Złoty chłopak odc. 257: Babcia Diyar spuszcza lanie Feritowi!

Babcia Diyar biegnie za Feritem, groźnie unosząc kij.

„Złoty chłopak” Odc. 257 – streszczenie

Sinan stoi na podjeździe, wciąż oddychając ciężko po rozmowie z agentem nieruchomości. Jeszcze przed chwilą ściskał go za kołnierz, oskarżając o zdradę, a w oczach miał czystą furię.

Teraz wchodzi do domu szybkim, nerwowym krokiem.

— Seyran! — jego głos rozbrzmiewa w korytarzu.

Nie czeka na odpowiedź. Chwyta ją za rękę i prowadzi do pokoju bilardowego — przestronnego, wyłożonego ciemnym drewnem, z zielonym stołem pośrodku. Zamykają się tam sami.

Sinan odwraca się do niej powoli. W jego spojrzeniu wciąż wrze gniew.

— Dlaczego oglądałaś z Feritem dom, w którym mamy razem zamieszkać?

Seyran marszczy brwi.

— Skąd to w ogóle…

— Rozmawiałem z agentem nieruchomości — przerywa ostro. — Zamierzałem kontynuować swoje kłamstwo.

— Więc tak po prostu przyznajesz się? — jej głos twardnieje. — Dlaczego skłamałeś?

Sinan odwraca wzrok na moment.

— Bo moja mama jest chora. Nie mogę jej zostawić samej. A ty ciągle powtarzałaś, że nie chcesz tu mieszkać. Nie miałem wyboru.

Seyran bierze wdech.

— Agent jest znajomym Ferita. Dlatego poprosiłam go o pomoc. To wszystko.

— Powinnaś poprosić mnie! — Uderza dłonią w bandę stołu bilardowego. — Co to w ogóle znaczy wybierać nasz dom z byłym mężem?!

— Przepraszam, Sinanie. Nie sądziłam, że aż tak to przeżyjesz.

Uśmiecha się krzywo.

— Jesteś naprawdę empatyczna… Postaw się na moim miejscu. Może ja też zadzwonię do swojej byłej i powiem: „chodź, pomożesz mi wybrać dom dla mnie i mojej żony”? Co byś zrobiła?

— Porozmawiałabym z tobą normalnie — odpowiada, wyraźnie zirytowana. — Ale ty wciąż mówisz tylko o Fericie. Mam tego dość.

— To ty wciąż go wprowadzasz między nas! — uderza pięścią w stół, aż kule podskakują na zielonym suknie. — Dlaczego on ciągle jest w naszym życiu?!

— Sinan, uspokój się…

— Czy nie jesteśmy małżeństwem? — jego głos nagle łamie się między gniewem a desperacją. — Czy los nas nie połączył? Nie chcę się już z tobą kłócić przez niego.

— Ja też nie — odpowiada ciszej. — Ale to ty wszystko wyolbrzymiasz. Naucz się żyć teraźniejszością, a nie przeszłością.

Nagle rozlega się uporczywy dzwonek do drzwi.

Raz. Drugi. Trzeci — coraz bardziej natarczywy.

Oboje milkną.

Po chwili wszyscy domownicy zbierają się w przedpokoju. Drzwi się otwierają.

Na progu stoi Kazim, dumny i niewzruszony. W jednej ręce trzyma żywą kurę, która nerwowo trzepocze skrzydłami, a w drugiej klatkę z kogutem. Za nim stoją Esme, Suna i Abidin.

— Gdzie byliście? — burczy. — Prawie zamarzliśmy pod drzwiami.

W domu zapada kompletna cisza. Nikt nie jest w stanie wydobyć słowa.

Seyran patrzy na nich oszołomiona.

— Tato… mogliście przynajmniej zadzwonić… — mówi w końcu cicho.

***

Podczas gdy w salonie rozbrzmiewają uprzejme rozmowy i skrzypienie odsuwanych krzeseł, Ayla dyskretnie wymyka się na zewnątrz. Drzwi zamykają się za nią cicho, odcinając ją od gwaru gości.

Na podwórku czeka Osman — kierowca jej syna. Stoi sztywno przy wysokim żywopłocie z tui, jakby sam widok domu wprawiał go w napięcie.

Ayla podchodzi szybkim krokiem.

— Co się dziś wydarzyło? — pyta szeptem, ale w jej głosie pobrzmiewa rozkaz. — Dlaczego Sinan ma poranioną rękę? Mów natychmiast.

Osman rozgląda się nerwowo, po czym ścisza głos jeszcze bardziej.

— Pan Sinan znowu miał atak agresji. Nie potrafi znieść obecności byłego męża pani Seyran. Dowiedział się, że oglądała z nim dom do wynajęcia.

Ayla zamiera. Jej oczy rozszerzają się z niedowierzaniem.

— I co? Pobił Ferita?

— Nie, pani Aylo — kręci głową. — Nie jego. Agenta nieruchomości. Ale… — waha się — proszę mi wierzyć, bił go tak, jakby widział przed sobą Ferita. Nie reagował na słowa. Podałem mu środek uspokajający, ale było już za późno.

Na twarzy Ayli pojawia się napięcie graniczące z paniką.

— To zaczyna wymykać się spod kontroli… — szepcze bardziej do siebie niż do niego.

Po chwili chwyta go za rękaw.

— Słuchaj uważnie. Musisz zwiększyć dawkę. Musimy go uspokoić, zanim ktoś zacznie zadawać pytania.

Rozgląda się w stronę domu, jakby ściany mogły podsłuchiwać.

— I natychmiast zabierz stąd tę kurę i koguta. Nie zniosę ich w tym domu. — Jej głos drży. — Denerwują mnie i źle mi się kojarzą.

Osman tylko przytakuje.

***

Ferit przez dłuższą chwilę stoi przed drzwiami domu Diyar. Jego szczęka jest zaciśnięta, a oddech przyspieszony. W końcu unosi rękę i puka.

Drzwi otwierają się gwałtownie.

W progu staje drobna, siwowłosa kobieta w okularach. Przez sekundę mierzy go wzrokiem… a potem jej twarz momentalnie twardnieje. Bez słowa sięga po stojący obok kij.

— Ty! — wybucha. — Jak mogłeś zasmucić moją wnuczkę?!

Ferit cofa się o krok.

— Proszę pani, ja tylko…

Nie kończy. Kobieta zamachuje się i rusza na niego.

— Jak?! — krzyczy, goniąc go przez ogród między krzakami hortensji. — Co ty sobie myślisz, chłopcze?!

Kij świszcze w powietrzu i trafia go w plecy.

— Au! — Ferit aż podskakuje. — Proszę przestać!

— Dlaczego nie chcesz się z nią ożenić?!

Ferit zatrzymuje się nagle i odwraca.

— Ja? Co to znaczy?!

Seniorka staje przed nim, dysząc, z uniesionym kijem gotowym do kolejnego uderzenia.

— Jej dziadek postawił sprawę jasno. Albo ślub, albo koniec związku.

Na twarzy Ferita pojawia się autentyczne osłupienie.

— Ale… ona nic mi nie powiedziała. Po prostu mnie zostawiła.

— I dobrze zrobiła! — prycha kobieta. — Ja też bym zostawiła takiego osła!

Ferit opuszcza ręce bezradnie.

— Nie bawiłem się nią…

— Synu — przerywa mu ostrzej, ale już bez krzyku — ty nie rozumiesz, ile znaczy czas dla kobiety. Ona nie może czekać wiecznie, aż pan książę raczy dorosnąć.

Ferit bierze oddech.

— Dlatego tu jestem. Chcę z nią porozmawiać. Naprawdę.

Kobieta przygląda mu się dłużej. W końcu opuszcza kij, choć wciąż trzyma go mocno.

— Dobrze. Ale pod warunkiem. To ma być prawdziwa rozmowa. Żadnych pustych obietnic.

Unosi kij znacząco.

— Bo następnym razem rozbiję ci go na głowie.

Ferit odruchowo cofa się o pół kroku.

— Zrozumiałem…

— Diyar jest w hotelu ze znajomymi. Za dwa dni mają ważny proces. Pracują dzień i noc. Nie waż się namieszać jej w głowie.

— Nie zrobię tego — odpowiada ciszej.

Przez moment jeszcze stoją naprzeciw siebie. Potem Ferit skinieniem głowy dziękuje i zaczyna się wycofywać.

Gdy tylko odwraca się plecami, przyspiesza kroku — a po chwili niemal ucieka w stronę bramy, zanim staruszka zmieni zdanie i ponownie ruszy za nim z kijem.

***

Wieczorem korytarz hotelu tonie w półmroku i ciszy przerywanej tylko cichym brzękiem windy. Ferit zatrzymuje się przed drzwiami pokoju Diyar. Przez chwilę stoi bez ruchu — jakby walczył ze sobą — w końcu puka.

Drzwi otwierają się niemal od razu.

Diyar staje w progu. Zaskoczenie na jej twarzy gaśnie równie szybko, jak się pojawiło — zastępuje je ostrożny dystans.

Ferit nie wita się.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś, że twój dziadek chciał, żebyśmy się pobrali?

Dziewczyna marszczy brwi.

— Przyszedłeś do mojego domu?

— Spokojnie. Nie widziałem twojego dziadka. Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Diyar odwraca wzrok.

— Co by to zmieniło? Stało się to, co i tak by się stało.

— Nie powinienem mieć prawa wyrazić swojej opinii?

— Gdybym chciała — powinieneś. Ale nie chciałam.

Ferit patrzy na nią uważnie.

— Czyli nie chciałaś zostać moją żoną?

Diyar bierze oddech, jakby każde słowo miało ją kosztować wysiłek.

— Nasza historia nie może mieć szczęśliwego zakończenia. Ty też o tym wiesz.

— Zadałem ci pytanie — jego głos cichnie, ale staje się bardziej stanowczy. — Chciałaś zostać moją żoną czy nie?

— Wciąż myślisz o Seyran…

— Diyar.

Milknie. Jej oczy zaczynają błyszczeć.

— Co chcesz usłyszeć? — głos jej drży. — Oczywiście, że tak. Chciałam domu, rodziny… dzieci. Chciałam wszystkiego z tobą. Nie jesteś kimś, kogo można po prostu odrzucić, Fericie.

Na moment oboje tracą oddech.

— Więc dlaczego ze mną nie porozmawiałaś?

Diyar uśmiecha się smutno.

— Wiesz, jak to jest być z kimś, kto przez cały czas myśli o innej? Być tą drugą? Leczyć rany po pierwszej i wiedzieć, że w każdej chwili możesz przegrać… A mimo to chciałam z tobą być. Nadal chcę.

Przerywa na moment.
– Ale moja rodzina chce pewności. A ty… nie potrafisz jej dać.

Ferit patrzy na nią długo.

— Naprawdę tak uważasz?

— Znam cię — odpowiada łagodnie — Byłoby niesprawiedliwe prosić cię o coś, czego nie jesteś w stanie obiecać.

Zapada długa cisza.

Ferit powoli kiwa głową.

— W porządku… Masz rację. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. I przepraszam, jeśli cię zraniłem.

Odwraca się i odchodzi korytarzem.

Drzwi zamykają się cicho.

Diyar opiera się o nie plecami. Jej oddech przyspiesza, jakby powstrzymywała krzyk. Dłoń przyciska do ust, a potem do serca — bije tak mocno, jakby chciało wyrwać się i pobiec za nim.

Ale nie pozwala mu na to.

Powoli ociera łzy z policzków i przełyka ślinę, jakby próbowała połknąć ból, który i tak zostaje w niej na zawsze.

***

Ayla zamyka za sobą drzwi nowej sypialni — tej przylegającej do pokoju Sinana i Seyran. Przez chwilę stoi nieruchomo, jakby nasłuchiwała. Potem podchodzi do ściany i bez wahania zdejmuje zawieszony obraz.

Za ramą ukryty jest mały, niemal niewidoczny wizjer.

Kobieta przysuwa do niego oko.

Po drugiej stronie widzi ich pokój — przygaszone światło, dwa oddzielne miejsca, dystans między nimi wyczuwalny nawet bez słów. Słyszy urywki rozmowy, napięcie… potem ciszę.

I brak bliskości.

Powieki Ayli drgają, a po chwili jej twarz rozluźnia się w niemal namacalnej uldze.

— Dobrze — szepcze pod nosem.

Odsuwa się od ściany i starannie wiesza obraz na miejscu, jakby niczego nie było.

Schodzi na dół.

W salonie czekają już Hazal i Mumtaz. Ayla mówi ściszonym głosem, ale z twardą determinacją:

— Nie oddam mojego syna w ręce Seyran. Do tej pory między nimi do niczego nie doszło i tak pozostanie. Dopóki ja tu jestem — nic się nie wydarzy.

Hazal unosi brwi.

— Spójrzcie tylko na Seyran… Nawet po ślubie nie pozwoliła mojemu bratu na nic więcej. To aż dziwne.

Ayla rzuca jej ostre spojrzenie.

— Co się stało, Hazal? Widzę, że masz w tych sprawach ogromne doświadczenie…

— Mamo… — dziewczyna krzywi się — czy my teraz rozmawiamy o mnie?

— Śmiej się — ucina chłodno Ayla — ale to nie żarty. Nie pozwolę, żeby się do siebie zbliżyli.

Odwraca się do brata.

— Mumtaz, ty zajmij się Gulgun. Musi przestać wtrącać się w życie Sinana.

Potem patrzy prosto na córkę.

— A ty zajmij się Feritem. Sinan znowu zaczyna mieć załamanie nerwowe. Wystarczy iskra.

Hazal poważnieje.

— Mamo… a jeśli brat zrobi Seyran to samo, co kiedyś zrobił Simal?

Na twarzy Ayli pojawia się chłodny, niemal niepokojący spokój.

— To nawet lepiej. Zobaczyłaby jego prawdziwą twarz i przestałaby krążyć wokół niego. — Pochyla się lekko. — Ta noc poślubna się nie odbędzie.

Po chwili dodaje:
— Ona nie urodzi jego dziecka.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 77.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy