Dziedzictwo odc. 1060: Sinan zawieszony! Rodzinie Poyraza grozi eksmisja!

Sinan marszczy brwi, siedząc naprzeciwko prokuratora Barana.

„Dziedzictwo” Odc. 1060 – streszczenie

Isil od rana była niespokojna. Telefoniczna rozmowa z synem, podczas której przez krótką chwilę usłyszała w tle kobiecy głos, wystarczyła, by jej myśli popędziły w stronę najgorszych scenariuszy. Głos ten należał do Aynur — a informacja, że Sinan i ona byli razem w hotelu, uderzyła w Isil niczym grom z jasnego nieba.

Zaciskając palce na torebce, ruszyła prosto na komisariat. Decyzję podjęła w sekundę: jeśli Sinan nie chce o siebie zadbać, ona zrobi to za niego — nie zważając na konsekwencje, które przyjdzie mu ponieść.

***

Wchodzi do gabinetu prokuratora Barana jak burza. Jej laska stuka o podłogę, a każdy krok kipi złością. Baran podnosi wzrok, zaskoczony nagłym najściem, ale Işıl nie czeka na zaproszenie — siada naprzeciwko niego z lodowatą godnością.

– Powinnam była zrobić to wcześniej – mówi, wyciągając z torebki teczkę i przesuwając ją w jego stronę. – Ale lepiej późno niż wcale.

Baran otwiera dokumenty. W środku znajdują się wydruki zdjęć, daty, krótkie notatki — wszystko skrupulatnie przygotowane.

– Mój syn, Sinan Aysan, jest w związku z Aynur Altınbaş – wypowiada słowa powoli, z precyzją chirurga dokonującego nacięcia. – Z kobietą, która jest podejrzana o morderstwo Ezgi Günebakan.

Jej głos drży od oburzenia.

– Sinan chroni tę… morderczynię, bo się w niej zakochał. W teczce znajdziesz szczegółowe wyjaśnienia i zdjęcia. Jeśli zechcesz o coś zapytać, zawsze możemy się spotkać.

Jej usta zaciskają się w ostrą linię. Wstaje, poprawia płaszcz i wychodzi, a drzwi zamykają się za nią z lekkim trzaśnięciem.

Baran opiera się w fotelu, przez chwilę nie ruszając się w ogóle. Dopiero gdy upewnia się, że Işıl nie wróci, wypuszcza powietrze.

– Po raz kolejny, Sinanie, utwierdziłeś mnie w przekonaniu – mamrocze do siebie, niemal z rozbawioną pogardą – że twoim jedynym celem jest uratowanie kobiety, którą kochasz.

Sięga po telefon leżący na biurku i odblokowuje ekran. Przez moment wpatruje się w wiadomość, którą anonimowy nadawca wysłał mu kilka godzin wcześniej:

„Wydział przestępczości zorganizowanej ingeruje w sprawy, które ich nie dotyczą.”

Baran zaciska szczękę.

– I jeszcze wykorzystuje do tego siły prawa i porządku – dodaje, powoli odkładając telefon. – Nie wiem, kto wysłał tę wiadomość, ale jedno jest pewne: mówi prawdę.

Jego spojrzenie twardnieje.

***

Sinan idzie korytarzem komisariatu szybkim, pewnym krokiem, choć coś w jego wnętrzu jest niespokojne. Baran nigdy nie wzywał go bez zapowiedzi. Gdy puka do drzwi, słyszy krótkie:

– Wejść.

Wchodzi. Gabinet Barana pachnie świeżo parzoną kawą i chłodną, surową atmosferą władzy. Prokurator siedzi za biurkiem, ręce ma splecione, a twarz… pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu.

– Witaj, Sinanie Aysanie. Usiądź. – Baran wskazuje krzesło naprzeciwko.

Sinan marszczy brwi.

– Wydaje mi się, że zapomniałeś dodać „prokuratorze”.

Baran uśmiecha się krzywo, lodowato.

– Nie. Zwróciłem się do ciebie dokładnie tak, jak powinienem. Ludziom takim jak ty wydaje się, że wszystko im wolno i zaczynają lekceważyć nawet prawo.

Sinan prostuje plecy, zaskoczony, ale i rozdrażniony.

– O czym ty mówisz?

Baran sięga po teczkę leżącą na biurku. Teczka uderza o blat tuż przed Sinanem.

– Na szczęście istnieje sprawiedliwość – mówi chłodnym, opanowanym tonem. – A twoja matka stanęła dziś właśnie po jej stronie.

Sinan zamiera.

Baran otwiera teczkę, wyciąga kilka kartek i przesuwa je w stronę rywala.

– W swoim oświadczeniu stwierdziła, że jesteś w związku z Aynur Altınbaş, podejrzaną o morderstwo Ezgi Günebakan. I że z powodu tej miłości próbujesz ją oczyścić z zarzutów.

Sinan blednie.

– Co? – pyta cicho, jakby nie dowierzał. – Moja mama…?

– Tak. – Baran odwzajemnia spojrzenie z satysfakcją. – A dodatkowo wskazała, że wykorzystałeś wydział przestępczości zorganizowanej, by dobrać się do akt sprawy, z którą nie masz nic wspólnego. Że zbierałeś dowody na korzyść podejrzanej. A w takiej sytuacji bardzo prawdopodobne jest, że ukrywasz coś, Sinanie. Ukrywasz albo zamierzasz ukryć.

Ton Barana robi się coraz zimniejszy. Odbiera Sinanowi powietrze.

– To absurd! – Sinan zaciska pięści. – Nie zrobiłem niczego nielegalnego.

– I właśnie to będziemy ustalać. – Baran nachyla się nieco nad biurkiem. – Ale w świetle przedstawionych dowodów nie ma potrzeby przeciągać sprawy.

Chwila ciszy.

Ciężka. Ostateczna.

– Zostajesz zawieszony w obowiązkach do czasu zakończenia śledztwa – mówi Baran powoli, starannie ważąc każde słowo. – Nie jesteś już prokuratorem.

Słowa te spadają na Sinana jak topór.

***

Sinan podnosi z biurka teczkę z dokumentami, jakby ważyła tonę. Patrzy na nią z niedowierzaniem, a potem jego twarz wykrzywia się w grymasie bólu i gniewu.

– Jesteś niesamowita, mamo… – mruczy pod nosem, czując, jak w środku pali go wściekłość. – Niesamowita.

Następnie unosi wzrok na Barana, patrząc mu prosto w oczy.

– Nigdy nie podeptałbym swojego honoru, żeby chronić przestępcę – mówi powoli, wyraźnie, jakby każde słowo wbijał w ziemię. – I dobrze o tym wiesz. Jesteś prokuratorem, który podobno szanuje sprawiedliwość, prawda? To zabawne, bo mimo że wiesz, że szukasz człowieka, który usunął nagrania, jedyny argument, jaki masz, kierujesz przeciwko mnie i Aynur.

Robi krok w stronę Barana.

– Twój cel jest jasny. Nie chcesz znaleźć zabójcy Ezgi. Chcesz zniszczyć mnie. Dlatego zapytam jeszcze raz: jaki dokładnie masz problem ze mną?

Baran w jednej chwili traci panowanie.

– Mam problem z takimi ludźmi jak ty, nie z tobą! – wybucha. – Z ludźmi, którzy depczą innych, by osiągnąć to, czego chcą!

Sinan marszczy brwi.

– Depczę innych? Kogo niby zdeptałem?

Baran uderza dłońmi o biurko, wstając z furią.

– Mnie! – krzyczy. – Przez ciebie straciłem dwa lata studiów! Wiesz dlaczego? Bo twoja wpływowa mama interweniowała i załatwiła ci stypendium, które należało się mnie! Jestem tylko jednym z wielu, których zniszczyłeś – i nawet o tym nie wiesz! Ja, żeby studiować, pracowałem na budowie, po nocach, w deszczu, w zimnie, bez dnia odpoczynku!

W gabinecie zapada cisza. Sinan patrzy na Barana szeroko otwartymi oczami — zaskoczenie jest szczere, głębokie.

– Ja… nie wiedziałem – mówi powoli. – Gdybym o tym wiedział, nigdy bym na to nie pozwolił.

– Nie wierzę ci!

– Wierz, nie wierz – odpowiada Sinan twardo – ale taka jest prawda. Teraz rozumiem, skąd ten twój gniew. Znowu jednak robisz to samo: ferujesz wyrok bez dowodów.

Baran zaciska zęby.

– Powinieneś zostać obrońcą. Jesteś w tym dobry. Ale na mnie to nie podziała. Ktoś z wewnątrz usunął nagrania i wszystko wskazuje na ciebie! Od początku byłeś zamieszany w tę sprawę!

Sinan również wstaje, stając tuż przed Baranem, niemal twarzą w twarz.

– Tak. Wmieszałem się. Bo ty chciałeś wsadzić do więzienia niewinną kobietę. A skoro już rozmawiamy o dowodach… Ezgi dostawała groźby od swojego klienta, Turguta Evrensoya. Był oskarżony o pranie pieniędzy i uciekł z kraju. Może zlecił morderstwo dla pieniędzy!

– Nie ucz mnie pracy! – syczy Baran. – Nie jesteś już prokuratorem. Masz godzinę na opróżnienie gabinetu. Aha, komisarz Kara i Ibrahim również zostaną ukarani.

W oczach Sinana błyska gniew.

– Pomagali mi z polecenia służbowego. Nie waż się ich mieszać w tę sprawę.

– Ja ocenię ich winę – odpowiada chłodno Baran.

Sinan zaciska pięści, ale nie mówi już ani słowa. Obraca się gwałtownie i rusza do drzwi.

Zatrzask drzwi pozostawia po sobie echo — ciężkie jak wyrok.

Baran opada na fotel, z zaciśniętą pięścią, tak mocno, że aż bieleją mu kostki palców. Jego twarz płonie mieszanką dawnych urazów, zawodowej ambicji… i mrocznej satysfakcji.

***

Drzwi domu otwierają się z hukiem. Cennet wpada do środka blada jak kreda, jej ramiona drżą, a oczy są napełnione łzami, które tylko czekają, by popłynąć. Jej oddech jest urywany, nierówny — jakby właśnie uciekła przed czymś straszliwym.

Cansel, słysząc ten hałas, biegnie z kuchni.

– Mamo? Mamo, co się stało?! – woła, chwytając ją za ramiona.

Cennet w pierwszej chwili nie potrafi wydobyć z siebie słowa. Dopiero po sekundzie, dławiąc się łzami, wykrzykuje:

– Jesteśmy skończeni! Jesteśmy… zniszczeni!

– Mamo, błagam, powiedz mi, co się dzieje! – Cansel niemal podtrzymuje ją, prowadząc do salonu.

Obie siadają na sofie. Cennet trzęsie się cała — jakby świat właśnie osunął się jej spod nóg.

– Jesteśmy zniszczeni, córko – mówi w końcu, załamanym głosem. – Wypłaciłam pieniądze z banku. Całą kwotę. Gdy tylko wyszłam, podszedł do mnie jakiś mężczyzna… wyrwał mi torebkę i uciekł! Wszystko zabrał! Wszystko!

Łzy płyną jej po policzkach. Cała drży.

– Pobiegłam od razu na policję! – ciągnie dalej. – Ale powiedzieli, że odnalezienie go będzie prawie niemożliwe… że pieniądze przepadły…

Cansel otwiera szeroko oczy.

– A dług… – szepcze. – Nie spłaciłaś go… Dzisiaj był ostatni dzień…

Cennet wybucha płaczem, pochyla się, jakby nagle zabrakło jej powietrza.

– To koniec, córko. Koniec! Stracimy dom… wszystko…

Cansel natychmiast chwyta jej drżące dłonie i mocno ściska.

– Mamusiu, proszę, przestań tak mówić – stara się zachować spokój, choć jej własne serce bije jak szalone. – Znajdziemy rozwiązanie. Jutro rano pójdziemy razem do banku. Porozmawiamy z nimi. Nie mogą ot tak zabrać nam domu. Może zgodzą się na rozłożenie długu na raty.

Cennet kręci głową, kompletnie załamana.

– A jeśli nie…? Jeśli się nie zgodzą?

– Wymyślimy coś innego – odpowiada Cansel, choć w jej głosie przebija niepokój. – Ale teraz, proszę cię, musisz się uspokoić. Poyraz nie może cię zobaczyć w takim stanie. Od razu zacznie coś podejrzewać.

– Jak mam się uspokoić?! – krzyczy Cennet, a jej głos łamie się dramatycznie. – Chodzi o nasz dom, Cansel! Dom!

Opuszcza głowę, a jej ciało znów zaczyna się trząść. Cansel przyciąga ją bliżej, próbując ją objąć i ukoić, ale sama czuje lodowaty strach ściskający gardło.

***

W domu panuje pozorna cisza, gdy drzwi otwierają się i do środka wchodzą Poyraz, Nana i Mert. W powietrzu unosi się napięcie, którego jeszcze nie dostrzegają.

Nagle na stoliku kawowym zaczyna wibrować telefon Cennet. Dzwonek rozbrzmiewa natarczywie. Poyraz marszczy brwi, rozgląda się — matki nie ma w pobliżu. Sięga więc po telefon i odbiera.

– Halo?

– Czy mogę rozmawiać z Cennet Kılıç? – pyta formalny, beznamiętny głos mężczyzny.

– Jestem jej synem. O co chodzi?

– Pani Cennet dwa lata temu zaciągnęła w naszym banku wysoką pożyczkę, zabezpieczając ją hipoteką na domu. Dzisiejszy dzień był ostatecznym terminem spłaty. Informuję, że rozpoczęliśmy proces egzekucji.

Poyraz nieruchomieje.

– Co pan mówi? – pyta zszokowany, a jego głos traci barwę. – Jaka hipoteka?

W tym momencie do salonu wchodzą Cansel i Cennet. Widząc syna bladego jak papier, Cennet zatrzymuje się w pół kroku.

Poyraz powoli odkłada telefon, po czym patrzy na matkę szeroko otwartymi, pełnymi niedowierzania oczami.

– Przed chwilą zadzwonili z banku – mówi, a jego głos drży już nie ze strachu, lecz złością i rozczarowaniem. – Mówili, że dom ma hipotekę. Że nie spłaciłaś długu. Że musimy opuścić dom w ciągu miesiąca. Co to ma znaczyć?

Cennet opuszcza głowę. Jej dłonie drżą.

Kamera przesuwa się na Pelin, która stoi nieco z boku. Jej twarz pozostaje nienaturalnie spokojna — wręcz zadowolona. W jej oczach tańczy błysk triumfu, którego nikt poza widzem nie zauważa.

Zbliża się katastrofa, myśli.

I ja… ja będę twoim jedynym ratunkiem, Poyrazie.

***

RETROSPEKCJA

Kilka godzin wcześniej.

Cennet była w przedpokoju, zakładając płaszcz i szykując się do wyjścia do banku. Cansel rozmawiała z nią szeptem, ale Pelin, przechodząc obok, usłyszała wystarczająco dużo. Dowiedziała się, że dom jest obciążony hipoteką, a Poyraz o niczym nie wie.

Pelin zatrzymała się w miejscu. Jej oczy zwęziły się, a w głowie błyskawicznie powstał plan.

Więc dom jest zagrożony… A Poyraz żyje w błogiej nieświadomości – pomyślała, wchodząc do swojego pokoju. Stanęła na środku, skrzyżowała ramiona i zaczęła analizować sytuację.

– Jeśli pani Cennet nie spłaci kredytu, zostaną wyrzuceni z domu – wyszeptała sama do siebie. – Ale jeśli ja jako jedyna rozwiążę ten problem, w oczach Poyraza stanę się bohaterką.

Sięgnęła po telefon. Wybrała numer.

Po chwili usłyszała znajomy głos.

– Soydan? Jak się masz? – zapytała.

– Martwię się o ciebie, odkąd Atakan mnie zwolnił. Co u ciebie?

– Wszystko w porządku – odpowiedziała miękkim tonem. – Ale potrzebuję twojej pomocy.

– Powiedz.

– Pójdziesz za pewną kobietą i przyniesiesz mi jej torebkę.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Pelin… to przecież…

– Soydanie… – przecięła go słodkim, aksamitnym głosem – wiesz, że dobrze ci zapłacę. Ta sprawa jest dla mnie naprawdę ważna.

Głos mężczyzny złamał się.

– W porządku. Zrobię to.

Pelin uśmiechnęła się z pełną satysfakcją.

Bo plan, który narodził się w jej głowie, miał zburzyć cały świat Poyraza. Po to, by to ona zbudowała go na nowo.

***

Teraźniejszość.

W salonie wciąż unosi się ciężkie milczenie, gdy Poyraz odkłada telefon na stolik. Jego oczy są szeroko otwarte, a twarz pobladła. Dopiero po chwili kieruje wzrok na matkę.

– Mamo, jak mogłaś to przede mną ukryć?! – podnosi głos, choć drży on nie tyle z gniewu, co z szoku.

Cennet cofa się pół kroku, spuszczając głowę jeszcze niżej. Jej dłonie splatają się nerwowo, jakby próbowała powstrzymać drżenie całego ciała. Ale milczy.

Z boku Pelin unosi delikatnie kąciki ust. Jej oczy migoczą triumfem.

Teraz tylko ja mogę cię uratować, Poyrazie – myśli z narastającą ekscytacją. – Nie ona. Tylko ja. I w końcu to zrozumiesz.

– Mamo, odpowiedz! – powtarza Poyraz ostrzej, robiąc krok w jej stronę. – Co to znaczy, że mamy miesiąc na opuszczenie domu? Co zrobiłaś?!

Cennet łapie powietrze, jakby każdym oddechem walczyła z bólem.

– Synu… – zaczyna drżącym, załamanym głosem. – Nie chciałam, żeby to tak wyszło. Ja… ja zrobiłam to wszystko dla ciebie. Dla nas. Dla rodziny.

Łzy spływają jej po policzkach.

– Kiedy trafiłeś do więzienia, długi zaczęły się na nas zwalać jak lawina… Warsztat został zamknięty, Sahin zachorował… – Głos jej zanika. – Byliśmy w rozpaczliwej sytuacji.

Poyraz patrzy na nią długo, jakby próbował zrozumieć, jak to możliwe.

– Ukryłaś to, kiedy byłem w więzieniu… – mówi głucho. – Ale dlaczego milczałaś, gdy wyszedłem? Dlaczego mi nie powiedziałaś?!

– Chciałam… – łka Cennet. – Naprawdę chciałam ci powiedzieć. Ale odkąd wróciłeś, nie mieliśmy ani jednego spokojnego dnia. Myślałam, że naprawię to sama… ale wszystko wymknęło się spod kontroli…

Poyraz przymyka oczy, jakby przygotowywał się na cios.

– Ile wynosi ten dług? – pyta twardo. – Powiedz to. Teraz.

Cennet przełyka ślinę. Otwiera usta, po chwili je zamyka. Dopiero za drugim razem udaje jej się wydusić:

– Milion… i sto pięćdziesiąt tysięcy…

W salonie zapada głucha cisza.

Nazli zasłania usta dłonią. Nana łapie się za głowę, jakby próbowała złapać równowagę. Sahin przysiada ciężko na krześle, jakby ktoś wyciął mu nogi.

Poyraz wpatruje się w matkę, jakby usłyszał liczbę nierealną, absurdalną. Jakby chciał wierzyć, że się przesłyszał.

– Milion i sto pięćdziesiąt tysięcy? – powtarza szeptem.

Cennet zaczyna na nowo płakać.

– Synu… sprzedałam działkę. Już miałam pieniądze… wszystko było gotowe, ale dziś… ktoś mnie okradł… Wszystko przepadło…

Nazli i Cansel natychmiast podbiegają, podtrzymując Cennet pod ramiona. Prowadzą ją na fotel, zanim osunie się na podłogę.

Poyraz odwraca się w stronę drzwi. Jego oczy błyszczą gniewem, ale też bólem. W jednym geście widać całe załamanie — i całą siłę, z jaką próbuje je opanować.

– Ten dom jest nasz. – Jego głos brzmi jak przysięga. – Mój ojciec własnymi rękami kopał pod nim fundamenty. Nigdzie się stąd nie ruszamy.

Po tych słowach odwraca się gwałtownie i wychodzi, nie patrząc na nikogo. Drzwi trzaskają za nim z echem, które rozbrzmiewa w salonie niczym wyrok.

Pelin uśmiecha się ledwie zauważalnie.

Bo dla jednych świat właśnie runął.

A dla niej – właśnie otworzyła się droga do serca Poyraza. Tak przynajmniej myśli.

***

Telefon na biurku Atakana zaczyna wibrować. Mężczyzna odbiera go niemal natychmiast, wciąż przeglądając dokumenty związane z kolejnymi inwestycjami, które mają powiększyć jego władzę.

– Mów – rzuca chłodno.

Po drugiej stronie odzywa się jego człowiek.

– Mam dobre wieści, szefie. Bardzo dobre. Poyraz jest na krawędzi. Jego matka zaciągnęła hipotekę na dom i nie była w stanie jej spłacić. Bank wszczął egzekucję. Mają miesiąc na opuszczenie nieruchomości.

Zapada krótka cisza. A potem Atakan wybucha śmiechem – niskim, przepełnionym czystą satysfakcją.

– Wspaniale – mówi tak, jakby właśnie usłyszał najlepszą nowinę w życiu. – Najpierw warsztat, teraz dom… – Przechyla głowę, jakby słuchał najpiękniejszej melodii. – Nie mogło być lepiej.

Wstaje z fotela i podchodzi do okna, zerkając na miasto, które uważa za swoje królestwo.

– To dopiero początek – mówi z zimną pewnością. – Skoro los zaczął sprzyjać naszym planom, nie pozwólmy mu wyhamować. Przyspieszymy ich upadek.

– Jak sobie życzysz, szefie.

Atakan zaciska palce na ramie okna, jakby trzymał w dłoni szyję swojego wroga.

– Zastawimy pułapkę. – Jego głos staje się lodowaty. – Poyraz w swojej desperacji będzie szukał pomocy gdzie tylko się da. Ty zadbasz o to, by każdy, kogo poprosi o wsparcie, natychmiast się wycofał.

Po drugiej stronie ktoś cicho przytakuje.

– Zablokujesz mu wszystkie wyjścia – kontynuuje Atakan. – Każdą drogę, każdy kontakt, każdy ratunek. Niech zobaczy, co znaczy mieć mnie za wroga.

Na jego twarzy pojawia się szeroki, złowrogi uśmiech.

– Zobaczymy, jak długo utrzyma się ten jego obrazek bohatera. – Spluwa pogardliwie. – Fałszywego bohatera, który nie potrafi obronić nawet własnego domu.

Atakan rozłącza się z pełną satysfakcją.

Dla Poyraza właśnie rozpoczął się najciemniejszy etap wojny.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 769. Bölüm i Emanet 770. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy