„Panna młoda” Odc. 205 — streszczenie
Engin siedział za biurkiem w swoim gabinecie. W dłoniach trzymał ramkę ze zdjęciem, na którym uśmiechał się obok siostry. Nie potrafił oderwać wzroku od jej radosnej twarzy. Przez chwilę wpatrywał się w fotografię w milczeniu, jakby szukał w niej odpowiedzi.


– Moja siostro… – wyszeptał, przesuwając kciukiem po szkle. – Wkrótce dowiem się, kto odebrał ci życie. Mam nadzieję, że jestem na dobrej drodze.
Drzwi gabinetu otworzyły się. Engin uniósł głowę i zobaczył Cihana. Mężczyzna stał w progu z ponurą, napiętą twarzą.
– Możemy porozmawiać? – zapytał.
Engin odłożył ramkę na biurko i wskazał fotel naprzeciwko.
– Oczywiście. Usiądź.
Cihan wszedł do środka i zajął miejsce. Przez dłuższą chwilę milczał. Wyglądał, jakby od poprzedniego dnia nie zmrużył oka.
– Dokładnie przemyślałem twoje słowa – odezwał się w końcu. – Zastanawiałem się też nad tym, co powiedziała Hancer. Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej wszystko miesza mi się w głowie.
Engin przyglądał mu się uważnie.
– Cihanie, wczoraj powiedziałem ci wszystko, co powinieneś wiedzieć. Teraz decyzja należy do ciebie. To ty musisz zdecydować, czy podejmiesz ryzyko.
– Enginie, ja tracę rozum – przyznał Cihan, zaciskając palce na poręczy fotela. – Powiedziałeś mi, że Beyza może być zamieszana w śmierć Yasemin. Jesteś adwokatem. Doskonale wiesz, że do takiego oskarżenia potrzebny jest dowód. Wyjaśnij mi to. Powiedz mi, na czym opierasz swoje podejrzenia.
Engin odchylił się lekko na krześle. Mimo napięcia, które zawisło między nimi, mówił spokojnie.
– Gdyby chodziło wyłącznie o kłamstwo związane z ciążą, uwierz mi, sprawa nigdy nie zaszłaby tak daleko. Wziąłbym cię na bok, powiedziałbym ci, co odkryłem, i reszta zależałaby od ciebie. To ty musiałbyś zdecydować, czy chcesz zaakceptować prawdę, czy przed nią uciec. Ale ta sprawa jest o wiele poważniejsza. I właśnie tego nie chcesz zrozumieć.
Cihan zmrużył oczy.
– Masz na to dowód?
– Jest bransoletka – odpowiedział Engin. – Bransoletka, którą znalazłem w domu mojej siostry. Może należeć do Beyzy. Co więcej, jestem przekonany, że należy właśnie do niej.
Cihan spojrzał na niego z niedowierzaniem. W jego twarzy mieszały się gniew, zmęczenie i lęk przed tym, co za chwilę może usłyszeć.
– Enginie, ty nadal twierdzisz, że Beyza jest mordercą. Mówię ci, że tego nie rozumiem. Tracę rozum, a ty siedzisz tu przede mną i spokojnie powtarzasz takie rzeczy. Przekonałeś Hancer do swoich szaleństw? Wciągnąłeś ją w to?
Engin nie dał się sprowokować.
– Nie widzisz całego obrazu, Cihanie. Patrzysz tylko na jeden fragment i uparcie ignorujesz resztę. Pomyśl o Beyzie. Czy nie doprowadziła do wypadku, kiedy rzekomo była w ciąży? Siedziała za kierownicą i próbowała zabić Hancer, wiedząc, że może zginąć także dziecko. Już wtedy liczyła się z tym, że może zostać morderczynią. Skoro była zdolna do tego, dlaczego nie mogłaby zrobić czegoś mojej siostrze?
– Dlaczego? – Cihan pochylił się ku niemu. – Czym Yasemin tak bardzo rozzłościła Beyzę, że ta miałaby ją zabić?
Engin utkwił w nim twarde spojrzenie.
– Tym, że odkryła prawdę. Moja siostra w jakiś sposób dowiedziała się, że Beyza nie jest w ciąży. Tego dnia czekała na wyniki badania, a w sądzie odbywała się twoja rozprawa rozwodowa z Hancer. Gdyby wyniki dotarły na czas, Yasemin mogłaby przerwać całą tę farsę. Mogłaby nie dopuścić do waszego rozwodu. Ale zanim zdążyła cokolwiek zrobić, straciła życie.
Cihan milczał. Nie chciał wierzyć w tę wersję wydarzeń. Beyza była ostatnią osobą, której ufał, a jednak teraz, wbrew wszystkiemu, próbował znaleźć dla niej jakiekolwiek usprawiedliwienie.
– Nie wiem jeszcze, czy był to wypadek, czy coś zaplanowanego – ciągnął Engin. – Ale wiem jedno: Beyza ma z tym związek.
Cihan parsknął gorzko.
– Teraz zacząłeś bawić się w policjanta?
– Myśl, co chcesz – odparł Engin. – Ale ja pójdę tym tropem. Bez względu na wszystko. Jeśli tego nie zrobię, dusza mojej siostry nigdy nie zazna spokoju.
– Beyza jest obsesyjna. Jest zazdrosna. Jest zdolna do podłych intryg – powiedział Cihan ciężko. – Ale zabicie człowieka to zupełnie coś innego.
– W takim razie nie wierz mi – odparł Engin, a w jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała twardość. – Wróć do domu, przykryj się kołdrą i żyj dalej tak, jakby nic się nie stało. Udawaj, że nie widzisz tego, co masz przed oczami. Ja tak nie potrafię. Nie przestanę szukać prawdy, dopóki zabójca mojej siostry nie zostanie schwytany. Zrobię wszystko, co konieczne. I nie zatrzymam się, nawet jeśli ty staniesz mi na drodze. Zapamiętaj to.

Cihan patrzył na niego przez chwilę w milczeniu. Potem powoli pokiwał głową.
– Czyli nie mamy już o czym rozmawiać.
Podniósł się z fotela. Jego twarz stężała, jakby w jednej chwili zamknął przed Enginem wszystkie drzwi.
– Dobrze. Niech tak będzie.
Odwrócił się i wyszedł z gabinetu, zostawiając za sobą ciszę cięższą niż jakiekolwiek słowa.
***
Hancer przyszła do domu brata. Była blada i wyraźnie roztrzęsiona. W przedpokoju, na wąskiej sofie pod oknem, usiadła obok Deryi. Przez chwilę milczała, jakby zbierała w sobie resztki sił. Dopiero po głębokim oddechu powiedziała cicho:
– Beyza tak naprawdę nigdy nie była w ciąży.
Derya uniosła brwi i udała zaskoczenie.
– Och, naprawdę? – zapytała, choć w rzeczywistości od dawna znała tę prawdę. – Skąd się o tym dowiedziałaś?
Hancer spojrzała na nią niespokojnie. W jej oczach wciąż było widać ślad wydarzeń z rezydencji.
– Engin nabrał podejrzeń, że jego siostra została zamordowana. Od pewnego czasu prowadził własne dochodzenie.
– A co Beyza ma wspólnego z jego zmarłą siostrą?
– Yasemin podejrzewała, że Beyza może nie być w ciąży. Zleciła badanie, które miało to potwierdzić. Engin uważa, że Beyza zabiła ją, żeby prawda nigdy nie wyszła na jaw.
Derya przyłożyła dłoń do ust.
– O Boże…
– Chciałam odciąć kosmyk włosów Cihana Gurura, żeby można było zrobić test i wszystko wyjaśnić – ciągnęła Hancer. – Ale Beyza weszła do pokoju i zobaczyła mnie z nożyczkami przy dziecku. Możesz sobie wyobrazić, jaką zrobiła aferę.
Derya westchnęła ciężko i nachyliła się ku niej.
– Posłuchaj mnie, dziewczyno. Wściekasz się, kiedy to mówię, ale zachowujesz się głupio. Bardzo głupio. Po co się w to angażujesz? Dlaczego sama pchasz się w niebezpieczeństwo? Niech prawnik rozwiązuje tę sprawę. Od tego jest. Chyba że… – zawiesiła głos i przyjrzała się jej uważniej – chyba że chodzi tu o coś więcej.
Hancer drgnęła.
– O co więcej miałoby chodzić, bratowo? To już nie ma znaczenia. Teraz wszyscy wiedzą.
– I jak Beyza zareagowała? Chyba nie powiesz mi, że grzecznie się do wszystkiego przyznała?
– Oczywiście, że nie. Natychmiast znalazła sposób, żeby powstrzymać Cihana przed zrobieniem testu. Przyszła z umową. Jeśli badanie wykaże, że dziecko jest jej i Cihana, on ma zgodzić się na rozwód, oddać jej wyłączną opiekę nad synem i nigdy więcej go nie zobaczyć.
– I bardzo dobrze – rzuciła Derya bez zastanowienia. – Po co mu cudze dziecko?
Hancer spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Test jeszcze nie został wykonany. To wcale nie jest pewne.
– No tak… – Derya poprawiła się szybko, ale zaraz znów spoważniała. – Przede wszystkim musisz myśleć o sobie, Hancer. Przez to dziecko rozwiodłaś się z Cihanem. Potem od razu wyszłaś za Meliha i zaszłaś w ciążę. Gdybyś tak bardzo się nie spieszyła, być może teraz miałabyś jeszcze szansę wrócić do Cihana. Ale teraz? Teraz jest już po wszystkim.
Hancer spuściła wzrok, zaciskając dłonie na kolanach. Derya mówiła dalej, łagodniej, ale z wyraźnym naciskiem:
– Nie pakuj się w jeszcze większe kłopoty. Twój mąż może w końcu stracić cierpliwość i wyrzucić cię z domu, a wtedy będziesz się zastanawiać, jak wytłumaczyć to swojemu bratu.
***
Beyza siedziała przy stoliku na tarasie, tuż obok basenu. Spokojnie sączyła kawę, jakby po wydarzeniach ostatnich godzin nie został w niej nawet ślad niepokoju. Na jej twarzy malowała się pewność siebie, niemal zadowolenie.
Ten spokój przerwało nagłe pojawienie się Mukadder. Kobieta wyszła z domu szybkim, nerwowym krokiem. Jej twarz była napięta, a spojrzenie ostre. Zatrzymała się przy stoliku i pochyliła nad Beyzą.
– Co się stało, ciociu? – zapytała Beyza słodkim tonem, unosząc na nią wzrok. – Dlaczego się złościsz, skoro wiatr wieje teraz na naszą korzyść?
– Przez ciebie! – syknęła Mukadder. – Twoje skandale nie mają końca.
Oparła dłonie na blacie stołu, nachyliła się jeszcze bardziej i spojrzała bratanicy prosto w oczy.
– Powiedz mi prawdę, Beyzo. Czy zabiłaś Yasemin?
Beyza zastygła na ułamek sekundy. Jej twarz stężała, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą.
– Jakie zabójstwo? – zapytała z udawanym niedowierzaniem. – Co to za bzdury?
– Nie rób ze mnie głupiej! – warknęła Mukadder. – Nawet personel w kuchni już o tym mówi. Melih powiedział swojej matce. Fadime przekazała mi, że możesz być morderczynią. Engin prowadzi dochodzenie. Powiedz mi, czy Gülşüm zna prawdę? Czy ona też jest w to zamieszana?
Beyza poderwała się z miejsca.
– O czym ty mówisz? Mam się tłumaczyć z plotek rozsiewanych przez służki?
– Dlaczego więc podejrzenia padają właśnie na ciebie? – naciskała Mukadder. – Co przede mną ukrywasz? Mów natychmiast!
– Co niby miałabym ukrywać? – odparła Beyza, coraz bardziej poirytowana. – Te żmije połączyły siły i knują przeciwko mnie. Nie widzisz tego? Hancer chce się mnie pozbyć. Naopowiadała swojemu mężowi i jego matce tych bredni, a ty dajesz się wciągnąć w ich grę.
Mukadder pobladła.
– W co ty mnie wpakowałaś, Beyzo? Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli naprawdę masz coś wspólnego ze śmiercią Yasemin…
Nie zdążyła dokończyć. Z rezydencji wybiegła zdyszana Gülşüm. Jej twarz zdradzała przerażenie.
– Szybko! Chodźcie natychmiast! – zawołała. – Pan Cihan wrócił. Jest wściekły jak nigdy. Przeszukuje pani pokój, pani Beyzo!
Mukadder i Beyza wymieniły pełne niepokoju spojrzenia. Chwilę później obie ruszyły pędem w stronę domu.
***
Cihan wyrzucał rzeczy z szafek i szuflad w pokoju Beyzy. Otwierał kolejne przegródki, wyciągał pudełka, odsuwał ubrania i kosmetyki, jakby działał w gorączce. W pomieszczeniu panował coraz większy chaos, lecz on zdawał się tego nie widzieć. Był skupiony tylko na jednym.
Do pokoju wbiegły Mukadder i Beyza. Za nimi stanęła Gülşüm. Żadna z nich nie odważyła się od razu podejść bliżej.
– Cihanie, synu… co ty zrobiłeś z tym pokojem? – zapytała Mukadder, rozglądając się po porozrzucanych rzeczach.
– Mamo, nie mieszaj się – rzucił ostro, nawet na nią nie patrząc.
– Synu, powiedz, czego szukasz. Pomożemy ci.
Cihan nie odpowiedział. Przeszukiwał dalej, aż w końcu jego dłoń natrafiła na czarne pudełko po komplecie biżuterii. Zatrzymał się. Powoli uniósł wieczko. W środku leżały tylko kolczyki. Miejsce po bransoletce było puste.
Na jego twarzy pojawił się cień gniewu. Przez chwilę wpatrywał się w aksamitne wnętrze pudełka, po czym podniósł wzrok na Beyzę.
– Gdzie jest bransoletka? – zapytał głosem zimnym i ostrym jak nóż.


Beyza zbladła. Jej usta lekko się rozchyliły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– Czy to nie był komplet? – ciągnął Cihan, z trudem panując nad wściekłością. – Gdzie jest naszyjnik? Gdzie jest bransoletka?
Cisnął pudełkiem o podłogę. Czarna kasetka upadła z głuchym stukiem.
– Odpowiedz mi! Gdzie jest bransoletka z tego zestawu?!
– Nie ma jej… – wyjąkała Beyza. – Nie mam żadnej bransoletki.
– Jak to nie masz? – warknął. – Mówię ci, że to był komplet!
Beyza zaczerpnęła powietrza. Przez moment wyglądała na sparaliżowaną, ale zaraz odzyskała pewność siebie. Wyprostowała się i spojrzała na męża z oburzeniem.
– Kolczyki nie są z żadnego kompletu. Znalazłam puste pudełko i je tam włożyłam. To wszystko. Co to ma znaczyć, Cihanie? Atakujesz mnie z powodu dwóch kolczyków?
– Nie chodzi o kolczyki!
Mukadder przyglądała mu się z niepokojem.
– Synu, nie jesteś człowiekiem, który robiłby awanturę z powodu brakującej bransoletki. Powiedz wreszcie, o co chodzi.
Beyza szybko spojrzała na ciotkę.
– Ciociu, możesz nas zostawić samych? Chcę porozmawiać z Cihanem na osobności.
Mukadder zawahała się.
– Boże… – westchnęła w końcu i wyszła z pokoju, wciąż oglądając się za siebie.
Gdy drzwi się zamknęły, Cihan stanął nieruchomo pośrodku zdemolowanego pokoju.
– Słucham – powiedział chłodno.
Beyza zrobiła krok w jego stronę. Jej głos stał się miękki, niemal błagalny.
– Wiem, dlaczego tak się zachowujesz. Udało im się zasiać w tobie podejrzenia, prawda? Cihanie, proszę cię, nie daj się im omamić. Oni dobrze znają twoją słabość. Wiedzą, że najbardziej mogą cię zranić przez twojego syna.
Nie odpowiedział. Patrzył na nią ciężko, bez cienia zaufania.
– Cihan Gurur jest twoim synem – mówiła dalej. – To nasze dziecko. Spójrz na niego.
Podeszła do łóżeczka i lekko odchyliła kocyk. Niemowlę leżało spokojnie, otulone miękkim materiałem.
– Popatrz na jego twarz. Czy nie wygląda znajomo? Jest częścią ciebie. Twoją krwią, twoją duszą. Jeśli teraz ulegniesz tym oszczerstwom i zrobisz test, ta rysa zostanie między wami na zawsze. On kiedyś dorośnie i zapyta: „Tato, nie kochałeś mojej mamy, dobrze, ale co ja ci zrobiłem?”. Nawet jeśli nadal będzie nazywał cię ojcem, nigdy nie zapomni, że zwątpiłeś w niego już na początku jego życia.
Beyza podeszła bliżej. W jej oczach pojawiły się łzy, ale głos miała pewniejszy, niż chciała pokazać.
– Oni robią to celowo. Chcą zniszczyć naszą rodzinę. Najpierw próbowali wmówić ci, że Cihan Gurur nie jest twoim dzieckiem. Kiedy nie uwierzyłeś, wymyślili nowe kłamstwo. Teraz oskarżają mnie o śmierć Yasemin. Ja i Yasemin… Sama myśl o tym doprowadza mnie do szaleństwa. Bawią się twoim umysłem, Cihanie. Jesteś silny. Nie pozwól im na to.
Cihan spojrzał najpierw na dziecko, potem znowu na Beyzę. Przez długą chwilę milczał. W końcu powoli zbliżył się do żony.
– Masz rację – powiedział niskim głosem. – Nie pozwolę nikomu bawić się moim umysłem.
Beyza niemal odetchnęła z ulgą. Była przekonana, że udało jej się go złamać.
Wtedy Cihan sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął złożoną kartkę. Podał ją żonie.
– Weź. Podpisałem.
Beyza zastygła. Spojrzała na dokument, jakby nie rozumiała, co właśnie trzyma w dłoniach. Zarówno ona, jak i Nusret byli święcie przekonani, że Cihan cofnie się przed takim ryzykiem. Że strach przed utratą dziecka zmusi go do milczenia.
Tym razem jednak się pomylili.
– Ale… Cihanie… – wyszeptała.
– Zażądałaś mojej zgody – przerwał jej chłodno. – Przyjąłem twoje warunki i liczę się z konsekwencjami. Jutro rano przygotuj Cihana Gurura. Pojedziemy zrobić test.
Beyza pobladła jeszcze bardziej. Wszystkie słowa, które przed chwilą wypowiadała z taką pewnością, nagle straciły znaczenie.
Wiedziała już, że to koniec.


***
Wieczorem Gülşüm weszła do swojego pokoju. W pomieszczeniu panował półmrok, rozproszony jedynie ciepłym światłem różowych lampek stojących po obu stronach łóżka. Kobieta zamknęła za sobą drzwi, podeszła do posłania i nerwowo rozejrzała się wokół, jakby bała się, że ktoś może ją obserwować.
Po chwili pochyliła się nad łóżkiem i wsunęła rękę pod materac. Jej palce natrafiły na chłodny metal. Wyciągnęła ukryty naszyjnik i przez kilka sekund patrzyła na niego w milczeniu.
Był z tego samego kompletu co kolczyki i bransoletka.
W jednej chwili wróciły do niej krzyki Cihana, jego wściekłe spojrzenie i chaos, jaki rozpętał tego dnia w pokoju Beyzy. Gülşüm ścisnęła biżuterię w dłoni, a po plecach przebiegł jej dreszcz.
– Dlaczego pan Cihan zrobił takie zamieszanie z powodu tej biżuterii? – wyszeptała, próbując zrozumieć sens jego zachowania.
Nagle jej twarz pobladła. Otworzyła szeroko oczy i gwałtownie nabrała powietrza.
– O Boże… – jęknęła przerażona. – A jeśli to ma związek ze śmiercią Yasemin?
Spojrzała na naszyjnik tak, jakby dopiero teraz dostrzegła w nim coś groźnego.
– A jeśli… jeśli Beyza zgubiła bransoletkę w domu Yasemin? – Chwyciła się za głowę, coraz bardziej roztrzęsiona. – Co, jeśli ona naprawdę ją zabiła?
Serce zaczęło bić jej jak oszalałe. Zacisnęła palce na naszyjniku, po czym zaraz rozluźniła uścisk, jakby drogocenny przedmiot parzył ją w skórę.
– O Boże… trzymam w rękach dowód morderstwa.
Przez chwilę stała nieruchomo, walcząc z narastającą paniką. Potem zaczęła chodzić po pokoju, nerwowo rozglądając się po ścianach, szafkach i kątach.
– Muszę się tego pozbyć. Jak najszybciej. – Urwała i spojrzała na naszyjnik z wahaniem. – A może… mogłabym go sprzedać?
Zaraz jednak potrząsnęła głową.
– Nie, nie. To na pewno unikat. Ktoś go rozpozna. Jeśli Beyza naprawdę popełniła morderstwo, powiedzą, że jej pomagałam. Że ukrywałam dowody. Skończę razem z nią w więzieniu.
Zadrżała na samą myśl o kajdankach, przesłuchaniach i zamkniętej celi. Przez moment wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać.
– Ale wyrzucić coś tak cennego… – szepnęła bezradnie. – Nie mam serca.
Przycisnęła naszyjnik do piersi, po czym znów odsunęła go od siebie z odrazą i strachem.
– Boże, co ja mam zrobić? Muszę go dobrze schować. Tak dobrze, żeby nikt go nigdy nie znalazł.
Gülşüm zaczęła gorączkowo rozglądać się po pokoju, szukając miejsca, które mogłoby pochłonąć jej sekret.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 152.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






