„Panna młoda” Odc. 219 — streszczenie

Kilka sekund później do środka wpadły Hancer i Sila. Zastały Engina siedzącego na podłodze i Cihana stojącego nad nim z twarzą napiętą od furii. Sila natychmiast podbiegła do prawnika i pomogła mu się podnieść. Engin, nadal oszołomiony, nie powiedział ani słowa. Opuścił gabinet razem z Silą, zostawiając Hancer sam na sam z Cihanem.
Kobieta spojrzała na niego z bólem i niedowierzaniem.
– Co ty zrobiłeś? – zapytała ostro, mierząc go stanowczym wzrokiem.
Cihan oddychał ciężko. W jego twarzy wciąż było widać gniew, lecz pod nim kryło się coś znacznie głębszego – rozpacz.
– To, co chciałem zrobić samemu sobie – odparł niskim, zduszonym głosem. – Przez ciebie nie poznaję już samego siebie.
Chciał odejść, ale Hancer chwyciła go za ramię i zatrzymała.
– W takim razie pozwól, że pomogę ci się z tym zmierzyć – powiedziała. – Nie masz problemu z Enginem. Masz problem ze mną. W głębi duszy potrafisz go zrozumieć, bo stracił siostrę. Chwycił się nadziei, której tak bardzo potrzebował. Miał podejrzenia, ale się pomylił. To ja wywierałam na niego presję. To ja popchnęłam go do tych wszystkich działań. Jeśli ktoś powinien zostać ukarany, to ja.
Jej głos zadrżał, ale nie cofnęła się ani o krok.
– Nie możesz mnie ukarać, więc uderzasz w innych. Ale spójrz, stoję przed tobą. Cokolwiek chcesz zrobić, jakkolwiek chcesz mnie zranić, zrób to. Dalej, Cihanie. Jestem tutaj.
Cihan spojrzał na nią z bólem, który na moment odebrał mu całą surowość. Jego złość nie zniknęła, lecz pękła pod ciężarem uczuć, których nie potrafił już ukryć.
– Mam cię ukarać? – zapytał gorzko. – Mam cię skrzywdzić? Ty naprawdę nic nie rozumiesz. Moja dusza cierpi za każdym razem, gdy cię ranię. Kiedy próbuję cię skrzywdzić, czuję, jakby rozpadała się jakaś część mnie.
Hancer zamarła. Łzy spływały jej po policzkach, ale nie odwróciła wzroku.
– Chcę o tobie zapomnieć, Hancer – ciągnął Cihan. – Obiecałem coś mojemu synowi. Obiecałem, że nie będę miał nikogo oprócz niego. A teraz… zniknął z moich ramion. Za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, widzę osobę, przez którą do tego doszło.
Jego głos stwardniał, choć w oczach wciąż miał ból.
– Jeśli masz choć odrobinę sumienia, nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy.
Odwrócił się gwałtownie i wyszedł z gabinetu, zostawiając Hancer samą. Kobieta stała bez ruchu, z twarzą mokrą od łez, jakby każde jego słowo odebrało jej resztki sił.


***
Derya ciągnęła za sobą wózek na zakupy. Zatrzymała się na chodniku przed salonem fryzjerskim i z uwagą spojrzała w witrynę. Lokal był zamknięty.
– Wiedziałam – mruknęła z satysfakcją. – Mukadder nie dała jej żadnych pieniędzy. Mnie dała ledwie bransoletki, więc niby dlaczego Yonca miałaby dostać od niej tyle, żeby kupić cały salon? Niepotrzebnie się zdenerwowałam.
W tej samej chwili chodnikiem przechodził mężczyzna. Derya od razu go zatrzymała.
– Proszę pana, mogę o coś zapytać? – odezwała się uprzejmie. – Przyszłam do fryzjerki, ale widzę, że zakład jest zamknięty. Wie pan może, kiedy znowu go otworzą?
Mężczyzna spojrzał na salon, po czym wzruszył ramionami.
– Właścicielka wyjechała. Kilka tygodni temu spakowała rzeczy i zamknęła interes. Od tamtej pory nikt się tu nie pojawił.
Twarz Deryi natychmiast się rozpromieniła.
– Cudownie – powiedziała, ledwo ukrywając zadowolenie. – Bardzo dziękuję. W takim razie poszukam innego salonu. Miłego dnia.
Gdy mężczyzna odszedł, Derya odwróciła się ponownie w stronę zamkniętej witryny.
– No proszę, oszustka Yonca – prychnęła pod nosem. – Jeszcze się chwaliła, że niby kupiła salon. Myślałaś, że przechytrzysz kogoś takiego jak ja? Kiedy ty byłaś pewna, że wszystko idzie po twojej myśli, ja już miałam gotowy plan awaryjny.
Wtedy z lokalu wyszło dwóch mężczyzn. Jeden wyglądał na właściciela, drugi na pośrednika nieruchomości. Derya instynktownie cofnęła się o krok i nadstawiła uszu.
– Opróżnij lokal i znajdź mi nowego najemcę – polecił właściciel.
– To może trochę potrwać – odparł agent. – Ale gdy tylko pojawi się ktoś zainteresowany, od razu dam panu znać.
Derya zamarła, a potem na jej twarzy powoli pojawił się pełen nadziei uśmiech. Może marzenie o własnym salonie fryzjerskim wcale nie było jeszcze stracone.
***


***
Wieczorem Sila siedziała naprzeciwko Engina i ostrożnie opatrywała jego twarz. Na policzku mężczyzny ciemniał siniak po ciosie Cihana, a na rozciętej wardze wciąż widać było ślad krwi. Dziewczyna przyłożyła do rany wacik, próbując ukryć złość, która aż kipiała w jej głosie.
– Co za chuligan! – prychnęła. – Jak mógł cię uderzyć, jakbyś był jego największym wrogiem? I dlaczego w ogóle mu na to pozwoliłeś?
Engin skrzywił się lekko, bardziej z goryczy niż z bólu.
– Obaj tego potrzebowaliśmy – odparł cicho. – Ja zasłużyłem na lanie, a on musiał na kimś wyładować swoją złość.
Sila spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Przestań obwiniać siebie. Który to już raz, gdy Beyza ucieka z domu? Naprawdę uważasz, że wszystko, co robi, jest twoją winą?
Engin uniósł wzrok. W jego spojrzeniu pojawiło się zaskoczenie.
– Skąd wiesz, że uciekała już wcześniej? – zapytał podejrzliwie. – Nigdy nie opowiadałem ci o Beyzie aż tyle.
Sila zamarła na ułamek sekundy. Zrozumiała, że powiedziała za dużo.
– Cóż… – odparła po chwili, odwracając wzrok. – Po prostu wywnioskowałam to z rozmów z Hancer.
Szybko podniosła się z kanapy, jakby chciała zakończyć temat i odejść, ale Engin chwycił ją delikatnie za rękę. Nie zatrzymał jej siłą, raczej prośbą. Sila westchnęła i ponownie usiadła naprzeciwko niego.
– To wszystko nie jest twoim problemem – powiedział spokojniej. – A jednak widzę, że tobie też jest przykro. Wciągnęliśmy cię w nasze sprawy, obarczyliśmy cudzym cierpieniem. Dziękuję ci. Twoja przyjaźń naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Na twarzy Sili pojawiło się łagodniejsze spojrzenie.
– Nie musisz mi dziękować – odpowiedziała. – Dzięki tobie mam dach nad głową. Mam pracę. Pomogliśmy sobie nawzajem.
Zabrała przybory opatrunkowe ze stolika i zaniosła je do pokoju Engina. Gdy odkładała je na miejsce, wysunęła szufladę nocnej szafki. W środku dostrzegła niewielkie pudełko przewiązane ciemną, elegancką kokardą. Zatrzymała na nim wzrok.
– Dla kogo kupił ten prezent? – przemknęło jej przez myśl. – I dlaczego ukrył go tutaj?
Natychmiast skarciła samą siebie za tę ciekawość.
– To nie moja sprawa – szepnęła.
Zamknęła szufladę i wyszła z pokoju, choć obraz tajemniczego pudełka jeszcze długo nie dawał jej spokoju.


***
Melih wszedł do salonu i usiadł obok Hancer na różowej kanapie. Dziewczyna siedziała ze spuszczoną głową, z dłońmi splecionymi na kolanach. W jej twarzy widać było zmęczenie i ciężar myśli, których nie potrafiła już dłużej ukrywać.
– Wszystko w porządku? – zapytał cicho, z troską.
Hancer pokręciła głową.
– Nie. W ogóle nie czuję się dobrze. Dzisiaj w firmie zapanował prawdziwy chaos… Beyza uciekła z domu z dzieckiem. Powiedziała Cihanowi, że już nigdy więcej nie pozwoli mu go zobaczyć. – Głos jej zadrżał. – Cihan ma rację, że mnie nienawidzi.
– Przestań – odparł Melih stanowczo. – Nie możesz obwiniać się za wszystko.
– Serce mi pęka, kiedy widzę, jak cierpi z tęsknoty za synem. My też będziemy mieli dziecko. Chciałabym mu powiedzieć, że ono również go potrzebuje, ale nie mogę. Płonę z pragnienia, by wyznać mu prawdę, a mimo to muszę milczeć. Najpierw muszę odpokutować swoje błędy. Muszę pomóc mu odzyskać Cihana Gurura.
Melih spojrzał na nią uważnie.
– Jeśli to zrobisz, na zawsze oddzielisz swoje dziecko od ojca.
– Nie mogę powiedzieć mu prawdy, kiedy walczy o odzyskanie syna. Nie mogę być wobec niego aż tak niesprawiedliwa. I tak wystarczająco zgrzeszyłam, próbując za wszelką cenę udowodnić, że Cihan Gurur nie jest dzieckiem Beyzy. Muszę odnaleźć Beyzę, przeprosić ją i przekonać, żeby jak najszybciej wróciła do domu z dzieckiem. Dopóki tego nie zrobię, nie uwolnię się od poczucia winy.
– Czyli chcesz, żeby Cihan i Beyza nadal byli małżeństwem?
Hancer uniosła na niego smutne spojrzenie.
– Muszę to zrobić, bo ich małżeństwo rozpadło się przeze mnie. Ale jeśli jesteś już zmęczony… jeśli nie chcesz dłużej w tym uczestniczyć, zrozumiem. Wziąłeś na siebie ogromną odpowiedzialność. Nie musisz dalej tego ciągnąć. Oddałeś mi swoje nazwisko, zostałeś przy mnie i nie uciekłeś od nas. Zrobiłeś dla mnie więcej, niż miałam prawo oczekiwać. Ale kiedy tylko zechcesz, możesz znów być wolny.
Melih zmarszczył brwi, poruszony jej słowami.
– Skąd ci to przyszło do głowy? Myślę tylko o twoim szczęściu. Powiedziałem to, bo wiem, jak bardzo ta sytuacja jest wobec ciebie niesprawiedliwa. To nie ma nic wspólnego z moją wolnością.
Hancer położyła dłoń na jego ramieniu.
– Od jakiegoś czasu zachowujesz się inaczej – powiedziała cicho. – Jesteś zamyślony, rozproszony… Jakby coś cię dręczyło. Jeśli ma to związek z kobietą, którą kochasz…
– Nie – przerwał jej szybko. – To nie to. Myślę tylko o tobie i dziecku. Na was się skupiam. Nic innego mnie nie obchodzi. Jeśli Beyza i Cihan się rozwiodą, będziesz mogła wreszcie mieć życie, na jakie zasługujesz.
Hancer spuściła wzrok. Jej twarz spoważniała jeszcze bardziej.
– Ja też byłam takim dzieckiem, Melihu. Wiem, co znaczy dorastać bez matki i ojca. Dlatego w moim sercu nie ma miejsca na miłość, która miałaby rozdzielić dziecko z ojcem.
***
Beyza nie mogła znieść płaczu dziecka. Rozciągnęła się wygodnie na turkusowej kanapie, włożyła słuchawki do uszu i włączyła muzykę, jakby zamierzała odciąć się od wszystkiego, co działo się w pokoju. Telefon trzymała w dłoni, całkowicie pochłonięta własnym beztroskim spokojem.
Do pokoju wbiegła Yonca, zaalarmowana krzykiem syna. Poszła do łazienki tylko na chwilę, zostawiając Cihana Gurura pod opieką Beyzy, ale nawet te kilka minut okazało się dla niej zbyt wiele.
Widząc, że Beyza leżała niewzruszona i nawet nie reagowała na płacz dziecka, Yonca chwyciła poduszkę i cisnęła nią w nią z całej siły.
– Co robisz?! – oburzyła się Beyza, gwałtownie wyciągając słuchawki z uszu.
– Zostawiłam ci dziecko na pięć minut! – wyrzuciła z siebie Yonca. – Tylko na pięć minut! A ty jesteś tak nieodpowiedzialna, że mały aż zanosił się od płaczu!
– Jest do tego przyzwyczajony – odparła Beyza z lodowatą obojętnością. – Nie zamierzam skakać wokół niego za każdym razem, gdy zapłacze.
Yonca spojrzała na nią z niedowierzaniem.
– Boże… Chyba nie zapomniałaś, że to dziecko jest twoim ratunkiem, prawda?
Beyza uniosła brwi.
– Myślę, że dla ciebie również jest ratunkiem. Ile za niego dostałaś?
Twarz Yoncy stężała.
– Zrobiłam to, bo nie miałam wyboru. Oddałam go tobie, żeby miał dobre życie. Żeby nie skończył tak jak ja.
– Mów sobie, co chcesz… – mruknęła znudzona Beyza i postanowiła ponownie oprzeć głowę na poduszce.
Nie zdążyła. Yonca rzuciła się ku niej i gwałtownie chwyciła ją za włosy.
– Jeśli jeszcze raz zobaczę, że źle go traktujesz, zniszczę cię! Zrozumiałaś?!
– Nic nie możesz mi zrobić! Puść mnie!


Yonca ani myślała odpuścić. Przeciwnie, pociągnęła ją za włosy jeszcze mocniej, a potem chwyciła za rękę i boleśnie ją wykręciła.
– Mogę zrobić bardzo dużo!
Beyza skrzywiła się z bólu.
– Co dokładnie? Zaczniesz mi grozić, że powiesz Cihanowi?
– Nie, pani Beyzo. Groźby się skończyły. Wiesz, co zrobię teraz? Ukarzę cię własnymi rękami. Zabiję cię i nawet nie mrugnę. Zakopię cię tam, gdzie nikt cię nie znajdzie. Na przykład w ogrodzie twojego ojca.
Beyza pobladła. Po raz pierwszy w jej oczach pojawił się prawdziwy strach.
Yonca pochyliła się nad nią jeszcze bardziej.
– Czy kiedykolwiek przyszłoby mu do głowy, że jego córka leży w grobie, który sam wykopał?
Beyza poderwała się z kanapy, wyraźnie wytrącona z równowagi.
– Oszalałaś? Nie widzisz, jak opiekuję się twoim synem?
– Nie widzę! – syknęła Yonca. – Patrzę i niczego takiego nie widzę. Patrzysz na niego z ciągłą odrazą. Nie musisz kochać go tak jak ja. Wystarczy odrobina czułości. A jeśli nie potrafisz, to przynajmniej udawaj.
Yonca wzięła malca na ręce i wyszła z pokoju. Cihan Gurur natychmiast ucichł, jakby tylko na to czekał.
Beyza została sama na kanapie. Przez chwilę wpatrywała się w drzwi, ciężko wypuszczając powietrze.
– Ona naprawdę oszalała… – wyszeptała do siebie.
***
Sila nie mogła zapanować nad ciekawością. Myśl o pudełku ukrytym w szufladzie szafki nocnej Engina nie dawała jej spokoju. W końcu, upewniwszy się, że w pobliżu nikogo nie ma, ponownie weszła do jego pokoju.
Podeszła do łóżka, pochyliła się nad szafką i ostrożnie wysunęła szufladę. Pudełko wciąż tam było. Granatowe, eleganckie, starannie przewiązane szeroką, satynową kokardą w tym samym odcieniu. Sila przez chwilę patrzyła na nie z wahaniem, po czym zdjęła pokrywkę.
W środku leżała apaszka. Była delikatna, ciemna, ozdobiona drobnym, kwiatowym wzorem w odcieniach fioletu, różu, pomarańczu i zieleni. Materiał wyglądał na miękki i lekki, jakby miał bardziej zdobić niż ogrzewać. Całość sprawiała wrażenie prezentu wybranego z dużą starannością, z myślą o kobiecie, która miała poczuć się wyjątkowo.

– Jaka piękna… – wyszeptała Sila, przesuwając spojrzeniem po barwnych kwiatach. – Dla kogo ją kupił?
Dopiero wtedy zauważyła kopertę dołączoną do prezentu. Sięgnęła po nią, nie mogąc powstrzymać narastającej ciekawości. Już miała ją otworzyć, gdy z korytarza dobiegł ją odgłos kroków.
Zamarła.
Pośpiesznie odłożyła kopertę, zamknęła pudełko i wsunęła je z powrotem do szuflady. Potem opuściła pokój tak cicho, jak tylko potrafiła.
Zatrzymała się dopiero w kuchni. Udawała, że przyszła tam przypadkiem. Chwilę później pojawił się Engin. Spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
– Dlaczego wstałaś? – zapytał.
– Zachciało mi się pić – odpowiedziała szybko. – Przyszłam po wodę.
– A ja zgłodniałem. Chciałem zrobić sobie tosty.
– Zrobiłabym ci, gdybyś powiedział.
Engin spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– Naprawdę uważasz, że jestem aż tak niegrzeczny, żeby budzić cię w nocy tylko po to, żebyś zrobiła mi tosty? Za kogo ty mnie masz?
– Oczywiście, że nie – odparła Sila, nieco zmieszana. – Powiedziałam tak po prostu. To przecież moja praca.
– W takim razie zrobię też dla ciebie.
– Nie, dziękuję. Nie jadam późno w nocy. Smacznego i dobranoc.
Odwróciła się i ruszyła do swojego pokoju, ale ciekawość ani na chwilę jej nie opuściła. Wręcz przeciwnie, stała się jeszcze silniejsza. Sila była już pewna, że prędzej czy później dowie się, dla kogo Engin przygotował ten prezent.


Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 162.Bölüm i Gelin 163.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






