Złoty chłopak odc. 283: Ferit śpiewa dla Seyran! Miłość wraca z pełną siłą!

Ferit całuje Seyran namiętnie.

„Złoty chłopak” Odc. 283 – streszczenie

W niewielkim pokoju panuje bałagan po niedawnej bójce. Przewrócone krzesło leży pod ścianą, na podłodze widać ślady szamotaniny, a ludzie Sevkiego jęczą cicho, próbując się podnieść po starciu z Feritem i Abidinem. Obaj mężczyźni stoją jeszcze przez chwilę w napięciu, jakby upewniali się, że nikt nie spróbuje ponownie zaatakować.

Ferit strzepuje niewidzialny kurz z rękawa bluzki, a Abidin rozluźnia ramiona.

— Mam nadzieję, że to już koniec atrakcji na dziś — mówi półgłosem Abidin.

Obaj podchodzą do kanapy stojącej przy ścianie. Siedzi na niej Kazim, skrępowany grubymi sznurami i z kneblem w ustach. Jego oczy są szeroko otwarte, a z gardła wydobywają się stłumione dźwięki.

— Mmmf! Mmmf!

Ferit patrzy na niego z mieszanką rozbawienia i niedowierzania.

— Powiedz mi jedną rzecz, tato Kazimie — zaczyna spokojnie. — Jak ty to robisz, że zawsze pakujesz się w kłopoty?

Kazim próbuje coś odpowiedzieć, ale knebel tłumi wszystkie słowa. Z jego ust wydobywa się jedynie żałosne piszczenie.

Ferit przez chwilę pozwala mu się tak miotać, po czym z westchnieniem pochyla się i wyciąga knebel z jego ust.

Kazim natychmiast łapie głęboki oddech.

— Ten wariat do mnie zadzwonił! — zaczyna szybko, niemal jednym tchem. — Zażądał pieniędzy! Nie chciałem robić wam problemów, więc pomyślałem, że sam się tym zajmę.

Ferit powoli unosi brwi.

— Brawo — mówi z wyraźnym sarkazmem. — W ogóle nie sprawiłeś nam żadnych problemów…

Abidin kręci głową z rezygnacją.

— Niech Bóg ma cię w opiece — wzdycha. — Bo rozsądek najwyraźniej już dawno przestał nad tobą czuwać.

Kazim spogląda na nich błagalnie.

— Moi drodzy zięciowie… — mówi nagle znacznie łagodniej. — Uratowaliście mi życie. Nie wiem, jak wam dziękować. Mam tylko jedną prośbę.

Ferit patrzy na niego podejrzliwie.

— Jaką?

— Proszę… nie mówcie o tym Seyran i Esme. Jeśli się dowiedzą, będę miał w domu prawdziwe piekło.

Ferit ciężko wzdycha i odwraca się w stronę drzwi.

— Wystarczy, że my straciliśmy dzisiaj nastrój — mówi chłodno. — Niech przynajmniej one mają spokojny dzień.

Abidin uśmiecha się lekko.

— Dokładnie.

Obaj ruszają w stronę wyjścia.

Kazim przez chwilę patrzy za nimi w osłupieniu. Dopiero po kilku sekundach dociera do niego, co właśnie się dzieje.

— Hej! — krzyczy nagle spanikowany. — Dokąd wy idziecie?!

Ferit nawet się nie odwraca.

— Do domu.

— Nie zostawiajcie mnie tutaj! — woła Kazim rozpaczliwie. — Czy wy w ogóle nie macie serca?! Tutaj jest pełno niebezpiecznych ludzi!

Abidin zatrzymuje się w drzwiach i spogląda na Ferita. Przez moment obaj stoją w ciszy.

Nagle wybuchają śmiechem.

— Chodź — mówi Abidin, zawracając.

Wracają do kanapy. Abidin pochyla się i zaczyna rozwiązywać sznury na rękach Kazima, a Ferit zdejmuje więzy z jego nóg.

— Masz dziś szczęście — mówi Abidin z lekkim uśmiechem.

Kazim natychmiast zaczyna rozcierać obolałe nadgarstki. Ferit spogląda na niego znacząco.

— Ale następnym razem, zanim wpadniesz na kolejny genialny pomysł… — dodaje spokojnie — spróbuj najpierw pomyśleć.

Kazim kiwa głową gorączkowo.

— Przysięgam, że już nigdy więcej…

Ferit i Abidin wymieniają krótkie spojrzenie.

Na ich twarzach pojawia się ten sam sceptyczny uśmiech — jakby obaj wiedzieli, że to obietnica, która raczej długo nie przetrwa.

***

Wieczór w restauracji ma w sobie coś niemal filmowego. Lokal jest ciepło oświetlony, drewniana podłoga błyszczy w blasku lamp, a między stołami stoją solidne, drewniane krzesła i stoliki przykryte jasnymi obrusami. W powietrzu unosi się zapach pieczonego chleba i przypraw. W głębi sali płonie kominek, którego ogień rzuca miękkie, pomarańczowe refleksy na ściany ozdobione obrazami. Przy stolikach siedzą goście pogrążeni w rozmowach, a gdzieś z boku muzycy przygotowują swoje instrumenty. Atmosfera jest ciepła, niemal intymna – jakby to miejsce sprzyjało zwierzeniom.

Przy jednym ze stolików siedzą naprzeciw siebie Ferit i Seyran. Seyran ma na sobie elegancką, czerwoną sukienkę, która przyciąga spojrzenia i pięknie kontrastuje z jej delikatną urodą. Włosy ma upięte luźno, a oczy błyszczą w świetle świec. Opiera policzek o dłoń i patrzy na Ferita z ciepłym, lekko rozmarzonym uśmiechem.

Ferit siedzi swobodnie, lekko odchylony na krześle. Ma na sobie ciemną koszulę, rozpiętą przy szyi, co nadaje mu niedbałego uroku. Patrzy na Seyran z tym charakterystycznym półuśmiechem, w którym jest jednocześnie czułość i rozbawienie.

Choć chodzili już wcześniej na randki, po ponad dwuletnim rozstaniu oboje czują się tak, jakby to było ich pierwsze spotkanie.

— Mam nadzieję, że nie piję za szybko — mówi Seyran, odstawiając na stół szklankę z kolorowym drinkiem. W jej głosie pobrzmiewa lekka wesołość. — Nie pozwól, żeby uderzyło mi do głowy.

Ferit wzrusza ramionami i uśmiecha się szerzej.

— Pij, ile chcesz. Jeśli będzie trzeba… zaniosę cię.

Seyran przygląda mu się przez chwilę w milczeniu.

— Naprawdę chciałam o tobie zapomnieć — mówi w końcu cicho. — Ale nie chciałeś wyjść z mojej głowy, szalony chłopaku.

Upija kolejny łyk drinka i wzdycha.

— Dlaczego wszystko musi być takie trudne?

Ferit przechyla głowę.

— Bo rzeczy, które są coś warte, nigdy nie są łatwe. Czyż nie?

Seyran marszczy lekko brwi.

— Myślisz, że to jest tego warte?

Ferit patrzy na nią uważnie.

— Spójrz na nas, Seyran. Jesteśmy tutaj. Razem. Uśmiechamy się. Czy naprawdę chciałabyś być teraz gdziekolwiek indziej?

Seyran przykłada palec do ust, jakby chciała powstrzymać słowa, które cisną jej się na język. Po chwili uśmiecha się figlarnie.

— Wstydzę się. Nie mogę ci tego teraz powiedzieć.

Ferit wybucha śmiechem.

— Widzę, że zaczynasz się rozkręcać.

— Po prostu cię kocham — odpowiada Seyran bez wahania. — Ale jeśli tak dalej pójdzie, to raczej nie będzie drugiej randki.

— W takim razie będę musiał się naprawdę postarać — mówi Ferit z udawanym dramatyzmem. — W końcu przyzwyczaiłem się do biegania za tobą, dziewczyno.

Seyran uśmiecha się lekko, lecz po chwili jej twarz poważnieje. Opiera policzek na dłoni i spogląda gdzieś w bok.

— Czasami zastanawiam się, jakby to było, gdybyśmy mieli normalne rodziny. Wyobraź sobie… ja studiuję sztukę, ty architekturę. Poznajemy się na uczelni i…

Ferit przerywa jej nagle, patrząc jej prosto w oczy.

— Czy zdarza ci się czasem patrzeć w swoje oczy?

Seyran mruga zaskoczona.

— Coś jest nie tak z moimi oczami?

Ferit uśmiecha się miękko.

— Gdziekolwiek i kiedykolwiek spojrzałbym w twoje oczy, zakochałbym się w tobie, Seyran. I zrobiłbym wszystko, żebyś ty też się we mnie zakochała.

Seyran kręci głową z lekkim uśmiechem.

— Może byś to zrobił, ale czy wtedy byłoby aż tak trudno? Niesiemy ze sobą bagaż naszych rodzin. Może gdybyśmy byli zwyczajni… robilibyśmy zwyczajne rzeczy. Na przykład łowili ryby.

Ferit rozmarza się.

— Wyobrażam to sobie. Mieszkamy w małej wiosce nad morzem. Wracam do domu ze złowioną rybą, a ty robisz sałatkę. Potem siadamy przy stole i jemy razem kolację.

Seyran natychmiast prostuje jego historię.

— Nie. To ja łowię ryby, a ty robisz sałatkę.

Ferit śmieje się.

— Nie ma znaczenia. Historia może być jakakolwiek. Wiem tylko jedno… jeśli jesteś ze mną, jestem kompletny.

W tym momencie do ich stolika podchodzą muzykanci. Czterech mężczyzn ubranych w eleganckie, ciemne garnitury ustawia się obok stołu. Jeden z nich trzyma skrzypce, drugi tamburyn, trzeci klarnet, a czwarty duży, drewniany instrument strunowy przypominający kanun. W restauracji zapada przyjemny półmrok i rozmowy przy innych stolikach cichną.

Pierwsze dźwięki są miękkie i melancholijne. Skrzypce prowadzą melodię, klarnet odpowiada im długimi, przeciągłymi nutami, a tamburyn wyznacza rytm.

Ferit zamyka oczy i zaczyna śpiewać razem z muzykami utwór „Büklüm Büklüm”.

Nieważne, co mówisz ani czego oczekujesz
od Stwórcy czy od swojego losu.
Nie zdobędziesz tego, czego pragniesz,
jeśli o to nie zawalczysz.

Jakby coś cię dusiło,
jakbyś rodził się na nowo,
jakbyś od czasu do czasu umierał,
jeśli nie doświadczyłeś jego bólu i cierpienia.

Gdzie są te wspomnienia
wijące się wokół twojej szyi,
rozbite na kawałki w twojej duszy,
czekające pod twoimi drzwiami
ze smutnym, pytającym spojrzeniem?

Jeśli nie nauczyłeś się kochać,
nawet nie będąc kochanym,
jeśli nie wiesz, za czym naprawdę tęsknisz
i jak powiedzieć prawdę —
nawet jeśli boli.

Melodia wypełnia restaurację, a Seyran patrzy na Ferita z czułością, której nie potrafi już ukryć. W tej chwili świat wokół nich jakby znika — zostaje tylko muzyka, światło ognia z kominka i dwoje ludzi, którzy mimo wszystkiego znów odnaleźli drogę do siebie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 85.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy