Dziedzictwo odc. 952: Ferit odnajduje Nanę! Aynur z zarzutami!

Nana otwiera drzwi, przed którymi stoi Ferit.

„Dziedzictwo” Odc. 952 – streszczenie

Şahin zostaje wypisany ze szpitala. Poyraz powoli wprowadza go na wózku inwalidzkim do domu. W przedpokoju czeka na nich Cennet, która nie potrafi powstrzymać łez wzruszenia.

– Mój syn wrócił… Przyszedł mój lew – mówi drżącym głosem, pochylając się i obejmując ramiona Şahina. – Witaj w swoim domu. Oby Bóg nigdy więcej nie doświadczył nas takim bólem.

– Twój syn znowu jest tylko kłopotem – odpowiada gorzko. – Powinnaś nazywać mnie Nieszczęściem, nie Şahinem.

(Jego imię w języku tureckim oznacza „sokół”).

– Jesteś moim Şahinem. Jak możesz mówić, że jesteś kłopotem? – odparowuje Cennet ze stanowczością i czułością. – Jesteś dla nas jak góra – wytrzymasz wszystko. Twoje istnienie wystarczy. Jesteś naszym filarem. Moim pierworodnym.

– Twój syn tylko oddycha, mamo… Nie jestem żadnym filarem ani górą tego domu. Jestem biedakiem, który nie potrafi nawet wstać… – odpowiada bez cienia emocji. – Poyraz, zabierz mnie do pokoju.

Poyraz i Semih delikatnie chwytają Şahina pod ramiona i pomagają mu przejść korytarzem. Ich kroki są ciężkie, pełne milczenia, jakby niosły nie tylko ciało, ale i całą gorycz, która w nim zalega.

Cennet patrzy za nimi ze ściśniętym sercem, a potem szeptem, z błaganiem, zwraca się ku niebu:
– Boże… Daj zdrowie mojemu dziecku…

Obok niej siada Nana. Delikatnie ujmuje jej dłoń i spogląda w oczy z czułością.

– Proszę, bądź cierpliwa. On wciąż jest w szoku. Trudno mu to wszystko zaakceptować. Ale wróci do siebie. Mówią, że czas leczy rany. Zobaczysz, będzie jeszcze silniejszy niż wcześniej.

Posyła jej ciepły uśmiech – jakby chciała przekazać wiarę, której teraz Cennet tak bardzo potrzebuje. Ta, z wdzięcznością, nakrywa jej dłoń swoją, zaciskając je razem – dwie kobiety splecione wspólnym bólem i nadzieją.

Z boku przygląda im się Sibel. Jej spojrzenie pełne jest niechęci i rozdrażnienia. Trudno jej znieść obecność Nany w tym domu. Choć nie grozi jej już żadne niebezpieczeństwo, Nana wciąż tu jest – i wciąż stoi między nią a Poyrazem.

***

Aynur postanawia naprawić swój błąd. Chce na własną rękę odzyskać zegarek – cenną pamiątkę po zmarłym bracie Sinana – który wpadł w ręce złodzieja. Z determinacją zagląda do policyjnych notatek i spisuje dane osobowe, jak jej się wydaje, podejrzanego. Pod osłoną nocy rusza na samotną misję. Znajduje mężczyznę, zachodzi go od tyłu i bez wahania uderza w tył głowy polanem. Ten osuwa się na ziemię nieprzytomny.

Z triumfem w głosie sięga po telefon i dzwoni do Sinana:
– Schwytałam go. Złodzieja. Mam go.

***

Kolejna scena rozgrywa się w gabinecie prokuratora. Atmosfera jest napięta jak struna. Sinan krąży wokół biurka, ręce ma splecione za plecami, a twarz wykrzywioną gniewem. Aynur stoi w milczeniu, ze wzrokiem wbitym w podłogę i dłońmi splecionymi w nerwowym uścisku.

– Czy nie powiedziałem ci, żebyś trzymała się z dala od tej sprawy?! – wybucha. – Poszłaś pod adres świadka! Nie złodzieja – świadka! I powaliłaś go polanem!

Jego głos drży ze złości i niedowierzania.

– Co, jeśli by nie przeżył? Gdybyś go zabiła?!

– Myślałam… że to on – bąka cicho Aynur, a jej głos się łamie. – Chciałam tylko odzyskać twój zegarek. To było dla ciebie…

– Nie możesz robić tego, co ci się podoba! – przerywa jej ostro. – Są przepisy! Prawo! Zraniłaś człowieka – lekarze musieli mu zszywać głowę! Teraz leży w szpitalu i wniósł przeciwko tobie skargę!

Aynur unosi głowę, oczy ma pełne łez.
– Co teraz będzie? – szepcze, a jej głos niemal się urywa. – Przysięgam, nie chciałam nikogo skrzywdzić…

Sinan patrzy na nią długo, ciężko, jakby próbował odnaleźć w niej chociaż cień rozsądku.

– Co będzie? – powtarza. – To, co dzieje się z ludźmi, którzy łamią prawo. Zostaniesz zatrzymana za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zaraz trafisz do aresztu.

Słowa uderzają w Aynur jak grom. Otwiera szeroko oczy, krew odpływa jej z twarzy. Dopiero teraz, w tej ciszy po burzy, uświadamia sobie, co naprawdę zrobiła.

***

Ferit spędził całą noc w fotelu w swoim biurze na komisariacie. Obudzony dopiero porannym światłem wpadającym przez żaluzje, przeciera oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi Volkan.

– Dzień dobry, komisarzu – rzuca z uśmiechem. – Nocowałeś tutaj?
– Dzień dobry – odpowiada Ferit, przeciągając się z wyraźnym zmęczeniem. – Nie mogłem zasnąć… Rozmyślałem o różnych projektach.

– Jakich projektach? – dopytuje Volkan, unosząc brew z zaciekawieniem.

Ferit opiera łokcie na biurku, splata dłonie i patrzy przed siebie z lekko ironicznym uśmiechem.

– Na przykład: porwanie szefa. Gdyby zniknął, Ayşe nie mogłaby złożyć wniosku o przeniesienie. Albo… możemy wysłać do Eskisehir dodatkowych funkcjonariuszy – wtedy zabraknie miejsc, więc Ayşe również nie zostanie przeniesiona. A gdyby jeszcze Ibo przygotował raport o ogromnym wzroście przestępczości w tym rejonie… Może wtedy sama by zrezygnowała. Możliwości jest wiele. Tworzę scenariusze.

Volkan śmieje się pod nosem.

– Komisarzu, w tym roku zgarniesz Oscara. Za najlepszy scenariusz dramatyczny: „Zakochany policjant, który nie umie przyznać się do swoich uczuć”. Publika oszaleje.

W tej chwili do biura wchodzi Ayşe. Spogląda na nich podejrzliwie.
– Co to za rozmowa o Oscarach? – pyta z lekkim uśmiechem.

Ferit natychmiast się prostuje i odpowiada z pozornym spokojem:
– Opracowujemy scenariusze na poprawę funkcjonowania komisariatu. Każdy z nich to arcydzieło – zasługuje na nagrodę.

– W takim razie życzę wam powodzenia – mówi Ayşe chłodno, wyciągając z teczki dokument. – Napisałam prośbę o przeniesienie. Idę ją złożyć szefowi.

Ferit zamiera. Uśmiech znika z jego twarzy. Tak jak się obawiał – nie zdążył, nie znalazł sposobu, by ją zatrzymać. Jej decyzja wydaje się nieodwołalna.

Chyba że… wydarzy się coś nieoczekiwanego.

W drzwiach pojawia się Kara, z teczką w dłoni i zmarszczonym czołem.

– Ferit, zapomniałam ci o czymś wspomnieć – mówi, podchodząc. – Komisariat w Sarıgazi przesłał wiadomość. W zamieszaniu z Deryą zupełnie ją przeoczyłam.

– Co się stało? – pyta Ferit, natychmiast czujny.
– Trucizna… – Kara urywa na moment. – Znaleziono go martwego.

W pokoju zapada cisza. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Ferit czuje, jak napięcie ścina mu kark.

***

W domu Poyraza rozlega się dzwonek do drzwi. Nana podchodzi niepewnie i otwiera. W progu stoi mężczyzna, którego twarz zna aż za dobrze – choć nie widziała jej od wielu miesięcy.

– W końcu cię znalazłem – mówi Ferit z ciepłym uśmiechem, w jego oczach błyszczy ulga.

Chwilę później siedzą już w salonie. Nana opowiada mu wszystko – o ucieczce, o Yusufie, o trudnych chwilach i strachu. Ferit słucha w milczeniu, a jego wzrok staje się coraz bardziej zamglony.

– Przeszłaś przez piekło… – mówi w końcu, z wyraźnym poruszeniem w głosie. – A mnie przy tobie nie było. Nie mogłem cię ochronić. Szukałem cię wszędzie, przeszukiwałem każdy trop. Dlaczego do mnie nie przyszłaś? Dlaczego spałaś na ulicy?

– Nie chciałam cię narażać – odpowiada cicho Nana. – Wiem, że masz córkę. Yaman mi powiedział. Najlepiej było, żebyśmy trzymali się z daleka. Bałam się, że coś ci się stanie.

Drzwi znów się otwierają – Poyraz wraca ze spaceru, prowadząc swojego brata. Ferit podnosi się i podchodzi do niego. Ich spojrzenia się krzyżują – nie potrzebują przedstawień. Spotkali się już wcześniej.

– Okłamałeś mnie – mówi Ferit, bez gniewu, raczej z uznaniem – ale wiem, że to Nana cię o to poprosiła. I nie miałeś wyjścia. Jest uparta jak nikt inny. Dziękuję ci. Chroniłeś ją. Chroniłeś Yusufa. Yaman był moim bratem, moim przyjacielem. Ty zatroszczyłeś się o jego rodzinę. Zrobiłeś to, czego ja nie zdołałem. Dziękuję ci z całego serca.

– Zrobiłem tylko to, co należało do mnie – odpowiada spokojnie Poyraz. – Nie trzeba mi dziękować. Zaprowadzę brata na górę, czuj się jak u siebie.

Oddaje Sahina pod opiekę matki, po czym wraca na dół. Przystaje przy schodach, gdzie pozostaje w cieniu, przysłuchując się rozmowie Ferita i Nany.

– Nie pozwolę ci znów zniknąć – mówi cicho, lecz stanowczo Ferit. – Yaman powierzył ci mnie. Teraz twoje bezpieczeństwo jest moją odpowiedzialnością. Zamieszkasz ze mną. Pomogę ci zacząć od nowa.

– Dziękuję… Ale muszę wyznaczyć sobie własną drogę – odpowiada Nana z delikatnym uśmiechem. – Muszę zbudować życie dla siebie i Yusufa. Po swojemu.
– Masz jakiś plan?

– Tak. Myślałam o Balıkesir. Spokojne nadmorskie miasteczko. Chcę dać Yusufowi stabilność i spokój. Wyjedziemy jeszcze w tym tygodniu. To będzie nasz nowy początek.

Ferit marszczy brwi, jego głos staje się poważniejszy:

– Twoje pozwolenie na pracę już nie obowiązuje. Nie masz też formalnej opieki nad Yusufem. Jeśli chcesz działać legalnie, musisz rozpocząć proces adopcyjny. W międzyczasie zgłosisz go do opieki społecznej. A ja zajmę się twoim pozwoleniem na pracę.

– Nie mogę oddać Yusufa! – Nana natychmiast się spina. – Miną miesiące, zanim znów będę mogła go przytulić… Nie mogę tego zrobić. Musimy wyjechać, nie ma innej drogi.

– Dobrze – mówi w końcu Ferit, po chwili ciszy. – Zaryzykuję. Zrobię, co w mojej mocy, choć to może kosztować mnie pracę. Bo ta sytuacja… jest wyjątkowa. Ale musimy porozmawiać z prawnikiem. Wszystko musi być zgodne z prawem.

Poyraz nadal stoi przy schodach, niewidoczny dla nich. Słucha każdego słowa i czuje, jak coś zaciska się w jego piersi. Myśl, że Nana odejdzie… że już za kilka dni nie będzie jej w tym domu, w jego życiu… rozdziera go od środka.

Tym razem może naprawdę stracić ją na zawsze.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 683. Bölüm i Emanet 684. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy