Panna młoda odc. 101: Strzał w rezydencji! Cihan pada na ziemię!

Cihan leży na podłodze. Na jego koszulce widać ślad krwi.

„Panna młoda” Odc. 101 – streszczenie

Wieczór powoli otulał rezydencję ciepłym, złotawym światłem żyrandoli. Przestronny salon, urządzony z przesadną elegancją – rzeźbione meble, miękkie, aksamitne kanapy i ciężkie zasłony – sprawiał wrażenie miejsca, w którym wszystko powinno być idealne. A jednak w powietrzu wisiało napięcie, którego nie dało się zagłuszyć nawet brzękiem talerzy.

Gülşüm i Aysu krzątały się przy stole, ustawiając kolejne półmiski – świeża sałatka, złociste frytki, pieczywo. Ich ruchy były szybkie, niemal mechaniczne, jakby chciały jak najszybciej zająć czymś ręce i nie myśleć.

Na kanapie, naprzeciwko stołu, siedziały Sinem i Mukadder.

Mukadder, wyprostowana, z dłonią opartą na kolanie, przyglądała się wszystkiemu z nieukrywaną surowością.

– Gdzie Mine? – zapytała w końcu, nie odrywając wzroku od synowej. – Wysłałaś ją do swoich rodziców?

Sinem westchnęła cicho, poprawiając brzeg chusty.

– Była bardzo zmęczona po szkole. Zjadła i od razu zasnęła – odpowiedziała spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewało zmęczenie.

Mukadder prychnęła lekko.

– Skoro dostałaś pozwolenie od Cihana, to kiedy zamierzasz rozdzielić mnie z moją wnuczką?

Sinem podniosła na nią wzrok.

– Nigdzie się nie wybieramy, mamo. – Jej ton był łagodny, ale stanowczy. – To jest nasz dom. Mine będzie dorastać tutaj, przy swoim ojcu. Rozmawiałam o tym z Cihanem.

Na chwilę zapadła cisza.

– Jutro złożymy ofiarę z baranka – oznajmiła Mukadder, jakby zamykając temat. – Rozdamy mięso potrzebującym. Beyza wróciła, a ty w końcu oprzytomniałaś. Oby Bóg sprawił, żebyśmy znów byli szczęśliwi jak dawniej.

W tym momencie do salonu wszedł Cihan.

Jego obecność natychmiast zmieniła atmosferę. Wysoki, pewny siebie, o twardym spojrzeniu – rozejrzał się krótko po pomieszczeniu i usiadł na przeciwległej kanapie, zachowując dystans.

Mukadder od razu zwróciła się do niego:

– Może Beyza też zje dziś z nami kolację? – zaproponowała z nadzieją. – Usiądziemy razem, jak kiedyś. Jak rodzina.

Cihan spojrzał na nią chłodno.

– Mamo, ile razy mam to powtarzać? – Jego głos był spokojny, ale twardy jak kamień. – Beyza nie jest moją żoną.

Zrobił krótką pauzę.

– Moją żoną jest Hancer. I tylko ona może siedzieć obok mnie przy stole.

Na twarzy Mukadder pojawił się cień irytacji.

– Nazywasz ją żoną, a ona tylko myśli o tym, jak od ciebie uciec.

Cihan zacisnął szczękę.

– Wystarczy, mamo. – Jego głos stał się ostrzejszy. – Nie wtrącaj się w moje małżeństwo.

Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Wszyscy na moment zamarli.

Gülşüm odstawiła talerz i ruszyła do drzwi. Po chwili wróciła, a za nią do salonu wszedł Ertuğrul.

Mężczyzna wyglądał na zmęczonego, jakby długo się wahał, zanim tu przyszedł. Jego twarz była napięta, a spojrzenie niespokojne.

– Dobry wieczór – powiedział, próbując się uśmiechnąć.

Podszedł do Cihana i wyciągnął rękę. Uścisk był krótki, ale znaczący. Po chwili usiadł obok niego.

– Przepraszam, że przychodzę o takiej porze, ale Cemil powiedział mi coś, co nie daje mi spokoju. Dlatego musiałem przyjść.

Cihan spojrzał na niego uważnie.

– Mistrzu… – zaczął spokojnie, choć jego oczy zdradzały napięcie. – Wiesz, że cię szanuję. Ale nie chcę słuchać niczego na temat Hancer.

Ertuğrul pokręcił głową.

– Synu, nie przyszedłem z tobą rozmawiać. – Jego głos był cichy, ale stanowczy. – Przyszedłem zobaczyć Hancer. Jej brat się o nią martwi. Chcę zobaczyć, w jakim jest stanie, i przekazać mu prawdę.

W salonie znów zapadła cisza. Cihan spuścił na moment wzrok, jakby ważył decyzję.

– Nie mogę na to pozwolić – powiedział w końcu.

Ertuğrul nie ustąpił.

– Nawet więźniowie mają prawo do odwiedzin – odparł spokojnie. – Czy odebrałeś jej nawet to?

Te słowa zawisły w powietrzu ciężko jak oskarżenie. Cihan przełknął ślinę. W jego oczach na moment pojawiło się zawahanie.

– Dobrze… – powiedział w końcu cicho. – Tobie pozwolę ją zobaczyć.

Podniósł wzrok.

– Ale tylko raz.

Obaj mężczyźni wstali jednocześnie i ruszyli w stronę schodów.

***

W sypialni panowała cisza, ciężka i nieruchoma, jakby powietrze samo wstrzymało oddech. Jasne światło lamp odbijało się od białych ścian i lustrzanej tafli stojącego przy ścianie zwierciadła.

Hancer siedziała na brzegu łóżka, nieruchoma, z dłońmi splecionymi na kolanach. Obok niej leżało otwarte pudełko. W jego wnętrzu spoczywał pistolet – chłodny, metaliczny, obcy w tej eleganckiej, uporządkowanej przestrzeni.

Nagle rozległ się dźwięk przekręcanego klucza.

Hancer drgnęła. W jednej chwili zamknęła pudełko, wsunęła je do szuflady komody i domknęła ją niemal bezszelestnie. Wróciła na łóżko i przyjęła poprzednią pozycję, jakby nic się nie wydarzyło.

Drzwi otworzyły się.

Do środka wszedł Cihan, a tuż za nim Ertuğrul.

Hancer natychmiast wstała. Jej twarz była spokojna, ale oczy zdradzały napięcie.

– Córko… wszystko z tobą dobrze? – zapytał Ertuğrul, robiąc krok w jej stronę. W jego głosie pobrzmiewała troska, niemal ojcowska czułość.

– Przyszedł cię odwiedzić – odezwał się Cihan chłodno. – Twój brat go przysłał. Chciał wiedzieć, czy nic ci nie jest.

Hancer skinęła głową, ale nie odpowiedziała.

Ertuğrul spojrzał na Cihana.

– Czy możemy zostać sami?

– Nie – odparł natychmiast. – Powiedz, co masz do powiedzenia. Przy mnie.

Starszy mężczyzna zmrużył oczy.

– Nie ma mowy. Daj nam dwie minuty.

Przez krótką chwilę panowała cisza. Cihan mierzył go spojrzeniem, jakby ważył, czy ustąpić. W końcu odwrócił się bez słowa i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Dopiero wtedy napięcie nieco opadło.

Hancer i Ertuğrul usiedli naprzeciw siebie w dwóch jasnych fotelach. Między nimi stał mały stolik – chłodny, biały, niemal sterylny, jak dystans, który dzielił ich od prawdy.

– Córko… – zaczął cicho Ertuğrul. – Twój brat powiedział mi, co się stało. Martwi się o ciebie.

Zawahał się na moment.

– Czy Cihan… zrobił ci coś?

Hancer spuściła wzrok.

– Tak, wujku Ertuğrulu… – jej głos zadrżał. – Złamał mi serce.

Mężczyzna westchnął ciężko, jakby spodziewał się tej odpowiedzi.

– Powiedz mi jedno. I bądź ze mną szczera. Chcesz tu zostać?

Podniosła na niego oczy.

– Kochasz swojego męża?

Przez chwilę milczała. Potem skinęła głową.

– Kocham. Bardzo.

– Więc chcesz z nim być?

Hancer zacisnęła dłonie.

– Jedyne miejsce, w którym chcę być… jest tutaj. Przy nim. – Wzięła głęboki oddech. – Moje serce mówi: „Zostań. Nie odchodź. Kochasz go.”

Na moment zamknęła oczy.

– Ale rozum… każe mi odejść. I jest jeszcze dziecko… nienarodzone dziecko. Czy moje uczucia są ważniejsze niż jego życie?

Jej głos stał się cichszy.

– Chcę zostać… ale muszę odejść.

Ertuğrul patrzył na nią długo, w milczeniu. W jego oczach pojawił się smutek, ale i zrozumienie.

– Rozumiem cię, córko – powiedział w końcu.

Wstał powoli. Nie próbował jej przekonać, nie szukał już słów.

Po chwili wyszedł.

***

Na korytarzu zatrzymał się naprzeciwko Cihana.

Młodszy mężczyzna stał wyprostowany, napięty, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała.

– Widziałeś ją – odezwał się chłodno. – Nic jej nie jest. Szczerze mówiąc, jestem rozczarowany, że pomyślałeś, że mogłem ją skrzywdzić.

Ertuğrul spojrzał na niego uważnie.

– Nie trzeba podnosić ręki, żeby kogoś zranić – odpowiedział spokojnie. – Jej serce zostało złamane. I tym razem to nie ty będziesz tym, który je uleczy.

Cihan zacisnął szczękę.

– Chcesz, żebym ją puścił?

– Pytanie brzmi: czy ona uniesie ten ból – odparł Ertuğrul. – Daj jej szansę zdecydować.

– Dość! – Cihan podniósł głos, a echo odbiło się od ścian. – Nie potrzebuję rad! Każdy, kto mówi mi, żebym ją puścił… staje się moim wrogiem!

Starszy mężczyzna nie cofnął się ani o krok.

– Gdybyś naprawdę ją kochał, pozwoliłbyś jej odejść – powiedział twardo. – Nie dopuściłbyś do tego wszystkiego.

Zrobił krótką pauzę, po czym dodał ciszej, ale z większą siłą:

– Nie widzę dla ciebie nadziei, jeśli tego nie zrozumiesz. Dlatego powiem wprost: pomożesz jej się spakować. A potem zawieziesz ją do domu jej brata. To moje ostatnie słowo.

Odwrócił się i odszedł.

Cihan stał przez chwilę nieruchomo. W jego oczach pojawił się gniew – gorzki, duszący.

Zacisnął pięść i z całej siły uderzył w ścianę.

Nie znosił, gdy ktoś go pouczał. A jeszcze bardziej… gdy ktoś miał rację.

***

Drzwi otworzyły się z impetem.

Cihan wszedł do pokoju szybkim, ciężkim krokiem. Jego spojrzenie było ostre jak nóż – chłodne, bezlitosne, przeszywające. Zatrzymał się kilka kroków od Hancer i przez moment tylko na nią patrzył, jakby próbował odczytać z jej twarzy coś, czego nie chciał usłyszeć na głos.

– Co mu powiedziałaś? – zapytał w końcu. W jego głosie drżał gniew, ledwie trzymany w ryzach.

Hancer zadrżała. Jej palce mimowolnie zacisnęły się na materiale spódnicy, a w oczach natychmiast pojawiły się łzy. Bała się go. Nie tego, co mógł zrobić fizycznie – ale tego, co już zrobił z jej sercem.

– Powiedziałaś mu, że mnie nie kochasz? – podniósł głos. – Że jestem człowiekiem godnym jedynie pogardy?!

– Cihanie, przestań… – wyszeptała, ale jej słowa były zbyt słabe, by go zatrzymać.

– Tak! – wybuchł. – Taki właśnie jestem, prawda? Godny pogardy! Bo kocham własną żonę!

Jego głos odbił się echem od ścian. Cisza, która po nim zapadła, była jeszcze cięższa.

Hancer zrobiła krok w tył, jakby chciała się oddalić od tej burzy.

– Cihanie, błagam… pozwól mi odejść – powiedziała drżąco. – Nie dręcz siebie ani mnie. Proszę. Nieważne, jak długo mnie tu zatrzymasz… nie zmienię zdania. Nie uniosę tego ciężaru.

Podniosła na niego wzrok, pełen bólu.

– Zatrzymaj to. Tę… tyranię.

Słowo zawisło w powietrzu jak wyrok.

Cihan zamarł tylko na ułamek sekundy. Potem jego twarz stwardniała jeszcze bardziej. Nie zamierzał niczego zatrzymywać. Poza nią.

Podszedł gwałtownie, chwycił ją mocno za ramiona i przyciągnął do siebie. Nachylił się nad nią. Jego spojrzenie było teraz niemal dzikie.

– Nie interesuje mnie, co myślą inni! – syknął. – Nie pozwolę ci stąd odejść!

Hancer wyrwała się z jego uścisku z nagłą determinacją, której sam się nie spodziewał. Cofnęła się, niemal potykając, po czym szybko podeszła do komody.

Drżącymi rękami wysunęła szufladę.

Wyjęła pudełko.

A potem pistolet.

Odwróciła się i stanęła naprzeciwko niego. Przez moment patrzyli na siebie w ciszy, która zdawała się krzyczeć głośniej niż jakiekolwiek słowa.

Wyciągnęła broń w jego stronę, trzymając ją za lufę – jakby oddawała mu wyrok.

– W takim razie zabij mnie – powiedziała cicho, ale z przerażającą stanowczością. – Uwolnij mnie od tego wszystkiego.

Cihan zamarł. Szok przemknął przez jego twarz.

– Jak to znalazłaś? – zapytał, jakby nie rozumiał, co widzi.

– Weź to! – nalegała. Jej głos drżał, ale nie cofnęła ręki. – Zabij mnie. Nie chcę już tego życia… tej klatki… Nie chcę być powodem, przez który niewinne dziecko może zapłacić najwyższą cenę.

– Hancer… przestań mówić takie rzeczy.

– Nie prowokuj mnie! – krzyknęła nagle. – Zniszczyłeś nas!

Cihan zrobił krok w jej stronę.

– Daj mi to. Natychmiast.

Hancer cofnęła się instynktownie. Jej dłonie drżały coraz bardziej. Nagle zmieniła chwyt – teraz trzymała broń pewniej, za rękojeść. Lufa była skierowana prosto w jego pierś.

– Nie zbliżaj się! – ostrzegła.

Ale on i tak zrobił kolejny krok.

Powoli, jakby nie bał się ani jej, ani broni.

Sięgnął ręką i chwycił lufę pistoletu. Bez wahania przyciągnął ją do siebie, do własnej klatki piersiowej.

– Jeśli to ma się skończyć… to skończmy to teraz – powiedział cicho, niemal szeptem.

Ich dłonie zetknęły się na broni. Zaczęli się szarpać.

Krótka, chaotyczna walka – oddechy urwane, ruchy gwałtowne, desperackie.

I nagle…

wystrzał.

Głuchy huk rozdarł ciszę pokoju. Na ułamek sekundy wszystko zamarło.

Spojrzeli na siebie – oboje w szoku, jakby nie rozumieli, co właśnie się stało.

A potem…

Cihan zachwiał się.

Jego oczy rozszerzyły się, a oddech urwał w połowie.

Powoli, bez siły, osunął się na podłogę.

Na jasnej koszulce, na wysokości mostka, pojawiła się ciemna plama.

Najpierw niewielka.

Potem coraz większa.

I większa…

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 73.Bölüm i Gelin 74.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy