Dziedzictwo odc. 1014: Data zaręczyn zostaje ustalona!

Adalet uśmiecha się delikatnie, patrząc na Adalet.

„Dziedzictwo” Odc. 1014 – streszczenie

Wieczór. Cichy szelest materiału rozchodzi się po pokoju, gdy Aynur, owinięta w szlafrok, delikatnie przeczesuje włosy przed lustrem. Jej ruchy są powolne, jakby myślami była gdzieś daleko. Nagle drzwi się otwierają i do środka wchodzi Adalet.

– Dzwonił Kıvanç – oznajmia bez zbędnych wstępów. – To naprawdę porządny chłopak. Mówił, że jest przeszczęśliwy. Przedstawił mnie swojej ciotce – dodała z lekkim uśmiechem. – Bardzo zacna, szlachetna kobieta.

Aynur unosi wzrok i odpowiada cicho, z wymuszonym uśmiechem:
– Naprawdę?

– Jesteś szczęściarą, Aynur. Kıvanç tak bardzo cię ceni, że jest gotów zrobić wszystko, żeby cię uszczęśliwić. Zaproponował, żeby zaręczyny odbyły się już w ten weekend… i zgodziłam się.

Aynur momentalnie prostuje się na krześle. Jej spojrzenie staje się czujne, niemal przestraszone.
– Co? W ten weekend?

Adalet spogląda na nią uważnie.
– Jeśli nie chcesz…

– Nie, siostro, chcę – odpowiada szybko Aynur, zmuszając się do opanowania. – Po prostu… zaskoczyło mnie to. Nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko. Ale dobrze, niech tak będzie. Nie ma sensu przeciągać.

Adalet kiwnęła głową, jakby upewniała samą siebie, że wszystko idzie zgodnie z planem.

– Właśnie. Nie ma sensu zwlekać. Lepiej mieć to za sobą. A teraz połóż się już i odpocznij.

Adalet wychodzi, zamykając za sobą drzwi. W pokoju zapada cisza.

Aynur przez chwilę wpatruje się w drzwi, po czym sięga po książkę leżącą na stoliku. Przegląda strony, aż w końcu z wnętrza wypadają dwa zdjęcia. To ona i Sinan, uśmiechnięci, szczęśliwi – jeszcze wtedy, kiedy wszystko wydawało się możliwe.

Patrzy na nie przez dłuższą chwilę, a potem szepcze:

– Miałam głupie sny… i dostałam po nosie. Jak mogłam mieć tyle nadziei? A może… może to on mi ją dał? Już sama nie wiem. Ale to nieważne.

Podnosi wzrok i patrzy w lustro. Jej oczy są wilgotne, ale spojrzenie twardnieje.

– Koniec z tym. On już wybrał swoją drogę. Teraz ja wybieram swoją.

Delikatnie odkłada zdjęcia, zamyka książkę i gasi światło.

***

Noc. Poyraz spogląda na Nanę, która właśnie kładzie się spać. Cisza między nimi jest delikatna, ale pełna napięcia.

– Może… spotkajmy się jutro w kawiarni? – proponuje. – Napijemy się herbaty, porozmawiamy na spokojnie.

Nana kiwa głową z lekkim uśmiechem.
– Dobrze. Jutro.

***

Następny poranek. Nana budzi się z ciężką głową, zatkanym nosem i niekończącym się katarem. Gardło drapie przy każdym przełknięciu, a oczy pieką.

– Nie teraz… – jęczy w myślach, wycierając nos. – Dlaczego akurat dziś?

Mimo wszystko, z trudem zwleka się z łóżka, ubiera i wychodzi. Wbrew rozsądkowi – i własnemu zdrowiu – nie chce zawieść Poyraza.

***

Kawiarnia. Poyraz siedzi przy stoliku i czeka. Gdy Nana wchodzi, jego spojrzenie staje się czujne.

– Dobrze udaje – myśli, mrużąc oczy. – Te kichnięcia, to zasłonięte kocem ciało… wszystko wygląda idealnie. Ale ja się nie dam nabrać. Nie tym razem.

– Nie dokończyliśmy rozmowy w trakcie podróży poślubnej – zaczyna, ledwo skrywając podejrzliwość w głosie.

Nana kicha tak mocno, że aż przerywa mu w pół zdania.

– Na zdrowie – mówi chłodno. – To, co chciałem ci powiedzieć już od dawna…

Nagle Nana znów kicha – tym razem tak gwałtownie, że jej ręka potrąca szklankę, która przewraca się, rozlewając herbatę na stolik.

– Przepraszam! – mówi, próbując wytrzeć plamę. – To nie było celowe. Ta choroba… wykańcza mnie.

Poyraz milknie. Przykłada dłoń do jej czoła – przez chwilę jego gest jest troskliwy, ale zaraz wraca do chłodnego tonu:

– Nie masz gorączki – stwierdza. – Nieważne, wróćmy do rozmowy. Gdzie ja… aha. Właśnie, nasza rozmowa została przerwana i…

Kichnięcie. Jeszcze jedno.

– Żyj zdrowo i szczęśliwie – mówi w końcu z nutą sarkazmu. – Niech piękno życia cię odnajdzie. Od dawna chciałem ci powiedzieć, że…

Nagle Nana krzywi się z bólu i łapie się za brzuch.

– Boli mnie… muszę… przepraszam! – zrywa się z miejsca i biegnie do toalety.

Poyraz zostaje sam przy stoliku, osłupiały. Wpatruje się w miejsce, gdzie przed chwilą siedziała jego żona.

– Co się właściwie dzieje? – myśli zdezorientowany. – To naprawdę choroba, czy kolejna gra? Nie potrafię tego rozgryźć…

***

W domu. Nana niemal pada na łóżko, wtulając się w kołdrę jak w bezpieczną przystań.

– Przepraszam – mówi z trudem. – Znowu… nie udało się nam porozmawiać. Czułam, że zaraz zemdleję…

Kicha, po czym chowa twarz w dłoniach.

Poyraz patrzy na nią, z wahaniem.

– Jesteś pewna, że nie powinien zobaczyć cię lekarz?
– Nie trzeba – odpowiada słabo. – Wystarczy, że odpocznę…

Poyraz patrzy na nią jeszcze przez chwilę, a potem cicho szepcze:

– Wtedy też tak mówiłaś…
– Mówiłeś coś? – pyta dziewczyna, z ledwością otwierając oczy.
– Nazli wpadnie. Skonsultujemy się z nią.

Nana zamyka oczy i zanurza się w poduszce. Poyraz w tym czasie zagląda do szuflady – tej samej, w której kiedyś znalazł kredę, dowód jej intryg. Teraz – pusto.

– Czy mogę coś dla ciebie zrobić? – pyta cicho.
– Nie, dziękuję… chcę tylko zasnąć.

Poyraz wychodzi z pokoju. Kamera zostaje z Naną, która przez chwilę leży nieruchomo, a potem szepcze:

– Znowu nie pozwoliłam mu nic powiedzieć. Próbowałam walczyć z chorobą, ale… przegrałam.

***

Za drzwiami. Kamera pokazuje Poyraza, który chodzi tam i z powrotem po korytarzu, z narastającym niepokojem.

– Czy można aż tak dobrze udawać? – pyta siebie. – Czy ja znowu dałem się oszukać? Boże… co za przekleństwo.

***

Aynur podchodzi do stołu, przy którym Sinan pochylony pracuje nad dokumentami. W dłoni trzyma kubek z herbatą – ciepły zapach mięty unosi się w powietrzu.

– Stan pani Isil się poprawia – mówi spokojnie, stając obok niego. – Za dwa tygodnie kończy fizjoterapię. Chciałabym wtedy wrócić na komisariat.

Sinan podnosi na nią wzrok. Uśmiecha się lekko, choć w oczach pojawia się cień niepokoju.

– Dobra decyzja – mówi cicho. Ale w środku czuje, jak coś w nim pęka. Jakby ogień zapalił się tuż pod mostkiem.

W tym momencie rozlega się dzwonek do drzwi. Aynur odwraca się i idzie otworzyć. Za progiem stoi Kıvanç, uśmiechnięty, trzymający w dłoni niewielkie pudełko.

– Przyniosłem zegarek twojego brata – mówi, wręczając jej przedmiot. – Obiecałem, że będzie naprawiony.

Aynur bierze pudełko z widocznym wzruszeniem.

– Dziękuję, Kıvanç. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi na nim zależało. Gdy się zepsuł, miałam wrażenie, że straciłam ostatni kontakt z bratem. Znalazłeś dobrego zegarmistrza.

Sinan, obserwując ich z daleka, zamiera. Jego twarz blednie.
– Co ja zrobiłem? – myśli, z bijącym sercem. – To nie było tak, jak myślałem…

Przypomina sobie tamten moment, kiedy przypadkiem zobaczył Aynur, przekazującą Kıvancowi ten zegarek. Wtedy uznał to za symbol – gest miłości, przywiązania, dowód, że wybrała kogoś innego.

Pod wpływem tej błędnej interpretacji, w rozpaczy i zranionej dumie, zrobił coś, czego teraz nie potrafi cofnąć. Zbliżył się do Ezgi – nie z miłości, lecz ze zranienia.

Teraz patrzy na Aynur, która ze wzruszeniem trzyma pamiątkę po zmarłym bracie, i czuje, jak wszystko się wali.

– Popełniłem błąd. Zbudowałem mur tam, gdzie była tylko cisza. A teraz jesteśmy w miejscach, w których żadne z nas nie chce być, z ludźmi, których… nie kochamy.

Jego ręce drżą lekko, ale próbuje to ukryć, pochylając się znów nad dokumentami. Czuje, że coś bardzo ważnego wymyka mu się z rąk – może już na zawsze.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 732. Bölüm i Emanet 733. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy