Dziedzictwo odc. 1003: „Powiem jej, że ją kocham!”

Poyraz obejmuje Nanę w łóżku.

„Dziedzictwo” Odc. 1003 – streszczenie

Aynur wróciła do domu z oczami pełnymi łez. Zatrzymała się przed wejściem do kamienicy, lecz przez dłuższą chwilę nie potrafiła nacisnąć klamki. Stała nieruchomo w ciemnym płaszczu, z torebką przewieszoną przez ramię, próbując uspokoić oddech i zapanować nad drżeniem ciała. W końcu zaczerpnęła głęboko powietrza.

– Weź się w garść, Aynur – szepnęła do siebie niemal błagalnie. – Nie możesz pozwolić, żeby Adalet zobaczyła cię w takim stanie. To nie jest twoja historia. Wszystko, co dziś usłyszałaś, dotyczyło Ezgi. Kiedy powiedział, że życie się zmienia i że ludzie też się zmieniają… mówił o niej. O ich nowym początku.

Jej głos się załamał, lecz nie przestała mówić. Kurczowo trzymała się własnych słów, jakby mogły zagłuszyć to, co podpowiadało jej serce.

– A to, że był dla ciebie miły… nic nie znaczyło. To była tylko troska. Odruch. Może nawet litość. Źle odczytałaś jego zachowanie, dziewczyno. Wmówiłaś sobie coś, czego nigdy nie było.

Na chwilę zamknęła oczy. Po jej policzkach spłynęły kolejne łzy.

– Koniec z tym – powiedziała już stanowczej. – Od dziś żadnych złudzeń i żadnych łez. Będziesz żyła własnym życiem. Skupisz się na sobie i będziesz patrzyła wyłącznie przed siebie.

Otarła mokre policzki rękawem płaszcza, uniosła głowę i weszła do kamienicy. Poruszała się z wymuszoną pewnością, choć w głębi duszy czuła, że rozsypała się na kawałki.

***

Sinan również wracał do domu. Szedł powoli pogrążony w myślach, gdy ciszę przerwał dźwięk telefonu. Wyjął aparat z kieszeni i spojrzał na ekran. Dzwoniła Lerzan.

– Jak się masz, panie prokuratorze? – usłyszał jej pogodny głos. – Dzwonię sprawdzić, czy wszystko u ciebie w porządku.

– Chyba tak – odpowiedział po chwili wahania. – Stan mamy trochę się poprawił. Teraz jednak bez przerwy powtarza, że powinienem poślubić Ezgi. Jest przekonana, że tylko ona może mnie uszczęśliwić. Ale wiem, że to nieprawda.

– Oboje doskonale wiemy, że twoje szczęście nie ma nic wspólnego z Ezgi – odparła Lerzan. – To Aynur. Właśnie do niej prowadzi twoja droga.

Sinan zatrzymał się przed domem. Przez kilka sekund milczał, wpatrując się w ekran telefonu, jakby po raz pierwszy odważył się nazwać prawdę, przed którą tak długo uciekał.

– Masz rację – powiedział wreszcie z pełnym przekonaniem.

– Co takiego? – Lerzan nie kryła zdumienia. – Czy ja dobrze usłyszałam? Naprawdę przyznałeś mi rację?

– Nie przesłyszałaś się. Wszystko, co wydarzyło się w ostatnim czasie, zmusiło mnie do wielu przemyśleń. Te wszystkie trudne chwile uświadomiły mi coś, czego wcześniej nie chciałem do siebie dopuścić. Teraz już nie mam żadnych wątpliwości.

– Co zamierzasz zrobić?

Sinan uniósł wzrok. Na jego twarzy malował się spokój człowieka, który wreszcie podjął właściwą decyzję.

– Nadszedł czas, żebym powiedział Aynur, co naprawdę czuję.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza, po której Lerzan wybuchnęła szczerym entuzjazmem.

– Nie wierzę! Naprawdę zamierzasz z nią porozmawiać?

– Tak – potwierdził stanowczo. – Powiem jej, że ją kocham.

Decyzja, która dojrzewała w nim od dawna, wreszcie została podjęta. Sinan nie chciał już dłużej uciekać ani pozwalać, by inni układali mu życie. Pozostało tylko odnaleźć Aynur i wyznać jej prawdę – nieświadomy, że ona właśnie postanowiła wyrzucić go ze swojego serca.

***

Nazajutrz, tuż przed wyjściem do pracy, Aynur zajrzała do jasnej kuchni, by pożegnać się z Adalet. Miała na sobie beżowy golf i karmelową spódnicę, a ciemne, kręcone włosy zebrała z tyłu. Adalet siedziała przy niewielkim stole ustawionym pod oknem, obok dzbanka z wodą i miski pełnej owoców. Gdy tylko ją zobaczyła, poprosiła, by została jeszcze chwilę.

– Usiądź, kochanie. Muszę z tobą porozmawiać.

Aynur natychmiast spoważniała. Odłożyła płaszcz i zajęła miejsce naprzeciwko niej.

– Co się stało? – zapytała z niepokojem.

Adalet przez moment obracała w dłoniach szklankę, jakby zastanawiała się, od czego zacząć.

– Wczoraj odwiedził mnie pan Kıvanç.

– Ten kupiec? – Aynur zmarszczyła brwi. – Ten, od którego dostałaś miód? Czego chciał?

Adalet podniosła na nią wzrok.

– Ciebie.

– Słucham? – Aynur znieruchomiała. – Co ty mówisz, siostro?

– Przyszedł osobiście i zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Powiedział, że chciałby się z tobą spotkać. Nie dla zabawy ani przelotnej znajomości. Myśli o czymś poważnym. O wspólnym życiu, małżeństwie… rodzinie.

– Jakiej rodzinie? – Aynur patrzyła na nią z niedowierzaniem. – Przecież do tej pory widywaliśmy się jedynie na targu. Zamieniliśmy kilka uprzejmych słów i nic więcej. Skąd w ogóle taki pomysł?

– Dlaczego aż tak cię to dziwi? – Adalet uśmiechnęła się łagodnie. – Spodobałaś mu się. To przecież nic złego. Jesteś piękną i mądrą kobietą. Trudno cię nie zauważyć.

– Dziękuję, siostro, ale nie jestem zainteresowana – odpowiedziała Aynur bez wahania. – Przekażesz mu to?

Adalet przyjrzała jej się z troską.

– Chcesz go odrzucić, zanim zdążysz go poznać? Nie zgodzisz się nawet na jedno spotkanie? Powiedz mi szczerze… czy w twoim sercu jest już ktoś inny?

Twarz Aynur stężała.

– Nie. Nikogo nie kocham – odparła chłodno. – I proszę, nie wracajmy do tego tematu.

Adalet westchnęła, lecz nie zamierzała tak łatwo ustąpić.

– Dobrze. Nie będę cię zmuszała. Posłuchaj jednak tego, co mam do powiedzenia. Kıvanç jest uczciwym człowiekiem. Utrzymuje się z ciężkiej pracy, ma dobre serce i poważne zamiary. Gdybym miała córkę, chciałabym dla niej właśnie takiego mężczyzny.

Między kobietami zapadła cisza. Przez okno wpadało blade światło, a żółte zasłony poruszały się lekko pod wpływem przeciągu.

– Wiesz, Aynur, ludzie lubią marzyć – podjęła po chwili Adalet. – Wyobrażają sobie inne życie, wielkie uczucia i bajki, które nigdy się nie kończą. Ale rzeczywistość nie zawsze wygląda tak, jak ją sobie wymarzyliśmy. Czasem trzeba umieć odróżnić pragnienia od tego, co naprawdę jest w naszym zasięgu.

Aynur słuchała w milczeniu, lecz jej spojrzenie stawało się coraz bardziej nieobecne.

– Szczęście rzadko przychodzi samo – ciągnęła Adalet. – Najczęściej jest wyborem. I nieraz zaczyna się od człowieka, który stoi tuż obok, choć wcześniej nie zwracaliśmy na niego uwagi. Nie skreślaj Kıvança od razu. Jedno spotkanie do niczego cię nie zobowiązuje. A może zmieni więcej, niż przypuszczasz.

Aynur gwałtownie odsunęła krzesło. Chwyciła płaszcz i torebkę, po czym zarzuciła pasek na ramię.

– Spóźnię się do pracy. Naprawdę nie mam nad czym się zastanawiać. Do zobaczenia, siostro.

Ruszyła do wyjścia, lecz przy drzwiach zatrzymała się na moment. Stała odwrócona plecami do Adalet, mocno zaciskając dłoń na pasku torebki.

– Nie martw się o mnie – powiedziała cicho. – Z bajki obudziłam się już dawno temu.

Po tych słowach wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Adalet została sama przy stole. Patrzyła w pusty korytarz, a na jej twarzy malowały się smutek i troska. Rozumiała, że stanowczość Aynur nie wynikała z obojętności. Była jedynie pancerzem, pod którym kryło się głęboko zranione serce.

***

Nana przemierzała hotelowe korytarze, robiąc wszystko, byle tylko nie natknąć się na Poyraza. Zaglądała do pustych sal, wybierała boczne przejścia i omijała główny hol szerokim łukiem. Po kilku takich rundach opadła bez sił na schody wyłożone czerwonym dywanem.

– To nie są żadne wakacje… tylko niekończąca się gra w chowanego – mruknęła pod nosem. – Okrążyłam już chyba cały hotel pięć razy, żeby tylko na niego nie wpaść.

W tej samej chwili rozdzwonił się jej telefon. Nana szybko zerknęła na ekran i odetchnęła z wyraźną ulgą.

– Dzięki Bogu. Właśnie ciebie teraz potrzebuję – szepnęła i odebrała.

– Halo, Nano? – usłyszała głos Aynur. – Dzwoniłaś do mnie trzy razy. Co się stało?

– Jestem w kompletnej rozsypce. Zgadnij, gdzie teraz jesteśmy…

– No gdzie?

Nana zawahała się przez moment, jakby sama wciąż nie mogła uwierzyć w swoją odpowiedź.

– W podróży poślubnej.

– Co takiego?! – wykrzyknęła Aynur. – Nano, co ty opowiadasz? Jakiej podróży poślubnej?

– Jeden z fanów Sahina zaprosił go do swojego hotelu. Ale Sahin, zamiast skorzystać z zaproszenia, postanowił podarować pobyt nam. Uznał, że to idealne miejsce na miesiąc miodowy… – Nana przetarła dłonią czoło. – Aynur, ja naprawdę nie wiem, co robić. Im bardziej próbuję trzymać się od Poyraza z daleka, tym mocniej los pcha mnie prosto w jego ramiona. Wczoraj…

Urwała, a jej głos nagle zadrżał.

– Co było wczoraj? – dopytała Aynur.

– Spaliśmy przytuleni do siebie.

– Co?! To przecież cudownie!

– Wcale nie cudownie! – zaprotestowała Nana, choć na jej policzki natychmiast wypłynął rumieniec. – Zepsuło się ogrzewanie i w pokoju było lodowato. Przytulił mnie tylko dlatego, żebym nie zmarzła. Ale ja… moje serce biło tak mocno, jakby miało wyrwać się z piersi. Jak długo jeszcze mam udawać, że nic nie czuję?

Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.

– Może właśnie nie powinnaś już tego ukrywać – odezwała się w końcu Aynur łagodnym głosem. – Masz prawo kochać, Nano. Przeszłaś przez piekło, wydostałaś się spod gruzów własnego życia i próbowałaś zbudować wszystko od początku. A potem pojawił się Poyraz. Może to wcale nie był przypadek? Miłość jest jednym z najpiękniejszych uczuć, jakich człowiek może doświadczyć. A on już nieraz pokazał, że potrafi walczyć o tych, na których mu zależy. I że potrafi kochać.

– Ale skąd pomysł, że on czuje to samo?

– A skąd pewność, że nie? – odpowiedziała Aynur. – Załóżmy nawet, że się mylę. Wtedy po prostu nadal będziecie przyjaciółmi. Ale ja jestem przekonana, że on także coś do ciebie czuje. Widać to w jego spojrzeniu, w każdym geście i w tym, jak zachowuje się przy tobie.

Nana umilkła. Nie wiedziała, że na szczycie schodów pojawił się właśnie Poyraz. Zatrzymał się przy metalowej balustradzie i spojrzał w dół. Gdy usłyszał jej słowa, nie ruszył się już z miejsca.

– Nie mogę być blisko niego… – wyszeptała Nana. – Bo ja go…

Urwała, jakby zabrakło jej odwagi, by wypowiedzieć to jedno słowo.

– Kiedy jest obok, czuję się tak, jakby wewnątrz mnie budził się wulkan. Wszystko płonie. Nie potrafię nad tym zapanować… Muszę wyjść na świeże powietrze. Porozmawiamy później, Aynur.

Rozłączyła się, wstała ze schodów i ruszyła przed siebie, nieświadoma, że Poyraz słyszał niemal całą rozmowę.

Mężczyzna pozostał na górze, nieruchomy i wyraźnie poruszony. Patrzył za oddalającą się żoną, próbując uporządkować słowa, które właśnie usłyszał.

– Mówiła o mnie… – szepnął z niedowierzaniem.

***

Poyraz siedział na skraju łóżka w hotelowym pokoju. Wpatrywał się nieruchomo przed siebie, podczas gdy w jego głowie nieustannie rozbrzmiewały słowa Nany — a jeszcze głośniej to, czego nie zdołała wypowiedzieć.

– Mert miał rację… – powiedział półgłosem. – Nana też mnie…

Urwał. Przełknął ślinę i spróbował ostudzić rodzącą się w nim nadzieję.

– Nie ekscytuj się tak szybko. Może źle to zrozumiałeś. Może wcale nie mówiła o tobie…

Wspomnienia jednak wracały jedno po drugim: jej spojrzenia, nerwowe reakcje, troska, której nie potrafiła ukryć, gdy znalazł się w niebezpieczeństwie. Wszystkie drobne gesty, które wcześniej wydawały mu się niejasne, nagle zaczęły układać się w spójną całość.

– Nie… – szepnął z rosnącym przekonaniem. – To wszystko ma sens. Ona mnie kocha.

Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, lecz zaraz ustąpił miejsca powadze.

– Jeśli naprawdę tak jest… nie będę już dłużej milczał.

Podniósł się z łóżka. W jego oczach błysnęła determinacja.

– Dziś wieczorem stanę przed nią i powiem jej wszystko. Powiem, że ją kocham. Tym razem nic mnie nie powstrzyma.

***

Wiadomość o podróży poślubnej Nany i Poyraza spadła na Sibel jak grom z jasnego nieba. Przez chwilę stała nieruchomo w salonie, jakby nie potrafiła pojąć tego, co właśnie usłyszała. W końcu odwróciła się do Cansel, a jej głos zadrżał z żalu.

– To niesprawiedliwe! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Cały czas mnie oszukiwałaś!

– Nie chciałam, żebyś cierpiała, kochanie – odpowiedziała Cansel spokojnie. – Serce mi pęka, kiedy widzę cię w takim stanie. Ale uwierz mi, oni ledwo się tolerują. Ciągle się kłócą i prawie nigdy nie potrafią dojść do porozumienia. Ten wyjazd niczego nie zmieni. Po powrocie i tak się rozwiodą.

– Nadal próbujesz mnie pocieszać! – wybuchnęła Sibel. – Ale to już nie są niewinne gesty ani domysły. Pojechali razem jak prawdziwe małżeństwo. Ich ślub nie jest tylko na papierze. Oni naprawdę zaczynają się do siebie zbliżać. Nie będzie żadnego rozwodu… To koniec.

Spuściła wzrok, próbując powstrzymać łzy.

– Tak długo wmawiałam sobie, że wszystko jeszcze może się zmienić. Że Poyraz kiedyś przejrzy na oczy. Ale teraz… nie mam już żadnej nadziei.

Cansel podeszła do niej i ujęła ją delikatnie za policzek.

– Jeśli zamierzasz poddać się przy pierwszej przeszkodzie, rzeczywiście nie ma sensu dalej marzyć – powiedziała stanowczo. – Ale jeśli zostało w tobie choć trochę odwagi, nie rezygnuj. Każdy problem ma rozwiązanie. Każdy plan można pokrzyżować.

Sibel spojrzała na nią niepewnie.

– Co chcesz zrobić?

– Znajdę sposób, żeby wrócili wcześniej – odparła Cansel. – Szybciej, niż ci się wydaje.

W tej samej chwili w salonie pojawił się Yusuf. Chłopiec zatrzymał się przy fotelu i spojrzał na kobiety z poważną miną.

– Ciociu Cansel, jestem głodny. Zrobisz mi kanapkę?

Cansel odwróciła się w jego stronę. Przez moment przyglądała mu się w milczeniu, a potem jej twarz rozjaśnił pozornie ciepły uśmiech.

– Oczywiście, kochanie – odpowiedziała łagodnie.

Jednak w jej oczach pojawił się nagle przebiegły błysk. Wystarczyła jedna chwila, by w jej głowie narodził się nowy plan. Yusuf mógł stać się doskonałym pretekstem, by Nana i Poyraz porzucili hotel i natychmiast wrócili do domu.

***

Sinan długo nie potrafił zebrać się na odwagę, by wyznać Aynur swoje uczucia prosto w oczy. W końcu postanowił przelać je na papier. Usiadł przy biurku w swojej sypialni, zapalił lampkę i zaczął pisać list — ostrożnie dobierając każde słowo, jakby od tego zależała cała jego przyszłość.

W pewnej chwili przerwał, odłożył pióro na kartkę i wyszedł do sąsiedniego pokoju.

Niedługo później do sypialni weszła Aynur. Niosła starannie złożone, świeżo wyprasowane ubrania. Położyła je na łóżku, lecz gdy odwróciła się w stronę biurka, dostrzegła pozostawioną na blacie kartkę. Nie zamierzała jej czytać, jednak pierwsze słowa mimowolnie przyciągnęły jej wzrok.

Podeszła bliżej i ostrożnie uniosła list.

– Nie jestem człowiekiem, któremu łatwo przychodzi mówienie o uczuciach… – przeczytała półgłosem. – Ale tym razem muszę to zrobić, bo… tak bardzo cię kocham.

Zamarła.

Słowa uderzyły ją prosto w serce. Przez kilka sekund nie była w stanie zaczerpnąć powietrza. Jej palce zacisnęły się na kartce, a oczy zaszkliły się od łez.

Nie przyszło jej nawet do głowy, że list mógł być przeznaczony dla niej. Była przekonana, że Sinan pisał do Ezgi. W jej myślach bez końca powtarzało się tylko jedno zdanie:

„Tak bardzo cię kocham”.

Odłożyła kartkę dokładnie tam, gdzie ją znalazła, i wyszła z pokoju. W kuchni próbowała wrócić do pracy, lecz słowa Adalet nie dawały jej spokoju. Przyjaciółka radziła jej, by przestała wierzyć w nierealne marzenia i wreszcie spojrzała na życie takim, jakie było.

Aynur sięgnęła po telefon i wybrała jej numer.

– Siostro? – odezwała się cicho, usiłując ukryć drżenie głosu. – Przemyślałam wszystko. Zgadzam się… Dam panu Kıvançowi szansę.

***

Jakiś czas później Sinan podszedł do niej w salonie. Był elegancko ubrany, a w dłoni trzymał białą kopertę. Na jego twarzy malowało się nietypowe napięcie, pod którym kryła się trudna do ukrycia nadzieja.

– Mam do ciebie prośbę – zaczął. – Muszę załatwić pewną sprawę i nie zdążę dostarczyć tego osobiście. W kopercie znajduje się ważny dokument. Mogłabyś zanieść go do parku w Yeşilköy? W to miejsce, gdzie kiedyś wylałaś sok na moją koszulę. Mój asystent odbierze go tam w drodze do sądu.

Aynur przyjęła kopertę, unikając jego wzroku.

– Oczywiście – odpowiedziała krótko. – Zaniosę ją.

Sinan podziękował, wziął płaszcz i torbę, po czym skierował się do wyjścia. Zanim opuścił mieszkanie, obejrzał się jeszcze na Aynur, lecz ona zajęła się wycieraniem fotela, jakby jego obecność zupełnie jej nie obchodziła.

Gdy drzwi się zamknęły, spojrzała za nim z bólem.

– Jedzie spotkać się z Ezgi – szepnęła. – Co innego mogłoby go tak uszczęśliwić? Pewnie czeka ich romantyczny dzień…

W tej samej chwili zadzwonił jej telefon. Na ekranie widniał nieznany numer. Aynur zawahała się, ale odebrała.

– Halo?

– Dzień dobry, pani Aynur – odezwał się po drugiej stronie ciepły, męski głos. – Mówi Kıvanç. Siostra Adalet przekazała mi pani numer. Bardzo się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że zgodziła się pani ze mną spotkać. O której godzinie byłaby pani wolna? Gdzie moglibyśmy się zobaczyć?

Aynur ścisnęła mocniej trzymaną w dłoni kopertę. Zawahała się zaledwie przez moment.

– Za chwilę wychodzę z domu, a później muszę wrócić do pracy. Czy może pan być za godzinę w parku w Yeşilköy?

– Oczywiście. Będę tam. Do zobaczenia.

– Do zobaczenia – odpowiedziała i zakończyła rozmowę.

Przez chwilę stała nieruchomo pośrodku salonu. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej kopertę powierzoną jej przez Sinana. Miała wrażenie, że zgadzając się na spotkanie z Kıvançem, właśnie zamknęła za sobą pewien rozdział.

Nie wiedziała jednak, że list, który złamał jej serce, od początku był napisany właśnie dla niej.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 724. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy