejęciem. — Myślałem, że już nigdy nie dostanę od losu drugiej szansy… a jednak nam ją dał.
Ujął jej podbródek i zmusił, by spojrzała mu w oczy.
— Możesz się na mnie złościć. Możesz mnie odpychać, krzyczeć na mnie, nawet mnie nienawidzić. Zniosę wszystko. Proszę cię tylko o trochę czasu. Pozwól mi wszystko uporządkować.
Wziął jej dłonie w swoje.
— Przetrwamy tę burzę. Zobaczysz… jeszcze będziemy szczęśliwi. Ty, ja i nasze dziecko.
Nagle Hancer gwałtownie wyrwała ręce z jego uścisku.
— Nic do ciebie nie dociera, prawda? — wybuchła. — Mówię ci, że to się nie uda! Że nie chcę tego! Ale ty i tak słyszysz tylko siebie!
Mimo jej słów uśmiech nie zniknął z twarzy Cihana.
— Tak — odpowiedział spokojnie. — Wszystkie twoje próby są daremne. Nie poddam się. Zrobię wszystko, nawet niemożliwe. Naprawię swoje błędy. Będę czekał tyle, ile trzeba.
Zrobił krok bliżej.
— Proszę cię tylko o jedno… nie odchodź ode mnie. Daj nam szansę. Dla naszego dziecka. Dla owocu naszej miłości.
Hancer spojrzała na niego z bólem i gniewem jednocześnie.
— Jakim prawem mnie o to prosisz?
— Jakim prawem? — powtórzył, obejmując mocniej jej ramiona. — Prawem mężczyzny, który pokochał cię bardziej niż własne życie. Jesteś jedyną kobietą, którą naprawdę kochałem. I nosisz moje dziecko.
Przyciągnął ją do siebie.
Przez krótką chwilę Hancer bezwiednie oparła czoło o jego pierś, słysząc szybkie bicie jego serca. Zaraz jednak oprzytomniała i odsunęła się gwałtownie.
— Mylisz się — powiedziała drżącym głosem. — To dziecko nie jest twoje.
Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy Cihana.
Puścił ją i przez kilka sekund patrzył na nią w całkowitym milczeniu. W jego oczach pojawił się cień bólu, ale zaraz zastąpiło go niedowierzanie.
— Naprawdę oczekujesz, że uwierzę w takie kłamstwo? — zapytał cicho. — Myślisz, że jestem aż tak głupi? Powiedziałaś to tylko po to, żeby się mnie pozbyć.
Delikatnie ujął jej twarz w dłonie.
— Moja Hancer nigdy by tego nie zrobiła — powiedział stanowczo. — Te oczy patrzyły w ten sposób tylko na mnie. Te ręce obejmowały tylko mnie. Dziecko, które nosisz… jest moje. Nasze.
Hancer milczała. Nie potrafiła zaprzeczyć.
Cihan powoli położył dłonie na jej lekko zaokrąglonym brzuchu. W jego spojrzeniu pojawiła się czułość i wzruszenie.
Po chwili cofnął się o krok i uśmiechnął lekko.
— Jesteś zaskoczona, prawda? Myślałaś, że zrobię awanturę. Że zatrzasnę drzwi i odejdę. Ale jak mogłaś sądzić, że uwierzę w takie kłamstwo?
Hancer patrzyła na niego bezradnie.
— Jak możesz wierzyć we mnie aż tak bardzo?
— Bo znam cię lepiej, niż ty znasz samą siebie — odpowiedział bez chwili wahania. — Wiem, jak bardzo mnie kochasz. Nie skrzywdziłabyś ani mnie, ani naszego dziecka.
— A jeśli jednak to zrobiłam?
— Dość! — przerwał jej nagle ostrzejszym tonem. — Nie powtarzaj więcej tego kłamstwa. Nie opuszczę cię, nieważne, co powiesz. Nie poddam się.
— Nie słyszysz mnie! To dziecko…
— Hancer! — Jego głos zabrzmiał mocniej niż wcześniej. — Przestań. Nie zniosę tego nawet jako żartu. Tylko dlatego zachowuję spokój, że jesteś w ciąży. Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę.
Przez chwilę patrzyli na siebie w napiętym milczeniu.
W końcu Hancer ciężko westchnęła. Zdjęła płaszcz i odłożyła go na bok.
Bez słowa usiadła na kanapie.
Cihan usiadł obok niej, wciąż nie spuszczając z niej wzroku.


***
Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu.
Hancer uparcie unikała jego spojrzenia, wpatrując się w swoje splecione dłonie. Czuła na sobie wzrok Cihana — ciężki, uważny, pełen uczuć, przed którymi próbowała uciec.
Utknęłam w jego oczach — pomyślała z niepokojem. Boże… muszę stąd wyjść. Jeśli zostanę jeszcze chwilę, zdradzę wszystko. Każde uczucie, które próbuję w sobie stłumić.
Cihan odchylił się lekko i przerwał ciszę spokojnym tonem:
— Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, jest wizyta w szpitalu.
Sięgnął po telefon leżący na stoliku.
— Lekarz powiedział, że niektóre twoje wyniki są niepokojące. Masz zbyt niskie wartości. Nie zamierzam tego ignorować. Umówię cię na badania.
Hancer natychmiast wyrwała mu telefon z ręki.
— Niczego od ciebie nie chcę! — wybuchła. — Dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć? To dziecko…
Cihan gwałtownie podniósł głowę.
— Nie waż się kończyć tego zdania, Hancer — ostrzegł chłodno. — Nigdy więcej tego nie powtarzaj.
W tej samej chwili telefon ponownie zaczął dzwonić.
Na ekranie pojawiło się imię Beyzy.
Hancer spojrzała na wyświetlacz i uśmiechnęła się gorzko.
— Twoja żona dzwoni.
Cihan zacisnął szczękę.
— Nie nazywaj jej tak. — Jego głos stwardniał. — I nie doprowadzaj mnie do szaleństwa. Kocham tylko jedną kobietę. Ciebie. Zrozum to wreszcie. A teraz jest jeszcze nasze dziecko.
Patrzył na nią z niezwykłą stanowczością.
— To jest nasze przeznaczenie, Hancer. Bóg ponownie skrzyżował nasze drogi. Nie wierzę, że stało się to bez powodu.
Nie czekając na odpowiedź, wybrał numer do kliniki.
— Dzień dobry — powiedział spokojnie do słuchawki. — Chciałbym umówić wizytę… Tak, jutro rano nam odpowiada.
Spojrzał na Hancer, jakby dawał jej do zrozumienia, że decyzja już zapadła.
— Hancer Yilmaz — dodał po chwili. — Proszę zapisać wizytę na to nazwisko. Dziękuję.
Rozłączył się i odłożył telefon.
— Przyjadę po ciebie jutro o dziewiątej — oznajmił stanowczo. — Będę czekał przy wyjeździe z osiedla. Zrobimy wszystkie potrzebne badania.
Telefon znów zawibrował. Ponownie Beyza.
Cihan nawet nie spojrzał na ekran. Odrzucił połączenie i całkowicie wyłączył telefon.
— Rozwiążę wszystko — powiedział ciszej. — Jak najszybciej. Nie zmarnuję szansy, którą dostaliśmy.
Hancer nagle poderwała się z kanapy. Nerwowo wsunęła dłonie we włosy.
— O jakiej szansie ty ciągle mówisz?! — krzyknęła. — Powtarzam ci, że jest ktoś inny! To dziecko, którym tak się zachwycasz, należy do niego!
Cihan także gwałtownie wstał. Zmarszczył brwi, a w jego oczach błysnęło niebezpieczne napięcie.
— Hancer… — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Powiedziałem ci, żebyś mnie nie doprowadzała do granic wytrzymałości.
Nagle uderzył dłońmi w ścianę po obu stronach jej głowy.
— Bo inaczej naprawdę zburzę ten dom! — wyrzucił z siebie. — Chcesz się na mnie zemścić? Dobrze! Rozumiem to! Ale nie próbuj wbijać mi noża w serce takim kłamstwem!
Oddychał ciężko.
— Nie chciałem poślubić Beyzy. Byłem gotów sprzeciwić się wszystkim. Całemu światu! Ale ty… ty związałaś mi ręce. A teraz bawisz się moimi uczuciami.
Chwycił ją mocno za ramiona.
— Posłuchaj mnie uważnie. To zaczyna być niebezpieczne. Nie rób tego dalej.
Hancer zacisnęła powieki.
Jestem zmuszona — pomyślała z bólem. — Cierpię tysiąc razy bardziej niż ty. Wypowiadać takie słowa do mężczyzny, którego kocham… deptać własny honor i własne serce… To gorsze niż śmierć. Zniszczyłam twoje zaufanie. Ale nie zostawiłeś mi wyboru. Oboje spłoniemy w tym piekle.
Cihan patrzył jej prosto w oczy. Po chwili jego głos niespodziewanie złagodniał.
— Dobrze. Powiedz to jeszcze raz.
Zbliżył się tak bardzo, że ich twarze dzieliły zaledwie centymetry.
— Spójrz mi w oczy i powiedz, że to nie moje dziecko.
Wiedział, że w takiej bliskości Hancer nie potrafi kłamać. Że zdradzą ją oczy, drżenie ust, oddech.
Hancer odwróciła twarz, nie mogąc znieść jego spojrzenia.
— Nie mogę… — wyszeptała. — Dlaczego mnie do tego zmuszasz? To dziecko…
— Hancer, kłamiesz.
— Dlaczego miałabym? — odpowiedziała z desperacją. — Jesteśmy rozwiedzeni. Wszystko się skończyło.
Cihan pokręcił głową.
— Nie. Ty po prostu chcesz mnie zranić. Bo próbowałem cię chronić. Bo wynająłem ten dom i nie pozwoliłem ci pracować. Chcesz, żebym cierpiał tak jak ty.
— Powiedziałam ci już, że chcę wolności! — wykrzyknęła. — Nie rozumiałeś mnie wtedy i nadal niczego nie rozumiesz!
Cihan zrobił kolejny krok w jej stronę.
— Nie poddam się. Bez względu na to, co powiesz. Bo to nie jesteś prawdziwa ty.
Jego głos zadrżał lekko.
— Byłem zimnym, surowym człowiekiem. Nikogo do siebie nie dopuszczałem. A potem pojawiłaś się ty… i jednym spojrzeniem rozgrzałaś moje martwe serce. Przy tobie pierwszy raz zrozumiałem, czym naprawdę jest miłość.
Delikatnie dotknął jej policzka.
— Dlatego wiem, że nie możesz należeć do nikogo innego. Tak samo jak ja już nigdy nie będę należał do nikogo poza tobą.


***
Po kolejnym omdleniu Mukadder trafiła do szpitala.
Korytarz oddziału neurologicznego wypełniał chłodny zapach środków dezynfekujących i przytłaczająca cisza, przerywana jedynie odgłosami aparatury medycznej oraz pospiesznymi krokami personelu. Beyza ściskała pasek torebki, Nusret siedział pochylony, z rękami opartymi o kolana, a Engin co chwilę zerkał na ekran telefonu.
Wreszcie drzwi sali otworzyły się i wyszedł lekarz.
Już sam wyraz jego twarzy sprawił, że Enginowi ścisnęło się serce.
— Niestety, nie mam dobrych wiadomości — powiedział poważnym tonem. — U pani Mukadder doszło do udaru spowodowanego zakrzepem w mózgu. W wyniku tego lewa strona jej ciała została sparaliżowana.
Beyza cofnęła się o krok, zachowując powagę odpowiednią do chwili.
— Czy… ten paraliż będzie trwały? — zapytał Nusret. — Czy istnieje szansa, że wróci do zdrowia?
Lekarz westchnął.
— Na ten moment trudno cokolwiek przesądzać. Mowa najprawdopodobniej stopniowo powróci, ale jeśli chodzi o chodzenie i ogólną sprawność ruchową… to będzie bardzo długi proces. Rehabilitacja potrwa miesiące, być może lata. Wiele zależy od siły organizmu oraz determinacji samej pacjentki.
Beyza milczała. Los bywał przewrotny — kobieta, która przez całe życie rozdawała rozkazy i budziła strach, nagle straciła władzę nad własnym ciałem.
— Możemy ją zobaczyć? — zapytała ostrożnie.
Lekarz pokręcił głową.
— Niestety, jeszcze nie. Zagrożenie nadal nie minęło. Istnieje ryzyko utworzenia się kolejnego zakrzepu, dlatego podajemy jej leki rozrzedzające krew i stale monitorujemy stan pacjentki. Na razie nie powinna mieć żadnych odwiedzin. Kiedy wyniki się ustabilizują, ponownie z państwem porozmawiam.
Skinął głową i odszedł w stronę gabinetu, zostawiając ich samych.
Nusret ciężko opadł na jedno z krzeseł przy ścianie, ale na jego twarzy próżno było szukać prawdziwej rozpaczy. Beyza usiadła obok niego i spuściła wzrok. Nie wyglądała jednak na załamaną. W jej oczach nie było łez ani paniki. Mukadder zdążyła już przepisać na nią rezydencję, święcie wierząc, że nosi pod sercem jej wnuka. Teraz jej los był dla niej zupełnie obojętny.
Tylko Engin był prawdziwie przejęty. Nerwowo krążył po korytarzu z telefonem w dłoni, raz po raz próbując dodzwonić się do Cihana.
Po raz kolejny usłyszał chłodny komunikat:
— Wybrany abonent jest obecnie niedostępny…
Zacisnął szczękę. Tym razem się nie rozłączył. Po sygnale nagrał wiadomość na pocztę głosową.
— Gdzie ty jesteś, Cihanie? — powiedział z wyraźnym napięciem w głosie. — Od godzin próbuję się do ciebie dodzwonić. Posłuchaj… stan twojej matki jest bardzo poważny. Natychmiast oddzwoń, kiedy tylko odsłuchasz tę wiadomość.
Rozłączył się powoli i opuścił telefon.


Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 116.Bölüm i Gelin 117.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






