Dziedzictwo odc. 1023: Sinan zabrania Aynur zaręczać się z Kivancem!

Na twarzy Sinana maluje się napięcie.

„Dziedzictwo” Odc. 1023 – streszczenie

Poyraz zatrzymuje się przed drzwiami biura Sedata Yalçina. Jego wzrok jest zimny, szczęka zaciśnięta.

– Chciałbym obić mu tę paskudną gębę – cedzi w myślach. Zaciska pięści, ale opanowuje gniew. Wchodzi do środka.
– Jesteś wcześnie – rzuca Sedat, unosząc brew z lekkim uśmiechem. – Czyżby zaczęło ci się tu podobać?

Poyraz bez słowa siada w fotelu, nie czekając na zaproszenie.

– Wiesz, kiedy zacznie mi się tu podobać? – mówi chłodno. – Kiedy spalę ten syf doszczętnie.

Sedat tylko parska. Groźby Poyraza już dawno przestały go bawić – albo właśnie zaczęły bawić jeszcze bardziej.

– Dlaczego tak wcześnie?
– Bo widzę, jak to działa. Każdy z twoich ludzi jest upaprany po uszy. A ja nie zamierzam się ubrudzić.

Pochyla się lekko do przodu.
– Wczoraj wieczorem jeden z twoich szczurów zagrodził mi drogę. Stracił zęby i urodę.

– Tak, słyszałem. Pobiłeś go porządnie. Będzie musiał odpuścić najbliższą walkę.

W tej samej chwili dzwoni telefon. Sedat odbiera bez skrępowania.

– Nie martw się, kasa będzie – rzuca do słuchawki. Odchodzi od biurka, staje tyłem do Poyraza i kontynuuje rozmowę półgłosem.

Poyraz, wykorzystując chwilę, zerka na jego biurko. Szybkie spojrzenie, ostrożne ruchy. Niestety – nic użytecznego. Teczki, długopisy, kalendarz. Gdy próbuje sięgnąć po notatnik, rozmowa się kończy.

Sedat odwraca się nagle, przygląda się mu uważnie.

– Myślałem, że to ty jesteś szefem tej jaskini. – Poyraz szczerzy zęby w ironicznym uśmiechu. – Ale wygląda na to, że i tobie ktoś dyktuje warunki. Kto to? Ten, do którego dzwonisz z takim napięciem w głosie? Chciałbym go poznać.

Sedat pochyla się nad biurkiem, opiera na nim ciężko ręce. Mówi powoli, z naciskiem:

– Nie wtykaj nosa tam, gdzie nie trzeba. Skup się na walce. Patrz przed siebie, nie ponad siebie. Szyja musi być sztywna, inaczej…

– Inaczej co? – przerywa mu Poyraz, a jego głos twardnieje. – Bo twoja może nie zostać sztywna. Może zostać… złamana.

W biurze zapada napięta cisza. Przerywa ją kolejny telefon. Tym razem Sedat wychodzi, nie rzucając już ani słowa.

Poyraz natychmiast sięga po notatnik, kartkuje go szybko, przeszukując każdą stronę wzrokiem. Niestety – same nazwiska, daty, notki bez kontekstu. Nic, co mogłoby mu pomóc.

Zaciska zęby.

To dopiero początek.

***

Aynur przekracza próg komisariatu z kamienną twarzą, lecz wewnątrz aż kipi od niepokoju. Próbowała sobie wszystko przypomnieć. Chciała wiedzieć, co dokładnie wydarzyło się poprzedniego dnia, gdy wraz z prokuratorem utknęli na odludziu z powodu awarii samochodu. Niestety, w jej pamięci – tylko mgła. Skutek przyjęcia niewłaściwego leku.

Idąc korytarzem, ściska w dłoni dokumenty, a w myślach sama siebie beszta:

– Na miłość boską, Aynur… Kto wie, co mu powiedziałaś. Patrząc na te zdjęcia… twój język był zdecydowanie zbyt luźny. Boże… co ja najlepszego zrobiłam?

Zatrzymuje się na moment przed drzwiami gabinetu Sinana, bierze głęboki oddech i puka delikatnie. Wchodzi, zanim usłyszy odpowiedź.

– Dzień dobry, panie Sinanie – mówi niepewnym tonem, próbując się uśmiechnąć. Mężczyzna wskazuje ręką krzesło. Siada, czując, jak serce wali jej jak młot.

– Będziesz przetwarzać daty i nazwy z tych dokumentów – oznajmia sucho Sinan, kładąc przed nią ciężki segregator.
– Wczoraj… powiedziałam, że pomogę. Ale nie byłam sobą. Zażyłam lek. Nie pamiętam nic. A mimo to… chcesz, bym dotrzymała słowa?

– Wspomniałaś nawet o sprawach z przeszłości. O takich, których sam już prawie nie pamiętałem.

Aynur drgnęła. W jej głosie pojawia się strach.
– O czym mówiłam?

Sinan patrzy na nią uważnie. Jego spojrzenie jest miękkie, ale niepokojąco przenikliwe.
– O tym, co przeżyliśmy razem.

– Proszę… nie traktuj tego poważnie. Naprawdę nie byłam sobą – odpowiada szybko. W myślach panikuje: „Boże… Czyżbym mu powiedziała, że go kocham? Że nie jestem pewna zaręczyn z Kivançem? Nie, to niemożliwe… To musiał być tylko bełkot.”

– Wiesz – mówi cicho Sinan – te leki często otwierają ludzi bardziej, niż by chcieli. Mówią wtedy prawdę, którą zwykle w sobie duszą. A ty… zwykle narzekasz na mnie. Ale wczoraj byłaś… szczęśliwa.

– Jestem pewna, że byłam po prostu zdezorientowana. Nie miałam kontroli nad sobą – broni się gorączkowo.
– Nie wyglądałaś na zdezorientowaną, kiedy wyciągnęłaś mnie na parkiet – rzuca bez emocji.

– Co takiego?! – Aynur niemal wyskakuje z krzesła, a segregator spada z hukiem na podłogę. – My… tańczyliśmy?!
– Tak, tańczyliśmy.
– Panie Sinanie, ja… bardzo przepraszam.

Mężczyzna opiera się wygodnie na oparciu fotela i spogląda na nią bez cienia złości.
– Nie przeszkadzało mi to.

***

Aynur kończy pracę po południu. Szybkimi ruchami zbiera swoje rzeczy, gotowa ruszyć do szpitala – do Kivança. Już sięga po płaszcz, gdy za plecami słyszy podniesiony głos Sinana.

– Nigdzie nie pójdziesz!

Zatrzymuje się jak sparaliżowana. Odwraca się powoli, zszokowana i przestraszona.

– Co pan powiedział?

Sinan podchodzi bliżej, wzrok ma dziki, roztrzęsiony.

– Nie chcę, żebyś szła do tego człowieka. I nie chcę, żebyś się z nim zaręczyła!

Aynur otwiera usta, ale przez chwilę nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. W końcu mówi cicho:
– Ty… Co pan mówi, panie Sinanie? Dlaczego…?

– Jestem prokuratorem. Intuicja to moje narzędzie pracy. Wyczuwam ludzi. On nie jest dla ciebie odpowiedni – mówi twardo.

– I na podstawie samego przeczucia chcesz, żebym odrzuciła wszystko? – Jej głos staje się ostrzejszy. – To wszystko, co masz mi do powiedzenia?

***

W następnej scenie w gabinecie panuje cisza. Aynur już wyszła. Sinan siedzi nieruchomo w fotelu, wpatrzony w przestrzeń, zaciśnięte pięści spoczywają na blacie.

– Nie uwierzy mi, jeśli powiem, że Kivanç ma kogoś innego na oku – mówi do siebie z goryczą. – Bez dowodów to tylko puste słowa. A ja… ja nadal jestem z Ezgi.

Zaciska szczękę.
– To jeszcze nie czas. Jeszcze nie mogę.

***

Gdy Poyraz wychodzi z ponurej siedziby Sedata Yalçina, zatrzymuje się nagle jak rażony piorunem. Na rogu ulicy, oparta o ścianę, stoi Sibel.

– Sibel?! – W jego głosie miesza się zaskoczenie z niepokojem.

Bez słowa chwyta ją za ramię i prowadzi do swojego warsztatu. Gdy drzwi się za nimi zamykają, jego twarz tężeje.

– Jak znalazłaś to miejsce? – pyta chłodno, surowym tonem.

Kobieta spuszcza wzrok, z zakłopotaniem ściskając pasek torebki.

– To nie było celowe… – mówi cicho. – Wracałam z pracy dla ojca. Zgubiłam się i chciałam zapytać kogoś o drogę. Usłyszałam, jak dwóch mężczyzn rozmawiało o tobie. Wspominali o zakładach, walkach w klatce… i o Burzy Poyrazie. Zamarłam, kiedy usłyszałam twoje imię. Poyraz, te walki są nielegalne. Niebezpieczne. Czytałam o nich w gazetach. – Jej głos drży. – Dlaczego to robisz? Jeśli chodzi o pieniądze… mogę ci pomóc. Jako przyjaciółka.

Wyciąga rękę, by dotknąć jego dłoni, ale Poyraz niemal natychmiast ją cofa. W jego spojrzeniu nie ma już ciepła.

– Nie chodzi o pieniądze, Sibel. I nie o twoją pomoc. – mówi stanowczo. – To bardziej skomplikowane. Nie pytaj więcej. To musi zostać między nami. Rozumiesz? Nikt nie może się dowiedzieć, że walczę. Nikt.

W tej samej chwili w drzwiach warsztatu staje Nana. Nie słyszała rozmowy, ale widzi bliskość, której wolałaby nie widzieć.

– Cóż… pójdę już. – Sibel szybko spuszcza wzrok i kieruje się do wyjścia. Kątem oka zerka na Nanę. – Porozmawiamy innym razem. Do zobaczenia.

Mija się z Naną w progu. Kobiety nie zamieniają ze sobą ani słowa – tylko krótkie, ciężkie spojrzenia. Kiedy drzwi się zamykają, między Naną i Poyrazem zapada nieznośna cisza.

– Ja… – zaczyna Poyraz, nie wiedząc, od czego zacząć.

– Co teraz powiesz? Że ci przykro? Czy znów mnie zaatakujesz za to, że przyszłam? – pyta chłodno Nana, ale w jej oczach czai się żal, nie gniew.

– Przepraszam. Nie chciałem cię zranić. Naprawdę.

Nana sięga powoli do torebki, wyciąga z niej złożoną kartkę i podaje mu ją bez słowa.
– Moja odpowiedź jest tutaj.

Odwraca się i wychodzi, zanim Poyraz zdąży cokolwiek dodać.

Zostaje sam. Cisza staje się cięższa niż kiedykolwiek wcześniej. Otwiera kartkę. Czyta:

Rozumiem, dlaczego nazywają cię Burzą. Czasami dmuchasz jak ona – gwałtownie, nieprzewidywalnie. Ale wiedz jedno: nie jestem kimś, kogo złamie pierwszy silniejszy podmuch. Jeśli już się do kogoś przywiążę, to zakorzeniam się głęboko. Możesz szarpać moimi gałęziami, ale nie powalisz mnie. Nie porwiesz mnie. Będę czekać, aż twój wiatr się uspokoi.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 739. Bölüm i Emanet 740. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy