Dziedzictwo odc. 999: Aynur spotyka Sinana w środku nocy!

Aynur uśmiecha się, patrząc na Sinana.

„Dziedzictwo” Odc. 999 – streszczenie

Semih wpadł do kawiarni jak burza. Drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem, a on przez chwilę stał bez ruchu, próbując złapać oddech. Nerwowo rozejrzał się po pustym lokalu, po czym pospiesznie zdjął kurtkę i przesiąkniętą potem bluzę — te same, które miał na sobie podczas nocnej próby odzyskania pistoletu.

Na jego dłoni widniała świeża rana. Krew spływała po skórze, lecz Semih nie miał czasu się nad tym zastanawiać.

— Ten szaleniec Poyraz nie daje mi chwili spokoju… — wycedził przez zaciśnięte zęby.

Wyciągnął spod lady apteczkę i zaczął w pośpiechu opatrywać skaleczenie. Ledwie zacisnął bandaż, gdy z zewnątrz dobiegły go znajome głosy.

— Dlaczego nie jedziemy prosto do domu? — zapytał Poyraz.

— Tutaj było bliżej. Muszę zmienić ci opatrunek — odpowiedziała stanowczo Nana.

Semih znieruchomiał. W jednej chwili zatrzasnął apteczkę, ukrył zakrwawione ubrania i naciągnął na siebie czystą bluzę. Zdążył zasłonić ranną rękę dokładnie w chwili, gdy drzwi kawiarni się otworzyły.

Do środka weszli Poyraz i Nana. Oboje wyglądali na wyczerpanych, lecz twarz Poyraza zdradzała przede wszystkim wściekłość i frustrację.

— Bracie, wszystko w porządku? — zapytał Semih, siląc się na swobodny ton.

— Ten drań mi uciekł! — rzucił Poyraz. — Byłem o krok od złapania go. Jeszcze chwila i miałbym go w rękach!

— Kogo? Co się stało?

Poyraz zacisnął szczękę.

— Burhan miał się spotkać z człowiekiem, od którego miał odebrać pieniądze. Ten sam człowiek potrącił go samochodem. Początkowo myślałem, że to przypadek, ale się myliłem. Zabił go, żeby zamknąć mu usta.

Semih udał zdumienie.

— Skąd ta pewność?

— W skradzionym samochodzie zostawił pistolet. Wrócił po niego tej nocy. Przyłapałem go, ale zdołał uciec. — Poyraz zmrużył oczy. — Jest jednak ranny w rękę. Podczas ucieczki skaleczył się i zostawił po sobie ślad. Teraz przynajmniej wiem, kogo szukać.

— Usiądź — wtrąciła Nana. — Muszę zmienić ci opatrunek.

Poyraz posłusznie zajął miejsce przy stoliku, lecz nie spuszczał wzroku z Semiha.

— A ty co robiłeś tu o tej porze? — zapytał nagle.

Semih wzruszył ramionami, udając obojętność.

— Nic szczególnego. Chciałem zamknąć kasę i przygotować lokal na rano. Właśnie miałem wychodzić.

Poyraz patrzył na niego jeszcze przez chwilę, jakby próbował wychwycić najmniejszą oznakę kłamstwa. Nagle wstał i podszedł bliżej.

— Ten łajdak został zraniony właśnie tutaj — powiedział, chwytając Semiha za przedramię.

Semih zesztywniał. Wstrzymał oddech, gdy palce Poyraza zacisnęły się dokładnie w pobliżu świeżej rany. Przeszył go ostry ból, ale nie wydał z siebie nawet najcichszego jęku. Myślał tylko o jednym: jeśli krew przesiąknie przez bandaż i pojawi się na rękawie, wszystko się skończy.

Materiał pozostał jednak czysty.

Semih odetchnął w duchu, choć jego serce waliło jak oszalałe.

— Coś mi tu nie pasuje — powiedział powoli Poyraz, wciąż mu się przyglądając. — Ten człowiek jest łącznikiem między Burhanem a osobą, która za tym wszystkim stoi. Może ukrywać się dzień, tydzień albo miesiąc… i tak go znajdę.

— Wiem, bracie — odpowiedział Semih, usiłując zapanować nad drżeniem głosu. — Przed tobą nikt długo się nie ukryje. Przyniosę wam herbaty.

Odwrócił się i ruszył w stronę zaplecza. Dopiero kiedy zniknął im z oczu, jego twarz stężała ze strachu. Był o włos od zdemaskowania.

Poyraz znalazł się niebezpiecznie blisko prawdy.

***

Aynur długo przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Myśli nie dawały jej spokoju, a nocna cisza tylko potęgowała niepokój. W końcu poddała się. Uznała, że odrobina świeżego powietrza pomoże jej ochłonąć. Zabrała worek ze śmieciami i wyszła z mieszkania.

Na ulicy panował półmrok. W bladym świetle latarni dostrzegła samochód zaparkowany przed kamienicą. Gdy podeszła bliżej, rozpoznała siedzącego za kierownicą Sinana.

Mężczyzna zauważył ją, otworzył drzwi i wysiadł.

— Panie Sinanie? — odezwała się cicho, wyraźnie zaskoczona. — Co pan tutaj robił?

— Nie mogłem zasnąć — odpowiedział, przez chwilę unikając jej spojrzenia. — Wyszedłem się przejechać i zaczerpnąć świeżego powietrza. Po drodze mijałem aptekę i przypomniałem sobie, że mówiłaś o bólu głowy. Wspominałaś też, że nie masz żadnego lekarstwa, więc pomyślałem, że ci je przywiozę.

Wyciągnął niewielką reklamówkę i podał ją Aynur.

Kobieta spojrzała na niego ze wzruszeniem.

— Dziękuję. Niepotrzebnie się pan fatygował…

— To nic takiego — odparł spokojnie.

Przez moment stali naprzeciwko siebie w milczeniu. Aynur zacisnęła palce na uchwytach reklamówki, po czym niepewnie zapytała:

— Nie mieliśmy później okazji porozmawiać. Ceremonia się udała?

Sinan westchnął lekko.

— To wydarzenie było bardzo ważne dla mojej mamy. Cieszyłem się, że mogłem odebrać nagrodę w jej imieniu, ale szczerze mówiąc… dla mnie to była męka. Odliczałem minuty do końca.

Aynur uniosła brwi.

— Pani Isil pokazała mi zdjęcia. Wcale nie wyglądał pan na kogoś, kto się nudził.

— Ezgi nalegała, żebyśmy sprawili mamie trochę radości — wyjaśnił. — Chciała, żeby ten wieczór był dla niej wyjątkowy. Dlatego staraliśmy się dobrze bawić, przynajmniej na zdjęciach.

Na twarzy Aynur pojawił się delikatny, lecz przygaszony uśmiech.

— Cieszę się, że pani Isil otrzymała nagrodę i była szczęśliwa. Naprawdę na to zasłużyła.

Po chwili spuściła wzrok.

— Powinnam już wracać. Siostra Adalet zacznie się martwić. Jeszcze raz dziękuję za lekarstwo.

— Aynur… — zaczął Sinan, jakby chciał ją zatrzymać, lecz zabrakło mu słów.

Kobieta spojrzała na niego pytająco, ale gdy nic więcej nie powiedział, lekko skinęła głową.

— Dobranoc, panie Sinanie.

— Dobranoc.

Aynur ruszyła w stronę kamienicy. Szła powoli, mocno ściskając reklamówkę z lekarstwem. Sinan pozostał przy samochodzie i patrzył za nią w milczeniu, dopóki nie zniknęła za drzwiami budynku. Dopiero wtedy odwrócił wzrok, jakby sam nie potrafił wyjaśnić, dlaczego tej nocy przyjechał właśnie pod jej dom.

***

Następnego dnia Aynur stała przy kuchennym blacie w domu Sinana, gdy jej telefon nagle zawibrował. Spojrzała na ekran. Dzwoniła Nana.

— Domyślasz się, dlaczego dzwonię? — odezwała się cicho.

— Nie bardzo. Co się stało? — zapytała Aynur, odkładając wszystko i skupiając na niej całą uwagę.

Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.

— Miałaś rację… — przyznała w końcu Nana.

— W jakiej sprawie?

— Powiedziałaś, że za ulgą, którą poczułam po odejściu Ecem, kryło się coś więcej. I… miałaś rację.

Aynur znieruchomiała.

— Czyli ty…

— Nie mów tego! — przerwała jej gwałtownie Nana. — Nawet nie próbuj wypowiadać tego słowa. To niemożliwe. Po prostu… nie może być prawdą.

Jej głos drżał coraz bardziej.

— Czuję się tak, jakby moje serce miało zaraz wyskoczyć z piersi. Jakby ktoś rzucił na mnie czar i odebrał mi rozum.

Aynur zamyśliła się. Słowa Nany brzmiały niepokojąco znajomo. Ona również pokochała kogoś, kto wydawał się poza jej zasięgiem. Kogoś, od kogo uparcie próbowała się odsunąć, choć jej serce już dawno dokonało wyboru.

— Jesteśmy w takiej samej sytuacji… — wyszeptała, bardziej do siebie niż do przyjaciółki.

— Co powiedziałaś?

Aynur otrząsnęła się z zamyślenia.

— Nano, to nie żaden czar — oznajmiła łagodnie, lecz stanowczo. — To miłość.

— Nie… — zaprzeczyła natychmiast Nana.

— I chyba masz więcej szczęścia, niż ci się wydaje — ciągnęła Aynur. — Poyraz cię kocha. Człowiek nie ryzykuje życia i nie robi tego wszystkiego dla kogoś, kto jest mu obojętny. Tak zachowuje się mężczyzna, któremu naprawdę zależy.

Nana zacisnęła usta, jakby broniła się przed nadzieją, którą te słowa w niej obudziły.

— Zrobił to dla Yusufa — odparła po chwili. — Chciał ochronić jego rodzinę. Mnie traktuje jedynie jak przyjaciółkę.

— Jesteś tego pewna?

— Muszę być — odpowiedziała Nana, choć jej głos zdradzał coś zupełnie innego. — Ja również powinnam patrzeć na niego wyłącznie jak na przyjaciela. To jedyne rozsądne wyjście.

Zaczerpnęła głęboko powietrza.

— Muszę o nim zapomnieć, Aynur. Inaczej sobie z tym nie poradzę. Z czasem odzyskam rozsądek. Wszystko minie.

Aynur nie odpowiedziała. Dobrze wiedziała, że niektórych uczuć nie dało się uciszyć samym postanowieniem. Nana również nie brzmiała tak, jakby naprawdę wierzyła we własne słowa.

***

Ezgi siedziała przy łóżku Isil, a na jej twarzy malowały się rozczarowanie i bezsilność.

— Wczoraj wieczorem prawie na mnie nie spojrzał — zaczęła drżącym głosem. — Dał mi wyraźnie do zrozumienia, że wszystko, co kiedyś nas łączyło, należy już do przeszłości. Dziś rano tylko to potwierdził. Był uprzejmy… aż nazbyt uprzejmy. Bez gniewu i pretensji poprosił, żebym odeszła, ale zachowywał się tak chłodno, jakby oddzielał nas mur. A później przez cały czas krążył wokół tego swojego Kopciuszka. Ciociu Isil, nie wiem, czy mam jeszcze siłę próbować się przez ten mur przebić.

Isil słuchała jej uważnie. W jej spojrzeniu kryło się matczyne ciepło, lecz również niezachwiane przekonanie kobiety, która nie zamierzała tak łatwo rezygnować.

— Wiercenie w marmurze nigdy nie jest proste — odparła spokojnie. — Na początku wydaje się, że nic się nie zmienia, a wiertło jedynie ślizga się po twardej powierzchni. Jeśli jednak nie przestaniesz naciskać, prędzej czy później zrobisz wyłom. Musimy być cierpliwe i wytrwałe, Ezgi. Nie poddamy się po pierwszym niepowodzeniu.

— Ale co jeszcze możemy zrobić? — zapytała z rezygnacją dziewczyna. — Przecież Sinan wyraźnie nie chce mnie już w tym domu. Twoje nalegania tylko sprawiają, że coraz bardziej się ode mnie odsuwa.

Na ustach Isil pojawił się zaskakująco spokojny uśmiech, jakby od pewnego czasu układała w myślach kolejny plan.

— Nie pozwolimy mu tak łatwo uciec — oznajmiła. — Czasami wystarczy jedna chwila, jeden impuls, żeby wszystko się zmieniło. Ludzie bywają nieprzewidywalni. Niekiedy los sam podsuwa odpowiednią okazję… a czasem trzeba mu odrobinę pomóc.

W jej oczach błysnęła przebiegłość. Nie zdradziła Ezgi żadnych szczegółów, ale było jasne, że w jej głowie właśnie rodził się nowy podstęp.

***

Tymczasem z Sahinem skontaktował się jeden z jego fanów. Mężczyzna zaprosił go na bezpłatny wypoczynek do należącego do niego hotelu w Şile.

Cansel, która zatrzymała się za drzwiami, podsłuchała całą rozmowę. Na jej twarzy natychmiast pojawił się pełen nadziei uśmiech. Serce zabiło jej szybciej na myśl, że być może wreszcie wyjadą gdzieś razem i choć przez kilka dni będą mogli odpocząć z dala od codziennych problemów.

Sahin miał jednak zupełnie inny pomysł.

Po zakończeniu rozmowy odłożył telefon i pogrążył się w zamyśleniu. Jego spojrzenie złagodniało, gdy pomyślał o bracie i jego żonie. Uznał, że to właśnie Poyraz i Nana najbardziej potrzebowali chwili wytchnienia.

Postanowił więc oddać im zaproszenie. Dzięki temu mieli wreszcie wyjechać razem i odbyć podróż poślubną, na którą wcześniej nie mieli ani czasu, ani okazji.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 721. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy