Panna młoda odc. 87: Hancer ukrywa Beyzę w domu brata! Beyza zamknięta w toalecie!

„Panna młoda” Odc. 87 – streszczenie

Ciepłe, popołudniowe światło rozlewa się po niewielkiej, spokojnej uliczce. Wśród zieleni drzew stoi skromny dom o turkusowych ścianach i drewnianym ganku, otoczony ogrodem, w którym czuć zapach ziemi i kwiatów. Hancer i Beyza zatrzymują się przy ogrodzeniu, jakby przekroczenie tej granicy miało coś nieodwracalnie zmienić.

Hancer spogląda na dom, po czym odwraca się do Beyzy.

– Jesteśmy na miejscu – mówi cicho, ale zdecydowanie.

Beyza unosi brwi, zaskoczona. Jej spojrzenie błądzi między domem a twarzą Hancer.

– Będę… mieszkać u twojego brata? – pyta z niedowierzaniem.

Hancer kiwa głową.

– To jedyne miejsce, które przyszło mi do głowy. Tutaj nikt nie będzie cię szukał. Ani twój ojciec, ani Cihan. To… bezpieczne miejsce.

Beyza przez chwilę milczy. Zaciska mocniej dłoń na rączce torby, jakby nagle poczuła ciężar wszystkiego, co ze sobą niesie.

– Masz rację… – przyznaje w końcu cicho. – Nikt by na to nie wpadł. – Spogląda jeszcze raz na dom. – Ale… czy twoja rodzina mnie zaakceptuje?

W jej głosie pobrzmiewa niepewność, a w oczach pojawia się cień lęku.

Hancer robi krok bliżej i łagodnie kładzie dłoń na jej ramieniu.

– Nie myśl teraz o tym – mówi spokojnie. – Moja bratowa potrafi dochować tajemnicy. Możesz jej zaufać. Nikt cię stąd nie wyrzuci.

Beyza wzdycha ciężko, jakby próbowała zrzucić z siebie część napięcia.

– Skoro tak mówisz… – odpowiada niepewnie. – Nie chcę być dla nikogo ciężarem. Już i tak narobiłam wystarczająco dużo problemów.

– Nie jesteś ciężarem – przerywa jej stanowczo Hancer. – Jesteś w potrzebie. To ogromna różnica. – Patrzy jej prosto w oczy. – Zostaniesz tu tak długo, jak będziesz tego potrzebować. Dopóki nie podejmiesz decyzji… właściwej decyzji.

Beyza opuszcza wzrok, poruszona jej słowami. Przez chwilę milczy, po czym lekko kiwa głową.

– Dziękuję… – szepcze.

Hancer uśmiecha się delikatnie i wskazuje w stronę domu.

– Chodź.

Obie ruszają wąską ścieżką prowadzącą do drzwi. Deski ganku cicho skrzypią pod ich krokami, a powietrze wokół zdaje się na moment zatrzymać – jakby sam dom wstrzymywał oddech, gotowy przyjąć tajemnicę, którą ze sobą przynoszą.

***

W niewielkim salonie panował półmrok rozproszony miękkim światłem wpadającym przez firanki. Na środku stał niski stolik, a obok – stary piecyk, który pamiętał lepsze czasy. Derya chodziła tam i z powrotem po pokoju, splatając ręce na piersi. Jej kroki były szybkie, nerwowe, jakby każdy z nich miał rozładować narastające napięcie.

– Zobaczymy, panie Cemilu… – mruczała pod nosem, zaciskając szczękę. – Tym razem cię złapię. Na gorącym uczynku. I wtedy… wtedy już nie będzie odwrotu.

Zatrzymała się nagle, nasłuchując. W domu panowała cisza, ale jej wyobraźnia podsuwała najczarniejsze scenariusze. Już miała wrócić do krążenia po pokoju, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

Na jej twarzy pojawił się cień triumfu.

– No proszę… – szepnęła. – Przyszedłeś. Teraz zobaczysz.

Ruszyła szybkim krokiem i gwałtownie otworzyła drzwi, gotowa do konfrontacji. Jednak zamiast męża zobaczyła stojące na progu Hancer i Beyzę.

Zamarła.

– Co wy tu robicie? – zapytała zaskoczona, unosząc brwi.

Hancer odpowiedziała spokojnym spojrzeniem i, nie czekając na zaproszenie, przekroczyła próg. Beyza podążyła za nią, ściskając w dłoni torbę.

– Czy mój brat jest w domu, bratowo? – zapytała Hancer rzeczowo.

– Nie – odparła Derya, wciąż oszołomiona. – Jest w sklepie.

Hancer skinęła głową, jakby właśnie tego się spodziewała.

– Dobrze. Beyzo, rozpakuj się spokojnie. Rozgość się. Traktuj to miejsce jak swój dom.

Beyza spojrzała na nią z wdzięcznością, po czym nieśmiało ruszyła w stronę sąsiedniego pokoju. Jej kroki były ciche, niemal niepewne, jakby bała się, że każdy dźwięk może ją zdradzić.

Derya odczekała, aż dziewczyna zniknie za drzwiami, po czym natychmiast zbliżyła się do Hancer. Pochyliła się ku niej, ściszając głos.

– Co ona tu robi? – syknęła. – Dlaczego ją przyprowadziłaś?

Hancer westchnęła cicho.

– Nie miałam wyboru, bratowo. Beyza nie ma dokąd pójść.

Derya zmarszczyła czoło, próbując zrozumieć sytuację.

– Jak to nie ma dokąd pójść? Co się stało? Mieszkanie jej ojca została zalane? A może pan Nusret ją wyrzucił?

Hancer zawahała się przez moment, po czym spojrzała jej prosto w oczy.

– Sprawa jest poważniejsza, niż myślisz. Powiem ci, ale… proszę, nikomu ani słowa. – Zniżyła głos jeszcze bardziej. – Beyza jest w ciąży.

Derya zesztywniała. Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.

– Co?! – wyrwało jej się głośniej, niż zamierzała. – W ciąży?!

W tym momencie drzwi do pokoju uchyliły się i stanęła w nich Beyza. Jej twarz była blada, ale spojrzenie – zaskakująco spokojne. Powoli podeszła bliżej, jakby nie miała już siły się ukrywać.

– Tak – powiedziała cicho.

Jej dłoń instynktownie spoczęła na brzuchu.

– To trzeci miesiąc.

W pomieszczeniu zapadła cisza. Nawet tykanie zegara zdawało się nagle zbyt głośne. Derya patrzyła na nią w osłupieniu, próbując poukładać w głowie to, co właśnie usłyszała, podczas gdy Hancer stała obok, czujna i gotowa stanąć w obronie dziewczyny, jeśli zajdzie taka potrzeba.

***

W salonie panowała ciężka, niemal namacalna cisza. Trzy kobiety siedziały naprzeciw siebie – Derya i Hancer na jednej kanapie, Beyza na drugiej. Światło wpadające przez jasne, kwieciste zasłony rozlewało się po pokoju, rozjaśniając pastelowe ściany, ale nie było w stanie rozproszyć napięcia, które zawisło w powietrzu.

Derya wpatrywała się w Beyzę, jakby próbowała dostrzec w niej coś, co wcześniej umknęło jej uwadze.

– Jak to możliwe? – zapytała w końcu, wciąż wyraźnie poruszona. – Przecież… jesteś po rozwodzie.

Beyza opuściła wzrok. Przez chwilę milczała, jakby ważyła słowa, a potem uniosła głowę i spróbowała się uśmiechnąć – jednak był to uśmiech gorzki, pozbawiony radości.

– Cóż… – powiedziała cicho. – Można powiedzieć, że to taki… pożegnalny prezent od mojego byłego męża.

Derya uniosła brwi, a na jej twarzy pojawił się cień ironii.

– Doprawdy? – rzuciła chłodno. – To może przyszłaś tu świętować? Zorganizujemy przyjęcie? Baby shower, prezenty, balony…

– Bratowo… – Hancer spojrzała na nią ostro, niemal z wyrzutem. – To nie jest odpowiedni moment na takie żarty.

Derya odwróciła wzrok, ale nie odpowiedziała.

Hancer pochyliła się lekko do przodu, splatając dłonie.

– Beyza ma poważne problemy – kontynuowała spokojniej, ale stanowczo. – Jej były mąż akceptuje dziecko, ale nie chce mieć z nią nic wspólnego. Nie zamierza do niej wrócić. Zostawił ją z tym wszystkim samą.

Beyza zacisnęła palce na materiale spodni, jakby próbowała powstrzymać drżenie.

– Byłam gotowa… – wyszeptała. – Myślałam, że nie mam innego wyjścia.

Hancer spojrzała na nią z troską, po czym znów zwróciła się do Deryi.

– Chciała dokonać aborcji. Przyprowadziłam ją tutaj tylko na kilka dni. Chcę, żeby miała czas się zastanowić… żeby nie podejmowała decyzji pod wpływem strachu. I żeby była bezpieczna. – Zniżyła głos. – Nikt nie może się o tym dowiedzieć.

Derya zmarszczyła brwi i oparła się o oparcie kanapy, krzyżując ręce na piersi.

– Czy to naprawdę twoja rola? – zapytała chłodno. – Ratować Beyzę przed nią samą?

– Nie chodzi o ratowanie jej – odparła Hancer miękko, ale stanowczo. – Chodzi o danie jej szansy. I o to dziecko.

Na chwilę zapadła cisza.

– Proszę cię, bratowo – dodała po chwili ciszej. – Tylko kilka dni. Nic więcej.

Derya nie odpowiedziała od razu. Jej spojrzenie przesuwało się między nimi – od spokojnej, ale napiętej Hancer, po wyraźnie przytłoczoną Beyzę.

W jej oczach pojawił się cień niepokoju.

Jesteś naiwna… – przemknęło jej przez myśl. – Nie masz pojęcia, w co się pakujesz.

Westchnęła cicho, ale wciąż nie wypowiedziała tych słów na głos.

***

W przestronnym, nowoczesnym gabinecie panował porządek, który kontrastował z napięciem wiszącym w powietrzu. Za szerokim biurkiem siedział Cihan – wyprostowany, nieruchomy, z dłonią opartą o blat. Jego spojrzenie było ciężkie, zamyślone.

Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Engin, jak zwykle pewnym krokiem, lecz tym razem jego twarz zdradzała niepokój. Zajął miejsce naprzeciwko, opierając się wygodnie w fotelu, choć w jego postawie było coś czujnego.

– Są jakieś wieści o Beyzie? – zapytał bez zbędnych wstępów.

Cihan uniósł na niego wzrok. W jego oczach błysnęło zmęczenie.

– Tak – odpowiedział krótko. – Zaginęła.

Zapadła chwila ciszy.

– Wczoraj… – dodał po chwili, przecierając dłonią brodę. – Zachowałem się wobec niej ostro. Teraz mnie za to karze.

Engin rozłożył ręce w geście niedowierzania.

– Naprawdę myśli, że w ten sposób coś osiągnie? Że cię przekona?

Na ustach Cihana pojawił się cień gorzkiego uśmiechu.

– Jeśli mnie zna, powinna wiedzieć, że to niemożliwe. – Pokręcił głową. – Ale to Beyza… Zawsze przekracza granice. Zawsze musi posunąć się o krok dalej.

Odchylił się lekko na krześle, patrząc gdzieś w bok.

– Spójrz tylko, do czego doprowadziła – kontynuował ciszej. – Wywołała chaos. Hancer nalega, żebym jej pomógł, bo nie zna prawdy. A ja… – zawahał się – nie mogę jej teraz powiedzieć.

Engin zmrużył oczy, uważnie mu się przyglądając.

– Mówiłeś jej, żeby trzymała się od tego z daleka?

– Setki razy – westchnął Cihan. – Ale ona nie odpuszcza. Drąży, pyta… nie daje mi spokoju.

Na chwilę zacisnął szczęki, jakby walczył z narastającą frustracją.

– I co zrobiłem? – dodał gorzko. – Nie potrafiąc sobie z tym poradzić, wyładowałem złość na niej. Na Hancer. – Jego głos przycichł. – Powinienem był powiedzieć jej wszystko od początku.

Engin pochylił się lekko do przodu.

– Wciąż możesz to zrobić – powiedział spokojnie. – Jeszcze nie jest za późno.

Cihan pokręcił głową.

– Nie teraz. Nie kiedy wszystko się wali. Najpierw muszę znaleźć Beyzę. – Jego spojrzenie stwardniało. – Zanim skrzywdzi siebie i dziecko.

Engin oparł się wygodniej, splatając dłonie.

– Nie sądzę, żeby posunęła się aż tak daleko – odparł z przekonaniem. – Jest rozsądna. Wie, co to dziecko dla niej znaczy. To jej ostatnia karta.

Zamilkł na moment, po czym spojrzał Cihanowi prosto w oczy.

– Ale ty… – dodał znacząco – uważaj, żeby w tym całym chaosie nie stracić Hancer.

Te słowa zawisły między nimi.

Cihan nabrał powietrza i powoli je wypuścił. Jego spojrzenie znów uciekło gdzieś w bok, jakby nagle ciężar wszystkiego stał się zbyt duży.

***

Beyza siedziała nieruchomo na kanapie, z głową opartą o oparcie i wzrokiem wbitym w sufit, jakby próbowała uciec myślami gdzieś daleko. Jej twarz była napięta, a brwi lekko ściągnięte – wyglądała, jakby toczyła w sobie cichą, wyczerpującą walkę.

Derya obserwowała ją przez chwilę, po czym nie wytrzymała. Szturchnęła Hancer łokciem i nachyliła się do niej.

– Powiedz jej, żeby przestała się tak marszczyć – syknęła półgłosem. – Działa mi na nerwy.

Hancer posłała jej ostrzegawcze spojrzenie.

– Bratowo, proszę… wytrzymaj kilka dni – odparła cicho, starając się zachować spokój.

W tym momencie jej telefon zawibrował i rozbrzmiał dźwiękiem połączenia. Wszystkie spojrzenia natychmiast skierowały się na ekran.

– Kto to? – zapytała Beyza ostro, prostując się gwałtownie.

Hancer zerknęła na wyświetlacz.

– Cihan…

Beyza natychmiast pobladła.

– Nie odbieraj – powiedziała szybko, niemal rozkazując.

– Muszę – odparła Hancer spokojnie, choć w jej głosie słychać było napięcie. – Jeśli nie odbiorę, nabierze podejrzeń.

Beyza zawahała się, po czym skinęła głową.

– Dobrze… odbierz. Ale ani słowa o mnie.

– Nie powiem – zapewniła ją Hancer. – Nie martw się.

Wstała i wyszła z salonu, przyciskając telefon do ucha.

Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, atmosfera natychmiast zgęstniała. Derya odwróciła się powoli w stronę Beyzy i przysunęła się bliżej. Jej spojrzenie było chłodne, przenikliwe.

– No dobrze – zaczęła cicho, ale ostro. – Co ty właściwie kombinujesz?

Beyza nie odpowiedziała od razu. Dopiero po chwili odwróciła głowę i spojrzała na nią spokojnie.

– O czym mówisz?

Derya uniosła brew.

– Cały świat wie, że jesteś bezpłodna – rzuciła bez ogródek. – Więc skąd nagle ta ciąża?

Na ustach Beyzy pojawił się cień uśmiechu – chłodnego, niemal prowokującego.

– Widocznie zdarzają się cuda – odpowiedziała spokojnie. – Jestem w ciąży.

Derya prychnęła z pogardą.

– Opowiadaj te bajki naszej naiwniaczce – mruknęła, wskazując głową drzwi, za którymi zniknęła Hancer. – Mnie nie oszukasz.

Beyza wyprostowała się lekko. Jej spojrzenie stwardniało.

– Wszystko zostało potwierdzone – powiedziała stanowczo. – Testy, badania, USG, raport medyczny. Wszystko jest u Cihana. Podpisane przez lekarza. – Położyła dłoń na brzuchu. – Noszę zdrowego, trzymiesięcznego chłopca.

Przez chwilę Derya milczała, mierząc ją wzrokiem.

– Skoro tak – odezwała się w końcu z ironią – to co robisz w moim skromnym domu? Jeśli masz urodzić dziedzica Develioglu, powinnaś spacerować po rezydencji jak królowa.

Beyza zmrużyła oczy.

– To nie twoja sprawa.

– Wręcz przeciwnie – odparła Derya ostro. – Chcesz wrócić do Cihana, ale wiesz, że nawet dziecko ci nie pomoże, prawda? Więc wykorzystujesz Hancer. Bo jest łatwa do zmanipulowania.

Na twarzy Beyzy pojawił się chłodny spokój.

– Jedno jest pewne – powiedziała powoli. – Nie zamierzam urodzić dziedzica rodu Develioglu na ulicy. Musiałam znaleźć sposób, żeby wrócić do rezydencji. Na stałe.

Te słowa podziałały na Deryę jak iskra. Zerwała się z miejsca i chwyciła Beyzę za ramię, szarpiąc ją gwałtownie.

– Wynoś się stąd! – syknęła przez zaciśnięte zęby. – I trzymaj się z daleka od Hancer! Jeśli mnie zdenerwujesz, wyciągnę na światło dzienne wszystkie twoje brudy!

Beyza wyrwała ramię z jej uścisku, nie tracąc zimnej krwi.

– Spróbuj – odparła spokojnie. – Ja też wiem o tobie kilka rzeczy.

Derya zamarła.

– Co niby?

Beyza pochyliła się lekko w jej stronę. Jej głos stał się cichy, ale ostry jak nóż.

– Na przykład to, że sprzedałaś Hancer za złotą bransoletkę. Że pozwoliłaś jej zamieszkać w rezydencji, wiedząc, kim jestem dla Cihana. – Zrobiła krótką pauzę. – Mogę jej wszystko powiedzieć.

– Nie waż się! – wybuchła Derya, blednąc.

– W takim razie – ciągnęła Beyza spokojnie – będziesz traktować mnie jak najważniejszego gościa.

Wyprostowała się, poprawiając ubranie.

– To przez Hancer zostałam wyrzucona z rezydencji – dodała chłodno. – I to ona mnie tam z powrotem wprowadzi.

***

Na zewnątrz panowała cisza przerywana jedynie śpiewem ptaków i delikatnym szumem liści. Słońce miękko przesączało się przez gałęzie drzew, rzucając na drewniany ganek ciepłe, rozedrgane plamy światła. Beyza zatrzymała się przy poręczy, zerkając nerwowo w stronę drzwi, jakby chciała upewnić się, że nikt jej nie obserwuje.

Telefon w jej dłoni zawibrował ponownie. Odebrała szybko, przyciskając aparat do ucha.

— Co zrobiłaś? Spotkałaś się z tą dziewczyną? — głos Nusreta był napięty, twardy, pełen niecierpliwości.

Na ustach Beyzy pojawił się cień uśmiechu — chłodnego, wyrachowanego.

— Oczywiście. Zrobiło jej się mnie żal — odpowiedziała spokojnie, niemal z rozbawieniem. — Przyprowadziła mnie w cudowne miejsce. Prawie jak do pięciogwiazdkowego hotelu…

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— O czym ty mówisz? — w głosie mężczyzny zabrzmiało wyraźne zaskoczenie. — Jesteś już w rezydencji? Tak szybko?

Beyza odwróciła się lekko, spoglądając na ogród, jakby widziała już coś więcej niż tylko skromne podwórko.

— Jeszcze nie… ale to tylko kwestia czasu.

— Gdzie więc jesteś? — naciskał Nusret, coraz bardziej zaniepokojony.

— U brata tej naiwnej dziewczyny — odparła cicho. — Ukryła mnie tutaj przed Cihanem.

— Zwariowałaś?! — wybuchnął. — Co ty tam robisz? Natychmiast stamtąd odejdź!

Beyza zacisnęła palce na telefonie. Jej spojrzenie stwardniało.

— Nie mogę, tato. Jeśli teraz odejdę, cały plan runie. — Jej głos stał się chłodny, niemal beznamiętny. — W normalnych okolicznościach nigdy nie postawiłabym stopy w takim miejscu… ale tym razem zobaczyłam swoją szansę.

Zrobiła krótką pauzę, a w jej oczach błysnęła pewność siebie.

— To tylko przystanek — dodała ciszej. — Zobaczysz… ta idiotka sama zaprowadzi mnie prosto do rezydencji.

Po tych słowach odsunęła telefon od ucha, jakby rozmowa była już dla niej zakończona. Przez chwilę stała nieruchomo, wsłuchując się w spokojny rytm otoczenia — zupełnie niepasujący do chłodnej kalkulacji, która właśnie zapadła w jej sercu.

***

Akcja wraca do przestronnego, chłodnego w tonacji gabinetu Cihana. Przez wysokie okna wpada rozproszone światło, odbijające się od jasnych ścian i eleganckich mebli. Na biurku panuje porządek, który kontrastuje z napięciem wiszącym w powietrzu.

Cihan siedzi nieruchomo, z dłońmi splecionymi na blacie. Jego spojrzenie jest ciężkie, jakby przytłoczone własnymi myślami.

— Chcąc to naprawić… — zaczyna cicho, po chwili milczenia — znowu złamałem serce Hancer przez Beyzę.

Engin opiera się wygodniej w fotelu, ale jego twarz pozostaje poważna. Nie spuszcza z przyjaciela uważnego spojrzenia.

— To nie może tak dłużej wyglądać, Cihanie — mówi stanowczo, pochylając się lekko do przodu. — Im dłużej uciekasz przed prawdą, tym bardziej wszystko się komplikuje. Myślisz, że chronisz Hancer, a w rzeczywistości tylko pogłębiasz przepaść między wami.

Cihan zaciska szczękę, ale nie odpowiada. W tym momencie ciszę przecina nagły dźwięk telefonu leżącego na biurku.

Obaj mężczyźni spoglądają w jego stronę.

— Kto to? — pyta Engin.

Cihan zerka na ekran, marszcząc brwi.

— Nieznany numer.

Przez chwilę się waha, po czym odbiera.

— Słucham?

— Dzień dobry, panie Cihanie — rozlega się po drugiej stronie spokojny, kobiecy głos. — Dzwonię ze szpitala.

Na twarzy Cihana natychmiast pojawia się napięcie. Prostuje się gwałtownie, jakby przeszył go impuls niepokoju.

— Ze szpitala? — powtarza, a jego głos staje się ostrzejszy. — Co się stało?

— Pański numer został podany jako kontaktowy w sprawie pana Cemila Yildiza — wyjaśnia kobieta. — Nie możemy się z nim skontaktować, dlatego dzwonię do pana.

Cihan wypuszcza powoli powietrze, jakby na moment odzyskał równowagę.

— Tak, Cemil to mój szwagier. Czy coś się wydarzyło?

— Wyniki jego badań są już gotowe. Lekarz chce z nim pilnie porozmawiać, ale pan Cemil nie odbiera telefonu.

— Rozumiem. Przekażę mu tę informację. Dziękuję.

— Dziękuję, miłego dnia.

Cihan odkłada telefon i przez chwilę wpatruje się w blat, jakby układał w głowie kolejne kroki.

— Wyniki badań Cemila są gotowe — mówi w końcu, wstając z miejsca. Sięga po marynarkę i narzuca ją na ramiona. — Nie mogą się z nim skontaktować.

Engin unosi brwi, obserwując jego nagłą decyzję.

— Dokąd się wybierasz?

— Do niego — odpowiada krótko Cihan, sięgając po kluczyki. — Powiem mu, żeby jak najszybciej zgłosił się do szpitala.

— Nie możesz po prostu zadzwonić? — dopytuje Engin, choć w jego głosie pobrzmiewa już zrozumienie.

Cihan kręci głową.

— Nie. To… dobra okazja. Ostatnio byłem nie do zniesienia. Zaniedbałem relacje z rodziną. — Na moment jego spojrzenie łagodnieje. — Pojadę, porozmawiam z nim. Może przy okazji wszystko trochę naprawię.

Zatrzymuje się jeszcze na sekundę przy biurku i spogląda na Engina.

— Jeśli pojawią się jakieś wieści o Beyzie, dam ci znać. A potem… — zawiesza głos — porozmawiam z Hancer. Masz rację, to zaszło za daleko.

Engin skinął głową, jakby w końcu usłyszał to, na co czekał.

Cihan odwraca się i zdecydowanym krokiem opuszcza gabinet, nieświadomy, że właśnie zmierza prosto do miejsca, w którym splatają się wszystkie jego problemy.

***

W niewielkim salonie unosił się zapach świeżo przygotowanego śniadania. Na niskim stoliku stały talerze z serami, oliwkami i warzywami, a obok parowała herbata w szklankach. Mimo starannego przygotowania, atmosfera przy stole była ciężka.

Beyza siedziała wyprostowana na kanapie, z dłońmi splecionymi na kolanach. Nie sięgnęła po nic. Jej spojrzenie było nieobecne, jakby myślami była zupełnie gdzie indziej.

— Beyzo, nic nie zjadłaś — odezwała się łagodnie Hancer, przysuwając się bliżej. — Jeśli nie lubisz omletów, mogę przygotować coś innego. Może jajka na miękko albo na twardo?

Beyza skrzywiła się lekko i odwróciła głowę.

— Proszę… nie wspominaj o jajkach — powiedziała cicho, przykładając dłoń do brzucha. — Od samego zapachu robi mi się niedobrze. Zabierz je… najlepiej tak, żebym ich nie widziała.

— Oczywiście — odparła Hancer natychmiast, odsuwając talerz. — W takim razie spróbuj chociaż sera.

Beyza tylko pokręciła głową.

— Nie mogę. Jestem zbyt zestresowana… — jej głos lekko zadrżał, ale szybko odzyskała kontrolę. — Powiedz mi… nic nie powiedziałaś Cihanowi, prawda? Nie dowiedział się, że tu jestem?

Hancer spojrzała na nią uspokajająco.

— Nie martw się. Niczego się nie domyśla. Myśli, że jestem w rezydencji. — Zawahała się na moment. — Bardziej martwi mnie mój brat. Jeśli cię zobaczy, może spanikować.

Beyza natychmiast podniosła wzrok, a w jej oczach pojawił się niepokój.

— On wszystko mu powie… — wyszeptała. — Muszę stąd odejść. Natychmiast. Nie mogę tu zostać.

— Spokojnie — Hancer ujęła ją delikatnie za rękę. — Mój brat wychodzi wcześnie rano i wraca późno. Nie spotkacie się.

— A Emir? — dopytała czujnie Beyza.

— Emir też nic nie powie. Porozmawiam z nim. — Hancer uśmiechnęła się blado. — Naprawdę, jesteś tu bezpieczna. Może chociaż napijesz się herbaty?

— Nie. — Beyza westchnęła ciężko, opuszczając wzrok. — Ta ciąża odbiera mi apetyt. Ale to nie tylko to. — Uniosła oczy, a w jej spojrzeniu pojawił się cień goryczy. — Obojętność mojego męża boli bardziej niż wszystko inne.

Derya, która do tej pory siedziała z boku, obserwując scenę z chłodnym dystansem, parsknęła cicho.

— Byłego męża — poprawiła ostro. — Rozwiedliście się. Powinnaś się cieszyć, że w ogóle chce uznać dziecko. Czego jeszcze oczekujesz?

Beyza spojrzała na nią z niedowierzaniem.

— Jak to czego? Mam urodzić dziecko poza małżeństwem?

— Bratowo, wystarczy — wtrąciła szybko Hancer, rzucając Deryi ostrzegawcze spojrzenie. — Nie naciskaj jej.

Po chwili znów zwróciła się do Beyzy, łagodniej:

— Spróbuj jeszcze raz z nim porozmawiać. To niemożliwe, żeby był tak obojętny wobec własnego dziecka. Zwłaszcza po tak krótkim czasie od rozwodu.

Beyza uśmiechnęła się gorzko.

— Jestem pewna, że mnie skreślił.

— Skąd ta pewność?

— Bo ma już kogoś innego — odpowiedziała chłodno. — Kobietę, która zatruła mu umysł. Doprowadziła go do tego, że nie obchodzi go nawet własne dziecko…

W tym momencie Derya gwałtownie się poruszyła. Jej ręka zahaczyła o szklankę — ta przewróciła się, a gorąca herbata rozlała się prosto na spodnie Beyzy.

— Co ty robisz?! — wybuchła Beyza, zrywając się na równe nogi.

— Przepraszam… — mruknęła Derya bez przekonania. — To był wypadek.

Beyza rzuciła jej lodowate spojrzenie i, zaciskając usta, ruszyła w stronę łazienki.

Gdy tylko zniknęła za drzwiami, Derya natychmiast przysunęła się bliżej Hancer.

— Po co się w to mieszasz? — zapytała cicho, ale ostro. — Czy naprawdę ma znaczenie, kim jest jej były mąż? Jeśli dalej będziesz się angażować, stracisz własnego.

Hancer zamilkła, zaskoczona jej tonem.

— Módl się, żeby Cihan nie dowiedział się, że się w to zaangażowałaś — dodała Derya jeszcze ciszej.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Derya wyprostowała się.

— To pewnie Hatice. Idź sprawdź.

Hancer wstała i ruszyła w stronę wejścia. Otworzyła drzwi… i zamarła.

Na progu stali Cemil i Cihan. Serce podeszło jej do gardła.

— Nie zaprosisz nas do środka? — zapytał spokojnie Cihan, uważnie przyglądając się jej twarzy.

— Ja… — Hancer zawahała się.

— Przesuń się, kochana — wtrącił swobodnie Cemil. — Szwagier nie będzie stał na progu.

Cihan nie odrywał od niej wzroku.

— Nie wiedziałem, że tu jesteś — powiedział powoli.

— Ja też się ciebie nie spodziewałam…

— Wchodzimy — zdecydował Cemil i niemal zmusił ją, by ustąpiła.

Wchodząc do środka, Cihan zatrzymał się nagle. Jego uwagę przykuła stojąca w przedpokoju torba podróżna.

— Przyszłaś tu z bagażem? — zapytał, marszcząc brwi.

Hancer otworzyła usta, ale nie zdążyła odpowiedzieć.

— To moja torba — odezwała się szybko Derya, pojawiając się w drzwiach salonu z wymuszonym uśmiechem. — Zapisałam się na kurs pływania. Ręczniki, stroje… wiesz.

Cemil spojrzał na nią zaskoczony.

— Kurs pływania? Od kiedy?

— Od kiedy ty nie masz pojęcia, co się dzieje w domu — odparła lekko. — Wejdźcie, proszę.

Wszyscy przeszli do salonu.

W tym czasie Derya dyskretnie podeszła do łazienki, wyciągnęła Beyzę i niemal siłą zaprowadziła ją do sypialni.

— Ty żmijo! — syknęła przez zęby, zamykając za nimi drzwi. — Chcesz wpakować Hancer w kłopoty?

Beyza uniosła podbródek, niewzruszona.

— Kto tu jest żmiją? Gdybyś nie zabrała mojego ślubnego zdjęcia z prezentów, twoja droga szwagierka już dawno znałaby prawdę, a ja nie musiałabym się tu ukrywać, będąc w ciąży.

Derya prychnęła.

— Nawet dziecko ci nie pomoże. Cihan cię nie chce. Zrozum to w końcu. Rezydencja ma już swoją panią.

— Zamknij się! — warknęła Beyza. — Wrócę tam. I to jako matka dziedzica. A twoja ukochana Hancer wróci do tej dziury.

Podeszła bliżej, pochylając się ku niej.

— Idź sprawdź, czy Cihan już wyszedł. Nie może mnie zobaczyć. I przy najbliższej okazji kup odświeżacz powietrza. Strasznie tu śmierdzi.

Derya zmierzyła ją spokojnym, niemal rozbawionym spojrzeniem.

— Dobrze, kupię — powiedziała z lekkim uśmiechem.

Zrobiła krok w stronę drzwi, po czym zatrzymała się i dodała z niewinną miną:

— Aha… zapomniałam wspomnieć. Z toalety czasem wychodzą szczury. Uważaj, żeby któryś nie ugryzł cię w pośladek.

Zaprowadziła Beyzę do łazienki i zamknęła za nią drzwi, licząc, że to jedyne miejsce w domu, do którego nikt nie zajrzy.

***

Weszły do niewielkiej kuchni, gdzie panował półmrok rozjaśniony tylko chłodnym światłem wpadającym przez matową szybę. Na blacie stał czajnik, z którego unosiła się jeszcze para, a obok niedbale odłożone talerze przypominały o przerwanym posiłku. Hancer zatrzymała się w progu, niespokojna, jakby bała się odpowiedzi, którą za chwilę usłyszy.

— Co zrobiłaś, bratowo? — zapytała drżącym głosem. — Gdzie jest Beyza?

Derya odwróciła się powoli, opierając dłoń o blat. W jej spojrzeniu nie było ani cienia skruchy.

— Zamknęłam ją w toalecie — odpowiedziała chłodno. — A teraz ty mi powiedz… co ty właściwie robisz, Hancer? Dlaczego wtrącasz się w ich sprawy?

Hancer zmarszczyła brwi, wyraźnie zaskoczona.

— Ja… po prostu chciałam pomóc…

— Pomóc? — Derya prychnęła cicho. — Ta żmija ma długi ogon. I wszędzie zostawia ślady. Cihan od razu coś wyczuł. To nie przypadek, że pojawił się tutaj właśnie dziś.

Hancer opuściła wzrok, ściskając nerwowo palce.

— Też tego nie rozumiem… — przyznała cicho. — To naprawdę dziwny zbieg okoliczności. Myślisz, że coś podejrzewa?

— Nawet jeśli jeszcze nie, to wkrótce zacznie — odparła ostro Derya, robiąc krok w jej stronę. — A co będzie, jeśli ta wariatka nagle wyjdzie mu na spotkanie? Co wtedy powiesz swojemu mężowi? Jak się wytłumaczysz?

Hancer ciężko westchnęła, jakby każde słowo wbijało się w nią coraz głębiej.

— Właśnie… zaniemówisz — dodała Derya ciszej, ale jeszcze dobitnie. — Dziewczyno, ty naprawdę nie masz pojęcia, w co się pakujesz.

— Wystarczy, bratowo… — przerwała Hancer, podnosząc na nią zmęczone spojrzenie. — Czuję się już wystarczająco źle.

Derya pokręciła głową, nieco łagodniej, choć wciąż stanowczo.

— A będzie jeszcze gorzej, jeśli dalej będziesz tak postępować. Oni są rodziną, rozumiesz? Zawsze będą trzymać się razem. A ty? Ty zostaniesz sama. Stracisz męża i zostaniesz z niczym.

Na moment zapadła cisza, w której słychać było tylko ciche tykanie zegara i bulgot wody w czajniku.

— Nie bez powodu mówią: „Nie lituj się, żebyś sama nie stała się powodem litości” — dodała Derya już spokojniej. — Im szybciej przestaniesz jej pomagać, tym lepiej dla ciebie. Myślisz, że Beyza choć raz pomyślałaby o twoim dobru?

Hancer milczała.

— Posłuchaj męża i trzymaj się z daleka od tego wszystkiego — zakończyła Derya, sięgając po tacę z herbatą.

— Nie mogę… — wyszeptała Hancer po chwili. — Nie w tej sytuacji. W środku tego wszystkiego jest dziecko. Niewinne dziecko.

Derya przewróciła oczami.

— Znowu to dziecko… — mruknęła. — A ty? Pomyślałaś o sobie chociaż przez chwilę? Nie pozwól, żeby ktoś poróżnił cię z własnym mężem.

Wzięła tacę i podała ją Hancer.

— Chodź. Napij się herbaty i uspokój, a potem wróć z mężem do domu. I skończ z tym raz na zawsze, dobrze?

Hancer skinęła głową, choć w jej oczach wciąż czaiło się zwątpienie.

Chwyciła tacę niepewnie, jakby była cięższa, niż powinna, i razem z Deryą ruszyły z powrotem do salonu — prosto w sam środek napięcia, które tylko czekało, by wybuchnąć.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 62.Bölüm i Gelin 63.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy